CZY STRANIERI PRZEŁAMIĄ WŁOSKI MONOPOL ?

Tegoroczne Giro d'Italia zapowiada się na bardzo ciekawą imprezę, w czym duża zasługa pomysłowości organizatorów. Nie chodzi tu bynajmniej o kontrowersyjną woltę jaką RCS Sport wykonało na tydzień przez startem, kiedy to na miejsce skromnej szwajcarskiej ekipy NGC Medical-OTC Industria Porte do udziału w zmaganiach zaproszono najeżoną gwiazdami ekipę Astany. Ruch ten jak i sam moment podjęcia owej decyzji oceniać można w różny sposób. Niemniej bez wątpienia wpłynie ona na losy wyścigu poważnie wzmacniając szanse "stranierich" na pierwsze od dwunastu lat zwycięstwo we włoskiej wieloetapówce. Giro d'Italia uchodzi zazwyczaj za najbardziej górski z trzech Wielkich Tourów. Pod tym względem również tegoroczna trasa nie rozczarowuje, aczkolwiek trzeba od razu powiedzieć, że tym razem Angelo Zomegnan i spółka nie popadli w przesadę. Co więcej szlak, który przemierzy peleton 91. Giro d'Italia jest bardzo urozmaicony i rzekłbym bliski perfekcji mogąc być wzorem dla organizatorów Touru czy Vuelty jak Wielki Tour z prawdziwego zdarzenia powinien wyglądać.



Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

SCENA:

Na trasie z Palermo do Mediolanu kolarze każdej specjalności znajda coś dla siebie i w dość sprawiedliwych proporcjach. Trasa o długości ponad 3430 kilometrów została podzielona na 21 etapów, w tym cztery czasówki o łącznej długości prawie 104,5 kilometra. Dodajmy tez od razu, iż każda próba czasowa będzie jedyna w swoim rodzaju. Najpierw zawodnicy zaprezentują się nam na trasie krótkiej drużynowi. Później zaś przyjdzie czas na trzy indywidualne "etapy prawdy": pierwszy w terenie górzystym, drugi stricte górski czy wręcz wspinaczkowy i trzeci zupełnie płaski na samo zakończenie wyścigu.

Z kolei spośród siedemnastu odcinków ze startu wspólnego co najwyżej sześć-siedem można uznać za "skrojone" pod sprinterów. Poza tym w programie mamy cztery etapy wysokogórskie (z czego trzy kończące się finałowymi podjazdami), dwa górzyste odcinki w Apeninach i cztery pagórkowate etapy kończące się niewielkimi podjazdami do mety, na których poszaleć powinni specjaliści od klasyków tacy choćby jak mistrz świata Paolo Bettini. Rodem z klasyków są też długości niektórych odcinków. W sumie aż osiem z nich liczyć będzie ponad 200 kilometrów. Wśród nich będzie m.in. rekordowo długi jak na ostatnią dekadę etap szósty do Peschici oraz dwa górskie odcinki w lombardzkich Alpach wyznaczone w ostatnich dniach wyścigu.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Ale po kolei. Podobnie jak w latach 1989 i 1999 przez trzy pierwsze dni uczestnicy Giro ścigać się po będą po drogach Sycylii. Po raz pierwszy zaś od 1986 roku wyścig wyruszy ze stolicy tego wyspiarskiego regionu czyli Palermo. Tym razem jednak "grande partenza" nie odbędzie się w formie kilometrowego prologu, lecz podobnie jak przed rokiem na Sardynii przybierze postać jazdy drużynowej na czas. Niemniej tegoroczna 23,5-kilometrowa trasa wokół Palermo będzie niemal zupełnie płaska, a przy tym szybka, bo dość łatwa od strony technicznej. Drugi etap ze startem Cefalu liczył będzie 207 kilometrów i poprowadzi z północy na południe wyspy do Agrigento gdzie w 1994 roku o medale Mistrzostw świata ścigali się zawodowcy. W końcówce tego od startu dość górzystego etapu dwukrotnie trzeba będzie pokonać liczący 3,7 kilometra podjazd o przewyższeniu 203 metrów, na którym po tęczową koszulkę sięgnął Francuz Luc Leblanc. Trzeci 221-kilometrowy etap z Katanii do Milazzo w początkowej części przebiegał będzie wokół słynnej Etny, zaś od około setnego kilometra już po płaskim nadmorskim terenie, więc najpewniej padnie łupem sprinterów.

Pierwszy dzień na kontynencie czyli etap czwarty z Pizzo Calabro do Catanzaro Lungomare (183 km) również powinien się zakończyć finiszem z peletonu. Co prawda początkowo trzeba się będzie wspiąć na poziom 1353 metrów n.p.m., lecz Passo di Pietra Spada ulokowane jest już na 64 kilometrze, po czym do mety będzie z górki za wyjątkiem podjazdu do Catanzaro na 19 kilometrów przed finiszem na wybrzeżu Morza Jońskiego. Ciekawiej powinno być na 203-kilometrowym etapie piątym z Belvedere Marittimo do stacji termalnej Contursi Terme gdzie na ostatnich trzech kilometrach trzeba będzie wjechać z poziomu 81 na 246 metrów n.p.m. co oznacza podjazd o średnim nachyleniu 5,5 %. Z kolei na pagórkowatym etapie szóstym z Potenzy do Peschici na półwyspie Gargano najbardziej wejdzie kolarzom w nogi sam dystans. Trzeba się bowiem cofnąć dokładnie piętnaście lat w głąb bogatej historii Giro by odnaleźć poprzedni przeszło 260-kilometrowy etap tego wyścigu. Do tego jeszcze finisz tegorocznego 265-kilometrowego odcinka znajduje się na wzniesieniu o długości 1,3 kilometra i średnim nachyleniu 6,6 % gdzie przed dwoma laty triumfował Franco Pellizotti.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Taki maraton znakomicie "zmiękczy" peleton przed pierwszym prawdziwie górskim etapem w sercu Apeninów. Na 180-kilometrowym etapie z Vasto do Pescocostanzo znajdą się trzy premie górskie, w tym podjazdy pierwszej i drugiej kategorii tzn. Rionero Sanitico (1051 m. n.p.m., na 132 km) oraz Pietransieri (1337 m. n.p.m., na 167 km), a do tego jeszcze do mety będzie wiódł podjazd o długości 2,9 kilometra ze średnim nachyleniem 5,8 %. Etap ósmy o długości 208 kilometrów z Rovisondoli do położonego pod Rzymem miasteczka Tivoli też nie będzie należał do najłatwiejszych pomimo przekroju trasy chylącego się ku poziomowi morza. Na ostatnich pięciu kilometrach peleton będzie musiał wjechać z poziomu 42 na 224 metry n.p.m. czyli średnio 3,6 %, co bardziej niż sprinterom może odpowiadać szybkim klasykom takim jak ostatni tutejszy zwycięzca Belg Roger De Vlaeminck (z 1975 roku). Do sprinterów powinno jednak należeć ostatnie słowo przed pierwszym dniem przerwy w wyścigu. Zanosi się na to, bowiem 218-kilometrowy etap z Civitavecchia do San Vincenzo nie przedstawia sobą większych trudności. Jedyna tego dnia premia górska jest trzeciorzędnej wartości i położona jest w odległości 41 kilometrów od mety.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Druga tercja wyścigu zacznie się od najdłuższej w tym roku indywidualnej czasówki. Dystans 39,4 kilometra z pozoru nie robi wielkiego wrażenia, szczególnie przy rozmiarach czasówek rodem z Tour de France. Niemniej biorąc pod uwagę profil tego odcinka mądre rozłożenie sił powinno mieć kluczowe znaczenie dla uzyskania dobrego rezultatu. Tylko pierwsze 19 kilometrów z Pesaro nad Adriatykiem (4 metry n.p.m.) do Morciola (74 m. n.p.m.) będzie praktycznie płaskie. Potem będzie już tylko mniej lub bardziej pod górkę. Po drodze czekać będą na uczestników m.in. dwa nieprzyjemne podjazdy z nachyleniami dochodzącymi do 10 i 12 %, zaś sama meta w Urbino usytuowana jest na wysokości 451 metrów n.p.m.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Po trudach takiej czasówki nie będzie się można jednak zregenerować na etapie jedenastym. Na 199-kilometrowym etapie do Ceseny peleton przemierzy północno-wschodni skraj Apeninów i będzie musiał zmierzyć się z wieloma zdradliwymi podjazdami, w tym czteroma premiami górskimi czyli: San Marino (69 km), Monte Carpegna (108 km), Perticara (139 km) i Sorrivoli (170 km). Szczególnie "nagrodzona" pierwszą kategorią Carpegna (1358 metrów n.p.m.) robi wrażenie, jako że na ostatnich pięciu kilometrach jej średnia stromizna przekracza 10,5 %, przy maksimum rzędu 14 %. Dlatego też już w tym miejscu grupa zasadnicza może pójść w rozsypkę, zaś górek nie zabraknie do samej mety. Na przykład w samej końcówce na trasie 11,5 kilometrowej rundy wokół Ceseny pojawi się też znienacka Cippo Pantani - "hopka" o przewyższeniu 116 metrów, usytuowana niespełna sześć kilometrów przed metą. Warto wspomnieć, iż tego rodzaju etapy w historii najnowszej Giro miały zawsze arcyciekawy przebieg, zaś w samej Cesenie przed czteroma laty po solowym rajdzie triumfował Emanuele Sella.

Po trudnym rozstaniu z Apeninami uczestnicy Giro z ulgą powitają za to dwa zupełnie płaskie odcinki na Nizinie Padańskiej. Etapy dwunasty (do Carpi) i trzynasty (do Citadelli) są jakby stworzone dla sprinterów. Zarówno na 172-kilometrowym etapie z Forli do Carpi jak i 177-kilometrowym z Modeny do Cittadelli nie sposób będzie uświadczyć najmniejszego choćby podjazdu. Namieszać w scenariuszu zdarzeń może chyba tylko kapryśna w tym regionie pogoda. W razie silnego wiatru i ulewnego deszczu wszystko jest możliwe. Wystarczy wspomnieć, iż w 1998 roku podczas ostatniej wizyty w Carpi górą byli harcownicy, zaś zwycięstwo etapowe jak i koszulka lidera przypadła niespodziewanie Francuzowi Laurentowi Roux.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Dwa tygodnie po starcie z Palermo wyścig wkroczy w swą decydującą fazę 195-kilometrowym czternastym etapem z Werony do Alpe di Pampeago. Co prawda organizatorzy wyznaczyli na tym odcinku tylko dwie górskie premie, ale już przed pierwszą z nich czyli przeszło 23-kilometrowym podjazdem pod Passo Manghen (2047 m. n.p.m., na 161 km) będą musieli pokonać trzy niesklasyfikowane wzniesienia o przewyższeniu kilkaset metrów każdy. Z kolei po zjeździe z Manghen i kilku kilometrach płaskiego terenu w Val di Fiemme trzeba będzie się sforsować 7,5-kilometrowy finałowy podjazd do stacji Alpe di Pampeago gdzie średnie nachylenie wynosi 10%, zaś maksymalne sięga aż 16 %. W tym miejscu nie wygrywają kolarze przypadkowi by wspomnieć tylko nazwiska trzech dotychczasowych triumfatorów: Paweł Tonkow, Marco Pantami i Gilberto Simoni.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Mimo tych trudności będzie to jednak zaledwie przygrywka do niedzielnego etapu z całą serią poważnych wzniesień na dolomickich szosach. Etap piętnasty z Arabby do Passo Fedaia u podnóża królowej Dolomitów czyli góry Marmolada śmiało można określić mianem królewskiego w tegorocznej edycji wyścigu. Pomimo zaledwie 153 kilometrów zawodnicy będą musieli pokonać aż sześć klasyfikowanych podjazdów, w tym trzy pierwszej kategorii oraz bardzo "sztywne" wzniesienie finałowe. Zaraz po starcie powita ich passo Pordoi (2239 m. n.p.m., na 9 km), potem passo San Pellegrino (1918 m. n.p.m., na 50 km) i niepozorny "debiutant" San Tomaso Agordino (1082 m. n.p.m., na 72 km). Rozgrywka nabierze zapewne rumieńców na stromym podjeździe pod passo Giau (2239 m. n.p.m., na 99 km), skąd przez passo Falzarego (2105 m. n.p.m., na 120 km) "postrzępiony" peleton powróci do miejscowości Caprile by zacząć finałowe wzniesienie o długości 13,35 kilometra oraz przewyższeniu 1059 metrów. Respekt najlepszych kolarzy wzbudza druga połowa tego podjazdu gdzie średnie nachylenie przekracza 11%, zaś maksimum sięga nawet 18%! Na psychikę działa też zaczynająca się w punkcie zwanym Malga Ciapeda stroma "prosta do nieba" o długości około 2700 metrów. Tego dnia różnice na mecie powinny być już znaczące, lecz nie będzie to jeszcze koniec wyzwań jakie czekać będą uczestników wyścigu w samych Dolomitach.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Górski tryptyk zakończy bowiem górska czasówka z San Vigilio di Marebbe do Plan de Corones na skromnym dystansie 12,85 kilometra, na którym to jednak trzeba będzie pokonać przewyższenie 1086 metrów. Odcinek ten z technicznego punktu widzenia podzielić można na trzy tercje. Pierwsza niespełna 4-kilometrowa jest całkiem przyjemna czyli o średnim nachyleniu około 5%. Druga 3,6-kilometrowa prowadzi niemal do samej przełęczy Furcia (1738 m. n.p.m.) przy średnim nachyleniu około 10%. W tym miejscu skończy się asfalt i kolarze wjadą na najbardziej stromy i zarazem szutrowy odcinek z Furcia na Kronplatz, gdzie na przestrzeni 5,25 kilometra trzeba będzie pokonać kolejne 535 metrów w pionie co da średnią rzędu 10,2 %. Przy czym nie zabraknie tu fragmentów wręcz morderczych jak usytuowany nieco ponad kilometr przed szczytem wiraż SX o nachyleniu 24%!

Po tego typu atrakcjach wszyscy uczestnicy tak zwycięzcy jak i przegrani z pewnością z uczuciem ulgi powitają drugi dzień przerwy w wyścigu we wtorek 27 maja. Po nim zaś przyjdzie pora na dwa łatwiejsze etapy, w tym na wizytę we włoskiej Szwajcarii czyli kantonie Ticino. Etap siedemnasty z Sondrio do szwajcarskiego Locarno miał mieć początkowo całkiem górzysty przebieg z podjazdami pod dwa "dwutysięczniki" w postaci przełęczy Spluga i San Bernardino. Ostatecznie jednak na kilka tygodni przed startem Giro organizatorzy postanowili odchudzić ten odcinek i tym samym dać sprinterom choć jedną okazje do popisów trzecim tygodniu zmagań. Na skromnym odcinku zaledwie 146 kilometrów będzie tylko jedna premia trzeciej kategorii tzn. górka Monte Ceneri znana z trasy czasówki podczas Mistrzostw świata - Lugano 1996. Z kolei etap osiemnasty będzie miał bardzo silne związki z dwoma najbliższymi czempionatami globu. Pagórkowate 147 kilometrów połączy bowiem szwajcarskie Mendrisio czyli gospodarza przyszłorocznych Mistrzostw z włoskim Varese, które będzie areną zmagań o tęczowe koszulki już za cztery miesiące. Co prawda na tym etapie peleton pokona podobnie jak dzień wcześniej tylko jedną premię górską trzeciej kategorii, lecz w końcówce trzeba będzie też dwukrotnie pokonać pagórki: Montello i Ronchi na mistrzowskich rundach o długości 17,4 kilometra.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Pole do ostatecznego starcia wyznaczono faworytom wyścigu na szosach Lombardii. Na pierwszy ogień pójdzie 228-kilometrowy etap dziewiętnasty z Legnano do Monte Pora. Cała trudność tego odcinka będzie skupiona na ostatnich 75 kilometrach tego etapu począwszy od miejscowości Forno Allione. Z tego miejsca trzeba będzie pokonać najpierw 20-kilometrowy podjazd pod passo Vivione (1828 m. n.p.m., na 173 km), zaś następnie niespełna 5-kilometrwe wzniesienie Presolana (1297 m. n.p.m.) o średnim nachyleniu 8,3 % oraz finałowy i niesprawdzony jeszcze na Giro podjazd pod Monte Pora (1453 m. n.p.m.) liczący sobie 6,3 km przy średnim nachyleniu blisko 7%.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Wyrobionemu kibicowi z pewnością więcej będą mówiły nazwy wzniesień przyszykowanych w "menu" dwudziestego etapu. Jeszcze przed półmetkiem owego 224-kilometrowego odcinka z Rovetty do Tirano trzeba będzie się zmierzyć z niebotyczną passo Gavia (2621 m. n.p.m., na 107 km) czyli najwyższym punktem na trasie całego wyścigu zgodnie z tradycją "ochrzczonym" mianem Cima Coppi. Po długim zjeździe do Bormio i niżej przez dolinę Valtellina do Mazzo przed kolarzami wyrośnie morderczo stromy podjazd pod passo Mortirolo (1854 m. n.p.m.) czyli blisko 13 kilometrów o średnim nachyleniu 10,2 % przy maksimum 18%! Zapewne na tej górze "pójdą" decydujące o losach etapu, jeśli nie całego wyścigu ataki, albowiem ostatnie wzniesienie czyli 15,5-kilometrowy podjazd z Edolo do Apriki jest dość wypłaszczony przy średniej 3,1% i nadaje się bardziej jazdy w mocnym, równym tempie niż przeprowadzania ataków. Po Aplice zaś przyjdzie jeszcze czas na 12-kilometrowy zjazd do wioski Starzona i płaskie 5 kilometrów do mety w Tirano tuż pod granicą ze Szwajcarią.


Photo: http://www.gazzetta.it/Speciali/Giroditalia/2008/

Gdy zaś Apeniny, Dolomity i lombardzkie Alpy wszystkiego nam nie wyjaśniły jeśli chodzi o wyścigową hierarchię to organizatorzy zadbali o dobrą zabawę dla nas kibiców również podczas ostatniego dnia wyścigu. Podobnie jak w 2003 roku wyścig skończy się bowiem płaską czasówką do Mediolanu. Tym razem "etap ostatecznej prawdy" wystartuje z Cesano Maderno i liczył będzie 28,5 kilometra. Przed pięciu laty podobny finał był jedynie uroczystą procesją ku chwale Simoniego, a prawdziwą walkę stoczyli jedynie Stefano Garzelli z Jarosławem Popowiczem o drugie miejsce na podium. Ciekawe czy w tym roku, w niedzielę 1 czerwca czekać nas będzie więcej emocji?


AKTORZY:

LPR Brakes: 1. Danilo Di Luca (ITA), 2. Paolo Bailetti (ITA), 3. Gabriele Bosisio (ITA), 4. Riccardo Chiarini (ITA), 5. Giairo Ermiti (ITA), 6. Jure Golcer (SLO), 7. Daniele Pietropolli (ITA), 8. Paolo Savoldelli (ITA), 9. Alessandro Spezialetti (ITA)

Drużyna dwóch byłych triumfatorów Giro. Di Luca był najlepszy przed rokiem jadąc w barwach Liquigasu. Jednak od maja zeszłego roku miał więcej kłopotów niż powodów do radości. Przypomniano mu stare grzechy oraz pojawiły się wobec niego nowe podejrzenia dopingowe. Ostatecznie przegrał rywalizację o drugie w karierze zwycięstwo w Pro Tourze i nie znalazł miejsca w żadnej ekipie należącej do światowej ekstraklasy. Savoldelli - zwycięzca Giro z lat 2002 i 2005 - odszedł z niesławnej Astany i powrócił na krajowe podwórko. Pytanie czy obaj panowie na Giro będą się wspierać czy też każdy z nich pojedzie na własne konto? Z reszty zespołu warto zwrócić uwagę na dwóch młodych Włochów: Bosisio i Pietropoliego oraz Słoweńca Golcera. Każdy z nich jest w stanie wygrać jakiś pagórkowaty lub górzysty etap po finiszu z mniejszej grupki.

AG2R-La Mondiale: 11. Tadej Valjavec (SLO), 12. Philip Deignan (IRL), 13. Rene Mandri (EST), 14. Laurent Mangel (FRA), 15. Rinaldo Nocentini (ITA), 16. Nicolas Rousseau (FRA), 17. Blaise Sonnery (FRA), 18. Aleksander Usow (BLR), 19. Jurij Kriwcow (UKR)

Mistrz Słowenii Valjavec imponował równą i wysoką formą w pierwszej połowie ubiegłorocznego sezonu. Tym razem jest inaczej. Po przejściu do z Lampre francuskiej ekipy szykuje się chyba bardziej na Tour de France. W tej sytuacji być może wiecej do powiedzenia będzie miał jedyny Włoch w tej ekipie czyli Nocentini, który w tym roku pokazał się z dobrej strony na Paryż - Nicea gdzie minimalnie przegrał tylko z Davide Rebellinem. Za sprinterskie końcówki w tym zespole odpowiadał będzie Usow, zaś w niejednej ucieczce zobaczymy zapewne Kriwcowa.

Astana: 21. Levi Leipheimer (USA), 22. Alberto Contador (ESP), 23. Władimir Gusiew (RUS), 24. Antonio Colom (ESP), 25. Maksym Igliński (KAZ), 26. Steve Morabito (SUI), 27. Andriej Mizurow (KAZ), 28. Andreas Klöden (GER), 29. Assan Bazajew (KAZ)

Niespodziewany, acz bardzo istotny dodatek do listy startowej sprzed zaledwie paru dni. Przebudowana Astana jest swego rodzaju mieszanką starego zespołu autorstwa Aleksandra Winokurowa oraz ekipy Discovery Channel spod wprawnej ręki Johana Bruyneela. Nie mając zaproszenia na Tour Johan Bruyneel rzuca wszystkie swe siły na Giro. Na starcie w Palermo pojawia się zarówno pierwszy i trzeci kolarz ubiegłorocznej "Wielkiej Pętli" czyli Contador i Leipheimer jak również Kloden, który też stawał na generalnym podium na Polach Elizejskich i to dwukrotnie. To właśnie Niemiec wydaje się być w najlepszej formie spośród tego doborowego tercetu gdyż właśnie wygrał Tour de Romandie. Niemniej dawni Disco-boys też już w tym sezonie błysnęli: Contador wygrał Vuelta la Pais Vasco, zaś Amerykanin Tour of California. Spośród licznej grupy kolarzy zza Buga warto wyróżnić Gusiewa i Iglińskiego obaj potrafią skutecznie atakować i wygrywać etapy nawet w każdym terenie.

Barloworld: 31. Francesco Bellotti (ITA), 32. Patrick Calcagni (SUI), 33. Felix Cardenas (COL), 34. Steven Cummings (GBR), 35. Enrico Gasparotto (ITA), 36. Christian Pfannberger (AUT), 37. Carlo Scognamiglio (ITA), 38. Mauricio Soler (COL), 39. Geraint Thomas (GBR)

Drużyna zarejestrowana na Wyspach Brytyjskich niespodziewanie narobiła sporego zamieszania podczas ubiegłorocznego Touru i z takim składem jak wyżej przedstawiony ma wszelkie dane ku temu by również na Giro pozostawić po sobie dobre wrażenie. W klasyfikacji generalnej powinien się liczyć najlepszy góral zeszłorocznej "Wielkiej Pętli" czyli Soler. Jego rodak Cardenas wygrywał już etapy na Tourze i Vuelcie, więc sukces na Giro pasuje mu do kolekcji. Austriak Pfannberger był objawieniem ardeńskich klasyków i będąc w bardzo dobrej formie może namieszać na górzystych odcinkach. Ex-mistrz Włoch Gasparotto miał bardzo dobry początek sezonu i aktualnie jest liderem klasyfikacji Europe Tour, zaś przed rokiem dwa dni jechał w "maglia rosa".

Caisse d'Epargne: 41. Marlon Perez (COL), 42. Joan Horrach (ESP), 43. Władimir Karpets (RUS), 44. Pablo Lastras (ESP), 45. Francisco Perez (ESP), 46. Mathieu Perget (FRA), 47. Joaquin Rodriguez (ESP), 48. Jose Rujano (VEN), 49. Luis Pasamontes (ESP)

Silny skład, choć bez największej gwiazdy czyli Alejandro Valverde. W sumie trzech ludzi do "generalki" i dwóch "łowców etapów". Rujano był objawieniem Giro przed trzema laty kiedy to dla ekipy Selle Italia wygrał etap i klasyfikację górska oraz ukończył cały wyścig na trzecim miejscu. W tym samym wyścigu Karpiec był siódmy. Rosjanin na razie największe sukcesy święcił w krótszych etapówkach - przed rokiem wygrał Volta a Catalunya i Tour de Suisse - lecz trasa tegorocznego Giro z większą ilością czasówek powinna mu szczególnie odpowiadać. Lastras to "harcownik" pierwsza klasa, wygrywał już etapy na każdym z Wielkich Tourów. Z kolei mistrz Hiszpanii Rodriguez będzie miał sporo szans na zwycięstwo etapowe do półmetka wyścigu bowiem finisze pod małe górski to jego specjalność co pokazał ostatnio chociażby na Tirreno - Adriatico. Niestety tuż przed startem Giro ze składu tej ekipy wypadł dziesiąty przed rokiem Arroyo. Hiszpan po wypadku już na sycylijskim treningu odniósł kontuzje lewego nadgarstka i łokcia.

Cofidis: 51. Mickael Buffaz (FRA), 52. Kelvin De Weert (BEL), 53. Bingen Fernandez (ESP), 54. Nicolas Hartmann (FRA), 55. Steve Zampieri (SUI), 56. Yann Huguet (FRA), 57. Damien Monier (FRA), 58. Nick Nuyens (BEL), 59. Rik Verbrugghe (BEL)

Jak "przystało" na francuska ekipę Cofidis przysłał do Włoch skład raczej rezerwowy. Zdecydowanie najgłośniejsze nazwiska to dwaj Belgowie: Nuyens i Verbrugghe. Ten pierwszy to specjalista od północnych klasyków. W tym roku był drugi w Ronde van Vlaanderen. Z kolei doświadczony Verbrugghe, co prawda w tym roku jeszcze nie błyszczał, ale trzeba pamiętać, że zazwyczaj dobrze czuje się we Włoszech i na Giro wygrał już trzy etapy, w tym ostatni przed dwoma laty. Niezłym góralem jest Zampieri, którego możemy zobaczyć w niejednej ucieczce podczas górzystych etapów.

CSF Group-Navigare: 61. Emanuele Sella (ITA), 62. Fortunato Baliani (ITA), 63. Ariel Maximiliano Richeze (ARG), 64. Luis Felipe Laverde (COL), 65. Julio Alberto Perez Cuapio (MEX), 66. Filippo Savini (ITA), 67. Matteo Priamo (ITA), 68. Tiziano Dall'Antonia (ITA), 69. Domenico Pozzovivo (ITA)

Grupa bardzo żywotnych - czytaj skorych do akcji zaczepnych - zawodników, a przy tym ciekawa mieszanka rutyny (Baliani, Laverde, Perez) i młodości (Sella, Pozzovivo). Liderem na klasyfikację generalną będzie Sella, który zazwyczaj "kręci się" w Giro około dziesiątej lokaty. Laverde i Perez mają już w swym dorobku zwycięstwa etapowe na Giro. Kolumbijczyk potrafi się znaleźć w odjeździe na górzystych odcinkach, zaś Meksykanin w swych najlepszych latach był jedną z najlepszych "wysokogórskich kozic" we włoskim peletonie. Dobrą formę zasygnalizował też ostatnio trzecim miejscem w Giro del Trentino Pozzovivo. Na finiszach miał walczyć Argentyńczyk Richeze, ale w ostatniej chwili okazało się iż "wpadł" na kontroli antydopingowej podczas Circuit de la Sarthe.

Euskaltel-Euskadi: 71. Josu Agirre (ESP), 72. Lander Aperribay (ESP), 73. Koldo Fernandez (ESP), 74. Aitor Galdos (ESP), 75. Dionisio Galparsoro (ESP), 76. Markel Irizar (ESP), 77. Inigo Landaluze (ESP), 78. Alan Perez (ESP), 79. Ivan Velasco (ESP)

Baskowie najwyraźniej oszczędzają swe zastępy na Tour i Vueltę. Na dobrą sprawę szerzej znani w światowym peletonie są tu tylko: Fernandez i Landaluze. Ten pierwszy to zdolny sprinter, który przed rokiem zaskoczył Włoch wygrywając ostatni etap Tirreno - Adriatico. Z kolei drugi wsławił się przede wszystkim wielce niespodziewanym zwycięstwem w Criterium Dauphine Libere anno domini 2005, kiedy to dzięki akcji z zaskoczenia "utarł nosa" takim asom jak Santiago Botero czy Levi Leipheimer. Szybki, lecz bardziej wszechstronny od Fernandeza jest Galdos, który może się liczyć na finiszach z mniejszych grupek.

Française des Jeux: 81. Mikael Cherel (FRA), 82. Timothy Gudsell (NZL), 83. Jewgienij Hutarowicz (BLR), 84. Lilian Jégou (FRA), 85. Yoann Le Boulanger (FRA), 86. Guillaume Levarlet (FRA), 87. Jeremy Roy (FRA), 88. Tom Stubbe (BEL), 89. Jussi Veikkanen (FIN)

Francuskie podejście do Giro przedstawiłem już krótko przy prezentacji Cofidisu. Chyba jeszcze mniej możemy się spodziewać po młodych podopiecznych Marca Madiot. Szef wysłał ich do Włoch celem nabrania doświadczeń. Białorusin Hutarowicz jest dość szybkim sprinterem, zaś Belg Stubbe przed dwoma laty był trzeci w Tour de l'Avenir. Podczas ubiegłorocznego z dobrej strony pokazał się Le Boulanger przede wszystkim dzięki śmiałej ucieczce na etapie do Briancon.

Gerolsteiner: 91. Robert Förster (GER), 92. Thomas Fothen (GER), 93. Johannes Fröhlinger (GER), 94. Oscar Gatto (ITA), 95. Sven Krauss (GER), 96. Andrea Moletta (ITA), 97. Volker Ordowski (GER), 98. Davide Rebellin (ITA), 99. Matthias Russ (GER)

"Mineralni" przyjechali do Włoch bez człowieka na "generalkę", ale ze swą największą gwiazdą. Niezmordowany specjalista od klasyków Rebellin będzie miał w pierwszych dwóch tygodniach co najmniej kilka okazji do powtórzenia etapowego sukcesu sprzed dwunastu lat, choć tym razem nikt nie oczekuje od niego szóstej lokaty na mecie w Mediolanie. W odwodzie pozostaje jeszcze sprinter Forster, który wygrał po jednym etapie podczas dwóch ostatnich edycji Giro. Niemcy spodziewają się dobrej jazdy utalentowanego "górala" Frohlingera.

High Road: 101. Mark Cavendish (GBR), 102. Andre Greipel (GER), 103. Adam Hansen (AUS), 104. Tony Martin (GER), 105. Marco Pinotti (ITA), 106. Morris Possoni (ITA), 107. Frantisek Rabon (CZE), 108. Konstantin Siwcow (BLR), 109. Bradley Wiggins (GBR)

Liderem zespołu będzie Pinotti, który przed rokiem cztery dni prowadził w tym wyścigu, zaś przed tygodniem ukończył na trzecim miejscu Tour de Romandie. W górach z dobrej strony mogą się pokazać zwycięzca Tour of Georgia Białorusin Siwcow oraz młody i lubiący atakować Possoni. Jednym z faworytów do sprinterskich zwycięstw będzie wielce utalentowany Cavendish, ubezpieczany na ostatnich metrach przez Greipela, który w tym roku dzięki skutecznym finiszom zdecydowanie wygrał Tour Down Under. W czasówkach z dobrej strony mogą się pokazać utalentowany Martin oraz król torowych "średniaków" Wiggins.

Lampre: 111. Marzio Bruseghin (ITA), 112. Paolo Bossoni (ITA), 113. Fabio Baldato (ITA), 114. David Loosli (SUI), 115. Sylwester Szmyd (POL), 116. Simon Spilak (SLO), 117. Mirco Lorenzetto (ITA), 118. Mauro Santambroglio (ITA), 119. Francesco Gavazzi (ITA)

Pod nieobecność szykującego się do TdF Damiano Cunego liderem zespołu będzie Bruseghin, który w przeszłości bywał już w Giro dziewiąty i ósmy mimo pracy wykonywanej na rzecz Alessandro Petacchiego czy też wspomnianego Cunego. Włoch dobrze sobie radzi w górach, a przy tym jest bardzo mocnym czasowcem - przed rokiem wygrał górską czasówkę do sanktuarium Oropa. Nie jest on jednak liderem, na którego wszyscy pozostali zawodnicy będą musieli harować od pierwszego do ostatniego dnia wyścigu. Z większej niż zwykle swobody taktycznej powinien skorzystać Szmyd, który udanie zaprezentował się w Settimana Coppi e Bartali, Giro del Trentino i Tour de Romandie. Odpowiedni wiek, moc doświadczeń, brak mocnego lidera i dobra forma - wszystko to sprawia, iż właśnie teraz Sylwek ma najlepszą okazję pokazać na co naprawdę go stać. Z kolei na finiszowych końcówkach, choć raczej etapów pagórkowatych niż zupełnie płaskich może powalczyć Lorenzetto wspierany przez 40-letniego weterana Baldato, który dawnymi czasy wygrywał etapy na każdym z Wielkich Tourów. Ciekawe co pokaże zdolny Słoweniec Spilak, który dobre wrażenie zrobił już we wczesno-wiosennych wyścigach.

Liquigas: 121. Daniele Bennati (ITA), 122. Kjell Carlström (FIN), 123. Dario Cataldo (ITA), 124. Władimir Miholjevic (CRO), 125. Vincenzo Nibali (ITA), 126. Andrea Noe' (ITA), 127. Franco Pellizotti (ITA), 128. Alessandro Vanotti (ITA), 129. Charles Wegelius (GBR)

Po "spławieniu" kontrowersyjnego Di Luki jest to drużyna "Rekina z cieśniny Messyńskiej" i "Delfina z Bibbione". Pod tymi przydomkami kryją się Nibali oraz Pellizotti. Ten pierwszy czyni systematyczne postępy i dojrzewa do roli lidera silnego zespołu. Przed dwoma tygodniami wygrał Giro del Trentino. Radzi sobie w górach i potrafi zabłysnąć w jeździe na czas. Dodatkowo będzie bardzo umotywowany od samego początku jako, że Giro startuje w tym roku z jego rodzinnej Sycylii. Jeśli Liquigas powtórzy sukces z ubiegłorocznej drużynówki to niewykluczone, iż właśnie on będzie pierwszym liderem wyścigu. Z kolei Pellizzotti jest bardziej doświadczony, ale mimo kilku dobrych występów w Giro najwyżej ukończył ów wyścig na ósmym miejscu w 2006 roku, kiedy to też wygrał etap do Peschici. W górach obaj będą mogli liczyć na wsparcie Miholjevicia, Wegeliusa i przede wszystkim super-weterana Noe'. Z kolei na finiszach płaskich i pagórkowatych królem sprintu może być Bennati, który przed rokiem wygrał dwa etapy Touru i trzy odcinki Vuelty, ale na Giro jeszcze nigdy nie cieszył się ze zwycięstwa.

Quick Step: 131. Paolo Bettini (ITA), 132. Aleksander Jefimkin (RUS), 133. Addy Engels (NED), 134. Mauro Facci (ITA), 135. Juan Manuel Garate (ESP), 136. Hubert Schwab (SUI), 137. Kevin Seeldrayers (BEL), 138. Andrea Tonti (ITA), 139. Giovanni Visconti (ITA)

Największą gwiazda tego zespołu jest niewątpliwie dwukrotny mistrz świata i mistrz olimpijski z Aten Bettini, który po słabszych początku sezonu będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony w swym najprawdopodobniej ostatnim Giro w karierze. Dobry występ dla "świerszcza" to zwycięstwa etapowe - będzie miał ku temu kilka wybornych okazji - oraz być może walka o "maglia ciclamino" czyli zwycięstwo w klasyfikacji punktowej jeśli typowi sprinterzy zdezerterują przed trudami trzeciego tygodnia. W roli "łowcy etapów" wystąpi też zapewne uczeń Bettiniego czyli aktualny mistrz Włoch Visconti. W "generalce" może powalczyć Garate, który już czterokrotnie kończył Giro w czołowej "10", będąc m.in. czwarty w 2002 i piąty w 2005 roku. W górach przydatni mu mogą się okazać: Jefimkin, Tonti i młody Seeldrayers.

Rabobank: 141. Denis Mienszow (RUS), 142. Graeme Brown (AUS), 143. Bram de Groot (NED), 144. Theo Eltink (NED), 145. Matthew Hayman (AUS), 146. Dimitrij Kozontchuk (RUS), 147. Gerben Löwik (NED), 148. Paul Martens (GER), 149. Mauricio Ardila (COL)

Mienszow to triumfator Vuelty z lat 2005 i 2007 co każe w nim upatrywać jednego z najgroźniejszych rywali dla faworytów gospodarzy. Z pewnością jednak celem nr 1 w sezonie jest Rosjanina Tour de France. Pytanie więc czy do Giro podejdzie on na tyle poważnie by liczyć się w alce o generalne podium, czy tez solidnie "trenując" pokusi się tylko o jakieś etapowe zwycięstwo? W każdym razie potencjał ma, zaś w formie też jest już dobrej o czym świadczy czwarte miejsce w Romandii. Niezłym góralem jest też Armila, który przed trzema laty był ósmy w Vuelcie. Kolumbijczyk może celować w wygranie któregoś z górzystych odcinków. Natomiast Brown będzie się jak zwykle "rozpychać łokciami" na finiszach płaskich etapów.

Saunier Duval-Scott: 151. Riccardo Ricco (ITA), 152. Jose Alberto Benitez (ESP), 153. Raivis Belohvosciks (LAT), 154. Eros Capecchi (ITA), 155. David Canada (ESP), 156. Ermanno Capelli (ITA), 157. Iker Camano (ESP), 158. Luciano Pagliarini (BRA), 159. Leonardo Piepoli (ITA)

Niby "wszystkie Ryśki to fajne chłopy", ale Ricco' nie jest lubiany we włoskim peletonie z uwagi na swój niewyparzony język. Przed rokiem jeszcze asystując przy Gilberto Simonim zdołał zająć szóste miejsce w "generalce" i wygrać królewski etap z metą na Tre Cime di Lavaredo. Teraz będzie już liderem hiszpańskiego zespołu i wciąż może liczyć w górach na tak klasowego górala jak Piepoli. Ten doborowy "scalatore" zazwyczaj odpuszcza klasyfikację generalną wyścigu skupiając się na sukcesach etapowych. W poprzednich dwóch edycjach Giro wygrał trzy etapy, zaś przed rokiem dodatkowo wywalczył też "maglia verde" czyli zieloną koszulkę dla najlepszego górala wyścigu. W zespole tym pojadą też dobrzy czasowy: Belohvosciks i Canada oraz zdolny młodzian Capecchi.

Diquigiovanni-Androni Giocatelli: 161. Gilberto Simoni (ITA), 162. Alessandro Bertolini (ITA), 163. Danilo Hondo (GER), 164. Raffaele Illiano (ITA), 165. Rusłan Iwanow (MDA), 166. Gabriele Missaglia (ITA), 167. Daniele Nardello (ITA), 168. Carlos Jose Ochoa (VEN), 169. Jose Rodolfo Serpa (COL)

"Gibo" Simoni to człowiek-instytucja w historii najnowszej Giro d'Italia. Podczas ostatnich dziewięciu edycji tego wyścigu, siedem razy stanął na generalnym podium, wygrywając ów wyścig w latach 2001 i 2003. Przy okazji wygrał tez siedem etapów i klasyfikację punktową tego wyścigu przed pięciu laty. Tegoroczne Giro ma być jego wielkim pożegnaniem z zawodowym peletonem. Po Giro planuje przerzucić się na kolarstwo górskie by przygotować się do Mistrzostw świata w maratonie MTB, które odbędą się w jego rodzinnych stronach. Po za nim w drużynie "Księcia" Gianniego Savio niemal same znane nazwiska. Bertolini i Illiano pokazywali się już z dobrej strony w tym roku i z pewnością powalczą o etapowe zwycięstwo. Serpa może się okazać mocnym adiutantem Simoniego na najtrudniejszych podjazdach. Natomiast Hondo spróbuje się przypomnieć "tifosim". W sezonie 2001 walczył na Giro z samym Mario Cipollinim wygrywając przy tym dwa etapy.

Silence-Lotto: 171. Geert Steurs (BEL), 172. Dominique Cornu (BEL), 173. Francis De Greef (BEL), 174. Dries Devenyns (BEL), 175. Nick Gates (AUS), 176. Matthew Lloyd (AUS), 177. Robbie McEwen (AUS), 178. Jurgen Van den Broeck (BEL), 179. Wim Van Huffel (BEL)

Ta ekipa liczyć będzie jak zwykle na super-sprintera McEwena, który pod nieobecność Petacchiego jest najbardziej zyskał miano utytułowanego kolekcjonera etapów, na liście startowej wyścigu. Począwszy od 2002 roku Australijczyk wygrał dwanaście odcinków Giro, choć zarazem nigdy tego wyścigu nie ukończył. Tym razem również z góry można przewidzieć, iż opuści karawanę wyścigu najpóźniej po trzynastym etapie by zaoszczędzić nieco sił przed Tour de France. Pod nieobecność Cadela Evansa czy choćby Jarosława Popowicza brak w tej ekipie człowieka na "generalkę", lecz trzeba zauważyć, iż w tym roku z dobrej strony pokazywał się - także w górach - mistrz Australii Lloyd, zaś Van Huffel bywał już w Giro nawet jedenasty w 2005 roku. Warto też zwrócić uwagę na występ Cornu, który przed dwoma laty został mistrzem świata w jeździe na czas wśród "młodzieżowców".

Slipstream-Chipotle: 181. Magnus Backstedt (SWE), 182. Julian Dean (NZL), 183. Ryder Hesjedal (CAN), 184. David Millar (GBR), 185. Jonathan McCarthy (USA), 186. Danny Pate (USA), 187. Christopher Sutton (AUS), 188. Christian Vandevelde (USA), 189. David Zabriskie (USA)

Ciekawa ekipa złożona przez ex-profesjonalistę Jonathana Vaughtersa na bazie zawodników z krajów anglojęzycznych. Brak tu co prawda jakiegoś wybitnego fachowca od wyścigów wieloetapowych, ale za to roi się od mocnych czasowców. Millar wygrywał już etapy prawdy na Tourze i Vuelcie, zaś Zabriskie na Giro i Tourze. Z kolei Pate to mistrz świata do lat 23 w tej specjalności sprzed siedmiu lat. Teraz w końcu będzie mógł się pokazać w wielkiej imprezie na Starym Kontynencie. Zważywszy, że na czas dobrze jeżdżą też Backstedt i Vandevelde "Jankesi" będą wśród faworytów otwierającej wyścig drużynówki. W generalce pod nieobecność Toma Danielsona spróbuje coś ugrać "góral" Hesjedal. Nie brak w tym zespole także paru szybkich zawodników takich jak wspomniany już Backstedt, młody Sutton czy przede wszystkim Dean, który w ostatnich latach jeżdżąc dla Credit Agricole był odpowiedzialny za większość sukcesów Norwega Thora Hushovda.

Team CSC: 191. Anders Lund (DEN), 192. Bradley McGee (AUS), 193. Chris-Anker Sörensen (DEN), 194. Gustav Erik Larsson (SWE), 195. Jason McCartney (USA), 196. Jens Voigt (GER), 197. Michael Blaudzun (DEN), 198. Nicki Sörensen (DEN), 199. Stuart O'Grady (AUS)

W najlepszej drużynie ostatnich trzech sezonów nie brak oczywiście głośnych nazwisk, ale jakoś żaden z wyżej wymienionych zawodników nie daje gwarancji walki o coś więcej niż zwycięstwo etapowe. Do roli "człowieka na genaralkę" przymierzani są co prawda dobry czasowiec Larsson i młody Chris-Anker Sorensen, ale co z tego wyjdzie trudno przewidzieć. Warto jednak pamiętać, iż w 2004 roku Mc Gee wygrał w Giro prolog i ukończył cały wyścig na ósmym miejscu. Jak zwykle będzie można zapewne liczyć na niezmordowanego "walczaka" Voigta, zaś w sprinterskich końcówkach spróbuje się odnaleźć O'Grady.

Team Milram: 201. Erik Zabel (GER), 202. Igor Astarloa (ESP), 203. Markus Eichler (GER), 204. Sergio Ghisalberti (ITA), 205. Matej Jurco (SVQ), 206. Alberto Ongarato (ITA), 207. Enrico Poitschke (GER), 208. Fabio Sabatini (ITA), 209. Marco Velo (ITA)

Bez chorego i co gorsza zdyskwalifikowanego na rok Petacchiego ta ekipa jest niemal jak ul czy mrowisko bez królowej matki. Wielka lukę po zwycięzcy 24 etapów Giro spróbuje uzupełnić błyszczący dotąd na trasach Touru i Vuelty Zabel, lecz w wieku 38 lat szybkość Niemca sukcesywnie spada i ciężko będzie mu nawiązać walkę z Bennatim, Cavendishem czy nawet McEwenem. Na pagórkowatych końcówkach etapów w pierwszych dwóch tygodniach spróbuje się nam zapewne przypomnieć ex-mistrz świata Astarloa. W górach pokazać się może co najwyżej Ghisalberti. Natomiast pod nieobecność "Pety" jego przyboczni: Ongarato czy Velo powinni próbować szczęścia w odjazdach, bowiem stać ich na zwycięstwa po finiszach z mniejszych grupek.

Tinkoff Credit Systems: 211. Jewgienij Pietrow (RUS), 212. Wasilij Kirijenka (BLR), 213. Luca Mazzanti (ITA), 214. Alberto Loddo (ITA), 215. Michaił Ignatiew (RUS), 216. Nikołaj Trussow (RUS), 217. Paweł Brutt (RUS), 218. Siergiej Klimov (RUS), 219. Aleksander Sierow (RUS)

Pietrow w sezonie 2000 nie miał sobie równych na scenie młodzieżowej, zaś dwa lata później wygrał Tour de l'Avenir. Wydawało się, że Rosjanin to przyszła super gwiazda światowego peletonu. A jednak po opuszczeniu młodzieżowej ekipy Mapei jeżdżąc dla ibanesto.com, Saeco czy Lampre przestał robić postępy. Odnalazł się dopiero wśród swoich i przed rokiem w roli lidera ekipy Tinkoff po raz pierwszy pojechał Giro na miare swego talentu zajmując siódme miejsce. Wychowani na torze Ignatiew i Kirijenka to bardzo dobrzy czasowcy, potrafiący przy tym skutecznie zaatakować z tzw. długiego finiszu. Mazzanti i Brutt będą szukać szczęścia w dłuższych odjazdach na górzystych etapach, zaś pochodzący z Sardynii Loddo spróbuje powalczyć na sprinterskich finiszach.

POWRÓT