WIELKANOCNY MARATON PAGÓRKÓW

Holenderski wyścig Amstel Gold Race jest zdecydowanie najmłodszą imprezą pośród pięciu wiosennych wyścigów o szosowy Puchar Świata. Przy rozegranym przed tygodniem Paris-Roubaix, który wkroczył już w drugą setkę swego wieku AGR jest istnym młodzieniaszkiem z 37-letnim stażem. Rozgrywany na terenie Limburgii jedynej z pagórkowatych prowincji Niderlandów "młody klasyk" w tym roku odbędzie się o tydzień wcześniej niż w ostatnich sezonach. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) wprowadziła bowiem od tego roku istotną zmianę w światowym kalendarzu przesuwając na jego miejsce tj. ostatnią dekadę kwietnia klasyki w belgijskich Ardenach: Fleche Wallonne i Liege-Bastogne-Liege. O drugą ważną innowację w obliczu "Piwnego wyścigu" (jak AGR bywa nazywany od firmy swego głównego sponsora) postarali się sami organizatorzy. Dyrekcja AGR zastąpiła tradycyjną metę w Maastricht na finisz pod górę Cauberg (o długości 1300 metrów i maksymalnym nachyleniu 12%) usytuowaną powyżej znanej z Mistrzostw Świata w latach: 1938, 1948, 1979 i 1998 miejscowości Valkenburg. Na 250,7-kilometrowej trasie 38. edycji "Złotego wyścigu" znajdzie się aż 31 pagórków rozrzuconych równomiernie po całej jego trasie. Pierwszą hopką już na 10 kilometrze jest Maasberg, najwyższą (320 m. n.p.m.) Drielandenpunt (nr 11 na 117 km) usytuowana zgodnie z nazwą na pograniczu trzech państw: Belgii, Holandii i Niemiec. Wspomniany już Cauberg peleton pokona aż trzykrotnie (wcześniej na 61 km i 170 km) - będzie więc możliwość dokładnego przyjrzenia się finałowym metrom wyścigu. Prawdziwe zatrzęsienie podjazdów czeka zaś uczestników podczas ostatniej godziny zmagań, gdyż między 214 kilometrem a metą natrafią oni aż na osiem pagórków: Wolfsberg (214 km), Loorberg (218 km), Gulperberg (224 km), Kruisberg (230 km), Eyserbosweg (232 km), Fromberg (236 km), najtrudniejszy na całym szlaku Keutenberg (240 km, max. 22%!) oraz finałowy Cauberg.


Copyright: www.amstelgoldrace.com

Pierwsza edycja AGR odbyła się w roku 1966 na rekordowym dystansie 302 kilometrów między Bredą a Meerssen i wygrał ją Francuz z polskimi korzeniami Jean Stablinski. Edycja druga była zaś najkrótszą w historii (tylko 213 km), ale za to rekordowo szybką Holender Arie Den Hartog przejechał ją ze średnią prędkością 43,711 km/h. Gospodarze wygrali dotąd 17 z 37 wyścigów, a wśród nich najwięcej do powiedzenia miał mistrz świata z Valkenburga'79 Jan Raas, który triumfował aż 5-krotnie w latach: 1977-80 i 1982. Poza nim wyróżnili się również zwyciężając po dwakroć: jego rodak Gerrie Knetemann (1974 i 1985); Belg Eddy Merckx (1973 i 1975) oraz Szwajcar Rolf Jaermann (1993 i 1998). "Pomarańczowi" tradycyjnie najbardziej liczą na kolarzy swej eksportowej formacji Rabobank. Obaj rodzimi liderzy tej grupy: Michael Boogerd i Erik Dekker zaznali już smaku zwycięstw w AGR, odpowiednio w latach: 1999 i 2001. W tym roku będą oni mogli liczyć na wsparcie: dwukrotnego mistrza świata i wszechstronnego sprintera z Hiszpanii Oscara Freire Gomeza oraz doświadczonego Belga Marca Wautersa i Szwajcara Beata Zberga. Natomiast "czarnym koniem" gospodarzy może okazać się lider drugoligowej ekipy Bankgiroloterij Bart Voskamp, który przed dziesięcioma dniami wygrał GP Pino Cerami w belgijskim Wasmuel. Obok Rabobanku najsilniejsze drużyny wystawią Włosi z Fassa Bortolo i Saeco. W tej pierwszej ekipie pojadą najlepsi przed rokiem Michele Bartoli (na zdjęciu) i Rosjanin Siergiej Iwanow oraz młodzi-gniewni: Ivan Basso, Filippo Pozzato oraz Luksemburczyk Kim Kirchen. Co ciekawe cała piątka ma miłe wspomnienia związane z tym regionem Holandii. Basso został tu mistrzem świata do lat 23, zaś Pozzato na tym samym czempionacie zdobył brązowy i srebrny medal w kategorii juniorów. Natomiast Kirchen przed rokiem odniósł w tych stronach swój życiowy jak dotąd sukces wygrywając Ronde van Nederland. Tymczasem druga z wyżej wymienionych grup wystawi skład ze znajdującymi się już w wysokiej formie Baskiem Igorem Astarloą i Mirko Celestino oraz Danilo Di Lucą, który również powinien wykazać się dobrą dyspozycją tuż przed klasykami w Ardenach, na które mocno się w tym roku nastawił.

Czasem jednak zamiast kilku możnych lepiej mieć jednego zdecydowanego asa. W takiej sytuacji znajduje się ekipa lidera Pucharu Świata Petera Van Petegema. Tegoroczny klasyczny dublet tego zawodnika polegający na zbitce zwycięstw we Flandrii i Roubaix jest już sam w sobie wyczynem nieprzeciętnym, lecz ewentualny hat-trick zwycięstw w wyścigach o PŚ byłby osiągnięciem bez precedensu w 15-letniej historii tej rywalizacji. Amstel Gold znajduje się z pewnością w zasięgu Van Petegema, jako że właśnie w Valkenburgu został on wicemistrzem świata. Tradycyjnie już za ważny sprawdzian swej formy na wczesnym etapie przygotowań do Tour de France potraktuje ten wyścig Amerykanin Lance Armstrong z US Postal. "Kowboj z Teksasu" był już dwukrotnie drugi (1999 i 2001) oraz raz czwarty (2002) w tej imprezie przegrywając za każdym razem płaski finisz w Maastricht. Ciężki finał pod Cauberg oraz pomoc Rosjanina Wiaczesława Jekimowa trzeciego w P-R mogą w końcu odwrócić tą pechową kartę. Należy jednak pamiętać, iż dotąd jedynie dwaj "urzędujący królowie TdF" tzn. Merckx (w latach 1973 i 1975) oraz Duńczyk Bjarne Riis (w roku 1997) wygrali AGR kolejnej wiosny. Mocne duety wystawią również Quick Step: Johana Museeuwa (zwycięzcę z 1994 roku) i Franka Vandenbroucke'a oraz Telekom: Włocha Daniele Nardello i Kazacha Aleksandra Winokurowa. Do wszystkich już wymienionych z ostrożności dodać jeszcze trzeba utytułowanych Włochów: Francesco Casagrande (Lampre) i Davide Rebellina (Gerolsteiner) oraz Łotysza Romansa Vainsteinsa (Vini Caldirola), Norwega Kurta-Asle Arvesena (Fakta) i Francuza Sylvaina Chavanela (Brioches la Boulangere). W wielkanocnym wyścigu pojadą też dwaj Polacy: Marek Rutkiewicz z Cofidisu oraz Zbigniew Spruch z Lampre. Jednak pierwszy z nich chyba "jeszcze" nie, zaś drugi (był ósmy w 2000 roku) "już" nie są w stanie nawiązać skutecznej walki ze światową czołówką.



ZŁOTY TRUNEK DLA ZUCHWALCA

Kazach Aleksander Winokurow z niemieckiego Telekomu dzięki odważnej akcji na ostatnich pięciu kilometrach wygrał czwarty wyścig Pucharu Świata anno domini 2003 czyli Amstel Gold Race na trasie z Maastricht do Valkenburga. Dla wicemistrza olimpijskiego z Sydney był to "dziewiczy" sukces w pucharowej rywalizacji, lecz zarazem już drugi cenny skalp zdobyty w tym sezonie po wygraniu przed pięcioma tygodniami etapówki najwyższej kategorii z Paryża do Nicei. Belg Peter Van Petegem (Lotto) mimo nieudanego występu nie miał najmniejszych problemów z obroną swego przodownictwa w Pucharze Świata. Zgodnie z oczekiwaniami bowiem na trasie holenderskiego klasyku w głównych rolach wystąpili dobrzy "górale", z których żaden nie należał do bohaterów trzech dotąd rozegranych klasyków w tym cyklu. Na starcie 38. AGR stanął ostatecznie tylko jeden Polak, jako że Lampre przyjechało w niepełnym (6-osobowym) składzie bez wcześniej anonsowanego Zbigniewa Sprucha. Pomimo tego wyścig przez pierwsze trzy godziny układał się ciekawie dla polskich kibiców. W pierwszym poważnym odjeździe, który uformował się na 33 kilometrze znalazł się niespełna 22-letni Marek Rutkiewicz z Cofidisu w towarzystwie siedmiu innych kolarzy takich jak: Kazach Aleksander Szefer i Włoch Stefano Zanini (obaj Alessio); Bram de Groot (Holandia, Rabobank); Gregory Rast (Szwajcaria, Phonak); Jose Luis Rubiera (Hiszpania, US Postal); Paul Van Hyfte (Belgia, CSC) i Bart Voskamp (Holandia, Bankgiroloterij). Ósemka zgodnie współpracując około 115 kilometra osiągnęła maksymalną przewagę 2:30 nad peletonem, w którym tempo dyktowała ekipa Fassa Bortolo. Niestety w tym właśnie momencie po mechanicznych kłopotach z rowerem kontakt z czołówką stracił nasz reprezentant.

Przez kolejne sześćdziesiąt kilometrów przewaga siódemki, a potem szóstki uciekinierów (po osłabnięciu Van Hyfte około 146 km) malała bardzo powoli i na 176 km wciąż wynosiła 1:25. W dużej mierze było to spowodowane wyrachowaną taktyką grup faworytów, które wolały aby znani już śmiałkowie z wolna wypalili swe siły w długiej i wręcz skazanej na porażkę akcji. Zbyt szybkie ich wchłonięcie sprowokować mogło tylko natychmiastowe kontrataki ze strony "świeżych" harcowników dotąd spokojnie wiozących się w peletonie. Niemniej zapas sił uciekinierów jak i cierpliwość grupy zasadniczej musiała się w końcu wyczerpać. Po tym jak do pościgu dołączyła grupa lidera PŚ czyli Lotto-Domo wystarczyło kolejnych kilkanaście kilometrów by na czele wyścigu nie pozostał żaden ślad po prawie czterogodzinnej ucieczce. Spokój nie trwał długo i jeszcze przed dwusetnym kilometrem z peletonu oderwała się trójka: Ivan Basso (Włochy, Fassa Bortolo), Fabio Sacchi (Włochy, Saeco) i Bram Schmitz (Holandia, Bankgiroloterij). Przed decydującą fazą wyścigu, która zacząć się miała od podjazdu pod Wolfsberg zdołali oni nawet osiągnąć zysk 0:43 nad grupą zasadnicza, w której rządy w końcu przejął Rabobank. Tercet ten zgodnie pokonał dwie pierwsze hopki, lecz na szybkim i krętym zjeździe przed Gulperbergiem Schmitz nieznacznie odjechał Włochom i na podjeździe już się na nich nie oglądał - tym bardziej, że pościg był już co raz bliżej.

Na Kruisbergu w pierwszym szeregu pokazali się już faworyci, lecz na pierwszy przedsmak finałowej selekcji musieliśmy poczekać do kolejnej "hopki" Eyserbosweg - tej samej, na której przed rokiem zainicjowano decydujący o losach wyścigu odjazd. Wtedy to mocniej pociągnął Danilo Di Luca (Włochy, Saeco), lecz przed samym szczytem poprawili mu: Matthias Kessler (Niemcy, Telekom); lokalny faworyt Michael Boogerd (Rabobank) i sam Lance Armstrong (USA, US Postal). Wyraźny kryzys przeżywał natomiast w owej chwili Van Petegem i stało się jasne, iż "pucharowy hat-trick" to wyczyn ponad siły tego asa. Tymczasem na czele sytuacja po raz kolejny się zmieniła, gdyż do czołowej trójki dojechało jeszcze kilkunastu zawodników, zaś w roli łącznika wystąpił Davide Rebellin (Włochy, Gerolsteiner). Tuż przed stromą ścianą Keutenbergu zaatakował inny włoski gwiazdor Francesco Casagrande (Lampre), zaś jego śladem pognali Iberowie: Hiszpan Angel Vicioso (ONCE) i Bask Igor Astarloa (Saeco). Na sztywnym podjeździe najmocniejszy był jednak Casagrande, lecz tak on jak i dwójka jego rywali osiagnęli tylko tyle, iż jadąc z niewielką przewagą nie przegapili kluczowej tego dnia selekcji. Na końcu stromego fragmentu owego pagórka dogonili ich bowiem: Armstrong, Boogerd, Di Luca, Kessler, Rebellin i młody włoski góral z Domina Vacanze - Michele Scarponi, zaś już na wypłaszczeniu u góry jako ostatni dołączył do tej akcji ... Winokurow. W nowym układzie przewagę (po dwóch swych zawodników) miały grupy Saeco i Telekomu. Lepiej tą szansę wykorzystali ci drudzy. Pomimo tego, iż bynajmniej "Wino" nie robił dziś wrażenia najmocniejszego zawodnika w 10-osobowej elicie to on przeprowadził skuteczną akcję. Oderwał się od rywali na zjazdach do Valkenburga, 5 kilometrów przed metą i do podnóża Caubergu zyskał 15 sekund nad zdezorganizowaną pogonią. Tej klasy kolarz nie miał już prawa roztrwonić na tyle solidnej zaliczki na ostatnim kilometrze. Pomimo tego będący zaledwie pagórkiem Cauberg (trzy razy większe podjazdy zobaczymy już wkrótce w Ardenach) mocno dał się blondwłosemu "Kazachowi" we znaki. Pchając rower na siedząco niczym Kolumbijczyk Santiago Botero po alpejskich przełęczach Winokurow dotarł do samej mety z przewagą 4 sekund nad pościgiem, w którym najmocniejszy okazał się miejscowy faworyt Boogerd, zaś trzecie miejsce zajął Di Luca. Pierwsza runda walki "dynamicznych górali" dla kolarza Telekomu. Dwie dalsze (okazje do rewanżu) już w środę i kolejną niedzielę na jeszcze trudniejszych trasach: Fleche Wallonne i Liege-Bastogne-Liege.

 

POWRÓT