HOLENDERSKI MŁODY KLASYK

Amstel Gold Race czyli holenderska odsłona szosowego Pucharu Świata jest zdecydowanie najmłodszą z wiosennych imprez tego cyklu. Wyścig ten aczkolwiek bardzo prestiżowy ma krótszą historię również od paru innych uznanych "klasyków" niższej rangi jak: Gent-Wevelgem (zainaugurowany w 1945 roku), Fleche Wallonne (1936) czy Rund um den Henninger Turm (1962). Klasyk ten tradycyjnie rozgrywany jest na terenie Limburgii jedynej, choć w części pagórkowatej prowincji Królestwa Niderlandów. Niemniej na przestrzeni blisko czterech dekad istniało kilka wersji tras AGR - z miasta do miast przenoszono zarówno start jak i metę tych zawodów. Pierwsza edycja z roku 1966 odbyła się na trasie z Bredy do Meerssen, która liczyła aż 302 kilometrów - wygrał ją zaś Francuz z polskimi korzeniami Jean Stablinski. Następnie ścigano się z Helmond do Meerssen (1967), z Helmond do Elsloo (1968), z Helmond do Meerssen (1970) i najdłużej z Heerlen do Meerssen (w latach 1971-1990). W sezonie 1991 metę przeniesiono do Maastricht, zaś siedem lat później również sam start wyścigu. Przed rokiem AGR przeżył dwie rewolucje, które dotyczyły terminu oraz trasy zawodów. Po pierwsze "Piwny wyścig" (przydomek od branży, w której działa główny sponsor imprezy) zamienił się miejscem w kalendarzu PŚ z ardeńskim Liege-Bastogne-Liege. Po drugie po raz kolejny zmieniono lokalizację finiszu. Chcąc uczynić wyścig jeszcze trudniejszym (i bardziej spektakularnym) nową metę wyznaczono na górze Cauberg nieopodal Valkenburga, miasta-gospodarza szosowych Mistrzostw Świata z lat: 1938, 1948, 1979 i 1998. Gospodarze wygrali 17 z 38 dotychczas rozegranych edycji, lecz tylko 4 w erze pucharowej czyli od sezonu 1989. Swego czasu patent na zwycięstwa w AGR miał mistrz świata z Valkenburga 1979 Jan Raas, który wygrał aż 5-krotnie w latach: 1977-80 i 1982. Poza nim więcej niż jedną wiktorią w annałach wyścigu wyróżnili się jeszcze: jego rodak Gerrie Knetemann (1974 i 1985); Belg Eddy Merckx (1973 i 1975) oraz Szwajcar Rolf Jaermann (1993 i 1998). Natomiast rekord prędkości w tej imprezie należy do innego Holendra Arie den Hartoga - wynosi 43,711 km/h, lecz został ustanowiony na najkrótszej ze wszystkich przejechanych wersji trasy, liczącej tylko 213 kilometrów.


Copyright: www.amstelgoldrace.com

Tegoroczna trasa "Złotego wyścigu" wiodąca bardzo krętym szlakiem pomiędzy Maastricht a Valkenburgiem liczyć będzie 251,1 kilometra, a znajdzie się na niej podobnie jak przed rokiem aż 31 pagórków. Po starcie w Maastricht kolarze na 11,1 kilometrze dojadą do wspomnianego wyżej Elsloo, zaś po 29,6 km wjadą do Meerssen. Do samego Maastricht wrócą dwukrotnie tzn. po 72,3 i 181,4 kilometrach. Natomiast w Valkenburgu gościć będą aż czterokrotnie tzn. na 37,6; 57,5; 168 i 248,3 kilometrze, tuż przed finałowym podjazdem pod Cauberg. Pierwszą hopką już na 11 kilometrze będzie Maasberg, najwyższą - Drielandenpunt (320 metrów n.p.m., nr 11 na 119,1 km) zgodnie z nazwą ulokowana na pograniczu trzech państw: Belgii, Holandii i Niemiec. Kluczowy dla losów wyścigu Cauberg peleton pokona aż trzykrotnie (na 63,8 - nr 6 i 173,5 km - nr 21 oraz na mecie), a poza tym jeszcze trzy hopki tj. Sibbergrubbe (jako nr 5 i nr 20), Wolfsberg (nr 7 i nr 24) i Loorberg (nr 8 i nr 25) zaliczyć będzie musiał dwukrotnie. Najtrudniejsze chwile podmęczeni uczestnicy zmagań będą zaś przeżywać zgodnie z prawidłowym scenariuszem kolarskiego widowiska w ostatniej fazie zawodów. Otóz na ostatnich 28 kilometrach trasy czeka ich aż sześć pagórków:
Gulperbergweg (155 metrów n.p.m., 600 metrów długości, o średnim nachyleniu 10% - na 223,1 km);
Kruisberg (160 m. n.p.m., 700 m., 8 % - na 228,9 km);
Eyserbosweg (180 m. n.p.m., 900 m., 11,5 % - na 231,1 km);
Fromberg (165 m. n.p.m., 1600 m., 5 % - na 234,6 km);
Keutenberg (160 m. n.p.m., 1200 m., 8 % lecz max. aż 22 %! - na 239,7 km)
i oczywiście Cauberg (145 m. n.p.m., 1760 m., 5 % lecz max. 12 %).


Copyright: www.amstelgoldrace.com

Amstel Gold Race biorąc pod uwagę wielkość pagórków znajdujących się na jego trasie powinien odpowiadać specjalistom od imprez w stylu Ronde van Vlaanderen. Niemniej pamiętając zarazem o wielkiej ilości tych "hopek" trzeba również brać pod uwagę dobrych górali rekrutujących się spośród kolarzy szykujących swój szczyt formy na kolejne trzy miesiące sezonu, w tym wieloetapówki Giro d'Italia i Tour de France. Rozważania na temat faworytów tego wyścigu należy rozpocząć od kolarzy miejscowej formacji Rabobank. Dwaj rodzimi zawodnicy tej drużyny: Michael Boogerd i Erik Dekker wygrywali tu już w latach: 1999 i 2001. Co więcej Boogerd był też drugi w 2000 i 2003 roku - gdy najszybciej finiszował z grupy pościgowej za sprytnym Kazachem Aleksandrem Winokurowem. Atutem Rabobanku jest również wszechstronny hiszpański sprinter (mistrz świata z lat 1999 i 2001) Oscar Freire Gomez. Wygrał on już pierwszą imprezę tegorocznego Pucharu, włoski klasyk Milano - San Remo i dobry występ w holenderskiej Limburgii może mu pomóc w odzyskaniu prowadzenia w szesnastej edycji PŚ. Najgroźniejszymi rywalami "pomarańczowych" powinni być "różowi" kolarze T-Mobile. W składzie tej ekipy obok aktualnego lidera PŚ Niemca Steffena Wesemanna pojadą: Winokurow (najlepszy przed rokiem) i Erik Zabel zwycięzca z 2000 roku. Jak było tego było mało w jej barwach pojawią się też: Rosjanin Siergiej Iwanow (drugi w 2002 roku) i młody Matthias Kessler (piąty w 2003 roku). Baczną uwagę należy również zwrócić na zawodników kilku innych ekip. We francuskiej ekipie Ag2R wystąpią: Laurent Brochard (mistrz świata z 1997 roku) i Irlandczyk Mark Scanlon (mistrz świata juniorów z 1998 roku czyli z Valkenburga). We włoskiej drużynie Fassa Bortolo liderami będą "stranieri": Luksemburczyk Kim Kirchen (triumfator Ronde van Nederland 2002) i Belg Frank Vandenbroucke. Niemiecki zespół Gerolsteiner również będzie miał zagranicznych przodowników. Numerem jeden będzie w nim Włoch Davide Rebellin (czwarty przed rokiem), zaś jego zastępcami szwajcarscy bracia Zbergowie: starszy Beat (trzeci w AGR 1995 i 1997) oraz Markus (trzeci w AGR 2000) - obaj to byli członkowie Rabobanku.

Belgijski Quick Step liczył będzie na włoski duet Paolo Bettini i Luca Paolini. Bettini - zwycięzca Pucharu Świata z lat 2002-2003 w M-SR i RvV zdobył w sumie 44 punkty co daje mu w tej chwili tylko 15 miejsce w łącznej klasyfikacji. Najwyższy czas przyśpieszyć (AGR i L-B-L mu leżą) jeśli trzecie z rzędu pucharowe zwycięstwo "Świerszcza" ma stać się realne. We włoskiej "rossa squadra" Saeco liderem będzie Danilo Di Luca (trzeci w ubiegłorocznej edycji), a jego "porucznikiem" Mirko Celestino. W tym roku bardzo mocna jest duńska ekipa Team CSC i jeśli nawet nie sprawdzi się w niedzielę Włoch Michele Bartoli (zwycięzca AGR 2002) to skutecznie może go zastąpić szybki Norweg Kurt-Asle Arvesen. Więcej niż jednego asa w rękawie ma też belgijski zespół Lotto. Peterowi Van Petegemowi nie powiodło się w ulubionych Ronde i P-Roubaix, lecz profil AGR również powinien mu pasować, wszak na MŚ w Valkenburgu zdobył srebrny medal. Wysoką formę sygnalizował też ostatnio Holender Leon van Bon, który na limburskich pagórkach zapewnił sobie generalne zwycięstwo w Ronde van Nederland 2001. O sprawienie niespodzianki pokusić się mogą jeszcze: Ukraińcy - Jarosław Popowicz (Landbouwkrediet) i Sierhij Honczar (De Nardi); Włosi - Franco Pellizotti (Alessio) i siódmy przed rokiem Michele Scarponi (Domina Vacanze); Łotysz Romans Vainsteins (Lampre); ostatni mistrz świata na trasie wokół Valkenburga Szwajcar Oskar Camenzind (Phonak) i w końcu dziewiąty w 2003 roku Hiszpan Angel Vicioso (Liberty Seguros). Kolega z zespołu tego ostatniego Dariusz Baranowski będzie ponownie naszym jedynym człowiekiem w pucharowym wyścigu anno domini 2004. Choć tym razem w przeciwieństwie do RvV i P-R można już oczekiwać od "Ryby" ukończenia wyścigu to jednak polski rekord Zbigniewa Sprucha tj. ósma lokata z sezonu 2000 wydaje się być niestety nie zagrożony.


REBELLIN WYSZEDŁ Z CIENIA

Tegoroczną edycję najmłodszego z wiosennych klasyków wygrał Davide Rebellin (Gerolsteiner) - kolarz, którego w ciemno wymienia się wśród faworytów niemal każdego z pucharowych wyścigów, niemniej na ogół jako kandydata do czołowej lokaty niż do zwycięstwa. Dla Rebellina zwycięstwo na ciężkim finiszu pod Cauberg, odniesione nad pupilem gospodarzy Michaelem Boogerdem (Rabobank) było trzecim tej rangi sukcesem w karierze. W sezonie 1997 zawodnik ten jeżdżąc w barwach francuskiej ekipy La Francaise des Jeux wygrał w przeciągu 15 dni dwa pucharowe wyścigi: Clasica San Sebastian (Klasika Donostia) i Meisterschaft von Zurich (Grand Prix Suisse). Później jednak tego rodzaju wiktorie "przechodziły mu koło nosa", otóż był drugi w: Liege-Bastogne-Liege 2001, Giro di Lombardia 2002 i HEW Cyclassics Cup 2003 oraz trzeci w: L-B-L 2000, CSS 2001 i HEW 2002. W ostatnich latach zajmował też miejsca w ścisłej czołówce najbardziej prestiżowych spośród krótszych etapówek, zajmując drugie miejsca w: Tirreno-Adriatico 1999 i Paris-Nice 2004 oraz trzecie lokaty: w Vuelta al Pais Vasco (Euskal Herriko Itzulia) 1999 i Paris-Nice 2003, a wygrał tylko "we własnym domu" czyli Tirreno-Adriatico 2001. Do końca ubiegłorocznego sezonu w ciągu 12 lat startów odniósł w sumie 35 zwycięstw. Przed rokiem najpoważniejszym sukcesem był bardzo prestiżowy dla jego drużyny triumf w pierwszomajowym semi-klasyku Rund um den Henninger Turm. Jednak znakiem rozpoznawczym Rebellina jest jego niesłychana regularność, w latach 1996-2003 aż sześciokrotnie kończył cały Puchar Świata w czołowej "10" - najwyżej na czwartym miejscu w latach 1997 i 2003. Co więcej od sezonu 1998 w całorocznym rankingu UCI nie wypadł poza czołową "10" tego zestawienia, zajmując takie oto lokaty: w 1998 roku - 8., 1999 - 5., 2000 - 7., 2001 - 3., 2002 - 9. i 2003 - 5. Tym razem Davidowi nie zabrakło przebiegłości i błysku, zaś jego rolę przejął Boogerd, który po raz piąty stanął na podium swego ulubionego wyścigu, lecz niestety dla Holendra już trzeci raz na drugim jego stopniu.


Photo from: www.gerolsteiner.com/cycling/index_de.html

Niedzielny wyścig rozpoczął się od typowej dla wielkich klasyków (samobójczej) akcji zaczepnej zainicjowanej już na 15 kilometrze. Niemniej wbrew kanonom kolarskiej taktyki (z sobie chyba tylko znanych powodów) wziął w niej początkowo udział jeden z faworytów całej imprezy Erik Dekker (Rabobank). Po konsultacjach z dyrektorem sportowym Dekker wycofał się jednak na należne mu w tej fazie zmagań miejsce w zaciszu grupy zasadniczej, zaś ucieczkę kontynuowali młodzi Belgowie: Jan Kuyckx (Vlaanderen) i Johan Van Summeren (Relax-Bodysol). Po pewnym czasie w pogoń za nimi rzucił się kolejny duet: Alain van Katwijk (Holandia - Bankgiroloterij) i Peter Wuyts (Belgia - Mr.Bookmaker.com). Jednak zdołali się oni zbliżyć do prowadzących jedynie na 1:10, potem zaczęli tracić nadzieje na powodzenie swego pościgu i do 130 km obaj (najpierw van Katwijk, a potem Wuyts) poddali się grupie zasadniczej. Znacznie dłużej trwała akcja pierwszej "dwójki", która maksymalny zysk 9:40 uzyskała około 105 kilometra. Jeszcze przez ponad dwie godziny pozostawali oni na czele kolumny wyścigu (np. przy drugim przejeździe przez Cauberg - 173,5 km mając wciąż 5:00 przewagi). Na 195 kilometrze Van Summeren odjechał zmęczonemu Kuyckowi, lecz peleton w tym momencie był już bardzo blisko obojga śmiałków. Dwa kilometry dalej zakończył się rajd zawodnika ekipy Vlaanderen, zaś 23-latek z Relaxu dogoniony został na jednym z podjazdów (200 km) w chwili gdy czekał na pomoc techniczną w związku z defektem. W tym czasie z peletonu uciekła piątka kolarzy: Rolf Aldag (Niemcy - T-Mobile), Karsten Kroon (Holandia - Rabobank), Michael Rogers (Australia - Quick Step), Aart Vierhouten (Holandia - Lotto) i Jan van Velzen (Holandia - Chocolade Jacques). Jednak w pełnym składzie ucieczka ta jechała tylko przez osiem kilometrów, bowiem na 199 km Aldag i Kroon pożegnali resztę, lecz i ich dwójkowy atak przetrwał jedynie sześć dalszych kilometrów. Nie udało się "piątce", więc następnym razem szczęścia spróbował większy, kilkunastoosoby "oddział" w skład, którego weszli zawodnicy o tak znanych nazwiskach jak m.in. Siergiej Iwanow (Rosja - T-Mobile), Eddy Mazzoleni (Włochy - Saeco), Axel Merckx (Belgia - Lotto), Jarosław Popowicz (Ukraina - Landbouwkrediet) czy Markus Zberg (Szwajcaria - Gerolsteiner). Jednak i ten odjazd okazał się przedwczesny, a przede wszystkim za mało zdecydowany.

Dopiero na 20 kilometrów przed metą (podczas forsowania stromej "hopki" nr 28 - Eyserbosweg) sygnał do decydującej akcji dał 25-latek z T-Mobile Niemiec Matthias Kessler. Z okazji tej skorzystali wymieniani wśród największych asów Włosi: Paolo Bettini (Quick Step), Danilo di Luca (Saeco) i Rebellin, Boogerd oraz Belg Peter Van Petegem (Lotto). Trzy kilometry dalej na kolejnym pagórku - Fromberg poprawił Rebellin, do którego dołączył Boogerd i był to decydujący jak miało się okazać moment całego wyścigu. Szybko uzyskali oni kilkanaście sekund przewagi, którą na 242 kilometrze powiększyli nawet do 0:32. Tymczasem z pościgowego kwartetu na stromiźnie Keutenberg solowego kontrataku spróbował di Luca, lecz w efekcie zawisł tylko na czas jakiś między "dwójką" a "trójką" i po chwili spasował. Natomiast na zapleczu największą żywotność przejawiał Dekker, który ostatecznie na 245 km urwał się z większej grupy i rozpoczął spóźniony już poscig za czołówką. Na zjeździe do Valkenburga Boogerd z Rebellinem bardzo zgodnie współpracowali, tymczasem za nimi ruch Winokurowa z ubiegłego roku usiłował powtórzyć, lecz bez powodzenia Kessler. Na finałowym podjeździe obaj liderzy (już bezpieczni) znacznie zwolnili, jednoczesnie czujnie oglądając się za swe plecy. Ostatecznie dość wcześnie bo na 350 metrów przed metą na zaskakująco długi atak zdecydował się Holender, lecz manewr ten miał szanse powodzenia tylko wtedy gdyby od razu udało mu się zgubić Włocha. Ten jednak zachował czujność i dość sił by spokojnie doczepić się do koła Boogerda, następnie wyczekać dłuższą chwilę swego rywala i na ostatnich 100 metrach zdecydowanie "wyjść mu z koła". Finisz po trzecie miejsce zdecydowanie wygrał Bettini przed di Lucą i Van Petegemem, zaś Kessler wyczerpany swą ostatnią akcją już się w tej rozgrywce nie liczył. Na siódmej pozycji samotnie dojechał Dekker, zaś jego śladem na kolejnych lokatach zameldowali się Iwanow oraz Włosi: Mirko Celestino (Saeco) i Gianpaolo Caruso (Liberty Seguros). Pierwszy niewielki peletonik - wygrywając finisz po czternaste miejsce - przyprowadził Hiszpan Oscar Freire (Rabobank), lecz nie udało mu się odzyskać prowadzenia w klasyfikacji łącznej PŚ. Niemiec Steffen Wesemann (T-Mobile) finiszował bowiem tylko sześć lokat niżej i wciąż wyprzedza dwukrotnego mistrza świata, lecz tylko stosunkiem punktów 116:115! Z kronikarskiego obowiązku odnotuję jeszcze, iż Dariusz Baranowski (Liberty Seguros) nareszcie dotarł do mety, choć na odległym 84 miejscu ze stratą 11:44.

 

POWRÓT