|
L'ARDECHOISE CZYLI SŁOŃCE, GÓRY I ZAKRĘTY Pomysł wykonania pierwszego w dziejach polskiego desantu na rajd rowerowy L'Ardechoise narodził się w głowie naszego francuskiego kolegi ze zbiórek na rondzie Castorama w Gdańsku Osowej tzn. Alaina Momperta, który od siedemnastu już lat mieszka w Trójmieście wsiąknąwszy w polską ziemię tak ze względów zawodowych jak i rodzinnych. Już w lutym tego roku Alain wykonał kilka telefonów i zebrał grupę ośmiu ludzi - sześciu z Trójmiasta i dwóch ze stolicy - na wyprawę w spalone czerwcowym słońcem góry Masywu Centralnego. L'Ardechoise najbardziej popularna z francuskich imprez szosowych z kategorii "cyclo-sportive" (rokrocznie goszcząca od 13 do 15 tysięcy uczestników) w przeciwieństwie do bardziej w szerokim świecie znanych imprez takich jak L'Etape du Tour czy La Marmotte rozgrywane jest bardziej w wersji rajdu (na którym liczą się przejechane kilometry) niż wyścigu (w którym liczy się też osiągnięty czas). Ardechoise rozgrywana jest w wersja 1, 2 i 3-dniowej na różnych wersjach trasy zróżnicowanych pod względem tak długości jak i sumy przewyższeń wszystkich podjazdów na danym szlaku.
Photo made by Andrew Na oficjalnej stronie wyścigu pod adresem: http://www.ardechoise.com/index.php3?id=1 znaleźć można w sumie 6 wersji trasy jednodniowej, 11 wersji trasy dwudniowej i aż 21 wersji trasy trzydniowej. Wszystkie one mają ze sobą jednak tyleż wspólnego, że start i meta całej "zabawy" znajduje się w niewielkim miasteczku Saint-Felicien położonym jakieś 35 km na zachód od Doliny Rodanu nieco na północ od miasta Valence. Trzeba przy tej okazji dodać, iż Alain będąc człowiekiem pełnym fantazji zgłosił nas do drugiej pod względem długości oraz najtrudniejszej pod względem przewyższeń trasy La Chataigne - Montagne Ardechoise o łącznej długości 550 km i sumie amplitud (deniwelacji) rzędu 10000 metrów! Przy tej zaś opcji po drodze pośród mniejszych "hopek" czekało na nas kilka całkiem solidnych wzniesień o przewyższeniu ponad 500 metrów tzn. pierwszego dnia: Col de la Faye, Col des 4 Vios i Col du Benos; drugiego dnia: Col du Chap del Bosc i Col de Meyrand oraz trzeciego dnia: Col de l'Ardechoise i Col de Claviere.
Na to wyzwanie porwało się nas więc ośmiu: Alain Mompert i Cezary Wiszniewski z Gdyni, Andrzej Gołębiowski i Daniel Marszałek z Sopotu, Dariusz Kamiński i Zdzisław Wojtyło z Gdańska oraz Konrad Kucharski z Warszawy i Piotr Mrówczyński z Pruszkowa. Alain do spółki z Konradem i Piotrem zadbali o przygotowanie jednolitych strojów z napisem Tour de Pologne przygotowanych przez firmy Vitesse (koszulki, spodenki, kamizelka i bandana) oraz Shimano (rękawiczki i skarpety) bowiem jedną z idei naszego występu na francuskich drogach była swoista reklama wyścigu Dookoła Polski. Jak się miało zresztą okazać mieliśmy pewne sukcesy na tym polu bowiem zainteresowani naszymi koszulkami miejscowi pasjonaci jazdy na rowerze, acz niekoniecznie będący kibicami śledzącymi wydarzenia w peletonie zawodowym dopytywali się nas cóż to za wyścig ów Tour de Pologne. Czy przeznaczony jest dla zawodowców czy amatorów takich jak my, jaki jest jego dystans i ile dni trwa.
Photo made by Conrado Po trwającej przeszło dobę podróży przerwanej noclegiem w hotelu "Panorama" nad Szczecinem oraz obiadem u babci Alaina w miejscowości les Etangs pod Metz wieczorem we wtorek 13 czerwca dotarliśmy w końcu do naszej bazy w Gilhoc-sur-Ormeze położonym około 30 kilometrów od wspomnianego już Saint-Felicien. Środę wykorzystaliśmy na 65-kilometrowy trening na trasie z Gilhoc do Saint-Felicien i z powrotem oraz wieczorem na drugą wizytę w Sanit-Felicien celem załatwienia formalności akredytacyjnych przed czwartkowym startem. Już sam trening pozwolił nam się zorientować, iż na tej imprezie będziemy mieli do czynienia z mocno górzystym terenem, pełnym zakrętów na którym niemal niemożliwością będzie znalezienie dłuższego płaskiego odcinka. Poza tym już tego dnia dał nam się we znaki niemiłosierny upał sięgający 35 stopni Celsjusza w cieniu na który nie sposób było się przygotować podczas tegorocznej zimnej - szczególnie na Pomorzu - wiosny.
Photo made by Conrado Start w czwartkowy ranek został wyznaczony zgodnie z regułami rano całkiem niezobowiązująco bo na dowolną porę między 6.00 a 9.30 rano. Po odstawieniu samochodów na strzeżony parking i oddaniu organizatorom swych bagaży podręcznych wystartowaliśmy około 7.20 aby pierwsze 40 kilometrów do "naszego" Gilhoc pokonać zgodnie w pełnym składzie. W tym czasie zdołaliśmy wyprzedzić około dwustu innych uczestników, którzy nie rzadko nasze tempo kwitowali słowem "vitesse", bowiem nazwa jednego z naszych sponsorów oznacza po francusku "prędkość". Ponieważ w tym składzie widzieliśmy się w akcji na dobrą sprawę po raz pierwszy przyszło nam nawzajem poznać swoje siły i słabości. Ostatecznie do zjazdu z I etapu rajdu po 192 km w Saint-Privat podążaliśmy już raczej w mniejszych oddziałach choć okazjonalnie czekając na siebie w bufetach wyznaczonych na przełęczach czy w miastach i miasteczkach choćby takich jak Privas. Na jednym z takich punktów Alain, Czarek, Konrad i Zdzisiek już pierwszego dnia w miejscowości Saint-Pierreville załapali się na wywiad z dziennikarzem regionalnego dziennika znanego z organizacji wyścigu etapowego będącego próbą generalną przed Tour de France. Następnego dnia w "Dauphine Libere" ukazał się stosowny artykuł z okazji tego spotkania wraz ze zdjęciem naszych czterech reprezentantów raczących się piwem w chwili wytchnienia.
Photo made by Conrado W tym miejscu należy podkreślić niezwykłą życzliwość i szacunek dla sportowców-amatorów ze strony miejscowej ludności, która częstokroć przyozdabiała swe ulice fioletowo-żółtymi balonami czy wstęgami w kolorze barw L'Ardechoise a przede wszystkim we własnym zakresie organizowała darmowe (najczęściej) bufety w których spragnieni i głodni uczestnicy mogli liczyć na wodę, pomarańczę, suszone morele czy ciastka i inne specjały niezbędne dla uzupełnienia tych zapasów, które można było z sobą zabrać w bidonach czy kieszeniach koszulek. Jak się miało okazać dojazd do ronda w Saint-Privat nie był końcem naszych męki tego dnia bowiem czekał nas jeszcze 12-kilometrowy dojazd do miejsca noclegu wyznaczonego jakieś dobre 150 metrów wyżej na campingu Domaine du Taille powyżej miejscowości Vesseaux. Ponad dwieście kilometrów "na dzień dobry" w takim terenie i przy tak ekstremalnej temperaturze to była potężna dawka wysiłku, więc już tego dnia wieczorem niektórzy spośród nas zaczęli przebąkiwać o lekkim odpuszczeniu II etapu czyli skróceniu go o którąś z wyznaczonych na piątek 16 czerwca rund.
Photo made by Conrado Drugi etap z założenia wcale nie miał być łatwiejszy od pierwszego choć Saint-Privas od Col du Chavade oddalone były od siebie przy pełnej opcji trasy tylko o 183 km. Andrzej ten dzień postanowił zupełnie odpuścić. Alain, Czarek i Konrad po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach zadecydowali o skróceniu sobie tego etapu o 62-kilometrową rundę w środku trasy z przejazdem m.in. przez przełęcz Pratazanier. Piszący te słowa oraz Zdzisiek "mimo woli" poszli ich śladem a raczej z racji szybszej jazdy przetarli im szlak na skutek pomyłki na trasie. Po prostu przedłużyliśmy sobie podjazd pod Col du Chap del Bosc i ku swojemu zdziwieniu po 22,5-kilometrowej wspinaczce znaleźliśmy się od razu na szczycie Col de Meyrand. Tym sposobem tylko Piotr (nasz lider na trasie) i Darek (podobnie jak Zdzisiek ex-triathlonista z ukończonym "iron-man'em" na koncie) zrobili pełen dystans ratując honor naszej ekipy. Oczywiście i tym razem po dotarciu do Col du Chavade na przecięciu drogi krajowej N-102 czekało nas jeszcze dojechanie do kolejnego miejsca noclegowego tzn. tym razem gospodarstwa agroturystycznego Gite le Bouteirou nieopodal miejscowości Lanarce.
Photo made by Danilo Po dwóch dniach skwaru sobota powitała nas skromnym porannym deszczykiem. Ten dzień pomimo czterech solidnych podjazdów miał być najłatwiejszy choćby z uwagi na fakt, iż na trasę wjeżdżaliśmy w Saint-Cirques-en-Montagne na wysokości około 1000 metrów n.p.m., zaś meta w Saint-Felicien znajduje się na wysokości około 520 m. n.p.m. z czego prosty wniosek, iż trasa trzeciego etapu miała tendencję zjazdową. Upał nie był już dokuczliwy, więc i średnie prędkości tego właśnie dnia mieliśmy najwyższe (w moim przypadku nieco ponad 26 km/h na dystansie 175 km). Tym razem piątka: Piotr, Daniel, Czarek, Darek i Andrzej przejechała cały ów dystans, zaś pozostały tercet skorzystał z opcji "na skróty". Gremialne spotkanie na szczycie ostatniej góry czyli Col du Buisson (12 km przed metą) nie w pełni się udało, lecz i tak forpoczta naszej drużyny przekroczyła zgodnie linie rajdu w Saint-Felicien w silnym składzie 6-osobowym.
Photo made by Danilo Jak się okazało zajęliśmy szóste miejsce w gronie 129 drużyn komercyjnych uzyskując łączny wynik 3902 przejechanych kilometrów (choć w związku z wydarzeniami drugiego dnia zawodów pełen dystans La Chataigne - Montagne Ardechoise zrobili tylko Darek z Piotrem) w sumie i przegrywając tylko ekipami, które miały w swym składzie od większa ilość zawodników (tzn. od 11 do 28). Na koniec czekał na jeszcze wszystkich odbiór dyplomów z adnotacja adekwatną do liczby przejechanych kilometrów, oddanie chipów za zwrotem kaucji, posiłek na lokalnym boisku piłkarskim i na koniec losowanie nagród dla uczestników wyścigu, którzy wzięli udział w specjalnej loterii. Tym razem szczęście też się do nas uśmiechnęło bowiem Darek wygrał tygodniowy pobyt na campingu w okolicznych stronach, zaś Andrzej komplet kół wartości 300 Euro. Po zakończeniu 15-tej edycji L'Ardechoise już tylko powrót do sympatycznego zajazdu w Gilhoc-sur-Ormeze na prysznic i nocleg, zaś rano około 8:00 początek kolejnej 20-godzinnej podróży samochodem do Trójmiasta. Dla Alaina, Andrzeja, Czarka i Konrada ta wyprawa była kulminacją sezonu 2006. Z kolei dla mnie, Darka, Piotra i Zdziśka "tylko" próbą generalną przez 2-tygodniową eskapada we włoskie i francuskie Alpy ze startami w La Marmotte (8 lipca) i L'Etape du Tour (10 lipca). Dla wszystkich nas jednak wspaniałym doświadczeniem pełnym wymagających tras, pięknych widoków i ciepłych ludzi. Drodzy rodacy znudzeni płaskimi i prostymi szosami w swej okolicy oraz naszą kapryśną pogodą już dziś pomyślcie o zapisach na L'Ardechoise 2007. Co ważne w tej imprezie bardziej niż wynik liczy się sam udział, zaś tutejsze góry choć bywają nawet 15-20 kilometrowe są łagodniejsze od Alp mając średnie nachylenie od 3 do 6 %. Dzięki temu właśnie w tych zawodach można się podszkolić przed podjęciem najbardziej ambitnych wyzwań w karierze cykloturysty, takich choćby jak wspomniane już La Marmotte czy L'Etape du Tour. |