PAMIĘTNIK ZAWODOWCA:


Błażej JANIACZYK (Action-Uniqa)

Data urodzenia: 27 stycznia 1983 roku
Miejsce urodzenia: Toruń
Miejsce zamieszkania: Imola (Emilia-Romania)
Wzrost: 178 cm
Waga: 66 kg
Tętno spoczynkowe: 47 bpm
Początek treningów: rok 1994
Początek kariery zawodowej: sezon 2005



Przebieg kariery zawodowej:
2005 (Androni Giocattoli-3C Casalinghi):
32. GP Costa degli Etruschi (kat. 1.1)
70. Milano-Torino (kat. 1.HC)
109. Giro della Provincia di Lucca (kat. 1.1)
88. Settimana Ciclista Lombarda (kat. 2.2)
74. Giro del Trentino (kat. 2.1)
35. Giro dell'Appeninno (kat. 1.1)
16. Volta ao Alentejo (kat. 2.1)
49. Tour de Slovenie (kat. 2.1)
4. Mistrzostwa Polski (start wspólny)
22. Mistrzostwa Europy U-23 (start wspólny)
47. Brixia Tour (kat. 2.1)
17. Giro del Lazio (kat. 1.HC)
30. GP Fred Mengoni (kat. 1.1)
17. Coppa Bernocchi (kat. 1.1)
17. Giro della Romagna (kat. 1.1)
79. GP Beghelli (kat. 1.1)
27. Giro del Piemonte (kat. 1.HC)
2006 (Androni Giocattoli-3C Casalinghi):
34. GP Costa degli Etruschi (kat. 1.1)
70. Tour de Mediterraneen (kat. 2.1)
71. Classic Haribo (kat. 1.1)
126. Milano-Torino (kat. 1.HC)
57. Giro della Provincia di Lucca (kat. 1.1)
60. Settimana Coppi e Bartali (kat. 2.1)
42. Settimana Ciclista Lombarda (kat. 2.2)
79. Giro d'Oro (kat. 1.1)
75. Giro del Trentino (kat. 2.1)
42. Volta ao Alentejo (kat. 2.1)
12. Mistrzostwa Polski - jazda indywidualna na czas
11. Mistrzostwa Polski - wyścig ze startu wspólnego
41. GP Fred Mengoni (kat. 1.1)
15. Trofeo Citta' di Castelfidardo (kat. 1.1)
18. Coppa Bernocchi (kat. 1.1)
24. Coppa Sabatini (kat. 1.1)
11. GP Beghelli / Milano-Vignola (kat. 1.1)
7. Giro del Piemonte (kat. 1.HC)
2007 (Intel-Action / Action-Uniqa):
23. Ronde van het Groene Hart (kat. 1.1)
17. Szlakiem Grodów Piastowskich (kat. 2.1)
21. Bayern Rundfahrt (kat. 2.HC)
5. Bałtyk - Karkonosze (kat. 2.2)
6. Mistrzostwa Polski - wyścig ze startu wspólnego
2. Wyścig Solidarności i Olimpijczyków (kat. 2.1)
33. Tour of Qinghai Lake (kat. 2.HC)
2008 (Mróz):
61. FBD Insurance Ras (kat. 2.1)
5. Mistrzostwa Polski - jazda indywidualna na czas
4. Mistrzostwa Polski - wyścig ze startu wspólnego
3. Wyścig Solidarności i Olimpijczyków (kat. 2.1)
14. Tour of Qinghai Lake (kat. 2.HC)
2. Memoriał Henryka Łasaka (kat. 1.2)
3. Tour of Hainan (kat. 2.1)

2 maja: Witam. Na początku kilka słów o sobie. Trenować zacząłem w wieku 11 lat i w każdej kategorii wiekowej odnosiłem większe lub mniejsze sukcesy, ale prawdziwe kolarstwo zaczęło się dla mnie z początkiem mojego pierwszego roku w peletonie zawodowym. W skrócie ten sport to całe moje życie. Oczywiście w wolnych chwilach nie jeżdżę na rowerze ,-) Ja też lubię umówić się ze znajomymi "na piwo" czy też imprezę i jeszcze od czasu do czasu serfuję po internecie. Kolarstwo zawodowe nauczyło mnie że tylko ciężką pracą można do czegoś dojść.

Kolarstwo zawodowe nauczyło mnie że tylko ciężką pracą można do czegoś dojść. Ten sezon zacząłem od wyjazdu na Krym, gdzie w ciężkim terenie zrobiłem dobrą bazę kilometrową. Później były już Włochy i "szlifowanie nogi" na pierwsze starty w sezonie. Opłacało się bo nigdy jeszcze w lutym nie byłem w tak dobrej dyspozycji. Dzięki temu już w lutowej etapówce Tour de Mediterraneen z ekipami z Pro Touru w peletonie byłem siódmy i trzynasty na dwóch ostatnich etapach.

Najcięższe wyścigi to właśnie te z udziałem wielu ekip Pro Touru. Już parę razy miałem przyjemność startować w tak doborowym towarzystwie i wiem że nie jest łatwo. Oczywiście bez obecności elity też bywa ciężko, choćby ostatnio na Giro del Trentino gdzie tylko Lampre i Liquigas mieliśmy z tej elitarnej "20-tki". Poziom tego wyścigu nie odbiegał od reszty dobrych etapówek. Jak dla mnie to jest to najcięższy wyścig etapowy nie licząc wielkiego Giro. Na Trentino tylko dwa ostatnie etapy były pode mnie i na nich byłem liderem swojej grupy. Zająłem na nich siedemnaste i siódme miejsce. Nie są to jakieś rewelacyjne wyniki ale od czegoś trzeba zacząć.

Obecnie jestem w Polsce i mam "tak jakby odpoczynek", ale jak tylko znajdę okazję to postaram się pościgać. W młodszych kategoriach wiekowych byłem kolarzem wszechstronnym ale w elicie trzeba będzie się wyspecjalizować w jednej tylko dziedzinie. Jeszcze do końca nie podjąłem decyzji, ale myślę że wyścigi jednodniowe mogą być dla mnie i w tym celu pracuję też nad lepszym finiszem. Jeśli chodzi o najbliższe plany to tak jak napisałem wcześniej może trafi się jakiś wyścig w Polsce, ale głównie nastawiam się teraz na etapówki: Volta a Alentejo w Portugali (od 24 maja) i Bicicleta Vasca w Hiszpanii (od 31 maja). W tej pierwszej byłem przed rokiem szesnasty, zaś Bicicleta będzie dla mnie nowym doświadczeniem. Natomiast później w czerwcu oczywiście Mistrzostwa Polski.


4 maja: W Polsce jestem do 15 maja, a później czekają mnie ostatnie treningi przed wspomnianymi już etapówkami. Co więcej jeśli je dobrze pojadę to czekać mnie będzie także wyścig Dookoła Słowenii. Obecnie trenuję na trasie Iława - Toruń. W Iławie mieszka moja mama, a w Toruniu mam babcie i liczną rodzinę, więc mam motywację do trenowania. Na Giro d'Italia przewiduję walkę między Basso a Cunego o generalne zwycięstwo. Dlaczego? - bo obaj już się potwierdzili. Każdy z nich ma już wygrane na koncie i doskonały program przygotowawczy do Giro. Następne liczące się nazwiska to Simoni, Rujano i Savoldelli. Za to nie mam jakoś przekonania Di Luki. Wydaję mi się, że to bardzo ciężkie Giro w tym roku nie jest dla niego, ale zobaczymy.

Kilka słów o moich starszych rodakach ścigających się we Włoszech. Zacznę od "Sylwasa" i powiem tylko jedno: to jest jego najlepszy sezon! Za to co robił na wcześniejszych wyścigach "czapki z głów" przed nim. Moim zdaniem mógł skończyć w pierwszej trójce tak Settimana Coppi e Bartali jak i Giro del Trentino! MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE POTWIERDZI SWOJĄ DYSPOZYCJE NA GIRO d'ITALIA. Z kolei Niemiec podobnie jak Sylwek ma te same umiejętności jeżdżenia po górach i też był w dobrej a teraz jest w jeszcze lepszej dyspozycji. Jak utrzyma formę do Wyścigu Pokoju to może powalczyć o dobrą lokatę. "Szczawiu" ma charakterystykę mi podobną tzn. szybki zawodnik, który jak ma nogę to może też przetrzymać ciężkie klasyki. W tym sezonie już parę razy się pokazał. Myślę, że jeszcze o nim usłyszymy.


21 maja: Jestem już we Włoszech. Moje treningi w Polsce polegały głównie na ... odpoczynku po ciężkiej wiośnie. Dwa tygodnie spędzone w kraju podzieliłem na dwa typy treningów. Pierwszy tydzień jeździłem po 3-4 godziny spokojnie, zaś w drugim tygodniu podszedłem już bardziej poważnie do treningów zaczynając od zaangażowania skończywszy na ich długości. Zrobiłem też parę ćwiczeń do czasówki pod kątem Mistrzostw Polski, na które się nastawiam. Ostatni tydzień przed "moim Giro" nastawiłem się na spokojną jazdę po górkach z tempówkami po płaskim. Zobaczymy co z tego wyjdzie. We wtorek wylatuję do Portugalii, a następnie do Hiszpanii.

Jeśli chodzi o Giro d'Italia to dzisiaj wygrał mój kolega z Panarii Luis Felipe Laverde (wynajmujemy razem mieszkanie) z czego się bardzo cieszę. Z tego co wiem od Sylwka czuł się nieźle przez pierwszy tydzień Giro. Mam nadzieję, że się jeszcze pokaże. Trochę zawiodłem się natomiast postawą Niemca na Wyścigu Pokoju - myślałem, że będzie w pierwszej trójce w "generalce".


30 maja: Wrażenia po Portugalii (Volta ao Alentejo) są takie sobie dlatego, że forma była całkiem niezła, ale brakowało mi szczęścia. Zaczynając od pierwszego etapu mogę powiedzieć, że do ciężkich to on nie należał, ale końcówka była jedną z najbardziej niebezpiecznych jakie w życiu jechałem tzn. samochody, wąskie uliczki, ronda i chodniki. To musiało się skończyć kraksą i tak też było bo 2 kilometry przed metą jeden z kolarzy został odepchnięty przez drugiego i uderzył czołowo w samochód tak, że wpadł przez przednią szybę do środka (nasz lekarz go ratował). To juz była końcówka, więc jechaliśmy naprawdę szybko. Rower poszkodowanego został w połowie drogi na początku uderzył w niego inny kolarz później ja, a po mnie to już uzbierała się niezła kupka. Na szczęście ja tylko lekko się "poszlifowałem", bo wyglądało to gorzej.

Na drugim etapie byłem piaty, ale mam do dzisiaj niedosyt bo wiem że stać mnie było stać na więcej, a finisz był lekko pod górkę. Na trzecim etapie ustawiała się generalka, bo etap był naprawdę ciężki. Niestety nie dałem rady przetrzymać ostatniej górki, która miejscami miała 20% i strzeliłem. Czwarty etap też nie należał do łatwych, choć nie był nazbyt ciężki. Cały zespół w końcówce jechał na mnie, mój ostatni kolega z teamu zostawił mnie na 350 metrów przed metą. Zacząłem od razu finiszować niestety to był za długi finisz i na ostatnich 70 metrach przeszło mnie dziesięciu kolarzy. Chyba najlepszą nogę miałem na ostatnim piątym etapie, który miał należeć do tych łatwiejszych, ale raczej nie należał. Poszła 15-osobowa ucieczka około 50 kilometra, w której znalazłem się i ja. Przez m/w 50 kilometrów uciekaliśmy, wiał mocny wiatr, gdy już nas grupa dochodziła był to 110 km zaatakowałem solo i przez 40 km jechałem sam. Grupa doszła mnie na 15 km do mety. Może komuś się wydawać, że te 15 km to było dużo, ale na tym etapie rytm grupy był mocny i nawet nie było czuć że tak szybko uciekają nam kilometry.

Obecnie jestem już w Hiszpanii i czekam na Bicicleta Vasca, która jak wiem z opowiadań raczej do łatwych wyścigów nie należy, ale podchodzę do tego wyścigu z pełnym optymizmem i wierzę, że mogę powalczyć z kolarzami w nim startującymi.


8 czerwca: Wrażenia po Bicicleta Vasca są i to duże. Mogę powiedzieć śmiało, że ten wyścig stoi o klasę wyżej z poziomem niż Volta ao Alentejo. Pierwszy etap miał należeć do tych "najmilszych", ale raczej tak nie było, a to dzięki zespołowi Euskaltel, który zrobił strzępy z peletonu na ostatniej górce trzeciej kategorii. Ja miałem niezłą nogę, ale trochę mi zabrakło żeby przeskoczyć do pierwszej grupki, która liczyła piętnastu zawodników. Cały czas mieliśmy ich na 100 metrów, ale niestety nie doszliśmy, a szkoda bo noga była i ten etap skończyłem na siedemnastym miejscu.

Następnego dnia było już ciężko tzn. siedem górskich premii (choć prawie wszystkie trzeciej kategorii), ale jak jest wysoki rytm w grupie to nawet najmniejsza górka może się stać Mont Everestem. W tym dniu miałem chyba najlepsza nogę. Praktycznie wyścig rozstrzygał się na ostatnich dwóch podjazdach. Na 40 kilometrów do mety odskoczyłem z około piętnastu zawodnikami z grupy, ale nic z tej akcji oprócz utraty sił nie wynikło. Ostatni podjazd to już było naciąganie peletonu przez Saunier Duval, a pod koniec podjazdu zaczęły się skoki i odjechało czterech zawodników. Później ja doskoczyłem do nich z jeszcze dwoma zawodnikami na około dwa kilometry do mety. Tu chyba zrobiłem największy błąd w swej dotychczasowej karierze, bo zaatakowałem z tej grupki z kilometra i doszli mnie na 300 metrów do mety. Wygrał Andrea Tonti, który w tym roku już wiele razy ze mną przegrał na finiszu. Wiem, że jak bym poczekał być może byłoby lepiej niż te siódme miejsce.

Etap trzeci wraz z pięcioma moimi kolegami z zespołu ponieważ to już były zbyt ciężki etap dla mnie. Etap czwarty, który był podzielony na dwa odcinki i całkowicie dla mnie nieudany. Rano było około 90 kilometrów płaskiego terenu i zafiniszowałem dopiero na dziewiątym miejscu. Czułem już zmęczenie i tzw. "niemoc" w nogach. Czasówkę już nie jechałem na 100 %, zresztą już nie miałem sił żeby dobrze pojechać ten etap. Ostatni dzień już był dla górali same góry i to trzy pierwszej kategorii. Jedno co mogę powiedzieć o tym wyścigu, że jeśli ktoś nie jest dobrze przygotowany do Bicicleta Vasca to lepiej niech zostanie w domu. Ze Słowenii musiałem zrezygnować, ponieważ się rozchorowałem na ostatnim etapie Bicicleta, a po drogie byłem już bardzo zmęczony. Teraz jeszcze mam w planie dwa-trzy dni odpoczynku (oczywiście na rowerze) no a później przygotowania do Mistrzostw Polski.


28 czerwca: Przyznam, że te Mistrzostwa nie należały do najszczęśliwszych dla mnie. Zaczęło się od czasówki. Wiadomo dystans 46 kilometrów to był mój rekord bo nie jechałem jeszcze tak długiej próby. No i niestety za to zapłaciłem, bo jeszcze na 40 kilometrze wygrywałem z Sapą o 6 sekund (a on zajął 5 miejsce). Potem zaczęło się wszystko psuć, nie mogłem złapać swojego rytmu no i opadłem mocno z sil tak czy owak na odcinku 6 kilometrów straciłem ponad minutę! Wiem że było mnie stać na więcej, nawet na podium.

Start wspólny też nie należał do udanych. Na początku wszystko układało się po mojej myśli czyli udany przeskok do ucieczki bez zbytniej utraty sił. Później dobre wyczucie z kontrami no ale ten najważniejszy odjazd czyli Witeckiego i Marczyńskiego przespałem dosłownie o chwilkę. Ta chwilka kosztowała mnie dużo sił bo jechałem za tą dwójką przez około 10 kilometrów ze stratą około 10-15 sekund. Niestety nie dane mi było dogonić tych zawodników. Później ta samotna jazda dala mi się we znaki w końcówce co spowodowało, że juz się nie liczyłem w walce o medale. Jedno co mnie pociesza to fakt, że liczyłem się w walce o koszulkę mistrza Polski.


24 lipca: Od czego by tu zacząć, może od wakacji:. Chyba pierwszy raz w mojej karierze zrobiłem sobie dłuższe wakacje niż tydzień no i do tego trzeba dodać że ponad miesiąc siedziałem w Polsce co jak na mnie to bardzo dużo. Oczywiście na rezultaty tego wypoczynku długo nie musiałem czekać. Jak na razie cierpię na treningach (trenuje jeszcze ze mną 4-5 zawodowców m.in. Luis Felipe Laverde), ale dzisiaj już był pierwszy przejaw "dobrej" nogi i trochę ponaciągałem "kociarstwo" :))

Wysokie temperatury dają się we znaki. Trenuje dużo co trzeci dzień dystans minimum 5 godzin, co drugi siła od 3,5 do 4,5 godziny. Moje nastawienie na nadchodzące wyścigi jest mocne, oczywiście chciałbym powalczyć na jakimś sierpniowym klasyku o podium. Pod koniec tego tygodnia wybieram się do Toskanii by jeszcze zrobić optymalne treningi przed Giro di Camaiore no i przy okazji zdusić Sylwasa :))

Co do Tour de France to mi osobiście się podobał, bo takie akcje jakie np. Rasmussen czy Landis zrobili w końcówce Touru, to przez kilka dobrych lat nie widziałem.


18 sierpnia: Może w skrócie napiszę o moich ostatnich wyścigach. Zacznę od GP di Camaiore, który potraktowałem jako sprawdzenie mojej formy i dlatego od samego startu byłem aktywny nawet jechałem w odjeździe przez około 120 kilometrów. Oczywiście w końcówce już nie miałem sił ale jeszcze pomogłem naszemu liderowi Raffaelowi Ferrara, który zajął zresztą dobre czwarte miejsce.

Natomiast następne wyścigi były już całkowicie podporządkowane Ferrarze który jest aktualnie w bardzo dobrej dyspozycji i który dobrze się zaprezentował. Dopiero na ostatnim wyścigu podczas Due Giorni Marchegiana czyli Trofeo Citta di Castelfidardo dostałem "wolną rękę", lecz trochę zabrakło mi szczęścia w końcówce (bo przespałem ucieczkę). Jednak z formy byłem i tak zadowolony.

Wczoraj wróciłem zaś z ostatnich trzech wyścigów, w których startowałem tzn. Tre Valli Varesine, Coppa Agostoni - o obu mogę powiedzieć śmiało, że były bardzo trudne i ciężko było na nich powalczyć. Z kolei ten trzeci czyli Coppa Bernocchi był wyścigiem na którym mi zależało. Dyspozycja była dobra, ale przyszedł finisz z grupy, który całkowicie mi nie wyszedł i nie znalazłem się w pierwszej piątce na którą liczyłem.. Co do następnych startów to jeszcze nic nie wiem, ale mój dyrektor sportowy na dniach ma mnie poinformować w jakich wyścigach będę startował.

Jeśli chodzi o Sylwka to powiem szczerze, że nie śledziłem jego poczynań w Portugalii ponieważ nie miałem możliwości korzystania z internetu, ale z tego co wiem to bardziej się nastawiał na Vueltę więc miejmy nadzieje, że jego dobra forma się utrzyma do tego wyścigu.


27 września: U mnie po malutku. Mam właśnie małą przerwę przed ostatnimi wyścigami, dlatego tez udałem się do Polski na krótki wypoczynek. Jutro wylatuje do Włoch na ostatnie klasyk, które zakończa się dla naszej ekipy 12 października na Giro del Piemonte. Vuelta i Mistrzostwa Świata bardzo mi się podobały, zwłaszcza Vuelta gdy Sylwas pokazywał, że zalicza się do jednych z lepszych kolarzy na tym wyścigu. Cieszy mnie fakt, że wygrał taki kolarz jak Aleksander Winokurow, który był i jest moim idolem.

Co do Mistrzostw to myślę, że Paolo Bettini zasłużył na te zwycięstwo, potwierdził że jest jednym z najlepszych kolarzy, którzy specjalizują się w klasykach. Cała nasza drużyna jest zadowolona z występów naszego kapitana Raffaela Ferrara, który przez cały sierpień prezentował wysoką formę i zasłużył na powołanie do włoskiej kadry, choć szkoda ze tylko jako rezerwowy. Stuttgart w przyszłym roku? To odległe plany ... na razie myślę o dobrym zakończeniu tego sezonu.


14 października: Tak jak wcześniej pisałem chciałem jak najlepiej zakończyć sezon i szczerze mówiąc liczyłem na więcej. Zacznę może od mojego pierwszego wyścigu po miesięcznej przerwie czyli Coppa Sabatini. Na tym wyścigu miałem nawet niezłą "nogę", ale okazało się na ostatniej rundzie że nie wystarczającą na wygranie tego wyścigu (nauczyłem się zaś przez te dwa lata że wyścig jedzie się po to aby wygrać, a następne miejsca się nie liczą). Ja przyjechałem zaraz po ucieczce.

Po tym wyścigu jeszcze bardziej skoncentrowałem się na zrobieniu dobrego rezultatu. Giro dell'Emilia to moim zdaniem najcięższy klasyk we Włoszech dlatego też potraktowałem go jako dobre wprowadzenie przed GP Beghelli, ale nie jechałem go biernie. Wręcz przeciwnie przez dłuższy czas byłem w 30-osobowej ucieczce ze Schleckiem, Sellą itp. Dopiero gdy grupa nas doszła zjechałem do "boksu".

Beghelli (Milano - Vignola) w tym roku był trochę nerwowym wyścigiem, zwłaszcza w końcówce. Ostatnie dwie rundy były z górką około 2-kilometrową, którą wjeżdżaliśmy bardzo mocno. Peleton rwał się i łączył. Czułem się na tym wyścigu bardzo dobrze. Wjeżdżałem tą górkę w miarę z przodu i dlatego tez moi koledzy mieli mnie rozprowadzać na finiszu. Niemniej jak to na finiszach często wkrada się błąd. Miałem być rozprowadzany a wyszło tak że to ja rozprowadzałem moich kolegów.. Skończyło się na 11 miejscu.

Ostatni wyścig Giro del Piemonte. Od samego startu dobrze się czułem. Zwłaszcza na końcowych "hopkach", po których wziąłem na siebie odpowiedzialność za końcowy wynik mojej drużyny. Cały zespół w końcówce mnie rozprowadzał, a ostatni kolarz zostawił mnie na ponad 200 metrów przed metą. Szczerze mówiąc gdy zacząłem mój finisz byłem przekonany że miejsce na podium jest w zasięgu, ale dosłownie na 40 metrów przed metą przeszło mnie 5 kolarzy, zaś Bennati trochę szybciej.

Podsumowując miałem w miarę dobry koniec sezonu. Mam nadzieję, że zaowocuje to bardzo dobrym początkiem sezonu 2007, na który będę się nastawiał. Jeśli chodzi o moją przyszłoroczną grupę to na dzień dzisiejszy nie podpisałem jeszcze żadnego kontraktu.


5 grudnia: Wyjeżdżam trenować do Belgii. To będzie niezły eksperyment. W niedzielę wraz z kolegą klubowym Marcinem Osińskim ruszamy na brukowe trasy. Trzeba je sprawdzić przed wiosennymi klasykami, które mamy zaplanowane właśnie w Belgii. Jedyna rzecz, której się obawiam to przelotne deszcze i wraz z nim przeziębienie. Niemniej kto nie ryzykuje ten nie idzie do przodu. Pamiętam, że w zeszłym roku w tym czasie byłem na Krymie. Fajnie było tylko, że trasy trochę męczące czyli ani kilometra płaskiego, cały czas z górki lub pod górkę. Uważam, że grudzień jest jeszcze tym miesiącem, w którym można "ryzykować" z miejscem przygotowań. Natomiast w styczniu jadę na pewno do słonecznej Toskanii.


30 stycznia: W grudniu tak jak wcześniej pisałem miałem jechać do Belgii potrenować, ale krótko przed wyjazdem rozchorowałem się i zrezygnowałem z wyjazdu. Na szczęście pogoda dopisała, wiec dużo nie straciłem w stosunku od zaplanowanego programu. Prawie cały grudzień przejeździłem na rowerze górskim. Trenowałem z moim kolegą klubowym Marcinem Osińskim. Oprócz jazdy na rowerze ćwiczyłem także na siłowni i na sali.

Styczeń szczerze mówiąc minął mi bardzo szybko. Do polowy tego miesiąca trenowałem w Polsce ale już na rowerze szosowym, zaś od 15 stycznia do 1 lutego jestem we Włoszech, a dokładnie w Toskanii. Zatrzymałem się u moich znajomych Jakuba Lorka i Artura Króla. Z Arturem przejeździłem większość treningów, głównie koncentrując się na odbudowie siły oraz spokojnej długiej jeździe na rowerze. W czwartek wracam do Polski, a już w sobotę wylatuje z całym zespołem na zgrupowanie do Hiszpanii.


20 lutego: Po miesiącu trenowania za granicą teraz czas na krótkie wypuszczenie ... czyli jazda na rowerze górskim. Chcę ją kontynuować do końca tygodnia. Ostatnie dwa tygodnie spędziłem zaś w Hiszpanii w miłym ciepełku. Pozwoliło mi to na wykonanie w 100% planu treningowego jaki sobie ułożyłem przed wyjazdem Czekają mnie teraz całe dwa tygodnie w Polsce i potem wracam wraz z kolegami z grupy w te same miejsce czyli do naszej bazy w hiszpańskim Calpe. Tam czekać nas będą kolejne 14 dni treningów.. A po nich już pierwsze starty.


9 marca: Gdy ostatnio pisałem trenowałem jeszcze w Polsce. Obecnie jestem na zgrupowaniu w Hiszpanii, ale może wrócę jeszcze na chwilę do ostatniego tygodnia, który przetrenowałem w kraju. Tak jak wszyscy borykałem się z warunkami pogodowymi pod koniec lutego. Ja ratowałem się jazdą na rolkach na przemian z siłownią. Jednak gdy tylko była możliwość jazdy na rowerze od razu wskakiwałem na szosę, głównie jeżdżąc treningi za samochodem aby trochę poprawić rytm i wejść w wyższe tętna. Myślę, że takie treningi będę kontynuował gdy tylko wrócę do Polski.

Cała nasza grupa jest juz po pierwszym cyklu treningów, które przeprowadziliśmy przez ostatnie trzy dni. Na początku bardzo mocno wiało co nas zmotywowało do jazdy po górkach w terenie zakrytym, obecnie jest cieplutko i jakby wiatr trochę przysłabł. W naszej grupie nastroje już są bojowe. Widzę, że każdy z nas nie może się już doczekać nowego sezonu.


18 marca: Może zacznę od zgrupowania w Hiszpanii, bo zgodnie z planami właśnie wczoraj wróciliśmy do Polski. Już na lotnisku dało się odczuć niezły skok temperatury. Niektórzy z chłopaków w czapkach chodzili. Śmiesznie to wyglądało - opalona twarz a na głowie wełniana czapa ;-) Zgrupowanie zaczęliśmy z lekkim poślizgiem bo od 5 marca, ale plan treningowy wykonaliśmy w 100 %. Treningi podzieliliśmy na trzy mikrocykle czyli, przy czym pierwszy dzień zostawiliśmy na zaaklimatyzowanie, a następne trzy były już treningowe.

Najkrótszy trening jaki przeprowadziłem trwał 4 godziny w terenie raczej płaskim, natomiast najdłuższy aż 6 godzin po terenie już bardziej górzystym. Oczywiście pomiędzy takim mikrocyklem (3 dni treningowe) mieliśmy jeden dzień dla siebie czyli przejażdżka lub dzień wolny jak kto wolał. W ostatnich dniach jeździliśmy cięższe górki z większym zaangażowaniem. Obecnie jestem w Polsce. Za tydzień pierwszy start (Francja lub Holandia). Postaram się od razu po wyścigu zdać relacje.


27 marca: Sezon rozpoczęty. Pierwszy start mam za sobą. Wyścig w Holandii był całkowicie płaski, ale za to bardzo wietrzny. To się mogłem o nim dowiedzieć już dosłownie po 3 kilometrze gdy zorientowałem się, że jest nadawane mocne tempo i szybko znalazłem się w czwartej grupie pościgowej! Tak też było przez najbliższe 50 kilometrow. Dolny uchwyt kierownicy i wzrok wpatrzony w przerzutkę zawodnika, który jechał przede mną. Takie ściganie szło do końca wyścigu. Niestety ten najważniejszy odjazd przegapiłem. Poszedł na 5 kilometrów przed metą i pozostała mi tylko walka z grupki, która pozostała z peletonu. Mój pierwszy start oceniam jako dobry. Jedyny fakt, który mnie pociesza z tego wyścigu to ten, że mogło być jeszcze lepiej. W niedzielę otwarcie sezonu w Polsce czyli Sobótka.


11 kwietnia: Juz trochę nie pisałem w swym dzienniczku, więc czas na odrobienie strat. Może zacznę od pierwszego mojego zwycięstwa w karierze zawodowej:) Sobótka w tym roku była rozgrywana na przyzwoitym poziomie (w mojej ocenie). Niezła prędkość oraz duża liczba zawodników wpłynęła na dobrą walkę na tegorocznym wyścigu. Szczerze mówiąc na samym początku tego wyścigu liczyłem na zwycięstwo. Dzięki dobrej taktyce i pomocy kolegów z drużyny mogłem się wykazać. Na ostatniej rundzie, pod ostatni podjazd zaatakowałem. Przez chwilę jechałem sam, a po paru kilometrach doskoczyła do mnie trojka zawodników: Mikulicz, Czajkowski i Maciejewski. Tak już dojechaliśmy do mety. Finisz był ciężki, ale bardzo mi pasuje taki finisz lekko pod górkę, więc wygrałem. Po tym wyścigu obowiązkowy szampan no i wzrost morale w drużynie.

Na drugi dzień z rana wyjazd na Driedaagse van de Panne do Belgii. Pierwszy etap niestety decydował o generalce. Ja podeszłem do tego etapu za bardzo asekuracyjnie. Cały czas liczyłem, że przyjdzie mała grupka na finisz i dlatego skoncentrowałem się na takich zawodnikach jak Boonen czy Hoste. Niestety ci panowie nie walczyli na tym wyścigu. Ja zaś popełniłem błąd nastawiając się na jazdę koło nich. Drugi i trzeci etap to wielka prędkość i jeszcze raz prędkość! Na myśl o tych etapach przypomina mi się "narzekanie" Bartosza Huzarskiego że 54-11 mu nie starczało na niektórych odcinkach, więc możemy sobie wyobrazić jaka to była szybkość. Na tych dwóch etapach zająłem dwa razy 11 miejsce. Mogło być lepiej, ale jeszcze może nie ta "odwaga" na niebezpiecznych finałowych metrach.

Przechodząc do wyścigów francuskich (Route Adelie de Vitre i GP de la Ville de Rennes). To w pierwszym z nich poszła ucieczka zaraz po starcie i nie miałem wraz z kolegami z drużyny dużo do powiedzenia. Ucieczka doszła do mety, a ja się wycofałem z wyścigu. Z kolei Rennes był już ciekawszym wyścigiem na którym jako drużyna pokazaliśmy się z dobrej strony. Liczne akcje w których braliśmy udział i ta decydująca na kostce brukowej lekko pod górkę na finałowych okrążeniach poszedł odjazd wraz ze mną około 25 zawodników. Miałem dwa rozwiązania na tym wyścigu albo puścić się w pogoń za późniejszym zwycięzcą Matwiejewem i w razie powodzenia walczyć z nim o zwycięstwo albo czekać na finisz i oszczędzać siły. Niestety na tym wyścigu straciłem zimną krew i widząc odjeżdżającego Matwiejeva puściłem się w pogoń sam za nim. Jego koledzy z drużyny po paru kilometrach mnie skasowali. Później jeszcze próbowałem paru takich akcji ale bezskutecznie. Wynikiem tego było zmęczenie na finałowych metrach i jedna z ostatnich miejsc w tej ucieczce. Obecnie jestem w domu. Odpoczywam i szykuje się do nadchodzących wyścigów w Polsce.


23 kwietnia: W ostatnim czasie trochę się u mnie działo. Pojechałem dwie etapówki w Polsce na w miarę dobrym poziomie. Zacznę może od Gorzowa. Generalka została praktycznie rozegrana na pierwszym etapie czyli jeździe indywidualnej na czas, na której moim zdaniem pojechałem poniżej moich oczekiwań (zająłem dopiero 7 miejsce), ale to przynajmniej mi przetarło oczy i wziąłem się jeszcze mocniej do pracy. Cały wyścig skończyłem na piątym miejscu (po drodze byłem drugi na kryterce). Po tym wyścigu nie byłem zadowolony ze swojej dyspozycji (oprócz występu w kryterium) chociaż miejsca nie były najgorsze to jednak wciąż brakowało mi zwycięstwa.

Myślałem, że odrobię to na wyścigu Kalisz - Konin, lecz tam też nie było mi dane pierwsze miejsce. Zająłem tylko drugie miejsce na pierwszym etapie i oczywiście drugie w klasyfikacji generalnej. Można byłoby się zadowolić takimi wynikami, ale później mogłoby to wejść w krew i już bym nie myślał o zwycięstwie. które to jednak jest zwycięstwem, a o tym tak szybko się nie zapomina. Sezon trwa i mam nadzieje że jeszcze poczuje smak wiktorii.


21 maja: Chciałbym w skrócie streścić ostatnie tygodnie swego ścigania. Grody Piastowskie - hmm nie będę miło wspominał tego wyścigu. Oczywiście nie ze względów organizacyjnych, bo organizacja stała naprawdę na wysokim poziomie, lecz z powodu słabego występu z mojej strony. Powód? Długo się nad tym zastanawiałem, ale jakiejś konkretnej przyczyny nie znalazłem. A przecież jeszcze tydzień wcześniej ukończyłem Energa Tour na drugim miejscu. Wiem że coś było nie tak bo po tym wyścigu po prostu nie mogłem kręcić. Cały czas czułem się osłabiony i zmęczony. Dlatego też postawiłem na dłuższy wypoczynek, który mi dobrze zrobił.

Teraz czuje się o wiele lepiej. Forma może jeszcze nie jest stuprocentowa, ale cały czas idzie do góry, a wczorajsza wygrana w Gdańsku jeszcze bardziej mnie zmotywowała. Teraz liczę na dobry występ w Bayern Rundfhart.


12 czerwca: Krótko podsumuje moje ostatnie dwa tygodnie ścigania. Bayern Rundhfart. Moje najlepsze miejsce na tym wyścigu to ósme na drugim etapie (poza tym na 1 i 5 etapie byłem czternasty). Na pewno mogło być lepiej właśnie na tym drugim etapie, ale trochę spanikowałem na zjeździe, na którym pierwsza grupka "szła fulla". Później zostawał już ostatni kilometr na którym odrabiałem pozycje, ale jak się później okazało kosztem mocy na ostatnich metrach.

Wysoki poziom, a zarazem duża prędkość na rowerze to były największe atuty tego wyścigu. Dlatego też byłem zadowolony gdy założyłem koszulkę dla najlepszego "młodego" po drugim etapie. Trzeci etap był tym, który będę długo wspominał, a to dlatego ze to był mój najszybszy sprint w karierze. Na dodatek zakończony kraksą. Było lekko z góry i na pełnej prędkości zawodnik z Sella Italia tzn. Loddo zahaczył o barierki przy wirażu i "usypał" za sobą mniej więcej 20 kolarzy. Wyglądało to naprawdę paskudnie ale na szczęście zakończyło się na poobijanych żebrach i lekkich szlifach.

Potem przyjazd do Polski i od razu start w 8-etapowym Baltyk - Karkonosze. Moje najlepsze miejsca to dziewiąte na 1 etapie i przede wszystkim trzecie na ostatnim etapie. W "generalce" piąte miejsce. Nie jestem jakoś wielce zadowolony z tego wyścigu, ale też katastrofy nie było. Teraz mam krótki odpoczynek, a później żył będę już tylko Mistrzostwami Polski.


30 lipca: Jestem już po wyścigu w Chinach, na którym jak dało się zauważyć jako zespół liczyliśmy się w stawce. Szczerze mówiąc cały wyścig przegraliśmy jednym etapem, na którym wszyscy mieliśmy kryzys. Ja szczególnie ciężki, bo straciłem ponad 10 minut. Tacy zawodnicy jak Kostjuk czy tez Huzarski zaliczali się do najmocniejszych zawodników tego wyścigu, ale zabrakło trochę szczęścia bo taktycznie jechaliśmy na "5". Jeśli chodzi o poziom tego wyścigu to przyznam, że poprzeczka była ustawiona wysoko. Tym bardziej cieszyliśmy się z osiągniętych rezultatów.

Obecnie jestem "na urlopie kolarskim". Zaczynam się ścigać od połowy sierpnia. Oczywiście moim najbliższym celem jest tylko Tour de Pologne.


14 sierpnia: Już trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, ale naprawdę miałem trochę na głowie. Obecnie jestem na zgrupowaniu w górach i już się szykuje do Tour de Pologne i zarazem jeśli tylko będę w dobrej dyspozycji również do Mistrzostw Świata w Niemczech. Na razie forma jest średnia, zresztą trudno coś więcej oczekiwać po wakacjach.

Zacząłem moje przygotowania od jazdy w terenie płaskim i w spokojnym tempie na długich dystansach od 120 do 200 kilometrów. Tak jeździłem przez około tydzień. Od dwóch dni jestem w pensjonacie niedaleko Karpacza i od razu zabrałem się przede wszystkim od odbudowy siły. Oznacza to jazdę pod długie górki lub jazdę z ciężkiego przełożenia w ograniczonym czasie pod górkę. Moje najbliższe starty to kryteria, które odbędą się w najbliższy weekend. Co do późniejszych startów to na pewno będę jechał etapówkę we Francji w dniach 28-31 sierpnia (Tour du Poitou Charentes et de la Vienne).


23 września: Mamy prawie koniec sezonu - przynajmniej jak dla mnie. Chciałem się podzielić z kibicami wrażeniami z moich ostatnich wyścigów.

TOUR DE POLOGNE - fajny wyścig, dużo gwiazd światowego kolarstwa, a przede wszystkim wspaniali kibice którzy licznie dopingowali nasz peleton. Sprawiali, że chciało się jechać i walczyć na trasie. Szczerze mówiąc po tym wyścigu uwierzyłem, że kolarze mogą być docenieni jako sportowcy za co DZIĘKUJE wszystkim kibicom z trasy TdP.

Jaką mieliśmy taktykę? Radosz, Bodnar, Miara, Bondariew mieli się zabierać we wszystkie akcje od początku. Reszta czyli Rutkiewicz, Huzarski i Kostiuk miała płaskie etapy jechać ''w kolach'', zaś ja miałam walczyć na końcowych metrach. Jak wyszło to już każdy wie. Łukasz Bodnar zdobył koszulkę najaktywniejszego kolarza. Bartosz Huzarski został najlepszym Polakiem, a Ja mogę się tylko pochwalić ósmym miejscem na etapie do Olsztyna.

Ale od początku. Na prologu zajęliśmy ósme miejsce, ale mieliśmy pecha z pogodą i moja kraksa na ostatnim zakręcie przed metą sprawiła, że straciliśmy dobre miejsce. Wina leży głównie po mojej stronie trochę za szybko chciałem skończyć ten bieg w wyniku czego było K.O. dla fotoreportera. Ale można powiedzieć, że mnie przestraszył na tym nieszczęsnym zakręcie bo za blisko stał.

Po tym prologu i pierwszym etapie (gdzie też byłem ósmy) wszyscy uwierzyliśmy w siebie, że możemy powalczyć z tymi najlepszymi. Drugi etap czyli do Gdańska i ostatnie 5 kilometrów. Jesteśmy wszyscy z przodu ładnie ułożeni do rozprowadzenia wyjeżdżamy z tunelu a tu na środku drogi stoi w poprzek wóz policyjny. Przy prędkości ponad 60 km/h nie życzę nikomu takich atrakcji. Jedyne co mi utkwiło w pamięci z tego zdarzenia to miny tych policjantów, którzy patrzyli na peleton pędzący w ich stronę :))

Po tych emocjach było już tylko gorzej. Zaczęło się od Roberta Radosza, który źle się poczuł po pierwszym etapie. Ból brzucha, brak apetytu itp. Grypa żołądkowa dorwała nas prawie wszystkich. Jednak naszej niezbyt udana postawa na tym wyścigu nie będę tłumaczył tą chorobą, ale w jakiś negatywny sposób (przede wszystkim psychiczny) wpłynęła na nas.

Myślę, ze dwa szesnaste miejsca na późniejszych etapach nikogo nie zadowoliło, a tym bardziej mnie. Jedynie co mnie pociesza to fakt, że podjęliśmy walkę i daliśmy z siebie wszystko żeby jak najlepiej wypaść. Najbardziej mi szkoda Marka Rutkiewicza, który był naprawdę bardzo mocny na początku tego wyścigu. Wszyscy w niego wierzyliśmy. On sam w siebie wierzył. Niestety los chciał inaczej.

Zbliża się koniec sezonu, a więc trzeba zastanowić się nad sezonem 2008. Robię to już od dłuższego czasu. Kryzys w kolarstwie gołym okiem będzie widoczny właśnie w okresie transferowym kiedy większość kolarzy, w tym ja zada sobie pytanie co będzie dalej?!


4 października: Miałem trochę odpoczynku po Tour de Pologne, ale teraz zaczynam od nowa treningi. Powodem tego jest etapówka w Chinach, która zaczyna się z początkiem listopada (Tour of Hainan Island). Widziałem już przekrój poszczególnych etapów. Na pewno jakiś mi podpasuje, choć o wynik końcowy moim zdaniem będą walczyć typowi "górale". Na dzień dzisiejszy nasz skład na ten wyścig to: Robert Radosz, Marcin Osiński, Bartosz Huzarski, Piotr Chmielewski, Bogdan Bondariew i ja. Zostało mi jeszcze 3 tygodnie treningów, które z tygodnia na tydzień zwiększam. Z formą na razie nie jest za ciekawie, ale to normalne po wypoczynku, który musiałem zrobić sobie po TdP. Jeśli chodzi o sezon 2008 to na dzień dzisiejszy nie podpisałem jeszcze żadnego kontraktu.

Mistrzostwa Świata były bardzo ładne, ale ze wskazaniem na ostatnie trzy okrążenia. Dlatego też popieram pomysł UCI o skróceniu dystansu. Na pewno ożywi to jazdę peletonu i kolarze będą próbowali swoich sił dużo wcześniej zamiast kalkulować. Co za tym idzie wyścig stanie się atrakcyjniejszy od samego początku. Myślę, że wysokie tempo narzucone od początkowych kilometrów zrobi taka samą selekcję co dłuższy dystans.

Moim faworytem na te MŚ był Oscar Freire. Niestety nie udało mu się po raz kolejny zdobyć tytułu. Z pewnością na wielkie uznanie zasługują Włosi, którzy pojechali na piątkę (Bettini wygrał). Na ostatnich kilometrach brakowało mi takiej osoby, która mogłaby wygrać na finiszu z Bettinim. Po cichu liczyłem na Schumachera, lecz tego dnia Włoch był nie do pokonania. Jeśli chodzi o naszych chłopaków to na pewno dali z siebie wszystko żeby się pokazać z jak najlepszej strony. .Jestem mocno zaskoczony brakiem nominacji dla Sylwka Szmyda. Moim zdaniem "Sylwas" mógł dużo dobrego wnieść do naszej ekipy, na tej właśnie trasie, bo jak zauważyliśmy do łatwych się ona nie zaliczała.


22 października: Zostało mi jeszcze 9 dni do wylotu na etapówkę w Chinach. Ostatnie dni spędzę na czterogodzinnych treningach trochę za motorem jeśli się uda. Z przekroju trasy wynika że ten wyścig raczej do łatwych się nie zalicza. To będzie mój najdłuższy sezon w karierze, jako że będę go kończył 10 listopada. Pogoda na razie nie rozpieszcza więc trenuje się ciężko. Wczoraj jak skończyłem trening to miałem czerwoną buzie jakbym przesiedział na solarium cały dzień. Zimny wiatr i przelotne deszcz są niczym miłym zwłaszcza w tym terminie gdzie się już myśli tylko o odpoczęciu od roweru. No cóż jeżdżę teraz z myślą że to już ostatni tydzień przygotowań w tym roku więc jest mentalnie trochę łatwiej.


25 listopada: HAINAN to piękna wyspa na Morzu Południowo-chińskim, ale żeby się o tym przekonać musieliśmy poświęcić około 15 godzin w samolocie (z przesiadkami). Od samego początku do końca rozpieszczała nas ładna pogoda. Temperatura nie spadała poniżej 27 stopni. Owszem na początku jazdę utrudniał silny czołowy wiatr, ale pod koniec wyścigu już był sprzyjający.

Pierwszy i drugi etap to była raczej walka z naszymi słabościami niż z przeciwnikami. Ja osobiście już na pierwszym etapie brałem udział w ucieczce i wiem ile to sił mnie kosztowało. Szybkie i silne tempo przy temperaturze 28-30 stopni. Przede wszystkim zaś nie mieliśmy rozeznania jaki poziom reprezentują pozostałe zespoły, więc taktyka była prosta zabierać się w każdą ucieczkę. Po pierwszych dwóch etapach czuliśmy się na tyle zmęczeni jakby za nami był już cały wyścig.

Na szczęście od trzeciego etapu zaczęliśmy się rozkręcać tzn. na etapie walka, zaś na końcówce silne rozprowadzenie, na którym ja bądź Robert Radosz mogliśmy skorzystać. Na etapach od drugiego do czwartego sprint był ustawiany na mnie. Czwarty etap udało mi się nawet wygrać, lecz zostałem zdyskwalifikowany. Moim jak i całego zespołu zdaniem niesłusznie. Obejrzeliśmy foto-finisz, a później jeszcze sprint w telewizji i przyznam, że nie rozumiem czemu uznano zażalenie złożone przez rosyjskiego zawodnika.

Jedyną dobrą stroną tego zdarzenia było to, że nasz zespół spiął się jeszcze mocniej do walki. Na wyniki długo nie czekaliśmy bo wygraliśmy za sprawą Roberta tak piąty jak i siódmy etap oraz klasyfikacje: indywidualną i drużynową. Najcięższym etapem był szósty, na którym wszyscy tzn. Bogdan Bondariew, Marcin Osiński, Bartosz Huzarski, Piotr.Chmielewski i ja jechaliśmy tylko pod Roberta Radosza i po ciężkiej walce z zespołem rosyjskim zdołaliśmy wyprowadzić Roberta na fotel lidera, którego już później nikomu nie oddaliśmy.

Podsumowując ten wyścig mogę zaliczyć do bardzo udanych, nie tylko pod względem wyników, ale i z punktu widzenia doświadczenia sportowego. Te zaś cały czas zbieram gdyż jest mi potrzebne aby osiągnąć maksimum mojego rozwoju kolarskiego. A co to przyszłości to: w przyszłym tygodniu napisze gdzie będę się ścigał w 2008 roku.


1 grudnia: W przyszłym sezonie będę reprezentował tą samą grupę co w tym roku. W jednym z wywiadów internetowych Piotr Kosmala podał już skład grupy, więc jedynie mogę go powtórzyć: Piotr Chmielewski, Robert Radosz, Bogdan Bondariew, Bartosz Huzarski, Denis Kostiuk, Marcin Osiński, Marek Rutkiewicz i ja czyli Błażej Janiaczyk. Nie wiem czy to nasz końcowy skład czy też może kogoś pominąłem. Moim zdaniem plany startowe jeśli chodzi o wyścigi krajowe specjalnie się nie zmienią. Na pewno nasza ekipa będzie miała jednak kłopot z zaproszeniami od organizatorów wyścigów takich jak Bayern-Rundfhart, w którym pewnie nie wystartujemy.

Mam już trzy tygodnie wakacji bez roweru. Jednak od 3grudnia wchodzę na rower górski i mam zamiar korzystać z niego przez następne 5-6 tygodni. Na pewno w tym roku nie popełnię błędu takiego jak w zeszłym sezonie i bardziej się przyłożę w dopasowaniu pozycji na rowerze górskim (w zeszłym roku kosztowało mnie to później dwutygodniowe treningi z bólem kręgosłupa oraz prawego kolana).

Oprócz treningów na rowerze górskim ważnym elementem przygotowawczym do sezonu jest siłownia, której zresztą nie cierpię. Poza tym są jeszcze bardziej rekreacyjne rozrywki, które też będę wplatał w plan treningowy tzn. basen, sauna i sala gimnastyczna. Moja baza kilometrowa w grudniu nie powinna się różnić od tej z wcześniejszych lat. Jednak jak dobrze wiemy pogoda w Polsce potrafi nieźle w tym czasie utrudniać wszelkie treningi na szosie.


17 grudnia: Za mną już dwanaście dni trenowania. Powiedzmy sobie szczerze w mroźnych warunkach. Pierwsze sześć dni potraktowałem swobodnie czyli zacząłem od przejażdżek po 2 - 2,5 godziny na rowerze górskim. W niektóre treningi "wplotłem" przełaj, który jednak nie trwał więcej niż jedną godzinę dziennie. Oprócz tego nie zabrakło basenu oraz sauny. Mój ostatni tydzień to już nieco dłuższa praca na rowerze bo jeździłem od 3 do 4 godzin.

Mam nadzieje, że takie treningi przeprowadzę do końca tego miesiąca. Natomiast po Świętach będę wiedział już dokładnie jakie plany treningowe będę w stanie wykonać w przyszłym roku, co w dużej mierze zależy to od klimatu w jakich będziemy trenować. A jak na razie czeka mnie podwójna warstwa kremu na twarzy oraz krajobraz naszych polskich dróg.

W tym momencie chciałbym też złożyć wszystkim kibicom tego pięknego sportu jakim jest kolarstwo Wszystkiego Najlepszego w nadchodzącym Nowym Roku oraz wielu emocji przy śledzeniu kolarskich zmagań.


2 stycznia: Rozpoczął się nowy rok - nowy sezon, nowe przygotowania i od razu mała niespodzianka z mojej strony. W tym roku za namową Leszka Szyszkowskiego (trenera kadry narodowej) w swoje przygotowania do sezonu wkomponuję tor. Naszym celem będzie zakwalifikowanie się do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w konkurencji "madison". Takimi przygotowaniami do sezonu jeszcze nigdy nie zaczynałem nowego roku, a tu już jutro mam wylot do Stanów Zjednoczonych na zgrupowanie zakończone startem w Pucharze Świata w Los Angeles, które będą jedną z eliminacji olimpijskich.

W sumie około trzy tygodnie spędzimy w USA. Z kolei wracając lądujemy w Berlinie gdzie czekają na nas kolejne zawody, a więc zapowiada się ciekawie. Na pewno będzie to całkowicie inne przygotowanie niż wszystkie wcześniejsze, a czy okażą się trafione to zobaczymy. O szczegółach treningów i zawodów napiszę już ze Stanów gdzie będę miał już wszystko rozplanowane.


10 stycznia: Już prawie tydzień za mną od czasu jak wyleciałem do Stanów, więc można trochę się podzielić swoimi wrażeniami. Może zacznę od podróży, która trwała jak dla mnie ponad 24 godziny. Wylot z Warszawy do Londynu (gdzie spędziłem około 3 godziny), następne San Francisco (tu kolejne 3 godziny "barowania", no i finał w Los Angeles. Tutejsza pogoda to około 18-21 stopni i lekki chłodny wiaterek, a z początku także przelotny deszcz. Drogi na których trenujemy są wręcz zawalone autami i co chwila jest skrzyżowanie świetlne, więc nieraz trzeba przejechać na czerwonym żeby w szał nie wpaść.

Już drugiego dnia mieliśmy zawody. Fakt, że nie były na wysokim poziomie ale i tak dużą ilość potu zostawiłem tego dnia na torze tym dniu. Zaczęło się od scratcha (przypomnę że zwycięzcą jest ten, który przekroczy linię mety jako pierwszy na ostatnim obrażeniu lub da najwięcej dubli peletonowi) na dystansie 10 kilometrów. Prawie cały czas jazda na maksa. Wygrał ta konkurencję Mariusz Wiesiak Ja byłem trzeci. Następie startowaliśmy dwa razy dystansie czyli w wyścigu punktowym na 20 kilometrów. A na koniec ponownie drugi raz 10-kilometrowy scratch. We wszystkich konkurencjach byłem trzeci, zaś Mariusz wygrał dwie z nich.

Przez cały ten cały dzień zrobiliśmy w sumie ponad 100 kilometrów. Myślę że to niezłe wyniki jak na drugi dzień trenowania na 250-metrowym torze. W późniejszych dniach było już było trochę lżej. Ale jak na "świeżaka" przystało zaliczyłem już pierwszego szlifa no i z mojej winy pociągnąłem ze sobą Mariusza. Nieraz to sobie myślę, że kibice przychodzą właśnie po to żeby zobaczyć jakąś kraksę, która na torze jest czymś normalnym. Od 17 do 20 stycznia jest Puchar Świata. Jeszcze nie wiem w jakiej konkurencji i czy na pewno wystąpię bo po tak długiej przerwie jaką miałem na torze mam jeszcze duże zaległości.


23 stycznia: Jestem już po zgrupowaniu w Stanach i zarazem po pierwszym poważnym starcie. Zacznę jednak od specyfiki moich treningów przedstartowych. Dużo jeździliśmy na torze. Przeważnie najpierw była przejażdżka przed torem lub po torze (zależało o której mieliśmy wyznaczone godziny na torze). Później 20 minut rozgrzewki, a następnie jeszcze różne specjalistyczne ćwiczenia, które na drugi dzień nieźle odczuwałem. Po prostu nie miałem już wtedy ochoty na dłuższą jazdę na szosie.

Jeśli chodzi o Puchar świata wystartowałem w scratchu. Z braku jakiegokolwiek doświadczenia zająłem dwunaste miejsce. Moim zdaniem mogło być lepiej. Od jutra zaczynam najprawdopodobniej zawody w Berlinie ,więc czekają mnie nowe doświadczenia.


2 lutego: Mam już za sobą drugi miesiąc przygotowań do nowego sezonu. W tym roku styczeń zacząłem bardziej pracowicie niż w zeszłym sezonie, roku a to za sprawą toru i przygotowań z nim związanych. O moich pierwszych zawodach już pisałem, więc teraz może trochę o zmaganiach na zawodach w Berlinie. Zawody trwały przez cztery dni. Codziennie mieliśmy wyścig punktowy oraz madison.

Za każdą konkurencję zdobywało się określone punkty, a ich łączna suma decydowała o klasyfikacji generalnej. Co ciekawe na tych zawodach przełożenia były ograniczone do tarczy 49 i trybu 15 i to w sumie sprawiało nam najwięcej problemów tak mi jak i mojemu koledze z "pary" Wojtkowi Dyblowi. Na początku ciężko było nam się przestawić na rytm 120-130 obrotów na minutę (przez całe zawody), a na finiszach nawet 150. Powiem dla porównania, że na szosie jeżdżę w rytmie średnio około 80-90.

Pierwszy dzień na zawodach był dla nas najtrudniejszy. Dlatego tez nic nie osiągnęliśmy w tym dniu. W drugim było już trochę lepiej czyli piąte miejsce w punktowym i czwarte w madisonie. Najlepszym dla nas był dzień trzeci gdy w obu konkurencjach wraz z Wojtkiem zajmowaliśmy drugie miejsce. W klasyfikacji końcowej zajęliśmy piąte miejsce. Cale zawody wygrała para z Wielkiej Brytanii. Myślę, że jak na pierwszy raz to wypadliśmy nie najgorzej.

Obecnie jestem na zgrupowaniu w Karkonoszach gdzie po torze chcę na szosie trochę odbudować swą siłę oraz wytrzymałość. Ostatnio miałem trochę wolnego czasu więc zrobiłem sobie podsumowanie ostatniego sezonu tzn. kilometrowe. Wyszło mi, że w sezonie 2007 prawie 34 tysiące kilometrów spędziłem na siodełku.


18 lutego: Ostatnie dwa tygodnie spędziłem już na rowerze szosowym. Przynajmniej do 14 lutego kiedy to w Toruniu zaczął padać śnieg. Obecnie jeżdżę jeszcze na rowerze górskim, ale pogoda wraca do normy, więc zapewne na dniach wrócę na szosówkę. Za 10 dni mamy wylot na zgrupowanie w Hiszpanii, więc dalszych problemów z pogodą raczej być nie powinno. Tam potrenujemy dwa tygodnie i wracamy do Polski na tydzień gdzie przyszykujemy się do wyścigu w Chorwacji gdzie rozpoczniemy sezon 2008. Jak na razie jakiejś wyjątkowej formy nie mam, ale myślę, że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Z dotychczasowych treningów jestem średnio zadowolony. Na pewno mam dużo mniejszą bazę kilometrowa niż w zeszłym roku. Spowodowane to jest złą pogodą lub treningami na torze. Obecnie trenując w Toruniu spędzam na rowerze średnio 3-4 godziny.


15 marca: Dwa dobrze przepracowane tygodnie w Hiszpanii już za nami. Jeździliśmy treningi cały czas w grupie, więc czas na tych dłuższych dystansach szybciej leciał. Łącznie przejechaliśmy około 1450 kilometrów, więc myślę że można te zgrupowanie zaliczyć do udanych. Spokojna jazda od 4 do 5 godzin po "lekkich" góreczkach. Pod koniec pobytu taka jazda dawała mi się we znaki. Pogoda także nas nie rozpieszczała. Co prawda temperatura wahała się w granicach 13-19 stopni ale jakoś tego "słonecznego" klimatu nie odczułem. Przynajmniej tam na miejscu mi się zdawało.

Niemniej po wczorajszym treningu w Polsce (m.in. 30 minut w deszczu) zatęskniłem za klimatem hiszpańskim. Obecnie tzn. do przyszłego wtorku trenuję w Toruniu. W środę mamy wylot na wyścig organizowany w Czarnogórze gdzie rozpoczynamy tegoroczny sezon .Co do mojej dyspozycji to jaka jest przekonam się juz na pierwszym etapie. Z tego co wiem ten wyścig jest zaliczany do bardziej selektywnych więc zapowiada się ciekawie.


26 marca: Paths of King Nikola. Tak się nazywał wyścig etapowy w Czarnogórze, na którym ja i moi koledzy z drużyny rozpoczęliśmy sezon 2008. To mały kraj położony na Bałkanach o wspaniałych widokach i długich górkach. Tak bym mógł podsumować w skrócie Czarnogórę. Niemniej od początku czyli o wyścigu.

Pierwszy etap miał 165 kilometrów i poprowadzony był w ciężkim terenie. Większość czasu jechaliśmy wzdłuż wybrzeża. Na tym wyścigu wyróżniła się mocą ekipą Perutnina Ptuj. Od samego początku do końca zawodnicy tej słoweńskiej grupy kontrolowali przebieg wyścigu. Na cztery etapy wygrali trzy więc to o czymś świadczy. My natomiast podeszliśmy do tego wyścigu treningowo czyli mieliśmy przejechać wyścig bezpiecznie w "kołach" i to nam się udało.

Jako najcięższy etap mogę sklasyfikować etap trzeci gdzie było do przejechania aż 200 kilometrów po bardzo ciężkim terenie. Na trasie mieliśmy dwie większe górki po około 20 km długości. Do tego od samego początku padał deszcz i było zimno. Dlatego też wielu zawodników po tej "męczarni" zrezygnowało z dalszej jazdy. Z kolei ostatni etap nam skrócono, ponieważ na jednym z czekających nas szczytów spodziewano się opadów śniegu. Skończyło się na 85 km, zamiast planowanych 185.

Wrażenia z tego wyścigu przywożę dobre. Gdyby nie zmienna pogoda, to myślę że wyścig w Czarnogórze mógłby być atrakcyjniejszy dla wielu kolarzy.


9 kwietnia: Rozpoczęcie sezonu w Polsce mamy już za sobą, więc teraz można podzielić się wrażeniami ze swoich pierwszych startów. Zacznę od kryterium w Dzierżoniowie gdzie mieliśmy do przejechania 30 rund. Okrążenie liczyło 1500 metrów i miało jeden krótki, acz sztywny podjazd, który dawał się we znaki uczestnikom. Tempo było wysokie. Zafiniszowałem na pierwszej "tłustej" rundzie, po której nie mogłem później szybko dojść do siebie. Dopiero na ostatnich trzech rundach zdobyłem punkty, które dały mi trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji. Nie tylko moim zdaniem kryterium to odbyło się na dobrym poziomie.

Całkowicie inaczej przebiegał wyścig w Sobótce, gdzie po szybkim odskoku 6-osobowej grupki uciekinierów peleton jechał w miarę spokojnie do ostatnich trzech rund. Wtedy to dopiero po zlikwidowaniu ucieczki wyścig zaczął się od nowa. Po licznych akcjach udało mi się odskoczyć od peletonu z pozostałymi pięcioma kolarzami i zrobiliśmy większą przewagę. Z naszej ucieczki udało się odskoczyć z kolei jeszcze dwóm kolarzom: Matysiakowi i Paterskiemu. Oni przyjechali przed naszą czwórką, z której wygrałem finisz sięgając po kolejne trzecie miejsce. Moją dyspozycję oceniam na dobrą. Jednak na pewno do szczytowej formy dużo mi jeszcze brakuje z czego w sumie się cieszę bo to dopiero początek sezonu.


23 kwietnia: Zbliża się końcówka kwietnia. W nogach mam już kilka wyścigów, ale te najważniejsze są jeszcze przede mną. Może napiszę kilka slow o ostatnim wyścigu "Bursztynowym Szlakiem" czyli inaczej Kalisz - Konin. Pierwszy etap liczył 160 km, a decydujące akcje poszły na około 50 kilometrów przed metą kiedy to uformowała się grupka 16-osobowa, z której na końcowych metrach rozstrzygnął się finisz o zwycięstwo. Muszę podkreślić dobrą formę na Bartosza Huzarskiego i Marka Rutkiewicza, którzy na ostatnich kilometrach na przemian atakowali i gdyby nie silny "pociąg" CCC Polsat to na pewno, któraś z tych z akcji się powiodła.

Zająłem trzecie miejsce na finiszu co mnie jakoś specjalnie nie usatysfakcjonowało, ale jak się później okazało przegrywałem co dnia z tymi samymi zawodnikami czyli Jeżowskim i Zaradnym, więc większych wyrzutów do siebie mieć nie mogę. Etapy drugi i trzeci były już bardziej kontrolowane. Każda ucieczka z zawodnikiem, który mógł się liczyć w końcowej klasyfikacji była kasowana przez peleton. Dlatego też wszystko kończyło się finiszem z grupy. Kalisz - Konin był kolejnym "sprawdzianem" formy przed niewątpliwie ważną etapówką jaką są Grody Piastowskie oraz klasyki poprzedzające ten wyścig. Następna próba sił już wkrótce, bo w sobotę rozpoczyna się wyścig etapowy w Gorzowie Wielkopolskim.


12 maja: Kończąc wczoraj Wyścig Grodów Piastowskich mogę powiedzieć, że pierwszą część sezonu mam już za sobą. Moja dyspozycja nie należała do najlepszych na tym wyścigu. Bardzo się męczyłem, ale wynagrodzenie mojego (naszego) wysiłku przyszło na mecie bo zwycięzcą całego wyścigu został mój kolega z zespołu Bartosz Huzarski.

Wyścig już od pierwszego etapu był rozgrywany na dużych prędkościach. Mocne tempo oraz górki zrobiło dużą selekcję w peletonie. Decydującym na tym wyścigu był właśnie pierwszy etap, na którym w czołówce mieliśmy dwóch zawodników tzn. oprócz triumfatora etapu Huzarskiego także Marka Rutkiewicza.

Drugi i trzeci etap to była już walka o zachowanie koszulki lidera do czasówki ponieważ mieliśmy mocnego lidera, który potrafi też dobrze jeździć na czas. Po ciężkiej pracy i udanej czasówce Bartka ostatni etap jechaliśmy już z większą przewagą nad drugim zawodnikiem Tomaszem Kiendysiem. Chociaż piaty etap nie zaliczał się do tych spokojnych to jednak obroniliśmy koszulkę lidera i całym peletonem wjechaliśmy na linię mety.

Teraz mam krótki odpoczynek, a w sobotę wylot na wyścig etapowy w Irlandii, w którym będę reprezentował barwy naszej kadry narodowej.


28 maja: Ostatni tydzień spędziłem ścigając się za granicą, a dokładnie w Irlandii. Ośmiodniowy wyścig składał się z etapów organizowanych dookoła Zielonej Wyspy. Bardzo ładne widoki, które miałem okazję docenić krajobraz gdy jechałem juz w swoim grupetto ;-) Poza tym silne wiatry oraz tereny pagórkowate na każdym etapie dawały się we znaki, a zwłaszcza na ostatnim odcinku.

Wyścig "tysiąca skoków" bo tak bym go nazwał. Juz od pierwszego kilometra zaczynały się ataki. Wygrywali ci, którzy nie przeliczali swych sił i przez cały czas byli aktywni.. Myślę, że jako zespół kadry narodowej Polski wypadliśmy dobrze. Na osiem etapów 5 razy stawaliśmy na "pudle". Wojtek .Dybel wygrał jeden etap i raz był drugi. Mateusz Komar był dwa razy trzeci i ja na ostatnim etapie też załapałem się na podium zajmując trzecie miejsce. Rafał Ratajczyk i Jarek Dąbrowski też byli blisko pierwszej trójki.

W sumie dobra organizacja wyścigu oraz zgranie w naszym zespole sprawiły, że przyjemnie się nam ścigało. Teraz krótki wypoczynek, a w najbliższą sobotę wystartuje w kryterium organizowanym w Gdańsku. Następnie czeka mnie kolejna etapówka czyli Bałtyk-Karkonosze.


29 lipca: Witam po przerwie. Trochę zaniedbałem ostatnio informowanie kibiców o moich poczynaniach, gdyż cały czas byłem w trasie. Zacznę od Mistrzostw Polski. Myślę, że dobrze wypadłem. Jazda indywidualna na czas ukończona na piątym miejscy, zaś start wspólny na czwartym. Niestety bez medalu, choć liczyłem na jeden, zwłaszcza na starcie wspólnym. W przyszłym roku mam nadzieje, że zobaczycie mnie w końcu na pudle.

Następnie jechałem Wyścig Solidarności i Olimpijczyków, który tym razem ukończyłem w pierwszej trójce. Ostatnim wyścigiem, w którym brałem udział był start w Chinach - Tour of Qinghai Lake. Pewnie niektórzy z kibiców kolarstwa zastanawiają się czemu jechałem wyścig aż "na drugim końcu świata". No cóż jest to wyścig wysokiej rangi, w którym można sprawdzić się na różnorodnych trasach. Bardzo ciężki wyścig z podjazdami po 30 kilometrów i w dodatku z dobrze obsadzonym peletonem. Wyścig był rozgrywany w dobrej pogodzie (oprócz pierwszych trzech etapów). Nie było ucieczek, które np. na płaskim odjechałyby do mety. Wyczerpujące podjazdy rozdzierały peleton, który już nigdy później się nie łączył .W tym roku duże znaczenie też miała technika na zjazdach na, których mogło się dużo odrobić. Niestety ja do super zjazdowców nie należę i przynajmniej raz próbowałem "wyprostować" zakręt ;-)

Wysoki poziom na tym wyścigu odczułem na przedostatnim etapie, na którym miałem kryzys i dosłownie 100 metrów zabrakło mi na szczycie do pierwszej grupki, która bardzo mocno pracowała i nie dala się potem dojść już do samej mety. Szkoda, bo mogłem ukończyć ten wyścig w pierwszej dziesiątce. Jedynym pocieszającym faktem jest okoliczność, iż byłem trzeci w klasyfikacji punktowej co uważam za swój prywatny sukces, a także że byliśmy drudzy w klasyfikacji drużynowej. Teraz udaję się na krótki wypoczynek, po którym wracam do intensywnych treningów. Moim kolejnym "sprawdzianem" będzie wyścig w Małopolsce. Pozdrawiam i życzę wypoczywającym udanych wakacji.


12 sierpnia: Chciałbym powiedzieć kilka słów o ostatnich moich dniach na rowerze. Po pierwsze Małopolski Wyścig Górski. Tą imprezę potraktowałem bardziej jako trening niż rywalizację, a to dlatego że był to mój pierwszy wysiłek po wakacjach, które wcześniej sobie zrobiłem. Etapy ciężkie i dużo ścigania, co napewno wpłynęło pozytywnie na moja dyspozycję, która obecnie buduje jeszcze na zgrupowaniu w Karpaczu. Aktualnie staram się jak najwięcej jeździć po długich górkach z dobrym zaangażowaniem. Czekają mnie jeszcze dwa solidne treningi z górkami przed nadchodzącymi klasykami (Sucha Beskidzka i Puchar Karpat), na których będę chciał się pokazać z jak najlepszej strony.


27 sierpnia: Mamy już końcówkę sezonu w Polsce, na której mogę powiedzieć ze jest o wiele lepsze ściganie niż na początku sezonu. Dlaczego tak jest? Po pierwsze była walka w klasyfikacji generalnej Pro-Ligi, którą jak wiemy wygrał Tomasz Kiendyś, który musiał się trochę namęczyć żeby utrzymać prowadzenie. Po drugie cały czas trwają eliminacje do Tour de Pologne, który większość zawodników chce jechać, więc jest ciekawsza rywalizacja.

Sucha Beskidzka i Puchar Uzdrowisk Karpackich w mojej ocenie to najcięższe "klasyki" w Polsce pod względem przekroju trasy jak i poziomu sportowego. Obydwa wyścigi obfitowały w częste ataki zawodników, którzy mocno napędzali peleton. Na Suchej zająłem 2 miejsce, bo niestety przegrałem na finiszu z Krzysztofem Jeżowskim. Z kolei na drugi dzień kolega z zespołu Mariusz Witecki wygrał Puchar Karpat, więc w większym stopniu zrekompensował moje drugie miejsce.

Myślę, że moja dyspozycja cały czas rośnie. Potwierdzają to trzy 2 miejsca na kolejno drugim, trzecim i czwartym etapie Wyścigu imienia Majora Hubala. Mam nadzieje ze wystartuję jeszcze w Wyścigu Dookoła Słowacji gdzie będę mógł się sprawdzić w cięższym terenie. Na pewno trener kadry Piotr Wadecki po tym wyścigu powie mi czy nadaję się na TDP czy też mogę sobie zrobić już wakacje ;-)


15 września: Mija już kolejny dzień bez roweru, za którym jak na razie nie tęsknie. Mój brak chęci do treningów pojawił się po tym jak złapałem wirusa na 5 dni przed Tour de Pologne, w którym to miałem wystartować. W ciągu 2 dni choroba zaprzepaściła moje długie i ciężkie przygotowania do tego wyścigu. Niestety i takie przypadki chodzą po ludziach. Staram się już o tym nie myśleć i patrzeć w przyszłość. Chociaż ciężko o tym zapomnieć gdy się ogląda Tour de Pologne w telewizji. Jeśli chodzi o mój przyszły sezon czyli w jakiej grupie będę się ścigał: myślę, że będę to wiedział pod koniec tego miesiąca. Na razie jestem na wakacjach i w spokoju odpoczywam.


14 października: Jesteśmy przy końcu okresu "kontraktowego" i powiem szczerze że dużo się dzieje. Nie tylko za granicą, ale też w Polsce. Nasze zespoły się znacząco zmieniają, przykładem może być moja grupa Mróz, która na dziewięciu zawodników zmieniła aż siedmiu. Czy to był dobry ruch to okaże się w sezonie 2009. Wiem, że z pozyskanych zawodników nikt nie ma więcej niż 27 lat więc będziemy młodą ekipą.

Nie tylko nasz zespół zainwestował w młodzież. Z tego co wiem to duże zmiany zapowiadają się również w zespołach CCC-Polsat oraz DHL. Myślę, że przyszły rok zapowiada się ciekawie. Wyścigi mogą być mniej ułożone co na pewno przyczyni się większej rywalizacji. Już od tygodnia trenuje, a to za sprawą wyścigu, do którego obecnie się szykuje. Jest nim wyścig dookoła chińskiej wyspy Hajnan. Moje wakacje były trochę za krótkie, ale odbiję to sobie jeszcze w grudniu.


4 listopada: Nigdy nie sądziłem, że będę trenował w listopadzie na rowerze, a tym bardziej za samochodem, a tu proszę :) Zaczął się ostatni tydzień przygotowań do Tour of Hajnan. Końcówka sezonu w tym terminie okazała się bardzo mecząca zwłaszcza do zebrania się za trening. Myślę, że na to co pogoda pozwoliła oraz własna silna wola to potrenowałem solidnie. Zresztą dowiemy się niebawem. Wyścig będzie rozgrywany na chińskiej wyspie Hainan, a dokładnie dookoła niej.

Zaczniemy od prologu 4-5 km, a następnie mamy do przejechania siedem etapów, głównie po terenie płaskim. Z tego co pamiętam w zeszłym roku przyszło aż sześć razy do sprintu z dużej grupy, więc dużą rolę będą odgrywać sprinterzy. W naszym zespole typowego sprintera nie ma, więc jak nie będą nam wychodzić końcówki to na pewno inaczej rozegramy ten wyścig. A jak na razie czeka nas długa podróż.. Z tego co wiem na początku lecimy z Warszawy do Amsterdamu, stamtąd później do Szanghaju i dopiero na koniec na. W sumie około 12 tysięcy kilometrów.


24 listopada: Kilka słów o Tour of Hainan. Zaczęliśmy od długiej podróży z Warszawy poprzez Amsterdam i Szanghaj do Sanya. Więcej było czekania podczas przesiadek na pośrednich lotniskach niż samego lotu co przyczyniło się do większego zmęczenia. Po takiej "wycieczce" miałem nogi spuchnięte jak pale przeciwpowodziowe. Na szczęście mieliśmy jeden dzień na wprowadzenie przed prologiem, który jak się jednak okazało nic mi nie dal bo słabo w tej próbie wypadłem.

Prolog liczył tylko 3 kilometry, więc taktyka była prosta iść na maxa od startu. Tak zrobiłem i jeszcze po 1500 metrach miałem dobry czas, lecz jak się okazało to było złe podejście bo na 500 metrów do mety "odcięło mi prąd" to myślałem że nie dojadę do mety. Sądziłem jednak, że prolog był wypadkiem przy pracy i na następnych etapach będzie mi szło dużo lepiej. Jednak 4700 dolarów za wygranie etapu okazało się stawka bardzo wysoką co można było odczuć na końcowych metrach gdzie zawsze ktoś leżał, a kolarze finiszowali bez wyobraźni. Muszę przyznać, że z moją szybkością nie było najlepiej co zresztą było widać w wynikach. Odstawałem od czołówki zwłaszcza na pierwszych etapach.

Wiedzieliśmy, że naszą szansą jest ucieczka lub rant. Tak się w końcu udało, iż na piątym etapie mocno wiało co porwało grupę. Uformowała się 27-osobowa ucieczka, w tym pięciu naszych zawodników czyli: Taciak, Dybel, Witecki, Morajko i Ja. Na 20 kilometrów przed metą zaczęły się skoki, ale niestety lider okazał się za mocny by go zgubić. Z 12-osobowej grupy, która ostatecznie dojechała razem na metę zafiniszowałem na trzecim miejscu, zaś Witecki po tym jak go lider skasował na 500metrow przed kreską przyjechał na dwunastym miejscu.

To był dobry prognostyk przed siódmym etapem gdzie na 10 km przed metą kończyła się górka o długości około 10 kilometrów. Cały etap był kontrolowany przez zespół rosyjski do momentu rozpoczęcia podjazdu. Na nim od początku poszło mocne tempo i tak było do samego końca. Na szczyt wjechała nas ósemka, w tym mój kolega z zespołu Morajko. Bardzo mocno zaczęliśmy zjazd, który jak się później okazało zadecydował o kolejności na mecie. Ten etap skończyłem na czwartym miejscu, ale co ważniejsze w "generalce" wskoczyłem na trzecie i ta pozycję obroniłem już do końca wyścigu. Podsumowując: wygraliśmy klasyfikację drużynową oraz zajęliśmy dwa miejsca w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Myślę, że nasz występ można uznać za udany.


 

 

POWRÓT