GENERALNA PRÓBA PRZED IGRZYSKAMI

Siódma eliminacja Pucharu Świata czyli prowadzi po górzystych szosach hiszpańskiego Kraju Basków i zwana jest przez miejscowych Donostia klasikoa (w języku kastylijskim Clasica San Sebastian). "Baskijska klasyka" należy do najmłodszych pośród współczesnych jednodniówek najwyższej rangi. Po raz pierwszy impreza ta odbyła się bowiem w roku 1981, a wygrał ją wówczas Bask Marino Lejarreta będący do dziś rekordzistą pod względem liczby zwycięstw ze względu na kolejne sukcesy w latach 1982 i 1987. Wyścig ten szybko zyskał na prestiżu w międzynarodowym kalendarzu, bowiem już w 1988 roku zaliczono go do najwyższej kategorii, zaś rok później trafił on do nowoutworzonego cyklu szosowego Pucharu Świata. Od tego czasu w San Sebastian wygrywały takie sławy jak: Bask Miguel Indurain (1990), Włosi: Gianni Bugno (1991) i Claudio Chiappucci (1993), Amerykanin Lance Armstrong (1995) oraz dwukrotnie Włoch Francesco Casagrande (1998-99) i Francuz Laurent Jalabert (2001-02). Zdecydowanie najlepszym polskim wynikiem w tej imprezie pozostaje siódme miejsce Piotra Wadeckiego wywalczone w sezonie 2001. Przed rokiem klasyk nad Zatoką Baskijską zdominowali Włosi zajmując aż pięć pierwszych miejsc! Najlepszym wśród nich okazał się ubiegłoroczny triumfator PŚ Paolo Bettini, który na finiszu łatwo ograł rewelację tegorocznego Tour de France Ivana Basso.


Copyright: www.diariovasco.com

Wyścig wokół Donostii (San Sebastian), która była gospodarzem Mistrzostw Świata w 1997 roku z pewnością zaliczyć można do "górzystej połówki" Pucharu Świata - obok takich imprez jak Amstel Gold Race, Liege-Bastogne-Liege, Zuri Metzgete i Giro di Lombardia. Na najkrótszej pośród pucharowych tras, liczącej "tylko" 227 kilometrów znajduje się aż sześć klasyfikowanych podjazdów. W pierwszej części trasy są to: na 19 km Orio (na wysokości 90 m. n.p.m., o długości 1,5 km przy średnim nachyleniu 4,66 % - kat. 3); na 29,3 km Garate (260 m. n.p.m., 3 km przy 7,33 % - kat.2); na 59,3 km Azkarate (334 m. n.p.m., 5 km przy 6,48 % - kat. 2) oraz po 101,5 km Udana (514 m. n.p.m., 8 km przy 3,62 % - kat. 2). Po drodze uczestnicy miną też linie lotnych premii w: Zarautz (22 km), Azpeitii (50 km), Tolosie (143 km) oraz Lezo (186,5 km) już u podnóża najtrudniejszego podjazdu w "menu" całego wyścigu czyli Jaizkibel na 195,5 km (455 m. n.p.m., lecz wjazd z poziomu 10 metrów, 8 km przy 5,13 % - kat. 1). To właśnie na tej górze następuje rokrocznie (conajmniej wstępna) selekcja wąskiego grona faworytów do zwycięstwa na mecie usytuowanej przeszło 30 kilometrów dalej na nadmorskim bulwarze w mieście świętego Sebastiana. Po zjeździe z Jaizkibel na kolarzy czeka jeszcze na 213,5 km szósta górka Gurutze (170 m. n.p.m., 2,8 km przy 5 % - kat. 3) i lotna premia w Oiartzun dwa kilometry dalej. Ostatnią zaś szansą na udany odskok od grupki rywali jest niesklasyfikowana "hopka" Alto de Miracruz (0,9 km przy 4,4 %) usytuowana zaledwie 2,7 kilometra przed finałem. Tego typu trasa preferuje dobrych górali potrafiących zaatakować pod górę w dużym tempie, a następnie w razie potrzeby wygrać sprint z niedużej grupki najmocniejszych w danym dniu kolarzy.



Copyright: www.diariovasco.com

W tym roku CSS nabiera dodatkowego znaczenia jako ostatni wyścig wysokiej rangi przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach. Stąd na starcie w San Sebastian stanie większość z faworytów olimpijskiego wyścigu ze startu wspólnego, który odbędzie się już w kolejną sobotę tj. 14 sierpnia. Liderem PŚ pozostaje Włoch Davide Rebellin (Gerolsteiner) - tegoroczny zwycięzca AGR i L-B-L, jak również triumfator SSC z sezonu 1997. Dwoma zwycięstwami etapowymi w lipcowym Sachsen Tour Rebellin zaznaczył powrót do dobrej dyspozycji potwierdzonej następnie szóstym miejscem na trasie HEW Cyclassics w Hamburgu. W wysokiej formie znajduje się też ubiegłoroczny zwycięzca SSC i lider włoskiej ekipy na Ateny - Paolo Bettini (Quick Step), który w minioną środę wygrał jednodniówkę GP Citta di Camaiore (kat. 2). Natomiast na półwyspie Iberyjskim swą postawą zachwyca obecnie wicemistrz świata Alejandro Valverde (Comunidad Valenciana-Kelme), który wygrał w tym tygodniu wygrał aż trzy etapy i klasyfikację generalną Vuelta a Burgos (kat. 1). Z miejscowych kolarzy trzeba będzie zwrócić uwagę również na triumfatora otwierającego cykl PŚ wyścigu Mediolan-San Remo Oscara Freire (Rabobank) oraz zwycięzcę tegorocznej Volta a Catalunya Miguela A. Martina Perdiguero (Saunier Duval), a także na dwóch z pewnością wielce zmotywowanych Basków: mistrza świata Igora Astarloę (Lampre) i Davida Etxebarrię (Euskaltel). Włoscy kibice rozpieszczeni przed rokiem przez swych asów obok Bettiniego i Rebellina będą liczyli tym razem również na: wspomnianego już Ivana Basso (Team CSC), rewelacyjnego zwycięzcę Giro d'Italia Damiano Cunego i jego kolegę Danilo Di Lucę (obaj z Saeco), dwukrotnego triumfatora w San Sebastian Francesco Casagrande (Lampre), wszechstronnego Stefano Garzelliego (Vini Caldirola) czy w końcu aktualnego mistrza Italii Cristiana Moreniego (Alessio). Z kolarzy innych nacji wymienić należy Holendrów z Rabobanku: Michaela Boogerda i Erika Dekkera (zwycięzcę CSS 2000), ex-mistrza świata rodem z San Sebastian (1997) czyli wielce ambitnego Francuza Laurenta Brocharda (Ag2R), szybkiego i przy tym z roku na rok lepszego w górach Amerykanina George'a Hincapie (US Postal), drugiego w Burgos Rosjanina Denisa Mienszowa (Illes Balears) i z pewnością również mistrza olimpijskiego z Sydney Niemca Jana Ullricha (T-Mobile). Niestety jak już chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić także na starcie tego wyścigu o PŚ zabraknie polskich kolarzy.


HISZPAN POGODZIŁ WŁOSKICH ASÓW

Po czternastu latach posuchy gospodarze przerwali fatalną serię i jeden z nich wygrał w końcu jedyny hiszpański wyścig w ramach szosowego Pucharu Świata. W 1990 roku Donostia klasikoa (Clasica San Sebastian) "padła łupem" młodego Baska Miguela Induraina, który oderwał się od rywali na podjeździe pod Jaizkibel i do mety dojechał solo z wyraźną przewagą 2:24 nad grupką asów tej miary co Francuz Laurent Jalabert, Irlandczyk Sean Kelly i Szwajcar Toni Rominger. Potem miejscowi kibice mieli już tylko dwa powody do mniejszej radości. W sezonie 1992 wygrał co prawda kolarz mówiący w języku Cervantesa, lecz pochodzący z Meksyku czyli Raul Alcala, zaś dwa lata później wprawdzie znów wygrał Bask - tym razem Armand de las Cuevas, lecz urodzony po drugiej stronie Pireneji i w dodatku jeżdżący w barwach francuskiej grupy Castorama. Dopiero tegoroczna edycja CSS przyniosła zwycięstwo miejscowego kolarza, aczkolwiek nie Baska, lecz rodowitego Hiszpana spod Madrytu. Kolarz dwojga imion (Miguel Angel) i nazwisk (Martin - po ojcu Pediguero - po matce) co ciekawe przyszedł na świat w miejscowości ... San Sebastian de los Reyes. Podobnie jak Indurain wszechstronny Martin Perdiguero sięgnął po zwycięstwo w stylu najbardziej charakterystycznym dla swego stylu jazdy co w jego przypadku oznaczało skuteczny sprint z wyselekcjonowanej wcześniej grupki asów.

Tegoroczne ściganie na dobre zaczęło się podczas podjazdu pod drugą górę wyścigu - Garate (29 km), gdy od peletonu odłączyła się spora grupa aż 25 kolarzy. Przewaga ucieczki z wolna rosła do 164 kilometra osiągając maksymalnie poziom 4:35, lecz w owym czasie czołówka liczyła już tylko 14 zawodników wśród, których byli trzej Włosi: Daniele Nardello (T-Mobile), Michele Scotto d'Abusco (Lampre) Roberto Sgambelluri (Vini Caldirola); dwaj Hiszpanie: Carlos Barredo (Liberty Seguros) i Ruben Plaza (Comunidad Valenciana-Kelme); dwaj Słoweńcy Andrej Hauptman (Lampre) i Gorazd Stangelj (Saeco); dwaj Szwajcarzy: Laurent Dufaux (Quick Step) i Alexandre Moos (Phonak); Bask Inigo Chaurreau (Ag2R); Duńczyk Bekim Christensen (Team CSC); Francuz Nicolas Inaudi (Ag2R); Holender Karsten Kroon oraz Amerykanin Levi Leipheimer (obaj z Rabobanku). Od tego momentu grupa zasadnicza szybko zaczęła zmniejszać dystans dzielący ją od uciekających i z tej przyczyny aby ratować swe szanse przetrwania na czele dwójka śmiałków tzn. Levi Leipheimer i Ruben Plaza zaatakowała na niesklasyfikowanym podjeździe pod Alto de Gaintxurizketa (184 km). Do nich to dołączył wkrótce Gorazd Stangelj i trójka ta u podnóża kluczowego wzniesienia Jaizkibel miała jeszcze 1:12 przewagi nad rozpędzonym peletonem. Na czele najdłużej z uciekinierów wytrwał Leipheimer, którego jednak złapano też całkiem szybko bo już po 1,5 kilometra wyżej wspomnianego podjazdu.

Niedługo po tym na czoło rozciągniętej grupy wyszedł ubiegłoroczny triumfator Paolo Bettini (Quick Step) i podyktował tempo, które wytrzymało jeszcze tylko sześciu kolarzy. Byli wśród nich dwaj zawodnicy ekipy Gerolsteiner: lider Pucharu Świata Włoch Davide Rebellin i w roli pomocnika siódmy kolarz tegorocznego Tour de France Austriak Georg Totschnig, który brał już udział w pierwotnym odjeździe "25". Wśród najmocniejszych tego dnia nie zabrakło również drugiego w San Sebastian przed rokiem Włocha Ivana Basso (Team CSC). "Siódemkę wspaniałych" uzupełnili: Bask Alberto Martinez (Relax) oraz dwaj Hiszpanie: Martin-Perdiguero (Saunier Duval) i Marcos Serrano (Liberty Seguros). W akcji tej nie mógł wziąć udziału jeden z głównych faworytów wyścigu młody Hiszpan Alejandro Valverde (C.V.-Kelme), któremu przytrafił się defekt bodaj w najgorszym momencie czyli na początku wzniesienia Jaizkibel. Natomiast inny as Niemiec Jan Ullrich (T-Mobile), który do szczytu owej góry doprowadził ze stratą 0:42 pierwszą grupę pościgową wkrótce musiał się wycofać po tym jak jego problemom mechanicznym (z siodłem) mechanicy neutralni nie byli w stanie zaradzić, zaś klubowi nadjechali zbyt późno. Po zjeździe z Jaizkibel na 23 kilometry przed metą samotnie zaatakował Martinez, lecz jego atak po 3 kilometrach pogoni "skasował" Totschnig. Na ostatniej hopce swych rywali (wzorem z ubiegłego roku) próbował zgubić Bettini, lecz jedynym efektem jego zrywu były chwilowe problemy zapracowanego na rzecz Rebellina - Totschniga. Na zjeździe z Gurutze defekt miał Basso, lecz "po samochodach" doszedł ucieczkę 3 kilometry dalej. Czołówka dojechała więc do Donostii (San Sebastian) w pełnym 7-osobowym składzie i dopiero na ulicach stolicy prowincji Guipuzcoa rozpoczęły się "kolarskie szachy". Najpierw pod "zmarszczkę" Alto de Miracruz zaatakował Serrano, lecz złapał go Bettini, potem próbowali jeszcze kolejno (również bez powodzenia): Totschnig, Martinez i Martin-Perdiguero.

Na ostatnim kilometrze jak się wydawało rządy nad grupką objął Bettini, lecz 400 metrów przed metą zbyt uważnie przyglądając się jadącemu po jego lewej stronie Rebellinowi przegapił zbierającego się do ataku po jego prawej ręce Martina-Perdiguero. "Perdi" sprytnie wskoczył w powstałą lukę i rozpoczął dość długi finisz z trzystu metrów. Szybko zyskał przewagę dwóch rowerów nad Bettinim i choć ten dojechał do koła Hiszpana i zaczął odrabiać stratę to jednak na kresce zabrakło mu nie więcej jak pół metra. W ten oto sposób Martin-Perdiguero odniósł swój życiowy sukces, zaś włoski faworyt (Bettini) podobnie jak w Hamburgu zajął tylko drugie miejsce. Trzecie miejsce zajął Rebellin, który na finiszu nie podjął walki z Bettinim, lecz zarazem łatwo ograł Serrano i Martineza. Szóste i siódme miejsca zajęli Basso i Totschnig obaj już z 6-sekundową stratą. Z ponad 20-osobowej grupy pościgowej na ostatnich kilometrach oderwali się najpierw Belg Rik Verbugghe (Lotto, + 1:17), a po nim Hiszpan Constantino Zaballa (Saunier Duval, + 1:33). Dopiero za ich plecami grupowy finisz po dziesiątą lokatę ze stratą 1:39 wygrał Szwajcar Markus Zberg (Gerolsteiner). Wyniki z San Sebastian zapowiadają bardzo ciekawą walkę do samego końca szesnastej odsłony Pucharu Świata pomiędzy dwoma włoskimi specjalistami od jednodniówek. Na razie górą jest Rebellin, lecz triumfator dwóch ostatnich edycji PŚ Bettini zniwelował w ciągu dwóch tygodni swą stratę do zaledwie 44 punktów (238:282).

 
POWRÓT