|
MAŁA
PĘTLA
ALPEJSKA
Dopiero co za nami majowe emocje związane z Giro d'Italia, a tu już wielkimi krokami zbliża się największa z trzech wieloetapówek tzn. podwójnie jubileuszowy (z uwagi na 90-tą edycję i 100 lat tradycji) Tour de France. Rozpoczynający się w najbliższą niedzielę 8-dniowy wyścig etapowy Criterium du Dauphine Libere z pewnością w pełni zasługuję na miano próby generalnej przed "Wielką Pętlą". Po pierwsze jego trasa przebiega przez francuskie Aply, w tym częściowo po trasie tegorocznych górskich odcinków TdF! Po drugie na starcie CdDL tradycyjnie stanie wielu spodziewanych bohaterów lipcowego Touru. W tym roku trasa Dauphine Libere (z Villard-de-Lans do Grenoble) liczyć będzie 1187,5 kilometra podzielonych jak zwykle na prolog i siedem etapów. Wielu spośród uczestników CdDL przystąpi do 5,1-kilometrowego prologu nazajutrz po bardzo wymagającym "Klasyku Alpejskim" (wyścig kategorii 1 na trasie 174,5 km z Aix-les-Bains do Chambery przez siedem górskich premii). Sam prolog również zmuszał będzie do wspinaczki, na odcinku od 3 kilometra do mety kolarze będą musieli różnice wzniesień z 996 na 1158 metrów n.p.m., a więc przy średnim nachyleniu ponad 7,7%. Dwa pierwsze etapy do Vaison-la-Romaine (198 km) oraz Vienne (195 km) przewidziane zostały z myślą o sprinterach. Na pierwszym odcinku będą co prawda cztery premie górskie, lecz po dwie 3. i 4. kategorii, zaś następnego dnia do pokonania będą jedynie dwie "hopki" 4. czyli najniższej kategorii. Walka o zwycięstwo w całym wyścigu powinna się rozpocząć od środowej jazdy indywidualnej na czas. Jak przystało na "poligon doświadczalny" przed TdF podczas Criterium w programie przewidziano dość długą jak na tygodniową etapówkę czasówkę - w tym roku na dystansie 33,4 kilometra z Saint-Paul-en-Jarez do Saint-Heand, gdzie m.in. pomiędzy 4,5 a 13 kilometry trzeba będzie podjechać z wysokości 350 na 780 m. n.p.m. Czwarty etap do Morzine będzie pierwszym typowo górskim i zarazem "przetarciem szlaku" przed Tourem. Na trasie aż 239 kilometrów będą trzy premie górskie, lecz istotna dla wyników powinna być tylko ostatnia z nich, znajdująca się na 21 kilometrów przed metą czyli Col de la Ramaz (1613 m. n.p.m. - 1 kategoria, 14,3km o średnim nachyleniu 6,9%). Tą samą górę będą pokonywać uczestnicy jubileuszowego TdF dokładnie miesiąc później (12 lipca) podczas siódmego etapu "Wielkiej Pętli". Etap piąty (192 km) przebiegać będzie po górach średniej wielkości, lecz mimo tego powinno być ciekawie w jego końcówce jako, że najtrudniejszy z czterech w tym dniu podjazdów tj. Cote du Pas de la Fosse (830 m. n.p.m. - 2 kategoria) znajdował się będzie tylko 10 kilometrow przed metą we wspomnianym już Chambery - tak dobrze nam znanym z mistrzowskiej jazdy Joachima Halupczoka na Mistrzostwach Świata amatorów w 1989 roku. Królewski, choć najkrótszy ze startu wspólnego odcinek (tylko 153 km) przygotowano na sobotnim etapie szóstym. Tego dnia przyjdzie faworytom wyścigu stoczyć walkę na przesławnej, północnej ścianie majestatycznego Col du Galibier via Col du Telegraphe. Ten arcytrudny podjazd, usytuowany na 38 kilometrów przed finiszem w Briancon trzeba będzie pokonać na dwie raty: najpierw 12,1 km z wysokości 712 na 1566 m. n.p.m. (od Saint-Michele-de-Maurienne do Col du Telegraphe) i po krótkim zjeździe dalsze 17,5 km z 1430 na 2556 m. n.p.m. (od Valloire do Col du Galbier). Razem blisko 2000 metrów wspinaczki w pionie! Co ciekawe po latach przerwy kolarze przejadą Galibier przez bramę (tunel), która służyła za wierzchołek tej przełęczy do połowy lat siedemdziesiątych. Natomiast podczas 90. Tour de France (13 lipca na etapie ósmym do L'Alpe d'Huez) wspiąć się będą musieli na wysokość aż 2645 m. n.p.m. czyli na przejazd, który został w tym wyścigu po raz pierwszy "użyty" w roku 1979. Niedzielny finał z Briancon do Grenoble (174 km) zawierał będzie trzy znaczące podjazdy: dwa 2. kategorii - ten drugi Col de Porte na 16 km przed metą oraz przede wszystkim premię górską 1. kategorii Col du Coq (1434 m. n.p.m., lecz o przewyższeniu 1084 metrów - na 140 km trasy). Tak przygotowana scena zmagań 55. Dauphine Libere z pewnością zapewni walkę do samego końca tegorocznej edycji i wyłoni w pełni zasłużonego jej zwycięzcę.
Copyright: www.criterium.ledauphine.com
Na liście triumfatorów tego wyścigu, którego początki (podobnie jak majowego Tour de Romandie) sięgają roku 1947 aż roi się od wielkich nazwisk. Tegoroczna edycja jest dopiero 55., gdyż wyścig nie odbył się w latach 1967-68, lecz wkrótce odratowano go początkowo (w latach 1969-70) pod nazwą Six Provinces-Dauphine. Trzech kolarzy wygrało CdDL trzykrotnie, a byli nimi: naturalizowany we Francji Włoch Nello Lauredi (w latach 1950-51, 1954) oraz dwaj rodowici Francuzi: Bernard Hinault (1977, 1979 i 1981) oraz Charly Mottet (1987, 1989 i 1992). Sześciu innych asów (w tym dwóch kolejnych reprezentantów gospodarzy) zwyciężało tu dwukrotnie: Jacques Anquetil (1963 i 1965) oraz Bernard Thevenet (1975-76), a także Hiszpan Luis Ocana (1972-73), Kolumbijczyk Luis Herrera (1988 i 1991), wciąż aktywny Szwajcar Laurent Dufaux (1993-94) i Bask Miguel Indurain (1995-96). Z wielkich postaci, które również zaznały smaku zwycięstwa na alpejskich szosach Delfinatu należy jeszcze wymienić: francuskich mistrzów Louisona Bobeta (1955) i Raymonda Poulidora (1966), kolarza wszechczasów Belga Eddy Merckxa (1971 - gdy "Kanibal" jedyny raz w czasach swej największej chwały odpuścił start w Giro d'Italia) oraz pierwszego triumfatora TdF zza oceanu Amerykanina Grega Lemonda (1983). Co ciekawe inauguracyjna edycja Criterium z sezonu 1947 została wygrana przez mieszkającego we Francji ... Polaka! Edouard Klabinski bo o nim mowa był jednym z czwórki braci ścigających się na szosie, którzy startowali także w barwach reprezentacji Polonii francuskiej na trasach Wyścigu Pokoju w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych. Edouard w majowej imprezie wystartował tylko w 1954 roku i był 11., lecz po drodze wygrał dzień po dniu dwa etapy do Karl-Marx-Stadt i Bad-Schandau. W owych czasach drugie miejsce w Dauphine Libere zajął w 1955 roku inny potomek polskich emigrantów Roger Walkowiak, który rok później został sensacyjnym zwycięzcą całego Tour de France! W bliższych nam latach ostatni etap wyścigu w sezonie 1993 (z metą w Aix-les-Bains) wygrał Cezary Zamana jeżdżący wówczas w amerykańskiej grupie Subaru-Montgomery. Dariusz Baranowski w barwach US Postal zajął w 1998 roku czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej całej imprezy. "Ryba" przegrał wówczas miejsce na podium różnicą dwóch sekund, a działo się to na miesiąc przed jego najlepszym występem w Tour de France. Natomiast przed rokiem Wałbrzyszanin już jako kolarz iBanesto.com wygrał klasyfikację górską tego ciężkiego wyścigu.
Jak już wspomniałem CdDL jest dla wielu ekip próbą generalną przed 90. edycją Tour de France. Dlatego nie może dziwić, iż w dość skromnej liczbowo stawce piętnastu drużyn jest wielu faworytów lipcowego Touru bowiem praktycznie wszystkie zgłoszone grupy wystawiły do startu swych najlepszych etapowców. Na starcie nie zabraknie oczywiście ubiegłorocznego triumfatora Amerykanina Lance'a Armstronga (US Postal), którego w górach asekurować będą jego rodak Floyd Landis (drugi przed rokiem) i Hiszpan Jose Luis Rubiera. Na ekipie spod znaku amerykańskiej poczty skupi się rzecz jasna uwaga największej liczby fachowców i kibiców, ale podopieczni Johana Bruyneela będą mieli wielu bardzo groźnych rywali. Miejscowi kibice zapewne najbardziej będą liczyć na lidera ekipy Credit Agricole Christophe'a Moreau, który wygrał ten wyścig w roku 2001 oraz był trzeci przed rokiem. Obecnie po kłopotach zdrowotnych z początku sezonu Moreau odzyskał już wysoką formę co udowodnił przekonywującym zwycięstwem w wyścigu etapowym Quatre Jours de Dunkerque (kategoria 2.1). W barwach duńskiej ekipy Team CSC pojedzie Amerykanin Tyler Hamilton, który wygrał CdDL w sezonie 2000 (przy wydatnej pomocy Armstronga), zaś w tym roku na przełomie kwietnia i maja triumfował w Liege-Bastogne-Liege (PŚ) i Tour de Romandie (2.HC). Hamiltonowi asystował będzie świetny hiszpański góral Carlos Sastre (dziesiąty zawodnik ubiegłorocznego Touru). W jedynej włoskiej ekipie Alessio zdecydowanym liderem będzie wspomniany już wśród multi-triumfatorów Criterium frankofoński Szwajcar Dufaux. Dotknięta tragedią w ostatnim tygodniu grupa Brioches la Boulangere polegać będzie na współpracy młodości (Sylvain Chavanel) i doświadczenia (Didier Rous). Nas najbardziej będzie interesował występ belgijskiej ekipy Quick Step. Teoretycznie jej liderem ma być najsłynniejszy francuski góral Richard Virenque, lecz my możemy mieć sporą nadzieję, że na trasie wyścigu zastąpi go nasz Piotr Wadecki (przed tygodniem drugi w Tour de Luxembourg - 2.2). "Wadek" w czerwcu 2002 roku zajął drugie miejsce w równie trudnym Tour de Suisse, lecz sukces ten będzie trudno powtórzyć z uwagi na silniejszą stawkę rywali w peletonie Dauphine. Cofidis poprowadzą szkocki czasowiec David Millar i przed rokiem najwyżej sklasyfikowany na "Wielkiej Pętli" Francuz David Moncoutie. IBanesto.com wystawia swych rodzimych liderów: Francisco Mancebo i Juana Miguela Mercado oraz rosyjskich zwycięzców Tour de l'Avenir (z lat 2001-02) Denisa Mienszowa i Jewgienija Pietrowa. FdJeux.com podobnie jak BLB będzie miał dwóch liderów: starego - Jean-Cyril Robina oraz młodego, aktualnego wciąż mistrza Francji Nicolasa Vogondy. W barwach holenderskiego Rabobanku pojawią się zarówno etatowy lider tej ekipy Michael Boogerd oraz szykowany podobnie jak w ubiegłym roku pod TdF Amerykanin Levi Leipheimer. Drużynę Ag2R poprowadzi doświadczony ex-mistrz świata (1997) i ubiegłoroczny zwycięzca Tour de Pologne Laurent Brochard, który w tym roku wygrał już choćby Criterium International (2.1). Do aktywnych uczestników wyścigu powinni też należeć Baskowie z Euskaltel, wśród których liderem z pewnością będzie zwycięzca Vuelta al Pais Vasco i drugi kolarz L-B-L Iban Mayo. Zaproszonej na TdF wskutek kontrowersyjnej decyzji dyrekcji wyścigu ekipie Jean Delatour przewodził będzie Patrice Halgand. W szwajcarskim Phonaku liderami mają być francuscy górale: ten z przeszłością w MTB Miguel Martinez oraz Benoit Salmon, który przed dwoma laty na Criterium przegrał tylko z Moreau i Pawłem Tonkowem. Stawkę uczestników uzupełnia jedyna grupa z drugiej dywizji Big Mat, lecz dla odmiany w jej szeregach za dobry wynik w "generalce" odpowiedzialny będzie kolarz zagraniczny tzn. Hiszpan Felix Garcia Casas (ósmy w ubiegłorocznej Vuelta a Espana).
MISTRZ
KONTRA
PRETENDENT
Dauphine Libere miało dać odpowiedź w jakiej formie jest "król Tour de France" Teksańczyk Lance Armstrong (US Postal) na miesiąc przed podjęciem próby wygrania piątej z rzędu "Wielkiej Pętli". W tym roku zagadka była tym większa, iż z kalendarza UCI wypadł wyścig GP Midi Libre (kat. 2.1) wygrany w zeszłym roku przez lidera "Pocztowców" i z którego to powodu Armstrong miał w aż 6-tygodniową przerwę w startach (od czas Liege-Bastogne-Liege). W ciągu ośmiu dni ścigania po francuskich Alpach "Jankes" udowodnił jednak, iż pewnie zmierza do postawionego sobie celu, choć tym razem na zwycięstwo w Dauphine musiał on mocniej zapracować niż przed rokiem. Nie od razu też Armstrong objął rządy nad peletonem 55. CdDL, bowiem górzysty prolog w okolicach Villard-de-Lans padł łupem Baska Ibana Mayo. Kolarz Euskaltel powtórzył swój wyczyn z samotnej walce z czasem na krótkim dystansie i w trudnym terenie, który w początkach kwietnia dał mu generalne zwycięstwo w jego ojczystym wyścigu Vuelta al Pais Vasco (Euskal Herriko Itzulia). Tym razem lider baskijskich górali wyprzedził o 4 sekundy Szkota Davida Millara (Cofidis), o 10 samego Armstronga, zaś piąte miejsce zajął zwycięzca sobotniego Classique des Alpes (kat. 1.1) Hiszpan Francisco Mancebo (iBanesto.com) ze stratą 14 sekund. Dwa pierwsze, prawie płaskie odcinki nie przysporzyły Mayo kłopotów w obronie prowadzenia. Na prowadzącym lekko pod górę finiszu w Vaison-la-Romaine w zamieszaniu wynikłym na skutek kraksy na ostatnich 500 metrach największym sprytem wykazał się Bułgar Plamen Stojanow z drugoligowej ekipy Big Mat. Drugi na mecie Australijczyk Bradley McGee dzięki bonifikacie awansował z siódmej na trzecią pozycję w "generalce". Dzień później pomimo tego, iż ostatni z harcowników Maryan Hary (Brioches la Boulangere) uciekał do finałowego kilometra znów o zwycięstwo walczyli sprinterzy. Po zaciętym finiszu na ulicach Vienne i przejrzeniu zapisu z fotokomórki zwycięzcą ogłoszono Norwega Thora Hushovda (Credit Agricole), który nieznacznie wyprzedził Białorusina Aleksandra Usowa (Phonak) oraz poturbowanego dzień wcześniej Australiczyka Badena Cooke'a (FdJeux.com). Na tym skonczyły się sprinterskie popisy, gdyż w środę czekała uczestników wyścigu górzysta czasówka, a po niej cztery etapy mniej lub bardziej górskie. Armstrong aczkolwiek nie przyjechał na ten wyścig po to aby wygrac go za wszelką cenę postanowił sprawdzić formę swoją i najgroźniejszych rywali na przeszło 33-kilometrowym "etapie prawdy". Egzamin zdał śpiewająco pokonując Millara o 1.07, zaś Mayo o 1.26 (ta sama trójka asów co w prologu, lecz w odwrotnej kolejności). Jeszcze tylko kolejny Bask Inigo Chaurreau lecz z francuskiej drużyny Ag2R stracił do Amerykanina mniej niż dwie minuty (+ 1.59), zaś np. już dziewiąty Włoch Andrea Peron (Team CSC) ponad trzy (+ 3.01). Wspomniany już Mancebo był szósty tracąc 2.31, słabo spisał się jeden z faworytów tej próby Christophe Moreau (Credit Agricole) - czternasty ze stratą 3.26, zaś kompletnie nie wyszedł ten start byłemu innemu zwycięzcy Dauphine Amerykaninowi Tylerowi Hamiltonowi, który borykając się z problemami żołądkowymi wykręcił dopiero 44. czas o 4.51 gorszy od swego byłego lidera. Po tym etapie Armstrong został liderem z przewagą 1.01 nad Millarem, 1.15 nad Mayo oraz ponad dwóch minut nad kolejnymi rywalami. W czwartek peleton wjechał w wysokie góry m.in. po to by sprawdzić przełęcz Ramaz na miesiąc przed jej debiutem na trasie Touru i przy pierwszej lepszej okazji Bask zaczął sprawdzać górską formę Teksańczyka. Właśnie ataki Mayo sprawiły, iż do Morzine na czele wyścigu wjechało tylko trzech kolarzy: Mayo, Mancebo i Armstrong (w tejże kolejności). Za swe serce do walki Iban dostał nagrodę w postaci drugiego zwycięstwa etapowego, lecz nad Lance'm zdołał nadrobić jedynie kilka sekund dzięki wyższej bonifikacie. Tego dnia odżył Moreau, który przyjechał samotnie na czwartym miejscu ze stratą 37 sekund, a niewiele brakowało by przetrwał wszystkie tego dnia podjazdy w towarzystwie wyżej wymienionego tercetu. Natomiast wicelider Millar przyjechał w kolejnej, 16-osobowej grupie "z bagażem" 1.11 do najlepszych przez co stracił drugą lokatę na rzecz górskiego wojownika z Kraju Basków.
Etap piątkowy miał być dla liderów jedynie solidnym treningiem przed królewską przeprawą przez Galibier w sobotę. Niemniej właśnie tego dnia powszechny faworyt był najbliżej przegrania wyścigu, lecz bynajmniej nie ze względu na niespodziewany i groźny atak swych rywali połączony z obniżką własnej formy. Otóż już na 15 kilometrze tego odcinka na skutek defektu hamulców Armstrong uczestniczył w kraksie, lecz na szczęście skończyło się tylko na strachu i po opatrzeniu ran i kilku kilometrach pogoni w eskorcie swych wiernych kolegów lider wrócił do peletonu. Do mety w Chambery przed ponownie mocno podzieloną grupą zasadniczą dojechało sześciu z ośmiu tego dnia uciekinierów. Na finiszu najszybszym ze śmiałków okazał się Laurent Lefevre (Jean Delatour), który wyprzedził Pierricka Fedrigo (Credit Agricole) i Rosjanina Denisa Mienszowa (iBanesto.com). Tymczasem liderzy na ostatniej górze (10 km przed metą) znów pokazali plecy reszcie stawki i tak Millar, Armstrong i Mayo przyjechali tylko 56 sekund za "harcownikami", podczas gdy inni kolarze z czołówki m.in. Moreau, Hiszpan Juan Miguel Mercado (iBanesto.com), Mancebo, Chaurreau czy Amerykanin Levi Leipheimer (Rabobank) stracili o 42 sekundy więcej (+ 1.38). Etap do Briancon przez morderczą kombinację Telegraphe - Galibier nie przyniósł szczególnych zmian w czołówce, a raczej potwierdził wcześniej ukształtowaną hierarchię wyścigu. Armstrong spokojnie kontrolował przebieg wydarzeń i spanikował w sytuacji gdy Mayo ponownie zaatakował udając się w pościg za Mercado. Ten duet miał na szczycie Galibier 29 sekund przewagi nad Amerykaninem, który na "dach" tegorocznej edycji wjechał bez obstawy właśnych kolegów, lecz w asyście kolarzy iBanesto.com: Pablo Lastrasa i oczywiście Mancebo. Następnie wspólnie z Mancebo dogonił dwójkę uciekinierów na zjeździe, co zmusiło najmniej liczącego się w "generalce" do ponowienia ataku po zwycięstwo etapowe na 15 km przed metą. W międzyczasie do skromnej czołówki dojechały kolejne, małe grupki górali: najpierw - Cyril Dessel (Phonak), Lastras i Moreau, a poetm również m.in. Chaurreau, Millar i hiszpańscy "giermkowie" lidera Manuel Beltran i Jose Luis Rubiera. Mercado dopiął swego finiszując o 26 sekund przed Mayo i 29 przed grupką Armstronga, którą przyprowadził kolejny Bask z Ag2R Mikel Astarloza. Mayo również ostatniego dnia próbował "kąsać" Armstronga przede wszystkim na najtrudniejszym tego dnia podjeździe pd Col du Coq (gdzie wcześniej skuteczny atak po zwycięstwo eatpowe rozpoczął Cedric Vasseur z Cofidisu), lecz znów uszczknął ze swej straty ledwie kilka sekund dzięki bonifikacie na mecie. Etap wygrał Vasseur z przewagą 2.00 nad Christope'm Edaleine Jean Delatour i 2.09 nad kwartetem: Mayo, Moreau, Mercado i Armstrong. Millar przyjechał siódmy ze stratą 2.39, zaś Chaurreau i Mancebo w kolejnej grupie tracąc po 3.26. Cały wyścig z bezpieczną przewagą 1.12 nad Mayo wygrał oczywiście Lance Armstrong, choć młodemu Baskowi chwała za to, iż starał się utrudnić życie "Kowbojowi z Teksasu", będąc dla niego jedynym równorzędnym rywalem na górskich podjazdach. Na pocieszenie Ibanowi zostały jeszcze zwycięstwa w klasyfikacji górskiej, punktowej i kombinowanej (wszechstronnych). Trzecie miejsce zasłużenie zajął Millar (+ 2.47), który wyraźnie poprawił jazdę w górach i mierzy w tym sezonie w pierwszą "10" Touru, a za rok może nawet podium. Zobaczymy szkocki czasowiec będzie miał więcej szczęścia niż jego słynny poprzednik z Wysp Brytyjskich - Anglik Chris Boardman, który w sezonie 1995 zdołał nawet ukończyć Dauphine o oczko wyżej, lecz podczas TdF nigdy w klasyfikacji generalnej się nie liczył. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję jeszcze dalsze miejsca w klasyfikacji ogólnej 55. Criterium: czwarty Mancebo (+ 4.35), piąty Moreau (+ 4.59), szósty Chaurreau (+ 5.53), siódmy i zarazem najlepszy z młodych kolarzy do lat 25 Mercado (+ 6.03), ósmy Leipheimer (+ 6.25), dziewiąty był będący niewątpliwym objawieniem Dessel (+ 7.18), czołową "10" zamknął drugi z kolarzy Euskaltel - Alberto Lopez de Munain (+ 8.07), zaś iBanesto.com okazało się najmocniejszą drużyną.
Po takiej demostracji siły zapewne niewielu fachowców i kibiców wątpić może w szanse Armstronga na powtórzenie wyczynu słynnego Miguela Induraina tj. odniesienie piątego z rzędu zwycięstwa w "Wielkiej Pętli". Czy znajdą się w lipcu kolarze mogący w tym przeszkodzić niesamowitemu Teksańczykowi i czy jednym z nich może być Iban Mayo? Z pewnością młody Bask jeśli utrzyma swą aktualną dyspozycję jeszcze przez półtora miesiąca będzie bardzo poważnym kandydatem do miejsca w scisłej czołówce, a może nawet na podium stuletniego Touru. Niemniej jego szanse na zagrożenie Armstrongowi podczas wieloetapowego Tour de France są mniejsze niż w wyścigu takim jak Dauphine. Nawet jeśli przyjąć, iż Iban jest już dla Lance'a równorzędnym rywalem w górach (teza trochę na wyrost, gdyż Amerykanin w CdDL nie musiał atakować i "tylko" skutecznie kontrolował sytuację na trasie) to należy wciąż pamiętać, iż na trasie 90. TdF będą aż 102 kilometry jazdy indywidualnej na czas (w Dauphine było ich jedynie 38,5) i to w bardziej płaskim terenie co niewątpliwie sprzyjać powinno mistrzowi. Ponadto przed wszystkimi górami będzie jeszcze długa, bo aż 69-kilometrowa drużynówka, na której Armstrong wraz z kolegami śmiało może wyrobić sobie ze trzy minuty zysku nad Mayo i spółką, jako że US Postal to jedna z najlepszych ekip w tej profesji. Dla nas tegoroczna Dauphine była interesująca również ze względu na start Piotra Wadeckiego (Quick Step). Po udanych występach w Tour de Luxembourg (drugi) i Classique des Alpes (ósmy) liczyliśmy na dobry wynik w próbie generalnej przed Tour de France, za który należałoby uznać miejsce choćby w czołowej "10". Niestety nic z tego nie wyszło "Wadek" zajął dopiero 37 pozycję ze stratą 30.42 do zwycięzcy, usprawiedliwiając swą gorszą dyspozycję przeziębieniem. Forma Polaka była nierówna, obok kiepskich występów podczas obu czasówek i dalekiego miejsca na ostatnim etapie (strata + 17.06!) były jednak przebłyski niezłej formy, szczególnie na najtrudniejszych odcinkach do Morzine i Briancon gdy Wadek przyjeżdżał do mety w drugiej grupie pościgowej. Jeśli zdrowie dopisze to nie sposób wykluczyć, iż Wadecki będzie jednak jednym z liderów Quick Step na "Wielkiej Pętli". Czy ma szanse na miejsce choćby w generalnej "20" lub wygranie upragnionego etapu? Dziś wciąż zbyt wiele jest niewiadomych - z pewnością jednak w tym roku nie będzie wygórowanych oczekiwań kibiców, a i sam zawodnik przygotowywał się do Touru spokojniej więc nie powinien narzekać na przemęczenie.
POWRÓT
|