|
GÓRSKA
STRZAŁA
Z WALONII
Współcześnie stanowiący preludium do najbardziej górzystego z wiosennych klasyków Pucharu Świata czyli Liege-Bastogne-Liege wyścig Fleche Wallonne sam w sobie jest niewątpliwie najbardziej prestiżową i zarazem jedną z najtrudniejszych imprez jednodniowych będących poza pucharowym cyklem. Wielu fachowców do dziś uważa Strzałę Walońską (nie bez racji) za godniejszą miana klasyku niż pucharowe wyścigi wokół San Sebastian czy Hamburga. Na przełomie lat 60. i 70. FW na zmianę z L-B-L zaliczano do "drużynowego" Pucharu Świata co było dobitnym dowodem wysokiej rangi tego wyścigu równej najstarszemu ze wszystkich belgijskich klasyków. W sezonie 1989 "Strzała" nie weszła w ramy PŚ chyba tylko z tej przyczyny, iż dla Belgii przewidziano w nim dwa terminy po jednym dla flamandzko-języcznej Północy z Ronde van Vlaanderen i dla francusko-języcznego Południa z mającym dłuższą historię klasykiem do Liege. Tymczasem Walońską Strzałę po raz pierwszy rozegrano "dopiero" w 1936 roku i działo się to na trasie z Tournai do Liege. Od tego czasu tylko raz podczas działań wojennych w roku 1940 wyścig ten nie mógł się odbyć i z tej przyczyny tegoroczna edycja będzie już 67. Co ciekawe w latach 1950-64 oba ardeńskie klasyki (FW i L-B-L) rozgrywano podczas jednego weekendu ustanawiając na tą okazję specjalną klasyfikację pod tytułem "Week-end Ardennais". Ostatecznie jednak organizatorzy doszli do wniosku, iż dwa tak ciężkie klasyki rozgrywane dzień po dniu to zbyt trudne wyzwanie nawet dla najlepszych górali pośród klasyków. W historii FW trzej kolarze zanotowali po trzy zwycięstwa. Byli nimi Belgowie: Marcel Kint (1943-45) i Eddy Merckx (1967, 1970 i 1972) oraz Włoch Moreno Argentin (1990-91 i 1994). Natomiast dwa triumfy stały się udziałem czterech Belgów: Rika Van Steenbergen'a (1949 i 1958); Stana Ockers'a (1953 i 1955); Andre Dierickx'a (1973 i 1975); Claude'a Criquielion'a (1985 i 1989); dwóch Francuzów: Bernarda Hinault (1979 i 1983) oraz Laurenta Jalabert'a (1995 i 1997) oraz Szwajcara Ferdi Kubler'a (1951-52). Te nazwiska najlepiej świadczą o tym jak trudny i prestiżowy jest to wyścig, bowiem aż ośmiu z wyżej wymienionych dziesięciu asów było co najmniej raz mistrzem świata ze startu wspólnego, zaś dziewiąty "Jaja" poznał smak złota i barwy tęczy dzięki jeździe indywidualnej na czas.
Copyright: www.letour.fr
Trasa Strzały podobnie jak innego semi-klasyku "z najwyższej półki" czyli Gent-Wevelgem została skrócona przez UCI w roku 1990 z klasycznych proporcji (około 250 km) do nowego regulaminowego dystansu max. 210 kilometrów. Jak już wcześniej wspomniałem pierwsza edycja FW (podobnie jak i dwie kolejne) odbyła się na trasie z Tournai do Liege. Jednak później droga przemierzana przez "Strzałę" przechodziła liczne modyfikacje. Dość powiedzieć, że jej obecna wersja ze startem od 1998 roku w Charleroi (region Hainaut) przez prowincje: Namur i Liege do miasteczka Huy jest już siedemnastym wariantem! Podstawową trudnością FW są górskie podjazdy w Ardenach - w tym roku na 199,5-kilometrowej trasie będzie ich aż dziesięć. Powie ktoś co to za góry "stare i niskie niczym nasze Świętokrzyskie"?! Niemniej nie są to już pagórki znane z tras RvV czy nawet AGR tj. odpowiadające typowym klasykom z Północy. Podjazdy w Ardenach (ich zagęszczenie, stromizny i długości) są już na tyle "trzymające", iż najlepiej na nich czują się dobrzy górale będący również fachowcami od krótszych trwających około tygodnia etapówek. W wyścigach takich jak ten trzeba bowiem idealnie połączyć wytrzymałość i umiejętność wspinaczki niezbędną w trudnych wyścigach etapowych oraz szybkość (dynamizm) i "szósty zmysł" taktyczny nieodzowny na trasach imprez klasycznych. Na szlaku FW najistotniejszy jest finałowy (od roku 1983) podjazd pod Mur de Huy z przewyższeniem 129 metrów na dystansie 1,3 km, a więc ze średnim nachyleniem 9,92% (gdzie maksymalna stromizna dochodzi do 20%!) i który to podjazd peleton pokonać będzie musiał w sumie trzykrotnie, gdyż wcześniej jeszcze na 65,5 i 102 kilometrze. Tą "ścianę płaczu" poprzedzają bezpośrednio dwa inne kluczowe wzniesienia: Cote de Bohissau na 169,5 km (przewyższenie 180 m.; długość 3,4 km; średnie nachylenie 5,29%; lecz max. również aż 20%) oraz Cote de Ahin na 188,5 km (przewyższenie 148 m.; długość 2,6 km; średnie nachylenie 5,69%, zaś max. 10%).
Copyright: www.letour.fr
Belgowie obojga narodów (Waloni i Flamandowie) wygrali 37 z dotychczasowych 66 edycji tego klasyku. Po "chudej dekadzie" lat 90. gdy nie odnieśli żadnego zwycięstwa, triumfowali nareszcie w dwóch pierwszych wyścigach XXI wieku. Przed rokiem najlepszy był Mario Aerts kolarz Lotto, który zimą przeszedł do niemieckiego Telekomu. Kolarz ten jednak dochodzi dopiero do pełni formy po kłopotach zdrowotnych z początku sezonu i trudno mu będzie powtórzyć sukces sprzed dwunastu miesięcy. Dlatego wyżej stoją obecnie akcje jego nowych kolegów: zwycięskiego w niedzielnym Amstel Gold Race Kazacha Aleksandra Winokurowa i Niemca Matthiasa Kesslera. "Wino" być może będzie oszczędzał siły nadwrężone na Caubergu przed kolejnym pucharowym wyścigiem czyli L-B-L, tym baczniejszą uwagę należy więc zwrócić na prawidłowo rozwijającego się Kesslera. W stawce uczestników nie brak jednak ekip mających w zanadrzu więcej atutów. W drużynie Fassa Bortolo pojadą Włosi: Michele Bartoli (zwycięzca z roku 1999), Ivan Basso (drugi w roku 2001) i zawsze groźny Rosjanin Siergiej Iwanow. Również aż trzech liderów ma grupa Saeco, z których najgroźniejszy powinien być Włoch Danilo Di Luca (trzeci w AGR). Ewentualnie z dobrym skutkiem zastąpić go mogą Bask Igor Astarloa lub kolejny Włoch Mirko Celestino (przed rokiem czwarty w L-B-L, zaś przed miesiącem drugi w Milano-San Remo). Na trudnej górzystej trasie ze stromym finałem bardzo dobrze wypaść mogą Baskowie z Euskaltel. Ich lider David Etxebarria uwielbia Ardeny (w L-B-L był drugi i trzeci w latach 2000-01, zaś w FW przez ostatnie trzy sezony nie schodził poniżej ósmej pozycji). Młodzi Iban Mayo i Samuel Sanchez są bardziej ukierunkowani na wyścigi etapowe, lecz brak klasycznych doświadczeń mogą nadrobić aktualnie wyśmienitą formą zademonstrowaną podczas Vuelta al Pais Vasco. To jednak co najwyżej połowa listy faworytów! W mojej wyliczance nie może zabraknąć kolarzy z Walonii: zwycięzcy z 2001 roku Rika Verbrugghe (Lotto) oraz drugiego w sezonie 1999 Franka Vandenbroucke (Quick Step). Z kolarzy zagranicznych do głównych faworytów należą z pewnością: najmocniejszy na trasie AGR Holender Michael Boogerd (Rabobank) oraz doświadczeni Włosi: triumfator z sezonu 2000 Francesco Casagrande (Lampre) i Davide Rebellin (Gerolsteiner). Natomiast z drugiego szeregu asów wymienić jeszcze można: Szwajcara Laurenta Dufaux (Alessio), Francuza Davida Moncoutie (Cofidis), znajomego Litwina Raimondasa Rumsasa (Lampre), Włocha Michele Scarponiego (Domina Vacanze) oraz niespodziewanie szybko wracającego do wysokiej formy jak wskazuje poniedziałkowe zwycięstwo w Rund um Koln Niemca Jana Ulricha (Team Coast)! My ponownie będziemy ściskać kciuki za Marka Rutkiewicza z francuskiego Cofidisu. Fleche Wallonne to wysokie progi dla naszego "młodzika", lecz górzysty teren i krótszy niż pucharowy dystans mogą pomóc młodemu kolarzowi rodem z Olsztyna w zaliczeniu dobrego występu.
BASKIJSKA
OFENSYWA
W ARDENACH
Pod znakiem baskijskiej dominacji przebiegła 67. edycja Strzały Walońskiej. Kolarze związani z Krajem Basków, choć reprezentujący różne grupy (a nawet kraje) zajęli dwa pierwsze miejsca, a także czwarte i ósme na szczycie Mur de Huy czyli stromym podjeździe wieńczącym ów słynny klasyk. Najmocniejszy tego dnia okazał się Igor Astarloa - kolarz, który niegdyś skończywszy wiek "młodzieżowca" nie mógł znaleźć zatrudnienia w hiszpańskim peletonie! Zdarzyło się tak gdyż nie miał on wówczas na swym koncie sukcesów w tak ważnych dla menadżerów z półwyspu iberyjskiego rodzimych wyścigach etapowych dla zawodników do lat 23! Preferujący klasyki Bask musiał "wyjechać za chlebem" do Włoch i tam wkrótce znalazł pracodawcę w grupie Mercatone Uno, a następnie (do dziś) Saeco. W środowe popołudnie odniósł swój życiowy jak dotąd sukces zdecydowanie pokonując podczas finałowej wspinaczki swego rodaka z ekipy Ibanesto.com i typowego "górala" Aitora Osę. Obaj Baskowie uczestniczyli w kluczowej akcji tego wyścigu, która zainicjowana została już około 70 kilometra, tuż po pierwszym przejeździe przez linię mety na wzgórzu Huy. Wtedy to od grupy zasadniczej odjechało 15 kolarzy, oprócz Astarloi i starszego z braci Osa także: kolega z grupy tego pierwszego Kazach Aleksander Szefer, Niemiec Torsten Hiekmann i Amerykanin Bobby Julich (obaj Telekom), Włosi: Oscar Mason, Eddy Mazzoleni (obaj Vini Caldirola) i Cristian Moreni (Alessio), Baskowie: Angel Castresana (ONCE) i wychowany w dalekiej Wenezueli Unai Etxebarria (Euskaltel), Niemiec Udo Bolts (Gerolsteiner), Kazach Dimitrij Fofonow (Cofidis), Rosjanin Aleksander Kołobniew (Domina Vacanze), Holender Marc Lotz (Rabobank) i Francuz Christophe Moreau (Credit Agricole). Chociaż tak dużą grupę ucieczkowiczów trudno z reguły zgrać dla jej wspólnego dobra tym razem jednak udało się i po kilkudziesięciu kilometrach wspólnej pracy na 126 km "piętnastka" osiągnęła maksymalną przewagę 2:54 nad niemrawym peletonem, z którego dochodziły jedynie negatywne wieści o kontuzji Davide Rebellina czy też niedyspozycji Aleksandra Winokurowa.
Dopiero gdy do pracy wzięła się faworyzowana i zarazem nie reprezentowana w odjeździe włoska ekipa Fassa Bortolo pracująca na swych liderów: Michele Bartoliego i Ivana Basso czasowa zdobycz uciekinierów zaczęła powoli topnieć. Jednak nawet pomimo włączenia się do pościgu grupy CSC (z Amerykaninem Tylerem Hamiltonem w składzie) peleton bardzo mozolnie odrabiał swe straty i w chwili gdy wyścig wkraczał w swą decydującą fazę u podnóża Bohissau "piętnastka" wciąż wyprzedzała go o około półtorej minuty. Na tej właśnie górze kontrataku spróbował Litwin Raimondas Rumsas (Lampre), lecz od razu "przylepił się do niego" strażnik z Saeco Włoch Fabio Sacchi i pomimo późniejszego wsparcia ze strony Francuza Waltera Beneteau (Brioches la Boulangere) kolarze ci zdołali się zbliżyć do liderów jedynie na 0:45. Tymczasem w czołówce na 13 km przed metą, u podnoża przedostatniego podjazdu - Ahin skutecznie zaatakował Astarloa. Po wytrwałej pogoni jeszcze przed końcem tej górki dogonił go Osa. Za plecami Basków utworzyła się pościgowa "ósemka": Castresana, Etxebarria, Kołobniew, Mason, Mazzoleni, Moreau, Moreni i Szefer. Jednak duet Astarloa-Osa od tego momentu już tylko powiększał swą przewagę nad goniącymi i na finałowej "ścianie płaczu" w Huy mógł spokojnie rozstrzygnąć kwestię prestiżowego zwycięstwa. Obaj jechali ramię w ramię do dwusetnego metra przed finiszową kreską, kiedy to Astarloa gwałtownie przyśpieszył i z wielką łatwością wyprzedził Osę - na tak krótkim dystansie aż o 0:16! Walkę o najniższy stopień odium wygrał kolejny kolarz Saeco - Szefer przed trzecim z Basków Etxebarrią. Grupa największych faworytów jak zwykle w ostatnich latach stoczyła między sobą walkę jedynie o dalsze miejsca (w tym roku od jedenastego wzwyż). Najszybsi z grupy zasadniczej (podobnie jak na Caubergu podczas Amstel Gold) byli Włoch z Saeco Danilo Di Luca i Holender Michael Boogerd (Rabobank) - odpowiednio 1:34 i 1:36 za pierwszym w historii triumfatorem "Strzały" rodem z Hiszpanii. W tej formie obaj wyżej wymienieni są głównymi faworytami niedzielnego L-B-L pod warunkiem wszakże, iż ... nie przegapią kolejnego decydującego odjazdu.
|