WYŚCIG SPADAJĄCYCH LIŚCI

Tegoroczny wyścig Giro di Lombardia z pewnością przejdzie do historii to wiadomo już przed startem. Po pierwsze będzie on ostatnim w historii wyścigiem szosowego Pucharu Świata w obecnej indywidualnej formie zainaugurowanej w sezonie 1989. Stanie się tak niezależnie od tego w jakiej formie (po ciężkich negocjacjach z organizatorami: GdI, TdF, VaE i innych wyścigów) narodzi się w przyszłym roku forsowany przez UCI cykl Pro Touru. Po drugie mistrz olimpijski z Aten Włoch Paolo Bettini (Quick Step) jeśli obroni 13-punktową przewagę w klasyfikacji łącznej nad swym rodakiem Davide Rebellinem (Gerolsteiner) zostanie pierwszym i na zawsze jedynym 3-krotnym triumfatorem całego pucharowego cyklu, jako że zwyciężał już w tej "zabawie" w latach 2002-03. GdL poetycznie zwany przez Włochów "La corsa delle foglie morte" czyli "Wyścigiem spadających liści" odbędzie się jutro już po raz 98! W przebogatej historii lombardzkiego Giro rozpoczętej w roku 1905 jedyna "przerwa w rozgrywkach" przypadła na wojenne lata 1943-44! Na liście zwycięzców tego wyścigu znajdujemy wiele wybitnych postaci na czele z pięciokrotnym triumfatorem (1946-49, 1954) włoskim mistrzem nad mistrzami tj. "Campionissimo" Fausto Coppi'm. Czterokrotnie wygrywał jego wielki poprzednik Alfredo Binda (1925-27, 1931), zaś po trzykroć: Francuz Henri Pelissier (1911, 1913, 1920); Irlandczyk Sean Kelly (1983, 1985, 1991) oraz kolejni Włosi: Costante Girardengo (1919, 1921-22); Gaetano Belloni (1915, 1918, 1928) i Gino Bartali (1936, 1939-40). W ostatnich dwóch latach wyścig ten bywał sceną popisów pomijanego wcześniej przy ustalaniu składu włoskiej reprezentacji na Mistrzostwa Świata w Zolder czy Hamilton Michele Bartoliego - wówczas ścigającego się w barwach ekipy Fassa Bortolo, a od tego sezonu kolarza duńskiej grupy CSC.


Copyright: La Gazzetta dello Sport

Trasa Lombardii, najbardziej "wysokogórska" ze wszystkich 10 pucharowych imprez w tym roku będzie dodatkowo utrudniona faktem, iż gruntownie ją "przebudowano". W ostatnich dziewięciu latach (1995-2003) metę wyścigu wyznaczano w Bergamo po pokonaniu wzniesień takich jak: Madonna di Ghisallo, Colle di Gallo, Selvino i Berbenno oraz pagórka Lago Colle Aperto. Tym razem zaś finał tego wielkiego klasyku będzie miał miejsce w Como ... tj. mieście gdzie przed rokiem miał miejsce jego start! Po 246-kilometrowej drodze zaś uczestnicy pokonają tylko jedną górę znajomą z poprzednich edycji czyli Madonna di Ghisallo. Miejsce startu obrano bardzo oryginalnie bo za "bliską zagranicą" czyli w szwajcarskim Mendrisio, mieście MŚ z roku 1971 położonym we włoskojęzycznym kantonie Ticino. Następnie kolarze "podróżować" będą w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara wokół jezior Lago di Como oraz Lago di Lecco. Wymagającą, górzystą trasę dodatkowo utrudnić może jeszcze kapryśna o tej porze roku (szczególnie na wysokościach bezwzględnych zbliżonych do 1000 metrów nad poziom morza) pogoda.

Na nowym szlaku lombardzkiego klasyku będzie w sumie pięć zasadniczych wzniesień. Pierwszym już po 45,5 kilometrach będzie San Fedele d'Intelvi (749 m n.p.m.) o przewyższeniu 539 metrów i długości 8,2 km co daje przęcietne nachylenie podjazdu 6,57 % (max. 10 %). Około półmetka przypadnie kolarzom pokonać 21-kilometrowy podjazd pod Premanę (938 m. n.p.m na 133,4 km). Teoretycznie góra ta oznacza "tylko" 730 metrów przewyższenia co przy sporym dystansie daje skromną średnią 3,48 %, lecz w istocie będzie to pięć różnej długości fragmentów podjazdu (przedzielonych krótkimi zjazdami bądź wypłaszczeniami) o łącznym przewyższeniu 1026 metrów z największa stromizną rzędu 11 %. Około dwusetnego kilometra przyjdzie czas na odświeżenie znajomości ze słynną Madonną (del Ghisallo), której szczyt znajduje się na wysokości 753 metrów n.p.m. Przewyższenie tej góry to 478 metrów przy długości 8,6 km co daje średnią 5,56 %, lecz jest i odcinek aż 14 %-owy! Na tym nie koniec atrakcji bowiem na ostatnich 20 kilometrach trzeba jeszcze pokonać dwa mniejsze wzniesienia. Najpierw Civiglio (613 m n.p.m. na 230,1 km) z amplitudą 181 metrów przy 2,8 km i średnią 6,46 %, zaś max. 11 % oraz San Fermo della Battaglia (397 m. n.p.m. na 241 km) z amplitudą 195 przy 3 km i średnią 6,5 % oraz max. 10 %. Stąd będzie już tylko 5 kilometrów do mety - z czego 3,55 km przypadnie na zjazd, zaś ostatnie 1,45 km na płaski teren.


Copyright: La Gazzetta dello Sport

Sobotni wyścig zapowiada się jako zacięta konfrontacja Paolo Bettiniego z Davide Rebellinem o generalne zwycięstwo w całym Pucharze, lecz nie znaczy to wcale by ci dwaj wielcy specjaliści od klasyków musieli koniecznie należeć do czołowych postaci 98 edycji tego wyścigu. Jeśli będą zbyt zajęci wzajemnym kontrolowaniem swych poczynań zwiększy to tylko szanse na zwycięstwo w Como któregoś z innych asów. Obok wspomnianego już Michele Bartoliego w Team CSC pojedzie też choćby trzeci kolarz TdF Ivan Basso, który przed trzema tygodniami wygrał Giro dell'Emilia (kat. 1), zaś w Weronie należał do czołowych postaci wyścigu o Mistrzostwo Świata. W drużynie Saeco pojawią się na starcie przede wszystkim triumfator GdI Damiano Cunego, a także jego dwaj rodacy Leonardo Bertagnolli (zwycięzca Coppa Placci przed siedmioma tygodniami) oraz Eddy Mazzoleni (trzeci w GdL 1999). Wśród Włochów trzeba jeszcze zwrócić szczególną uwagę na: drugiego w 2000 i trzeciego w 1997 roku Francesco Casagrande (Vini Caldirola), trzeciego przed rokiem Dario Frigo (Fassa Bortolo) i trzeciego kolarza Tour de Pologne 2004 Franco Pellizottiego (Alessio). W cieniu walki Bettiniego z Rebellinem toczyć się też będzie rywalizacja o drużynowy triumf w PŚ pomiędzy holenderskim Rabobankiem a niemieckim T-Mobile. W tej pierwszej ekipie pojadzie mistrz świata i zarazem trzeci aktualnie kolarz łącznej klasyfikacji Pucharu Hiszpan Oscar Freire mający nawet teoretyczne szanse na pogodzenie obu włoskich faworytów, ale tylko pod warunkiem zwycięstwa w GdL. Oprócz "tęczowego Oscara" w drużynie tej ujrzymy też Michaela Boogerda, który na GdL był już drugi w 1998 i trzeci w 2001 roku, zwycięzcę poprzedniego pucharowego wyścigu Paris-Tours Erika Dekkera oraz mocnego w górach Duńczyka Michaela Rasmussena. Natomiast T-Mobile wystawia skład z Matthiasem Kesslerem, który w Tours był bliski sukcesu i Australijczykiem Cadelem Evansem (czwartym w środowym semi-klasyku kat. 1 Milano-Torino) oraz Włochami: Giuseppe Guerinim i Daniele Nardello (drugi w GdL 1995).

Świetną passę ma w ostatnim czasie hiszpańska drużyna Liberty Seguros. Zwycięstwo Roberto Herasa w tegorocznej Vuelcie tak natchnęło jego kolegów, iż w minionym tygodniu rządzili na drogach włoskiego Piemontu: w środę Marcos Serrano wygrał Milano-Torino, zaś w czwartek Australijczyk Allan Davis okazał się najszybszy na finiszu Giro del Piemonte (oba wyścigi kat. 1). Obok tej dwójki pojadą też dwaj inni dobrzy górale: nasz Dariusz Baranowski (nr 121) i urodzony w Kraju Basków Isidro Nozal. Wśród kolarzy innych ekip należy pamiętać np. o ex-mistrzu świata Basku Igorze Astarloi (Lampre) czy Ukraińcu Jarosławie Popowiczu choć obaj ostatnio nie zachwycali specjalnie swą formą. Poza wspomnianym na wstępie tej wyliczanki Bartolim na starcie w Mendrisio pojawić się też mają czterej inni byli triumfatorzy GdL: przeszło 39-letni Gianni Faresin ("prawa ręka" Rebellina w Gerolsteiner), który był najlepszy w sezonie 1995 i tylko o rok od niego młodszy Andrea Tafi (Alessio), który wygrał w sezonie 1996. Inny Włoch Mirko Celestino (Saeco) triumfował z kolei w sezonie 1999, zaś rok po nim najmocniejszy w Lombardii okazał się wracający teraz z "dopingowej banicji" Litwin Raimondas Rumsas (Acqua e Sapone). Z Polaków obok Baranowskiego, którego w obecnej formie stać nawet na poprawienie najlepszych dotąd polskich wyników z GdL, a należących do: Zenona Jaskuły (14. w 1994 i 17. w 1995 roku) oraz Marka Szerszyńskiego (18. w sezonie 1990) pojedzie też w barwach Saeco Sylwester Szmyd, lecz on akurat jest bez formy i w tym wyścigu spełniać będzie chyba co najwyżej pomocnicze zadania na rzecz Damiano Cunego i spółki.



PAOLO BETTINI NA TRONIE W POTRÓJNEJ KORONIE

Młoda gwiazda ekipy Saeco 23-letni Włoch Damiano Cunego powetował sobie niepowodzenie z trasy Mistrzostw Świata rozgrywanych przed dwoma tygodniami w jego rodzinnej Weronie zwyciężając na zakończenie sezonu w 98. edycji "wyścigu spadających liści". Tym samym Cunego stał się pierwszym od czasu wielkiego Belga Eddy Merckxa (w sezonie 1972) kolarzem, który w jednym roku wygrał zarówno wieloetapowy Giro d'Italia jak i klasyk Giro di Lombardia. Drugi na mecie w Como był Holender Michael Boogerd z Rabobanku, który z kolei coraz skuteczniej nawiązuje do osiągnięć swego rodaka "wiecznie drugiego" Joopa Zoetemelka. "Boogie" już po raz jedenasty uplasował się na podium pucharowej imprezy, lecz w jego dorobku jest tylko jedno zwycięstwo (w Amstel Gold Race 1999), siedem drugich i trzy trzecie miejsce. Wczorajszy wynik jest zaś powtórką jego rezultatu w GdL z sezonu 1998 gdy Holender uległ tylko ówczesnemu mistrzowi świata Szwajcarowi Oskarowi Camenzindowi i zarazem trzecim takim osiągnięciem w tym tylko sezonie bowiem lider Rabobanku zajmował też drugie lokaty w kwietniowych wyścigach Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege. Trzeci na mecie "jesiennych Mistrzostw Świata" jak kiedyś nazywano ten klasyk był zaś Włoch Ivan Basso (Team CSC) prawdopodobnie najmocniejszy kolarz na trasie sobotniego wyścigu, lecz jednak nie na tyle mocny by skutecznie zgubić wszystkich swych rywali. Natomiast z walki dwójki innych Włochów tzn. Paolo Bettiniego (Quick Step) i Davide Rebellina (Gerolsteiner) o triumf w łącznej klasyfikacji Pucharu Świata zwycięsko wyszedł "Świerszcz" z Toskanii czyli Bettini, który był w stanie przetrwać atak Rebellina na Madonna del Ghisallo około 50 kilometrów przed metą i następnie utrzymał się na jego kole już do końca wyścigu. Rebellin zajął ostatecznie 28., zaś Bettini 29. (obaj ze stratą 1:40 do Cunego) czyli w obu przypadkach niepunktowane miejsca, a że trzeci kandydat do końcowego zwycięstwa Hiszpan Oscar Freire Gomez nie ukończył ciężkiego testu po wzniesieniach Lombardii czołowa "3" ostatniej edycji Pucharu Świata ani drgnęła w porównaniu z wynikami po Paris-Tours i Bettini mógł się cieszyć z historycznej trzeciej już wiktorii w całym tym cyklu.

Po 23 kilometrach prowadzących częściowo na terenie włoskiej Szwajcarii z grona 161 uczestników wyścigu wyłoniła się pierwsza 5-osobowa ucieczka, w której udział wzięli dwaj Włosi: Manuel Quinzato (Lampre) i Paolo Tiralongo (Ceramiche Panaria); dwaj Hiszpanie: Juan Antonio Flecha (Fassa Bortolo) i Jose Ivan Gutierrez (Illes Balears) oraz Szwajcar Gregory Rast (Phonak). Uciekający uzyskali maksymalną przewagę 4:25 nad peletonem na 57 kilometrze, lecz w tym momencie w czołówce jechali już tylko: Flecha, Quinzato i Tiralongo, bowiem Gutierrez i Rast nie wytrzymali tempa swych kompanów na pierwszym wzniesieniu czyli San Fedele d'Intelvi. Na długi pościg zdecydowała się drużyna pucharowego pretendenta Davide Rebellina czyli Gerolsteiner z czasem wsparta przez drugą niemiecką ekipę T-Mobile. Peleton złapał Gutierreza i Rasta na 138 kilometrze czyli podczas zjazdu z Premany, lecz czołową trójkę dopiero u podnóża trzeciego wzniesienia Madonna del Ghisallo tj. na 193 kilometrze. W tym momencie wyścig zaczął się na dobre. Niemal od razu ostro do przodu ruszył Basso i na czele uformowała się 10-osobowa grupka, w której oprócz trzeciego kolarza tegorocznego TdF znalazło się jeszcze sześciu jego rodaków: Giampaolo Caruso (Liberty Seguros), Francesco Casagrande (Vini Caldirola), Damiano Cunego i Eddy Mazzoleni (obaj z Saeco), Marco Fertonani oraz najważniejszy w tym gronie Davide Rebellin. W tym włoskim towarzystwie zabrali się też Michael Boogerd, Australijczyk Cadel Evans (T-Mobile) i Hiszpan Isidro Nozal (Liberty Seguros). Na szczycie Madonny (201,7 km) pierwszy zameldował się Basso a tuż za nim Caruso. Grupka Rebellina traciła do "Ivana Niskiego" 0:15, zaś kolejny oddział prowadzony przez lidera PŚ Paolo Bettiniego niewiele więcej bo 0:25.

Na zjazdach rozmaite grupki zjechał się i przed ostatnią godziną rywalizacji w rozgrywce pozostało około 40 kolarzy. Na 35 kilometrów przed metą z tego grona zaatakowała szóstka, w tym Włosi: Dario Frigo (Fassa Bortolo) i Daniele Nardello (T-Mobile), Hiszpanie: Isidro Nozal i Joaquim Rodriguez (Saunier Duval), Duńczyk Michael Rasmussen (Team CSC) oraz zwycięzca TdP 2001 i 2004 Czech Ondrej Sosenka (Acqua e Sapone). Wobec chwilowej apatii wśród faworytów wypracowali sobie oni szybko 1:10 przewagi nad dużą grupą, z której wyrwał się na chwilę Cunego, lecz jego plan przeskoku do prowadzących okazał się w tym momencie nazbyt śmiałym przedsięwzięciem. Dopiero współpraca klasowych robotników z Gerolsteiner, Vini Caldirola oraz Saeco czyli Niemca Jorga Jaksche, Szwajcara Steve'a Zampieriego i naszego Sylwestra Szmyda przyniosła efekt tego rodzaju, iż na 20 kilometrów przed metą szóstka miała nad peletonikiem już tylko 0:48 zysku. Natomiast pod Civiglio (230,1 km) na skutek kolejnego ataku Basso do szóstki: Frigo, Nardello, Nozal, Rasmussen, Rodriguez i Sosenka dojechali jeszcze Basso, Boogerd, Cunego, Evans i Francuz Cedric Vasseur (Cofidis). Na szczycie tego wzniesienia grupa z Bettinim i Rebellinem traciła do teraz 11-osobowej czołówki 0:20 i szanse nowego Argentyńczyka (Rebellina) na obalenie rządów Bettiniego w PŚ zaczęły wyglądać mizernie. Pod koniec zjazdu z Civiglio zaatakował raz jeszcze Cunego i podczas "zapoznawczego wjazdu" do Como (234,4 km) miał on 0:10 przewagi nad pozostałą "10", która jednak za sprawą Basso, Evansa i Sosenki dość szybko skasowała tą groźną akcję nowego bożyszcza tifosich.

Po chwili zaczął się ostatni już podjazd pod San Fermo della Battaglia i raz jeszcze swą klasę pokonał Basso, któremu koła dotrzymali tylko Boogerd i Evans. Cunego zapewne z powodu wcześniejszej akcji miał chwilową "zadyszkę" i na chwilę stracił z nimi kontakt. Większe kłopoty miał jadący z tyłu Rebellin, który (w towarzystwie zadowolonego z takiego obrotu spraw Bettiniego) odstał nawet od niewielkiej grupy pościgowej i tym samym ostatecznie pożegnał się z nadziejami na triumf w PŚ anno domini 2004. Tymczasem Cunego dołączył do 3-osobowej czołówki asów na zjeździe 4 kilometry przed metą, zaś półtora kilometra dalej tego samego dokonał jeszcze Nardello. Na ostatnim kilometrze swą liczebną przewagę próbowali wykorzystać kolarze T-Mobile (Evans i Nardello). Najpierw zaatakował Nardello, lecz na kole usiadł mu Cunego. Potem jego próbę skopiował Evans, lecz jego z kolei powstrzymał Basso. Tym samym Ivan Basso musiał rozpocząć finisz już z 350 metrów i w konfrontacji z bardzo szybkim jak na górala Cunego był bez szans. Jedynym, który stawił pewien opór młodzianowi z Saeco był Boogerd, lecz i tak musiał zadowolić się typowym dla siebie drugim miejscem. Kolarze T-Mobile polegli w tej finałowej rozgrywce z kretesem: Evans był czwarty, zaś Nardello piąty ze stratą 0:02. Siedemnaście sekund za tą czołową piątką o kolejne lokaty przyszło walczyć następnym dziewięciu zawodnikom wśród, których najszybsi okazali się Włosi zajmując miejsca od szóstego po dziesiąte w kolejności: Marzio Bruseghin (Fassa Bortolo), Eddy Mazzoleni, Dario Frigo, Franco Pellizotti (Alessio) i Luca Mazzanti (Ceramiche Panaria). Z dwójki Polaków do mety dotarł jedynie Sylwester Szmyd (48., + 8:16) po drodze fachowo wykonując swą część pracy na rzecz lidera ekipy Saeco w jednym z kluczowych fragmentów wyścigu. Na szczęście podobnie jak na GdI Cunego wysiłek Szmyda i pozostałych swych "gregario" potrafił właściwie spożytkować.

POWRÓT