GIRO DLA GÓRSKICH KOZIC

To powinno być piękne Giro. Wyścig Dookoła Włoch w ostatnich latach zazwyczaj bywał najbardziej emocjonującym z trzech Wielkich Tourów czemu sprzyjała nie tylko bardzo górzysta trasa ale i sam jej układ z górami w programie do przedostatniego dnia tej imprezy. W tym roku pod tym względem ma być jeszcze lepiej i to pomimo faktu, iż w wyniku kompromisu między organizatorem wyścigu (RCS Sport) a UCI oraz za namową kolarzy w ostatniej chwili z trasy zdjęto górską czasówkę do Madonna del Ghisallo, która miała odbyć się w niedzielne przedpołudnie na kilka godzin przed wielkim finałem w Mediolanie. W zgodnej opinii ekspertów trasa tegorocznego Giro jest nie tylko trudniejsza od szlaków, które przemierzą w tym roku uczestnicy Tour de France czy Vuelta a Espana, ale i najtrudniejszą wersją trasy Giro w ostatnich pięciu latach.

Trasa z Seraing do Mediolanu liczyć będzie przeszło 3526 kilometrów podzielonych na 21 etapów z tradycyjnymi już dla Wielkich Tourów dwoma dniami odpoczynku. W programie są trzy czasówki o łącznej długości 94,2 kilometra, w tym wracająca na trasę tego wyścigu po siedemnastu latach przerwy jazda drużynowa na czas. Zdaniem organizatorów wśród osiemnastu etapów ze startu wspólnego tylko sześć należy oceniać jako płaskie (tzn. odcinki nr 2, 4, 6, 9, 15 i 21), zaś cztery dalsze są pagórkowate (nr 3, 10, 12 i 18). Tym samym aż osiem odcinków zasługuje na miano etapów górzystych (nr 7, 8, 13 i 16) bądź typowo górskich (nr 14, 17, 19 i 20). Już choćby z tej wyliczanki widać, że na ostatni tydzień wyścigu przygotowano aż cztery etapy mogące sporo namieszać w jego klasyfikacji generalnej.

Łączna suma przewyższeń na trasie tegorocznego Giro to aż 22.500 metrów. Uczestnikom 89. Giro przyjdzie przejechać aż 31 górskich premii, w tym najwyższa z nich oznaczona tradycyjnie jako Cima Coppi czyli Passo Gavia zawiedzie ich na wysokość aż 2618 metrów n.p.m. Cztery dalsze tzn. Lanciano-Maielletta, Monte Bondone, Kronplatz (Plan de Corones) i San Pellegrino posłużą za mety etapów nr 8, 16, 17 i 19. Ponadto jest jeszcze 9 premii pierwszej kategorii (w tym przełęcze tak dobrze znane jak: Fedaia, Pordoi czy Mortirolo oraz bardzo strome San Carlo). Natomiast pozostałe wzniesienia to 6 premii drugiej i 11 trzeciej kategorii. Jak by tego mało de facto cztery dalsze etapy poza wyżej wymienionymi kończyć się będą na podjazdach niesklasyfikowanych czy to krótkich, lecz dość sztywnych jak w Namur, Saltarze i Peschici czy długich, lecz wypłaszczonych jak ten do Apriki.

Tyle wiadomości ogólnych czas przejść przynajmniej w zarysie do szczegółów. Wyścig po raz szósty w swej historii rozpocznie się za granicą Włoch, a po raz drugi w Belgii gdzie po raz pierwszy gościł już w 1973 roku startując z Verviers miasteczku w Walonii usytuowanym jakieś 30 kilometrów na wschód od Liege. Tym razem okazją do wizyty w Walonii będzie uczczenie pamięci tysięcy włoskich emigrantów, którzy przybyli do tego regionu w latach powojennych pracować w górnictwie. Ponadto na polu politycznym będzie to okazja do uświetnienia 50-tej rocznicy podpisania Traktatu węgla i stali, który był pierwszy aktem na drodze do dzisiejszej Unii Europejskiej, a wśród którego sygnatariuszy były zarówno Belgia i Włochy.

We francuskojęzycznej Walonii kolarze spędzą aż cztery dni. Na początek czeka ich przeszło 6-kilometrowy górzysty "prolog" w Seraing, na którego trasie trzeba będzie pokonać około 2,5-kilometrowy podjazd trzeciej kategorii o przewyższeniu 98 metrów. Etap drugi z Mons do Charleroi długości 197 km z jedną premią trzeciej kategorii powinien się zakończyć walką sprinterów. Niemniej już na etapie trzecim z Perwez do Namur (202 km) więcej do powiedzenia powinni mieć specjaliści od klasyków. Na trasie tego odcinka nie tylko znajdą się dwie premie trzeciej kategorii, w tym Ahin będący przedostatnim podjazdem w programie Fleche Wallonne, ale przede wszystkim meta tego etapu została usytuowana na 2-kilometrowym, brukowanym podjeździe o średnim nachyleniu 5,5 % do cytadeli znanej dobrze z finiszu wyścigu GP Wallonnie. Na ten etap żeby ostrzą sobie z pewnością kolarze tacy jak Paolo Bettini, którzy będą chcieli się pokazać z jak najlepszej strony podczas pierwszych dwóch tygodni zmagań. Na zakończenie belgijskiej uwertury będzie jeszcze etap czwarty z Wanze do Hotton (193 km) raczej dla sprinterów, choc około półmetka trzeba będzie pokonać dwie premie trzeciej kategorii znane z tras Liege - Bastogne - Liege czyli Wanne i La Hautee Levee.

Po dniu przerwy, który przypadnie na środę 10 maja czekać będzie wszystkich etap piaty, a pierwszy na włoskiej ziemi czyli 38-kilometrowa drużynówka pomiędzy Piacenzą w regionie Emilia-Romania a Cremoną w Lombardii. Trasa płaska i niedługa, ale możemy się spodziewać że ekipy Discovery Channel (z Paolo Savoldellim) i Team CSC (Ivanem Basso) zechcą wypracować pewną przewagę swym liderom nad ich najgroźniejszymi rywalami. Etap szósty z Busseto do Forli (227 km) czyli z zachodu na wschód Emilii-Romanii jak każdy odcinek na Nizinie Padańskiej jest wręcz wymarzony dla sprinterów. Etap siódmy z Ceseny do Saltary w regionie Marche będzie najdłuższy w całej imprezie (aż 236 km). Po drodze przejazd przez Republikę San Marino, a w programie dnia po jednej premii górskiej trzeciej, pierwszej i drugiej kategorii. Ta najcięższa czyli Monte Catria (1368 m. n.p.m.) to 15,87 km podjazdu przy średnim nachyleniu 5,7 %, lecz z jej szczytu do mety będzie bardzo daleko bo 98,5 kilometra. Niemniej sam finisz tego etapu będzie ciekawy, bowiem ostatnie 3,35 km wiodą pod gorę, w tym ostatni kilometr ma średnie nachylenie aż 9 %.

Po wyczerpującym etapie siódmym odcinek ósmy z Civitanova Marche do Passo Lanciano w Abruzji (171 km) nazywanym też Maiellettą z racji, iż stanowi ledwie przystanek w drodze na słynny z historii Giro szczyt Blockhaus Maiella będzie miał już prawdziwie górski finał bowiem do mety na wysokość 1306 m. n.p.m. prowadzi 12,33 km podjazd o niebagatelnym średnim nachyleniu 8,4 %. Warto pamiętać, że to rodzinne strony Danilo Di Luki i zwycięzca ubiegłorocznej klasyfikacji Pro Tour powinien najpóźniej w tym dniu ujawnić swe tegoroczne możliwości. Po ciężkim weekendzie nadejdzie odpoczynkowy bo ledwie 127-kilometrowy etap dziewiąty z Francavilla al Mare do Termoli w regionie Molise. Na ostatnich 30 kilometrach premia górska trzeciej kategorii, zaś po niej jeszcze jeden pagórek także sprinterzy jeszcze bardziej niż zwykle będą musieli liczyć na pomoc swych kolegów z drużyny. Również etap dziesiąty z Termoli do Peschici w Puglii (187 km) prowadzi przez tylko jedna premię górska trzeciej kategorii i to usytuowaną na 60,5 km przed metą, lecz na ostatnich 1,35 km trzeba będzie pokonać przewyższenie 86 metrów i gdy wspomnimy tylko, że w 2000 roku wygrał w tym miejscu Di Luca od razu zdamy sobie sprawę, iż nie jest to finisz dla typowych sprinterów.

Drugi dzień przerwy znów przypadnie w środę tym razem 17 maja i zostanie przeznaczony w dużej mierze na transfer całej kolumny uczestników wyścigu do Pontedery w Toskanii gdzie nazajutrz zostanie rozegrany etap jedenasty czyli 50-kilometrowa jazda indywidualna na czas wiodąca m.in. przez Capronę, Pizę i Cascinę gdzie wyznaczono trzy pomiary czasów na trasie tego "etapu prawdy". Tego dnia najlepsi czasowcy pośród głównych faworytów wyścigu czyli Basso i Savoldelli będą mieli wyborną okazję do wyrobienia sobie przewagi nad góralami w typie: Damiano Cunego, Di Luca, Jose Rujano czy Gilberto Simoni przed najcięższymi odcinkami górskimi. Etap dwunasty z Livorno do Sestri Levante w Ligurii (171 km) dla liderów powinien być do spokojny. Niemniej zważywszy na dwie premie górskie, w tym jedną drugiej kategorii na niespełna 24 km przed metą nie będzie można tego odcinka zupełnie zlekceważyć. Przy takim profilu tego etapu o zwycięstwo powinni powalczyć "harcownicy".

Etap trzynasty z Alessandrii w Piemoncie do La Thuille we francuskojęzycznej Dolinie Aosty (218 km) będzie urozmaicony tylko jedna premią górską, ale za to pierwszej kategorii i to jaką! Przełęcz San Carlo (1951 m. n.p.m.) bo o niej tu mowa to podjazd długości 10,52 km przy średnim nachyleniu 9,8 % (!) w dodatku usytuowany ledwie 6,5 km przed metą przez co z pewnością będzie decydujący dla losów tego etapu, a biorąc pod uwagę skalę trudności tego wzniesienia niewykluczone, że odciśnie też swój spory ślad na klasyfikacji generalnej całego wyścigu. Etap czternasty z Aosty do Domodossoli w Piemoncie (223 km) w mniej więcej 75 % będzie wiódł drogami Szwajcarii. Po drodze trzeba będzie pokonać dwie premie górskie pierwszej kategorii czyli tuż po starcie Gran San Bernardo (1875 m. n.p.m.) i przede wszystkim Sempione znane lepiej jako Simplon (2005 m. n.p.m.). Ten drugi podjazd ma aż 20 kilometrów przy średnim nachyleniu 6,6 % i zważywszy, że pokonywany będzie na 46 km przed metą może dojść na nim do pewnej selekcji i przyjazdu na metę w Domodossoli niewielkiego peletoniku.

Etap piętnasty z Mergozzo w Piemoncie do Brescii w Lombardii (189 km) jest zupełnie płaski, więc zapowiada się na ostatni przed Mediolanem dzień ze sprinterami w roli głównej. Szeroko omawiany górski finał tegorocznego Giro otworzy etap szesnasty w Rovato w Lombardii do Monte Bondone (173 km) w Trydencie. Przed 50 laty w zimowej scenerii na tej właśnie górze generalne zwycięstwo w Giro zapewnił sobie Luksemburczyk Charly Gaul. Monte Bondone (1650 m. n.p.m.) to podjazd długości 17,47 km przy średnim nachyleniu 7,9 %, zaś w pierwszej fazie tego etapu będzie też premia trzeciej kategorii. Etap siedemnasty z Termeno do Plan de Corones (133 km) będzie krótki, acz bardzo treściwy. W drugiej połowie tego odcinka trzeba będzie najpierw sforsować premię pierwszej kategorii Erbe (1987 m. n.p.m.) czyli 30,53 km przy średnim nachyleniu 5,3 %, zaś następnie wspiąć się do mety na wysokość aż 2273 m n.p.m. częściowo po szutrze jak przed rokiem na przełęczy Finestre, ale za to momentami po "ścianie", której stromizna dochodzić będzie do 24 % niczym przed trzema laty pod Zoncolan. Podjazd do Plan de Corones ma w sumie 16,9 km przy średnim nachyleniu 7,5 %, lecz w 2/3 jest to podjazd pod przełęcz Furcia na której Cunego przeprowadził atak decydujący o losach Giro 2004 i dopiero ostatnie 5,25 km po odbiciu w kierunku północnym to sam deser dla górali czyli odcinek o średnim nachyleniu 10,2 %.

Chwilą względnego wytchnienia dla czołówki może być etap osiemnasty z Sillian w Austrii do Gemona del Friuli (210 km) w regionie Friuli. Niemniej ten prowadzący przez pierwszych 80 kilometrów poza terenem Włoch odcinek jest dość długi, a poza tym ma w swym programie dwie premie górskie drugiej oraz jedną pierwszej kategorii. Najtrudniejsze z tych wzniesień czyli Cuel di Forchia (884 m. n.p.m.) pomimo niezbyt imponującej wysokości oznacza 8,4 km podjazdu o średnim nachyleniu 8,3 %. Stromych, acz krótszych niż Forchia górek nie zabraknie też na ostatnich 30 kilometrach tego etapu powinien on najbardziej odpowiadać "harcownikom" i to nie byle jakim bo z drugiego szeregu najlepszych górali. Etap dziewiętnasty z Pordenone do Passo di San Pellegrino (224 km) poprowadzi przez serce Dolomitów czyli przełęcze Staulanza (1766 m.n.p.m), Fedaia (2057 m. n.p.m. tzn. 13,35 km przy 8 %), Pordoi (2239 m. n.p.m. tzn. 11,8 km przy 6,6 %). W sumie jedna premia górska drugiej oraz dwie pierwszej kategorii plus finałowy podjazd pod San Pellegrino długości 18,47 km przy średnim nachyleniu 6,2 %, którego ostatnie 5,8 km ma średnio aż 9 %.

Ostateczne decyzje co do układu klasyfikacji generalnej zapadną jednak zwyczajowo w przededniu zakończenia tej imprezy tym razem na etapie dwudziestym z Trento do Apriki (211 km). Na jego trasie na umordowanych trzytygodniową walką kolarzy czekać będzie premia drugiej kategorii czyli przełęcz Tonale, "dach" tegorocznego Giro czyli premia "Cima Coppi" na przełęczy Gavia (2618 m. n.p.m. tzn. 16,53 km przy 8 %) oraz premia pierwszej kategorii czyli owiane legendą z racji swej stromizny Mortirolo (1852 m. n.p.m. tzn. 12,8 km przy 10,3%). Po takiej dawce wspinaczek jeszcze zjazd i 15,5-kilometrowy wcale nie płaski odcinek z Edolo do Apriki bo o średnim nachyleniu 3,1%. Na tym koniec atrakcji, bo zapowiadana na niedziele przedpołudnie górska czasówka do sanktuarium kolarzy na górze Ghisallo wypadła z programu zawodów. W zamian w tym miejscu będziemy mieli start do ostatniego 140-kilometrowego etapu do Mediolanu, który tradycyjnie zakończy się rundami (jedenastoma po 4,8 km) na ulicach stolicy Lombardii.


Copyright: www.gazzetta.it


ETAPY: SKALA TRUDNOŚCI I PROFILE

Etap 1 (6 maja): Seraing / B 6,2 km jazda indywidualna na czas ***
Etap 2 (7 maja): Mons / B - Charleroi / B 197 km *
Etap 3 (8 maja): Perwez / B - Namur / B 202 km ***
Etap 4 (9 maja): Wanze / B - Hotton / B 193 km **
Dzień odpoczynku (10 maja - środa)
Etap 5 (11 maja): Piacenza - Cremona 38 km jazda drużynowa na czas ***
Etap 6 (12 maja): Busseto - Forli 227 km *
Etap 7 (13 maja): Cesena - Saltara 236 km ***
Etap 8 (14 maja): Civitanova Marche - Passo Lanciano 171 km ****
Etap 9 (15 maja): Francavilla al Mare - Termoli 127 km **
Etap 10 (16 maja): Termoli - Peschici 187 km ***
Dzień odpoczynku (17 maja - środa)
Etap 11 (18 maja): Pontedera - Pontedera 50 km jazda indywidaulna na czas ****
Etap 12 (19 maja): Livorno - Sestri Levante 171 km ***
Etap 13 (20 maja): Alessandria - La Thuile 218 km ****
Etap 14 (21 maja): Aosta - Domodossola 223 km ****
Etap 15 (22 maja): Mergozzo - Brescia 189 km *
Etap 16 (23 maja): Rovato - Monte Bondone 173 km ****
Etap 17 (24 maja): Termeno - Plan de Corones 133 km *****
Etap 18 (25 maja): Sillian / A - Gemona del Friuli 210 km ***
Etap 19 (26 maja): Pordenone - Passo di San Pellegrino 224 km ******
Etap 20 (27 maja): Trento - Aprica 211 km *****
Etap 21 (28 maja): Museo del Ghisallo - Milano 140 km *


Copyright: www.gazzetta.it


WŁOSKA WOJNA DOMOWA

Wśród faworytów tegorocznej edycji Giro d'Italia wymienia się przede wszystkim szóstkę kolarzy, w tym pięciu Włochów. Ivan Basso z duńskiej ekipy Team CSC w tym sezonie jest jedynym asem pośród specjalistów od wyścigów etapowych, który poważnie podjął się próby wygrania dwóch największych wieloetapówek czyli Giro d'Italia i Tour de France. Drugi kolarz ubiegłorocznego Tour de France przed rokiem prowadził nawet w Giro, lecz kryzys jaki przeszedł pod koniec drugiego tygodnia tej imprezy zniweczył jakiekolwiek szanse na generalny sukces. Niemniej Basso i tak pokazał klasę wygrywając w trzecim tygodniu zmagań czasówkę do Turynu i jeden z górskich etapów. W tym roku pokazał się już z jak najlepszej strony pewnie wygrywając Criterium International. Ponadto do dyspozycji będzie miał mocniejsza niż przed rokiem ekipę. U jego boku pojedzie drugi kolarz ubiegłorocznego Vuelta a Espana Hiszpan Carlos Sastre, a poza nim także jego rodak Inigo Cuesta, Amerykanin Bobby Julich, Duńczyk Nicki Sorensen i Niemiec Jens Voigt. Dzięki tym zawodnikom Basso może liczyć na pewne zyski podczas jazdy drużynowej na czas.

Damiano Cunego z Lampre w powszechnej opinii obserwatorów jest obecnie w jeszcze lepszej formie niż przed dwoma laty gdy niespodziewanie wygrał Giro. Znakomitą formę udokumentował zwycięstwami w rodzimych etapówkach: Settimana Coppi e Bartali oraz Giro del Trentino oraz trzecim miejscem w klasyku Liege - Bastogne - Liege. Po odejściu Simoniego do Saunier Duval stał się bezdyskusyjnym liderem swej drużyny. Zawodnicy Lampre powinni być szczególnie widoczni w górach bowiem w tej ekipie są tacy górale jak nasz Sylwester Szmyd, Paolo Tiralongo, Słoweniec Tadej Valjavec czy Bask Francisco Vila. Na podjazdach przydadzą się też Marzio Bruseghin, Rosjanin Jewgienij Pietrow czy Słoweniec Gorazd Stangelj, którzy dodatkowo będą kluczowi dla wyniku tego zespołu w drużynówce.

Gilberto Simoni z Saunier Duval od sezonu 1999 praktycznie nie schodzi z podium Giro d'Italia. W tym czasie był najlepszy w latach 2001 i 2003, drugi w 2005 roku oraz trzeci w latach 1999-2000 i 2004. Jedynie w sezonie 2002 nie ukończył Giro wyrzucony z wyścigu pod zarzutem stosowania kokainy, z którego dopiero po dalszych dwóch miesiącach został oczyszczony. Ten twardy i doświadczony góral z Trydentu może dojść do głosu na stromych podjazdach w trzecim tygodniu Giro. Niemniej ma nieco słabszą ekipę niż jego główni rywale. Wśród jego pomocników należy wyróżnić takich górali jak Hiszpan Ruben Lobato oraz jego rodacy Leonardo Piepoli i Guido Trentin, a także czasowiec Marco Pinotti.

Paolo Savoldelli z Discovery Channel już dwukrotnie wygrał Giro w latach 2002 i 2005, a także był w nim drugi w 1999 roku. Przed rokiem wygrał cały wyścig radząc sobie praktycznie bez wsparcia drużyny na najcięższych podjazdach. Zaimponował wszystkim bardzo dobrą i równą jazdą tak w górach jak i na etapach jazdy indywidualnej na czas, lecz przede wszystkim dojrzałością taktyczną i oczywiście doskonałymi umiejętnościami zjazdowca. W tym roku bardzo górska trasa nie będzie sprzyjać tak wszechstronnemu zawodnikowi, lecz tym razem do pomocy będzie miał tak klasowych górali jak Hiszpanie Manuel Beltran i Jose Luis Rubiera oraz Amerykanin Tom Danielson, a także 40-letniego mistrza czasówek Rosjanina Wiaczesława Jekimowa, które doświadczenie przyda się bardzo na trasie a przede wszystkim podczas jazdy drużynowej na czas.

Danilo Di Luca z Liquigas w ubiegłym roku nie tylko wygrał klasyfikację generalną cyklu Pro Tour, ale i po raz pierwszy w swej karierze ów specjalista od górzystych wyścigów jednodniowych powalczył o podium wyścigu wieloetapowych zajmując ostatecznie w Giro czwarte miejsce. Aby jak najlepiej przygotować się do startu w Giro odpuścił nawet nieco kwietniowe wyścigi, w których przed rokiem dominował. W drużynie Liquigasu zabraknie Stefano Garzelliego zwycięzcy Giro z 2000 roku, więc Di Luca jest jedynym liderem swej ekipy i może liczyć na wsparciu kilku bardzo dobrych górali takich jak: Dario Cioni, Andrea Noe', Franco Pelizzotti, Chorwat Wladimir Miholjević czy Anglik Charly Wegelius.

Najpoważniejszym kandydatem do pomieszania szyków Włochom na tak skrajnie trudnej trasie jest Wenezuelczyk Jose Rujano z Selle Italia. Ten "kieszonkowy" góral z Andów był odkryciem ubiegłorocznego Giro, w którym zajął trzecie miejsce oraz wygrał klasyfikację górską i ostatni z górskich odcinków. Na stromych podjazdach takich San Carlo, Plan de Corones, Fedaia, San Pellegrino czy Mortirolo ten zawodnik powinien czuć się "jak ryba w wodzie". Zagadką jest tylko to czy po konflikcie z szefem swej ekipy (na tle przejścia do ekipy Quick Step od czerwca tego roku) i związanym z tym późnym bo kwietniowym wejściu w sezon zdołał się do tego Giro optymalnie przygotować. W górach będzie mógł liczyć na pomoc przede wszystkim doświadczonego Wladimira Belliego i odkrycia tegorocznego Tour de Langkawi Kolumbijczyka Jose Serpy, a także kolarzy takich jak Sergio Barbero czy Gabriele Missaglia. Niemniej poważne straty na drużynówce i płaskiej 50-kilometrowej indywidualnej czasówce wydają się nieuniknione.

Pośród pozostałych kandydatów do czołowych miejsc w klasyfikacji generalnej, choć bardziej do lokat w pierwszej "10" niż miejsca na podium na pierwszy plan wysuwają się sylwetki: Hiszpana Juana Manuela Garate, Ukraińca Sierhija Honczara z T-Mobile, Kolumbijczyka Ivana Parry z Cofidisu i w końcu Emanuela Selli z Panarii. Garate bywał już trzykrotnie w czołowej "10" Giro, w tym czwarty w 2002 i piąty w 2005 roku. Z kolei Honczar ma wręcz abonament na takie lokaty, bowiem już ośmiokrotnie w latach 1997-2001 i 2003-2005 kończył ten wyścig w "10", choć tylko raz na podium będąc drugi w 2004 roku. Parra był siódmy w Vuelta a Espana z 1999 roku, zaś przed rokiem przypomniał nam się po kilku chudych latach wygrywając dzień po dniu dwa alpejskie etapy Giro. W końcu Sella to dwunasty i dziesiąty zawodnik dwu ostatnich edycji Giro.

W dalszej kolejności można jeszcze wymienić: Kolumbijczyka Mauricio Ardilę z Rabobanku, który był dziewiąty w ubiegłorocznej Vuelta a Espana; Hiszpana Jose-Enrique Gutierreza z Phonaku, który pod nieobecność liderów swej ekipy Floyda Landisa i Santiago Botero może rozwinąć skrzydła; odkrycie tegorocznej wiosny Sergio Ghisalbertiego z Milram oraz Belga Wima Van Huffela jedenastego w ubiegłorocznym Giro. W dwóch tradycyjnie najsilniejszych ekipach hiszpańskich czyli Caisse d'Epargne (ex-Banesto) i Liberty Seguros (ex-ONCE) brak zdecydowanych liderów. W tej pierwszej powinien się on wyłonić z trójki: Marco Fertonani, Rosjanin Wladimir Jefimkin, który wygrał ubiegłoroczny Volta ao Portugal i Hiszpan Francisco Perez. Natomiast w drugiej kandydatami do roli pierwszoplanowej są: Bask Unai Osa trzeci w Giro z 2001 roku, Marco Scarponi zwycięzca Wyścigu Pokoju z 2004 roku oraz Hiszpan Marcos Serrano, który bywał już w czołowych "10" każdego z Wielkich Tourów m.in. ósmy w Giro, choć dawno bo w 1997 roku.

W cieniu walki o generalne zwycięstwo toczyć się będzie walka sprinterów. Jako, że organizatorzy Giro przygotowali tylko sześć płaskich odcinków na start wyścigu do Seraing nie zawitało ich wielu. W zasadzie zapowiada się nam już piąty pojedynek króla współczesnych sprinterów Alessandro Petacchiego (Milram) z Robbie McEwenem (Davitamon). Włoch w minionych trzech latach wygrał łącznie dziewiętnaście odcinków Giro (w tym aż dziewięć w 2004 roku), zaś Australijczyk triumfował ośmiokrotnie w ciągu czterech ostatnich edycji, w tym trzy razy przed rokiem. McEwen zapewnie zgodnie ze zwyczajem wycofa się z wyścigu przed ostatnim tygodniem (najpewniej po dwunastym etapie) by zaoszczędzić nieco sił na Tour de France. Podobnie może postąpić sam Petacchi (choć najpewniej po etapie piętnastym) tym bardziej, że przy takiej trasie wyścigu trudno mu będzie liczyć na zwycięstwo w klasyfikacji punktowej. Sprinterzy tacy jak Australijczyk Graeme Brown z Rabobanku czy Niemcy Robert Forster z Gerolsteiner i Olaf Pollack z T-Mobile będą się starali wtrącić swe trzy grosze do rywalizacji dwójki gwiazd sprintu, lecz każde ich zwycięstwo byłoby sporą niespodzianką bo przynajmniej w teorii są oni o klasę gorsi od wyżej wymienionych. Natomiast w etapy pagórkowate oraz niektóre górzyste celować będą zawodnicy tacy jak: Leonardo Bertagnolli z Cofidisu, mistrz olimpijski Paolo Bettini z Quick Step, Belg Philippe Gilbert z La Francaise des Jeux, Luca Mazzanti z Panarii czy Davide Rebellin i Niemiec Stefan Schumacher obaj z Gerolsteiner.

Tegorocznemu Giro d'Italia będziemy się przyglądać z dużym zainteresowaniem także dlatego, iż w stawce 198 uczestników tej imprezy mamy aż (zważywszy na obecną siłę polskiego kolarstwa szosowego) trzech naszych rodaków. Cała trójka naszych reprezentantów w cyklu Pro Tour czyli Dariusz Baranowski, Piotr Mazur i Sylwester Szmyd znalazła się w składach swych drużyn tj. odpowiednio: Liberty Seguros, Saunier Duval i Lampre na ten wyścig. Żaden z nich nie ma statusu lidera, lecz oczekiwania wobec nich możemy mieć zróżnicowane z uwagi na ich drogę do Giro w tym sezonie jak i dotychczasowe dokonania i doświadczenia w karierze zawodowej. 28-letni Szmyd znajduje się w swej jak dotąd życiowej formie czego świadectwem były: dziewiąte miejsce w Settimana Coppi e Bartali, szóste w Giro del Trentino i dziesiąte w Tour de Romandie dzięki czemu zdobył pierwsze dla Polski punkty Pro Touru. Jest wielce prawdopodobne, że to jemu przypadnie odegranie zaszczytnej roli ostatniego pomocnika Damiano Cunego na górskich odcinkach co oznacza kończenie swej pracy w bliskim sąsiedztwie mety takich etapów dzięki czemu niejako przy okazji będzie mógł zająć swe najlepsze w karierze miejsce w klasyfikacji generalnej Giro czyli w czołowej "20", może "15".

34-letni Baranowski (dwunasty na trasie Giro w 2003 roku) najlepsze lata ma już za sobą, a co gorsza borykał się w tym roku z kontuzją kolana. Z tego powodu zaliczył w tym sezonie tylko jeden pełny dzień startowy na początku marca w Vuelta a Murcia! W związku z tym zważywszy na skalę trudności tegorocznego Giro osiągnięciem godnym szacunku będzie już samo dotarcie "Ryby" do Mediolanu i wykonanie po drodze swej pracy na rzecz liderów swej ekipy. W końcu ledwie 24-letni Mazur, który do grona adiutantów Gilberto Simoniego dołączył niemal w ostatniej chwili po niezłym występie w Tour of Georgia dopiero debiutuje w trzytygodniowym wyścigu etapowym. Z tej racji dla niego również realistycznym celem (poza oczywistą pracą na rzecz "Gibo") jest po prostu ukończenie tak trudnej imprezy i w miarę możliwości niezły występ na 50-kilometrowej czasówce wokół Pontedery. Tak Baranowski jak i Mazur mogą też próbować zabrać się w jeden z "harcowniczych" odjazdów na mety etapów jakich nie powinno zabraknąć w drugim, trzecim tygodniu zmagań ... za cichym przyzwoleniem "możnych" tego wyścigu.


FAWORYCI

******
Ivan Basso (ITA - Team CSC)
*****
Damiano Cunego (ITA - Lampre)
Gilberto Simoni (ITA - Saunier Duval)
****
Danilo Di Luca (ITA - Liquigas)
Jose Rujano (VEN - Selle Italia)
Paolo Savoldelli (ITA - Discovery Channel)
***
Dario David Cioni (ITA - Liquigas)
Tom Danielson (USA - Discovery Channel)
Juan Manuel Garate (ESP - Quick Step)
Ivan Parra (COL - Cofidis)
**
Mauricio Ardila (COL - Rabobank)
Sergio Ghisalberti (ITA - Milram)
Sierhij Honczar (UKR - T-Mobile)
Carlos Sastre (ESP - Team CSC)
Emanuele Sella (ITA - Ceramiche Panaria)
*
Leonardo Bertagnolli (ITA - Cofidis)
Marco Fertonani (ITA - Caisse d'Epargne)
Franco Pellizotti (ITA - Liquigas)
Leonardo Piepoli (ITA - Saunier Duval)
Michele Scarponi (ITA - Liberty Seguros)
Wim Van Huffel (BEL - Davitamon)

POWRÓT