|
JUBILEUSZ
GÓRSKIEJ
STARUSZKI
Największy wyścig w Walonii (francuskojęzycznej części Belgii) czyli Liege-Bastogne-Liege od ubiegłego roku zamykający wiosenną połówkę Pucharu Świata jest najstarszą ze wszystkich dziesięciu imprez należących do tego cyklu. Z racji owej wiekowości klasyk ten zyskał sobie przydomek "La Doyenne" - w polskim tłumaczeniu "Staruszka". Pierwsza edycja tych zawodów odbyła się już w roku 1892, a w gronie zawodowców dwa lata później (obie wygrał ten sam miejscowy kolarz Leon Houa). Niemniej "staruszka rodziła się w bólach", bowiem do końca lat dwudziestych rozegrano tylko dziewiętnaście edycji L-B-L, w tym ledwie osiem dla profesjonalistów (w sezonach: 1894, 1912 i 1919-1924). Pozostałe wyścigi pod tym samym szyldem zorganizowano z myślą o amatorach (1892-93, 1898-99) bądź kolarzach niezależnych (1911, 1913 i 1925-29). Owi "independents" stanowili do lat sześćdziesiątych kategorię pośrednią między amatorami a zawodowcami. Z powyższych przyczyn choć wyścig L-B-L "wystartował" jako pierwszy to pod względem tradycji ustępuje obecnie aż czterem innym wielkim klasykom. W tym roku "La Doyenne" obchodzic będzie jubileusz ogółem 90. edycji, lecz jej rywale jak Paris-Roubaix i Milano-San Remo tej wiosny świętowały już odpowiednio: 102 i 95 urodziny, zaś jesienne Paris-Tours i Giro di Lombardia w październiku odbędą się po raz 98. Niemal do końca lat siedemdziesiątych Belgowie na trasach L-B-L byli bardzo niegościnni. Choć od tego czasu gospodarzom udało się wygrać jeszcze tylko trzy razy (ostatnim był kontrowersyjny Frank Vandenbroucke w sezonie 1999) do dziś ich dominacja w historii tego wyscigu jest widoczna "gołym okiem" - jako że wygrali w sumie aż 57 z 79 edycji (tzn. 47 z 78 profesjonalnych oraz 10 z 11 rozegranych w obu pomniejszych kategoriach).
Najwięcej zwycięstw na szlaku "ardeńskiej staruszki" odniósł kolarz wszechczasów Eddy Merckx, który triumfował pięciokrotnie w latach: 1969, 1971-73 i 1975. Na drugim miejscu na liście znakomitości L-B-L znajduje się "ardeński maestro" czyli Włoch Moreno Argentin, który oprócz czterech zwycięstw w tym wyścigu (w sezonach: 1985-87 i 1991) wygrał również trzy razy na trasie "Strzały" czyli Fleche Wallonne (1990-91 i 1994). W tej klasyfikacji na najniższym stopniu podium stoi Belg Fred De Bruyne (trzykrotny zwycięzca z lat 1956 i 1958-59), który w owych czasach przez trzy lata z rzędu był liderem światowego rankingu Desgrange-Colombo (poprzednika zestawień Super Prestige, FICP i UCI). Poza nimi jeszcze jedenastu innych kolarzy zawodowych wygrywało w Liege dwukrotnie, a wśród nich sześciu Belgów: Louis Mottiat (1921-22), Rene Vermandel (1923-24), Alfons Schepers (1931 i 1935), Richard Depoorter (1943 i 1947), Prosper Depredomme (1946 i 1950) oraz Joseph Bruyere (1976 i 1978). Dorównało im pięciu obcokrajowców: Szwajcar Ferdi Kubler (1951-52), Francuz Bernard Hinault (1977 i 1980 - przy zerowej temperaturze i w śnieżnej zawieji!), Irlandczyk Sean Kelly (1984 i 1989) oraz Włosi: Michele Bartoli (1997-98) i Paolo Bettini (2000 i 2002).
Copyright: www.letour.fr
Jeśli za kryterium oceny skali trudności poszczególnych wyścigów przyjąć wypracowaną przez szereg lat rekordową przeciętną tych imprez to okaże się, iż L-B-L jest zapewne najtrudniejszym wyścigiem
w ramach Pucharu Świata. "Staruszka" poszczycić się może bowiem najmniej imponującym rekordem (na poziomie 41,079 km/h) ustanowionym przed pięcioma laty przez wspomnianego już Vandenbroucke'a. Choć trasa klasyku prowadzi z Liege do Bastogne (na południe) i z powrotem do Liege to obie części trasy nie są sobie równe ani pod względem dystansu, ani tym bardziej liczby podjazdów. Pierwsza część trasy tj. z Liege (start honorowy na placu Saint-Lambert) do Bastogne jest tylko niewinnym wstępem do powrotnej "drogi przez mękę". Kolarze jadą przez Stoumont (29,5 km); Lierneux (57 km) i długim, lecz łagodnym podjazdem dojeżdżają na najwyższy punkt na całej trasie - Baraque de Fraiture (632 m. n.p.m., na 65 km). Dalej podążą przez Houffalize (79,5 km) by do niby-półmetka w Bastogne dotrzeć na 95 kilometrze. W międzyczasie na 82 kilometrze zaliczą jedyną w tej fazie wyścigu górkę Côte Saint-Roch. W drodze powrotnej przejadą ponownie przez znane z zaciętych walk wojennych w Ardenach Houffalize (116,5 km); następnie przez Vielsalm (145,5 km) i dotrą do drugiej górki Côte de Wanne (154 km). Na 160,5 kilometrze peleton wjedzie na blisko 20-kilometrową rundę wokół Trois-Ponts podczas, której kolarze przejadą za miasteczkiem Stavelot (166,5 km) przez dwie bardzo sztywne hopki: Côte de Stockeu (170,5 km - max. do 22%!) oraz Côte de Wanneranval (175 km - max. do 16%), które stanowią pierwszą poważną okazję do selekcji w tym wyścigu. Tuż przed jak i po drugiej strefie bufetu (na 200 km w La Gleize-Stoumont) uczestnicy L-B-L będą musieli pokonać dwa najdłuższe podjazdy na trasie tej imprezy: Côte du Rosier (194 km) oraz Côte de la Vecquée (206,5 km). Już w tej fazie wyścigu przy dogodnych okolicznościach może rozpocząć się akcja decydująca dla losów rywalizacji. Częściej jednak to następna górka czyli wyrastająca za Remourchamps (217 km) stroma Côte de la Redoute (223,5 km - max. do 19%) stanowi okazję do rozeznania sił faworytów wyścigu. Po niej przyjdzie czas na łatwiejszy Côte de Sprimont (229,5 km) gdzie jednak nie rzadko nastepują przegrupowania w rozsypanej na "Reducie" czołówce. Ostatnim podjazdem przed Liege jest zaś Côte du Sart-Tilman (244 km) rozpoczynający się za urokliwym miasteczkiem Tilff (239 km). Potem przyjdzie czas na prowadzący główną drogą zjazd do Liege i jeszcze na ulicach tego miasta trzeba pokonać dwie ostatnie górki: Côte de Saint-Nicolas (253 km) oraz kończący się zaledwie 300 metrów przed finałem Côte d'Ans. Oba są mniej więcej kilometrowej długości, lecz zarazem strome, bo dochodzące odpowiednio do 12% i 15%. Skoro scena zawodów obfituje w takie atrakcje niemal do samej ich mety to nie może dziwić, iż na finałową prostą, ulicę Rue Jean-Jaures w ostatnich latach (tj. od czasu gdy w 1996 roku metę L-B-L przeniesiono na przedmieście Liege - do dzielnicy Ans) docierał tylko samotny triumfator (w latach 1997-99 i 2003) lub też niewielka, najwyżej 5-osobowa grupka asów (w latach 1996 i 2000-02).
Poniżej prezentuję dane wszystkich dziesięciu - wyznaczonych przez organizatorów L-B-L do specjalnej klasyfikacji górskiej - ardeńskich podjazdów:
Km 82 Côte Saint-Roch - 436 metrów nad poziom morza, 1.5 km długości przy średnim nachyleniu 7.7%
Km 154 Côte de Wanne - 408 m. n.p.m., 2.8 km przy 4.9%
Km 170.5 Côte de Stockeu - 497 m. n.p.m., 2.7 km przy 10.3%
Km 175 Côte de Wanneranval - 466 m. n.p.m., 1.4 km przy 10.9%
Km 194 Côte du Rosier - 509 m. n.p.m., 4 km przy 6.1%
Km 206.5 Côte de la Vecquée - 481 m. n.p.m., 3.2 km przy 6.3%
Km 223.5 Côte de la Redoute - 280 m. n.p.m., 1.9 km przy 7,4%
Km 229.5 Côte de Sprimont - 250 m. n.p.m., 1.5 km przy 5%
Km 244.5 Côte du Sart-Tilman - 240 m. n.p.m., 3.7 km przy 5.9%
Km 253 Côte de Saint-Nicolas - 220 m. n.p.m., 1.1 km przy 11%
Copyright: www.letour.fr
Przed rokiem gdy wielu fachowców stawiało na aktualnego "króla Tour de France" Lance'a Armstronga (wcześniej drugiego w L-B-L 1994 i 1996) niespodziewany sukces odniósł jego rodak i dawny kolega z drużyny Tyler Hamilton. Ex-narciarz alpejczyk rodem z Massachusetts po przejściu tej zimy z duńskiej ekipy Team CSC do szwajcarskiego zespołu Phonak przystąpi do obrony swego tytułu w towarzystwie triumfatora z sezonu 2001 Helweta Oskara Camenzinda. Niemniej prowadzący drużynę CSC Bjarne Riis i w tym roku może podejść do "La Doyenne" z ostrożnym optymizmem, gdyż w jego drużynie pojadą dwaj Włosi: Bartoli (dwukrotnie pierwszy w L-B-L, a także trzeci w 1995 roku) oraz młodszy Ivan Basso (trzeci w sezonie 2002). Niemniej do największych faworytów tegorocznej edycji należy zaliczyć kwartet innych kolarzy z Italii. W wielkiej formie znajduje się obecnie Davide Rebellin (Gerolsteiner), który w zeszłą niedzielę wygrał holenderski Amstel Gold Race, zaś w środę próbę generalną przed L-B-L czyli Fleche Wallonne! Jakkolwiek w przeszłości znajdowali się śmiałkowie, którzy potrafili w jednym sezonie zanotować dublet FW i L-B-L bądź też L-B-L i AGR jednak nikomu dotąd nie udało się w tak krótkim odstępie czasu wygrać tych wszystkich trzech imprez. Ta okoliczność jak i fakt, iż oczy wielu rywali będą zwrócone na lidera mineralnej ekipy z Niemiec przemawia przeciw Rebellinowi. Z drugiej jednak strony Davide (trzeci w L-B-L 2000 i drugi w 2001 roku) osiągnął już tej wiosny więcej niż mógł oczekiwać, więc nie znajduje się pod presją wyniku, co pozwala na spokojniejszą taktykę tj. podjęcie ryzyka dłuższego wyczekiwania na decydujący atak (podobnie jak to miało miejsce na trasie "Strzały"). Do najgroźniejszych rywali Rebellina powinni zaś należeć: dwukrotny zwycięzca L-B-L - Bettini (Quick Step), czwarty w Amstel i drugi we Fleche - Danilo di Luca (Saeco) oraz drugi w L-B-L 2002 - Stefano Garzelli (Vini Caldirola), który wprawdzie szykuje szczyt swej formy na 87. Giro d'Italia, lecz już przed tygodniem wygrał górską etapówkę w Hiszpanii Vuelta Ciclista a Aragon.
Belgowie realnie patrząc liczyć mogą chyba tylko na dwóch kolarzy: Vandenbroucke'a, który tym razem pojedzie w barwach włoskiej ekipy Fassa Bortolo oraz Petera Van Petegema (Lotto), który tej wiosny prezentuje równą wysoką formę, lecz wciąż pozostaje bez wielkiego wyniku (był dziesiąty w M-SR, szesnasty w RvV, szósty w P-Roubaix i piąty w AGR). PVP jest co prawda specjalistą od mniej górzystych, flandryjskich klasyków, ale i L-B-L zdołał już ukończyć na wysokim siódmym miejscu w 2002 roku. Co najmniej trzech świetnych kolarzy wystawi w składzie T-Mobile Walter Godefroot (zwycięzca L-B-L z roku 1967). Pod jego wodzą pojadą piąty i szósty kolarz tegorocznej Strzały Walońskiej: Kazach Aleksander Winokurow i Niemiec Andreas Kloden, a przede wszystkim najlepszy w obecnej chwili zawodnik tej drużyny młody Matthias Kessler - szósty w AGR, trzeci w FW, zaś w L-B-L również szósty przed dwoma laty. Oni będą walczyć o zwycięstwo, zaś triumfator Ronde van Vlaanderen Steffen Wesemann będzie się starał dojechać do mety jak najbliżej czołówki i tym samym utrzymać prowadzenie w pucharowej klasyfikacji co jednak biorąc pod uwagę bliskość: Rebellina, Bettiniego czy Holendra Michaela Boogerda z Rabobanku może okazać się zadaniem ponad jego siły. Drugi w tegorocznym Amstel Gold Boogerd był również drugi w L-B-L 1999 oraz trzeci w "La Doyenne" przed rokiem. "Boogie" nie ma jednak szczęścia do pucharowych zwycięstw - w sumie już dziewięć razy bywał na podium pucharowych zawodów, lecz triumf odniósł tylko jeden w AGR 1999. Obok niego wystąpi inny Holender, zwycięzca PŚ 2001 Erik Dekker - który po dwóch sezonach zmagań z kontuzjami jakby odnalazł dawną formę i tej wiosny był już piąty w Ronde i siódmy w Amstel Gold. Zgodnie z doświadczeniami ostatnich lat trzeba będzie uważać również na pomarańczowych Basków z Euskaltel. Tym razem zabraknie wśród nich drugiego przed rokiem Ibana Mayo, lecz pojawią się: David Etxebarria (drugi w 2000 i trzeci w 2001 roku) oraz Samuel Sanchez (szósty w ubiegłorocznej edycji). Na koniec wśród "młodych czarnych koni" 90. L-B-L wymieniłbym jeszcze: zwycięzcę Vuelta al Pais Vasco i drugiego w Aragonii Rosjanina Denisa Mienszowa (Illes Balears), przygotowującego się do Giro Ukraińca Jarosława Popowicza (Landbouwkrediet) oraz czwartego przed rokiem Włocha Michele Scarponiego (Domina Vacanze), który to samo miejsce zajął przed paroma dniami na Fleche Wallonne. Polskie kolarstwo reprezentować będą aż trzej kolarze: Piotr Wadecki (Lotto), Zbigniew Piątek (Chocolade Jacques) oraz Dariusz Baranowski (Liberty Seguros) jednak wydaje się wątpliwe czy którykolwiek z nich jest obecnie w stanie zbliżyć do naszego najlepszego wyniku w tym klasyku tj. dwunastego miejsca Zbigniewa Sprucha z 1999 roku.
MAGICZNY
TYDZIEŃ
REBELLINA
Przez lata pomimo wielkiej regularności na wysokim poziomie zarzucano mu brak zwycięstw w najważniejszych imprezach. Zwracano uwagę na nieumiejętność wzięcia "spraw we własne ręce" i jazdę w cieniu innych faworytów. W przeciągu tygodnia Włoch Davide Rebellin (Gerolsteiner) z kolarza bardzo dobrego, lecz zarazem niezbyt błyskotliwego i przez to niedocenianego stał się największym asem w świecie klasyków, kroczącym od zwycięstwa do zwycięstwa dzięki umiejętności obrania optymalnej taktyki i zdolności wykorzystania najmniejszego choćby objawu słabości najgroźniejszych ze swych rywali. Również na trasie 90. Liege-Bastogne-Liege lider "Mineralnych" nie znalazł pogromcy tym samym sięgając po hat-trick (Amstel Gold Race - Fleche Wallonne - L-B-L) nie notowany dotąd w annałach profesjonalnego kolarstwa!
Jak dotąd ledwie dwóch kolarzy przy trzech okazjach ugrało w tym samym sezonie dublet L-B-L + AGR: Belg Eddy Merckx (1973, 1975) i Szwajcar Mauro Gianetti (1995). Natomiast podobny ardeński dubel czyli FW + L-B-L zdarzył się dotąd pięciokrotnie za sprawą czterech sław: Szwajcara Ferdi Kublera (1951-52), Belga Stana Ockersa (1955), Merckxa (1972) i Włocha Moreno Argentina (1991). Trzeba jednak od razu wyjaśnić, iż Kubler i Ockers nie mieli szans na hat-trick w stylu Rebellina z uwagi na fakt, iż AGR zainaugurowano dopiero w sezonie 1966. W czasach Merckxa zaś holenderski AGR wyprzedzał w kalendarzu ardeński duet (FW + L-B-L) o dwa, a nawet trzy tygodnie i stąd pomiędzy tymi imprezami rozgrywano jeszcze Paris-Roubaix, a nie rzadko również Ronde van Vlaanderen i Gent-Wevelgem. Dopiero w erze obecnego Pucharu Świata czyli w czasach Argentina i Gianettiego tercet górzystych klasyków został ułożony w kalendarzu UCI po sąsiedzku, aczkolwiek w kolejności: FW - L-B-L - AGR i w odstępie dziesięciu, a nie jak obecnie tylko siedmiu dni. Obecne najbardziej sprzyjające okoliczności w żaden jednak sposób nie umniejszają wspaniałego wyczynu kolarza urodzonego przed blisko 33 laty w San Bonifacio (miasteczku na drodze pomiędzy Weroną a "żużlowym" Lonigo).
Jubileusz "Staruszki" zaczął się w szybkim tempie (peleton pokonał 44 kilometry przez pierwszą godzinę zmagań), lecz do 70 km żadna z akcji zaczepnych nie powiodła się. Dopiero w tym momencie grupa zasadnicza pozwoliła odjechać piątce zawodników składzie: Inaki Isasi (Hiszpania, Euskaltel); Laurent Lefevre (Francja, Brioches la Boulangere); Marcel Strauss (Niemcy, Gerolsteiner); Bram Tankink (Holandia, Quick Step) i Jurgen Van de Walle (Belgia, Chocolade Jacques), który zaczął całą akcję. Po kilku następnych kilometrach dołączył do nich drugi "czekoladowy" kolarz Łotysz Raivis Belohvosciks. Peleton zapadł w tym czasie w letarg i na "fałszywym półmetku" w Bastogne tracił już do uciekającej "szóstki" aż 9:00! Prawdziwa pogoń zaczęła się dopiero około 120 km za sprawą ekip: Phonak, Rabobank i T-Mobile, zaś niespełna 10 km dalej od czołówki jako pierwszy odpadł ten, który jako ostatni do niej dołączył czyli specjalista od czasówek - Belohvosciks. Wkrótce do pościgu dołączyła jeszcze w drużyna Lotto i na drugiej górce dnia Côte de Wanne (154 km) przewaga "piątki" wyniosła już bezpieczne 5:25 na przeszło sto kilometrów przed metą. Następnie wiele sił z odważnych śmiałków "wyssały" bardzo strome podjazdy nr 3 i nr 4 czyli Côte de Stockeu i Côte de Wanneranval. W efekcie na szczycie wzniesienia nr 5 tj. Côte du Rosier (194 km) wyprzedzali oni peleton już tylko o 1:20, zaś pomiędzy ucieczką a grupą zasadniczą wjechała tam jeszcze trójka: Norweg Kurt-Asle Arvesen i Niemiec Jorg Jaksche (obaj Team CSC) oraz Rosjanin Aleksander Botczarow (Credit Agricole). Pomiędzy dwoma czołowymi grupkami doszło do przegrupowania sił na podjeździe pod Côte de la Vecquée (206,5 km). Trzech spośród uciekających od przeszło 130 kilometrów zawodników nie wytrzymało tempa swych kompanów jak i przede wszystkim kontraatakujących rywali. Na szczyt hopki nr 6 wjechała wciąż "piątka", lecz już w składzie: Arvesen, Botczarow, Jaksche, Strauss i Tankink - z zyskiem 1:14 nad wciąż sporym peletonem.
Zgodnie z oczekiwaniami na stromej wspinaczce pod Côte de la Redoute (223,5 km) od czołówki odpadli mocno już "ujechani" Strauss i Tankink. Jednocześnie niewielki wzrostem góral Botczarow dość niespodziewanie zdołał na chwilę odjechać bardziej zanym rywalom z CSC. Za ich plecami w dużej grupie najbardziej aktywni pośród faworytów byli: Włoch Paolo Bettini (Quick Step) i Michael Boogerd (Rabobank), a dobre wrażenie sprawiał też Peter Van Petegem (Lotto). Jeszcze przed ósmym wzniesieniem Côte de Sprimont (229,5 km) peletonik dogonił uciekający tercet, lecz malutki Rosjanin zdołał jeszcze wygrać trzecią z rzędu premię liczoną do "klasyfikacji górskiej" wyścigu. Tuż przed podjazdem pod Sart-Tilman
defekty złapali dwaj faworyci: Boogerd i Niemiec Matthias Kessler (T-Mobile), lecz z pomocą kolegów szybko odzyskali kontakt z dużą grupą. W tym czasie do przodu ruszyli natomiast dwaj "robotnicy": Inigo Landaluze (Hiszpania, Euskaltel) i Patrick Sinkewitz (Niemcy, Quick Step). Uzyskali oni nawet kilkanaście sekund przewagi nad peletonem, który w bodaj 70-osobowym składzie zawitał na ulice Liege. Para ta została "połknięta" w końcu na początku ostatniej klasyfikowanej wspinaczki pod Côte de Saint-Nicolas (253 km). Swych sił spróbował jeszcze młody Kazach Andriej Kaseczkin (Credit Agricole) zanim do decydującego uderzenia przystąpili faworyci. Pierwszy przyśpieszył Van Petegem, lecz jego tempo podkręcił Boogerd, do którego dość spokojnie dojechał Rebellin i nie bez trudu Kazach Aleksander Winokurow (T-Mobile). Uzyskali oni 0:05 przewagi nad kolejnymi zawodnikami, którą po krótkim zjeździe powiększyli do 0:10. Z tyłu największą ochotę do pościgu za prowadzącymi przejawiał Bask z Euskaltel Samuel Sanchez. Na początku finiszowego wzniesienia pod Côte d'Ans tj. 1500 metrów przed metą mocny atak przypuścił Winokurow, Rebellin odczekał chwilę i zmusił tym samym Boogerda do wzięcia na siebie ciężaru pościgu za Kazachem. Po zjechaniu się całej trójki, na 500 metrów przed kreską zaatakował z kolei Boogerd, lecz sukces osiągnął tylko połowiczny gdyż umordował jedynie Winokurowa, a szczwanego Rebellina przywiózł (ku swej zgubie) na finałową prostą na swym kole. W tej sytuacji finisz był formalnością: Rebellin łatwo ograł Boogerda (+ 0:02), trzeci przyjechał Winokurow (+ 0:04), zaś czwarty Sanchez (+ 0:08). Walkę z 8-osobowej grupy o piątą lokatę wygrał Holender Erik Dekker (Rabobank) przed Kesslerem, Włochami Michele Scarponi (Domina Vacanze) i Ivanem Basso (Team CSC), ubiegłorocznym triumfatorem Tylerem Hamiltonem (Phonak), Hiszpanem Angelem Vicioso (Liberty Seguros), Niemcem Steffenem Wesemannem (T-Mobile) oraz Baskiem Davidem Etxebarrią (Euskaltel). Nowym liderem Pucharu Świata na półmetku został oczywiście Rebellin (200 punktów) przed Boogerdem (146) i Wesemannem (131), który całkiem dziarsko spisał się na górzystej trasie "La Doyenne". Z Polaków przyzwoicie spisał się jedynie Piotr Wadecki - "Wadek" stracił co prawda tylko 1:09 lecz zarazem zajął odległe 51 miejsce. Czy to pozwala na ostrożny optymizm przed Giro d'Italia gdzie Elblążanin obok Zbigniewa Piątka (Chocolade Jacques) i Sylwestra Szmyda (Saeco) będzie jednym z trzech naszych reprezentanów?
|