|
KLASYK DLA TAŃCZĄCYCH Z KOTAMI
Ostatni z wielkich wiosennych klasyków to Liege - Bastogne - Liege. Ten najstarszy i bodaj najbardziej górzysty z kolarskich "monumentów" jest wyścigiem dla zawodników dobrze jeżdżących w górach i zarazem potrafiących wygrać finisz z małej grupy asów. Aby po wizycie u "Staruszki" (jak bywa nazywany L-B-L) odjechać z główną nagrodą należy sobie umiejętnie poradzić z tuzinem jej "kotów" (ardeńskie wzgórza nazywane są z francuska "cotes").
HISTORIA: Przydomek "La Doyenne" czyli "Dziekanka" mówi wszystko. Nie ma starszego wyścigu wśród najbardziej prestiżowych imprez kolarskiego sezonu zaliczanych obecnie do cyklu Pro Touru. Pierwsza edycja tych zawodów zorganizowana została bowiem przez lokalne stowarzyszenie kolarskie "Liege Cyclist Union" już w 1892 roku, choć w formule tylko dla amatorów. Dwie pierwsze - rozgrywane pod koniec maja - edycje L-B-L wygrał miejscowy kolarz Leon Houa. Ten sam zawodnik wygrał również trzecią, lecz pierwszą profesjonalną edycję tego wyścigu zorganizowaną 26 sierpnia 1894 roku. Co ciekawe dopiero czwarty w tych zawodach był późniejszy pierwszy triumfator Tour de France Francuz Maurice Garin. Trzeba jednak powiedzieć, że dzisiejsza "Staruszka" rodziła się w bólach bo po roku 1894 następne wyścigi pod szyldem L-B-L odbyły się dopiero w latach 1908-1909 oraz 1911-1913. Dwie pierwsze zorganizowano z myślą o amatorach, zaś spośród trzech pozostałych dwie były zastrzeżone dla kolarzy "niezależnych" z kategorii independents. Jedynie w 1912 roku okazję do wykazania się dostali zawodowcy, a najlepszy pośród nich okazał się Belg Omer Verschoore. Dopiero po przerwie wojennej (1914-18) przez kolejnych sześć lat ścigali się w tym wyścigu "profi", aczkolwiek z kolei termin rozgrywania tej imprezy swobodnie wędrował po kalendarzu będąc rozgrywany najwcześniej 9 kwietnia w 1922 roku, zaś najpóźniej 28 września w 1919 roku. W tym czasie po dwie edycje L-B-L wygrali Belgowie: Louis Mottiat (1921-22) i Rene Vermandel (1923-24), zaś wyścig z sezonu 1920 ich rodak Leon Scieur, który rok później zwyciężył też na trasie "Wielkiej Pętli". Jednak w połowie lat dwudziestych wyścig ponownie oddano - aczkolwiek już po raz ostatni i tylko na pięć sezonów (1925-29) - we władanie wspomnianych już kolarzy "niezależnych". Pierwszą z owych edycji wygrał zaledwie 19-letni wówczas Belg rodem z Antwerpii Georges Ronsse, który niedługo później już jako profesjonalista sięgnął po dwa tytuły mistrza świata w latach 1928-29 oraz wygrywał klasyki takie jak: Bordeaux-Paris, Paris-Roubaix i Paris-Bruxelles. Podsumowując ten okres z historii wyścigu do końca lat dwudziestych przeprowadzono jedynie dziewiętnaście edycji "Dziekanki", w tym tylko osiem z myślą o zawodowcach. Dopiero w sezonie 1930 zawodowcy na dobre odzyskali L-B-L, zaś wygrał wówczas jako pierwszy obcokrajowiec wśród "profich" Niemiec Hermann Buse (wcześniej w 1908 roku wśród amatorów wygrał Francuz Andre Trousselier). Najjaśniejszą postacią wyścigu w latach trzydziestych był jednak kolejny Belg tzn. Alfons Scheppers, który jeszcze w 1929 roku wygrał edycję dla niezależnych, zaś w latach 1931 i 1935 okazał się najlepszy pośród "profich". Ostatnie przerwy w historii "La Doyenne" związane były z okresem II Wojny Światowej podczas której rozegrano tylko jeden wyścig w dniu 27 czerwca 1943 roku wygrany przez Belga Richarda Depoortera, który w pokonanym polu pozostawił późniejsze sławy belgijskiego kolarstwa czyli Stan'a Ockersa i Briek'a Schotte. Pierwszą powojenną edycję L-B-L rozegrano ledwie trzy miesiące po zakończeniu działań wojennych bo już 5 sierpnia 1945 roku. Zwyciężył wówczas Belg Jan Engels, zaś wspomniany Depoorter wrócił jeszcze na najwyższy stopień podium w 1947 roku. W jego ślady poszedł zaś kolejny Belg Prosper Depredomme zwyciężając w latach 1946 i 1950. Natomiast w sezonie 1949 wyścig doczekał się trzeciego triumfatora rodem z zagranicy w osobie Francuza Camille'a Danguillaume. Co ciekawe w latach 1951-64 Liege - Bastogne - Liege był rozgrywany podczas tego samego weekendu co Fleche Wallonne! Co godne podkreślenia dwóm zawodnikom udało się dzień po dniu wygrać obie te imprezy. Szwajcar Ferdy Kubler popisał się tego rodzaju ardeńskim dubletem nawet dwukrotnie bo w latach 1951-52, zaś wspomniany już Ockers powtórzył wyczyn Helweta w 1955 roku. Warto przy tym zauważyć, że tak Kubler (w sezonie 1951) jak i Ockers (w sezonie 1955) zostali później mistrzami świata. Oprócz Kublera w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych L-B-L wygrało jeszcze czterech "obcych" tzn. Luksemburczyk Marcel Ernzer w 1954, Holender Albertus Geldermans w 1960, Włoch Carmine Preziosi w 1965 oraz słynny Francuz Jacques Anquetil w 1966 roku. W latach pięćdziesiątych najskuteczniejszy był jednak Belg Fred de Bruyne, który wygrał trzykrotnie w latach 1956 i 1958-59.
Pod koniec lat sześćdziesiątych nie tylko na ardeńskich szlakach nastała era największego z Belgów czyli Eddy Merckxa (widocznego na powyższym zdjęciu). "Kolarz wszechczasów" triumfował w Liege (bądź Verviers gdzie na rok przeniesiono metę wyścigu) aż pięciokrotnie w latach 1969, 1971-73 i 1975. Poza tym "Kanibal" był też w L-B-L drugi w 1967 oraz trzeci w 1970 roku kiedy to zdystansowali go jego rodacy Walter Godefroot oraz Roger De Vlaeminck i Frans Verbeeck. W sezonie 1972 Merckx podobnie jak dwie dekady wcześniej Kubler czy Ockers wygrał w Ardenach obok L-B-L także Fleche Wallonne. Jednak wraz z jego odejściem z zawodowego peletonu fortuna odwróciła się od Belgów. Ostatnim spośród gospodarzy, który zdołał wygrać "La Doyenne" więcej niż raz był Joseph Bruyere triumfujący po solowych rajdach w latach 1976 i 1978. Dość powiedzieć, że podczas gdy do roku 1976 Belgowie wygrali aż 54 z 63 edycji wyścigu to w ciągu ostatnich trzydziestu lat ta sama sztuka udała się im tylko cztery razy. Po drugim sukcesie Bruyere'a gospodarze cieszyli się bowiem jeszcze tylko ze zwycięstw: Erica Van Lanckera (1990), Dirka De Wolfa (1992) i Francka Vandenbroucke'a (1999). Pierwszoplanowe role w najnowszej historii wyścigu odgrywały gwiazdy spoza Belgii. Sławny Francuz Bernard Hinault wygrał L-B-L w latach 1977 i 1980. Szczególnie imponujące było jego drugie zwycięstwo, bowiem 20 kwietnia 1980 roku kolarzom przyszło się zmagać nie tylko z dystansem i wzniesieniami, ale też ze śnieżycą i temperaturą bliską zera! Hinault zaatakował 80 kilometrów przed metą by po solowej akcji godnej wielkiego mistrza wygrać z przewagą aż 9:24 nad Holendrem Hennie Kuiperem i Belgiem Ronny Claesem. Tą morderczą edycję wyścigu ukończyło ledwie 21 ze wszystkich 174 jej uczestników.
Po dwa zwycięstwa w Liege sięgnął też najwszechstronniejszy kolarz lat osiemdziesiątych Irlandczyk Sean Kelly, który był najszybszy w Liege w latach 1984 i 1989. Niemniej jednak na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Ardeny był przede wszystkim "okręgiem łowieckim" Włocha Moreno Argentina (widocznego na powyższym zdjęciu). Mistrz świata z 1986 roku wygrał L-B-L czterokrotnie w latach 1985-87 i 1991. Godny uwagi jest fakt, iż ostatnie z tych zwycięstw zbiegło się w czasie z drugim spośród łącznie trzech sukcesów Włocha na trasie Strzały Walońskiej. Również w minionej dekadzie najwięcej do powiedzenia na trasie do Liege mieli Włosi. Dwukrotnie wygrywali Michele Bartoli (1997-98) i Paolo Bettini (2000 i 2002), zaś w sezonie 2004 triumfował Davide Rebellin stając się jedynym w dziejach zawodowego kolarstwa autorem hat-tricku zwycięstw w Amstel, Fleche & Liege. Na liście triumfatorów wyścigu zwraca uwagę szwajcarski renesans z lat 1995-96 i 2001 kiedy to do sukcesów Kublera nawiązali: Mauro Gianetti, Pascal Richard i Oskar Camenzind. Można też powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat "La Doyenne" otworzyła się na świat. Pierwszy kolarz ze wschodniej Europy Rosjanin Jewgienij Bierzin wygrał ją w 1994 roku. Z kolei w latach 2003 i 2005 triumfowali w Liege pierwsi zawodnicy spoza Europy tzn. niesławny dziś Amerykanin Tyler Hamilton i zawsze waleczny Kazach Aleksander Winokurow. Przed rokiem wyścig doczekał się zaś pierwszego triumfatora rodem z Hiszpanii w osobie Alejandro Valverde. Tym sposobem Valverde jako szósty kolarz w historii ustrzelił dublet Fleche + Liege, a przy okazji wyśrubował jeszcze rekord średniej prędkości wyścigu do poziomu 41,202 km/h. Spośród polskich zawodników najlepszymi wynikami w L-B-L podobnie jak w kilku innych wiosennych klasykach może się pochwalić Zbigniew Spruch, który w Liege był dwunasty w 1999 oraz piętnasty w 2000 roku. GEOGRAFIA: Najstarszy z klasyków wiedzie przez górzyste tereny Walonii tzn. francuskojęzycznego regionu Belgii. Przy czym trasa L-B-L w odróżnieniu od środowej Strzały Walońskiej (Fleche Wallonne) wiedzie szosami wschodniej części tego regionu poprzez prowincje Liege i Luxembourg. Wyścig jak wynika z samej nazwy składa się niejako z dwóch połówek tzn. "z Liege do Bastogne" i "z Bastogne do Liege". Obie części tego klasyku nie są bynajmniej swoimi bliźniaczymi kopiami. Jak przystało na wyścig klasyczny z prawdziwego zdarzenia "im dalej w las tym więcej drzew" czyli największe trudności pojawiają się w drugiej części wyścigu. Wystarczy tylko wspomnieć, iż droga do Bastogne liczy sobie tylko 107 kilometrów urozmaiconych zaledwie dwoma podjazdami. Natomiast droga powrotna od Bastogne to odcinek 155 kilometrów najeżony aż dziesięcioma wzniesieniami. Ten wyścig śmiało może rywalizować z innymi monumentami o miano najtrudniejszego jednodniowego wyścigu w światowym kalendarzu. Jeśli za kryterium oceny skali trudności poszczególnych klasyków przyjąć wypracowaną przez szereg lat rekordową przeciętną poszczególnych imprez tej rangi to okaże się, iż właśnie L-B-L może się pochwalić najmniej wyśrubowanym rekordem - przed rokiem zwycięski Alejandro Valverde wykręcił średnią 41,202 km/h. A wiadomo wszak, że im trudniejsza trasa tym z reguły niższa prędkość kolarskiego peletonu.
Kolarze wyruszają z centrum Liege, a dokładnie rzecz ujmując z placu św. Lamberta będącego patronem tego miasta. Początkowo trasa wiedzie w kierunku południowo-wschodnim w kierunku miejscowości Gomzé-Andoumont (9 km) by kilka kilometrów dalej skręcić na południowy-zachód w kierunku miasteczka Aywaille (22,5 km). Następnie po 37 kilometrach wyścig wkracza na teren prowincji Luxembourg by poprzez Barvaux (44 km), Hotton (62 km), La Roche-en-Ardenne (79,5 km) i Bertogne (97 km) dotrzeć do bieguna południowego trasy tego wyścigu czyli wspominanej już miejscowości Bastogne (107 km). Na całym tym odcinku znajdują się tylko dwa klasyfikowane podjazdy czyli Côte de Ny (57,5 km) oraz Côte de la Roche-en-Ardenne (82 km). Po nawrocie wyścig zmierza tym razem w kierunku północno-wschodnim przez kolejnych 60 kilometrów szosami prowincji Luxembourg poprzez miejscowości Houffalize (128 km), Limerlé (145 km) oraz Vielsam (161,5 km). W międzyczasie trzeba się zmierzyć z krótkim, ale bardzo stromym podjazdem Saint-Roch (129 km). Wyścig nabiera rumieńców wraz z powrotem do prowincji Liege około 170 kilometra. Na przestrzeni kolejnych 40 kilometrów znajduje się bowiem aż pięć trudnych podjazdów. Najpierw trójkowa kombinacja podjazdów: Côte de Wanne (173 km), Côte de Stockeu (179,5 km) i Côte de la Haute-Levée (185 km), zaś po chwili odpoczynku poprawka pod wzniesienia Côte du Rosier (197,5 km) i Côte de la Vecquée (210 km). To właśnie w tym rejonie następuje wstępna selekcja w gronie uczestników i tym samym na około 50 kilometrów przed metą wyścigu "w grze" pozostaje zazwyczaj już tylko kilkudziesięciu zawodników. Warto też dodać, że tym momencie peleton L-B-L wjeżdża na wysokości bezwzględne ponad 500 metrów n.p.m. co szczególnie przy dawnym terminie jego rozgrywania (połowa kwietnia) powodowało rozmaite - nawet śnieżne - niespodzianki pogodowe.
Po pokonaniu Côte de la Vecquée przychodzi pora na dłuższe odcinki zjazdów szeroką szosą w kierunku miejscowości Sougné-Remouchamps (223,5 km). Tuż za nią rozpoczyna się decydująca faza wyścigu. Bardzo dobra okazją do przeprowadzenia dalszej selekcji jest dochodzący max. do 19% podjazd pod Côte de la Redoute (227,5 km), który początkowo prowadzi drogą równoległą do autostrady E-25, która to stanowi niezły punkt widokowy na ta fazę wyścigu. Kolejny podjazd czyli Côte de Sprimont (233 km) jest bodaj najłatwiejszy z całego tuzina wzniesień L-B-L, lecz pomimo to także na nim zdarzają się przegrupowania po wydarzeniach na La Redoute czy też ważne dla dalszych losów wyścigów kontrakcje. Ostatnim podjazdem przed powrotem do Liege jest położony w lesie za miasteczkiem Tilff (242,5 km) podjazd pod Côte du Sart-Tilman (248 km). Potem przychodzi czas na bardzo szybkie 5 kilometrów prowadzące w dół drogą krajową N-63 do samego Liege. W samym zaś mieście czyli na ostatnich 9 kilometrach jak przystało na górzysty klasyk trzeba pokonać jeszcze dwie górki. Najpierw ostatni klasyfikowany podjazd czyli Côte de Saint-Nicolas (256,5 km), który jest wystarczająco stromy by zawodnik pewny swej wartości zdecydował się na solowy atak. To jednak nie koniec krótkich, lecz intensywnych wspinaczek na pełnym gazie. Po pokonaniu przeszło 260 morderczych kilometrów na ostatnich 1500 metrach trzeba jeszcze podjechać do mety w Ans na północno-zachodnim przedmieściach Liege. Wzniesienie Côte d'Ans miejscami ma nawet 15% nachylenia i kończy się ledwie 300 metrów przed metą zawodów. Dalej już tylko zakręt w lewo i finisz na ulicy Rue Jean-Jaures. ARDEŃSKIE WZGÓRZA (COTES):
SCENARIUSZE z HISTORII NAJNOWSZEJ:
Edycja 2002: Po kilku kilometrach od peletonu odjeżdża młody Francuz Fabrice Salanson, do którego po pewnym czasie dołącza Niemiec Andreas Kloden. Na "fałszywym półmetku" w Bastogne (103 km) para ta osiąga aż 22 minuty przewagi nad grupą zasadniczą. Jednak w chwili gdy liderzy wspinają się pod Stockeau (166 km) ich zysk wynosi już tylko około 10 minut. Na podjeździe pod Wanneranval (175 km) Kloden niespodziewanie nie jest w stanie wytrzymać tempa Francuza. Na wzniesieniu Rosier (189 km) Salanson ma jeszcze 5:50 nad atakującym z peletonu Austriakiem Matthiasem Buxhoferem i 6:20 nad peletonem, który właśnie złapał Klodena. Na podjeździe pod Vecquee (20 km) z grupy zasadniczej atakują Włosi: Massimo Codol i Stefano Garzelli i za ich sprawą tworzy się 14-osobowy pościg, który szczyt tego wzniesienia osiąga 3:50 po dzielnym Francuzie. Po 220 km ucieczki solowej, w duecie i znów na solo Salanson musi dać w końcu za wygraną na początku podjazdu pod La Redoute (223 km). Za sprawa tempa narzuconego przez Garzelliego i Ivana Basso czołowa grupka pęka i na czele pozostaje siedmiu zawodników, w tym sześciu Włochów! Oprócz wyżej wymienionych są to: Paolo Bettini, Massimo Codol, Mirko Celestino, Alessandro Spezialetti i rodzynek z Niemiec Matthias Kessler. Na podjeździe pod Sprimont (229 km) pościg ma jeszcze kontakt wzrokowy z liderami, ale u podnóża Sart-Tilman (240 km) przewaga siódemki wynosi już 50 sekund. Na wzniesieniu tym Garzelli dyktuje tempo zbyt mocne dla Spezialettiego i tym samym ekipa Mapei uzyskuje przewagę liczebną w odjeździe. Garzelli jest tego dnia niezmordowany najpierw mocno pracuje, a potem atakuje pod Saint-Nicolas (253 km) i tylko jego kolega z Mapei jest w stanie się z nim utrzymać. Na 3 km przed meta mają oni już 18 sekund zysku nad pozostałą czwórką. Ostatecznie za porozumieniem stron Bettini wygrywa swoje drugie L-B-L. Garzelli jest oczywiście drugi, zaś z grona pokonanych najlepszy okazuje się Basso, który do mety dociera 15 sekund po zawodnikach Mapei. Ogółem pięć pierwszych miejsc dla Włochów, bowiem czwarty jest Celestino, a piąty Codol! Szóste miejsce dla Kesslera, zaś pierwszą grupę pościgową ze stratą 1:03 przyprowadza Belg Peter Van Petegem. Edycja 2003: Około 48 kilometra odjeżdża międzynarodowy kwartet w składzie: Szwajcar Martin Elimger, Kolumbijczyk Victor Hugo Pena, Włoch Marco Pinotti i Francuz Benoit Vaugrenard. W Bastogne (98,5 km) mają oni 3 minuty przewagi na tercetem Belgów: Marc Streel, Kurt Van De Wouwer i Michel Vanhaecke oraz 9:45 nad peletonem. Na 164 kilometrze grupa zasadnicza łapie Belgów, zaś akcja czwórki liderów kończy się na podjeździe pod Stockeau. Niemal od razu kontruje 10 nowych śmiałków m.in. Niemiec Udo Bolts, Amerykanin Bobby Julich czy Szwajcar Beat Zberg. Grupka ta rośnie o kilka osób na podjeździe pod Rosier (194 km). Nowymi twarzami wśród liderów są m.in. Włoch Francesco Casagrande i Belg Mario Aerts. Po przegrupowaniach, na zjazdach ze wzniesienia Vecquee atakuje Belg Axel Merckx, do którego dołączają Austriak Gerrit Glomser i Włoch Cristian Moreni. Jeszcze przed La Redoute do akcje ta zasilają: Bask Igor Astarloa, Hiszpan Angel Vicioso i Niemiec Fabian Wegmann. Merckx jest siłą napędową grupy liderów i to głównie za jego sprawa liderzy na Sprimont mają 50 sekund przewagi nad pościgiem, w którym aktywny jest Lance Armstrong. Belg czuje się na tyle dobrze, że podejmuje próbę samotnego ataku, ale ostatecznie zostaje złapany i zgubiony na Sart-Tilman (242 km) przez kwintet: Armstrong, Włoch Michele Bartoli, Moreni, Hiszpan Samuel Sanchez i Kazach Aleksander Szefer. Za sprawą "Bossa" do szczytu tego wzniesienia na czele dojeżdża tylko trójka liderów, w składzie: Armstrong, Sanchez i Szefer. Na zjazdach do Liege mają oni 27 sekund nad peletonem, w którym najciężej pracuje Niki Sorensen z Team CSC. Ostatecznie ta akcja kończy się na 8 km przed metą, zaś pod Saint-Nicolas (252,5 km) atakuje Bask Iban Mayo, do którego dojeżdżają Włoch Wladimir Belli i Holender Michael Boogerd. Po nich do czołówki dojeżdża jeszcze kilku zawodników i to jeden z nich Amerykanin Tyler Hamilton przypuszcza atak na płaskim odcinku drogi przed Ans. Zyskuje wystarczającą wyraźną przewagę i mimo pościgu Boogerda oraz Mayo samotnie dociera do mety. Hamilton jako pierwszy zawodnik spoza Europy wygrywa L-B-L mając 12 sekund przewagi nad Mayo i 14 nad Boogerdem. Czwarty ze stratą 21 sekund jest Włoch Michele Scarponi, zaś jego rodak Francesco Casagrande wygrywa finisz po piąte miejsce z 6-osobowej, tracącej 29 sekund. Edycja 2004: Dopiero tuż przed 60 kilometrem zawiązuje się pierwszy poważny odjazd, w którym są: Belg Jurgen Van de Walle i Łotysz Raivis Belohvosciks (obaj z Chocolade Jacques), Bask I?aki Isasi, Francuz Laurent Lef?vre, Niemiec Marcel Strauss oraz Holender Bram Tankink. Na punkcie zwrotnym wyścigu czyli w Bastogne mają oni 10 minut przewagi nad peletonem. Na 129 km z czołówki odpada Belohvosciks. Na podjeździe pod Stockeau (170,5 km) pozostała piątka ma już tylko 4:30 zysku nad grupą zasadniczą. Na podjeździe pod Rosier (194 km) z peletonu atakują zawodnicy Niemiec Jorg Jaskche i Norweg Kurt-Asle Arvesen (obaj z Team CSC) oraz Rosjanin Aleksander Botczarow. Na wzniesieniu Vecquee (206,5 km) trójka ta dołącza do Straussa i Tankinka, którzy w międzyczasie zgubili pozostałych towarzyszy ucieczki. Po La Redoute (223,5 km) na czele pozostają już tylko: Botczarow, Arvesen i Jaksche, lecz i ich dogania duża grupa na zjeździe ku Spirmont. Na podjeździe pod Sart-Tilman (244,5 km) z peletonu wyskakują: Niemiec Patrick Sinkewitz i Bask Inigo Landaluze uzyskując przewagę 18 sekund na zjeździe ku Liege. Ich akcja kończy się jednak na Saint-Nicolas (253 km), na którym to wzniesieniu z 50-osobowego peletonu skutecznie atakują: Holender Michale Boogerd, Włoch Davide Rebellin i Kazach Aleksander Winokurow. Ten ostatni próbuje solowej akcji na podjeździe do Ans, ale głównie za sprawą Boogerda jego próby są neutralizowane. Najsprytniej w finałowej rozgrywce zachowuje się Rebellin, który na ostatniej prostej wyskakuje zza pleców Holendra i wygrywa z przewagą 2 sekund nad Boogerdem i 4 nad Winokurowem. Za ich plecami ze stratą 8 sekund jako czwarty przyjeżdża Hiszpan Samuel Sanchez, zaś po 12 sekundach finisz z 8-osobowej grupki wygrywa Holender Erik Dekker. Rebellin staje się autorem unikalnego hat-trick zwycięstw w Amstel, Fleche oraz Liege. Edycja 2005: Na 29 kilometrze atakują Niemiec Steffen Wesemann i Hiszpan Benjamin Noval. Po kolejnych 14 km dołączają do nich: Francuz Walter Beneteau, Holender Koen De Kort i Belg Johan Verstrepen. Do Bastogne (96 km) piątka ta wjeżdża z przewagą około 8 minut nad peletonem. Na podjeździe pod Wanne (171 km) Wesemann i Noval odjeżdżają pozostałym ucieczkowiczom, ale w tym momencie mają już tylko 2:40 zysku nad grupą zasadniczą. U podnóża Rosier (195,5 km) łapie ich kontratakująca siódemka w silnym składzie: Paolo Bettini, Santiago Botero, Mirko Celestino, Karsten Kroon, Jens Voigt, Fabian Wegmann i Pieter Wenning. Tymczasem lider Pro Touru Danilo Di Luca ma zły dzień i traci kontakt z jadącym za tą grupką niewielkim peletonem. Po przegrupowaniach na Vecquee (206 km) na czele pozostaje około 30 zawodników. Przed szczytem tego wzniesienia atakuje Voigt, z którym zabiera się tylko Kazach Aleksander Winokurow. Zgodnie współpracując szybko uzyskują oni minutę i mimo kontrataków z peletonu udaje im się przetrwać La Redoute (223 km) z przewagą 22 sekund nad pościgiem. Potem znów zysk prowadzącej dwójki skacze do 1:24 na 20 km przed meta i spada do 0:45 po podjeździe pod Sart-Tilman. Zjazd do Liege okazuje się kolejnym sprzymierzeńcem dwójki śmiałków i do Saint-Nicolas dojeżdżają oni z bezpiecznym zapasem 1:13. W niespełna 20-osobowym peletoniku szaleją: Bettini, Michael Boogerd i Cadel Evans, lecz na 2 km przed metą zbliżają się tylko na 40 sekund do prowadzących. Liderzy tymczasem zgodnie wjeżdżają pod Ans i dopiero tuż na finiszowej prostej Winokurow skutecznie atakuje Voigta i dość pewnie wygrywa finisz. W pościgu najmocniejszy okazuje się Boogerd przejeżdżając linię mety jako trzeci ze stratą 14 sekund. Czwarty Bettini i piąty Evans tracą 24 sekund. Edycja 2006: Na 34 kilometrze Francuz Pierrick Fedrigo oraz Belg Serge Pauwels dają sygnał do ataku. Na 62 km dojeżdża do nich jeszcze 24 zawodników m.in. Juan Antonio Flecha, Michael Rogers, Marcos Serrano, Jens Voigt i Steffen Wesemann. W dużej grupie aż 26 zawodników reprezentowanych jest aż 20 z wszystkich 25 uczestniczących w wyścigu drużyn! Na dojeździe do Bastogne przewaga tak licznej ucieczki osiąga 6 minut. Na 170 km Wesemann przyśpiesza i odjeżdża od czołowej grupy - początkowo wraz z Luisem Perezem, a następnie samotnie. Na wzniesieniu Wanne (173 km) Niemiec ma jeszcze 1:55 zapasu nad peletonem. Jego akcja kończy się na podjeździe pod Vecquee (210 km). Podczas wspinaczki pod La Redoute (227,5 km) za sprawą Ivana Basso, Paolo Bettiniego, Damiano Cunego czy Andreasa Kesslera peleton na chwilę topnieje z 50 do 15 zawodników. Na podjeździe pod Sprimont (233 km) atakuje Joaquin Rodriguez, do którego dołącza Michael Boogerd. Obaj w ciągu 15 km tzn. do szczytu wzniesienia Sart-Tilman (248 km) zyskują 40 sekund nad grupą zasadniczą. Ich akcja kończy się jednak na Saint-Nicolas (256,5 km) za sprawą kontrataków Danilo Di Luki, Andreieja Kaszeczkina, Miguela A. Martina Perdiguero i Patrika Sinkewitza. Jednak nikomu tym razem nie udaje się w tym miejscu przeprowadzić decydującego ataku. Do podnóża wspinaczki pod Ans razem dojeżdża aż 12 zawodników tzn. Basso, Bettini, Boogerd, Cunego, Chris Horner, Di Luca, Kaszeczkin, Perdiguero, Frank Schleck, Sinkewitz oraz dwaj zawodnicy Caisse d'Epargne: Rodriguez i Alejandro Valverde. Na finałowym wzniesieniu próby ataku podejmują kolejno: Sinkewitz, Basso, Schleck, Boogerd i raz jeszcze Basso. Finisz na Rue Jean-Jaures rozpoczyna Sinkewitz, lecz na 150 metrów przed meta wyprzedza go Valverde, który wygrywa wyścig przed Bettinim i Cunego. Na kolejnych miejscach w tym samym czasie co zwycięzca linię mety mijają jeszcze: Sinkewitz, Boogerd, Perdiguero, Schleck i Horner. FAWORYCI TEGOROCZNEJ EDYCJI: W tym roku Ardeny jak na razie należą do zawodników niemieckiej ekipy Gerolsteiner. Niedzielny Amstel Gold Race padł bowiem łupem Niemca Stefana Schumachera, zaś środowa Fleche Wallonne Włocha Davide Rebellina. Dlatego też właśnie "Mineralnych" należy uznać za drużynę do pobicia na trasie 93 edycji "Dziekanki". Liderem tej ekipy w najbliższą niedzielę będzie z pewnością wielce doświadczony Rebellin, który obecnie jest "w wielkim gazie" i gdyby nie twarde reguły taktyki kolarskiej to zapewne wygrałby też na Maubergu, a teraz byłby na dobrej drodze do powtórzenia swego unikalnego tripletu Amstel, Fleche & Liege z sezonu 2004. Trzecim asem w szeregach tej drużyny jest kolejny z młodych Niemców Fabian Wegmann, który aktywnie jechał zarówno w Amstel Gold jak i Fleche Wallonne, zaś o tym, że potrafi jeździć górzyste klasyki przekonał wszystkich trzecim miejscem w ubiegłorocznym Giro di Lombardia. Wiele do powiedzenia powinna też mieć drużyna ubiegłorocznego zwycięzcy L-B-L czyli Caisse d'Epargne. Obrońca tytułu Hiszpan Alejandro Valverde jest bliski swej optymalnej dyspozycji co wykazał szóstym miejscem w Amstel oraz drugą lokatą we Fleche Wallonne. Podobnie jak przed rokiem będzie on mógł liczyć na pomóc swego oddanego kompana Joaquina Rodrigueza, który aktywnie jechał w końcówce obu ostatnich klasyków, przede wszystkim zaś w Strzale. Potencjalnie mocnym punktem tej ekipy może być również kolejny Hiszpan Luis Leon Sanchez (trzeci w tegorocznym Paris - Nice). Photo: Davide Rebellin
W kontekście L-B-L należy zawsze wspomnieć o dwukrotnym zwycięzcy tego wyścigu z lat 2000 i 2002 Włochu Paolo Bettini z Quick Stepu. "Il Grillo" był w Liege drugi przed rokiem, a swym występem w Amstel Gold zasygnalizował, że jest w dobrej formie. Bettini na trasie L-B-L nie musi atakować za wszelką cenę. Podobnie jak Valverde może on cały dzień jedynie kontrolować poczynania swych najgroźniejszych rywali by na prawie płaskich ostatnich 300 metrach zdać się na swą szybkość. Pod okiem mistrza świata cenne nauki ma pobierać będący jedną z największych nadziei włoskiego kolarstwa Giovanni Visconti. Za plecami Valverde i Bettiniego finiszował przed rokiem Włoch Damiano Cunego. Niekwestionowany lider ekipy Lampre na 2 tygodnie przed Giro d'Italia jest już w wysokiej dyspozycji. Na początku kwietnia był czwarty w Vuelta al Pais Vasco, zaś w minionym tygodniu "w cuglach" wygrał już po raz trzeci w swej karierze inną etapówkę Giro del Trentino. Najmocniejszym z jego pomocników powinien być Tadej Valjavec, który utrzymuje równą formę na wysokim poziomie od przeszło dwóch miesięcy. Słoweniec był już kolejno: trzeci w Ruta del Sol, drugi Vuelta a Valenciana, czwarty w Paris - Nice, siódmy w Vuelta al Pais Vasco, zaś w ostatnią środę był dziesiąty w Strzale Walońskiej. Młodemu Włochowi przydać się też zapewne nasz Sylwester Szmyd, który jak dotąd konsekwentnie buduje wysoką formę na Giro i pokazał się już z dobrej strony na początku tego miesiąca zajmując drugie miejsce w Settimana Lombarda (Bergamasca). Photo: Alejandro Valverde
Drużyna Liquigas z pewnością może liczyć na Danilo Di Lukę, który ma już na koncie zwycięstwa w Amstel Gold Race i Fleche Wallonne (oba z 2005 roku) i z chciałby obecnie skompletować swoją ardeńską kolekcje skalpów. "Killer ze Spoltore" jest bliski swej życiowej formy sprzed dwóch lat. W ostatnim tygodniu zajął trzecie miejsce tak w Amstel Gold jak i Fleche Wallonne. Jego przybocznymi na tegoroczny L-B-L powinni być szykujący się na swój debiut w Giro utalentowany młodzian Vincenzo Nibali i mocny u progu sezonu Franco Pellizotti. Po raz ostatni w "La Doyenne" wystąpi Michael Boogerd. Holender należał do pierwszoplanowych postaci wielu edycji L-B-L i stał na podium tego wyścigu aż czterokrotnie będąc drugi w 1999 i 2004 oraz trzeci w 2003 i 2005 roku. Spośród jego kolegów z Rabobanku należy wymienić przede wszystkim zwycięzcę Milano - San Remo Hiszpana Oscara Freire, który był ósmy w Amstel Gold i dwunasty we Fleche Wallonne potwierdzając tym samym, że jest nad wyraz wszechstronnym sprinterem. Następcą Boogerda ma być w niedalekiej przyszłości ledwie 23-letni Thomas Dekker, który nieźle spisał się w ubiegłą niedzielę zajmując dwunaste miejsce w Amstel Gold. Mocną ekipę na ten wyścig przysyła celująca raczej w wyścigi etapowe Astana. Kazach Aleksander Winokurow wygrał już w Liege w 2005 oraz był trzeci w 2004 roku. W minionym tygodniu błyszczał jednak bardziej inny członek tego zespołu Niemiec Andreas Kessler, który finiszował jako czwarty tak w AGR na Caubergu jak i we Fleche na Mur de Huy. Poza nimi wypada też uważać na rodaka Winokurowa Andrieja Kaszeczkina, który przed rokiem był trzeci nie tylko w wieloetapowej Vuelta a Espana, ale i górzystym klasyku takim jak Clasica San Sebastian. Photo: Paolo Bettini
Mocna jest też ekipa Saunier Duval, która miała aż trzech swoich zawodników w czołowej "20" Fleche Wallonne. Liderem tego zespołu jest młody Włoch Riccardo Ricco', który podczas Tirreno - Adriatico nie miał sobie równych na trudnych finiszach. Ricco' był w minionym tygodniu dziewiąty w Amstel Gold i piąty w Strzale Walońskiej. Obok niego trzeba wymienić jeszcze niespodziewanego triumfatora Vuelta al Pais Vasco Hiszpana Juana Jose Cobo oraz wielkiego specjalistę od wyścigów wieloetapowych Gilberto Simoniego, który wygrywał w swej karierze także włoskie semi-klasyki oraz był drugi w Giro di Lombardia 2005. Nie sposób wśród faworytów nie widzieć zawodników Team CSC. Najmocniejszym z nich jest obecnie Luksemburczyk Frank Schleck, który przed tygodniem był dziesiąty w Amstel (pomimo groźnej kraksy) oraz siódmy w tegorocznej Fleche. Siódmą lokatę starszy z braci Schlecków zajął też w ubiegłorocznym L-B-L. Inny członek tej ekipy Niemiec Jens Voigt stał już nawet na podium w Liege kiedy to w 2005 roku przegrał tylko z Winokurowem. Niezmordowany Voigt w ciągu ostatniego miesiąca wygrał po raz trzeci w swej karierze prestiżową "weekendówkę" Criterium Intenational, zaś potem jeden z etapów VaPV po charakterystycznej dla niego solowej akcji. Zespół T-Mobile postawi zapewne na Luksemburczyka Kima Kirchena i Niemca Patricka Sinkewitza. Kirchen był już w tym roku drugi w Tirreno - Adriatico i trzeci w Milano - Torino, zaś przed dwoma laty drugi we Fleche Wallonne. Sinkewitz jest w tym sezonie jakby w słabszej formie, ale wypada pamiętać że przed rokiem na mecie w Ans był czwarty. Do faworytów nie będzie raczej należeć ekipa Discovery Channel. Co prawda młody Hiszpan Alberto Contador wygrał już w tym sezonie Paris - Nice i Vuelta Castilla y Leon, lecz to było w marcu. Począwszy od Vuelta al Pais Vasco jego forma zaczęła zniżkować. Inny z potencjalnych liderów tej drużyny Ukrainiec Jarosław Popowicz również niczym nie zachwycił tak podczas Amstel Gold Race jak i we Fleche Wallonne. Photo: Damiano Cunego
W zespole Milram jest dwóch fachowców od górzystych klasyków, lecz zarówno ex-mistrz świata i zwycięzca Strzały Walońskiej z 2003 roku Bask Igor Astarloa jak i Włoch Mirko Celestino, którego najcenniejszym sukcesem pozostaje zwycięstwo w Giro di Lombardia 1999 nie pokazali jeszcze w tym sezonie nic godnego uwagi. Wyróżnić należy także Hiszpana Samuela Sancheza z Euskaltel, który przed rokiem był najlepszy w Meisterschaft von Zurich oraz drugi we Fleche Wallonne i Giro di Lombardia, zaś w tym sezonie trzeci w VaPV. Z kolei belgijską grupę Predictor poprowadzi zapewne Australijczyk Cadel Evans, który w Liege był już piąty w 2005 roku. Spośród ekip francuskich najmocniejsze wydaje się Ag2R. Dwaj zawodnicy tej ekipy skończyli w czołowej "10" Strzałę Walońską: szósty był Włoch Rinaldo Nocentini, zaś ósmy Francuz John Gadret. Belg Philippe Gilbert jest nadzieją La Francaise des Jeux. Tym bardziej, że przed rokiem na podjeździe do Ans wygrał ostatni etap Eneco Tour. W pozostałych zespołach znad Sekwany liderami powinni być: Włoch Cristian Moreni w Cofidisie, Rosjanin Aleksander Botczarow w Credit Agricole oraz Jerome Pineau w Bouygues Telecom. Organizatorzy z A.S.O. po raz kolejny pozostawili za burtą ekipę Unibet.com, zaś stawkę uczestników uzupełnili pięcioma drużynami spoza Pro Touru. W ekipie Agritubel mamy przede wszystkim czternastego we Fleche Wallonne Francuza Benoit Salmon. W zespole Barloworld najmocniejszy wydaje się być zwycięzca Bergamaski Rosjanin Aleksander Jefimkin. Podczas Strzały Walońskiej trzynasty był Belg Jelle Vanendert z Chocolade Jacques. W tym samym wyścigu najlepiej z ekipy Landbouwkrediet wypadł inny Belg Bert De Waele, zaś w szeregach Tinkoff Credit Systems Rosjanin Jewgienij Pietrow. Photo: Danilo Di Luca
|