WŁOSKIE ŚWIĘTO WIOSNY

Piętnasta już edycja Pucharu Świata tradycyjnie rozpocznie się od włoskiego wyścigu Milano - San Remo. Zgodnie ze swym przydomkiem czyli "Primavera" (wiosna) wyścig wiodący ze stolicy najbogatszej włoskiej prowincji Lombardii czyli Mediolanu poprzez Appeniny do portu jachtowego na liguryjskim wybrzeżu odbędzie się w pierwszy weekend tej pory roku. Klasyk ten jest najdłuższą jednodniową imprezą w całym szosowym sezonie. W latach 1982-2000 już po dodaniu Cipressy wyścig liczył aż 294 kilometry. W roku 2001 zimowe ulewne deszcze i błotne lawiny w rejonie przełęczy Turchino (542 m. n.p.m.) zmusiły organizatorów do wytyczenia przejazdu przez Appeniny poprzez wyższą przełęcz Bric Berton (773 m. n.p.m.) co doprowadziło do skrócenia trasy dwóch kolejnych edycji do "zaledwie" 287 kilometrów. Prace nad renowacją dróg wokół Turchino już zakończono i wydawało się, iż wyścig powróci do swego normalnego szlaku. Tymczasem w ostatnich dniach pojawiły się problemy w dalszej części trasy tj. na via Aurelia (nadmorskiej alei) około 240 kilometra. Z tej przyczyny trzeba było ad hoc przygotować objazd co tym razem wydłużyło dystans do aż 297 kilometrów, lecz zarazem z "rozpiski" kolarzy wypadła jedna z pięciu znanych "hopek" tj. Capo Mele. Jednak naistotniejsze dla losów wyścigu są trzy ostatnie podjazdy: Capo Berta (130 m. n.p.m.), Cipressa (240 m.) i Poggio (162 m.) na zaledwie 5,3 km przed metą. Właśnie na nich najmocniejsi zawodnicy mają jedyną okazję do skutecznej ucieczki przed rozpędzonym peletonem i tym samym na pokrzyżowanie planów sprinterom, którzy od sezonu 1997 zdominowali ten wyścig.

W ostatnich latach ściganie po włoskiej riwierze szczególnie upodobał sobie Niemiec Erik Zabel (Telekom). Berlińczyk wygrywał już na via Roma w San Remo czterokrotnie w latach 1997-98 i 2000-01, zaś w sezonie 1999 zajął drugie miejsce za Belgiem Andriejem Tchmilem. Przed rokiem na drodze Zabela do piątego zwycięstwa stanęła kraksa, w której wziął udział na 40 kilometrów przed metą. Niemniej dorobek z lat wcześniejszych plasuje już Niemca pośród największych postaci w historii M-SR. Podczas 93 edycji rozegranych od roku 1907 częściej zwyciężali jedynie dwaj wielcy mistrzowie: "kolarz wszechczasów" Belg Eddy Merckx wygrał siedmiokrotnie w latach 1969-76, zaś pierwszy włoski "Campionissimo" Costante Girardengo zwyciężał sześć razy pomiędzy 1918 a 1928 rokiem, a ponadto jeszcze pięć razy stawał na podium (trzy razy na drugim i dwa razy na trzecim jego stopniu). Podobnie jak Zabel czterokrotnie wygrywał w San Remo Włoch Gino Bartali (1939-40, 1947 i 1950), zaś "tylko" po trzy razy: największy z włoskich mistrzów Fausto Coppi (1946, 1948-49) oraz Belg Roger De Vlaeminck (1973, 1978-79). Przed rokiem swoje sportowe marzenie na via Roma spełnił największy sprinter ostatniej dekady Włoch Mario Cipollini, który pod nieobecność Zabela na finiszowej prostej wyraźnie wyprzedził Amerykanina Freda Rodrigueza oraz Szwajcara Markusa Zberga. "Król Lew" był już również dwukrotnie drugi na trasie M-SR (w latach 1994 i 2001), a teraz pragnie powtórzyć swój ubiegłoroczny wyczyn jadąc z tęczowej koszulce mistrza świata na swych barkach. "Olbrzym z Toskanii" wydaje się być w rewelacyjnej formie - przed tygodniem wygrał dwa etapy w Tirreno - Adriatico. Co prawda tuż po tym wyścigu zaczął narzekać na kłopoty zdrowotne, jednak bardziej "przygnębiony" był w połowie ubiegłego roku (teoretycznie kończył nawet karierę), a co osiągnął po tym "dołku" przeszło już do historii! Mimo wszystko więc zdaniem np. "La Gazzetta dello Sport" Cipolini uważany jest za największego (pięciogwiazdkowego) faworyta 94 edycji wyścigu.

Tuż za plecami rosłego kolarza ekipy Domina Vacanze wymienia się oczywiście wspomnianego już Zabela, a także dwukrotnego mistrza świata Hiszpana Oscara Freire Gomeza (Rabobank), który uprzedził Włocha na ostatnim etapie T-A. Natomiast spośród kolarzy, którzy liczyć będą raczej na powodzenie akcji zaczepnej na Cipressie lub Poggio najwyżej ocenia się szanse Włochów: ubiegłorocznego zwycięzcy PŚ Paolo Bettiniego (Quick Step) i Danilo Di Luca (Saeco). Obaj mają już w tym sezonie na koncie zwycięstwa w etapówkach, odpowiednio: Tour Mediterraneen i Giro della Liguria. Byli również blisko generalnego zwycięstwa w wyścigu "od morza do morza": Bettiniemu przeszkodziła kraksa na przedostatnim etapie, zaś Di Luca przegrał wyścig ostatniego dnia "na bonifikaty". Wspomniany już wyścig bezpośrednio poprzedzający M-SR ostatecznie padł łupem wschodzącej gwiazdy włoskiego peletonu 22-letniego Filippo Pozzato (Fassa Bortolo). Wychowanek Mapei jest mocny i szybki, lubi imprezy jednodniowe - w tym sezonie wygrał już Trofeo Laigueglia i Giro dell'Etna. Niemniej w razie "sprinterskiego scenariusza" młody kolarz swoje ambicje będzie musiał poświęcić dla dobra starszego kolegi Alessandro Petacchiego, który wygrał ostatnio Trofeo Luis Puig i sprinterski etap wyścigu Paryż - Nicea. Nieobliczalni są Włosi z grupy Alessio: doświadczony sprinter Fabio Baldato, który był tu już drugi w 2000 roku, a w lutym zwyciężył w Etoile de Besseges oraz rewelacja T-A (trzecie miejsce w "generalce" i wygrany etap) wszechstronny Ruggero Marzoli. Nie należy oczywiście zapominać o "szczwanym lisie" z niemieckiej grupy Gerolsteiner kolejnym Włochu Davidzie Rebellinie. Trzeci kolarz P-N chętnie przyłoży się do mocnego ataku na jednej z "hopek" by następnie ograć swych towarzyszy z ucieczki na finiszowych metrach. Jak widać "wiosna" przebiegać może pod znakiem włoskiej dominacji. Być może jednak do włoskich rozgrywek poza Zabelem i Freire "swoje trzy grosze" wtrąci także któryś z trzech szybkich Australijczyków: Baden Cooke (FdJeux.com), Robbie McEwen (Lotto) lub Stuart O'Grady (Credit Agricole). Ponadto u boku Rebellina pojedzie trzeci w ubiegłym roku młodszy z braci Zbergów, który w minioną środę ukończył T-A na szóstej pozycji. Kilku szybkich kolarzy ma w swych szeregach grupa Sidermec, wśród których liderami będą wspomniany już Rodriguez (drugi przed rokiem) i ex-mistrz świata Łotysz Romans Vainsteins (trzeci w sezonie 2001). Tymczasem jedynym Polakiem, który stanie na starcie w Mediolanie będzie kolarz Lampre z numerem 127 Zbigniew Spruch. "Zibi" nie ukończył jednak zarówno Het Volk jak i T-A czyli swoich obu najpoważniejszych prób przed inauguracją PŚ. Dlatego trudno spodziewać się po nim nawiązania do wyczynów z końca XX wieku, gdy w latach 1999-2000 mijał metę "wiosennych mistrzostw świata" na trzecim i czwartym miejscu.



TRIUMF DWÓCH PRZYJACIÓŁ

Peleton liczący 195 zawodników na trasę najdłuższego z wyścigów o Puchar Świata ruszył z mediolańskiego Piazza Sant'Ambroggio już o godzinie 9.30. O tak wczesnej porze temperatura wynosiła zaledwie 5 stopni Celcjusza, stąd kolarze zaczęli ściganie dość żwawo, a w solidnej rozgrzewce pomagał im umiarkowany północno-zachodni wiatr. Stąd nawet zazwyczaj senną pierwszą godzinę wyścigu przejechali w tempie ponad 40 km/h. Niedługo też wytrwali w komplecie. Otóż już na 20 kilometrze zaatakowała dziewiątka śmiałków: Carlos Da Cruz i Jacky Durand (obaj Francja, FdJeux.com); Stephane Auge (Francja, Credit Agricole); Peter Wrolich (Austria, Gerolsteiner); Jose Lopez Gil (Hiszpania, iBanesto.com); Ignacio Gutierrez (Hiszpania, Kelme); Paul Van Hyfte (Belgia, CSC); Wim Vansevenant (Belgia, Lotto) oraz Niki Aebersold (Szwajcaria, Team Coast). Tak licznego odjazdu faworyci nie mogli zlekceważyć i ich grupy musiały zdecydować się na utrzymywanie "harcowników" na niezbyt długiej co najwyżej kilkuminutowej "smyczy". Dziewiątka osiągnęła swą największą przewagę "tylko" 4.45 u podnoża Passo Turchino (128 km). Piętnaście kilometrów dalej na szczycie przełęczy zmalała ona już do 3.35, zaś z ucieczki ubył Lopez Gil.

W peletonie zgodnie z oczekiwaniami tempo regulowały ekipy: Domina Vacanze (lider - Mario Cipollini); Quick Step (Paolo Bettini); Rabobank (Oscar Freire) oraz Telekom (Erik Zabel) i już około 220 kilometra przewaga ucieczki zmalała do około minuty. Niemniej wyżej wymienione drużyny z wyrachowaniem postanowiły zostawić na czele słabnących uciekinierów tak długo jak będzie to możliwe by tym samym nie narażać się na "świeże" ataki. Na 238 kilometrze z czołówki odpadł Auge, zaś po Capo Berta na przedzie została już tylko trójka: Aebersold, Van Hyfte i Wrolich - lecz i ich wkrótce tj. na 261 kilometrze dopędził peleton. Grupa zasadnicza była już mocno rozpędzona i szykowała się do sforsowania ważnego strategicznie wzniesienia Cipressa. Na tej górze około 25 kilometrów przed metą jako pierwsi zaatakowali: Aleksander Botczarow (Rosja, Ag2R) i Mirko Celestino (Włochy, Saeco). Z licznego wciąż peletonu odpadł natomiast jeden z faworytów Włoch Alessandro Petacchi. Niedługo później, już na zjeździe z tej górki upadł i wycofał się z wyścigu drugi z liderów Fassa Bortolo Filippo Pozzato. Tymczasem jeszcze przed szczytem wzniesienia do Celestino dołączyła mocna czwórka: Bettini, Freire, Davide Rebellin (Włochy, Gerolsteiner) i Aleksander Winokurow (Kazachstan, Telekom). Akcja tej piątki osiągnęła maksymalny zysk 15 sekund, lecz przetrwała tylko 10 kilometrów. Domina Vacanze dowodzona przez doświadczonego Mario Scireę jeszcze tym razem zdołała skasować odjazd groźny dla swego "króla sprintu".

Ostatnią szansą na udaną ucieczkę było więc Poggio. Tam też swój atak zaplanował inny z faworytów Danilo Di Luca (Włochy, Saeco) i w pewnym momencie wypracował nawet 8 sekund przewagi. Niemniej jeszcze przed szczytem tej "hopki" dogoniła go trójka: Bettini i Luca Paolini (Włochy, Quick Step) oraz wspomniany już Celestino. Chwilowo powstał arcyciekawy układ, bowiem na czele znalazł się kwartet złożony z dwóch włoskich par, kolarzy Quick Step i Saeco. Niestety na zjeździe kontakt z kontratakującymi stracił Di Luca. Ucieczka po zjazdach (na 2 kilometry przed metą) miała już nawet 14 sekund zysku i stało się jasne, że po raz pierwszy od 1996 roku powiódł się w M-SR tego rodzaju atak! Niemniej osamotniony Celestino jeszcze przed wielkim finałem znalazł się na straconej pozycji. Kolarze Quick-Stepu podobnie jak przed trzema tygodniami na Omloop Het Volk nie zmarnowali swej przewagi liczebnej. Dwaj przyjaciele mieli jasny plan - wygrać miał bardziej utytułowany i starszy o trzy lata Bettini. Korzystając z prowadzenia Paoliniego "Świerszcz" wykonał założenia wzorowo, atakując zza pleców Celestino tj. z trzeciej pozycji i pewnie wygrywając. Dla Bettiniego było to już czwarte zwycięstwo w pucharowym klasyku i podtrzymanie trzyletniej passy: Liege-Bastogne-Liege (2000 i 2002) oraz Meisterschaft von Zurich (2001). Tym samym Paolo utrzymał w posiadaniu koszulkę najlepszego kolarza PŚ wywalczoną w ubiegłym sezonie. Finisz po czwarte miejsce z dużej 68-osobowej grupy wygrał Cipollini, przed Dario Pierim (Włochy, Saeco), Zabelem i Freire. Zbigniew Spruch do końca utrzymał kontakt z najlepszymi, lecz nie był w stanie włączyć się do walki o miejsce w czołowej "10" zajmując 59 lokatę. Z kolarzy Lampre najszybszy był Słowak z czeską licencją Jan Svorada przyjeżdzając na ósmej pozycji.

POWRÓT