|
WIOSENNY
MARATON
NA RIWIERZE
Historia "wiosennych mistrzostw świata" jak bywa nazywany wyścig z Mediolanu do San Remo swą bogatą historią sięga aż do roku 1907, gdy pierwszą edycję tej imprezy wygrał Francuz Lucien Petit-Breton zwany "Argentyńczykiem". Podczas blisko stu lat, które minęły od tego czasu z przeprowadzania zawodów przyszło organizatorom zrezygnować jedynie w najcięższych dla Italii okresach obu Wojen Światowych tj. w roku 1916 oraz w latach 1944-45. Wciąż aktualnym "królem polowania" na włoskiej riwierze pozostaje kolarz wszechczasów rodem z Belgii Eddy Merckx, który wygrał aż siedmiokrotnie w latach: 1966-67, 1969, 1971-72, 1975-76. Niewiele pod tym względem ustępuje mu historycznie pierwszy z włoskich "Campionissimo" Costante Girardengo, jako że zwyciężył sześć razy w latach: 1918, 1921, 1923, 1925-26 i 1928, a do tego jeszcze trzy razy stawał na drugim i dwa razy na trzecim stopniu podium! W ostatnich latach w stolicy włoskiej piosenki najwięcej do powiedzenia miał Niemiec Erik Zabel (dotąd Telekom, obecnie T-Mobile). Pochodzący z Berlina kolarz wygrał bowiem na via Roma (finiszowej ulicy M-SR) już czterokrotnie w latach 1997-98 i 2000-01, zaś w sezonie 1999 zajął drugie miejsce za Belgiem Andriejem Tchmilem. Podobnie jak Zabel czterokrotnie wygrywał w San Remo Włoch Gino Bartali (1939-40, 1947 i 1950). Natomiast po trzy triumfy w swych dorobkach zanotowali: legendarny Fausto Coppi (1946, 1948-49) oraz Belg Roger De Vlaeminck (1973, 1978-79).
Images : La Gazzetta dello Sport / RCS Sport 2004
Wyścig o przydomku "Primavera" (po włosku: wiosna) wiedzie ze stolicy Lombardii poprzez prowincje: Mediolan, Pavia, Alessandria, Genova, Savona i Imperia do portu San Remo w Ligurii - niespełna 30 kilometrów na wschód od francuskiej granicy. Klasyk ten jest najdłuższą jednodniową imprezą w całym szosowym sezonie i obecnie liczy aż 294 kilometry! Jego trasa początkowo wiedzie po Nizinie Padańskiej w kierunku południowo-zachodnim, by następnie za Campo Ligure przystąpić do delikatnego forsowania Appenin z kulminacją na przełęczy Turchino (542 m. n.p.m., na 143 km). Po zjeździe do zachodnich przedmieść Genui - Voltri (na 155 km) peleton w szybkim tempie mknie nadmorską aleją na wysokości bezwzględnej zaledwie kilku metrów nad poziom morza, od czasu do czasu zbaczając jednak nieco w głąb lądu by urozmaicić monotonię długiej jazdy mniej lub bardziej wymagającym pagórkiem. Jest ich w sumie osiem tzn. La Coletta (75 m. n.p.m. - na 164 km); Piani di Ivrea (71 m. n.p.m. - 169 km); Capo Mele (65 m. n.p.m. - 242,1 km); Capo Cervo Mimosa (77 m. n.p.m. - 247,4 km); Capo Berta (130 m. n.p.m. - 254,9 km); Cipressa (240 m. n.p.m. - 272,4 km); Capo Verde (45 m. n.p.m. - 284,5 km) oraz Poggio di San Remo (162 m. n.p.m. - 288,3 km). Naistotniejsze dla losów wyścigu są trzy największe podjazdy usytuowane na ostatnich 40 kilometrach, a przede wszystkim dwa najtrudniejsze spośród nich: Cipressa (w rozkładzie jazdy od roku 1982) i Poggio (dodane wcześniej, bo w sezonie 1960). Właśnie na nich najmocniejsi zawodnicy mają bodaj jedyną okazję do skutecznej ucieczki z rozpędzonej grupy zasadniczej - a jak tego dokonać pokazali przed rokiem dwaj włoscy kolarze z ekipy Quick Step: Paolo Bettini i Luca Paolini wraz ze swym rodakiem z Saeco Mirko Celestino. Ogółem w minionej dekadzie w pojedynku sprinterów i klasyków (ponad narodowymi i grupowymi podziałami) jest remis ze wskazaniem na tych pierwszych, bowiem wygrali oni pięć z ostatnich siedmiu edycji (w latach 1997-98, 2000-02) - cztery za sprawą Zabela i jedną dzięki pierwotnemu królowi włoskiego sprintu Mario Cipolliniemu (obecnie Domina Vacanze).
Images : La Gazzetta dello Sport / RCS Sport 2004
Jak będzie w tym roku ciężko przewidzieć. Faworytem włoskich kibiców i czytelników "La Gazzetta dello Sport" jest nowy super-as sprintu Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo), który w ubiegłym roku wygrał 15 etapów na trasach trzech Wielkich Tourów, zaś przed tygodniem zwyciężył trzykrotnie podczas etapówki kategorii 2.HC Tireno - Adriatico. W wyścigu między dwoma morzami "Aleksander Wielki" był po prostu bezbłędny w finiszach z całej grupy na łatwiejszych, raczej płaskich odcinkach (nr 1-2 i 7). Jeśli scenariusz 95. edycji M-SR ułoży się po myśli Petacchiego i do via Roma dojedzie sporych rozmiarów, zwarta grupa to realnie patrząc niewielu rywali jest w stanie nadepnąć mu na odcisk. Głównymi rywalami kolarza urodzonego na drugim krańcu Ligurii (w La Spezia) powinni być w takiej rozgrywce: Cipollini, Oscar Freire (Hiszpania, Rabobank) i Zabel - dwaj ostatni zajęli odpowiednio drugie i trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej zakończonego we wtorek T-A. W dalszej kolejności można na tą okoliczność wymienić: Fabio Baldato (Włochy, Alessio); Toma Boonen'a (Belgia, Quick Step), Badena Cooke'a (Australia, FdJeux.com); Danilo Hondo (Niemcy, Gerolsteiner); Robbie McEwen'a (Australia, Lotto); Stuarta O'Grady (Australia, Cofidis) oraz Maxa van Heeswijka (Holandia, US Postal).
Ubiegłoroczny trumfator i zarazem zwycięzca całego Pucharu Świata w sezonie 2003 Bettini choć jest kolarzem szybkim będzie się starał zwiększyć swe szanse poprzez zawiązanie skutecznej akcji solowej bądź w grupce mocnych, acz nieco wolniejszych od niego klasyków. "Świerszcz" wygrał dopiero co zakończony wyścig T-A po drodze zwyciężając też na dwóch ciężkich finiszach. W ostatnich dniach skutecznością zaimponował również (lecz na trasie rónoległego wyścigu Paryż - Nicea) Kazach Aleksander Winokurow (T-Mobile), który na południu Francji wygrał trzy etapy w przeciągu czterech dni. W wysokiej formie jest mistrz świata Bask Igor Astarloa (Cofidis), który zajął czwarte miejsce w T-A. Lokaty w czołówce tego wyścigu zajęli też: Giuliano Figueras (Włochy, Ceramiche Panaria); Angel Vicioso (Hiszpania, Liberty Seguros) i Joaquin Rodriguez (Hiszpania, Saunier Duval). Natomiast podczas P-N z zawodników, których należy brać pod uwagę w imprezach klasycznych wyróżnili się: drugi - Davide Rebellin (Włochy, Gerolsteiner), czwarty - Jens Voigt (Niemcy, Team CSC), piąty - George Hincapie (USA, US Postal) oraz szósty - Frank Vandenbroucke (Belgia, Fassa Bortolo). Na koniec trzeba jeszcze dodać doborowy kwartet Włochów: Michele Bartoli (Team CSC), Mirko Celestino i Danilo Di Luca (obaj Saeco) oraz Filippo Pozatto (Fassa Bortolo). Niestety tym razem na starcie "Primavery" nie stanie żaden polski kolarz, choć trzeba od razu powiedzieć, iż aktualnie żaden z naszych pięciu reprezentantów w grupach I Dywizji nie byłby w stanie nawiązać do osiągnięć Zbigniewa Sprucha, który jeżdżąc w barwach Lampre-Daikin zajął trzecie miejsce w 1999 roku i czwarte rok później!
GDZIE DWÓCH
SIĘ BIJE
TAM TRZECI KORZYSTA
Pierwszy z tegorocznych wyścigów o Puchar Świata zakończył się zgodnie z regułą ostatnich lat finiszem z dużej (przeszło 60-osobowej) grupy zawodników. Jednak pomimo tego, iż scenariusz wydarzeń, ułożył się po myśli sprinterów swej życiowej wiktorii nie odniósł niedościgniony podczas Tirreno-Adriatico faworyt gospodarzy Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo). Najszybszy, choć może raczej należałoby użyć słowa najsprytniejszy - wśród najszybszych - na finałowej prostej okazał się dwukrotny mistrz świata (w latach 1999 i 2001) Hiszpan Oscar Freire Gomez jeżdżący od ubiegłego roku w holenderskiej ekipie Rabobank. Kolarz rodem z miasta Torrelavega w Kantabrii odniósł tym samym swe "dziewicze" zwycięstwo w szosowym PŚ, bowiem do tej pory mógł się pochwalić tylko trzecim miejscem właśnie w M-SR przed czteroma laty oraz drugą lokatą wywalczoną w sezonie 2001 na trasie z Paryża do Tours.
Dziewięćdziesiąta piąta edycja "wiosennego maratonu" na dobre rozpoczęła się około 60 kilometra gdy peleton odpuścił kolejną próbę odjazdu. Do przodu wysforowała się czwórka zawodników: Carlos Barredo (Hiszpania, Liberty Seguros); Ludo Dierckxsens (Belgia, Landbouwkrediet-Colnago); Nicolas Portal (Francja, Ag2r Prevoyance) i Toni Tauler (Hiszpania, Illes Balears) do których po przeszło 20 kilometrowym pościgu dołączył aktywny od początku ścigania Włoch Giulio Tomi (Vini Caldirola). Śmiałkowie korzystając z pobłażliwości grupy zasadniczej szybko wywalczyli sobie pokaźną przewagę max. do 17:00 już na setnym kilometrze! W tym momencie drużyny Fassa Bortolo, Phonak i Rabobank podkręciły tempo na tyle, że na Passo di Turchino (143 km) zysk uciekających zmalał do 10:30. Jednak nie był to jeszcze właściwy pościg, bowiem wkrótce różnica podskoczyła do 12:00 w chwili gdy wszyscy uczestnicy wyścigu zjechali już na liguryjską riwierę. Niemniej to już był koniec swobody, na którą w tym roku pozwolił peleton, w którym do pracy nad redukcją strat przyłączyły się niemieckie grupy: Gerolsteiner i T-Mobile. W konsekwencji na 200 kilometrze przewaga kwintetu wyniosła już 9:00 by przez kolejne 40 kilometrów zmaleć do zaledwie 4:30. Na Capo Berta (255 km) swym słabszym kompanom odjechali: Barredo, Dierckxsens i Portal, lecz ich przewaga nad rozpędzoną grupą zasadniczą wynosiła już wtedy niewiele ponad minutę! W tym momencie na solową akcję zdecydował się już blisko 40-letni! Belg, lecz i on ostatecznie "poległ" u podnóża Cipressy na 27 kilometrów przed metą.
Na tym wzniesieniu kontakt z czołówką stracił jeden z głównych faworytów Włoch Mario Cipollini (Domina Vacanze). W tym samym czasie zaatakował zwycięzca PŚ 2001 Holender Erik Dekker (Rabobank), do którego dołączył 5-krotny zwycięzca Wyścigu Pokoju Niemiec Steffen Wesemann (T-Mobile). Po skasowaniu tego odjazdu swych sił na zjeździe spróbował drugi przed rokiem i notabene wychowany w tym stronach (tj. urodzony w miejscowości Albenga, którą mijano na 229 km) Mirko Celestino (Saeco), lecz choć zyskał nawet 0:12 i jego złapano jeszcze przed Poggio. Na ostatniej "hopce" do przodu wyskoczył kolarz Lampre Matteo Carrara, do którego dołączyli: Dekker i dwaj Hiszpanie Angel Vicioso (Liberty Seguros) i Oscar Pereiro (Phonak). Dopiero blisko szczytu pagórka potężny skok oddał "Świerszcz" czyli ubiegłoroczny triumfator Paolo Bettini (Quick Step), którego kontrę wytrzymał tylko Vicioso. Jednak tym razem mistrz Włoch nie miał u swego boku "wiernego druha" Luki Paoliniego i akcja ta została zastopowana przez grupy sprinterów jeszcze na zjeździe tj. 5 kilometrów przed metą. Już na płaskim na czoło wyszli kolarze Fassa Bortolo i wydawało się, że zwycięstwo Petacchiego, który na ostatnią prostą wjechał trzeci za plecami swych kolegów: Marco Velo i Amerykanina Guido Trentiego jest nieuchronne. Petacchi "wyszedł z koła" swego kolegi na 150 metrów przed kreską, lecz niespodziewanie nie był w stanie odeprzeć kontrataku Niemca Erika Zabela (T-Mobile).
Raz jeszcze kolarz o wielkich możliwościach, lecz słabszej psychice nie wytrzymał ciążącej nań presji. Zapowiadało się tym samym na powtórkę z 5 października 2003 roku czyli wyścigu Paris - Tours. Tak też zapewne myślał Berlińczyk, który przedwcześnie rozpoczął świętowanie swego "piątego" triumfu w San Remo. W chwili gdy Zabel wzniósł ręce w geście radości po jego prawej stronie "koło wystawił mu" Freire wygrywając ze zbyt pewnym siebie Niemcem o grubość opony! Załamany Petacchi na ostatnich metrach przegrał zaś trzecie miejsce z Australijczykiem Stuartem O'Grady (Cofidis). Dalsze lokaty zajęli: Max van Heeswijk (Holandia, US Postal), mistrz świata Igor Astarloa (Hiszpania, Cofidis), ex-posiadacz tęczowej koszulki Romans Vainsteins (Łotwa, Lampre) i ten, który podjął wielkie ryzyko, lecz przegrał tzn. Bettini. Zwycięstwo Freire jest trzecim sukcesem zawodnika z Hiszpanii na trasie z Mediolanu do San Remo - przed Oscarem bowiem i to dwukrotnie (w latach 1957 i 1959) triumfował Katalończyk Miguel Poblet. Jednocześnie sukces ten (podobnie jak tytuły mistrzowskie Freire i Astarloi) jest świadectwem tego, iż kraj który zawsze słynął z wybitnych górali, zaś w latach 90. wiele zawdzięczał świetnym czasówców (z Miguelem Indurain'em, Abrahamem Olano i Melchiorem Mauri'm na czele) obecnie dochował się silnej grupy specjalistów od wyścigów jednodniowych. Spośród tuzina nazwisk, które od razu przychodzą mi na myśl, najzdolniejsi przedstawiciele tej grupy są już w stanie wygrywać najbardziej prestiżowe imprezy w klasycznej branży.
POWRÓT |