|
STULECIE WIOSENNEGO MARATONU
"Wiosennym mistrzostwom świata" czyli klasykowi Milano - San Remo w tym roku stuknie setka. Nie znaczy to bynajmniej by najbliższa edycja "Primavery" miała już tak okazały numer porządkowy, lecz o fakt że pierwsza odsłona tej imprezy odbyła się 14 kwietnia 1907 roku. Ze względu na powodowane działaniami wojennymi przestoje z lat 1916 i 1944-45 najbliższa edycja wyścigu ze stolicy Lombardii do nadmorskiego miasteczka będącego stolicą włoskiej piosenki będzie dopiero 98. HISTORIA: Rozegraną przed stu laty pierwszą edycję M-SR wygrał nazywany "Argentyńczykiem" Francuz Lucien Petit-Breton, który o minutę wyprzedził swego rodaka Gustave'a Garrigou i Włocha Giovanniego Gerbi, który "de facto" przekroczył linię mety jako drugi 15 sekund za Petit-Bretonem, lecz został przesunięty przez sędziów na trzecie miejsce za wykroczenie regulaminowe. Co ciekawe spośród pierwszych ośmiu przedwojennych edycji M-SR tylko dwie wygrali Włosi. Dwie edycje padły łupem Belgów, zaś aż cztery Francuzów jako, że po Petit-Bretonie, dokładnie zaś w latach 1910-12 na najwyższym stopniu podium w San Remo stawali kolejno: Eugene Christophe, wspomniany już Garrigou oraz Henri Pelissier. Później jednak na długie lata losami tego klasyku zawładnęli Włosi. Pomiędzy rokiem 1914 a 1950 tylko jednemu śmiałkowi, a mianowicie Belgowi Josephowi Demuysere udało się przerwać włoską passę. W okresie "międzywojennym" na trasach M-SR królował pierwszy z wielkich mistrzów włoskiej szosy czyli "Campionissimo" Costante Girardengo (widoczny na poniższym zdjęciu), który wygrał ów wyścig sześciokrotnie w latach: 1918, 1921, 1923, 1925-26 i 1928. Girardengo pochodził z miasta Novi Ligure położonego na trasie M-SR i był też najszybszy w 1915 roku. Niemniej wówczas to jeszcze Piemontczyk został wówczas zdyskwalifikowany za skrócenie sobie trasy. Ogółem zaś aż jedenastokrotnie ukończył ten wyścig na podium będąc też drugi w latach 1917, 1919 i 1922 oraz trzeci w latach 1920 i 1924. Poza nim w okresie tym więcej niż raz zwyciężali tylko: Gaetano Belloni (1917 i 1920), Alfredo Binda (1927 i 1929) oraz Giuseppe Olmo (1935 i 1938).
Wielki pojedynek Gino Bartali contra Fausto Coppi na odcinku Milano - San Remo zakończył się zwycięstwem konserwatywnego Toskańczyka Bartaliego. "Pobożny Gino" triumfował bowiem w San Remo aż czterokrotnie w latach: 1939-40, 1947 i 1950, podczas gdy Fausto "tylko" trzy razy w latach: 1946 i 1948-49. Niemniej to wyczyn tego drugiego pozostaje jednym z największych w dziejach wszystkich kolarskich klasyków. W pierwszej powojennej edycji M-SR Coppi wygrał bowiem po 145-kilometrowej solowej akcji z przewagą równo 14 minut nad Francuzem Lucien'em Teisseire, który początkowo usiłował mu kroku po ataku na przełęczy Turchino oraz z zapasem aż 18 i pół minuty nad 10-osobowa grupką Bartaliego, którą do mety przyprowadził Mario Ricci. W latach pięćdziesiątych dwoma zwycięstwami na włoskiej riwierze wyróżnili się jeszcze skuteczni na finiszu Loretto Petrucci (w latach 1952-53) oraz Katalończyk Miguel Poblet (1957 i 1959). Aby utrudnić zadanie sprinterom w 1960 roku organizatorzy dodali do trasy wyścigu tuż przed jego finałem podjazd pod Poggio di San Remo. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w San Remo nie było mocnych na Belga Eddy Merckxa (na poniższym zdjęciu). "Kolarz wszechczasów" triumfował na via Roma aż siedmiokrotnie bo w latach: 1966-67, 1969, 1971-72, 1975-76. "Kanibal" zwyciężał na wszelkie sposoby w latach 1969 i 1971-72 po solowych akcjach, zaś w pozostałych przypadkach po ograniu na finiszu jednego, kilku bądź maksymalnie dziesięciu rywali jak to miało miejsce w 1966 roku. Rodak i zarazem wielki rywal Merckxa z tras rozmaitych klasyków Roger De Vlaeminck jeżdżąc przez lata we włoskich ekipach błyszczał nie tylko na trasach Tirreno-Adriatico (sześć generalnych zwycięstw), ale też w Milano - San Remo triumfując w tym maratońskim klasyku trzykrotnie w latach 1973 i 1978-79.
W 1982 roku pomiędzy Capo Berta a Poggio di San Remo na szlaku pojawił się blisko 6-kilometrowy podjazd pod Cipressę i przez kolejnych piętnaście lat w klasyku tym oglądaliśmy popisy solistów, zaś największa grupka zawodników walcząca o zwycięstwo na via Roma była 10-osobowa w sezonie 1988. W tym czasie dwukrotnie na liście triumfatorów zapisali się najwszechstronniejszy kolarz lat osiemdziesiątych Irlandczyk Sean Kelly (w latach 1986 i 1992) oraz specjalista od wieloetapówek Francuz Laurent Fignon (1988-89). Dopiero przed dziesięciu laty wyścigów ów "odzyskali" sprinterzy. Miniona dekada należała do Niemca Erika Zabela, który bazując na sporej jak na sprintera wytrzymałości oraz zabójczej dla klasyków szybkości zwyciężył w tym wyścigu aż czterokrotnie w latach 1997-98 oraz 2000-01. Przy większej dozie szczęścia i ostrożności zawodowej niezmordowany Berlińczyk mógł wygrać na via Roma jeszcze dwa razy. Jednak w 1999 roku długim finiszem na ostatnim kilometrze uprzedził go Belg rodem z dawnego ZSRR Andrei Tchmil, zaś w sezonie 2004 Zabel przegrał na własne życzenie zbyt wcześnie podnosząc ręce w geście triumfu i dając się przez to ubiec sprytnemu Hiszpanowi Oscarowi Freire. Polskie kolarstwo w tym okresie więcej niż godnie reprezentował Zbigniew Spruch, który pod koniec XX wieku należał do głównych aktorów wiosennych klasyków. W latach 1999-2000 Pan Zbyszek finiszował w San Remo kolejno na trzecim i czwartym miejscu. GEOGRAFIA: Wyścig o wiosennym przydomku wiedzie ze stolicy Lombardii poprzez prowincje: Mediolan, Pavia, Alessandria, Genova, Savona i Imperia do portu San Remo w Ligurii położonego niespełna 30 kilometrów na wschód od granicy z Francją. Klasyk ten od lat jest najdłuższą jednodniową imprezą w całym szosowym sezonie bowiem liczy sobie aż 294 kilometry! Jego trasa początkowo wiedzie po Nizinie Padańskiej w kierunku południowo-zachodnim, by następnie za Campo Ligure przystąpić do delikatnego forsowania Apenin z kulminacją na przełęczy Turchino, która leży na wysokości 542 m. n.p.m. i 143 kilometrze wyścigu. Po zjeździe ku Morzu Liguryjskiemu do zachodnich przedmieść Genui, a dokładnie miejscowości Voltri na 155 km peleton wkracza na nadmorską aleję biegnącą na wysokości bezwzględnej zaledwie kilku metrów nad poziom morza.
Od czasu do czasu jednak trasa M-SR zbacza odrobinę w głąb lądu by urozmaicić monotonię długiej jazdy mniej lub bardziej wymagającym pagórkiem. Jest ich w sumie osiem. Na początek: La Coletta (75 m. n.p.m. - 164 km) oraz Piani di Ivrea (71 m. n.p.m. - 169 km). Wyścig nabiera jednak tempa dopiero w rejonie "Tre Capi" czyli: Capo Mele (65 m. n.p.m. - 242,1 km); Capo Cervo Mimosa (77 m. n.p.m. - 247,4 km) oraz Capo Berta (130 m. n.p.m. - 254,9 km). "Capi" to jednak przystawki w "menu" tego maratonu. Głównym daniem są podjazdy pod wzniesienia: Cipressa (240 m. n.p.m. - 272,4 km) oraz Poggio di San Remo (162 m. n.p.m. - 288,3 km) przedzielone skromnym Capo Verde (45 m. n.p.m. - 284,5 km). Podjazdy te nie są same w sobie wymagające, lecz po około sześciu godzinach szybkiej jazdy mogą słabszym zawodnikom dać się we znaki, zaś dla mocniejszych stanowić dogodne miejsce do ataku i uprzedzenia sprinterów, którzy zdominowali ten wyścig w ostatnim dziesięcioleciu.
SCENARIUSZE z HISTORII NAJNOWSZEJ: Edycja 2002: Dopiero na 125 km pierwszy poważny atak siódemki zawodników w składzie: Rene Andrle, Laszlo Bodrogi, Inigo Cuesta, Władimir Duma, Martin Hvastija, Abraham Olano i Torsten Schmidt. Na szczycie Bric Berton (na Passo Turchino trwają roboty drogowe po zejściu lawiny błotnej) mają oni minutę przewagi nad peletonem. Maksymalny zysk w wysokości 4:30 uzyskują zaś w okolicach dwusetnego kilometra. W peletonie tempo pogoni nadaje grupa Saeco. Na 252 km w kraksach leżą bohaterowie Tirreno-Adriatico Erik Dekker i Danilo Di Luca oraz obrońca tytułu Erik Zabel, po czym wycofują się z wyścigu bądź przynajmniej bezpowrotnie tracą kontakt z czołówką. Na Cipressie atakują Jose Ivan Gutierrez oraz Andriej Kiwiliew, lecz bez powodzenia. Po zjeździe na via Aurelia przez 7 km na czele utrzymują się Juan-Antonio Flecha oraz Andrea Peron. Na Poggio uciekają Paolo Bettini i Giuliano Figueras, którzy na szczycie mają 12 sekund przewagi nad grupą zasadniczą. Dwójka Włochów zostaje jednak złapana 800 metrów przed metą. Finisz zdecydowanie wygrywa Mario Cipollini przed Fredem Rodriguezem i Markusem Zbergiem. Edycja 2003: Już na 7 kilometrze atakuje Jacky Durand, do którego dołączają: Niki Aebersold, Stephen Auge, Carlos Da Cruz, Ignacio Gutierrez, Paul Van Hyfte, Wim Vansevenant i Peter Wrolich. Na przełęczy Turchino (143 km) mają oni przewagę 5:30 nad peletonem. Ucieczka zostaje złapana na ulicach Imperii około 260 km. Na podjeździe pod Cipressę atakują: Paolo Bettini, Mirko Celestino, Oscar Freire, Davide Rebellin i Aleksander Winokurow, którzy uzyskują maksymalną przewagę 15 sekund, lecz zostają złapani na płaskim odcinku via Aurelia. Na Poggio jako pierwsi atakują Danilo Di Luca i Aleksander Szefer. Blisko szczytu tego wzniesienia skutecznie kontrują Paolo Bettini, Mirko Celestino i Luca Paolini. Pierwszy i trzeci to zawodnicy drużyny Quick Step. Dzięki pracy Paoliniego przewaga tercetu rośnie na zjeździe z 6 do 15 sekund. Na finiszu Bettini wykorzystując rozprowadzenie swego młodszego kolegi ogrywa Celestino, zaś Paolini jest trzeci. Po raz pierwszy od 1996 roku na M-SR udała się ucieczka. Edycja 2004: Na 60 kilometrze atakuje piątka: Carlos Barredo, Ludo Dierckxsens, Nicolas Portal, Giulio Tomi i Toni Tauler. Na przełęczy Turchino mają oni aż 17 minut przewagi nad peletonem! Jednak na kolejnych stu kilometrach topnieje ona do ledwie minuty i wówczas na Capo Berta z czołówki odjeżdża Dierckxsens. Belg zostaje jednak złapany na początku podjazdu pod Cipressę. Na tym wzniesieniu najaktywniejsi są Erik Dekker i Steffen Wesemann. Z kolei na zjeździe atakuje Mirko Celestino, lecz jego akcja kończy się 11,5 km przed metą. Pod Poggio atakują kolejno: Matteo Carrara, Aleksander Winokurow i Paolo Bettini, lecz na szczyt razem dojeżdża grupa około 50 zawodników. Na zjeździe bez powodzenia próbują ataku: Igor Astarloa i Samuel Sanchez. Wyścig stara się kontrolować grupa Fassa Bortolo, lecz na finiszu jej lider Alessandro Petacchi zawodzi. Najszybszy wydaje się być Erik Zabel który już wita się z gąską - czyli piątym zwycięstwem na via Roma - lecz Niemiec za wcześnie podnosi ręce w geście triumfu i na ostatnich metrach rzutem roweru na kreskę uprzedza go Oscar Freire. Trzeci jest Stuart O'Grady, zaś wielki przegrany Petacchi dopiero czwarty. Edycja 2005: Na 32 kilometrze formuje się odjazd kwintetu: Jimmy Casper, Inaki Flores, Daniele Righi, Mauro Santambrogio i Filippo Simeoni. W okolicach Tortony (73 km) mają oni już 17:40 przewagi nad peletonem. Przełęcz Turchino przekraczają z zapasem 13:05 nad duetem: Antonio Bucciero i Antonio Salomone oraz 15:05 nad grupą zasadniczą. Na 209 kilometrze zysk piątki wynosi już tylko 7:30, zaś na 50 km przed metą po przeszło 210 km na czele ich akcja zostaje skasowana. Pod Cipressę atakują Francesco Casagrande i Paolo Tiralongo, lecz bez powodzenia. Groźniejszy jest atak Paolo Bettiniego i Andrzeja Kaszeczkina na via Aurelia. Ten duet zyskuje nawet 30 sekund nad peletonem, lecz zostaje złapany na początku podjazdu pod Poggio. Jako pierwszy kontruje Angel Vicioso. Na szczycie wzniesienia prowadzi piątka: Mirko Celestino, Kim Kirchen, Axel Merckx, Franco Pellizotti i Davide Rebellin z przewagą 6 sekund nad grupą zasadniczą. Ten odjazd zostaje skasowany na 2 km przed metą. Z kilometra próbuje jeszcze skoczyć Laurent Brochard, lecz peleton jest za bardzo rozpędzony. Petacchi "odpala" na 250 metrów przed kreską i "zrywa wszystkich z koła". "Ale-Jet" wygrywa z przewagą dwóch długości roweru nad Danilo Hondo i Thorem Hushovdem. Edycja 2006: Tradycyjna "ucieczka z oddali" tym razem zawiązuje się w okolicach Pawii (29 km) w sile ośmiu zawodników: Mirko Allegrini, Ludovic Auger, Kjell Carlstrom, Giampaolo Cheula, Daniele Contrini, Unai Etxebarria, Siergiej Matwiejew i Staf Scheirlinkcx. Maksymalną przewagę rzędu 10:30 uzyskują oni na 95 kilometrze. Na przełęczy Turchino mają zapas 8:00, zaś po kolejnych 100 kilometrach na początku sekwencji "Tre Capi" wciąż 3:00 zysku nad peletonem. Akcja dzielnej ósemki kończy się na 267 km tuż przed Cipressą. Pod te wzniesienia nikt skutecznie się nie wyrywa. Sytuację w peletonie kontroluje Quick Step za sprawą: Filippo Pozzato i Paolo Bettiniego jak się wydaje pracujących na Toma Boonena. Po zjeździe na via Aurelia odjeżdża kwartet: Koos Moerenhout, Vicente Reynes, Frank Schleck i Guido Trenti uzyskując maksymalną przewagę 25 sekund na 15 km przed metą. Pod Poggio najdłużej na czele utrzymuje się Schleck, lecz przed szczytem mija go kontratakujący Alessandro Ballan, a za nim jeszcze Pozzato i Igor Astarloa. Do tej trójki na początku zjazdu dojeżdżają: Rinaldo Nocentini, Samuel Sanchez i Schleck. Po zjeździe szóstka ma 8 sekund zysku nad peleton, lecz brak w niej współpracy. Solowych rozwiązań szukają: Sanchez (1,5 km przed metą) i Nocentini (600 metrów przed finałem), lecz dopiero kontra Pozzato (na 350 metrów przed kreską) jest zwycięska. Za jego plecami finisz z peletonu po drugie miejsce wygrywa zawiedziony Aleksandro Petacchi, trzeci jest Luca Paolini, który na ostatnich metrach wyprzedza Boonena świętującego już sukces swojego kolegi z Quick Stepu. FAWORYCI TEGOROCZNEJ EDYCJI: Podsumowując. Typowy scenariusz ostatnich edycji M-SR wygląda następująco. Po kilkudziesięciu kilometrach odjazd kliku śmiałków, którzy potrafią uzyskać aż kilkanaście minut przewagi nad peletonem. Ucieczka trwa nawet 150-200 kilometrów, ale zostaje złapana najpóźniej tuż przed Cipressą. Na tym podjeździe oraz na Poggio, jak również na płaskim odcinku via Aurelia pomiędzy oboma wzniesieniami mają miejsce liczne ataki. Niemniej z reguły czołówka zjeżdża się na ostatnich 2 kilometrach i o zwycięstwo walczą sprinterzy. Uzbrojeni w tą wiedzę jak i dane statystyczne, z których wynika iż w ostatniej dekadzie siedem edycji M-SR zakończyło się finiszem z peletonu, dwa zostały rozstrzygnięte solowym atakiem na ostatnim kilometrze, zaś tylko raz powiodła się akcja zainicjowana na Poggio jesteśmy mądrzejsi przystępując do dywagacji na temat możliwego rozwoju wypadków w najbliższą sobotę. Doświadczenie ostatnich lat uczy nas więc, że najwięcej szans na włoskiej riwierze mają najszybsi zawodnicy światowego peletonu. Ciężko jednak podzielić stawkę faworytów na zbiory rozłączne sprinterów i klasyków. Niektórzy spośród asów sprintu potrafią bowiem skutecznie zaatakować z dala od mety, zaś z kolei wśród klasyków nie brak zawodników na tyle szybkich by poczekać na finisz z grupy, mogących powalczyć ze sprinterami - zwłaszcza po dystansie blisko 300 kilometrów. Łatwiej przeto prześledzić karty jakie chowają w swym zanadrzu poszczególne ekipy. Najwięcej asów w rękawach zdają się posiadać włoskie ekipy Liquigas i Milram czyli zespoły dwóch ostatnich triumfatorów Milano - San Remo. Liquigas to oczywiście młoda gwiazda włoskiego kolarstwa Filippo Pozzato (na poniższym zdjęciu), który jest szybki jak i potrafi zaatakować, więc może się sprawdzić przy każdym scenariuszu. Równie wszechstronny jest Luca Paolini, który w San Remo był już dwukrotnie trzeci. Podobne zdolności, lecz mniejsze doświadczenie w klasykach ma ex-mistrz Włoch Enrico Gasparotto. Czwartym do brydża jest zaś Franco Pellizotti, który wygrał z długiego finiszu etap na Paryż - Nicea, wiec stać go z pewnością na zabranie się w decydujący o losach wyścigu odjazd. Milram oczywiście będzie stawiał na finisz z dużej grupy i zwycięstwo Alessandro Petacchiego. Niemniej "Peta" nie wrócił jeszcze do swej wielkiej formy sprzed ubiegłorocznej kontuzji bowiem choć wygrał Volta ao Algarve to na trasach Tour of Qatar i Vuelta a la Comunidad Valenciana regularnie przegrywał z Boonenem czy Bennatim. Jeśli Petacchi zgubiłby się na Cipressie czy Poggio to "mlecznej drużynie" w odwodzie pozostanie jeszcze na wypadek sprintu czterokrotny zwycięzca M-SR Erik Zabel. Natomiast do kontroli groźnych ucieczek drużyna ta wysyłać będzie urodzonego w miasteczku Albenga (249 km trasy) Mirko Celestino oraz ex-mistrza świata Baska Igora Astarloa.
Skoro już jesteśmy przy mistrzach świata to w następnej kolejności należy wspomnieć o ekipie Quick Step, a dokładnie jej liderach Tomie Boonenie i Paolo Bettinim. Boonen świetnie wszedł w ten sezon. Najpierw zdominował płaskie szosy Kataru. Potem na otwarcie belgijskiego sezonu był trzeci w Omloop Het Volk oraz wygrał Kuurne-Brussel-Kuurne. Niemniej ostatnio był niemal niewidoczny na wyścigu Paryż - Nicea. Tom będzie raczej wyczekiwał finiszu na via Roma, podczas gdy Paolo na którymś z podjazdów napewno poszuka okazji do wcześniejszego urwania się z peletonu. Bettini wygrał jeden z etapów w Tour of California, lecz na Tirreno - Adriatico porozbijał się w kraksach. Czyżby i nad nim zawisła już słynna "klątwa tęczowej koszulki""? Podobny duet "Panów B." w swych szeregach posiada drużyna Lampre. W tej ekipie Daniele Bennati będzie odpowiadał za udany finisz i z pewnością nie jest bez szans w starciu z Petacchim i Boonenem. Tego pierwszego zresztą "Benna" pokonał aż trzykrotnie na szosach Walencji. Natomiast Alessandro Ballan będzie miał za zadanie zorganizować jakąś ciekawą akcję podczas ostatnich 30 minut wyścigu. Dwoma młodymi żądłami dysponuje też hiszpański zespół Saunier Duval. Riccardo Ricco' był rewelacją Tirreno-Adriatico gdzie nie mał sobie równych podczas finiszy na podjazdach. Dlatego też z pewnością jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do udanych ataków na Cipressie czy Poggio. Natomiast Hiszpan Francisco Ventoso może sprawić niespodziankę jeśli na via Roma znów dojdzie do finiszu z większej grupy. Pośród sprinterów należy z pewnością zwrócić uwagę na dwóch bardzo doświadczonych Australijczyków. Robbie McEwen z ekipy Predictor jak dotąd na włoskich szosach błyszczał tylko w maju podczas Giro d'Italia. Jednak tym razem początek sezonu podporządkował startowi w "Primaverze" i jest w dobrej formie czego przykładem był etapowy sukces w Tirreno-Adriatico. Z kolei Stuart O'Grady z Team CSC ma już w swym dorobku zwycięstwo w pucharowym HEW Cyclassics oraz kilka miejsc na podium w najbardziej prestiżowych klasykach. Jest nieco wolniejszy od McEwena, ale za to bardziej wszechstronny i śmiało może zabrać się w zwycięski odjazd na Cipressie czy Poggio. Oczywiście jednym z faworytów ewentualnej sprinterskiej rozgrywki będzie też zwycięzca M-SR 2004 Oscar Freire z Rabobanku. Hiszpan będąc jednym z najmądrzejszych taktycznie zawodników nie raz już potrafił "wyskoczyć niczym diabeł z pudełka" w najwłaściwszym dla siebie momencie. Co godne podkreślenia w tym wyścigu jest bardzo regularny bowiem począwszy od 2000 roku we wszystkich swych startach w "La Classicissima" był w ścisłej czołówce tzn. nie dalej niż siódmy! "Czarnym koniem" spodziewanego sprintu może się okazać ktoś z kwintetu: Gabriele Balducci z Acqua e Sapone, Austriak Bernhard Eisel z T-Mobile, Bask Koldo Fernandez z Euskaltel (niespodziewany zwycięzca ostatniego etapu T-A), reprezentujący RPA Robert Hunter z Barloworld czy Hiszpan Vicente Reynes z Caisse d'Epargne. Z kolei spośród potencjalnych uciekinierów należy na pewno wyróżnić dwóch zawodników Gerolsteiner, którzy błyszczeli w ostatnich dniach na trasach Paryż - Nicea i Tirreno - Adriatico, a mianowicie Davide Rebellina oraz Niemca Stefana Schumachera. W dobrej formie są też obecnie reprezentanci z Wielkiego-małego Księstwa Luksemburg czyli Frank Schleck z Team CSC i przede wszystkim drugi w T-A Kim Kirchen z T-Mobile. Z pewnością nie można też lekceważyć dwójki młodych Belgów czyli Phillippe'a Gilberta z Francaise des Jeux oraz Nicka Nuyensa z Cofidisu. Ten drugi w lutym wygrał etapówkę Etoile de Besseges. Dodajmy jeszcze wychowanego na torze młodziutkiego Rosjanina Michaiła Ignatiewa z Tinkoff Credit Systems, który zdążył już w tym sezonie wygrać Trofeo Laigueglia oraz etap podczas Tour de Mediterraneen oraz Lukę Mazzantiego z Patarii, zwycięzcę GP Lugano na początku marca. Nas reprezentować ma neo-profi Michał Gołaś z Unibet.com. Z pewnością jednak będzie miał za zadanie pomagać na trasie swym bardziej doświadczonym kolegom i już samo ukończenie wyścigu byłoby dla niego cennym doświadczeniem. Celem maksimum może zaś być "zaistnienie" poprzez udział w tradycyjnej, wielokilometrowej ucieczce dnia. Jednak to czy będzie ku temu okazja zależy tak od szczęścia jak i wyznaczonych mu przez szefostwo grupy obowiązków. |