|
KTO UCISZY ŚWIERSZCZA ? Mistrzostwa Zurychu przed rokiem w ostatniej chwili wybawione z finansowych tarapatów przez niemiecką firmę Upsolut odbędą się ponownie pod nową oficjalną nazwą Zuri Metzgete, zaś łącznie (tj. od roku 1914) już po raz 88! Ze względu na szczególną pozycję Konfederacji Szwajcarii w świecie wielkiej polityki wyscig ten odbywał się bowiem bez przeszkód nawet w czasach II Wojny Światowej, a jedyną przerwę w ciagłości rozgrywania MvZ (Meisterschaft von Zurich - to oryginalna nazwa tego klasyku) zanotowano na samym początku w latach 1915-16. W roku 1927 trasę wyścigu po raz pierwszy wydłużono do "klasycznych" rozmiarów 230 kilometrów, lecz dopiero od sezonu 1968 MvZ zaliczono do najwyższej kategorii jednodniówek (klasyków), zaś w roku 1989 do dopiero co powołanego cyklu imprez szosowego Pucharu Świata. Tegoroczna trasa niezaznała żadnych zmian od ubiegłego roku gdy skrócono ją z 248,4 km do "tylko" 236,6 km. Na dystans ten złoży się jedna duża 71-kilometrowa pętla na wstępie i cztery tradycyjne mniejsze rundy o długości po 41,4 km. Na każdym z tych pięciu "kółek" czekać będą na uczestników dwa zasadnicze podjazdy Forch (672 m. n.p.m., max. 7,5%) i Pfannenstiel (729 m. n.p.m., max. 11%). Sześć kilometrów po drugim z wyżej wymienionych wzniesień tj. na 30,4 km mniejszej rundy jest jeszcze jeden pagórek - Hof (595 m. n.p.m.) i dopiero na nim kończą się istotne trudności. Ostatnie 11 kilometrów do mety to najpierw szybkie, lecz dość trudne technicznie zjazdy (4200 metrów), a następnie płaska jak stół droga wzdłuż prawego brzegu jeziora Zurichsee (6800 metrów).
Za największą postać w historii tego wyścigu należy uznać Szwajcara Heiri Suter'a 6-krotnego zwycięzcę z lat: 1919-20, 1922, 1924, 1928-29. Ten niewątpliwie najlepszy szosowiec wśród Helwetów do czasów Ferdi Kublera i Hugo Kobleta wygrywał również słynne klasyki poza "własnym podwórkiem" tzn. GP Wolber (1922 i 1925), Ronde van Vlaanderen (1923), Paris-Roubaix (1923), Bordeaux-Paris (1925) i Paris-Tours (1926-27). Poza nim jeszcze sześciu kolarzy więcej niż raz cieszyło się ze zwycięstwa w zuryskich Mistrzostwach: trzykrotnie - Paul Egli (1934-35 i 1942) zaś dwukrotnie - Fritz Schaer (1949-50); Włosi: Gino Bartali (1946, 1948); Franco Bitossi (1965, 1968) oraz Belgowie: Walter Godefroot (1970, 1974) i Johan Museeuw (1991, 1995). Spośród ostatnich dziesięciu edycji (1993-2002) aż siedem padło łupem Włochów, lecz co dla nas szczególnie istotne i miłe jeden z wyłomów w tej "najnowszej tradycji" został uczyniony przez Polaka! Impreza ta w sezonie 1999 zakończyła się wielkim sukcesem Grzegorza Gwiazdowskiego po długiej ucieczce w małej grupce i następnie skutecznemu solowemu kontratakowi na ostatnich kilkunastu kilometrach. Zdecydowanym faworytem tegorocznej edycji wydaje się być znajdujący się w życiowej formie mistrz Włoch i lider PŚ Paolo Bettini z belgijskiej ekipy Quick Step-Davitamon. Kolarz ten wygrał już w sierpniu HEW Cyclassics oraz Clasica San Sebastian (Donostia Klasikoa), zaś na trasie MvZ zwykle czuje się wybornie, bowiem wygrał tu już w sezonie 2001, zaś przed rokiem był drugi za swym rodakiem Dario Frigo.
Wiadomo jednak, iż w imprezach klasycznych gdzie o sukcesie w większym stopniu niż podczas wielodniowych etapówek zadecydować może łut szczęścia i właściwa taktyka (mimo nieco słabszej formy) nawet "murowany" faworyt nie może być pewny swego. Wśród głównych rywali Bettiniego zwanego przez tifosich "Świerszczem" wymienić trzeba kolarzy z włoskich grup: Fassa Bortolo: z drugim w San Sebastian Ivanem Basso, doświadczonym Michele Bartolim (zwycięzcą MvZ w 1998 roku) i wspomnianym już Frigo oraz Saeco tzn. Baska Igora Astarloę, Mirko Celestino i przede wszystkim trzeciego na trasie CSS Danilo Di Lucę. Tradycyjnie do czołowych postaci tak górzystego klasyku należeć powinni dwaj inni Włosi: Francesco Casagrande (Lampre) i Davide Rebellin (Gerolsteiner) - ten drugi to triumfator MvZ z roku 1997. Nie można również zapominać o: Holendrze Michaelu Boogerdzie (Rabobank), kolejnym Włochu Stefano Garzellim (Vini Caldirola), Amerykaninie George'u Hincapim (US Postal), Hiszpanie Carlosie Sastre czy niezwykle skutecznym w tym sezonie Kazachu Aleksandrze Winokurowie (Telekom). Jednak nie bez sporych szans na zostanie pogromcą Bettiniego jest także inny bohater 90. Tour de France - Niemiec Jan Ullrich (Team Bianchi). "Kaiser" bardzo dobrze czuję się na trasie wytoczonej po wzgórzach okalających stolicę europejskiej bankowości, lecz jak dotąd nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa, trzykrotnie kończąc MvZ (w latach 1997, 2000-01) na drugim stopniu podium. Gospodarze liczyć będą na zwycięzcę z roku 2000 Laurenta Dufaux w barwach włoskiej ekipy Alessio oraz na zawodników drużyny Phonak wśród, których chyba najwięcej do powiedzenia powinni mieć: były mistrz świata Oskar Camenzind i Alexander Moos. Na ostatecznej liście startowej jest tylko jeden Polak - Marek Rutkiewicz (nr 126). 22-letni kolarz Cofidisu w minionym tygodniu ukończył etapówkę Tour de l'Ain rozgrywaną w górach francuskiej Jury na siódmym miejscu. Można więc mieć nieśmiałą nadzieję, iż choć w skromnym stopniu nawiąże on do sukcesu sprzed czterech lat swego poprzednika w grupie Cofidis.
WŁOSKA FALA
NADAL WYSOKA
NA ZURYSKIM JEZIORZE
Wszechstronny Włoch z niemieckiej ekipy Telekom Daniele Nardello przypomniał o sobie po kilku chudszych latach wygrywając 88. edycję Mistrzostw Zurychu (czy też Zuri Metzgete jak przezwali ową imprezę nowi jej organizatorzy). Pochodzący z Varese w Lombardii ex-mistrz Włoch (z sezonu 2001) dokonał tego po zdecydowanym ataku na ostatnim, płaskim odcinku przeszło 236-kilometrowej trasy. Tegoroczna odsłona szwajcarskiego klasyku rozpoczęła się w sposób typowy dla wyścigów o Puchar Świata czyli od skazanej na pożarcie akcji kilku kolarzy nie zaliczanych do faworytów. Wśród odważnych znależli się reprezentant gospodarzy Martin Elmiger (Phonak), Francuz Laurent Lefevre (Jean Delatour), Włoch Eddy Ratti i młody, zdolny Niemiec Fabian Wegmann (Gerolsteiner). Ta czwórka oderwała się od grupy zasadniczej już w połowie pierwszej dużej pętli wokół Zurichu i osiągnęła maksymalną około 10-minutową przewagę nad peletonem na 105 kilometrze trasy. Niemniej na skutek coraz bardziej zdecydowanej pogonii grup: Saeco i Team Bianchi na początku trzeciej z mniejszych rund (na około 80 km przed metą) zysk ich stopniał do zaledwie 2:40. W połowie tego już przedostatniego okrążenia tj. u podnóża wzniesienia Pfannenstiel od czołówki odpadł Ratti, a nieco dalej bo w połowie tego podjazdu również Wegmann. Obaj szybko zostali wchłonięci przez coraz szybciej jadący peleton. Natomiast do Elmigera i Lefevre'a dołączył tuż przed szczytem tej góry kontratakujący z dużej grupy Słoweniec Gorazd Stangelj (Fassa Bortolo).
Jednak już wkrótce na krótkim, lecz bardzo stromym wzniesieniu Wetzwil (zaledwie 700 metrów, lecz średnio ponad 11%) na czele pozostał tylko "świeży" Stangelj, który samotnie zjechał do miasta. Nie wytrwał on jednak przed peletonem nawet do wjazdu na ostatnią rundę. Linię startu i mety po raz przedostatni peleton (wciąż dość liczny) przekroczył w zgodzie, lecz już po chwili wyskoczył zeń Kazach Andriej Kaseczkin (Quick Step). Na podjeździe pod Forch przegonił go Szwajcar Markus Zberg, lecz i on niedługo cieszył się z prowadzenia. Młodszego z braci Zbergów "połknęli" z kolei: Francuz Sylvain Chavanel (Brioches la Boulangere), Włoch Christian Moreni (Alessio) i Belg Rik Verbrugghe (Lotto) lecz koniec ich akcji przyniósł kontratak Amerykanina George'a Hincapiego (US Postal), za którym pogonił m.in. jeden z głównych faworytów Niemiec Jan Ullrich (Team Bianchi). Gdy peleton na moment się uspokoił swej szansy na płaskim odcinku spróbował jeszcze, lecz bez powodzenia Francuz Walter Beneteau (Brioches la Boulanger). Tym samym do wydawało się kluczowego dla losów wyścigu wzniesienia Pfannenstiel dojechało razem około 50 zawodników. Na początku tego podjazd swych konkurentów sprawdził Ullrich, lecz najgroźniejsi rywale niemieckiego mocarza byli czujni i natychmiast "usiedli mu na kółku". Z chwili spokoju w czołowej grupie skorzystał były mistrz świata w kolarstwie górskim (z sezonu 1999) Duńczyk Michael Rasmussen (Rabobank), którego przez dłuższą chwilę nikt nie zdecydował się ścigać. Dopiero na drugiej części podjazdu ruszył za nim jako pierwszy Włoch Michele Scarponi (Domina Vacanze) oraz po chwili Francuz Davide Moncoutie (Cofidis). Za tą dwójką jechał już mocno rozbity peleton - w wyścigu liczyło się już tylko niespełna 20 kolarzy.
Na 15 kilometrów przed metą Rasmussen miał dość pokaźną przewagę 0:24 nad peletonikiem, który dogonił francusko-włoski duet górali. Całą swą przewagę Duńczyk roztrwonił jednak na stromej "ścianie" w Wetzwil, bowiem na szczycie tego ostatniego w całym wyścigu podjazdu dogonił go kolega z drużyny Holender Michael Boogerd (Rabobank) oraz czwórka rywali, Włosi: Ivan Basso (Fassa Bortolo), Francesco Casagrande (Lampre), Nardello i Hiszpan Eladio Jimenez. Ten ostatni (drobnej postury góral) pogubił się jednak na karkołomnych zjazdach do miasta i na czele pozostała tylko piątka, którą jednak po chwili dopędził kilkunastoosobowy "pociąg" prowadzony przez Ullricha. Nardello "nie złożył jednak broni" i niemal natychmiast ponowił atak korzystając z zamieszania po zjechaniu się grupek. Liczne kontrataki jego rywali wyprowadzane jednak bez większego przekonania nie mogły przynieść podobnego efektu. Dzięki szarpanemu tempu w grupie pościgowej Włoch miał na 2 km przed metą już 0:15 przewagi i dopiero wtedy "urwał się ze smyczy" swych licznych "opiekunów" Ullrich. Jednak na skuteczną pogoń było już za późno. Nardello przekroczył linię mety z przewagą 6 sekund nad "Kaiserem" i 11 nad 15-osobową grupą, w której finisz po najniższe miejsce na zuryskim podium z łatwością wygrał lider PŚ Paolo Bettini (Quick Step). Tym samym Nardello, który za młodu równie obiecująco zapowiadał się w kontekście wyścigów wieloetapowych (trzy miejsca w czołowej "10" Tour de France pod koniec ubiegłego wieku) co górzystych "klasyków" (drugie miejsce w Giro di Lombardia 1995 i etap TdF do Carpentras 1998), zaś następnie przepadł nieco w wielkiej drużynie Mapei wykorzystał swą wielką szansę i odniósł życiowy sukces. Bożyszcze niemieckich fanów Jan Ullrich kontynuuje zaś swe niesamowite serie drugich miejsc w najpoważniejszych imprezach sezonu i po piątej już drugiej lokacie w lipcowym TdF teraz "wywalczył" czwarte tego typu osiągnięcie w MvZ! Bezbłędny tego lata jest natomiast Bettini, który choć w niedzielę nie wygrał powiększył jednak swą przewagę nad najgroźniejszymi rywalami w pucharowej rywalizacji. Po ośmiu wyścigach "Świerszcz" ma już 146 punktów przewagi nad Boogerdem, 147 nad Belgiem Peterem Van Petegemem (Lotto) i 163 nad swym rodakiem Davide Rebellinem (Gerolsteiner). Oznacza to, iż w październikowych klasykach: Paris-Tours i Giro di Lombardia aby go dogonić Boogerd i Van Petegem musieliby wygrać jeden z pozostałych wyścigów, zaś w drugim zająć co najmniej trzecią lokatę, podczas gdy Rebellin musiałby być "po prostu" pierwszy i drugi ... i to wszystko przy założeniu, że Toskańczyk z Quick Stepu nie zdobędzie żadnych punktów jesienią! W tej sytuacji Bettini może się już spokojnie skoncentrować na swym drugim głównym celu w sezonie 2003 tj. wywalczeniu złota na MŚ ze startu wspólnego w kanadyjskim Hamilton. |