WYŚCIG KU SŁOŃCU

Wyścig etapowy z Paryża do Nicei to tradycyjnie pierwsza w szosowym kalendarzu impreza klasyfikowana ponad wszelkimi kategoriami. Zarazem jest nieomylnym znakiem, iż kolejny sezon na szosie rozkręcił się już na dobre. "Wyścig ku słońcu" jak jest powszechnie znany wśród siedmiu etapówek najwyższej kategorii (2.HC) marką ustępuje co najwyżej Tour de Suisse. Pierwsza edycja tej imprezy odbyła się w roku 1933 a wygrał ją Belg Alfons Schepers. Tegoroczna będzie już 61., z czego siedem odbyło się jeszcze przed II Wojną Światową (w latach 1933-39), ósma tuż po tym katakliźmie (w 1946 roku), a kolejne już bez przerw niezmiennie od sezonu 1951. Jak dotąd najczęściej w P-N zwyciężali gospodarze bo aż 21 razy. Niemniej indywidualny (niezwykle wyśróbowany) rekord należy do Irlandczyka Sean'a Kelly, który w latach 1982-88 nie schodził z najwyższego stopnia podium, wygrywając aż siedmiokrotnie z rzędu! Za nim plasuje się Francuz Jacques Anquetil, który wygrywał na tym szlaku 5-krotnie (w latach 1957, 1961, 1963, 1965-66). Trzykrotnie triumfowali zaś Belg Eddy Merckx (1969-71), Holender Joop Zoetemelk (1974-75, 1979) i aktywny jeszcze w ubiegłym roku Laurent Jalabert (1995-97).

Na liście zwycięzców jest jedno polskie nazwisko, lecz należące do Francuza z polskimi "korzeniami". Jean Graczyk bo o nim mowa wygrał tą imprezę w roku 1959 podczas jej najdłuższej w historii edycji prowadzącej z Paryza do Nicei ... i dalej aż do Rzymu! Sześć lat wcześniej drugie miejsce w klasyfikacji generalnej tego wyścigu (chwilowo przezwanego Paris-Cote d'Azur) zajął inny potomek polskiej emigracji Roger Walkowiak. Natomiast dla barw polskich najbardziej zasłużyli się Tomasz Brożyna i Piotr Wadecki. Pierwszy w roku 2000 zajął dziesiąte miejsce w generalce, zaś drugi rok później wygrał najdłuższy etap wyścigu z metą w Saint-Raphael oraz zdobył koszulkę najlepszego górala imprezy. W ubiegłym sezonie nie mieliśmy polskich akcentów na trasie P-N, zaś najmocniejszym kolarzem okazał się Kazach Aleksander Winokurow(na zdjęciu z córeczką), który wyprzedził dwóch Francuzów: "młodą nadzieję" Sandy Casara i "uznaną sławę" - wspomnianego już - Jalaberta.

Tegoroczny szlak z francuskiej stolicy na Lazurowe Wybrzeże liczy 1094,3 kilometra. Po drodze kolarze będą mieli do przebycia średniej wielkości góry najpierw w Masywie Centralnym, a następnie w nadmorskich regionach Alp. W tym roku trasa została ułożona bardzo proporcjonalnie. Podczas ośmiu dni zmagań w "menu" znajdą się m.in. dwa etapy jazdy indywidualnej na czas: pagórkowaty prolog w Issy-les-Moulinex i płaska czasówka na czwartym etapie wokół Vergeze. Ponadto po dwa etapy stworzone zostały z myślą o sprinterach: pierwszy do Paray-le-Monial i trzeci do Pont-du-Gard oraz "harcownikach" drugi i szósty z finiszami odpowiednio w: Saint-Etienne oraz Cannes. Niemniej o wszystkim zdecydować powinny etapy numer pięć i siedem. Najpierw kolarzom przyjdzie się wspiąć po raz kolejny w tym roku (próba generalna była na Tour Mediteraneen) pod Mont Faron górującą nad Toulonem. Na deser przygotowano zaś etap okrężny wokół Nicei. Znajdzie się na nim aż pięć premii górskich, w tym trzy przejazdy przez najsłynniejszą górę w historii tego wyścigu czyli Col d'Eze - po raz ostatni na 16 kilometrów przed metą.


Copyright Amaury Sport Organisation / A.S.O. 2003

Kogo należy wymienić wśród faworytów? Ubiegłoroczny triumfator, zadomowiony we Francji "Wino" (wicemistrz olimpijski z Sydney) zapewne tanio skóry nie sprzeda, lecz w tym sezonie jeszcze nie błyszczał. Kazach może liczyć na swą silną ekipę Telekomu, w której barwach pojadą m.in. Belg Mario Aerts (dziewiąty przed rokiem), Amerykanin Bobby Julich i Włoch Daniele Nardello. Niemniej kandydatów do detronizacji Aleksandra nie brakuje. Gospodarze liczyć będą przede wszystkim na trójkę: Laurent Brochard (Ag2R), Sylvain Chavanel (Brioches la Boulangere) oraz David Moncoutie (Cofidis). Eks-mistrz świata Brochard był drugi w P-N przed trzema laty, zaś w lutym zajął drugie miejsce w Tour Mediterraneen. Młody Chavanel w tej samej etapówce był trzeci, zaś niespełna tydzień później wygrał górzysty semi-klasyk Tour du Haut Var. Natomiast Moncoutie czwarty w P-N 2001 wygrał w ubiegłą niedzielę GP di Lugano, zaś podczas wspomnianego już wyścigu nad Morzem Śródziemnym najszybciej wspiął się pod Mont Faron! Obok Francuzów do pierwszoplanowych postaci należeć powinni dwaj doświadczeni Włosi. Dario Frigo (Fassa Bortolo) dwa lata temu nie miał sobie równych podczas czasówki pod Col d'Eze i w klasyfikacji całego wyścigu, zaś przed rokiem również najszybciej zameldował się na tej samej górze, choć na etapie ze startu wspólnego. W tym roku wygrał już natomiast hiszpańską etapówkę Volta a la Comunitat Valenciana. Jego rodak Davide Rebellin (Gerolsteiner) wysoką formą tradycyjnie wykazuje się już w pierwszych tygodniach sezonu. Na koncie ma już drugie miejsce w Vuelta a Andalucia (Ruta del Sol).

Wiele do powiedzenia może mieć również Duńczyk Claus-Michael Moller (Milaneza) stojący na czele portugalskiej ekipy z kilkoma dobrymi góralami, co istotne walczącej o przepustkę na tegoroczny Tour de France. Moller dwa tygodnie przed startem P-N wygrał wyścig etapowy Volta ao Algarve. "Czarnymi końmi" tegorocznej edycji okazać się mogą: Bask Samuel Sanchez (Euskaltel), który w Tour du Haut Var zajął drugie miejsce - to samo, które rok wcześniej stało się udziałem Winokurowa ... oraz etatowy czarny charakter zawodowego peletonu Belg Frank Vandenbroucke (Quick Step). VdB wygrywał już w Nicei przed pięciu laty, lecz po latach tłustych przyszły trzy bardzo chude (2000-2002). Wydaje się jednak, iż Walończyk jest na dobrej drodze do pełnej odbudowy formy fizycznej i psychicznej. Czwarte miejsce w klasyku Omloop Het Volk może okazać się zwiastunem kolejnych sukcesów tego kolarza na miarę jego talentu. My w peletonie 61 edycji Paryż-Nicea będziemy mieli tylko jednego przedstawiciela 22-letniego Marka Rutkiewicza z Cofidisu. Trzeci kolarz ubiegłorocznego Tour de Pologne w przyszłości może odgrywać niebagatelne role w wyścigach takich jak P-N, lecz na razie jeszcze w jego własnej ekipie wyżej stoją akcje wspomnianego już Moncoutie czy choćby czwartego przed rokiem Kazacha Andrieja Kiwiliewa.



W CIENIU TRAGEDII

61 edycja wyścigu z Paryża do Nicei rozpoczęła się pod paryskim słońcem bardzo szczęśliwie dla ekipy Cofidisu. Któż mógł wówczas przypuszczać, iż będą to "miłe złego początki"? Belg Nico Mattan podobnie jak przed dwoma laty wygrał prolog wyścigu i został jego pierwszym liderem. Co więcej trzeci czas dnia uzyskał jego kolega z drużyny Francuz Philippe Gaumont - obu kolarzy spod znaku słońca rodzielił jedynie Amerykanin Tyler Hamilton z duńskiej ekipy CSC. Pierwszy etap padł zgodnie z oczekiwaniami łupem sprinterów choć najbardziej wytrwałemu ze śmiałków uciekinierów - młodemu Francuzowi Sebastienowi Joly z Jean Delatour do pełni szczęścia zabrakło ledwie 700 metrów. Na finiszu zdecydowanie najszybszy okazał się Włoch Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo), za którego plecami finiszowali dwaj Australijczycy Robbie McEwen (Lotto) i Stuart O'Grady (Credit Agricole) - ten drugi dzięki dobremu występowi w prologu i poniedziałkowym bonifikatom został nowym liderem. We wtorek czekały już jednak peleton solidne podjazdy w Masywie Centralnym i na nich to miała się dokonać wstępna selekcja faworytów całej imprezy. Sygnał do ataku dał Rosjanin Aleksander Botczarow (Ag2R), zaś tuż przed szczytem ostatniej góry dołączyła do niego piątka: Włoch Dario Frigo i Ukrainiec Wołodymir Gustow (obaj Fassa Bortolo), ubiegłoroczny zwycięzca Kazach Aleksander Winokurow (Telekom), Bask Mikel Zarrabeitia (ONCE) i Włoch Davide Rebellin z grupy Gerolsteiner. Po kilkunastokilometrowych zjazdach na finiszu w Saint-Etienne Rebellin nie dał szans rywalom i został kolejnym przodownikiem wyścigu. Niepokojące wieści nadeszły z tylnych szeregów peletonów, bowiem w miejscowości Saint-Chamond u podnóża Croix le Chabouret (na jakieś 35 kilometrów przed metą) poważne obrażenia w kraksie (w której leżał również nasz Marek Rutkiewicz) odniósł jeden z faworytów wyścigu Kazach Andriej Kiwiliew (Cofidis). Niemniej jeszcze we wtorek nikt chyba nie przewidywał najgorszego. Tragedia stała się faktem następnego ranka. Czwarty kolarz TdF-2001 zmarł nie odzyskawszy przytomności! Tego dnia nikt się nie ścigał, co prawda kolarze przejechali 192,5-kilometrowy odcinek do Pont du Gard w dość szybkim tempie, lecz bez walki. Metę jako pierwsi przekroczyli całą szerokością szosy kolarze Cofidisu czyli koledzy z drużyny Kiwiliewa. W ten sposób (znany z TdF-1995 po śmierci Fabio Casartelliego) peleton uczcił pamięć powszechnie lubianego kolegi. Na łamach prasy ponownie rozgorzała debata na temat celowości wprowadzenia obowiązku jazdy w kaskach podczas wszystkich zawodów organizowanych przez UCI

Jednak następnego popołudnia trzeba było kontynuować walkę o zwycięstwo w smutnym wyścigu. 16,5-kilometrową czasówkę wokół źródeł wody Perrier w miejscowosci Vergeze wygrał triumfator P-N z roku 2001 Frigo. Włoch wyprzedził o 8 sekund Niemca Jorga Jaksche (ONCE), o 13 Hamiltona, o 14 Belga Franka Vandenbroucke (Quick Step) oraz o 18 Zarrabeitię. Winokurow zajął ósmą lokatę ze stratą 24 sekund, zaś Rebellin był dopiero dwudziesty czwarty tracąc ich aż 59! Po tym etapie na faworyta numer jeden wyrósł Frigo, zaś na jego najgroźniejszych rywali zawodnicy ONCE Zarrabeitia i Jaksche. Jednak "lodowaty Dario" szybko sie poddał, bowiem ... nie wystartował do kolejnego etapu! Za oficjalny powód dezercji podano zatrucie żołądkowe. Teraz droga do obrony tytułu sprzed roku stanęła otworem przed Winokurowem. "Wino" podwójnie zmotywowany (chciał wygrać wyscig już nie tylko dla siebie, lecz również dla swego zmarłego przyjaciela) nie dał szans rywalom na górze Mont Faron. Zaatakował około 1,5 kilometra przed metą i łatwo wygrał z przewagą 7 sekund na trójką górali nie liczących się już specjalnie w klasyfikacji generalnej wyścigu: Włochem Gilberto Simonim (Saeco), Francuzem Davide Moncoutie i Hiszpanem Carlosem Sastre. Najgroźniejszy rywal czyli Rebellin stracił 11 sekund plus kolejne 10 doliczywszy bonifikatę za zwycięstwo etapowe. Górzysty przedostatni etap nie wniósł zbyt wiele do "generalki". Najpierw samotną, 101-kilometrową akcją popisał się Hamilton dzięki czemu wywalczył koszulkę "najlepszego" górala tej imprezy. Następnie z 40-osobowej czołówki urwała się piątka kolarzy raczej z drugiego szeregu, z których na finiszu najmocniejszy okazał się młody Hiszpan Joaquim Rodriguez (ONCE). Również zapowiadany jako królewski (bo z pięcioma poważnymi górami) finałowy etap wokół w Nicei nie przyniósł zasadniczych zmian. Winokurow był w stanie samotnie (wobec słabości swej ekipy) lub kiedy trzeba przy pomocy zaprzyjaźnionego Cofidisu odeprzeć nieliczne ataki rywali. Jedyny poważny miał miejsce ze strony kolarzy portugalskiej Milanzey. W decydującej dla losów etapu akcji wzięło udział dwóch jej zawodników: Hiszpan David Bernabeu i Szwajcar Fabian Jeker oraz Kolumbijczyk Ivan Parra. Najwyżej z tego grona klasyfikowany Bernabeu (dziewiąty ze stratą 1.50) w chwilach gdy przewaga tercetu dochodziła do 1.20 był nawet "wirtualnym" wiceliderem. Ostatecznie zadowolić się musiał zwycięstwem etapowym i awansem na szóste miejsce, bo przewaga na mecie stopniała do zaledwie 11 sekund na 17-osobowym peletonikiem, który zamknął Winokurow. Kazach wygrał po raz drugi (o 43 sekundy przed Zarrabeitią i o 54 przed Rebellinem), podobnie jak przed rokiem przesądzając losy wyścigu na Mont Faron. Jednak tym razem zamiast euforii, na mecie usytuowanej na Bulwarze Anglików była chwila zadumy - Aleksander nie zapomni o Andrieju, lecz nigdy już nie będzie miał okazji by tak jak przed dwunastoma miesiącami wspólnie ze swym przyjacielem świętować sukcesy.

POWRÓT