ZE STOLICY NAD SŁONECZNE WYBRZEŻE

Ośmiodniowy wyścig Paris - Nice (Paryż - Nicea) jak zwykle jest zwiastunem faktu, iż kolarski sezon na szosie już na dobre się rozpoczął. W przyszłym roku pierwszy dzień tej imprezy będzie nawet równoznaczny z inauguracją pierwszego sezonu cyklu Pro Tour. Historia "Wyścigu ku słońcu" sięga roku 1933, zaś jego fundatorem był Albert Lejeune (dyrektor dziennika "Petit Journal"). W pierwszej edycji o długości 1257 kilometrów zwyciężył Belg Alfons Schepers. Jeszcze przed II Wojną Światową rozegrano siedem edycji, z których dwie (w 1936 i 1939 roku) wygrał Francuz Maurice Archambaud. Tuż po zakończeniu działań wojennych wyścig chwilowo wznowiono i w 1946 roku zwyciężył w nim naturalizowany później we Francji Włoch Fermo Camellini, lecz na dobre (tj. na stałe) zawody "odżyły" dopiero w sezonie 1951. Tegoroczny wyścig będzie miał więc już numer 62, a największa liczba sposród dotychczasowych edycji padła łupem gospodarzy, jako że Francuzi wygrali tu 21 razy (choć ostatni raz w 1997 roku). Niemniej należy stwierdzić, iż miejscowi i tak bywali tu zazwyczaj bardzo gościnni skoro "pozwolili" wygrać gościom aż 40-krotnie, w tym 14 razy Belgom i 8 razy ... Irlandczykom! Właśnie do zawodnika z "Zielonej Wyspy" należy niezwykle wyśróbowany indywidualny rekord generalnych zwycięstw na trasach Paris-Nice. Najwszechstronniejszy kolarz swej epoki Sean Kelly triumfował bowiem w Nicei aż 7-krotnie i to nieprzerwanie od 1982 do 1988 roku! Za nim plasuje się Francuz Jacques Anquetil, który wygrał 5 razy w latach: 1957, 1961, 1963, 1965-66. Wśród trzykrotnych triumfatorów znajdujemy zaś tak wielkie nazwiska jak: "kolarz wszechczasów" Belg Eddy Merckx (1969-71), Holender Joop Zoetemelk (1974-75, 1979) czy Francuz Laurent Jalabert (1995-97). Zwycięzca dwóch ostatnich edycji Kazach Aleksander Winokurow (T-Mobile) w razie kolejnego sukcesu nie tylko dołączy do powyższego grona, lecz zarazem zostanie czwartym po Merckxie, Kellym i Jalabercie autorem "słonecznego hat-tricku". Na liście triumfatorów jest nawet jedno swojsko brzmiące nazwisko należące do Francuza z polskimi "korzeniami". Jean Graczyk wygrał bowiem najdłuższą edycję tej imprezy w roku 1959, która liczyła aż 1955 km i miała metę w ... Rzymie!


Copyright Amaury Sport Organisation / A.S.O. 2003

Trasa tegorocznego wyścigu ku Lazurowemu Wybrzeżu liczyć będzie 1305,7 kilometra. Jak zwykle znajdą się na niej odcinki przyjazne sprinterom jak i etapy górzyste, które oddzielą faworytów od reszty stawki. Wszystko zacznie się zaś od krótkiej (13,2 km) jazdy indywidualnej na czas pomiędzy Chaville a Issy-les-Moulineaux / Vanves. Issy-les-Moulineaux jest siedzibą tak dziennika sportowego L'Equipe jak i Amaury Sport Organisation - organizatorów Tour de France. Czasówka ta nie będzie zupełnia płaska, bowiem znajdą się na niej dwa przeszło kilometrowe pagórki po 2,4 i 11,1 kilometra. Etap drugi z Chaville do Montargis (166,5 km) mimo pięciu hopek 3. kategorii powinien zakończyć się rozgrywką sprinerską, gdyż wszystkie pagórki usytuowano na pierwszych 70 kilometrach. Na trzecim i przy tym najdłuższym etapie z La Chapelle-Saint-Ursin do Roanne (aż 229 km) będą tylko dwa niewielkie podjazdy, lecz za to bliżej mety. Dopiero na czwartym etapie z Roanne do Le Puy-en-Velay (179 km) pośród czterech premii górskich będziemy mieli pierwszą prawdziwą wspinaczkę pod Col de la Croix de l'Homme-Mort (1163 m. n.p.m.), lecz będzie ona miała miejsce około półmetka tego odcinka. Również następnego dnia podczas etapu piątego z Le Puy-en-Velay do Rasteau (215 km) uczestnicy wyścigu będą mieli do pokonania cztery premie (w tym jedną 2. kategorii), zaś ostatnia hopka znajdzie się na 13 kilometrów przed metą. Jednak pierwszym z etapów, który powinien w największym stopniu wpłynąć na losy całego wyścigu będzie odcinek szósty z Rasteau do Gap (173,5 km). Gap to miasto Mistrzostw Świata (z roku 1972), zaś przed rokiem było sceną dramatycznego etapu "Wielkiej Pętli" zakończonego zwycięstwem - nomen omen - wspomnianego już Winokurowa. Dwunastego marca na drodze do niego będą cztery premie górskie, w tym trzy 1. kategorii, z czego dwie: Col de la Sentinelle (981 m. n.p.m. - 142 km) i Col de Manse (1268 m. n.p.m. - 164 km) podczas ostatniej godziny zmagań. Dzień później kolarze wystartują w Digne-les-Bains by po pokonaniu 185,5 kilometrów i siedmiu podjazdów (w tym dwóch 1. kategorii) dotrzeć do Cannes na francuskiej riwierze. Wielkim finałem wyścigu podobnie jak przed rokiem będzie etap wokół Nicei na dystansie 144 kilometrów z pięcioma podjazdami. Tego dnia trzeba będzie m.in. trzykrotnie wspinać się pod premię 1. kategorii Col d'Eze (497 m. n.p.m.). Przełęcz ta na trwałe wpisana jest w bogatą historię Paris-Nice, bowiem na niej (od roku 1969) kończyły się podczas górskiej czasówki liczne edycje tego wyścigu. Tym razem po raz ostatni zostanie pokonana na 16,5 km przed metą całej imprezy na Promenadzie Anglików.


Copyright Amaury Sport Organisation / A.S.O. 2003

Czy również w tym roku wygra Winokurow - kolarz wszechstronny, waleczny i nader wszystko jeżdżący bardzo mądrze pod względem taktycznym. Zapewne i w tym roku udany występ w P-N jest na liście jego życzeń, lecz po ubiegłorocznym sukcesie w Tour de France (trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej) nie można wykluczyć, iż "Wino" odpuści nieco wiosnę - a przynajmniej jej początek - po to by jak najwięcej sił zachować na lipiec (Tour) i sierpień (Igrzyska Olimpijskie). W każdym razie nawet w przypadku słabszej formy Kazacha "wunderteam" T-Mobile ma w odwodzie jeszcze Kolumbijczyka Santiago Botero, który był już niegdyś trzeci w tej imprezie, a dokładnie w sezonie 1999. Do głównych faworytów tegorocznej edycji należą też podopieczni Bjarne Riis'a z Team CSC: Włoch Ivan Basso i czwarty przed rokiem Niemiec Jorg Jaksche - duet ten z łatwością wygrał przed trzema tygodniami niżej punktowaną francuską etapówkę Tour de Mediterraneen. Kibice francuscy najbardziej liczą na doświadczonego Laurenta Brochard'a (Ag2R) - zwycięzcę tegorocznej Etoile des Besseges, zaś w P-N drugiego w sezonie 2000. Poza tym nadzieje swe wiążą z kolarzami młodszej generacji takimi choćby jak: Sylvain Chavanel (Brioches la Boulangere) - piąty przed rokiem czy David Moncoutie (Cofidis) - czwarty w 2001 roku. Z gości poza kolarzami T-Mobile i CSC wiele do powiedzenia mogą mieć Włosi: Dario Frigo (Fassa Bortolo), który wygrał P-N w sezonie 2001 oraz trzeci przed dwunastoma miesiącami Davide Rebellin (Gerolsteiner). Na pewno nie można też lekceważyć znajdujących się w niezłej formie u progu sezonu: Belga Dave'a Bruylandtsa (Chocolade Jacques) oraz Basków Aitora Osę (Illes Balears) i Samuela Sancheza (Euskaltel). Możne grupy Quick Step i US Postal w tej imprezie postawią raczej na kolarzy spoza Europy tzn. odpowiednio na Australijczyka Michaela Rogersa i Amerykanina Floyda Landisa - ten ostatni w lutym wygrał portugalską etapówkę Volta ao Algarve. Ze względu na przeziębienie niepewny jest występ, a tym bardziej forma innego "Jankesa" - Tylera Hamiltona (Phonak), acz w razie potrzeby spokojnie zastąpić go może w roli lidera wciąż groźny w krótszych wyścigach etapowych Szwajcar Alex Zulle - zwycięzca P-N anno domini 1993! Nam pozostanie kibicować Dariuszowi Baranowskiemu (Liberty Seguros), który o ile solidnie przepracował zimę akurat w tym wyścigu będzie miał szansę na zostanie liderem swej ekipy. Za sukces należałoby uznać nawiązanie do udanych startów z przełomu wieków Tomasza Brożyny i Piotra Wadeckiego. Ten pierwszy w roku 2000 zajął dziesiąte miejsce w klasyfikacji generalnej, zaś drugi rok później wygrał najdłuższy etap wyścigu z metą w Saint-Raphael i na dodatek zdobył koszulkę najlepszego górala całej imprezy.


PRZEŁOM CZŁOWIEKA Z GÓR

Niemiec Jorg Jaksche po przejściu do duńskiej grupy Team CSC kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. W miesiąc po wiktorii w Tour de Mediterraneen (kat. 2.3) urodzony w Bawarii, a wychowany w austriackim Tyrolu zawodnik wygrał kolejną imprezę z metą nad Morzem Śródziemnym. Triumf w 62. edycji wyścigu Paryż - Nicea (2.HC) jest życiowym sukcesem kolarza, który dotąd był cenionym robotnikiem jak np. w trzech ostatnich sezonach gdy w barwach ONCE pracował na rzecz Basków: Joseby Belokiego i Igora Gonzaleza de Galdeano. Obecnie pod skrzydłami zwycięzcy Tour de France z roku 1996 Duńczyka Bjarne Riis'a Jaksche ma okazję w pełni wykorzystać swój talent i możliwości - przynajmniej w wiosennych, krótszych wyścigach etapowych. Z postawionych przed nim zadań wywiązuje się jak widać wzorowo, zaś jego zwycięstwo w "Wyścigu ku słońcu" ani bez przez moment nie było zagrożone. Jorg wygrał otwierającą całą imprezę 13-kilometrową czasówkę na ulicach francuskiej stolicy i następnie utrzymał żółtą koszulkę lidera do samej mety na Lazurowym wybrzeżu. Jedynym poważnym rywalem Niemca okazał się być Włoch z niemieckiej ekipy Gerolsteiner Davide Rebellin, który stracił do Jaksche'go w jeździe indywidualnej na czas tylko 4 sekundy, a poza tym nie przespał bardzo istotnej dla losów całego wyścigu akcji kolarzy CSC na drugim - z pozoru płaskim, więc wydało się łatwym - etapie do Montargis. Tego dnia podopieczni Riis'a rozbili peleton na wietrze i grono kandydatów do końcowego zwycięstwa zawęziło się do ledwie 36 nazwisk, bowiem pozostali uczestnicy stracili do zwycięzcy etapu Pedro Horillo (Hiszpania, Quick Step) co najmniej 5:15! W walce Davide'a z Goliatem tym razem ten pierwszy był bez szans, tym bardziej iż wysoki Niemiec mógł liczyć na wsparcie swej niezwykle silnej grupy. Dość powiedzieć, że każdy z pozostałych czterech kolarzy CSC, którzy dotarli do Nicei ukończył tą imprezę w czołowej "11"! Wśród tego kwartetu najbardziej widoczny na trasie był rodak triumfatora i kolejny nowy nabytek duńskiej ekipy Jens Voigt, który jednak przegrał "wewnętrzną rywalizację" o trzecie miejsce na podium z Amerykaninem Booby'm Julichem z uwagi na słabszy występ we wspomnianej czasówce. Rebellinowi na pocieszenie zostało jednak zwycięstwo w klasyfikacji punktowej, w której to rywalizacji zdystansował wszystkich swych rywali na czele z Voigtem.

Poza grupą Team CSC na szczególne uznanie zasługuje postawa zwycięzcy dwóch poprzednich edycji P-N Kazacha Aleksandra Winokurowa. Sportowe przysłowie powiada, iż nie sztuką jest zwycięzać będąc w najwyższej formie, lecz raczej dokonać tego samego nie będąc w optymalnej dyspozycji. "Wino" w tym roku nastawia się bardziej na lato (Tour de France i Igrzyska Olimpijskie) niż wiosnę (krótsze etapówki i klasyki Pucharu Świata), więc z pewnością znajduje się obecnie w nieco niższej formie niż przed dwunastu miesiącami, a mimo to zdołał w tak prestiżowej imprezie wygrać aż trzy etapy (piąty w Rasteau, siódmy w Cannes i ósmy w Nicei)! Powie ktoś, iż Aleksander już drugiego dnia stracił wszelkie szanse na odegranie istotnej roli w klasyfikacji generalnej całego wyścigu, więc "możni" mogli mu pozwolić na więcej swobody. Poniekąd prawda, lecz pamiętajmy, iż w takiej samej sytuacji znalazło się również 133 innych uczestników P-N, a tylko trzem spośród nich udało się wygrać choćby po etapie - poza Winokurowem dokonali tego jeszcze Holender Leon van Bon (Lotto) w Roanne oraz Rosjanin Denis Mienszow (Illes Balears) w Gap. "Alex", który w swych atakach wykazał się praktycznie stuprocentową skutecznością, dokonał wyczynu nie lada jak na kolarza nie będącego wszak sprinterem, bowiem wygrał trzy z tylko siedmiu rozegranych etapów - jako, że odcinek czwarty do Le Puy-en-Velay został przerwany z uwagi na opady śniegu i minusową temperaturę w górach Masywu Centralnego. Na uwagę zasługują też wysokie miejsca kolarzy szykujących swój pierwszy w sezonie szczyt formy na kwietniowe klasyki PŚ - Amerykanin George Hincapie (US Postal) i Belg z Walonii Frank Vandenbroucke (Fassa Bortolo) bo o nich mowa zajęli odpowiednio piąte i szóste miejsce w "generalce". Swój spory talent potwierdził wicemistrz świata ze startu wspólnego Australijczyk Michael Rogers (Quick Step) zajmując ósme miejsce, zaś tuż za nim uplasował się będący chyba największą niespodzianką w czołówce całej imprezy niespełna 24-letni Luksemburczyk Frank Schleck z Team CSC. Wśród kolarzy, którzy przegrali swą szansę już na poniedziałkowych "rantach" i następnie próbowali się "odkuć" na górzystych etapach w drugiej fazie wyścigu wyróżnili się przede wszystkim: szybki Kim Kirchen (Luksemburg!, Fassa Bortolo), "najlepszy" góral Aitor Osa (Hiszpania, Illes Balears) oraz ryzykujący na zjazdach rodak tego ostatniego Samuel Sanchez (Euskaltel). Fatalnie wypadli kolarze francuscy, jako że najlepszy z nich w klasyfikacji generalnej Sylvain Chavanel (Brioches la Boulangere) był ledwie czternasty, zaś najwyższą lokatę na etapie i to dopiero szóstą - ostatniego dnia w Nicei - zajął Davide Moncoutie (Cofidis). My również nie mamy najmniejszych powodów do zadowolenia: Zbigniew Piątek (Chocolade Jacques) i Dariusz Baranowski (Liberty Seguros) zajęli odległe miejsca, odpowiednio: 62. i 67., choć "Ryba" dał o sobie znać uczestnicząc w długiej, acz bezskutecznej ucieczce na etapie piątym.

POWRÓT