PUCHAR ŚWIATA ŻEGNA SWEGO MISTRZA

Wyścig Paris-Roubaix choć nie najstarszy ze wszystkich obecnie rozgrywanych klasyków jest imprezą o najbogatszej tradycji. Tegoroczna edycja będzie nosiła rekordowy w ramach Pucharu Świata numer 102. i stąd jeden z przydomków P-R - "Królowa Klasyków". Wszystko zaczęło się w 1896 roku, gdy na pomysł takiego wyścigu wpadli dwaj współwłaściciele młyna z okolic Roubaix: Theo Vienne i Maurice Perez, którzy do swej idei bez trudu przekonali dyrektora czasopisma sportowego Le Vélo Paul'a Rousseau. Niespodziewanie pierwszą edycję P-R wygrał Niemiec Josef Fischer (zdjęcie nr 1), który 280 kilometrów przebył z bardzo przyzwoitą jak na te czasy średnią prędkością 30,162 km/h. Niemniej należy pamiętać, iż do roku 1910 uczestnicy mogli korzystać na trasie z pomocy innych rowerzystów (w tym na tandemach), motycyklistów czy nawet kierowców automobili! Zwycięstwo Fischera pozostało jednak jedynym jak dotąd niemieckim triumfem, a początkowe dwie dekady (do wybuchu I Wojny Światowej) należały do gospodarzy, bowiem Francuzi wygrali aż 16 z 19 rozegranych edycji. Trzy z nich, w latach 1909-11 padły łupem Octave'a Lapize zwycięzcy Tour de France z roku 1910. Pierwsza powojenna edycja (z sezonu 1919) była z pewnością najtrudniejszą w historii - jej zwycięzca Henri Pelissier na zniszczonych wojną drogach uzyskać potrafił przeciętną ledwie 22,857 km/h. Po rozegranej w tak ciężkich warunkach dwudziestej edycji wyścig zyskał sobie drugi, bardziej znany dziś przydomek - "Piekło Północy". W okresie międzywojennym rozpoczęła się dominacja Belgów, którzy wygrali aż 15 z 21 edycji, zaś najskuteczniejszy pośród nich okazał się Gaston Rebry triumfator z lat: 1931 i 1933-34. Do dnia dzisiejszego Belgowie wygrali już 50 edycji podczas gdy Francuzi tylko 30, w tym zaledwie 10 od 1943 roku! Co ciekawe choć dotąd z "Paryża" do Roubaix ścigano się 101 razy to oficjalnych triumfatorów mamy już 102, gdyż w sezonie 1949 zwycięstwo przyznano dwóm kolarzom: Francuzowi Andre Mahe (który ukończył wyścig jako pierwszy, lecz przez chwilę omyłkowo zboczył z trasy tuż przed metą) i Włochowi Serse Coppi - młodszemu bratu słynnego "Campionissimo" (który wygrał finisz z grupy pościgowej za trójką uciekinierów).

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wyścig powoli zaczął tracić swój charakter. Postęp gospodarczy sprawił, iż wiele spośród brukowanych duktów zostało zastąpionych asfaltem przez co impreza stała się coraz łatwiejsza i tym samym szybsza. Nie dziwi więc, że to z owych czasów (sezonu 1964) pochodzi rekord prędkości czyli 45,129 km/h ustanowiony przez Holendra Petera Posta. Jednak najwięcej do powiedzenia miał wówczas Belg Rik Van Looy - "Imperator z Herentals" został trzecim potrójnym zwycięzcą, triumfując w latach: 1961-62 i 1965. Dyrektor wyścigu Jacques Goddet zdecydował się jednak wtedy bronić "szczególnego uroku" tej imprezy i przy pomocy Jean'a Stablinskiego (kolarza polskiego pochodzenia, mistrza świata zawodowców z 1962 roku, wywodzącego się z owych górniczych okolic) przygotował dla uczestników P-R 1968 nową wersję trasy. Ponieważ nowy szlak w poszukiwaniu brukowanych odcinków musiał "kluczyć" bocznymi drogami, aby nie przedłużać dystansu całych zawodów zdecydowano się przenieść sam start bardziej na północ do Compiegne. Wkrótce też na trasy wyścigu wkroczył kolarz do dziś pozostający jego legendą tzn. wychowany na przełajach Belg Roger De Vlaeminck (zdjęcie nr 2). "Cygan" jako jedyny dotąd wygrał tą imprezę czterokrotnie w latach: 1972, 1974-75 i 1977, zaś w sumie stawał aż dziewięciokrotnie na podium w Roubaix (tj. również cztery razy na drugim i raz na trzecim miejscu) zyskując sobie przydomek "Monsieur Paris-Roubaix". De Vlaeminck uczynił to pomimo faktu, iż na drodze do swych sukcesów musiał się zmagać z rywalami tej miary co kolarz-wszechczasów Eddy Merckx ("Kanibal" wygrał P-R w latach: 1968, 1970 i 1973) czy Włoch Francesco Moser (autor drugiego w dziejach P-R hat-tricku, pomiędzy 1978 a 1980 rokiem). W ostatnich latach za władcę piekielnego szlaku uznać należy belgijskiego menadżera grup Mapei i Domo, a obecnie Quick Step Patricka Lefevre. Jego podopieczni od roku 1995 wygrali aż siedem edycji, czterokrotnie (w sezonach: 1996, 1998-99 i 2001) zajmując całe podium!


Photos from: www.letour.fr

Podobnie jak przed rokiem również tegoroczna trasa "Piekła Północy" liczyć będzie 261 kilometrów, lecz tym razem będzie na niej aż 51,1 kilometra "kocich łbów" (czyli 2 km więcej) podzielonych na 26 sekcji. Po wyruszeniu z Compiegne zawodnicy skierują się niemal prosto na północ przez szosy departamentów: Oise (do 37 kilometra), Somme (do 43 km), Aisne (do 86 km) i w tym czasie miną miasta: Noyon (na 20 km), Ham (41 km), Saint-Quentin (59 km), Fresnoy-le-Grand (76 km). W okolicy Busigny (87 km) wkroczą do regionu Nord gdzie pozostaną już na dobre, do samej mety w Roubaix. Po drodze przemkną jeszcze przez: Solesmes (116 km), Denain (154 km), Wallers (175 km), Orchies (198 km) i Templeuve (228 km), lecz co istotniejsze już na 99 kilometrze tj. tuż za Troisvilles wkroczą na pierwszy z brukowych odcinków czyli nawierzchnię, która w tym wyścigu rozdziela "mężczyzn od chłopców". Za królewski odcinek uważany jest owiany złą sławą Foret d'Arenberg (na 166,5 kilometrze). Choć "Lasek Arenberski" znajduje się na blisko sto kilometrów od mety w Roubaix to jednak już na tej zonie nie rzadko następuje wstępna selekcja. Tam też patrząc jak kolarze radzą sobie z trudną nawierzchnią wskazać już można faworytów późniejszych wydarzeń. Na ostatnich kilkudziesięciu kilometrach decydujące znaczenie powinny mieć zaś odcinki w: Mons-en-Pavele (213,2 km), Cysoing (235,8 km) oraz Carrefour de l'Arbre (244,8 km). Cała "droga przez mękę" potęgowana jest przez wiejący wśród pól wiatr oraz kurz (w razie słonecznej pogody) bądź błoto (w przypadku deszczowej aury), a kończy się 500-metrowym finałem na Roubaix velodrome. Przed rokiem dopiero tam poznaliśmy triumfatora 101 edycji w osobie Belga Petera Van Petegema (zdjęcie nr 4) - który został ósmym w historii autorem dubletu: Ronde van Vlaanderen plus Paris - Roubaix.

Wszystkie brukowane odcinki podzielone na zony mają ustaloną przez organizatorów oficjalną hierarchię tj. skalę trudności określoną zależnie od długości jak i stanu nawierzchni tych sektorów. Uwidocznione to zostało w poniższej kolumnie wedle zasady - im więcej gwiazdek tym trudniej:

26. Troisvilles (na 99,8 km - o długości 2200 metrów) ***
25. Viesly (106,3 km - 1800 m) ***
24. Quievy - rue de Valkenciennes (108,5 km - 3700 m) ****
23. Quievy - Saint-Python (113,7 km - 1500 m) **
22. Haussy (121,9 km - 900 m) **
21. Saulzoir (128 km - 1200 m) **
20. Verchain-Maugre (132,9 km - 1600 m) **
19. Maing (136 km - 2500 m) ***
18. Monchaux-sur-Ecaillon (139,2 km - 1600 m) ***
17. Haspres (145,8 km - 1700 m) ****
16. Haveluy (158,3 km - 2500 m) ****
15. Foret d'Arenberg (166,5 km - 2400 m) *****
14. Wallers (173,2 km - 1000 m) ***
13. Hornaing (179,5 km - 3700 m) ***
12. Warlaing (186,9 km - 2400 m) ***
& Tilloy (190,4 km - 2400 m) ***
11. Orchies (201,5 km - 1700 m) ***
10. Auchy-lez-Orchies (207,6 km - 2600 m) ***
9. Mons-en-Pévele (213,2 km - 3000 m) *****
8. Merignies (219,8 km - 700 m) **
7. Pont-Thibaut (223 km - 1400 m) ***
6. Le Moulin de Vertain (229,1 km - 500 m) ***
5. Cysoing (235,8 km - 1000 m) ****
& Bourghelles (237,1 km - 400 m)
4. Campain-en-Pévele (242 km - 1800 m) ****
3. Le Carrefour de l'Arbre (244,8 km - 2100 m) *****
& Gruson (247 km - 1100 m) **
2. Hem (253,6 km - 1400 m) *
1. Roubaix (260 km - 300 m) *


Copyright: Amaury Sport Organisation / A.S.O 2004

Paris - Roubaix będąc imprezą wielce specyficzną wywołuje skrajne emocje. Jedni wokół tego wyścigu koncentrują swe przygotowania do pierwszej części sezonu, zaś drudzy w tym tej klasy specjalisci od jednodniówek co Paolo Bettini czy Oscar Freire unikają go jak ognia (nie oni pierwsi zresztą). Nie wszyscy bowiem są gotowi ryzykować zdrowie na piekielnych brukach, gdy jeden groźny upadek można zniweczyć wszelkie plany na dalszą część sezonu (w tym roku związane dodatkowo z Igrzyskami Olimpijskimi). Poza tym płaski teren, silny wiatr i "kocie łby" preferują specyficzny typ zawodników nie pozostawiając zbyt wielu nadziei kolarzom "wagi lekkiej". Prezentację faworytów tegorocznej edycji trzeba zacząć (pomimo ubiegłorocznej klęski) od kolarzy Quick Step. Prawdziwy pokazał siły podopieczni Lefevre'a urządzili podczas środowego semi-klasyku Gent - Wevelgem (kat. 1.HC), który zakończył się zwycięstwem młodego Toma Boonena. Ten niespełna 24-letni obecnie młodzian był już też trzeci w Roubaix przed dwoma laty! Niemniej oczy całego świata będą zwrócone na jego o przeszło piętnaście lat starszego rodaka Johana Museeuwa (zdjęcie nr 3), który jutro wystartuje w swym ostatnim pucharowym wyścigu, zaś w środę (14.04) zakończy przebogatą karierę startem w Grote Scheldeprijs. Museeuw najbardziej utytułowany kolarz w 15-letniej historii indywidualnego Puchau Świata, zwycięzca 11 imprez z tego cyklu wygrywał i w Roubaix. Uczynił to trzykrotnie w 1996, 2000 i 2002 roku, zarazem będąc drugi w sezonie 2001 oraz trzeci w latach: 1995 i 1997. Starego Johana i młodego Toma wspierać mają Holender Servais Knaven (zwycięzca z sezonu 2001) oraz doświadczony Włoch Stefano Zanini.


Photos from: www.letour.fr

Oczywiście ekipa Lotto łatwo nie odda zdobytego przed rokiem tytułu. Choć Van Petegem nie jest obecnie tak błyskotliwy jak ubiegłorocznej wiosny to jednak ma teraz bodaj mocniejszą niż wówczas ekipę, z drugim i czwartym kolarzem RvV 2004: swym rodakiem Leifem Hoste oraz Holendrem Leonem van Bon'em na czele. Pod tym względem w jeszcze lepszej sytuacji jest triumfator Ronde Niemiec Steffen Wesemann, który w teamie T-Mobile będzie miał do pomocy tej miary robotników co jego rodacy Rolf Aldag i Andreas Klier, Rosjanin Siergiej Iwanow czy Włoch Daniele Nardello. Wesemann był już drugi w Roubaix (za Museeuwem, a przed Boonenem w 2002 roku) i jeśli poprawi te osiągnięcie to rzecz jasna powtórzy ubiegłoroczny wyczyn Van Petegema. Swoje atuty ma też ekipa Alessio, w której pojadą Włosi: Fabio Baldato (drugi w 1994 roku) i Andrea Tafi (stawał na każdym stopniu podium, w tym na najwyższym w sezonie 1999) oraz potężny Szwed Magnus Backstedt, który finiszował drugi za Boonenem we wspomnianym G-W. Z pozostałych drużyn wymienić już można raczej poszczególnych liderów takich jak: drugi w 1996 roku Włoch Gianluca Bortolami i trzeci w sezonie 2001 Łotysz Romans Vainsteins (obaj Lampre), 40-letni niezmordowany Ludo Dierckxsens (Belgia - Landbouwkrediet), niespodziewany zwycięzca z 1997 roku Frederic Guesdon (Francja - FdJeux.com), George Hincapie (USA - US Postal), Frank Hoj (Dania - Team CSC), Thor Hushovd (Norwegia - Credit Agricole), drugi przed rokiem Dario Pieri (Włochy - Saeco), Frank Vandenbroucke (Belgia - Fassa Bortolo), Marc Wauters (Belgia - Rabobank), zaś na zasadzie "czarnych koni" dorzuciłbym jeszcze Rogera Hammonda (Wielka Brytania - Mr Bookmaker.com) i Jaana Kirsipuu (Estonia - Ag2R). Podobnie jak we Flandrii jedynym polskim kolarzem na trasie do Roubaix będzie Dariusz Baranowski z Liberty Seguros (nr 151) jednak i w tym wyścigu wystartuje on bardziej z obowiązku niż z nadziejami na dobry wynik. Klasyki to nie terytorium "Ryby", a nawet jeśli już mielibyśmy liczyć na małą niespodziankę to raczej w drugiej połowie kwietnia, na górzystych trasach: Amstel Gold Race czy Liege-Bastogne-Liege choć i ku temu na razie brak podstaw.


KRÓL MAGNUS I WIELKI

Jeden z najwyższych i zapewne najcięższy z kolarzy I dywizji Szwed Magnus Backstedt (Alessio-Bianchi) zwyciężył w 102 edycji wyścigu Paris-Roubaix. Pomimo umiarkowanego wsparcia swej drużyny - Alessio wystartowało w ledwie sześcioosobowym składzie - "Wiking" potrafił wykorzystać swą wysoką formę zasygnalizowaną cztery dni wcześniej drugim miejscem w semi-klasyku Gent-Wevelgem (kategorii 1.HC). Zarazem 29-letni "Olbrzym z Linkoping" dał swej ojczyźnie pierwsze w historii zwycięstwo w wyścigu klasycznym i to od razu w imprezie zwanej "Królową Klasyków"! Jakkolwiek Magnusa wymieniano w gronie kandydatów do czołowych lokat, także ze względu na fakt, iż P-R zdołał już wcześniej ukończyć siódmym miejscu (w 1998 roku) to jego zwycięstwo pozostaje niespodzianką. Ułatwiły je nieco defekty belgijskich faworytów: Johana Museeuwa (Quick Step) i Petera Van Petegema (Lotto), lecz Backstedt na swój życiowy sukces uczciwie zapracował. Wykazał się przy tym, najpierw mądrością taktyczną na trasie, a potem zdecydowanie większym zasobem sił i szybkością na ostatnich metrach niż jego trzej finiszowi rywale: Holender Tristan Hoffman (Team CSC), Anglik Roger Hammond (Mr. Bookmaker.com) i młody Szwajcar Fabian Cancellara (Fassa Bortolo).


Photo from: Alessio team website

Tegoroczna edycja "Piekła Północy" rozegrana została w przyzwoitych warunkach atmosferycznych za jakie należy uznać brak deszczu i umiarkowaną temperaturę. Po początkowych nieśmiałych akcjach pierwsza klarowna ucieczka zawiązała się na 74 kilometrze z udziałem piątki zawodników: Giosue Bonomi i Salvatore Commesso (obaj Włochy - Saeco), Michael Albasini (Szwajcaria - Phonak), Guillaume Auger (Francja - RAGT Semences) oraz Sven Knauss (Niemcy - Gerolsteiner). Początkowo odpuszczeni szybko uzyskali pokaźną przewagę, która na wjeździe na pierwszy sektor bruku w Troisvilles wyniosła 5:30. Od tego jednak czasu ich zysk zaczął w dość szybkim tempie maleć, bowiem na bufecie w Solesmes (118 km) wynosił on już tylko 3:00, zaś na 133 km zaledwie 1:35. Po 140 kilometrach po ucieczce już niemal nie było śladu, bowiem na czele pozostał tylko z niewielką przewagą Commesso, do którego z peletonu dołączył zwycięzca G-W z 2000 roku Geert Van Bondt (Landbouwkrediet). Ten duet prowadził wyścig przez kolejne dwadzieścia kilometrów, z maksymalną przewagą nad grupą zasadniczą 0:50. Gdy zostali oni doścignięci "przed orkiestrę" wyskoczył Niemiec Rolf Aldag (T-Mobile), lecz zdołał on jedynie jako pierwszy wjechać do sławnego Foret d'Arenberg gdzie dopadli go lepiej radzący sobie z trudną nawierzchnią "Lasku" rywale. Szczególną gracją w pokonywaniu 5-gwiazdkowego bruku wykazał się na tym fragmencie trasy 23-letni Cancellara dotąd znany przede wszystkim z dokonań w dziedzinie samotnej walki z czasem. Arenberg jak to często bywa dokonał wstępnej selekcji w wyścigu, gdyż jako pierwsza na gładką szosę wyjechała zeń "17" zawodników, do której stopniowo na przestrzeni kolejnych 13 kilometrów dołączyło jeszcze 21 dalszych "ścigantów" - główna grupa w tym momencie traciła do czołowej "38" aż 2:37!

Po chwilowym uspokojeniu się sytuacji, na 196 km (tj. w okolicy drugiego bufetu) na solową akcję zdecydował się niespodziewanie estoński supersprinter Jaan Kirsipuu (Ag2R). Jechał on na czele stawki przez następnych 17 kilometrów ze skromną przewagą dochodzącą do 0:30 nad około 30-osobowym peletonikiem, w którym znajdowała się większość porannych faworytów, a najliczniej reprezentowane były ekipy: Lotto, Quick Step, T-Mobile, Team CSC - każda z czteroma-pięcioma kolarzami w tejże czołówce! Kirsipuu złapany został na 213 km po przyśpieszeniu Museeuwa, lecz w kolejnej akcji zaczepnej udział wzięli: Holender Leon van Bon (Lotto) i Duńczyk Frank Hoj (Team CSC). Podobnie jak Estończyk ów duet podczas swych 20 kilometrów na prowadzeniu zyskał co najwyżej 0:30 nad pościgiem, w którym zostało już tylko 24 zawodników. Gdy nadszedł kres ich próby swych sił spróbowała "piątka": Tom Boonen (Quick Step), Fabio Baldato (Alessio), Juan Antonio Flecha (Fassa Bortolo), Leif Hoste (Lotto) oraz Christophe Mengin (Francja - FdJeux.com). W tej grupie najlepsze wrażenie robił o dziwo nie Boonen, lecz będący objawieniem Ronde van Vlaanderen Hoste - niestety we właściwym podkręceniu tempa przeszkodził mu wybryk jednego z kibicujących rodaków, którego flamandzka flaga wkręciła się w koło dzielnego "robotnika" z Lotto. Z tego powodu Hoste nie mógł wziąć udziału w kolejnym ataku, który przeprowadzili jego niedawni współtowarzysze ucieczki: Boonen i Flecha oraz George Hincapie (USA - US Postal). Akcja w tym składzie, rozpoczęta na 23 kilometry przed metą wygląda już dość poważnie, choć nie było w niej żadnego z kolarzy Lotto czy też T-Mobile. Na domiar złego jeśli chodzi o ekipę Lotto-Domo w bodaj najgorszym momencie, tj. na około 17 kilometrów przed metą, na początku ostatniej z najtrudniejszych zon (czyli Le Carrefour de l'Arbre) "gumę" złapał jej lider Van Petegem! Szaleńczy pościg "Czarnego Piotrusia" na kolejnych paru kilometrach, podczas których sporo ryzykując PVP w szaleńczym tempie minął conajmniej dziesięciu najbardziej osłabłych na tym odcinku rywali zakonczył się połowicznym powodzeniem. Van Petegem zdołał bowiem dołączyć na 251 km do pierwszej grupy pościgowej, w której jechali m.in. Boonen, Daniele Nardello (Włochy - T-Mobile) czy Romans Vainsteins (Łotwa - Lampre).

Niemniej grupka ta traciła w owej chwili 0:10 do "dwójki": Flecha i Hincapie oraz aż 0:25 do czołowej "piątki", która odjechała od reszty konkurentów za sprawą Museeuwa w Gruson (na drugiej części wyżej wspomnianego odcinka "kocich łbów") i w której obok legendarnego "Lwa z Flandrii" byli też Backstedt, Cancellara, Hoffman i bardzo żwawy tego dnia Anglik z Oxfordu (mistrz świata juniorów ... w przełajach z 1992 roku) Hammond. Wydawało się, iż Museeuw ma niemałą szansę na to by zakończyć swą bogatą karierę wielką wiktorią i tym samym wyrównać rekord czterech triumfów w P-Roubaix należący od sezonu 1977 do jego rodaka Rogera De Vlaemincka. Los jednak okrutnie zakpił sobie z wielkiego mistrza i na ostatniej sekcji bruku, w swym ostatnim pucharowym występie lider ekipy Quick Step podzielił los swego największego rywala Van Petegema przebijając dętkę w tylnym kole! Kwartet rywali odjechał po zwycięstwo, zaś pechowy Museeuw został dogoniony przez kolejnych jedenastu rywali, w której byli tak Van Petegem jak i zwycięzca RvV 2004 Niemiec Steffen Wesemann (T-Mobile). Zgodnie współpracującą czwórkę "outsiderów" na velodrome w Roubaix wprowadził najmniej doświadczony Cancellara i za ów brak właściwej oceny swych możliwości zapłacił miejscem poza podium. Na ostatnim wirażu młodego Helweta minął po prawej (zewnętrznej) stronie Hammond, lecz jeszcze szybciej po lewym (wewnetrzym) torze uczynił to wielki Backstedt, na którego kole przewiózł się po drugie miejsce na podium Hoffman. Siedemnaście sekund za głównymi bohaterami złączeni w "braterskim uścisku" ukończyli ów wyścig dwaj wielcy: (od lat) rywale, (dziś) pechowcy, lecz (jak widać pomimo oczywistej różnicy zawodowych interesów) przede wszystkim szanujący się koledzy: Museeuw i Van Petegem. Kolejny, 9-osobowy "oddział" przyprowadził van Bon, za którym finiszowali: Hincapie, Boonen, Hoj, Vainsteins, Hoste, Flecha i mniej aktywny niż nas na ogół przyzwyczajał Ludo Dierckxsens (Belgia - Landbouwkrediet). Piętnaste miejsce zajął Nardello, zaś dopiero szesnaste Wesemann - lecz to on dzięki 10 punktom do klasyfikacji łącznej Pucharu Świata został nowym liderem całego cyklu i to jego ujrzymy w białej koszulce z pionowym tęczowym pasem następnej niedzieli na limburskim szlaku wokół Valkenburga podczas 39 edycji holenderskiego Amstel Gold Race.

 

POWRÓT