PIEKIELNY REWANŻ ZA FLANDRIĘ

Paryż - Roubaix nie będąc najstarszym ze wszystkich współcześnie rozgrywanych klasyków może się jednak pochwalić najbogatszym wśród imprez tego rodzaju stażem, albowiem tegoroczna edycja "Królowej Klasyków" będzie już 105-tą!


Copyright: http://www.letour.fr/2007/PRX/LIVE/fr/100/index.html

HISTORIA: Wszystko zaczęło się w 1896 roku, gdy na pomysł wyścigu, który połączyłby stolicę Francji z górniczym miastem przy granicy z Belgią wpadli dwaj współwłaściciele młyna z okolic Roubaix: Theo Vienne i Maurice Perez. Do swej idei bez trudu przekonali oni dyrektora czasopisma sportowego "Le Vélo" Paul'a Rousseau, który uznał iż zawody te mogą być świetną próbą generalną przed sztandarową imprezą spod znaku "Le Velo" czyli rozgrywanym w maju (od 1891 roku) maratonem Bordeaux - Paris. Świadczy o tym choćby okoliczność, iż do 1909 roku uczestnicy P-Roubaix podobnie jak w Bordeaux-P mogli korzystać z pomocy zakontraktowanych pomocników na rowerach (także tandemach), motycyklach czy też prowadzących samochody! Pierwszą edycję Paris-Roubaix rozegraną 19 kwietnia 1896 roku dość niespodziewanie wygrał Niemiec Josef Fischer, który 280 kilometrów przebył z bardzo przyzwoitą jak na te czasy średnią prędkością 30,162 km/h i o 25 minut wyprzedził Duńczyka Charlesa Meyera i o 28 minut faworyta gospodarzy Maurice'a Garina. Co ciekawe wyczyn Fischera po dzień dzisiejszy pozostaje jedynym triumfem Niemców w tym wyścigu pomimo, że w późniejszych latach jeszcze 9-krotnie stawali oni na podium w Roubaix. Drugie miejsce zajmowali bowiem: tenże sam Fischer w 1900, Olaf Ludwig w 1992 oraz Steffen Wesemann w 2002 roku. Natomiast trzecie pozycje wywalczyli: Herbert Sieronski w 1932, Rudi Altig w 1967, Dietrich Thurau w 1980, Gregor Braun w 1982, Ludwig w 1993 oraz Erik Zabel w 2000 roku.

Pokonany podczas inauguracyjnej edycji Garin (późniejszy triumfator pierwszej edycji Tour de France) szybko powetował sobie pierwsze niepowodzenie i wygrał dwie kolejne edycje tego wyścigu w latach 1897-98. Na początku XX wieku w jego ślady poszli jego rodacy: Lucien Lesna oraz Hippolyte Aucouturier najlepsi odpowiednio w latach 1901-02 oraz 1903-04. W kolejnych sezonach wyścig wygrywali tej klasy kolarze co triumfatorzy TdF: Louis Trousselier (1905) czy Henri Cornet (1906) czy też historycznie pierwszy z wielkich mistrzów kolarstwa belgijskiego Cyrille Van Hauwaert (1908), którego sukcesy na trasach TdF i francuskich klasyków natchnęły wspomnianego już przy innej okazji Karela Van Wynendaele do stworzenia wyścigu Ronde van Vlaanderen. Pierwsze dwie dekady należały jednak przede wszystkim do Francuzów, którzy wygrali aż 16 z 19 rozegranych w tym czasie edycji. Za największa postać tej pierwszej ery w dziejach P-Roubaix należy niewątpliwie uznać Octave'a Lapize (widocznego poniżej zwycięzcę TdF z roku 1910), który jako jedyny w owych czasach zawodnik triumfował w Roubaix aż trzykrotnie w latach 1909-11. Miało też ów wyścig swego rodzimego mistrza tzn. urodzonego w Roubaix Charlesa Crupelandta, który wygrał w latach 1912 i 1914. W międzyczasie edycja z roku 1913 padła łupem kolejnego ex-triumfatora TdF (z 1909 roku) Luksemburczyka Francois Fabera.

Najmniejszych szans na organizację wyścigu nie było w oczywiście w latach 1915-18 podczas, których nawała wojenna w szczególnie dotkliwy sposób dotknęła właśnie tereny północnej Francji. Z tej też przyczyny pierwsza z międzywojennych edycji z sezonu 1919 należała z pewnością do najtrudniejszą w historii wyścigu. Wystarczy wspomnieć, że jej zwycięzca Henri Pelissier na pokonanie 280 km dystansu po zniszczonych wojną drogach potrzebował aż 12 godzin i 15 minut co dało przeciętną ledwie 22,857 km/h, podczas gdy kilka lat wcześniej nie było problemem wykręcić średnią ponad 30 km/h, zaś rekord Fabera wynosił aż 35,333 km/h! Właśnie na skutek owych utrudnień drogowych P-Roubaix otrzymał swój najbardziej znany przydomek "Piekło Północy", który pasuje jak ulał do dziś gdy za główne przeszkody na trasie uchodzą podstępne sektory bruku. Henri Pelissier jako kolejny z Francuzów w 1921 roku zdołał wygrać w Roubaix po raz drugi. Niemniej wcześniej bo w sezonie 1920 triumfował Belg Paul Deman (ten sam, który w 1913 roku wygrał pierwsza edycję Ronde van Vlaanderen), który tym samym dał jakby sygnał do ataku swym rodakom. Role szybko się odwróciły i Belgowie w okresie międzywojennym wygrali aż 15 z 21 edycji, zaś najskuteczniejszy pośród nich okazał się Gaston Rebry triumfator z lat: 1931 i 1933-34. Do dnia dzisiejszego zresztą Belgowie górują nad gospodarzami na liście triumfatorów tego wyścigu, albowiem z dotychczasowych 104 edycji wygrali aż 51 podczas gdy Francuzi tylko 30, z czego ledwie 10 po drugiej jego reaktywacji w 1943 roku! W okresie międzywojennym jedynymi "obcymi", którym udało się z powodzeniem wmieszać do tej nierównej sąsiedzkiej walki byli Szwajcar Hairi Suter (który w 1923 roku wygrał tak RvV jak i P-Roubaix) oraz naturalizowany później Włoch Jules Rossi najlepszy w 1937 roku.

W okresie powojennym jako pierwszy po dublet na trasie Paryża do Roubaix sięgnął Belg Georges Claes zwyciężając w latach 1946-47, którego wyczyn kilka lat później skopiował jego znacznie bardziej znany rodak Rik Van Steenbergen dzięki zwycięstwom z lat 1948 i 1952. Do oryginalnego rozstrzygnięcia doszło w sezonie 1949 gdy oto miano triumfatora przyznano dwóm zawodnikom tzn. Francuzowi Andre Mahe (który ukończył wyścig jako pierwszy, lecz nieznacznie zboczył z trasy tuż przed metą) i Włochowi Serse Coppi - młodszemu bratu słynnego "Campionissimo" (który wygrał finisz z grupy pościgowej za trójką uciekinierów). W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wyścig powoli zaczął tracić swój dotychczasowy "trudny charakter". Postęp gospodarczy sprawił, iż wiele brukowanych duktów zostało zastąpionych asfaltem przez co impreza stała się łatwiejsza i tym samym szybsza. Nie dziwi więc, że to z owych czasów a dokładnie sezonu 1964 pochodzi wynoszący aż 45,129 km/h rekord prędkości ustanowiony przez Holendra Petera Posta - późniejszego żelaznego menadżera ekip TI-Raleigh i Panasonic. Niemniej najwięcej do powiedzenia w owym okresie miał Belg Rik Van Looy. "Imperator z Herentals" został trzecim po Lapize i Rebry potrójnym zwycięzcą, wygrywając w latach: 1961-62 i 1965.

Wtedy to jednak dyrektor wyścigu Jacques Goddet zdecydował się obronić "szczególny urok" tej imprezy. Zadanie zlecił swemu podwładnemu Albertowi Bouvet (wówczas dziennikarzowi, który wcześniej jako kolarz wygrał P-Tours w 1956 roku), który z pomocą Jean'a Stablinskiego (kolarza polskiego pochodzenia, mistrza świata zawodowców z 1962 roku, wywodzącego się z owych górniczych okolic) przygotował dla uczestników P-Roubaix 1968 zupełnie nową, bardziej urozmaiconą wersję trasy. Ponieważ jednak nowy szlak w poszukiwaniu brukowanych odcinków musiał "kluczyć" bocznymi drogami, aby nie przedłużać dystansu całych zawodów zdecydowano się przenieść start tej imprezy o kilkadziesiąt kilometrów na północny-wschód do miejscowości Compiegne. Pierwszą edycję wyścigu po owej rekonstrukcji wygrał Eddy Merckx, który na finiszu pokonał swego rodaka Hermana Van Springela. "Kanibal" w Roubaix wygrał w sumie trzykrotnie, bowiem najlepszy okazał się jeszcze w latach 1970 i 1973. Szczególnie drugie z tych zwycięstw było imponujące bowiem Merckx zdystansował wówczas najbliższego ze swych rywali o 5:21! Niemniej to właśnie ów rywal, którym był jego o 2 lata młodszy rodak Roger De Vlaeminck (widoczny poniżej) stał się wkrótce największą legendą "Piekła Północy". Trzeba przyznać, że wychowany na wyścigach przełajowych nazywany "Cyganem" zawodnik idealnie pasował do tej roli. Był zarazem szybki, wytrzymały i świetny technicznie. Nie dziwi więc, iż ten mistrz świata "błotniaków" z sezonu 1975 jako jedyny czterokrotnie triumfował w Roubaix tzn. w latach: 1972, 1974-75 i 1977. W sumie zaś aż 9-krotnie stawał na podium w Roubaix będąc jeszcze cztery razy drugi i raz na trzeci nie bez przyczyny zyskując sobie przydomek "Monsieur Paris-Roubaix".

Przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na brukach Północy należał do kolegi klubowego De Vlaemincka Włocha Francesco Mosera (widoczny poniżej), który stał się drugim po Lapizie autorem hat-tricku zwycięstw w Roubaix w latach 1978-80. Jego piękną serię przerwał dopiero w sezonie 1981 ówczesny mistrz świata Francuz Bernard Hinault, który szczerze nienawidził bruków, lecz jako wielki mistrz postanowił stawić im czoła i po finiszu z 6-osobowej grupki pokonał zarówno De Vlaemincka jak i Mosera! W ostatnim ćwierćwieczu jedynie Belgowi Johanowi Museeuw udało się wygrać w Roubaix aż trzykrotnie, a mianowicie w latach 1996, 1998 i 2002. Oprócz niego w najnowszej historii P-Roubaix wyróżnili się też, swymi dwoma zwycięstwami: Irlandczyk Sean Kelly (najlepszy w latach 1984 i 1986), Marc Madiot (1985 i 1991), Gilbert Duclos-Lassalle (1992-93) oraz Włoch Franco Ballerini (1995 i 1998). Godne podkreślenia są też dokonania belgijskiego menadżera Patricka Lefevre, którego podopieczni z drużyn: Mapei oraz Domo w latach 1995-2002 wygrali siedem z ośmiu edycji. Co więcej w latach: 1996, 1998-99 i 2001 zajmowali oni całe podium na welodromie w Roubaix! Do najbardziej dramatycznych edycji wyścigu z ery Pucharu świata należały niewątpliwie te z 1990 i 1993 roku podczas, których o zwycięstwie decydowała fotokomórka przyznająca zwycięstwo Belgowi Eddy Planckaertowi nad Kanadyjczykiem Stevem Bauerem oraz Duclos-Lassallowi nad Ballerinim. Ważnymi datami w dziejach P-Roubaix stały się też 10 kwietnia 1994 roku oraz 11 kwietnia 2004 roku, szczęśliwe dla Rosjanina w barwach Mołdawii Andrieja Czmila oraz Szweda Magnusa Backstedta. Tym samym na liście triumfatorów tego najbardziej prestiżowego, ale i najbardziej specyficznego ze wszystkich klasyków znaleźli się bowiem ze wschodniej Europy oraz Skandynawii. Nasze polskie dokonania na trasie "Piekła Północy" są dość skromne. Wielce utalentowany Joachim Halupczok jako zaledwie 22-letni "neo-profi" zajął w tej imprezie czternaste miejsce w 1990 roku. Z kolei Zbigniew Spruch będąc już mocno doświadczonym około 35-letnim zawodnikiem zajął czternastą pozycję w 1999 roku oraz piętnaste lokaty w latach 2000 i 2002.


GEOGRAFIA: Jak już zostało powiedziane przy okazji części historycznej wyścig od 1968 roku startuje z miasta Compiegne położonego o dobrych 60 kilometrów od północnych przedmieść Paryża. Miejscowość ta znana przede wszystkim jako miejsce podpisania w dniu 11 listopada 1918 roku zawieszenia broni na froncie zachodnim już po raz czterdziesty wystąpi w roli gospodarza gali otwarcia najsłynniejszego z kolarskich klasyków. Ponieważ cała 259,5-kilometrowa trasa wyścigu jest niemal zupełnie płaska selekcję przeprowadzają liczne odcinki bruku zagubione pośród pól północnej Francji. W tym roku tego rodzaju specjalnych sektorów będzie aż 28 (w tym 2 podwójne) o łącznej długości 52 kilometrów i 700 metrów. Wszystkie sektory są sklasyfikowane przez organizatorów w skali od jednej do pięciu gwiazdach, zaś o odpowiedniej "kategorii zaszeregowania" decyduje nie tyle sam dystans brukowego odcinka co stan "kocich łbów" po którym on wiedzie. Inny fenomen wpływający na skale trudności tej imprezy to można by rzec "zawsze zła pogoda". Gdy pada deszcz błoto oblepia ciała zawodników i dostaje się w każdy zakamarek ich rowerów, zaś nad wyraz śliski bruk dodatkowo zwiększa ryzyko upadków na i tak trudnej technicznie trasie. Z kolei gdy jest cieplej i świeci słońce to przy suchej aurze z polnych dróg unosi się kurz i piach, który utrudnia kolarzom widoczność.


Copyright: http://www.letour.fr/2007/PRX/LIVE/fr/100/index.html

Trasa wyścigu jest początkowo płaska i gładka, bowiem wiedzie po asfalcie przez departamenty: Oise, Somme i Aisne mijając miasta takie jak Noyon (18,5 km), Ham (39,5 km), Saint-Quentin (57 km), Fresnoy-le-Grand (74,5 km). Przed Busigny (86 km) wyścig wjeżdża do swego miejsca przeznaczenia czyli departamentu Nord, w którym pozostaje do samego końca. Niedługo potem za Troisvilles (96 km) uczestnicy wjeżdżają na pierwszy sektor bruku oznaczony nr 28 (liczone są od końca). Pierwszy z trudniejszych odcinków to 4-gwiazdkowy Quiévy a Saint-Python na 107 km. Ogółem takich sektorów pierwszej kategorii na tegorocznej trasie będzie sześć, a do tego jeszcze trzy sektory niejako "poza kategorią" czyli 5-gwiazdkowe. Kolejne większe miejscowości na szlaku to: Solesmes (114,5 km), Denain (151,5 km), Wallers (157 i 168,5 km). Właśnie w okolicach Wallers czyli na około 100 kilometrów przed metą znajduje się pierwszy strategicznie ważny fragment trasy wyścigu. Jest nim 16-kilometrowy odcinek, na którym należy pokonać dwa 4-gwiazdkowe sektory tzn. Haveluy a Wallers oraz Wallers a Hélesmes przedzielone okrytym złą sławą 5-gwiazdkowym Tranchée (ou Trouée) d'Arenberg. Nierzadko już w tym miejscu następuje wstępna selekcja stawki i swego rodzaju oddzielenie mężczyzn od chłopców.

Następnie trasa wyścigu wiedzie ku Orchies (196,5 km) w pobliżu, którego w tym roku dodano nowy 1400-metrowy odcinek bruku pod nazwą Beuvry-la-Foret a Orchies. Kilkanaście kilometrów dalej znajduje się drugi kluczowy punkt programu zawodów czyli 5-gwiazdkowy odcinek Mons-en-Pévele. Stąd jest już niespełna 50 km do mety co czyni z tego sektora dogodne miejsce do dalszej selekcji, zaś przy gorszej pogodzie nawet do solowej akcji największego twardziela spośród głównych faworytów wyścigu. Trzeci szczególnie istotny fragment trasy zaczyna się kilka kilometrów za miejscowością Templeuve (225 km) gdzie na przestrzeni ledwie 11 kilometrów trzeba pokonać dwa 4-gwiazdkowe sektory: Cysoing a Bourghelles + Bourghelles a Wannehain i Camphin-en-Pévele uwieńczone 5-gwiazdkowym odcinkiem Carrefour de l'Arbre. Zazwyczaj z tego ostatniego odcinka jako pierwszy wyjeżdża późniejszy zwycięzca "Piekła Północy" lub grupka kolarzy, którzy stoczą między sobą walkę o zwycięstwo na welodromie w Roubaix. Na ostatnich 17 kilometrach znajduje się już bowiem tylko dwa łatwe sektory i niezbyt długie sektory w Gruson i Hem oraz ledwie symboliczny odcinek nr 1 na ulicach Roubaix. Finisz wyścigu co jest znakiem rozpoznawczym P-Roubaix pośród współczesnych klasyków wyznaczony jest na welodromie gdzie uczestnicy muszą pokonać półtorej rundy wśród aplauzu licznie zgromadzonej publiczności.


SEKTORY BRUKOWE (PAVE):
28 Troisvilles a Inchy (98 km) = 2200 metrów ***
27 Viesly a Quiévy (104 km) = 1800 metrów ***
26 Quiévy a Saint-Python (106,5 km) = 3700 metrów ****
25 Saint-Python (111,5 km) = 1500 metrów **
24 Vertain a St-Martin-sur-Ecaillon (119 km) = 1900 metrów ***
23 Capelle-sur-Ecaillon - Le-Buat (126 km) = 1700 metrów ***
22 Verchain-Maugré a Quérénaing (138 km) = 1600 metrów ***
21 Quérénaing a Maing (141 km) = 2500 metrów ***
20 Maing a Monchaux-sur-Ecaillon (144 km) = 1600 metrów ***
19 Haveluy a Wallers (155,5 km) = 2500 metrów ****
18 Tranchée (ou Trouée) d'Arenberg (163,5 km) = 2400 metrów *****
17 Wallers a Hélesmes (170 km) = 1600 metrów ****
16 Hornaing a Wandignies - Hamage (176,5 km) = 3700 metrów ***
15 Warlaing a Brillon (184 km) = 2400 metrów ****
14 Tilloy a Sars-et-Rosieres (187,5 km) = 2400 metrów ***
13-nowy Beuvry-la-Foret a Orchies (194 km) = 1400 metrów ***
12 Orchies (199 km) = 1700 metrów ***
11 Auchy-lez-Orchies a Bersée (205 km) = 1200 metrów **
10 Mons-en-Pévele (210,5 km) = 3000 metrów *****
9 Mérignies a Pont-a-Marcq (216,5 km) = 700 metrów **
8 Pont-Thibaut a Ennevelin (219,5 km) = 1400 metrów ***
7 Templeuve - L'Epinette (225 km) = 200 metrów *
7 Templeuve - Moulin-de-Vertain (225,5 km) = 500 metrów **
6 Cysoing a Bourghelles (232 km) = 1300 metrów ****
6 Bourghelles a Wannehain (234,5 km) = 1100 metrów ****
5 Camphin-en-Pévele (239 km) = 1800 metrów ****
4 Carrefour de l'Arbre (242 km) = 2100 metrów *****
3 Gruson (244 km) = 1100 metrów **
2 Hem (251 km) = 1400 metrów *
1 Roubaix (257,5 km) = 300 metrów *


SCENARIUSZE z HISTORII NAJNOWSZEJ:

Edycja 2002: Jeszcze przed Saint-Quentin tworzy się 33-osobowa grupa uciekinierów wśród, których są m.in. Nico Mattan, Jacky Durand i Fabio Baldato, która do pierwszego sektora bruku dojeżdża z przewagą 3 minut nad peletonem prowadzonym przez US Postal. Na bufecie w Solesmes (117 km) w czołówce pozostaje jeszcze szesnastu śmiałków wśród nich: Mattan, Max van Heeswijk, Laszlo Bodrogi, Tristan Hoffman i młodziutki Tom Boonen z przewagą 4:38 nad peletonem. Z Lasku Arrenberg uciekinierów wyprowadza Enrico Cassani, zaś w peletonie "rządzą" George Hincapie, Lars Michaelsen, Steffen Wesemann oraz Johan Museeuw. Na 43 kilometry przed metą grupa Museeuwa łapie pozostałych na czele harcowników. Na sektorze nr 8 atakuje Museeuw i powoli zyskuje przewagę nad swymi rywalami - na 30 km przed meta ma 35, zaś na 25 km już 50 sekund przewagi nad pościgiem. Boonen pracuje na rzecz swego lidera Hincapiego, lecz ten przewraca się na śliskim bruku i wpada do rowu. Museeuw wyjeżdża z Carrefour de l'Arbre z przewagą przeszło 2 minut nad Boonenem do którego dojeżdża Wesemann. Na ostatnim sektorze w Hem Museeuw wyprzedza już duet Boonen-Wesemann o 2:45, zaś kolejną grupkę z Hincapim o 3:35. Swoją przewagę powiększa do samej mety i wygrywa z zapasem 3:03 nad Wesemannem i 3:07 nad rewelacyjnym Boonenem. Kolejną 7-osobową grupę przyprowadza Hoffman ze stratą 3:58. Dalej przepaść, bowiem jedenasty na mecie Rafael Schweda traci aż 8:08!

Edycja 2003: Po 15 kilometrach odjeżdża grupka 14 zawodników wśród, których są m.in. Davide Bramati, Damien Nazon, Jose Vicente Garcia Acosta i Eddy Seigneur. Po pokonaniu pierwszego odcinku bruku w Troisvilles mają oni 3:40 przewagi nad peletonem. Około półmetka czołówka liczy sobie 12 zawodników i ma 3:05 przewagi nad kontratakującymi Andreasem Klierem i Tom Steelsem oraz 3:50 nad peletonem. Seigneur przeprowadza już tylko 9-osobową ucieczkę przez Arenberg z przewagą 2:25 nad kwintetem: Marc Wauters, Serguei Ivanov, Tom Steels, Andreas Klier, Leif Hoste oraz 2:45 nad peletonem, w którym czołowe role odgrywają Dario Pieri, Max van Heeswijk, Servais Knaven, Tom Boonen i Peter Van Petegem. Ucieczka zostaje złapana na 193 km przez grupę pościgową w składzie: Pieri, Van Petegem, Rafael Schweda, Romans Vainsteins, Knaven, Van Heeswijk i Nico Mattan. Nie ma w niej Museeuw, który "złapał gumę" kilka kilometrów wcześniej. Na 220 km czołowa grupa (bez Museeuwa) liczy sobie 12 zawodników. Na 225 km z czołówki atakuje Rolf Alpag, do którego dołącza Pieri. Na sektorze w Cysoing (236 km) w skuteczną pogoń za nim rusza Wiaczesław Jekimow. Na sektorze Camphin-en-Pév?le (243 km) z czołówki odpada Alpag. Natomiast na kluczowym odcinku Carrefour de l'Arbre (247 km) do prowadzącego duetu dojeżdża Van Petegem. Na ostatnim sektorze w Hem maja oni 25 sekund przewagi nad kolejnym tercetem, który tworzą Daniele Nardello, Vainsteins i Marc Wauters. Niestety Nardello ma defekt i spada do kolejnej grupki z Andrea Tafim. Na welodromie Van Petegem ogrywa Pieriego i Jekimowa stając się pierwszym od 1977 roku i ósmym w historii kolarstwa zwycięzcą Ronde van Vlaanderen i Paris-Roubaix w tym samym sezonie! Czwarty przyjeżdża Wauters ze stratą 15 sekund, zaś 5-osobową grupkę ze stratą 35 sekund przyprowadza Tafi.

Edycja 2004: Po 74 kilometrach powstaje 5-oobowa czołówka, w składzie: Salvatore Commesso, Giosu? Bonomi, Guillaume Auger, Michael Albasini i Sven Krauss i na początku swej przygody z brukiem czyli w Troisvilles ma ona 5:43 przewagi nad peletonem. Około 140 kilometra na czele z ucieczki został już tylko Commesso, do którego dojechał kontratakujący Geert Van Bondt. Zostają oni jednak złapani jeszcze przed Foret d'Arenberg. Po przejechaniu tego słynnego odcinka bruku na czele pozostaje 19 zawodników, w tym pięciu z Lotto oraz po trzech z Quick Stepu i Team CSC. Po przegrupowaniach w Orchies około dwusetnego kilometra prowadzi Kirsipuu ze skromną przewagą 15 sekund nad około 30-osobowym peletonikiem z piatką zawodników Lotto oraz czwórkami z Quick Step, Team CSC i T-Mobile. Kirsipuu zostaje złapany na 213 km i na czoło wyścigu wysuwają się Frank Hoj i Leon van Bon, lecz zażarcie gonią ich zawodnicy Quick Step pracujący na rzecz Johana Museeuwa. Na sektorze w Cysoing (25 km przed metą) atakuje Tom Boonen, z którym zabierają się George Hincapie i Juan-Antonio Flecha. Wszystko zmienia się na ważnym jak zwykle odcinku Carrefour de l'Arbre. Z niego na czele wyjeżdża szóstka: Museeuw, Magnus Backstedt, Fabian Cancellara, Tristan Hoffman i Roger Hammond. Flecha i George Hincapie tracą tylko 8 sekund, ale nie udaje im się złapać liderów za to są dogonieni przez kolejną grupkę prowadzoną przez Van Petegema. Wielki pech Museeuwa, który na 6 km przed metą swego przedostatniego wyścigu w karierze "łapie gumę"! Na czele pozostaje, wiec czwórka bez wielkiego faworyta, zaś do samotnie jadącego Museeuwa dojeżdża jego wielki rywal Van Petegem. Finisz na torze w Roubaix wygrywa Backstedt przed Hoffmanem, Hammondem i Cancellarą. Pogodzeni ze swym losem Museeuw i Van Petegem przekraczają linię mety po dalszych 17 sekundach, zaś kolejną grupkę przyprowadza van Bon ze stratą 29 sekund.

Edycja 2005: Już na 25 kilometrze atakują: Erwin Thijs, Stéphane Berges, David Herrero oraz Sebastian Lang. Na 52 km dołącza do nich kolejna czwórka czyli: Carlos Barredo, Sébastien Chavanel, Florent Brard i Arnaud Coyot. Ósemka wyrabia sobie maksymalną przewagę aż 12:05, lecz przed wjazdem na bruk w Troisvilles peleton traci do nich już tylko 9:40. Około 135 km Peter Van Petegem leży w kraksie i pomimo pomocy kolegów Lotto wycofuje się 26 km dalej. W tym momencie czołówka, która w międzyczasie stopniała do sześciu zawodników ma przewagę 4:50 nad peletonem. Na najdłuższym sektorze czyli Hornaing - Wandignies (179 km) z czołówki opada Lang i na czele pozostają już tylko: Thijs, Berges, Brard, Barredo i Coyot. Na 190 km ucieczka ma już tylko 3 minuty przewagi nad wyłoniona z peletonu siódemką asów w składzie: Tom Boonen, Magnus Bäckstedt, George Hincapie, Lars Michaelsen, Leon van Bon, Juan-Antonio Flecha i Fabian Cancellara. Cztery kilometry dalej, po defekcie z pościgu odpada van Bon. Na 210 km szóstka asów łapie pięciu uciekinierów, a z tyłu próbują jeszcze gonić van Bon i Steffen Wesemann z człowiekiem Boonena tzn. Kelvinem Hulsmansem na przyczepkę. Na sektorze Mons-en-Pevele "gumę łapie" Cancellara i w efekcie na 40 km przed metą czołówka jest już tylko 5-osobowa w składzie: Boonen, Bäckstedt, Hincapie, Michaelsen i Flecha. Młody Szwajcar spada zaś do grupki van Bona i Wesemanna. Przed Carrefour de l'Arbre prowadząca piątka ma już 1:55 przewagi nad pościgiem. Na odcinku tym jesteśmy świadkami porażki Skandynawów, bowiem Michaelsen ma defekt, zaś Backstedt nie jest w stanie wytrzymać ataku Boonena. Zostaje już tylko trzech liderów, którzy zgodnie współpracując powiększają swą przewagą nad Szwedem i Duńczykiem. Na torze w Roubaix zgodnie z przewidywaniami Boonen dość gładko objeżdża Hincapiego i Flechę dzięki czemu tydzień po sukcesie we Flandrii powtarza dublet Van Petegema z sezonu 2003. Backstedt jest czwarty ze stratą 1:09, zaś piąty Michaelsen traci 2:43. Natomiast pechowy van Bon przyprowadza 11-osobową grupkę po upływie 3:49.

Edycja 2006: Na 68 kilometrze odjeżdża czwórka zawodników: Joost Posthuma, Nicolas Portal, Stephan Schreck oraz 40-letni weteran szos Dimitrij Konyszew. Na zapoznawczym sektorze w Troisvilles (99 km) mają oni 1:25 przewagi nad trójką: Marco Righetto, Stephane Berges i Iker Flores oraz 2:20 nad peletonem. Maksymalna przewaga czwórki liderów wzrasta do 4:48 na 127 kilometrze. Jednak jeszcze przed wkroczeniem do "diabelskiego" Foret d'Arenberg ich zapas topnieje do minuty. W sektorze tym wielkie tempo rozkręca Tom Boonen, lecz pierwszy z Lasku wyjeżdża Cancellara, który wraz z innymi asami na przestrzeni owych 2400 metrów połknął czterech śmiałków. Na czele mamy 15 zawodników, w tym trzech z T-Mobile, po dwóch z Davitamon, Discovery, Rabobanku, Team CSC, zaś Boonen który wszak zaczął całą "rozróbę" niespodziewanie dla samego siebie został osamotniony! Po sektorze Wallers grupa ta rośnie do 17 osób - odpada jeden z zawodników T-Mobile, za to zyskują Lampre i Francaise de Jeux, które mają już wśród liderów swych dwóch reprezentantów. Grupie liderów ton nadają Fabian Cancellara i Lars Michaelsen skutecznie odpierając pościg prowadzony przez pięciu zawodników Quick Step. Na 193 km nieco mniejsza, bo 14-osobowa czołówka ma już 2:00 nad pościgiem. Na 214 km George Hincapie upada i musi się wycofać z wyścigu po tym jak pękł mostek jego kierownicy. Atak Boonena wytrzymują tylko: Cancellara, Peter Van Petegem i Alessandro Ballan. Pościg za nimi udaje się trójce: Jose-Antonio Flecha, Władimir Gusiew i Leif Hoste, a nieco dalej do liderów dołącza jeszcze Bernhard Eisel. Na 233 km Ballan i Gusiew leżą na jednym z zakrętów, ale dają jeszcze radę "wrócić do gry". Na 241 km sygnał do kolejnego ataku daje niespodziewanie Gusiew, którego jednak szybko łapie Cancellara. Na Carrefour de l'Arbre Szwajcara gubi Rosjanina. Na sektorze Gruson Van Petegem i Hoste dojeżdżają do Gusiewa. Na 10 km przed meta ta trójka ma 31 sekund straty do Cancellary, zaś kolejny tercet tzn. Ballan, Boonen i Flecha tracą 41 sekund. W tym momencie konsternacja bowiem opada zapora przed przejazdem kolejowym. Grupka Van Petegema łamiąc przepisy drogowe moja przejazd mimo zbliżającego się zagrożenia w postaci pociągu towarowego. Oddział Boonena nie ma na to szans i zostaje zatrzymany na 15-20 sekund. Niemniej Cancellara jest tego dnia poza zasięgiem wszystkich. Jako drugi linie mety przekracza Hoste przed Van Petegemem i Gusiewem. Dalej przyjeżdżają Boonen, Ballan i Flecha ze strata 1:49. Samotny Eisel dojeżdża po 3:25, Wesemann traci 5:35, zaś Guesdon 6:31. Potem ze stratą 6:44 przyjeżdża wielka jak na ten wyścig 52-osobowa grupa z Bertem Roesemsem na czele. To jednak nie koniec emocji, bowiem jury podejmuje kontrowersyjną decyzję i dyskwalifikuje "piratów drogowych" czyli Hoste, Van Petegema i Gusiewa czym chyba wypacza wynik rywalizacji. Tym sposobem Boonen i Ballan kuchennymi drzwiami wskakują na podium.


FAWORYCI TEGOROCZNEJ EDYCJI: Faworytów trzeba szukać pośród zawodników, którzy najlepiej prezentowali się w wyścigach rozegranych w ciągu ostatnich dwóch tygodni na szosach i brukach Belgii tzn. począwszy od Dwars door Vlaanderen (z 28 marca) a skończywszy na Gent-Wevelgem (z 11 kwietnia). Przy czym samo Paris - Roubaix jest wyścigiem na tyle specyficznym i przez to odmiennym nawet od imprez takich jak Ronde van Vlaanderen, że listę potencjalnych kandydatów do zwycięstwa czy czołowych pozycji w północnych klasykach należy tu ograniczyć do grona mocno zbudowanych specjalistów od bruku i jazdy w płaskim terenie przy nierzadko silnym bocznym wietrze. Na trasie P-Roubaix bardzo ważna jest rola drużyny, zaś w wyjątkowych przypadkach mocna ekipa może nawet zdominować przebieg wyścigu czego dowód nie jeden raz w minionej dekadzie dali podpopieczni Patricka Lefevre z Mapei i Domo. W stawce 24 zespołów, które wyruszą na trasę 105-tej edycji "Piekła Północy" dziewięć drużyn wydaje się być znacznie mocniejszymi od pozostałych piętnastu.

Przedstawienie aktywów poszczególnych ekip zacząć trzeba od grupy ubiegłorocznego zwycięzcy czyli Team CSC. Poprowadzi ją oczywiście triumfator z 2006 roku Szwajcar Fabian Cancellara (ukazany poniżej w chwili zeszłorocznego triumfu), który w tym sezonie zajął drugie miejsce w E-3 Prijs Harelbeke, zaś na trasie Ronde van Vlaanderen zwrócił na siebie uwagę odważnym 20-kilometrowym rajdem, który jednak zakończył się u podnóża Kapelmuur. U boku Helweta pojedzie świetnie czujący się w północnych klasykach, lecz nie mający wielkiego doświadczenia na drodze do Roubaix Australijczyk Stuart O'Grady, który w tegorocznym Ronde van Vlaanderen był dziesiąty. Poza nimi trzeba jeszcze wymienić doświadczonego Duńczyka Larsa Michaelsena, który był piąty w Roubaix w 2005 roku, zaś w najbliższą niedzielę udziałem właśnie tym wyścigu zakończy swą karierę zawodową. W ekipie Quick Step liderem będzie oczywiście triumfator z 2005 roku Belg Tom Boonen, który na początku tego miesiąca wydawał się być w swej optymalnej formie, lecz w ubiegłą niedzielę niespodziewanie zawiódł swych rodaków na trasie Ronde. Najwartościowszymi jego pomocnikami powinni być jego dwaj rodacy, a mianowicie przeszło 37-letni weteran Peter Van Petegem (triumfator P-R z 2003 roku) oraz o 10 lat młodszy potężny i szybki zarazem Geert Stegmans. W drużynie Predictor będącej lokalnym rywalem Quick Stepu liderem będzie inny Belg Leif Hoste, który przed tygodniem już po raz trzeci w karierze zajął drugie miejsce w Ronde van Vlaanderen. Hoste drugi był de facto również w ubiegłorocznym Paris - Roubaix, lecz wraz z dwoma innymi zawodnikami został ostatecznie zdyskwalifikowany za przejazd pod zaporą kolejową. Obok niego najważniejsi w tym zespole będą jego rodacy Bjorn Leukemans i ósmy przed rokiem Bert Roesems.


Photo: AFP

Przed tygodniem wyścig Dookoła Flandrii ułożył się po myśli ekipy Lampre. Dzięki śmiałemu atakowi na Kapelmuur i walce do końca na finiszu Ronde van Vlaanderen wygrał bowiem Włoch Alessandro Ballan, który ma swe miejsce na krótkiej liście głównych faworytów jutrzejszego wyścigu. Tym bardziej, że na podium w Roubaix stał on już przed rokiem przegrywając tylko z Cancellarą i Boonenem. Na trasie Ronde z dobrej strony pokazali się też jego koledzy i rodacy tzn. sprinter Daniele Bennati i specjalista od przełajów Enrico Franzoi. Co ciekawe najlepszym wynikiem w historii swych startów w P-Roubaix wśród zawodników Lampre może się pochwalić blisko 39-letni Fabio Baldato, który jednak dokonał tego "wieki temu" czyli w 1994 roku. Inną silną włoską drużyną jest Liquigas. Kreowany nie bez podstaw na lidera tej formacji Włoch Filippo Pozzato po świetnym początku sezonu zawiódł w Milano - San Remo, lecz na Ronde van Vlaanderen czuł się juz lepiej i próbował ścigać Ballana i Hoste pomiędzy Kapelmuur a Bosbergiem. W drużynie tej pojawi się też zwycięzca P-Roubaix z 2004 roku Szwed Magnus Backstedt, który swą postawą podczas pierwszej cześci wyścigu Circuit de la Sarthe pokazał, iż zdążył przygotować się do swego ulubionego wyścigu w sezonie. Poza Pozzato i Backstedtem ważną postacią tej drużyny na tzw. klasyki brukowe jest przeszło 36-letni już Roberto Petito. Bardzo mocną i dość wyrównaną grupą zawodników dysponuje też niemiecki T-Mobile. Kolarze tej ekipy zdominowali środowy semi-klasyk Gent - Wevelgem. Wygrał ów wyścig młody Niemiec Marcus Burghardt przed swym kolegą Anglikiem Rogerem Hammondem. Obaj oni należą do grona faworytów na najbliższą niedzielę, a co godne przypomnienia Hammond był już trzeci w Roubaix w 2004 roku. W drużynie tej pojedzie też triumfator z 2001 roku Holender Servais Knaven. Ponadto godni uwagi są jeszcze Niemiec Andreas Klier oraz młody Austriak Bernhard Eisel, który w ubiegłorocznym P-Roubaix zajął piąte miejsce.

Przed rokiem do najmocniejszych ekip "Piekła Północy" należała Discovery Channel. Po odejściu Hoste'a i wobec kontuzji George'a Hincapiego ciężar walki o zwycięstwo spocznie na zawodnikach młodszego pokolenia. Ledwie 25-letni Rosjanin Wladimir Gusiew przed rokiem jechał wprost rewelacyjnie i do mety na welodromie dotarł na czwartym miejscu, lecz podobnie jak Hoste i Van Petegem został zdyskwalifikowany. Przed tygodniem we Flandrii Gusiew był piąty, zaś jego rówieśnik i kolega z drużyny Litwin Tomas Vaitkus szósty. Trzecim asem w talii dyrektora Dirka Demola (który wygrał P-Roubaix w 1988 roku) jest 28-letni Belg Stijn Devolder. Rabobank ma w swych szeregach Katalończyka rodem z Argentyny czyli Juana Antonio Flechę, który był już trzeci w Roubaix w 2005 roku. Kilkakrotnie w pierwszej "10" wyścig ów kończył inny zawodnik tej ekipy czyli Holender Leon van Bon, który najwyżej był czwarty w 1998 roku. Z kolei jego rodak Max van Heeswijk był ósmy w Roubaix w 2002 roku, zaś przed paroma dniami był siódmy w Gent - Wevelgem. Jedyną francuską drużyną na tyle mocną by podjąć walkę z wcześniej przedstawionymi ekipami wydaje się być Francaise des Jeux. Nie bez przyczyny wszak szefem tej ekipy jest dwukrotny triumfator P-Roubaix Marc Madiot. Blisko 36-letni dziś Francuz Frederic Guesdon był sensacyjnym zwycięzcą "Piekła Północy" w 1997 roku. Przed rokiem Guesdon był siódmy, zaś jego rodak Christophe Mengin dziewiąty. Mengin z dobrej strony pokazał się też w minioną środę kończąc Gent - Wevelgem na piątej pozycji. Oprócz tej dwójki wśród podopiecznych Madiot jest jeszcze młody, zdolny i zawsze groźny Belg Philippe Gilbert.

Pośród pozostałych ekip więcej niż jednym groźnym na tą okoliczność zawodnikiem może się pochwalić chyba tylko francuski Cofidis, w którego barwach pojadą aktywni w finałowej fazie Ronde van Vlaanderen Belgowie: Nick Nuyens i Staf Scheirlinckx. Ten pierwszy był nawet siódmy we Flandrii, zaś ów drugi, mniej znany ukończył z kolei ubiegłoroczne P-Roubaix na dziesiątej pozycji. W Credit Agricole liderem będzie Norweg Thor Hushovd, który w sezonie 1998 wygrał amatorską wersję tego wyścigu, lecz w prawdziwym "Piekle" najwyżej był dotychczas dziewiąty w 2005 roku. Potężnemu Thorowi jak na razie bardziej pasują około 200-kilometrowe semi-klasyki takie jak Gent - Wevelgem, który wygrał przed rokiem. Prawdziwie klasyczny dystans nie robi natomiast wrażenia na niemieckim weteranie (obecnie ze szwajcarskim paszportem) Steffenie Wesemannie, który był już w Roubaix drugi w 2002 roku, zaś przed rokiem szósty. Ciekawi możemy być też występu młodego, wszechstronnego sprintera rodem z Hiszpanii czyli Francisco Ventoso z Saunier Duval. Kolarz ten udanie zaadaptował się do belgijskiej szkoły jazdy na czwartym miejscu kończąc środowe Gent - Wevelgem. Na koniec niejako z obowiązku wymienić jeszcze wypada najlepszych przedstawicieli pozostałych ekip, choć nie wszyscy z nich mogą śnić o wyniku choćby tylko w pierwszej "10" jutrzejszych zawodów. W Ag2R namocniejszy wydaje się być Szwajcar Martin Elmiger (osiemnasty przed rokiem), w Astanie Holender Koen de Kort, w Bouygues Telecom Francuz Andy Flickinger, w Caisse d'Epargne Francuz Florent Brard, w Euskaltel Bask Koldo Fernandez, w Gerolsteiner Niemiec David Kopp (drugi w ubiegłorocznym G-Wevelgem), w Milram pod nieobecność kontuzjowanego Erika Zabela Australijczyk Brett Lancaster, w Chocolade Jacques mistrz Belgii Nico Eeckhout, w Landbouwkrediet ex-specjalista od MTB Filip Meirhaege, w Skil aktywny we Flandrii Holender Maarten Tjallingii (choć przed rokiem najwyżej, bo szesnasty był jego rodak Aart Vierhouten) i w końcu we francuskim Agritubel Litwin Aivaras Baranauskas. jak będzie w istocie przekonały się już za niespełna 24 godziny, zaś pierwszej istotnej selekcji dokona jak zwykle Foret de Arenberg do spółki z odcinkami w Haveluy i Wallers. Na następnych 90 kilometrach będziemy zaś świadkami tasowania się grupek słabszych i silniejszych asów.

POWRÓT