|
WŁOSKA
BATALIA
PUCHAROWA
Przedostatni wyścig szosowego Puchar Świata czyli Paris - Tours z racji niemal płaskiej trasy, na której jest rozgrywany bywa nazywany "Klasykiem sprinterów" aczkolwiek najnowsza historia tej imprezy parokrotnie zaprzeczyła owemu przydomkowi. Na szlaku z francuskiej stolicy do miasta w dolinie Loary po raz pierwszy ścigano się już w roku 1896 (P-T jest więc rówieśnikiem słynniejszego Paris - Roubaix) aczkolwiek w gronie amatorów. Po pięciu latach (w sezonie 1901) odbyła się druga edycja tego wyścigu i już w gronie zawodowców. Po czym znów czekano kolejnych pięć lat (do 1906 roku) na rozegranie trzeciej edycji, lecz od tego momentu zgodnie z przysłowiem "do trzech razy sztuka" wyścig zaskoczył już na dobre w międzynarodowym kalendarzu i tym samym tegoroczna odsłona będzie już 98! W międzyczasie jeszcze tylko w latach 1915-16 i 1940 nie udało się rozegrać tych zawodów, zaś w latach 1974-87 rozgrywano je pod inną nazwą (np. GP d'Automne czyli wielka Nagroda Jesieni) i w kierunku odwrotnym do klasycznego czyli w stronę Paryża (np. w latach 1974-77, 1979-84 i 1986-87 na trasie Blois - Chaville, w 1978 roku z Blois do Montlhery, zaś w sezonie 1985 z Creteil do Chaville). W historii tego klasyku najmocniej zapisali się trzej kolarze bynajmniej nie zaliczani do legend profesjonalnej szosy, a mianowicie: Belgowie: Gustaaf Danneels (zwycięzca z lat 1934-35 i 1937) i Guido Reybrouck (triumfator w 1964, 1966 i 1968 roku) oraz Francuz Paul Maye (najlepszy w latach 1941-42 i 1945). Co ciekawe P-T jest jedynym z do dziś rozgrywanych wielkich klasyków, w którym nie udało się wygrać "kolarzowi wszechczasów" Eddiemu Merckxowi. Co więcej wielce utytułowany "Kanibal" z Belgii nie stał tu nawet ani razu na podium!
W tym roku tradycyjną trasę z Saint-Arnoult-en-Yvelines pod Paryżem skrócono o pięć kilometrów czyli do długości 257,5 kilometrów. Jak zwykle ujrzymy na niej kilka pagórków ulokowanych "dobrym zwyczajem" głównie w końcówce wyścigu. Będą to: Côte de Oustrilte (na 150,5 kilometrze); Côte de la Pagode de Chanteloup (199,5 km); Côte de Crochu (226 km), Côte de l'Epan (244,5 km) oraz "bliźniacze" Côte du Pont Volant - 247 km i Côte du Petit-Pas d'Ane - 248,5 km. Jeśli dodamy do tego niekiedy sprzyjący kolarzom silny, jesienny wiatr to nikogo nie powinna dziwić rekordowa wśród największych klasyków przeciętna prędkość najszybszej edycji tzn. 47,539 km/h z roku 1997 roku. Wtedy to Andriej Czmila jadący z licencją ukraińską na dwójkowym finiszu ograł włoskiego Anglika Max'a Sciandriego. Zresztą w ostatniej dekadzie tylko cztery edycje P-T zakończyły się finiszem z dużej grupy. Po latach 1994-96 gdy na mecie usytuowanej na szerokiej Avenue de Grammont triumfowali najpierw Niemiec Erik Zabel, a potem dwukrotnie Włoch Nicola Minali nadszedł czas udanych ucieczek w duecie lub wręcz solowych końcówek. Po Czmilu wygrywali bowiem: 1998 - Francuz Jacky Durand (pokonując Włocha Mirko Gualdiego); 1999 - Belg Marc Wauters (dystansując Włocha Gianni Faresina); 2000 - Włoch Andrea Tafi (solo po odjedzie z kilkunastoosobowej ucieczki); 2001 - Francuz Richard Virenque (solo, po zgubieniu swego kompana Jacky Duranda) i 2002 - Duńczyk Jakob Storm Piil (po wygraniu finiszu ze wspomnianym już nie raz Durandem). Dopiero w ubiegłym sezonie sprinterzy "odzyskali" swój wyścig po tym jak na ostatnich metrach Erik Zabel niespodziewanie ograł Włocha Alessandro Petacchiego, zaś na kolejnych miejscach uplasowali się Australijczycy Stuart O'Grady i Baden Cooke.
Copyright: www.letour.fr
Niestety w tym roku zabraknie wśród uczestników zarówno świeżo upieczonego wicemistrza świata Zabela jak i niemal równie skutecznego co przed rokiem Petacchiego (Włoch wygrał m.in. cztery etapy we wrześniowej Vuelcie). Niemiec złamał w minionym tygodniu kość w pięcie na skutek wypadku domowego, zaś "Aleksandra Wielkiego" podobnie jak jednego z najzdolniejszych sprinterów młodego pokolenia Belga Toma Boonen'a zmogły problemy natury gastrycznej. W tej sytuacji do głównych faworytów wyścigu powinni należeć 3-krotny (i od tygodnia ponownie aktualny) mistrz świata Hiszpan Oscar Freire z holenderskiego Rabobanku oraz wspomniany już Stuart O'Grady z francuskiego Cofidisu, który w poprzednią niedzielę był czwarty na ulicach Werony. Obaj wygrywali już w tym roku pucharowe zawody: Freire w marcu poskromił Zabela na trasie Milano - San Remo, zaś O'Grady był najszybszy w sierpniowym HEW Cyclassics Cup. Obaj zmierzą się z plejadą godnych rywali w sprinterskim fachu takich jak: Niemiec Danilo Hondo (Gerolsteiner); mistrz świata do lat 23 z roku 2002 Włoch Francesco Chicchi (Fassa Bortolo); Holendrzy Stefan van Dijk (Lotto) i Max van Heeswijk (US Postal Service); Słoweniec Andrej Hauptman (Lampre); Australijczyk Allan Davis (Liberty Seguros); Włosi z Alessio doświadczony Fabio Baldato i młody Angelo Furlan, wspomniany już Baden Cooke (FdJeux.com); Estończyk Jaan Kirsipuu, który był dwukrotnie trzeci w P-Tours w latach 1998-99 i Francuz Jean-Patrick Nazon (obaj z Ag2R), Anglik Jeremy Hunt (Mr.Bookmaker.com) oraz Francuz Jimmy Casper, który pojedzie u boku O'Grady'ego w Cofidisie.
Copyright: www.letour.fr
Poza prawdopodobną walką sprinterów emocjonować się też powinniśmy kolejną odsłoną wewnątrzwłoskiej batalii o końcowe zwycięstwo w szesnastej edycji Pucharu Świata. Po ośmiu z dziesięciu wyścigów tegorocznego cyklu zwycięzca Amstel Gold Race i Liege-Bastogne-Liege "nowy Argentyńczyk" Davide Rebellin ma 314 punktów, zaś triumfator dwóch poprzednich edycji Pucharu "Świerszcz" Paolo Bettini dzięki udanemu sierpniowi tj. drugim miejscom w Hamburgu, San Sebastian i Zurichu ma ich zaledwie o sześć mniej czyli 308. Obydwaj choć dość szybcy aby zwyciężyć będą jednak musieli szukać swej szansy w odjazdach z dala od mety bądź też w skoku na "hopkach" podczas ostatnich 10 kilometrów zmagań. W podobnej roli mogą też wystąpić inni specjaliści od wyścigów klasycznych tacy jak: Niemiec Steffen Wesemann (T-Mobile); Hiszpan Juan-Antonio Flecha (Fassa Bortolo); Belg Peter Van Petegem (Lotto); brązowy medalista Mistrzostw Świata Włoch Luca Paolini (Quick Step); ex-mistrz świata Bask Igor Astarloa (Lampre); Szwajcar Martin Elmiger (Phonak); zwycięzca czwartkowego Paris - Bourges (kat. 2) Francuz Jerome Pineau (Brioches la Boulangere); Belg Philippe Gilbert (FdJeux.com); Kolumbijczyk Mauricio Ardila (Chocolade Jacques) czy ósmy w światowym czempionacie Amerykanin Chris Horner (nowy nabytek Saunier Duval). Natomiast nas reprezentować będą: Dariusz Baranowski (nr 123) z Liberty Seguros oraz Zbigniew Piątek i Cezary Zamana (nr 175 i 178) z Chocolade Jacques. Wszyscy trzej znajdują się w ostatnich tygodniach w dobrej dyspozycji, lecz tylko Zamana jest kolarzem dobrze czującym się w klasycznych wyścigach. Niemniej nawet jemu bardzo trudno będzie nawiązać do wyników Zbigniewa Sprucha, który w P-T był trzeci w sezonie 1994 oraz siódmy i dziesiąty w latach 2000-2001.
WIELKI
POWRÓT
SOLISTY
Młodej świeckiej tradycji stało się zadość po roku przerwy znów tzw. "klasyk sprinterów" padł łupem odważnego i bardzo wytrwałego uciekiniera. Tym kimś godnym naszego podziwu okazał się nie byle kto bo jeden z największych speców od tego typu akcji 34-letni Holender Erik Dekker z ekipy Rabobank. Wielka profesjonalna kariera tego wicemistrza olimpijskiego z Barcelony (1992) rozpoczęła się na dobre dopiero latem 2000 roku podczas 87. Tour de France. Wtedy to Dekker I (nazwijmy go tak w odróżnieniu od nowego nabytku grupy Rabobank podwójnie srebrnego w Weronie w kategorii U-23 Thomasa Dekkera) wygrał aż trzy odcinki "Wielkiej Pętli" każdy po różnego typu ucieczce. Na etapie ósmym do Villeneuve-sur-Lot odjechał na 30 kilometrów przed metą od piętnastki swych kompanów w ucieczce, na odcinku jedenastym do Revel ograł na finiszu współtowarzysza ponad 200-kilometrowej akcji Kolubijczyka Santiago Botero, zaś na etapie siedemnastym do szwajcarskiej Lozanny wyrwał się z peletonu na 3 kilometry przed metą wraz z Belgiem Mario Aertsem - Dekker dotarł do mety, zaś Aertsa połknęła w samej końcówce duża grupa ... historia lubi się powtarzać. Tuż po swym wielkim Tourze tj. w sierpniu 2000 roku "trafiło mu się" jeszcze zwycięstwo w pucharowym wyścigu Clasica San Sebastian po półtorakilometrowym długim finiszu.
W sezonie 2001 Dekker I triumfował zaś już w całym cyklu Pucharu Świata, po drodze wygrywając drogi swemu sercu Amstel Gold Race (gdzie w dwójkowym finiszu ograł Lance'a Armstronga) oraz był drugi w Ronde van Vlaanderen i trzeci w HEW Cyclassics Cup. Poza Pucharem znów wygrał ósmy etap TdF (ów pamiętny do Pontarlier gdzie czternastu śmiałków w deszczu i zimnie zyskało ponad pół godziny nad grupą zasadniczą) oraz był czwarty na Mistrzostwach Świata ze startu wspólnego w Lizbonie! Sezon 2002 zaczął wspaniale odnosząc sześć zwycięstw do połowy marca m.in. wygrał "generalkę" prestiżowej etapówki Tirreno-Adriatico dzięki zwycięstwu na czasówce. Parę dni poźniej (po klasyku Milano - San Remo) był już notowany na miejscu pierwszym w indywidualnym rankingu UCI (!), lecz o ironio kraksa, która dopomogła mu w tym awansie, bo odebrała sporo punktów jego głównemu rywalowi do tej pozycji Niemcowi Erikowi Zabelowi jeszcze bardziej skrzywdziła właśnie holenderskiego Erika, który od tego czasu zaczął się (niemal przez następne dwa lata) borykać z powracającymi kontuzjami. W międzyczasie zdołał wprawdzie odnieść siedem zwycięstw (wygrał choćby w tym roku ojczystą etapówkę kat. 1 Ronde van Nederland), lecz tak naprawdę dopiero wczorajsze zwycięstwo w Tours oznacza prawdziwy powrót Erika Dekkera w pierwsze szeregi światowego peletonu i jest tym cenniejsze, iż odniósł je on w wielkim stylu jak za swych najlepszych lat.
Pierwszy ważny moment wczorajszego wyścigu to 25 kilometr, na którym uformował się odjazd czterech kolarzy obok naszego głównego bohatera znaleźli się nim jeszcze młody Rosjanin Wladimir Gussiew (Team CSC), Włoch Manuel Quinzato (Lampre) i rodak Dekkera Bram Tankink (Quick Step). Kwartet ten uzyskał maksymalną przewagę nad peletonem rzędu 8:00, zaś na 71 kilometrze dołączył do niego jeszcze Francuz Eric Berthou (RAGT Semences). Po przejechaniu około 150 kilometrów z zysku nad grupą zasadniczą, w której tempo kontrolowały ekipy: Cofidisu, FdJeux.com, a z czasem także Gerolsteiner zostało im 4:40. Piątka zmalała ponownie do "starej czwórki" gdy na 197 kilometrze po defekcie od ucieczki odpadł ambitny Berthou. Nieco dalej tj. na 50 kilometrów przed metą Dekker i jego trzej młodsi kompani mieli jeszcze 2:30 przewagi nad peletonem. Wydawało się, że to nie może wystarczyć tym bardziej, że na niespełna 30 kilometrów przed metą podczas podjazdu Côte de Crochu tempa Dekkera nie wytrzymali Quinzato oraz Tankink i szczwanemu "Lisowi z Rabobanku" do pomocy został już tylko 22-letni Gussiew (ten sam, który przed czteroma laty w Plouay rozdzielił naszych medalistów juniorskiej czasówki Piotra Mazura i Łukasza Bodnara). Co gorsza zysk nad dużą grupą wynosił w owym czasie już tylko 1:20 po tym jak w peletonie do pogonii przyłączyły się jeszcze ekipy Fassa Bortolo, Liberty Seguros i Quick Step. Do przedmieść Tours gdzie na 8 kilometrów przed metą droga zaczyna falować góra - dół i na niespełna pięciu kilometrach trzeba pokonać trzy niewielkie wzniesienia Dekker z Gussiewem dotarli jeszcze z przewagą 0:26 nad rozpędzoną grupą zasadniczą.
Już na pierwszym pagórku czyli Côte de Crochu Dekker zgubił młodego Rosjanina, lecz jeszcze przed szczytem tej hopki sam został przegoniony przez ubiegłorocznego mistrza świata Igora Astarloę (Lampre). Na swoje szczęście miał jeszcze dość sił by zabrać się z kolejną trójką asów: Australijczykiem Allanem Davisem (Liberty Seguros), Hiszpanem Juanem-Antonio Flechą (Fassa Bortolo) i Niemcem Matthiasem Kesslerem (T-Mobile). Tymczasem w kraksie u podnóża wspomnianego wzniesienia ucierpiał m.in. brązowy medalista MŚ w Weronie Włoch Luca Paolini (Quick Step). Nie całkiem nowa piątka liderów na 5 kilometrów miała przewagę 0:08 nad skromniejszym już peletonem, z którego na górce Côte du Petit-Pas d'Ane spróbowali do niej przeskoczyć dwaj Włosi Eddy Mazzoleni (Saeco) i Cristian Moreni (Alessio). Na zjeździe z tego ostatniego wzniesienia chwilę rozprężenia w czołówce wykorzystał bardzo doświadczony Dekker, a zdecydowanie i z sukcesem pogonił zanim tylko Kessler. Dwójka ta wjechała na finałową 2,5-kilometrową prostą z zapasem 0:10 nad piątką (Astarloa, Davis, Flecha + Mazzoleni i Moreni) oraz 0:17 nad blisko 70-osobowym peletonem. Po chwili nie było już śladu po wspomnianym kwintecie i pozostało nam się już tylko emocjonować heroiczną walką Dekkera i Kesslera o przetrwanie na czele przed dużą grupą. Stary as (Dekker) nie dał się "połknąć" gdy czuł już oddech peletonu za swym karku zdecydował się na jeszcze jeden mocny skok zza pleców Kesslera i z przewagą najwyżej kilkunastu metrów dotarł do wymarzonego celu. Jego wspólnik na ostatnich paru kilometrach (Kessler) niestety podzielił los Aertsa z Lozanny i dał się wyprzedzić kilku najszybszym kolarzom w dużej grupy. Ostatni raz tego typu "show" pod tytułem "dopadli go, lecz uciekł" Puchar Świata zafundował nam chyba 22 sierpnia 1999 roku gdy w podobnym stylu, choć nie tak minimalnie triumfował w Zurichu nasz Grzegorz Gwiazdowski.
Najszybszy na ostatnich metrach choć tylko drugi był Niemiec Danilo Hondo (Gerolsteiner), który wyraźnie pokonał trzeciego na kresce, mistrza świata rodem z Hiszpanii Oscara Freire (Rabobank). Czyżby nasi zachodni sąsiedzi postawili w Weronie podczas walki z hiszpańską armadą na niewłaściwego ze swych asów sprintu? Może Hondo stać byłoby na więcej niż Zabela czyli srebro? Tuż poza podium w Tours znaleźli się podobnie jak i na Mistrzostwach Świata dwaj Australijczycy, choć tym razem to młody i aktywny w końcówce Allan Davis był czwarty, zaś bardziej utytułowany Stuart O'Grady piąty. Wysoko bo na szóstej pozycji, wykorzystując "koło" Hiszpana Freire dojechał mistrz olimpijski Paolo Bettini (Quick Step). Dzięki temu "Świerszcz" zdobył 32 punkty do pucharowej klasyfikacji tj. o 19 więcej od swego głównego rywala i rodaka Davide Rebellina (Gerolsteiner), który finiszował trzynasty i wzbogacił się o tyleż właśnie punktów. Przed górzystym finałem Giro di Lombardia (w najbliższą sobotę) Bettini prowadzi w stosunku 340:327 i jest bliski nie notowanego dotąd trzeciego triumfu w łącznej klasyfikacji PŚ. Teoretyczne (bo jedynie pod warunkiem zwycięstwa w GdL) szanse na włączenie się do walki o końcowy triumf ma jeszcze tylko Freire - obecnie z dorobkiem 252 punktów. Czołową "10" w Tours zamknęli nieszczęsny Kessler, Słoweniec Uros Murn (Phonak), Estończyk Jaan Kirsipuu (Ag2R) oraz wspomniany już Mazzoleni. Jedyny z trójki Polaków, który dotarł do mety w czołowej grupie Zbigniew Piątek z Chocolade Jacques zdołał zająć 34 miejsce.
POWRÓT |