PAMIĘTNIK MŁODZIEŻOWCA:


Piotr KRYSMAN (Velo Club Bressan)

Data urodzenia: 9 lutego 1986 roku
Miejsce urodzenia: Kościan
Miejsce zamieszkania: Bourg-en-Bresse
Wzrost: 178 cm
Waga: 65 kg
Tętno spoczynkowe: 46 bpm
Specjalizacja: jazda w górach, ucieczki i finisze z małej grupy
Hobby: Motoryzacja
Kontakt:

Photo by: Tomasz Piechal


Przebieg kariery zawodniczej:
1999-2002 (Ampol Poznań) Trener: Kazimierz Marchewka
2003 (GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne) Trener: Piotr Broński
2004 (GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne):
1. Złotoryja - wyścig jednodniowy
1. Przytoczna - kryterium
2. Kalisz - kryterium
3. Mistrzostwa Polski - wyścig na szosie w terenie górskim
3. Drużynowe Mistrzostwa Polski - jazda na czas
3. Challenge PZKol w kategorii junior
4. Mistrzostwa Polski - wyścig ze startu wspólnego
2005 (GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne):
1. Ste Agathe en Donzy, Prix de la Fete
4. St. Etienne du Bois
4. GP de St Vallier
6. GP des Longes
2006 (Velo Club Bressan):
1. Trophee Look Rhone Alpes - Klasyfikacja generalna
1. Tour de la Cote Bleue-Martigues - Klasyfikacja generalna
1. Tour de la Cote Bleue-Martigues - I etap
1. Ruban Nivernais Morvan
1. Tour Loire Pilat - II etap
1. Manziat
1. Saint-Andre
1. Annecy (kryterium)
2. Tryptique Vallee Ance - Klasyfikacja generalna
2. Foissiat
2. Fleurie
3. Tour Loire Pilat - Klasyfikacja generalna
3. Bellerive sur Allier
3. Grand Prix du Souvenir
3. Tour des Pays de Savoie - II etap
3. Tour du Beaujolais - Klasyfikacja generalna
3. Chamoux
4. Scionzier
4. Cormoz
4. Drome des Collines - Klasyfikacja generalna
4. Tour du Jura - Klasyfikacja generalna
2007 (Velo Club Bressan / Norda Atala):
1. MISTRZOSTWA POLSKI - wyścig ze startu wspólnego
12. Villefranche "Mathias Nomblot"
4. Transversale de l'Ain
4. Ruban Nivernais
5. Tryptique Vallee de l'Ance (1. espoir)
7. Prix du Souvenir
10. Tour de Cote d'Or


13 grudnia: Witam wszystkich! W małym skrócie o przebiegu swej dotychczasowej kariery. Pierwsze treningi zacząłem w wieku 12 lat. Mój pierwszy start miał miejsce w 1999 roku na zawodach Family Cup, które odbywały się na poznańskiej Malcie. Zająłem wtedy 6 miejsce i od tego wyścigu zaczęła się moja kariera. Przez pierwsze 4 lata ścigałem się w wyścigach MTB i w maratonach górskich. Gdy przeszedłem do kategorii junior trafiłem do klubu "GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne" i od tego czasu zacząłem się ścigać na szosie. Mój pierwszy wyścig na szosie nie był udany bo na kryterium w Borku Wielkopolskim zaliczyłem upadek i wycofałem się z wyścigu. Jednak to nie zniechęciło mnie to do dalszego ścigania.

Miniony sezon ścigałem się we francuskim klubie "Velo Club Bressan". Był to mój pierwszy sezon spędzony we Francji i zarazem najbardziej udany. Przyszły rok także przejeżdżę we Francji, ale w barwach ekipy z miasta Bourg-en-Bresse. Przygotowania do sezonu 2007 rozpocząłem już w listopadzie. Na razie pogoda w Polsce sprzyja kolarzom i można jeździć. Do Francji wyruszam na przełomie stycznia i lutego. Natomiast ściganie zacznę już pod koniec lutego. Będę na bieżąco informował Was o przebiegu mojej kariery czyli wyścigach i treningach.


2 stycznia: Za nami rok 2006. Muszę zaliczyć ten rok za najbardziej udany w mojej karierze. Trafiłem do francuskiej grupy, kilkakrotnie zajmowałem miejsca na podium. Początki były ciężkie, ale gdy "wjechałem" się we francuskie ściganie było już o wiele łatwiej.

W ramach przygotowań do kolejnego sezonu wystartowałem w 3 eliminacjach przełajowego Pucharu Polski (Zielona Góra, Słubice i Przytoczna) zajmując kolejno czwarte, drugie i trzecie miejsca w kategorii "orlik". Starty te traktowałem w większej mierze jako zabawę, chociaż gdy dochodziło do rywalizowania to nie odpuszczałem i starałem się jechać z najlepszymi. Przełaje to ciężki sport, tam po machnięciu flagą zawodnicy jadą na 100% swoich możliwości i w sumie jedna runda decyduje o całym wyścigu. Ja osobiście wolę jak wyścig rozgrywa się na końcowych kilometrach, a najlepiej jak jest to finałowy podjazd.

Za trzy tygodnie wyruszam do Francji z dwoma przyjaciółmi, którzy będą ścigać się ze mną w drużynie. Są to: Mateusz Tomaszewski i Robert Małyszek.


Zawodnicy Velo Club Bressan: Mateusz trzeci, zaś Piotr czwarty od lewej strony.


25 stycznia: Od soboty jestem już we Francji. Przez trzy dni było o'k tzn. pogoda wymarzona około 15 stopni, ale we wtorek spadł śnieg no i przyszła zima. Dziś byłem na 3-godzinnym treningu. Było zimno, ale drogi są odśnieżone więc można jeździć. Mam już ustalony plan startów na pierwszą połowę sezonu do Mistrzostw Polski. Mój pierwszy start 3 marca (może 24 lutego). Po małej konsultacji z Sylwestrem Szmydem zmieniłem trochę przygotowania do sezonu. Wprowadziłem więcej ćwiczeń na treningach i zwiększyłem dystans. Tym samym treningi zrobiły się urozmaicone i ciekawsze. Jestem pozytywnie nastawiony do sezonu.

Rowery szosowe już dostaliśmy. Włoska firma Kuota - może niezbyt znana ale to fajne rowerki na Ultegrze i nawet lekkie. Niedługo otrzymam jeszcze nowe koła od MAVICA ale tylko do testowania na treningach (bo jest to model 2007), który jeszcze nie wszedł na rynek, więc dopiero od czerwca będę mógł je używać na zawodach. Mam nadzieje że pogoda wkrótce się polepszy.


9 lutego: Co prawda szefostwo mojego zespołu podjęło w ostatnim czasie próbę zakwalifikowania nas do pierwszej dywizji francuskich ekip amatorskich, ale okazuje się że jednak będziemy drużyną z drugiej dywizji (Division Nationale czyli DN2). Dzisiaj natomiast dostaliśmy kalendarz startowy i okazuje się, że mamy około 75 wyścigów w planach, więc sezon 2007 będzie dla nas długi i ciężki. Co ważne większość wyścigów będziemy mieli z ekipami Elite oraz DN-1 co mi pasuje. Przygotowania do sezonu idą bardzo dobrze. Czekamy na pierwszy start w weekend 3 i 4 marca. Pogoda we Francji hmmm, czyżby wiosna? Dziś mieliśmy aż +15 stopni, a do tego słonecznie i tak też zapowiadają się kolejne dni!


26 lutego: Za mną pierwszy okres przygotowań do sezonu. W planach treningowych pomagał mi Sylwester Szmyd za co mu bardzo dziękuje. Zrobiłem dużą bazę kilometrową, dużo przejeździłem po górach, można powiedzieć że plan wykonałem w 100%. Dopisała pogoda no i przede wszystkim zdrowie! Wszystkie treningi przeprowadziłem z moimi dwoma kolegami z klubu Mateuszem Tomaszewskim i Robertem Małyszkiem.

Plan był ciężki, udało mi się przy nim zrzucić 3 kilogramy (obecnie mam 65-66 kg). Teraz przede mną zasłużone 2 dni odpoczynku. W piątek mamy prezentację ekipy. W I kategorii będzie nas jeździło 10 zawodników. Zaczyna się! w niedzielę pierwszy start. Kryterium i to w dodatku "u siebie" czyli w Bourg-en-Bresse. Na liście startowej było dziś zapisanych 150 zawodników więc pewnie jeszcze ich ilość wzrośnie. Do usłyszenia!


4 marca: Sezon rozpoczęty. Pozycja trochę daleka bo dziewiętnasta. Ale miałem za zadanie czekać i oszczędzać się by zaatakować dopiero na ostatnich kilometrach. Ale jak to na "kryteriach" bywa poszedł odjazd juz na 6 rundzie (mieliśmy ich 30), w sumie odjechało 10 osób i dojechali do mety z przewaga około 10 sekund nad peletonem. Na ostatnich rundach szło bardzo szybkie tempo ale mimo tego nie udało się dogonić tej ucieczki. Co do formy to muszę popracować nad szybkością, bo byłem trochę "zamulony". Noga się "nie kręciła". Za tydzień wyścig po górach - 150 km wokół Villefranche.


11 marca: Po ostatnim wyścigu (kryterium) nie wiedziałem jak z moją formą, ale to był szybki wyścig i cały czas szedł gaz. Głównie nastawiam się na górskie wyścigi i etapówki, bo w tych imprezach czuje się najlepiej. Ostatni tydzień trenowałem dużo po górach bo zbliżał się ciężki wyścig "Mathias Nomblot" wokół pięknych okolic Villefranche.

Wyścig ten był bardzo mocno obstawiony, bo na starcie stanęło aż 190 zawodników. Do pokonania mieliśmy 7 rund w górzystym terenie. Podjazdy może nie były długie ale "trzymały"' i do tego był silny wiatr. Dystans wyszedł nam 142 kilometry. Już na 40 km znalazłem się w 30 osobowym odjeździe. Potem dojechało do nas jeszcze kilku kolarzy i zrobił się mały peletonie. Tempo było szarpane co chwilę ktoś "skakał". Z rundy na rundę grupa malała i na ostatnim okrążeniu było nas około dwudziestu pięciu.

Dziesięć kilometrów przed metą było płasko i pod wiatr. To był koszmar czyli atak za atakiem. Co chwilę ktoś skakał i w końcu oderwało się sześciu zawodników, którzy z przewagą 30 sekund dojechali przed moją grupką. Ostatecznie finiszowałem dwunasty. Szkoda że nie udało mi się akurat z nimi odjechać, ale to jest kolarstwo trzeba mieć też szczęście. Jestem zadowolony z wyścigu i z formy którą mam, choć jest jeszcze dużo do zrobienia. Pozdrawiam!


13 marca: W najbliższym czasie mam dwudniową etapówkę w moim rejonie. Pierwszy etap będzie płaski, zaś drugi po górach. Dlatego na pierwszym chciałbym pojechać spokojnie czyli "oszczędzać się w kołach", ale oczywiście końcówkę już na maxa tzn. będę próbował jakiś solowych akcji. Drugi etap będzie ważny i będę aktywny od samego początku by przypadkiem nie pojechał jakiś odjazd bez zemnie. Zobaczymy jak to będzie.

Co do moich rodaków to "Młody" (Robert Małyszek) jest mocnym zawodnikiem i w tym roku dysponuje dobrym finiszem i to właśnie jemu będziemy pomagali na pierwszym etapie by dobrze zafiniszował. Natomiast "Satur" (Mateusz Tomaszewski) musiał wrócić do Polski bo ma do zaliczenia parę egzaminów w szkole i jego kolejnym startem będzie Sobótka.

W tygodniu po treningach relaksujemy się przed TV przy relacjach z Paryż - Nicea. Cieszy mnie, że jeździmy w tym roku wyścigi lepiej obsadzone, ale niestety trzeba w nich mieć mocną drużynę. Na wyścigu w Villefranche, który był bardzo ciężki jeszcze nie udało nam się powalczyć jako zespół. W końcówce było tymczasem kilka drużyn z 3 czy 5 zawodnikami w ucieczce (chociażby La Pomme) i ci "skakali" wówczas nawzajem. Jak doszli jedną ucieczkę to mieli innego zawodnika do następnej akcji. Ja tym razem byłem sam, więc każdego ataku nie można było odebrać.


17 marca: Pierwszy etap dwudniowego wyścigu "Transversal de l'Ain" za nami. Ten odcinek jak już wspomniałem płaski o długości 130km. Na linii startu stanęło aż 200 kolarzy. Od samego startu było mnóstwo ataków, ale wszystkie zostały skasowane przez peleton. Na 40 kilometrów przed metą na lekkim wzniesieniu oderwało się około 20 kolarzy i utrzymywali oni przewagę około 25 sekund nad peletonem. Jednak wszystko zeszło się na 2 kilometry przed finiszem. W końcówce byłem dobrze ustawiony na około szóstej pozycji. Po chwili jednak był ostry zakręt w lewo i 'bum' peleton leży! Cudem uniknąłem wywrotki, lecz to zdarzenie mnie spowolniło i musiałem zacząć "bujać" od nowa. Etap ukończyłem na jedenastym miejscu.

Jutro start do drugiego etapu rusza praktycznie "spod mojego okna" i wjeżdżamy w góry. Już na 60 kilometrze zacznie się pierwszy podjazd i to 10-kilometrowy, więc myślę, że tam będzie pierwsza selekcja w peletonie. Do jutra!


19 marca: Na drugim etapie tak jak zakładałem selekcja nastąpiła już po pierwszym podjeździe. Peleton podzielił się na kilka grupek, zaś w końcówce wzniesienia odjechało trzech zawodników, którzy dojechali do mety. Ja po tym podjeździe znalazłem się w pierwszej zasadniczej grupie. Potem mieliśmy jeszcze kilka podjazdów o długości od 2 do 4 kilometrów. Na końcówce zostało nas dwunastu i tak dojechaliśmy do mety. Finisz był bardzo techniczny po zakrętach do tego na ostatnich kilometrach zaczął padać deszcz. Finiszowałem ósmy. Liczyłem na lepsze miejsce na "kresce" bo bardzo lubię takie finisze no ale nie wyszło, za późno zacząłem.

W klasyfikacji generalnej wyścig ukończyłem bardzo wysoko. Przyznam jednak, że do dziś nie wiem, który dokładnie byłem. Prawdopodobnie trzeci, ewentualnie czwarty. Niestety nie widziałem wyników, bo musielibyśmy czekać na nie z dobrą godzinę po etapie. Natomiast w internecie na razie nigdzie nie mogę ich znaleźć!


23 marca: U nas ostatnie dni były niezbyt ciekawe. Przelotny deszcz, śnieg i grad, w dodatku mam małe problemy z zębem co da się od razu odczuć. Dopadło mnie lekkie zmęczenie, więc przez ostatni tydzień w większości odpoczywałem. W sobotę miałem jechać wyścig, ale został on odwołany z powodu obfitych opadów śniegu. Podobno spadło tam go 10 cm. Za to w niedzielę mamy mocny wyścig "Troyes - Dijon" na dystansie 170 km. Wystartuje w nim kilka ekip kontynentalnych.


25 marca: Na starcie Troyes - Dijon stanęło 165 zawodników. Początkowo mieliśmy do pokonania około 70 kilometrów po płaskim. Potem zaczęły się góry, podjazdy o długości 3-5 km. Dystans w sumie razem 170 km. Od samego startu było mnóstwo ataków. Sam byłem w trzech odjazdach, ale zostaliśmy doścignięci przez peleton. Na 80 km oderwało się w końcu sześciu zawodników, którzy dojechali do mety. Utrzymywali oni przewagę około minuty. Peleton gonił, lecz nie zdołał doścignąć ucieczki. Na samym końcu po sześciu podjazdach zostało nas w grupie pościgowej około trzydziestu. Tempo było naprawdę bardzo mocne. Do tego dystans zrobił swoje i podzielił cały peleton na grupki. Jak już wspomniałem sześciu zawodników dojechało na czele. Potem przyszła moja grupka. Finisz bardzo szybki i na szerokiej drodze. Zacząłem ładnie bo z piątej pozycji, ale spłynąłem do tyłu i ukończyłem wyścig około 25 miejsca.


30 marca: Krótko o moich najbliższych planach. Jutro czeka mnie wyścig w Saint-Etienne gdzie będziemy mieli do pokonania około 140 kilometrów w górzystym terenie. Za to już w niedzielę jedziemy znany w całej Francji wyścig "Annemasse - Bellegarde" na dystansie 170 kilometrów. W środę miałem okazję przejechać całą rundę tego wyścigu i muszę przyznać, ze trasa jest ciężka. Bardzo selektywna - mamy na niej trzy dłuższe podjazdy. Dwa z nich mają po 6-7 kilometrów, zaś ostatni według mnie najcięższy jest 9-kilometrowy. Ten podjazd skończy się na 35 km przed metą. Potem będzie zjazd i już płasko do mety.

Natomiast po niedzielnym wyścigu jadę od razu na zgrupowanie na południe Francji organizowane przez MAVICA. Mam zamiar tam dobrze potrenować po górach gdyż będą do tego warunki.


31 marca: Wyścig w Saint-Etienne fajny, selektywny. Cały czas podjazd-zjazd. Podjazdy nie były długie i wszystkie szło wjechać z "płyty", a co za tym idzie tempo było mocne. Plan był taki by zrobić dziś 'nogę' na jutro. Nie znaczy to, ze przejechałem wyścig w kołach. Próbowałem licznych zaczepnych akcji, ale nie załapałem się w decydujący odjazd i dojechałem do mety w drugiej grupie.


2 kwietnia: Niestety nie wyszło mi. Wyścig Annemasse - Bellegarde miałem nieudany. Od samego startu czułem, że coś nie tak idzie. Strasznie bolały mnie nogi. Wjechałem jedną górę, potem drugą, ale przychodziło mi to bardzo ciężko. Do ostatniego podjazdu (9-kilometrowego) dojechałem w pierwszej 50-osobowej grupie. Kryzys nastąpił po 3 kilometrach podjazdu i nie mogłem przekręcić korbą. Na tym zakończył się mój wyścig! Niestety musiałem odpuścić sobie także zgrupowanie. Teraz czeka mnie tydzień odpoczynku tzn. regeneracji. Jest mi to bardzo potrzebne.


14 kwietnia: Dziś jechałem wyścig Tour du Charolais na dystansie 150 kilometrów. Na starcie stanęło blisko 200 kolarzy z najmocniejszych teamów. Mieliśmy do przejechania jedna wielką rundę 120 km i potem 4 razy po 7 km. Końcowe rundy były wyczerpujące. Na każdej 2 krótkie, ale sztywne podjazdy. Tempo szło szarpane. Potem jak odczytałem swoje tętno to prawie cały czas na maksymalnych wysokościach jeździłem (około 200). Po selekcji na ostatnich 4 rundach zostało około 50 kolarzy. W takiej grupie wpadliśmy na finisz. Niestety była kraksa tuz przed "kreską", w której leżałem. Na szczęście nic mi nie jest. Kilka siniaków i zadrapań. Rower trochę ucierpiał, ale taki to już jest sport wyczynowy! Jutro jadę na kolejny wyścig, lecz tym razem płaski Dijon - Auxonne - Dijon.


22 kwietnia: Wczoraj startowałem w 'Ruban Nivernais'. Jechałem na ten wyścig optymistycznie nastawiony ponieważ w zeszłym roku go wygrałem i tym razem też miałem taki zamiar. W tym roku nie było tak łatwo odjechać. Co podejmowałem atak od razu miałem za sobą "ogon". Trasa wiodła po lekkich wzniesieniach, a za finisz mieliśmy bardzo sztywny 2-kilometrowy podjazd. Peleton dojechał cały do finałowej góry i zaczęło się. Na 300 metrów do kreski zostało nas mniej więcej pięciu i wtedy ruszyłem. Jednak chyba za wcześnie bo to było długie 300 metrów i przed metą wyprzedziło mnie trzech zawodników, a więc dojechałem czwarty.

Mogę powiedzieć, że moja forma jest dobra, ale nie super. Przez ostatni tydzień miałem problemy zdrowotne - alergia, katar, czerwone oczy. To było straszne. Teraz jakby mój stan się ustabilizował i przeszło mi. Kolejne starty to dwudniowa etapówka z czasówką w najbliższy weekend tzn. 'Tryptique Vallee de l'Ance'. Potem dzień przerwy i we wtorek 'Bourg - Arbent - Bourg' to będzie kolejny wyścig który rusza z naszej miejscowości.


1 maja: "Tryptique Vallee de l'Ance" to był wyścig etapowy w Masywie Centralnym. Składał się z dwóch etapów ze startu wspólnego i czasówki. Miałem walczyć o 'generalkę'. Na pierwszym etapie peleton porwał się na zjeździe, dwa miejsca przede mną ktoś puścił, a zjazd był bardzo wąski i techniczny więc nie szło gdzie wyprzedzić. Oderwało się kilku zawodników, a gdy się wypłaszczyło od razu zaatakowałem i doścignięcie ucieczki zajęło mi około 25 kilometrów. Było ciężko, ale dałem radę. Niestety z ucieczki odjechały dwie osoby, a mi chodziło głównie o to by nie stracić sekund. Finiszowałem jedenasty.

Drugi etap to czasówka, niezbyt długa bo 10-kilometrowa wiec poszedłem na maxa. Do półmetka miałem najlepszy czas, ale potem pomyliłem trasę i straciłem szanse na podium. Byłem czwarty ze stratą 25 sekund do pierwszego, ale przyznaje się do własnego błędu. Następnym razem przejadę wcześniej całą trasę czasówki. Ostatni etap, po górach zostało nas na końcówce około 30. Z przodu miałem swojego zawodnika Mateusza Tomaszewskiego (zajął 2 miejsce). Ja jechałem w grupce czekając na finisz pod górę, by urwać jeszcze parę sekund nad rywalami. Niestety za wiele nie nadrobiłem. Na tym etapie byłem siódmy, zaś w klasyfikacji generalnej piąty, choć pierwszy w kategorii espoir czyli do 23 lat.


Piotr odbiera nagrody dla najlepszego młodzieżowca.

"Bourg - Arbent - Bourg" czyli dzisiejszy wyścig na dystansie 150km. Mieliśmy kilka ciężkich długich podjazdów. Z początku nie czułem się najlepiej. Zmęczenie dało znać o sobie. Dziesięciu zawodników przed peletonem, w tym jeden od nas. Sytuacja nawet dobra, ale nagle pech! Na zjeździe kraksa z ucieczki i niestety nasz zawodnik leży. Wtedy zabraliśmy się za pogoń. Na kolejnym podjeździe dogoniliśmy część tej ucieczki. Do mety było jeszcze 20 km po płaskim. Mimo licznych ataków nie udało mi się odjechać i po 3-osobowej ucieczce wpadła moja około 30 osobowa grupa. Kolejne starty muszę uzgodnić z moim dyrektorem sportowym, a teraz trochę odpocząć i podłapać nogę.


8 maja: Ostatnie przeżywałem pewien kryzys fizyczny i psychiczny zarazem. Czułem się przemęczony i w miniony weekend po raz pierwszy od dłuższego czasu wycofałem się na trasie jednego z wyścigów co wywołało niezadowolenie szefostwa grupy. Chciałem sobie nawet zrobić krótką przerwę w startach i zregenerować się, ale oni nawet o tym nie chcieli słyszeć.

Dziś pojechałem, więc "Prix du Souvenir". Trasa ciężka z kilkoma długimi podjazdami, nawet takimi do 10 km długości. Jak przypuszczałem od startu noga się nie kręciła, ale od startu byłem juz w ucieczce. Po 80 kilometrach było już dobrze. Niestety poszła już wcześniej 3-osobowa ucieczka. Na ostatni podjazd wjechała ta trójka, a potem moja siódemka. Do mety prowadził 7-kilometrowy zjazd, ja finiszowałem w sumie siódmy. Wyścig bardzo ciężki, ale jestem zadowolony ze swojej dyspozycji bo do końca nie wiedziałem jak pojadę, ale już w połowie dystansu poczułem, że będzie dobrze i to się sprawdziło. Wszystkie podjazdy wjeżdżałem wysoko. Kolejny start to niedzielny, płaski klasyk "Dommartin".


29 maja: Ostatnie moje starty to dwa płaskie klasyki w połowie maja. Oba niezbyt długie. Do tego pogoda we Francji trochę nie dopisała i było wietrznie, więc na wyścigach tworzyły się "ranty". Na jednym z tych wyścigów byłem nawet w ucieczce. Osiągnęliśmy dużą przewagę bo ponad 2 minut. Niestety przytrafił się pech bo złapałem gumę. Próbowałem potem jeszcze pogonić za ucieczką, ale sam nie byłem w stanie doskoczyć do niej pod wiatr.

Natomiast miniony weekend to 'Tour du Beaujolais'. Nie wystartowaliśmy na tym wyścigu najmocniejszym składem co dało się odczuć na czasówce drużynowej, na której zajęliśmy odległą pozycje. Ja na pierwszym etapie nie czułem się najmocniej. Odjechało parę osób. Ukończyłem za nimi. Wiedziałem już że o wysokie miejsce w generalnej nie powalczę, więc nastawiałem się na jak najlepsze miejsce na etapie ostatnim. Miał on 110 km i przebiegał nerwowo. Co chwilę ktoś atakował, więc trudno było wyczuć tą grupkę która w końcu odjedzie. Grupa lidera dzielnie kasowała ucieczki do 70 kilometra. Na końcówce byłem w odjeździe i finiszowałem siódmy.

Przede mną jeszcze jeden wyścig etapowy we Francji 'Tour de Cote d'Or ". Po nim wracam do Kraju i zaczynam przygotowania pod Mistrzostwa Polski.


7 czerwca: Czteroetapowy Tour de Cote d'Or był moim ostatnim wyścigiem przed wyjazdem z Francji. Dwa pierwsze całkowicie płaskie, zaś w ostatni dzień tzn. w niedziele mieliśmy kolejne dwa etapy po lekkich górach na dystansie 80 km tak rano jak i po południu. Na pierwszym i drugim etapie byłem w odjazdach, które dojechały do mety, więc traciłem wtedy zaledwie 18 sekund do lidera. Wiadomo było, że będę się nastawiał na jak najlepsze miejsce w generalce.

Na trzecim etapie nikt z pierwszej dziesiątki nie odjechał. Atakowali zawodnicy z większą stratą czasową. Poranny etap przebiegł więc spokojnie, bo przed nami na metę przyjechał nie zagrażający czołówce zawodnicy, a potem cały peleton. Na ostatnim etapie miało się wszystko wyjaśnić. Przed peletonem uformowała się 15-osobowa grupa i tak jechała z przewagą 1:30. Na jednym ze sztywniejszych podjazdów spróbowałem swoich sił i odskoczyłem od peletonu. Razem ze mną było jeszcze 7 innych zawodników. Pracowaliśmy bardzo mocno i co chwilę doganialiśmy kogoś z pierwszej grupki. Jednak czołowej dwójki, która była przed nami nie dogoniliśmy. Etap ukończyłem na ósmym miejscu i w generalnej wyścig skończyłem około siódmej pozycji. Różnice do trzeciego miejsca były bardzo małe zaledwie 5 sekundowe.

Forma jest obiecująca. Do Mistrzostw Polski mam jeszcze niecałe 4 tygodnie i czeka mnie teraz ciężka praca by przygotować się jak najlepiej. Jestem już w Polsce i tu będę kontynuował treningi.


18 czerwca: W weekend jechałem "kryterko" w Bełchatowie. Tak jak myślałem początek był ciężki, bo gaz szedł od pierwszej rundy a mieliśmy ich 45. Zjechało się mnóstwo mocnych zawodników. Przez pierwsze rundy miałem "twarde" nogi lecz końcówka już była o'key. Byłem w pierwszej grupce, która oderwała się od peletoniku około 25 osób i na 20 rund do końca zdublowaliśmy peleton. Tu jednak wielki minus dla organizatorów, którzy nie wycofali zdublowanych zawodników i zaczęło się wszystko mieszać i mylić. Sędziowie nie wiedzieli dokładnie kto które miejsce zajął w młodzieżowcach! Finiszowałem około 7 miejsca licząc na dobre miejsce końcowe, bo nie wszyscy zdobywali punkty na premiach.

Polskie "kryteria" różnią się od tych rozgrywanych we Francji. W Polsce zdobywamy punkty co któreś okrążenie i kto zbierze ich najwięcej ten wygrywa i nie liczy się tu miejsce na "kresce". Natomiast we Francji na rundach zdobywamy premie pieniężne, zaś wygrywa zawodnik który pierwszy przekroczy linię mety. Kryterium potraktowałem jako "przepalenie". Poprzednie dwa tygodnie trenowałem bardzo dużo i długie treningi więc takie szybsze tempo na wyścigu mi się przydało. Nie było źle. Do samego końca utrzymywałem się z najlepszymi a w końcówce próbowałem ataków. Teraz przede mną wyścig w Borku Wielkopolskim. Będzie to niejako sprawdzian przed Mistrzostwami Polski.


25 czerwca: Wiatr, bruk i dużo płaskiego terenu tak wyglądał niedzielny klasyk w Borku Wielkopolskim. Mieliśmy tam dwa odcinki po bruku około 2-kilometrowe. Na pierwszym z nich oderwało się 7 zawodników, którzy doszli ucieczkę. Po bruku szło mi całkiem nieźle. Jechałem za 4 zawodnikami CCC, ale na chwilę wypadłem z trasy i to wybiło mnie z rytmu. Zostałem trochę za czołówką, a potem ciężko było podgonić na płaskim. Na drugim odcinku brukowym nie popełniłem już żadnego błędu i doszedłem 4 zawodników z ucieczki, ale było już za późno by dojść czołówkę.

Przez ostatnie 80 km jechałem w grupce 4 osobowej i na 120 km mieliśmy jeszcze kontakt wzrokowy z pierwszą grupą. Jednak z upływem kilometrów dystans ten się powiększał. Finiszowałem jako trzeci w młodzieżowcach. Dobry wynik. Wielu zawodników nie wytrzymało tempa na bruku i przy wjeździe na rundy w Borku wycofali się i niewielu ukończyło ten wyścig. W sumie 180 km w ciężkich warunkach jako dobry trening i forma także dobra.

Już jutro wyjeżdżam do Kielc, a w sobotę Mistrzostwa. Trasa jest naprawdę ciężka, wymagająca i do tego dystans. Jednak jestem dobrej myśli.


1 lipca: No i jest...! TYTUŁ MISTRZA POLSKI :-)

Mistrzostwa te nie zaczęły się jednak ciekawie. Środowa czasówka. Byłem już po rozgrzewce, przygotowany do startu, a tu dostaje wiadomość że start opóźnił się o 9 minut, więc zostałem jeszcze i rozgrzewałem się dalej na trenażerze. Gdy podjechałem na start sędzia powiedział że spóźniłem się 3 minuty! No i na tym się skończyło - nie wystartowałem. Zły byłem niesamowicie, dawno nie jechałem czasówki no i chciałem się sprawdzić w tej próbie. Szybko zapomniałem o tym, a trener powiedział ze mam sobie to odbić w sobotę na wspólnym i tak też było.

Sobota. Wyścig na dystansie 172 kilometrów tzn. 10 rund po 17,2 km. W sumie 30 podjazdów. Zacząłem bardzo spokojnie. Przez pierwsze 5 rund nie wychylałem się z peletonu, oszczędzałem siły. Na 70 kilometrze moja grupka, w której była większość faworytów traciła do uciekających zawodników około 2 minuty. Gdy ucieczka miała już blisko 3 minut zaczęliśmy jechać szybciej, doganiając powoli uciekających. Na 3 rundy do końca byłem juz w pierwszej około 15-osobowej grupce i zdecydowałem się na kontrolny atak pod górkę mając nadzieje że doskoczy do mnie kilku zawodników. Jednak po zjeździe widziałem, że idzie cała grupka która mnie dogania i odpuściłem sobie solową akcję, bo do mety było jeszcze daleko.

Na kolejnej rundzie na podjeździe zaatakował Piotr Osiński (TKK Pacific Norda Atala Toruń) i zyskał 40 sekund przewagi. Na wypłaszczeniu gdy grupa się rozjechała zaatakowałem wspólnie z Maciejem Paterskim (KTK Kalisz) i dołączyliśmy do Osińskiego. Ostatnia rundę jechaliśmy w trójkę i finisz rozegraliśmy między sobą. Wygrałem! Dysponowałem najlepszym finiszem, drugi był Paterski, trzeci Osiński. Jestem bardzo szczęśliwy. Zdobywałem już medale na Mistrzostwach Polski ale nigdy złota, więc miałem teraz okazje, której nie zmarnowałem.

Photo by: Tomasz Piechal

Za tydzień jadę z kadrą na klasyk do Czech. Następnie 15 lipca startujemy w Klasyku Pomorskim, a potem Mistrzostwa Europy. Od dziś jestem też reprezentantem polsko-włoskiego teamu Norda-Atala, której trenerem jest Leszek Szyszkowski i dalszą swoją karierę będę kontynuował we Włoszech.


14 sierpnia: Mam trochę zaległości, ale postaram się to nadgonić. Zacznę od Mistrzostw Europy, był to mój pierwszy występ na zawodach tej rangi jednak nie czułem tremy. W Bułgarii upał był niesamowity. Na wyścigu mieliśmy ponad 40 stopni. Runda z jednym lekkim wzniesieniem robiła swoje. Właśnie na niej na ostatniej rundzie oderwało się dwóch zawodników, którzy dojechali do mety. Ja przyjechałem w peletonie, ale będąc trochę zamknięty na ostatnim wirażu nie miałem możliwości finiszować o dobrą pozycję.

Obecnie od 3 tygodni przebywam we Włoszech. Mieszkam w Toskanii niedaleko Massa gdzie mieszka Sylwester. Miałem także okazje kilkakrotnie z nim potrenować. Atmosfera w klubie dobra, zawodnicy są mocni. Do tej pory trzykrotnie startowałem w Italii. Niestety nie jestem teraz w dobrej formie. Czuje się podmęczony. Mam jeszcze 4 wyścigi w tym tygodniu, a po nich jadę do Livigno na wysokogórskie zgrupowanie. Mam nadzieje, że nabiorę tam sił na końcówkę sezonu. We wrześniu moim pierwszym startem będą Górskie Mistrzostwa Polski.


8 października: Wrzesień. Jestem zadowolony z Górskich Mistrzostw Polski Zająłem w nich szóste miejsce, chociaż nie ukrywam, że walczyłem tam o "pudło". Jednak wyścig na ostatniej rundzie nie ułożył się po mojej myśli i odjechało nam trzech zawodników. Dojechali oni kilkanaście sekund przede mną. Bezpośrednio po wyścigu w Wysowej wróciłem do Francji. Spotkałem się tam z moim dyrektorem sportowym z klubu w Bourg-en-Bresse i rozmawialiśmy w sprawie przyszłego roku. Drużyna ma się powiększyć jeszcze w kilku zagranicznych zawodników i mamy startować we wszystkich wyścigach o Puchar Francji i innych większych wyścigach w kategorii elite. Będzie więc co kręcić za rok :)

Jechałem też we Francji w dwóch "klasykach". Pierwszym było kryterium. Dystans 100 km z rundą 1200 metrów. Końcówka czyli ostatnie trzy rundy była pechowa. Plamę dala ochrona która miała pilnować bezpieczeństwa na trasie, a tu niespodziewanie na rundzie wyścigu znalazła się ciężarówka przez którą moja grupka się wywróciła. Drugi wyścig to był klasyk, na którym pomagałem mojemu koledze z klubu. Wyścig ten potraktowałem jako dobry trening. Zostały wtedy jeszcze dwa tygodnie do Mistrzostw Świata. Czułem się już lepiej niż miesiąc temu we Włoszech, ale mimo to ciężko było dostać się do składu na Mistrzostwa Świata.

Sezon 2007 można powiedzieć, że był moim najlepszym na razie. Wywalczyłem koszulkę mistrza Polski, na której bardzo mi zależało. Może nie odniosłem tylu zwycięstw co w roku ubiegłym, ale zebrałem sporo doświadczeń co do wyścigów i treningów. Mam teraz czas by wszystko przeanalizować, zobaczyć gdzie popełniłem błędy treningowe. Mam nadzieje, że zdobyte doświadczenie zaprocentuje w przyszłości. Teraz przebywam juz w swej rodzinnej miejscowości i za niecały miesiąc zaczynam przygotowania do przyszłego sezonu. Pozdrawiam swych kibiców.


22 lipca: Przepraszam wszystkich fanów za tak długa przerwę, postaram się wszystko nadrobić. Zacznijmy od Mistrzostw Polski, które zaczęły się dla mnie bardzo pechowo i nerwowo. Tuż po starcie pech - pęknięty widelec. Szybka zmiana roweru, na którym męczyłem się cztery rundy i potem ponownie przeskoczyłem na swój. Zaczęła się pogoń za czołówką, co kosztowało mnie jednak dużo sił i nerwów. Ogólnie skończyłem wyścig na jedenastym miejscu i nie ukrywam że liczyłem na więcej.

Po powrocie do Francji zaczęła się jednak dobra passa. Rozpocząłem od kryterium, na którym wywalczyłem drugie miejsce przegrywając zaledwie kilkoma centymetrami na finiszu. Po tygodniu na finiszu nie popełniłem już tego samego błędu i zwyciężyłem w nocnym kryterium w Bourg-en-Bresse. Następnie po 4 dniach kolejna wygrana w klasyku z udziałem elity w Charvieu-Chavagneux. W wyścigu tym startowało oprócz mnie jeszcze trzech Polaków: Mateusz Taciak, Tomasz Smoleń oraz Paweł Cieślik.

Po kolejnych 4 dniach wystartowałem kolejnym kryterium nocnym. Tym razem w Albertville gdzie zająłem 4 miejsce, finiszując pierwszy z drugiej grupki. Z kolei 2 dni czyli już w minioną niedzielę wygrałem klasyk w Oyonnax. Muszę przy tym przyznać, że tego roku poziom we Francji jest wyższy niż miało to miejsce w poprzednich latach.

Noga kręci się dobrze, a za tydzień w niedzielę mam ważny klasyk w kategorii elita w z metą miejscowości Cours la Ville. Do usłyszenia CIAO!


 

 

POWRÓT