CHŁODNY START PRO TOURU
Pomimo sporego chłodu tak w aurze przedwiosennej Europy jak i w stosunkach pomiędzy Francuzami z ASO i Włochami z RCS a Międzynarodową Unią Kolarską (UCI) Pro Tour wystartował i to siłą rzeczy właśnie od imprez organizowanych przez w/w organizacje czyli wyścigów etapowych: Paris-Nice i Tirreno-Adriatico oraz wielkiego klasyku u progu wiosny Milano-San Remo.
"Wyścig ku słońcu" w tym roku bardzo długo szukał promieni słonecznych i znalazł je na dobrą sprawę dopiero piątego dnia po przekroczeniu Rodanu. Do tego czasu aż trzy etapy trzeba było skrócić rezygnując za każdym razem z co najmniej kilkudziesięciu pierwszych bądź ostatnich kilometrów ścigania (w sumie "obcięto" aż 279,5 kilometra) a samą imprezę na skutek owych kłopotów pogodowych w Masywie Centralnym zaczęto przezywać "Wyścigiem przez śnieg". Podobnie jak przed rokiem P-N padł łupem "wychowanych na poligonie" podopiecznych Bjarne Riisa z Team CSC. Historycznie pierwszym zdobywcą punktu do rankingu UCI Pro Tour stał się Niemiec Jens Voigt po tym jak wygrał 4-kilometrowy prolog na ulicach podparyskiego Issy-les-Moulineaux. Jednak to nie Voigt (zwycięzca lutowego Tour de Mediteraneen) dał duńskiej ekipie drugi z rzędu generalny sukces na nicejskim Bulwarze Anglików. Niemiec ponownie zajął w tej imprezie czwarte miejsce, zaś zwycięstwo to odniósł zostając zarazem pierwszym właścicielem białej koszulki lidera Pro Touru tezci przed rokiem w P-N Amerykanin Bobby Julich. Julich (mający w swym dorobku także trzecie miejsce w Tour de France 1998 roku) najpierw zabrał się do zwycięskiej ucieczki na etapie czwartym do Montelimar dzięki czemu zyskał 27 sekund nad najgroźniejszymi rywalami. Dzień później finiszował dziesiąty na górze Mont Faron (41 sekund po Włochu Gilberto Simonim z Lampre) dzięki czemu ubrał biało-żółtą koszulkę lidera tego wyścigu, której nie oddał już po górzystych odcinkach do Cannes i wokół Nicei.
Dzięki temu "Jankes" odniósł swe bodaj najcenniejsze zwycięstwo w karierze, tym słodsze iż praktycznie na właśnym podwórku (bowiem mieszka w Nicei od czasu gdy w latach 1997-2001 reprezentował francuskie grupy Cofidis i Credit Agricole). Julich wyprzedził dwóch Hiszpanów: Alejandro Valverde z Illes Balears oraz Constantino Zaballę z Saunier Duval. Tegoroczny P-N pomimo zwycięstwa przeszło 33-letniego już Julicha był jednak w dużym stopniu "wyścigiem młodości" skoro aż sześć z ośmiu etapów wygrali kolarze nie mający ukończonych 25 lat tzn. Belg Tom Boonen (najszybszy w Chabris i Thiers), Hiszpan Vicente Reynes - jeden z czwórki kolarzy w składzie Illes Balears rzeczywiście pochodzących z Balearów (w Craponne-sur-Arzon), Szwajcar Fabian Cancellara (w Montelimar), Holender Joost Posthuma (w Cannes) i w końcu sam Valverde (na deser w Nicei). Całkiem nieźle u progu sezonu zaprezentował się starszy z dwójki Polaków w Pro Tourze Dariusz Baranowski z hiszpańskiej grupy Liberty Seguros, który zajął ostatecznie dziewiętnaste miejsce. "Ryba" pomagał na trasie tego wyścigu ubiegłorocznemu triumfatorowi Niemcowi Jorgowi Jaksche, który zdołał zająć tylko piątą lokatę 45 sekund za Julichem, z których jednak aż 41 stracił pechowo, bo na skutek kraksy w peletonie pod koniec pierwszego, z pozoru nieistotnego odcinka.
Julich pierwszy lider Pro Touru > www.uci.ch
Trzy dni po Paris-Nice wystartował najpoważniejszy po Giro d'Italia włoski wyścig etapowy Tirreno-Adriatico. Miał on nieco większe szczęście do pogody, choć i w jego przypadku musiano dokonać modyfikacji (tj. wydłużenia o 13 kilometrów z pominięciem jednej z premii górskich położonej blisko 1300 metrów nad poziomem morza) trasy najtrudniejszego, trzeciego odcinka wiodącego do Toricella Sicura. Przy braku poważniejszych wzniesień czy krótkiego choćby etapu jazdy indywidualnej na czas cały wyścig przebiegał pod dyktando sprinterów. W praktyce tylko dwóch i tym sposobem na trasie "wyścigu dwóch mórz" staliśmy się świadkami "wyścigu dwóch sprinterów". Obaj bardzo zgodnie podzielili swe tereny łowieckie. Najszybszy człowiek we współczesnym peletonie Włoch Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo) wygrał trzy typowo sprinterskie odcinki: pierwszy (do Civitavecchia), szósty (Civitanova Marche) i siódmy (San Benedetto del Tronto). Natomiast trzykrotny (w tym aktualny) mistrz świata Hiszpan Oscar Freire z wielką łatwością zdominował kończące się na ogół podjazdami, trudne końcówki na finiszach etapów od drugiego do czwartego (w Tivoli, Torricella Siura i Servigliano). Tym samym Freire jako drugi kolarz w 40-letniej historii T-A popisał się klasycznym hat-trickiem etapowych zwycięstw. Pierwszym autorem takiego wyczynu był mistrz świata z Colorado Springs (z roku 1986) Włoch Moreno Argentin, który uczynił to w sezonie 1992.
Rodzynkiem w tej sprinterskiej monotonii zaostrzającej wszakże apetyty kibiców przed klasykiem Milano-San Remo stało się zwycięstwo Holendra Servaisa Knavena na etapie piątym wiodącym przez dwanaście rund ponad 14-kilometrowych wokół Saltary, miasteczka które gościło uczestników Mistrzostw Włoch w sezonie 2003. Knaven zwycięzca Paris-Roubaix z sezonu 2001, a także etapu do Bordeaux podczas Tour de France 2003 ograł tego dnia w klasycznym stylu swych czterech współtowarzyszy ucieczki. O kolejności w klasyfikacji generalnej jubileuszowego T-A decydowały siłą rzeczy sekundy bonifikat. Tych zaś z dwójki godnych siebie rywali o dziewięć więcej uzbierał wszechstronniejszy Freire. Petacchi, który przemęczył niewygodne dla siebie, a wygrane przez Hiszpana trudniejsze odcinki zajął drugie miejsce w "generalce", zaś o trzecią lokatę do końca trwała zacięta walka pomiędzy najnowszym nabytkiem szwajcarskiego Phonaku Włochem Fabrizio Guidim a Niemcem Danilo Hondo. Obaj sklasyfikowani zostali w jednakowym czasie o 25 sekund za Freire. Na podium początkowo stanął Hondo, lecz ostatecznie (po weryfikacji wyników ostatniej lotnej premii wyścigu) trzecie miejsce przyznano Guidiemu, który wyżej uplasował się w klasyfikacji punktowej.
Bohaterowie obu najważniejszych wyścigów etapowych przedwiośnia jak co roku zjechali następnie do Mediolanu, stolicy Lombardii by w trzecią sobotę marca wyruszyć z via della Chiesa Rossa (ulicy Czerwonego Kościoła) w blisko 300-kilometrową podróż do położonego nad morzem Liguryjskim kurortu San Remo będącego stolicą włoskiej piosenki. Zgodnie ze zwyczajem tego maratońskiego klasyku z początku peleton odpuścił małą grupę harcowników (wśród piątki śmiałków znaleźli się m.in. niespełniony sprinter Francuz Jimmy Casper z Cofidisu oraz "osobisty wróg" Lance'a Armstronga - Włoch Filippo Simeoni z Naturino). Ucieczka ta szybko wypracowała sobie nawet 17:40 przewagi nad grupą zasadniczą, lecz i tak została skasowana już na około 50 kilometrów przed metą tj. zanim jeszcze wyścig dotarł do Capo Berta - pierwszego z trzech najważniejszych podjazdów. Na Cipressie ataków próbowali przede wszystkim Włosi z Panarii, kolejno: Luca Mazzanti, Paolo Tiralongo i Emanuele Sella. Pomiędzy Cipressą a Poggio uciekł ich słynny rodak, triumfator M-SR z roku 2003 i mistrz olimpijski z Aten Paolo Bettini (Quick Step) wraz z Kazachem Andriejem Kaseczkinem (Credit Agricole), lecz zdobyte przez nich 30 sekund też nie starczyło na długo. Najgroźniejszy atak zainicjowali przed szczytem Poggio kolejni Włosi: Franco Pellizotti (Liquigas, szósty w P-N) oraz Davide Rebellin (Gerolsteiner, dziesiąty w P-N). Dołączyli do nich Mirko Celestino (Domina Vacanze), Belg Axel Merckx (Davitamon), Alejandro Valverde (Illes Balears) oraz w roli posterunkowego od kapitana Petacchiego Luksemburczyk Kim Kirchen (Fassa Bortolo).
Jednak i ta akcja została zlikwidowana na 2 kilometry przed kreską, więc na via Roma po raz siódmy w ostatniej dekadzie o zwycięstwo walczyli sprinterzy. Tym razem na wysokości zadania stanął Alessandro Petacchi pomimo, że na ostatnich setkach metrów zabrakło mu właściwego rozprowadzenia ze strony któregokolwiek z członków "srebrnego pociągu" Fassa Bortolo. "Aleksander Wielki" wygrał o długość dwóch rowerów nad Niemcem Danilo Hondo i Norwegiem Thorem Hushovdem (Credit Agricole). Freire gdzieś na chwilę zagubił formę, którą błyszczał jeszcze przed tygodniem. Hiszpan zajął zaledwie piątą pozycję dając się jeszcze wyprzedzić Australijczykowi Stuartowi O'Grady (Cofidis). Na podkreślenie zasługuje fakt, iż cała pierwsza piątka M-SR swe ostatnie wyścigowe kilometry przez "La Classicissima di Primavera" przerabiała na Tirreno-Adriatico. Pierwszym spośród tych, którzy mieli w nogach skrócony i chłodny P-N był dopiero młody Belg z Walonii Philippe Gilbert (FdJeux.com). Dopiero jako ósmy finiszował najszybszy podczas P-N młody Belg z Flandrii Tom Boonen (Quick Step). Dawni mistrzowie San Remo Niemiec Erik Zabel (T-Mobile) oraz Włoch Mario Cipollini (Liquigas) zajęli odpowiednio tylko czternaste i trzydzieste szóste lokaty.
Dzięki swemu pierwszemu w karierze zwycięstwu w wielkim klasyku Petacchi objął prowadzenie w Pro Tourze po trzech eliminacjach kolarskiej "Formuły 1". Włoch zgromadził już 93 punkty i wyprzedza swych rywali z T-A i M-SR Freire i Hondo, którzy uzbierali ich kolejno: 78 i 70. Kto by przypuszczał jeszcze przed trzema laty, iż ten kolarz wyrośnie na tak wielką gwiazdę - wszak na progu wiosny roku 2002 "Peta" miał w dorobku umiarkowaną jak na sprintera liczbę 19 zwycięstw, w tym dwa etapy Vuelta a Espana. Teraz ma ich już 90 (wyłączając wygrane w rozmaitych wyścigach klasyfikacje punktowe), w tym aż 31 na trasach trzech Wielkich Tourów: 15 w Giro d'Italia, 12 w Vuelta a Espana i 4 w Tour de France! W chwili gdy piszę te słowa super-sprinter rodem z La Spezii jest pewnie na krótkim (zasłużonym) odpoczynku, a na szosę wróci w połowie kwietnia by począwszy od startu w Vuelta a Aragon rozpocząć szlifowanie formy pod drugi ze swych wielkich celów w tym sezonie czyli 88. Giro d'Italia. Plany ma wielce ambitne trzecim są wrześniowe Mistrzostwa Świata w Madrycie, których trasa leży ponoć w zasięgu wszechstronniejszych sprinterów, a do tej grupy zawodników można już spokojnie zaliczyć Petacchiego anno domini 2005. W najbliższych trzech tygodniach do głosu dojdą specjaliści od pagórkowatych i brukowanych wyścigów we Flandrii i północnej Francji. Imprezy otwarcia sezonu w tej części Europy (Omloop Het Volk i Kuurne-Brussel-Kuurne) wygrali pod koniec lutego: trzeci z największych belgijskich talentów Nick Nuyens z Quick Stepu oraz Amerykanin George Hincapie z Discovery Channel. Najważniejszymi przerywnikami w tradycyjnej serii północnych jednodniówek będą: francuską trzyetapówka Criterium International w wielkanocny weekend oraz zaliczana do Pro Touru - Vuelta al Pais Vasco w pierwszym tygodniu kwietnia.
Petacchi "numero uno" w San Remo > www.uci.ch
Postscriptum: Z kronikarskiego obowiązku wypada jeszcze dopowiedzieć, iż w klasyfikacji drużynowej (za każdy wyścig grupy rodem z licencją Pro Touru dostają od 20 do 1 punkta) po marcowych wyścigach prowadzi Fassa Bortolo z 46 punktami o trzy przed Saunier Duval i pięć przed Liberty Seguros. Natomiast w klasyfikacji narodowej (wygląda na to, że tu liczy się suma punktów pięciu najlepszych zawodników z danej federacji) "mała rewolucja": prowadzi Hiszpania - 174 przed skazanymi na sukces w "starym" rankingu UCI Włochami - 155 oraz Niemcami - 127 punktów.