|
OSTATNIA
POGOŃ
ZA LISEM
Druga z eliminacji szosowego Pucharu Świata - Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii) jest kwintesencją kolarskiego klasyku z północy. Na jego trasie znaleźć można wszystkie elementy chrakterystyczne dla imprez z tego regionu: na ziemi - pagórki i bruk, zaś w powietrzu - deszcz (z rzadka śnieg) i silny wiatr. Przez rodzimych kibiców RvV nazywany jest "Vlaanderens Mooiste" (w polskim tłumaczeniu - flandryjska piękność). Przydomek ten podkreśla jak dumni ze swej imprezy klasycznej nr 1 są Flamandowie zamieszkujący północno-zachodnią część Belgii. W tym roku wyścig ten odbędzie się już po raz 87. Pierwsze dwie edycje odbyły się jeszcze przed I Wojną Światową w latach 1913-14. Natomiast wszystkie kolejne rozegrano już bez przerw (nawet pomimo II Wojny Swiatowej!) począwszy od roku 1919. Jak dotąd czterej kolarze wygrali RvV trzykrotnie. Dokonali tego Belgowie: Achiel Buysse (1940-41, 43); Eric Leman (1970, 72-73) i Johan Museeuw (1993, 95, 98) oraz Włoch Fiorenzo Magni (1949-51). Museeuw już jutro będzie miał bodaj ostatnią szansę objęcia solowego prowadzenia w powyższym zestawieniu. Podczas ostatnich dwunastu edycji "Lis z Flandrii" aż ośmiokrotnie stawał na podium w Ninove-Meerbeke. Oprócz zwycięstw był bowiem również trzykrotnie drugi (1991, 94, 2002) oraz dwukrotnie trzeci (1996 i 99). W tym roku wielki Johan wygrał już prestizowy wyscig otwarcia w Belgii Omloop Het Volk, lecz ostatnio najpierw po kraksie na Dwars door Vlaanderen (Waregem) zmagał się z opuchniętym kolanem, a potem przypłatało się jeszcze zapalenie oskrzeli. Pomimo tych kłopotów zapowiedział jednak ostatecznie, iż o 9.50 w niedzielny poranek stanie na starcie wyścigu na rynku w Brugge.
Copyright: www.rvv.be
Organizatorzy dokonali w tym roku kolejnych (przed rokiem powrócił Koppenberg) zmian w rozkładzie jazdy kolarzy. Trasę skrócono z 264 do 254 kilometrów, lecz bynajmniej nikt tym samym nie zamierzał ułatwić życia uczestnikom tegorocznych zmagań. Liczbę tradycyjnych, "sztywnych" hopek zwiększono bowiem z 16 do 19 - gdyż pomiędzy 197 a 214 kilometrem w miejsce dotychczasowej jednej wstawiono cztery nowe tj. Ladeuze, Boigneberg, Foreest i Steenberg. Cała zabawa góra-dół na dobre zacznie się od pagórka nr 4 tj. Kluisberg (161 km). Od tego momentu na kolejnych 81 kilometrach do ostatniej hopki Bosberg (242 km) kolarze będą musieli się wspinać aż 16 razy czyli jak łatwo policzyć niemal co 5 kilometrów! Do najtrudniejszych podjazdów należą obok wyżej wspomnianych: Oude Kwaremont (nr 6 - 177 km), Koppenberg (nr 8 - 187 km), Berendries (nr 16 - 223 km) i przede wszystkim Kapelmuur (nr 18 - 239 km). Ten ostatni najsłynniejszy w całej galerii i będący niejednokrotnie miejscem decydujących ataków ma 825 metrów długości o średnim nachyleniu 9,3% (maksymalnie aż 20%!). Spośród wszystkich "hopek" aż dziewięć jest co najmniej w części brukowanych, zaś na trasie są również płaskie odcinki kostki. W sumie na trasie 87. Ronde będzie aż 22 kilometry bruku.
Wspomniałem już, iż w tegorocznej Ronde po raz ostatni wystąpi Johan Museeuw. Pomimo problemów zdrowotnych nie sposób skreślić tego twardego człowieka i bardzo doświadczonego zawodnika z listy głównych kandydatów do zwycięstwa. Tym bardziej, że u boku starego mistrza pojedzie doborowa grupa jego kompanów z ekipy Quick Step-Davitamon; Włosi: Paolo Bettini (lider PŚ po zwycięstwie w San Remo) i Luca Paolini (trzeci w M-SR) oraz Belgowie Tom Boonen (typowany na następcę Museeuwa) oraz Frank Vandenbroucke (drugi w RvV przed czteroma laty). Przed rokiem we Flandrii triumfował Włoch Andrea Tafi, lecz w duńskiej ekipie CSC nie może on liczyć na tak mocne wsparcie nowych kolegów jak w ś.p. armadzie Mapei, dla której barw odnosił wszystkie swe sukcesy w minionych latach. Kto więc należeć może do największych rywali gangu pana Lefevre (menadżera Quick Step)? We włoskiej ekipie Saeco pojadą: Mirko Celestino (drugi w M-SR) i specjalista od bruku Dario Pieri (drugi w RvV 2000). Mocnych liderów mają również dwie dalsze grupy z Italii tj. Fassa Bortolo: Michele Bartoli (triumfator z roku 1996) i młody Filippo Pozzato oraz Vini Caldirola: Gianluca Bortolami (zwycięzca z sezonu 2001) i Łotysz Romans Vainsteins (trzeci w 2000 roku). Silnej w tym roku drużynie Rabobank przewodzić będą będący "w gazie": Holender Michael Boogerd i Hiszpan Oscar Freire. Atutem obu jest aktualna forma, lecz przeszkodą może okazać się brak doświadczeń na trasie tego specyficznego wyścigu. Ponadto groźni powinni być pojedynczy kolarze z innych ekip tacy jak: Fabio Baldato (Włochy, Alessio), Jo Planckaert (Belgia, Cofidis), Max van Heeswijk (Holandia, US Postal), Peter Van Petegem (Belgia, Lotto - kolejny ex-triumfator tj. z sezonu 1999) czy też Niemiec Steffen Wesemann z Telekomu. Podobnie jak przed piętnastu dniami na M-SR w drugim wyścigu pucharowym reprezentował nas będzie tylko Zbigniew Spruch (Lampre) - niestety daleki od formy z lat 1999-2000, gdy finiszował w RvV na piątej i dziewiątej pozycji.
POWTÓRKA
PO CZTERECH
LATACH
Belg Peter Van Petegem z grupy Lotto-Domo w przekonującym stylu po raz drugi w swej karierze zwyciężył na trasie najtrudniejszego i najpiękniejszego zarazem klasyku we flamandzkiej części Belgii. Jak na wielki wyścig przystało tegoroczna Ronde miała jednak niejednego bohatera. Już dwa kilometry po ostrym starcie na przedmieściach Brugii do ataku przystąpili pierwsi śmiałkowie. Oczywiście nie mogło wśród nich zabraknąć Francuza Jacky Duranda (FdJeux.com) - zwycięzcy RvV z roku 1992 po podobnej długiej akcji. Niemniej siłą napędową dziesiejszej ucieczki byli niemieccy czasowcy: Thomas Liese (Team Coast) i dwukrotny wicemistrz świata w tej specjalności Michael Rich (Gerolsteiner). Trójce uznanych zawodników zdecydował się towarzyszyć mało znany Holender Vincent van der Kooij z najlepszej ekipy II dywizji Bankgiroloterij. Z początku peleton nie specjalnie przejął się akcją wyżej wymienionych ścigantów i dzięki temu do 90 kilometra uzyskali oni aż 14:30 przewagi nad grupą zasadniczą! Jednak gdy zaczęły się pierwsze podjazdy dystans między uciekinierami a resztą stawki zrazu ustabilizował się (maksymalny zysk czwórki wyniósł 14:50 na 126 kilometrze), zaś potem w szybkim tempie zaczął maleć. Na początku "prawdziwej części" ścigania tj. na szczycie czwartej hopki Kluisberg (161 km) przewaga harcowników wynosiła już tylko 8:20, zaś do mety pozostawało wciąż blisko sto kilometrów. Już piąty pagórek (Knokteberg) wykazał przy tym, iż siły w ucieczce są nierówne. Na nim to Niemcy po raz pierwszy zostawali w tyle Francuza i Holendra, lecz wtedy jeszcze łaskawie poczekali na nich na górze. Na kolejnym ważnym podjeździe Oude Kwaremont (177 km) historia się powtórzyła, a tymczasem rozpędzony i topniejący peleton zniwelował zysk prowadzących już do 4:39.
Kilka kiloemtrów dalej jeszcze przed pagórkiem nr 8 tj. sławnym Koppenbergiem ciekawą akcję zainicjował Włoch Marco Serpellini z Lampre. Dołączyło do niego ... siedmiu jego rodaków: Paolo Bettini i Luca Paolini (Quick Step), Gabriele Balducci (Vini Caldirola), Enrico Cassani (Alessio), Giovanni Lombardi (Domina Vacanze), Robert Petito (Fassa Bortolo) i Fabio Sacchi (Saeco)! Ta potencjalnie bardzo groźna grupa kolarzy osiągnęła nawet przez chwilę przewagę 0:45 nad peletonem, w którego pierwszych szeregach widać było naszego Zbigniewa Sprucha (Lampre). Na Koppenbergu (187 km) Liese i Rich na dobre rozstali się z Durandem i van der Kooij'em. W okolicy dwusetnego kilometra (pomiędzy górkami Ladeuze i Boigneberg) wydarzyło się jeszcze więcej. Na czele pozostał juz tylko najlepiej czujący się na podjazdach spośród uciekających Liese, grupa zasadnicza napędzana przez kolarzy Lotto (Wima Vansevenanta) i Rabobanku (Marca Wautersa) dogoniła "włoską ośmiornicę", zaś z wyścigu wycofał się mistrz świata Mario Cipollini! Przez kolejnych kilkanaście kilometrów trwały liczne przetasowania. Najpierw najwytrwalszego śmiałka doganił po solowej akcji z peletonu jeden z faworytów wyścigu Dario Pieri (Saeco). Niedługo potem Włoch zgubił Liese, lecz do niego z kolei dojechał inny Niemiec Rolf Aldag (Telekom). Ten duet dogoniony został następnie przez kwartet, który stworzyli: Francuz Frederic Guesdon (FdJeux.com) i Belgowie: Nico Mattan (Cofidis) oraz dwaj wielcy rywale Peter Van Petegem i Johan Museeuw (Quick Step).
Pod Berendries (223 km) do przodu wyrwali się: Mattan i Guesdon, zaś z tyłu skontrowali: Dave Bruylandts (Belgia, Marlux), Siergiej Iwanow (Rosja, Fassa Bortolo) i Frank Vandenbroucke (Belgia, Quick Step). Na Tenbosse (229 km) najpierw zaatakował Wiaczesław Jekimow (Rosja, US Postal), a potem bardzo mocno przyśpieszył Van Petegem. Wkrótce z przodu utworzyła się najpierw trójka: Guesdon, Mattan oraz Van Petegem, potem zaś piątka: jeszcze z Bruylandtsem i Vandenbroucke'm. Do nich na płaskim terenie przed Kapelmuur zdołali jeszcze dojechać: Fabio Baldato (Włochy, Alessio), Michael Boogerd (Holandia, Rabobank), Mirko Celestino (Włochy, Saeco), Iwanow, Jekimow i Stuart O'Grady (Australia, Credit Agricole). Natomiast Museeuw w tym momencie tracił już 0:48 i musiał się pożegnać z nadziejami na czwarte zwycięstwo w RvV. Jeszcze przed "ścianą płaczu" w Geraadsbergen atak ponowił Guesdon, pecha miał zaś Iwanow, który "złapał gumę" i kontakt z czołówką odzyskał dopiero na Bosbergu (242 km). Wcześniej jednak bo na najbardziej stromym (20%) fragmencie Kapelmuur do decydującego uderzenia przystąpił Van Petegem. Jedynym, który zdołał mu usiąść na kole był "odrodzony" Vandenbroucke. VdB zdając sobie sprawę, iż jest słabszym sprinterem starał się jeszcze zgubić Van Petegema na wspomnianej już ostatniej hopce, lecz bez powodzenia. Dwójce liderów pozostało już tylko zgodnie współpracować dla wspólnego dobra, aż osiągną bezpieczną przewagę. Gdy ich zysk nad "dziewiątką" wyniósł 0:35 na trzy kilometry przed metą rozpoczęło się czarowanie. W jego wyniku dogodniejszą (drugą) pozycję do sprintu zajął Walończyk Vandenbroucke, lecz na niewiele się to zdało, gdyż na finiszu znacznie silniejszy okazał się Flamand Van Petegem. Tym samym powtórzyła się kolejność na dwóch pierwszych miejscach z roku 1999 - choć wtedy decydująca akcja (też rozpoczęta na Kapelmuur) miała trzech aktorów. Dziś bowiem zabrakło w niej schorowanego Museeuwa. Trzecie miejsce na podium wywalczył O'Grady najszybciej finiszując z grupy pościgowej. Jedyny Polak wśród uczestników Zbigniew Spruch spisał się całkiem nieźle - zajmując 37 miejsce ze stratą 3:10 do triumfatora. Spruch przyjechał do Meerbeke w grupie, która walczyła o miejsca warte kilka pucharowych punktów (m.in. w towarzystwie Museeuwa). Pozwala to na ostrożny optymizm przed Paris-Roubaix głównym celem Pana Zbigniewa tej wiosny. Planem minimum powinno być pobicie "polskiego rekordu" (14 miejsce z lat 1990 i 1999), którego kolarz z Zielonej Góry jest współautorem wespół z nieodżałowanym Joachimem Halupczokiem.
|