|
OCZEKIWANA
ZMIANA
WARTY
Impreza numer dwa w corocznym programie Pucharu Świata - Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii) jest w tym regionie prawdziwą insytucją i dumą Flamandów zamieszkujących północno-zachodnią część Królestwa Belgii. Na trasie najbardziej prestiżowego wyścigu we Flandrii, krainie którą śmiało nazwać można "ojczyzną klasyków" znaleźć można wszystkie elementy niezbędne dla stworzenia wielkiego widowiska w tej kolarskiej specjalności. Nie brak na niej licznych pagórków jak i bruku, który położony jest zarówno na krótkich, lecz sztywnych podjazdach jak i na płaskich odcinkach. Zmagania na przeszło 250-kilometrowym dystansie utrudniają zaś dodatkowo: wąskie drogi, mocny wiatr i nie rzadko padający deszcz. Zwycięstwo w tym wyścigu jest marzeniem każdego Belga, nawet tych pochodzących z francuskojęzycznej Walonii. Miejscowi nazywają owe zawody ze sporą dozą ciepłego uczucia - "Vlaanderens Mooiste" (czyli "Flandryjska piękność"). Historia Ronde rozpoczęła się w roku 1913 z inicjatywy dziennikarza Karela Van Wynendaele. Na starcie pierwszej edycji stanęło ledwie 37 kolarzy, którzy wyruszyli na najdłuższy w dziejach szlak o długości aż 324 kilometrów - najlepszy okazał się wówczas Belg Paul Deman. Kolarze zagraniczni pojawili się po raz pierwszy w 1920 podczas czwartej edycji - w latach 1915-1918 nie odbył się z uwagi na działania wojenne. Pierwszy "obcy" wygrał RvV już trzy lata później, a tym który przełamał hegemonię miejscowych był Szwajcar Heiri Suter - było to zarazem jedyne zwycięstwo "gościa" w czasach przed II Wojną Światową. Co godne podkreślenia wyścigu nie przerwano na czas drugiej z wielkich wojen i ścigano się co roku, zaś organizatorzy musieli jedynie nieco okroić trasę - najbardziej w 1941 roku tzn. do zaledwie 198 kilometrów. W owych czasach na drogach Flandrii dominował Belg Achiel Buysse, który jako pierwszy wygrał RvV trzykrotnie w latach: 1940-41, 1943. Do jego wyczynów szybko nawiązał Włoch z Toskanii Fiorenzo Magni (największy rodzimy rywal takich legend jak: Gino Bartali czy Fausto Coppi), który zaliczył jedyny dotąd hat-trick w dziejach RvV pomiędzy sezonami 1949 a 1951.
W późniejszych czasach jeszcze tylko dwóch kolarzy trzykrotnie wygrywało tą imprezę. Dokonali tego Eric Leman w latach: 1970, 1972-73 oraz kończący swą karierę 14 kwietnia (startem w Grote Scheldeprijs) Johan Museeuw - zwycięzca z lat: 1993, 1995 i 1998. Museeuw zwany "Lwem z Flandrii" aż ośmiokrotnie ukończył ów wyścig w pierwszej "trójce" i choćby z tego powodu jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii Ronde. Wielki Johan był bowiem również trzykrotnie drugi, w sezonach: 1991, 1994 - gdy przegrał z Włochem Giannim Bugno o marne 7 milimetrów! oraz 2002, a także dwukrotnie trzeci w latach: 1996 i 1999. Co charakterystyczne (wszak miejscowi wygrali aż 62 z 87 dotychczas rozegranych edycji) wśród dalszych dziesięciu dwukrotnych zwycięzców RvV jest aż dziewięciu Belgów: Gerard Debaets (1924, 1927); Romain Gijssels (1931-32); Briek Schotte (1942, 1948); Rik I Van Steenbergen (1944, 1946); Rik II Van Looy (1959, 1962); obecny menadżer T-Mobile - Walter Godefroot (1968, 1978); kolarz wszechczasów - Eddy Merckx (1969, 1975); Edwig Van Hooydonck (1989, 1991) i Peter Van Petegem (1999, 2003), zaś "rodzynkiem" w tym gronie pozostaje Holender Jan Raas (1979, 1983). Jedynym Polakiem, który zdołał ukończyć ten wielki wyścig w czołowej "10" był Zbigniew Spruch (Lampre), który w swych dwóch najlepszych wiosennych sezonach (1999-2000) finiszował w Ronde odpowiednio na piątej i dziewiątej pozycji.
Copyright: www.rvv.be by Tom & Eddy Van Laere
Ronde van Vlaanderen jest wyścigiem nie tylko bardzo wymagającym od strony fizycznej, lecz również niezwykle skomplikowanym pod względem taktycznym. Aby odnieść sukces na wąskich, lokalnych drogach ze sporą ilością pagórków i bruków trzeba po prostu znać tą trasę niemal na pamięć. W tym fakcie kryje się być może tajemnica belgijskich sukcesów, skoro miejscowi zawodnicy nie tylko na tych szosach trenują, lecz również startują w wielu mniejszych imprezach jednodniowych, które kluczą w rozmaitych konfiguracjach po tym samym regionie ich ojczyzny! Mówi się, że w tych okolicznościach receptą na sukces we Flandrii jest maksymalne oszczędzanie sił w pierwszej, płaskiej połowie trasy (co oznacza przede wszystkim ukrycie się przed wiatrem gdzieś w głębi grupy), a następnie zajęcie strategicznie mądrej tj. nie dalej jak dwudziestej-trzydziestej pozycji przed kluczowymi dla losów ścigania pagórkami w drugiej części wyścigu. Blisko czoła wypada też być ze względu na możliwość porwania się grupy na bocznym wietrze, którego wszak na polach Flandrii nie brakuje. W tym roku uczestnicy ścigać się będą na dystansie 257 kilometrów z osiemnastoma pagórkami i siedmioma płaskimi odcinkami brukowymi. Cały spektakl zacznie się w pięknej oprawie średniowiecznej starówki w Brugge (Zachodnia Flandria), skąd peleton skieruje się ku Ostendzie nad Morzem Północnym (17 km) by następnie zawrócić na wschód ku Torhout (41 km), Aarsele (77 km) i Waregem (95 km). Na 99 kilometrze wyścig wjedzie już niemal na stałe do prowincji Wschodnia Flandria. Kolejne miasteczka na jego drodze to Nokere (102 km) i Nederzwalm (121 km), a potem tj. od 138 kilometra zaczną się pagórki - w sumie aż osiemnaście na przestrzeni 108 km czyli średnio dokładnie co 6 kilometrów! Pierwszym będzie Grotenberge, zaś ostatnim jak zwykle Bosberg (246 km) - na którym to przez około kilometr trasa RvV wykracza poza Flandrię do sąsiedniej Flamandzkiej Brabancji. Z Bosbergu jest już tylko 11 kilometrów przez Denderwindeke (250 km) do mety w niewielkim i skromnym miasteczku Ninove-Meerbeke, które stanowi spory kontrast z wielką i bogatą Brugią gdzie wszystko się zacznie.
Poniżej prezentuję pagórki i bruki "Piękności" w najmniejszych detalach:
I. Pagórki (Hellings):
1 Grotenberge {138 km}: 33 metry przewyższenia - 875 metrów długości (w całosci asfalt) - średnie nachylenie 3,8 % (max. 7 %) - po raz 6 na trasie RvV
2 Rekelberg {150 km}: 32 m. - 800 m. (asfalt) - 4 % (max. 9 %) - po raz 1.
3 Molenberg * {154 km}: 32 m. - 325 m. (bruk) - 9,8 % (max. 17 %) - po raz 21.
4 Wolvenberg {163 km}: 50 m. - 800 m. (asfalt) - 6,3 % (max. 19 %) - po raz 6.
5 Oude Kwaremont * {182 km}: 93 m. - 2200 m. (600 m. asfalt i 1600 m. bruk) - 4,2 % (max. 11 %) - po raz 31.
6 Paterberg * {186 km}: 48 m. - 350 m. (bruk) - 12,5 % (max. 20 %) - po raz 19.
7 Koppenberg * {192 km}: 64 m. - 550 m. (120 m. asfalt i 430 m. bruk) - 11,6 % (max. 22 %) - po raz 15.
8 Steenbeekdries {197 km}: 37 m. - 700 m. (bruk) - 5,3 % (max. 6,7 %) - po raz 3.
9 Taaienberg * {200 km}: 45 m. - 475 m. (bruk) - 9,5 % (max. 18 %) - po raz 30.
10 Eikenberg {205 km}: 65 m. - 1175 m. (głównie bruk) - 5,5 % (max. 11 %) - po raz 30.
11 Boigneberg {208 km}: 58 m. - 1000 m. (asfalt) - 5,8 % (max. 15 %) - po raz 3.
12 Foreest {215 km}: 65 m. - 950 m. (asfalt) - 6,8 % (max. 10 %) - po raz 2.
13 Steenberg {217 km}: 60 m. - 825 m. (asfalt) - 7,3 % (max. 17 %) - po raz 7.
14 Leberg {223 km}: 39 m. - 850 m. (asfalt) - 4,6 % (max. 16 %) - po raz 20.
15 Berendries {227 km}: 65 m. - 900 m. (asfalt) - 7,2 % (max. 14 %) - po raz 22.
16 Tenbosse {232 km}: 27,5 m. - 250 m. (asfalt) - 11 % (max. 14 %) - po raz 8.
17 Muur - Kapelmuur * {243 km}: 77 m. - 825 m. (325 m. asfalt i 500 m. bruk) - 9,3 % (max. 20 %) - po raz 38.
18 Bosberg {246 km}: 40 m. - 475 m. (bruk) - 8,4 % (max. 11 %) - po raz 30.
II. Bruki (Kasseien):
1 Kanegem {75 km} - długość 1900 metrów
2 Doorn {112 km} - 1700 m.
3 Paddestraat/Lippenhovestraat {130 km} - 2400 m. + 1300 m.
4 Mater/Kerkgate {159 km} - 3000 m.
5 Kattenberg {164 km} - 1200 m. lekko pod górkę!
6 Mariaborrestraat {196 km} - 2100 m.
7 Haaghoek {219 km} - 2000 m.
Copyright: www.rvv.be by Tom & Eddy Van Laere
Osiemdziesiąta ósma edycja Ronde zapowiada się na zażartą "wojnę domową" Belgów, do której swoje trzy grosze mogą też wtrącić Włosi oraz kolarze rodem z Australii, Holandii, Niemiec i USA. Głównym faworytem zdaje się być ubiegłoroczny triumfator Van Petegem (Lotto), który dziesiątym miejscem w pierwszym pucharowym wyścigu Milano - San Remo zasygnalizował dobre przygotowanie do sezonu. Będzie on musiał jednak stawić czoło przewadze liczebnej kolarzy z ekipy Quick Step w barwach, której pojadą nie tylko wspomniany już Museeuw, ale również triumfator dwóch ostatnich edycji PŚ Włoch Paolo Bettini. Obok obu wielce utytułowanych liderów zobaczymy ich młodych rodaków czyli Tom Boonen i Luca Paolini, którzy na tydzień przed RvV wygrali odpowiednio: GP E-3 Harelbeke i Brabantse Pijl. W szybkim Boonenie, który przed dwoma laty (w wieku zaledwie 21 lat i 5 miesięcy) zajął trzecie miejsce w "piekielnym" Paris - Roubaix wielu ekspertów i kibiców belgijskich upatruje następcę samego Museeuwa! Honoru mniejszych ekip zarejestrowanych w Belgii bronić będą: Dave Bruylandts i Holender Gerben Lowik (Chocolade Jacques), mistrz kraju Geert Omloop (MrBookmaker.com) i blisko 40-letni "walczak" Ludo Dierckxsens (Landbouwkrediet). Na nich jednak atuty Belgów się kończą bowiem liderem włoskiej drużyny Fassa Bortolo ma być tyleż niesforny, co wszechstronnie utalentowany Frank Vandenbroucke (drugi w latach 1999 i 2003 - w obu przypadkach za PVP). Pośród Włochów (oprócz wspomnianej już dwójki przyjaciół z Quick Stepu) baczniejszą uwagę należy zwrócić na zwycięzcę RvV z roku 1996 Michele Bartoliego (Team CSC), triumfatora z sezonu 2002 Andrea Tafiego oraz drugiego w latach: 1995-96 Fabio Baldato (obaj Alessio), a także zawodników Saeco: Mirko Celestino i Dario Pieriego. Ponadto w barwach Lampre obok ex-mistrza świata Łotysza Romansa Vainsteinsa (trzeciego w RvV 2000) pojedzie jeszcze Gianluca Bortolami, który niespodziewanie okazał się najszybszy na trasie Ronde w roku 2001.
Bardzo udanie rozpoczęła starty w tym sezonie holenderska ekipa Rabobank, której kolarz Hiszpan Oscar Freire wygrał Milano - San Remo i tym samym został pierwszym liderem 16 edycji Pucharu Świata. Jednak mistrz świata z Werony (1999) i Lizbony (2001) ostrożnie ocenia swoje szanse w tak trudnym i specyficznym wyścigu jak Ronde. Większe szanse daje się jego kolegom Holendrom: Erikowi Dekkerowi (drugiemu w 2001 roku) i Michaelowi Boogerdowi, acz nie można też lekceważyć Belga Marca Wautersa, który ma już na koncie pucharowe zwycięstwo tzn. Paris - Tours 1999. W wybornej formie znajduje się obecnie Amerykanin George Hincapie (US Postal), który w czwartek zwycięsko zakończył wyścig etapowy Driedaagse van de Panne. U jego boku pojedzie szybki Holender Max van Heeswijk zwycięzca tegorocznego Nokere Koerse. Szybkości nie brakuje też kolarzom z Australii: Stuartowi O'Grady (Cofidis) i Badenowi Cooke (FdJeux.com). Ten pierwszy był przed rokiem trzeci w RvV, zaś przed dwoma tygodniami tą samą lokatę zajął w San Remo, więc ma spore szanse na odegranie dużej roli w tegorocznym Pucharze. Cooke również dobrze czuje się w Belgii, gdzie w minionym tygodniu wygrał etap i był dwudniowym liderem w wyścigu wokół De Panne. Nie należy zapominać o Basku Igorze Astarloi (Cofidis) czyli pierwszym zawodniku rodem z Hiszpanii, który wygrał klasyk na belgijskiej ziemi (Fleche Wallonne 2003). Na koniec należy jeszcze dodać Niemców: Danilo Hondo (Gerolsteiner) i Steffena Wesemanna (T-Mobile) oraz "mocnego jak tur" Norwega Thora Hushovda (Credit Agricole). Jedynym Polakiem, którego ujrzymy na starcie - oby również w jakiejś akcji na trasie - będzie Dariusz Baranowski z numerem 82 w granatowo-niebieskiej koszulce Liberty Seguros. Na występ w stylu Sprucha nie ma co liczyć, bowiem pagórki i bruki Północy to nie jest ulubiony "akwen" Darka przez kolegów zwanego "Rybą".
OPOWIEŚĆ
O NIEMCU, KTÓRY
ZDOBYŁ MU(U)R
Czterdzieści lat po zwycięstwie Rudi'ego Altiga (mistrza świata z sezonu 1966) kolejny Niemiec triumfował na trasie Ronde van Vlaanderen. Co nie udało się w ostatnim czasie Erikowi Zabelowi - nawet wówczas gdy wygrał klasyfikację łączną Pucharu Świata tj. w 2000 roku - stało się udziałem jego mniej błyskotliwego krajana ze wschodnich landów Steffena Wesemanna (T-Mobile). Znany dotąd głównie - przynajmniej w naszej strefie geograficznej - z rekordowych pięciu generalnych zwycięstw w Wyścigu Pokoju Wesemann wygrał 88 edycję Ronde w pełni zasłużenie gubiąc wyżej notowanych rywali na kilkanaście kilometrów przed metą i następnie łatwo dystansując na finiszu w Meerbeke dwóch współtowarzyszy decydującej ucieczki. Tegoroczni faworyci RvV toczyli między sobą "dziwną wojnę" zbyt długo wyczekując na dogodną okazję do ataku. Z zaciekłej rywalizacji ekip: Lotto, Quick Step oraz
najlepszej w tym sezonie Rabobank z tarczą wyszedł ... niemiecki T-Mobile. Aż trzech niemieckich podopiecznych dwukrotnego zwycięzcy Ronde - Belga Waltera Godefroota ukończyło tegoroczny wyścig w czołowej siódemce!
Sygnał do aktywniejszej jazdy zaledwie 14 kilometrów po starcie ostrym w dzielnicy Sint Pieters na przedmieściach Bruggi dała czwórka zawodników: Carlos Barredo (Hiszpania - Liberty Seguros), Bart De Spiegelaere (Belgia - Vlaanderen), Michael Rich (Niemcy - Gerolsteiner) oraz Jan Van Velzen (Holandia - Chocolade Jacques). Kwartet ten zawitał nad Morze Północne w kurorcie Ostenda z przewagą 0:45 nad peletonem, lecz już na 30 kilometrze dogoniło go czternastu dalszych kolarzy. W owym czasie trwał jeszcze pościg za czołówką kolejnej ósemki ścigantów wśród, których niepoślednią rolę odgrywał jeden z późniejszych bohaterów dnia Leif Hoste (Belgia - Lotto). "Ośmiornica" dogoniła prowadzący oddział na 44 kilometrze i nadzwyczaj duża jak na tej rangi imprezę (bo 26-osobowa) wczesna ucieczka miała po godzinie zmagań 1:30 zysku nad grupą zasadniczą. Przez kolejnych kilkadziesiąt kilometrów peleton (z wszystkimi faworytami) choć jechał uważnie bojąc się odpuścić nazbyt daleko tak sporych rozmiarów odjazd systematycznie tracił czas do uciekinierów. W Waregem na 94 kilometrze czołówka wyprzedzała już wielką grupę o 4:07. Na podobnym poziomie kształtowała się różnica między atakującymi a peletonem na 133 kilometrze tj. tuż przed pierwszą "hopką" Grotenberge (138 km). Jedyną nowością był fakt, iż od czołówki odpadło trzech zawodników w tym wymienieni na wstępie relacji Barredo i Rich.
Z tyłu zaś gdy tylko peleton wjechał pomiędzy pagórki wyskoczyła zeń trzynastka kolarzy skorych do kontrataku. W skład pościgu nie weszli jeszcze co prawda najwięksi faworyci tej imprezy, lecz było w nim paru zawodników, których w żaden sposób nie można było zlekceważyć jak np. Ludo Dierckxsens (Belgia - Landbouwkrediet), Danilo Hondo (Niemcy - Gerolsteiner), Servais Knaven (Holandia - Quick Step), Nico Mattan (Belgia - Relax) czy też Marc Wauters (Belgia - Rabobank). Na około 100 kilometrów przed metą "23" miała 2:28 przewagi nad pościgową "13" i 3:15 nad grupą zasadniczą. Pierwszą poważną selekcję jak i weryfikację sił uciekających oraz intencji goniących (w tym faworytów) miał przynieść dopiero triplet trudnych podjazdów począwszy od najdłuższego na trasie Oude Kwaremont po niemiłosiernie strome: Paterberg i Koppenberg. Tak też się stało pierwsza grupa już po Kwaremont stopniała do ledwie siedmiu najmocniejszych zawodników, którymi okazali się: Hoste i Thierry Marichal (obaj Belgia - Lotto), Steven de Jongh (Holandia - Rabobank), Martin Elmiger (Szwajcaria - Phonak), Jorg Ludewig (Niemcy - Saeco), Jan Schaffrath (Niemcy - T-Mobile) oraz Stefano Zanini (Włochy - Quick Step). Pozostałych śmiałków jednego po drugim wyłapywała grupa pościgowa, w której pierwsze skrzypce grał blisko 40-letni Dierckxsens!
Około dwusetnego kilometra "7" miała 0:55 przewagi nad goniącą "18" i 2:00 nad peletonem. Na 207 kilometrze zniecierpliwiony Dierckxsens zdecydował się na samotną pogoń za czołówką, która to akcja jakby w nagrodę za ambicję i odważną decyzję uwieńczona została powodzeniem po kolejnych dwunastu kilometrach. Trzydzieści kilometrów przed metą tj. na szczycie wzniesienia Bosberg czołowa "8" miała jeszcze 1:30 przewagi nad około 50-osobowym peletonem, z którego na krótko urwali się: Dave Bruylandts (Belgia - Chocolade Jacques), Siergiej Iwanow (Rosja - T-Mobile), a za nimi Michael Boogerd (Holandia - Rabobank). Z kolei pod Tenbosse w swoim stylu podkręcił tempo ubiegłoroczny triumfator Peter Van Petegem (Belgia - Lotto), lecz uważnie przypilnowali go Paolo Bettini (Włochy - Quick Step), Andreas Klier (Niemcy - T-Mobile), ponownie Iwanow i Bruylandts, a nawet sprinter Jaan Kirsipuu (Estonia - Ag2R). Czując oddech rozpędzonego peletoniku na plecach "8" zwątpiła w szanse powodzenia swej śmiałej akcji i grzecznie poczekała na asów tuż przed Geraadsbergen. Pecha miał jeden z głównych faworytów Frank Vandenbroucke (Belgia - Fassa Bortolo), który złapał gumę u podnóża Tenbosse i po wyczerpującym pościgu, z pomocą klubowego kolegi dogonił wprawdzie czołówkę tuż przed Kapelmuur, lecz zaczął to wzniesienie na zbyt dalekiej pozycji, by móc kontrolować rozgrywające się na nim wydarzenia.
Tymczasem na "odświeżonym" bruku pod Kapelmuur po raz trzeci już zaatakował bardzo aktywny tego dnia Bruylandts tym razem do spółki ze Steffenem Wesemannem (Niemcy - T-Mobile). Na kole usiadł im kolarz Lotto-Domo, jednak nie jak można było zakładać Van Petegem, lecz "robotnik" Hoste, który dopiero co przeszło 200 kilometrów spędził w ucieczkach! Pierwszym, który pośpieszył za tą trójką był Juan Antonio Flecha (Hiszpania - Fassa Bortolo), lecz zamiast do niej dołączyć wkrótce znalazł się w towarzystwie trzech innych kolarzy: Erika Dekkera (Holandia - Rabobank), Kliera i Leona van Bona (Holandia - Lotto). Na ostatnią hopkę Bosberg trzej liderzy wjechali 0:12 przed kolejną trójką (Dekker, Klier i van Bon), 0:21 przed słabnącym Flechą i 0:38 przed grupką zasadniczą. Pierwsze trio napędzali Bruylandts i przede wszystkim Wesemann, zaś Hoste spełniał w niej rolę hamulcowego czy tez "policjanta" na straży interesów swego lidera Van Petegema. Za nimi z kolei najmocniej pracował Dekker, van Bon nie wkładał w pracę całego serca, zaś Klier po prostu "jechał na świadka" ufny w szanse Wesemanna na zwycięstwo w rozgrywce pomiędzy czołową trójką. Na 5 kilometrów przed metą Wesemann i spółka mieli już 0:22 zysku nad drugim trio i aż 1:04 nad większą grupą, więc stało się jasne ze podium już znamy, a do ustalenia pozostaje kwestia kolejności na nim. Kilometr przed kreską zaatakował Bruylandts szukając swej szansy w długim finiszu. Ten atak skwapliwie wykorzystał Wesemann zmuszając Hoste'a do pogoni za swym rodakiem.
Sprint przy takim ułożeniu pozycji tuż przed finałem był czystą formalnością - Niemiec gładko ograł obu Belgów, z których wyraźnie szybszy okazał się Hoste. Finisz po czwarte miejsce wygrał van Bon przed Dekkerem i Klierem. Jakby na podkreślenie wspaniałego występu kolarzy T-Mobile po siódmą lokatę samotnie dojechał kolejny z "różowych Niemców" - Rolf Aldag. Dopiero za nim przyjechała grupka z pierwszymi faworytami i czołową "10" uzupełnili: Frank Hoj (Dania - Team CSC), Bettini oraz George Hincapie (USA - US Postal). Wielki Johan Museeuw ukończył swą ostatnią Ronde w kolejnej grupce na przyzwoitym piętnastym miejscu tuż przed Van Petegemem. Hiszpan Oscar Freire (Rabobank) finiszował na dwudziestym trzecim miejscu i dzięki zdobyciu 3 punktów zachował nieznaczne prowadzenie w klasyfikacji Pucharu Świata. Niemniej już w najbliższą niedzielę odbędzie się wyścig Paris-Roubaix, w którym Freire wedle składanych przezeń deklaracji nie wystartuje. Tymczasem Wesemann był już w owym "Piekle Północy" drugi w sezonie 2002 co oznacza, iż kolarz z byłego NRD staje przed wielką szansą wywalczenia koszulki lidera PŚ w niedzielę wielkanocną i tym samym nawiązania do osiągnięć swych ziomków: Olafa Ludwiga oraz Zabela.
POWRÓT
|