|
WIELKA NIEDZIELA BELGÓW
Ronde van Vlaanderen (Dookoła Flandrii) jest w tym regionie prawdziwą insytucją i dumą Flamandów zamieszkujących północno-zachodnią część Królestwa Belgii. Zwycięstwo w tym wyścigu jest marzeniem każdego z Belgów, szczególnie zaś tych pochodzących z północnych prowincji flamandzkich. HISTORIA: Pomysłodawcą wyścigu był dziennikarz magazynu "SportWereld" Karel Van Wynendaele. Za jego sprawą 25 maja 1913 roku w Gandawie na starcie pierwszej edycji Ronde stanęło 37 śmiałków gotowych zmierzyć się z maratońskim dystansem 324-kilometrów. Spośród nich tylko dziesięciu najtwardszych dotarło do mety, zaś najlepszy okazał się Belg Paul Deman. Rok później wyścig rozegrano już w terminie wczesnowiosennym (dokładnie 22 marca) i przyniósł on zwycięstwo Marcelowi Buysse znanemu już wówczas z popisów na trasie Tour de France 1913, w której to imprezie finiszował trzeci oraz wygrał aż pięć etapów. W latach 1915-18 z uwagi na działania wojenne wyścigu nie rozgrywano. Zawodnicy zagraniczni po raz pierwszy pokazali się na trasie Ronde podczas pierwszej międzywojennej edycji z 1919 roku. Już trzy lata później na niższych stopniach podium wyścigu stanęli dwaj Francuzi: Jean Brunier i Francis Pelissier. Natomiast pierwszym i na długo jedynym "obcym" na liście triumfatorów RvV stał się w 1923 roku Szwajcar Heiri Suter. W okresie międzywojennym najskuteczniejsi we Flandrii byli oczywiście dwaj jej "synowie" Gerard Debaets (zwycięzca z lat 1924 i 1927) oraz Romain Gijssels (najlepszy w latach 1931-32). Co godne podkreślenia wyścigu nie przerwano w latach drugiej z wielkich wojen. Ścigano się co roku, choć organizatorzy musieli nieco okrajać trasę - najbardziej w 1941 roku, bo do zaledwie 198 kilometrów. W owych czasach na drogach Flandrii dominował Belg Achiel Busse, który jako pierwszy wygrał RvV trzykrotnie tzn. w latach: 1940-41, 1943. Tego wyniku nie zdołali poprawić nawet najwięksi w owym czasie specjaliści od belgijskich jednodniówek tzn. Rik Van Steenbergen oraz Briek Schotte. Ten pierwszy czyli Rik I (mistrz świata z lat 1949 i 1956-57) wygrał Ronde tylko dwukrotnie w latach 1944 i 1946, zaś drugi znany pod przydomkiem "Iron Man" (czempion globu z lat 1948 i 1950) mimo aż dwudziestu startów w Ronde wygrał na jej trasie także dwa razy w latach 1942 i 1948. Trzeba było dopiero takiego twardziela jak Włoch Fiorenzo Magni (uwidoczniony na poniższej fotce) by ponownie trzykrotnie podbić Flandrię i to w dodatku rok po roku. Magni, który na włoskich szosach był jedynym godnym rywalem duetu: Gino Bartali i Fausto Coppi na drogach Flandrii nie miał sobie równych w latach 1949-51. Za pierwszym razem wygrał finisz z dość sporej bo 18-osobowej grupy, zaś w kolejnych dwóch latach triumfował po solowych rajdach w kiepskich warunkach atmosferycznych osiągając na mecie przewagę odpowiednio: 2:15 i 5:35 nad najbliższym ze swych rywali.
Dopiero sukcesy Toskańczyka ośmieliły innych gości. Jako kolejny "stranieri" w 1953 roku wygrał holenderski "człowiek z żelaza" czyli Wim van Est. Po nim przyszedł czas na Francuzów, bowiem w latach 1955-56 najmocniejsi okazali się słynny Louison Bobet (zwycięzca TdF z lat 1953-55) oraz Jean Forestier. W latach sześćdziesiątych złotymi zgłoskami w annałach Ronde zapisali się: Anglik Tom Simpson (w sezonie 1961), Niemiec Rudi Altig (1964), Holender Jo de Roo (1965) i Włoch Dino Zandegu (1967). Natomiast przez kolejne dwie dekady jedynie Holendrów stać było na przełamanie hegemonii Belgów w tym wyścigu. Dwukrotnie zagrał na nosie swym sąsiadom z południa Jan Raas (w latach 1979 i 1983), zaś po jednym razie to samo uczyniło jeszcze pięciu jego rodaków tzn. Evert Dolman (1971), Cees Bal (1974), Hennie Kuiper (1981), Johan Lammerts (1984) oraz znany dobrze także z tras wyścigów przełajowych Adri van der Poel (1986). Pomimo tego tak wówczas jak i do dziś najwięcej do powiedzenia we Flandrii mieli gospodarze - w sumie wygrali 64 z 90 dotychczasowych edycji Ronde van Vlaanderen! Pośród nich w latach powojennych, lecz sprzed ery indywidualnego Pucharu Świata dwukrotnie Flandrię wygrywały takie sławy jak: "Imperator z Herentals" czyli Rik II Van Looy (w latach 1959 i 1962), "Buldog" czyli Walter Godefroot (1968 i 1978) czy też "Kanibal" czyli kolarz wszechczasów Eddy Merckx (1969 i 1975). O dziwo przebił ich wszystkich szybki, acz nie dorównujący im osiągnięciom czy sławą Eric Leman (na poniższym zdjęciu świętuje swe trzecie zwycięstwo), który w latach: 1970, 1972-73 najszybciej finiszował z grupek kilku zawodników, za każdym razem bijac samego Merckxa. Jakkolwiek więc Wielki Eddy wygrał Ronde tylko dwukrotnie to jednak za każdym razem w stylu godnym największego z kolarskich mistrzów. W sezonie 1969 po 70-kilometrowej solowej akcji z przewagą 5:36 nad Felice Gimondi i 8:08 nad 8-osobową grupką, którą przyprowadził włoski sprinter Marino Basso. Natomiast w 1975 roku zaatakował aż 104 kilometry przed metą. Towarzyszył mu jego rodak rodak Frans Veerbeck, który jednak tylko do czasu był w stanie dawać zmiany i ostatecznie puścił koło ówczesnego mistrza świata na 6 kilometrów przed kreską, tracąc na linii mety 30 sekund. Trzeci tego dnia Marc Demeyer finiszował ze stratą aż 5:02.
Również w bardziej współczesnych czasach czyli z ery Pucharu świata (1989-2004) i następnie Pro Touru prym wiodą gospodarze, którzy wygrali 10 z ostatnich 18 edycji Ronde. Oczywiście postacią numer 1 w tym okresie stał się również Belg czyli Johan Museeuw zwycięzca z lat: 1993, 1995 i 1998. Museeuw (widoczny poniżej w chwili drugiego ze swych triumfów) zwany aż ośmiokrotnie ukończył ów wyścig na podium i choćby z tego powodu jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii Ronde. "Lew z Flandrii" był bowiem również trzykrotnie drugi (1991, 1994 i 2002) oraz dwukrotnie trzeci (1996 i 1999). Do pełni szczęścia czyli samodzielnej pozycji niekwestionowanego lidera w historii tego wyścigu zabrakło mu 7 milimetrów, o które przegrał edycję z 1994 roku z Włochem Giannim Bugno. Poza nim w tym samym okresie więcej niż raz na trasie Ronde triumfowali tylko trzej jego rodacy czyli: Edwig Van Hooydonck (1989 i 1991), Peter Van Petegem (1999 i 2003) oraz uważany za godnego następcę Museeuwa Tom Boonen najlepszy w latach 2005-06. Boonen w najbliższą niedzielę będzie miał okazję powtórzyć jedyny w swym rodzaju "flandryjski hat-trick" Fiorenzo Magniego. Natomiast jedynym Polakiem, który zdołał ukończyć ów wspaniały wyścig w czołowej "10" był Zbigniew Spruch (Lampre), który w swych najlepszych wiosennych sezonach czyli 1999-2000 finiszował w Ronde odpowiednio na piątej i dziewiątej pozycji.
GEOGRAFIA: Ronde van Vlaanderen nie bez przyczyny nazywany jest "Vlaanderen Mooiste" czyli "Flandryjską Pięknością". Na trasie Ronde nie brak niczego co jest kwintesencją belgijskich, czy też szerzej tzw. północnych klasyków. Mamy tu spory dystans (w tym roku 259 km), wiele pagórków (tym razem 18, z czego 8 w całości lub częściowo po bruku) i liczne płaskie odcinki bruku (w sumie 13 o łącznej długości 15,9 km). Dodajmy do tego wszystkiego wąskie drogi nie zawsze najlepszej jakości, a także nierzadko silny wiatr, chłód czy deszcz i już wiemy, iż jest to wyścig bardzo wymagający nie tylko pod względem fizycznym, lecz także taktycznym i technicznym. Aby w tych warunkach odnieść sukces nieodzowne jest odpowiednie doświadczenie i dogłębna znajomość trasy. Pod tym względem niewątpliwie uprzywilejowani są miejscowi zawodnicy, którzy na tych szosach nie tylko trenują, ale również startują w wielu mniejszych imprezach jednodniowych, które kluczą w rozmaitych konfiguracjach po tym samych terenach. Na Ronde bardzo przydaje się też mocna i zdyscyplinowana drużyna, która w pierwszej fazie zmagań osłoni swego lidera przed wiatrem, zaś następnie wyprowadzi go na dogodną pozycję przed kluczowymi dla losów zmagań pagórkami oraz jak długo to możliwe zadba o niego w dalszej fazie trasy na wypadek możliwych defektów.
Wyścig począwszy od 1998 roku cały ów spektakl rozpoczyna się na pięknej, średniowiecznej starówce w Brugge (Zachodnia Flandria). Przez pierwsze 90 kilometrów trasa Ronde przemierza niemal zupełnie płaskie tereny Zachodniej Flandrii. W tym czasie peleton mija miasta i miasteczka takie jak: Torhout (na 19 km), Hooglede (32 km), Roeselare (36 km), Izegem (45 km), Kortrijk (61 km), Harelbeke (68 km) czy Waregem (82 km). Dopiero po wjechaniu do Wschodniej Flandrii robi się ciekawiej, ale i tu przez pierwszą godzinę rywalizacji po przekroczeniu granicy obu prowincji brakuje wzniesień. Główną atrakcją są na tym fragmencie trasy płaskie odcinki bruku, z których najtrudniejszy jest Paddestraat (128 km) znany też z wyścigu Omloop Het Volk. Schody zaczynają się na 134 km tuż za miasteczkiem Sint-Denijs-Boekel gdzie znajduje się pierwszy z flandryjskich "bergów" - Molenberg. Tuż po nim przychodzi czas na najdłuższy z odcinków bruku czyli 3-kilometrowy Kerkgate, a zaraz po nim na drugi "hopek" czyli Wolvenberg (144 km). To wszystko jednak to ledwie przystawka przed daniami głównymi. Wszystko co istotne dla losów wyścigu znajduje się bowiem na ostatnich 100 kilometrach trasy.
Wyścig nabierze tempa począwszy od podjazdu pod Kluisberg (165 km), który wraca na trasę Ronde po trzech latach nieobecności. Pagórek ten należy do trudniejszych pośród całej osiemnastki, lecz jest mało ortodoksyjny jak na wymagania wyścigu będącego wszak wizytówką Flandrii. Położony jest on bowiem na granicy stref języka flamandzkiego i francuskiego i siłą rzeczy po pokonaniu jego wierzchołka peleton musi wjechać na 5 kilometrów do frankońskiej Walonii (prowincja Hainault)! Począwszy od Kluisbergu na przestrzeni kolejnych 84 kilometrów trzeba pokonać aż 16 pagórków. Łatwo wyliczyć, że daje to średnią jednego podjazdu na każde 5250 metrów! Do tego jeszcze pozostałe cztery odcinki bruku, w tym dwa przeszło 2-kilometrowe: Mariaborrestraat (192 km) i Haaghoek (210 km). Spośród wspomnianych 18 "bergów" tylko dwa są relatywnie łatwe czyli o maksymalnym nachyleniu nie przekraczającym 10 %. Do najtrudniejszych i zarazem najsłynniejszych należą: Knokteberg, Oude Kwaremont (najdłuższy), Paterberg (najbardziej stromy po rezygnacji z Koppenbergu), Kortekeer, Berendries i oczywiście dwa ostatnie czyli Kapelmuur i Bosberg. Aczkolwiek wypada mieć na uwadze, iż decydująca o losach ubiegłorocznej edycji akcja zainicjowana została na dość niepozornym Valkenbergu, który powrócił na trasę wyścigu w sezonie 2005. Geograficzną ciekawostką jest fakt, iż tuż po Bosbergu na dalsze 2 kilometry wyścig wyjeżdża poza Flandrię, choć tym razem nie ma mowy o kolejnej "walońskiej herezji", bowiem krótkiej gościny wyscigu podejmuje się Flamandzka Brabancja. Stąd jest już tylko 12 kilometrów ponownie na terenie Wschodniej Flandrii do mety w niewielkim miasteczku Ninove-Meerbeke, którego prowincjonalność stanowi spory kontrast z wielką i bogatą Brugią gdzie wszystko się zacznie sześć i pół godziny wcześniej. PAGÓRKI I BRUKI:
I. PAGÓRKI (HELLINGEN):
BRUKI (KASSEIEN) = 15.900 metrów:
SCENARIUSZE z HISTORII NAJNOWSZEJ:
Edycja 2002: Na 28 kilometrze formuje się odjazd czterech zawodników w składzie: Jan Kuyckx, Alexis Rodriguez, Ronny Scholz i Erwin Thijs. Kwartet ten do 135 kilometra zdobywa przewagę aż 19:44! Na Molenbergu czyli pierwszym z pagórków z ich zysku zostaje jeszcze 15 minut. Na Knoktbergu Thijs gubi współtowarzyszy ucieczki i Oude Kwaremont (195 km) pokonuje z zapasem 7:35 nad ledwie 30-osobowym peletonikiem. Niedługo później sygnał do decydującej akcji dnia dają: Enrico Cassani, George Hincapie, Gabriele Missaglia i Rolf Sorensen. Do nich na Taaienbergu (214 km) dołączają miejscowi faworyci: Johan Museeuw i Peter Van Peterem, zaś chwilę później dwaj Włosi z Mapei Daniele Nardello i Andrea Tafi. Ósemka ta łapie dzielnego Thijsa dopiero na 245 km. Pod Kapelmuur atakuje Museeuw, którego tempo są w stanie wytrzymać tylko Hincapie, Nardello, Tafi i Van Petegem. Na Bosbergu i płaskim terenie za nim na zmianę atakują: Museeuw, Van Petegem i Tafi, lecz dopiero atak tego ostatniego na 4 km przed metą okazuje się zwycięski. Po dalszych 21 sekundach czwórkowy finisz po drugie miejsce wygrywa Museeuw przed Van Petegemem. Edycja 2003: Tym razem ucieczka harcowników powstaje już na 5 kilometrze. Tworzą ją słynący z tego rodzaju akcji Francuz Jacky Durand, dwaj niemieccy czasowcy Michael Rich i Thomas Liese oraz mało znany Holender Vincent van der Kooij. Ich największa przewaga wynosi 14:50 na 97 kilometrze. Na Paterbergu (180 km) zysk czołówki nad peletonem wynosi już tylko 4:39. Na słynnym Koppenbergu (185 km) Liese i Rich gubią pozostałą dwójkę, zaś z tyłu atakuje ósemka Włochów z Paolo Bettinim na czele. Dwadzieścia kilometrów Liese, który okazał się najbardziej wytrwałym z czwórki porannych śmiałków musi dać za wygraną. Pod Berendries (223 km) atakują Frederic Guesdon i Nico Mattan. Wkrótce pod Tenbosse (229 km) na mocny kontratak decyduje się Peter Van Petegem, za którym w pościg rzucają się Dave Bruylandts i Frank Vandenbroucke. Przed Kapelmuur czołówka rośnie jednak do 11 zawodników. Atakuje Guesdon, lecz na wzniesieniu kontruje go Van Petegem, za którym nadążyć potrafi jedynie Vandenbroucke. VdB atakuje na Bosbergu, lecz PVP nie daje się zaskoczyć. Na finiszu Vandenbroucke atakuje pierwszy, lecz Van Petegem łatwo go objeżdża i po raz drugi wygrywa Ronde. Finisz z 9-osobowej grupki po trzecie miejsce wygrywa ze stratą 19 sekund Stuart O'Grady. Edycja 2004: Tym razem pierwszy odjazd rusza już na 11 kilometrze pod zawołaniem "kupą mości panowie". Do 44 kilometra formuje się w sile aż 26 zawodników z 17 zespołów! Tak licznej ucieczki peleton nie może zlekceważyć, więc nie odpuszcza jej na więcej niż 4 minuty. Na 143 kilometrze z peletonu rusza kontratak dwunastu zawodników pod wodzą 40-letniego belgijskiego zawadiaki Ludo Dierckxsensa. Po Paterbergu (186 km) w czołówce zostaje już tylko siedmiu najmocniejszych zawodników tzn. Steven de Jongh, Martin Elmiger, Leif Hoste, Jorg Ludewig, Thierry Marichal, Jan Schaffrath oraz Stefano Zanini. Po solowej kilkunastokilometrowej akcji niezmordowany Dierckxsens dogania czołówkę na odcinku bruku w Haghoek (219 km). Ósemka ma w tym momencie 2:00 przewagi nad około 50-osobowym peletonem z faworytami. Pod Berendries (227 km) z dużej grupy kontrują: Dave Bruylandts, Siergiej Iwanow i Michael Boogerd, lecz bez powodzenia. Czołówka zostaje złapana dopiero na 235 km przez tercet: Iwanow, George Hincapie i Leon van Bon. Do podnóża Kapelmuur dojeżdża na czele nieco większa już, bo 14-osobowa grupa. Na podjeździe tym skutecznie atakują: Bruylandts, Hoste i Steffen Wesemann. Próbuje ich gonić czwórka: Erik Dekker, Juan-Antonio Flecha, Andreas Klier i van Bon, lecz Flecha traci kontakt z pościgiem na Bosbergu. W czołówce Hoste się oszczędza i ogląda za van Bonem. Na ostatnim kilometrze długiego ataku próbuje Bruylandts, którego kasuje jednak Hoste. Wesemann zajmuje wygodną trzecią pozycję i na finiszu zdecydowanie ogrywa obu Belgów. Drugi jest Hoste, zaś trzeci Bruylandts. Edycja 2005: Na starcie peleton czci minuta ciszy pamięć po zmarłym właśnie papieżu Janie Pawle II. Akcja też jakby rozwija się spokojniej i dopiero na 75 kilometrze powstaje 6-osobowy odjazd w składzie: Magnus Backstedt, Carlos Barredo, David Boucher, Samuele Marzoli, Francis Mourey i Constantino Zaballa. Na odcinku bruku Padderstraat (131 km) mają oni swą maksymalną przewagę 5:05. Po Oude Kwaremont (172 km) w czołówce zostają już tylko Backstedt, Barredo, Boucher oraz Zaballa z przewagą 3 minut nad peletonem. Na Koppenbergu (183 km) Boucher ostatecznie traci kontakt z czołówką. Najdłużej na czele pozostaje Zaballa, lecz na podjeździe pod Steinberg (209 km) zostaje on złapany przez kontratakującego Aleksandro Ballana. Na przywróconym do łask organizatorów wzniesieniu Valkenberg (224 km) atakuje Andreas Klier, za którym skaczą Tom Boonen, Peter Van Petegem, Erik Zabel oraz Roberto Petito. Kilka kilometrów doganiają oni samotnego Ballana. Zgodnie współpracując szóstka powiększa przewagę nad grupa pościgową, w której robotę psuje Siergiej Iwanow - kolega z grupy Kliera i Zabela. Pomimo kłopotów Petito i Zabela czołówka w komplecie pokonuje Bosberg. Na 9 kilometrów przed metą atakuje Van Petegem, lecz zostaje szybko skasowany. Wtedy to błyskawiczną kontrę wyprowadza Boonen i nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Podczas gdy Boonen śmiało zmierza do swego wymarzonego sukcesu za jego plecami solowych ataków próbują Petito i Van Petegem. Niemniej akcja tego rodzaju udaje się dopiero z pozoru słabszemu od nich Klierowi. Boonen wygrywa z przewagą 35 sekund nad Niemcem, zaś 5 sekund później finisz o trzecie miejsce wygrywa Van Petegem. Edycja 2006: Pierwszy konkretny odjazd powstaje dopiero na 93 kilometrze za sprawą szóstki: Michael Albasini, Ludovic Auger, David Boucher, Thierry Marichal, Rik Reinerink oraz Bram Schmitz. Ich maksymalna przewaga wynosi 4:40 na 125 kilometrze. Jednak już na pierwszym wzniesieniu czyli Molenberg (145 km) z czołówki odpadają Boucher i Reinerink. Na Paterbergu (178 km) Marichal i Schmitz gubią Albasiniego i Augera. U podnóża Koppenbergu (185 km) dwójka liderów ma 2:25 przewagi nad grupą faworytów. Tom Boonen daje prawdziwy pokaz siły na tym stromym pagórku i rozbija stawkę zabierając z sobą początkowo tylko siedmiu rywali. Wielu innych zawodników pokonuje ten podjazd na piechotę! Na 193 km kończy się odjazd Marichala i Schmitza. Na 50 kilometrów przed meta na czele jest piętnastka z czteroma kolarzami Quick Step w składzie: Boonen, Serge Baguet, Paolo Bettini i Filippo Pozzato. Baguet i Pozzato pracują na rzecz swych liderów. Na Valkenbergu (226 km) mocno atakuje Leif Hoste, lecz Boonen łapie jego koło. Niewiele brakuje by dołączył do nich Karsten Kroon, ale Holender okazuje się bezsilny wobec siły obu Belgów. Na Tenbosse (232 km) mają oni już 38 sekund przewagi nad 8-osobową grupą pościgową, w której role "hamulcowego" pełni Bettini. Dwaj liderzy zgodnie pokonują Kapelmuur z przewagą aż 1:40 nad pościgiem. Tymczasem za ich plecami grupa pęka i o trzecią pozycję walczą już tylko: Alessandro Ballan, Fabian Cancellara, George Hincapie i Peter Van Petegem. Liderzy czarują się nieco na ostatnim kilometrze, ale mimo dogodniejszej drugiej pozycji Hoste na ostatnich 200 metrach jest bez szans w bezpośrednim starciu z mistrzem świata. W cieniu tej potyczki Hincapie ze stratą 1:17 wygrywa finisz o trzecie miejsce. FAWORYCI TEGOROCZNEJ EDYCJI: Nie może być inaczej. Prezentacje gwiazd 91. Ronde van Vlaanderen trzeba zacząć od sylwetki Toma Boonena (na poniższym zdjęciu świętuje on swe ubiegłoroczne zwycięstwo) z ekipy Quick Step. Ten były mistrz świata (Madryt 2005) jest aktualnie niekwestionowanym królem flandryjskich pagórków i bruków. "Tornado Tom" wygrał dość pewnie dwie ostatnie edycje RvV, zaś w ostatnich dziesięciu dniach dwa najpoważniejsze testy przed wielką Ronde czyli semi-klasyki Dwars door Vlaanderen i przede wszystkim E3 Prijs Vlaanderen - ten drugi wyścig zresztą już po raz czwarty z rzędu! Wygrywając w wielkanocną niedzielę Boonen nie tylko dołączy do czwórki rekordzistów (potrójnych zwycięzców) w historii tego wyścigu, lecz zarazem jako pierwszy kolarz po przeszło 50 latach powtórzy wyczyn Magniego ustrzeliwszy swego rodzaju flandryjski hat-trick. Ma na to z pewnością spore szanse bowiem należy do grona najsilniejszych, najszybszych i mimo młodego wieku najlepiej obeznanych z trasą zawodników. Z tych racji ciężko go będzie czymś zaskoczyć, zamęczyć, zaś w ostateczności gdy wszelkie tricki zawiodą pokonać na finiszu. Pozornie niektórych spośród swych najgroźniejszych rywali młody Belg mógłby widzieć w swym własnym zespole skoro w barwach Quick Stepu pojadą tej klasy kolarze co Włoch Paolo Bettini (najlepszy klasyk tej dekady oraz aktualny mistrz świata i mistrz olimpijski) czy też Peter Van Petegem (zwycięzca RvV z lat 1999 i 2003). Niemniej menadżer tej drużyny Patrick Lefevre już nie raz udowadniał, że potrafi przekonać swoich podopiecznych do własnych rozwiązań (vide choćby historia z finałem Paris-Roubaix 1996) i poskromić ich partykularne ambicje, które mogłyby zaszkodzić dobru całego zespołu. Przy normalnym rozwoju wypadków liderem jego zespołu będzie niewątpliwie Boonen, zaś Bettini i Van Petegem będą mogli co najwyżej pełnić role "jokerów". Jeśli do trzech wspomnianych już asów dodamy pomocników pokroju Stevena de Jongha, Kevina Hulsmansa, Sebastiana Rosselera i przede wszystkim wschodzącej gwiazdy w osobie Geerta Stegmansa (wszyscy oni dobrze pojechali w etapówce Driedaagse van de Panne) będziemy mieli pełen obraz "siły oręża" jaką dysponuje "Generał" Lefevre. W związku z powyzszym aby pobić Boonena na jego własnym podwórku trzeba będzie nie tyle zawodnika dorównującego mu siłą i szybkością, ale dodatkowo otoczonego równie mocna i zgraną drużyną co Quick Step. Takich ekip na szczęście zdaje się nie brakować, w związku z czym w niedzielę możemy się szykować na prawdziwą ucztę podczas blisko 4-godzinnej relacji Eurosportu z tego wyścigu. Do najgroźniejszych rywali Quick Stepu powinny należeć zespoły: Team CSC, Rabobank, T-Mobile, Liquigas oraz w nieco dalszej kolejności: Predictor, Discovery Channel i Lampre. Za pretendenta nr 1 do detronizacji młodego króla śmiało może uchodzić pogromca Boonena z trasy ubiegłorocznego Paris-Roubaix Szwajcar Fabian Cancellara. Ten aktualny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas nie ukrywa, że bardziej od powtórzenia sukcesu w "Piekle Północy" interesuje go tylko pokonanie Boonena na jego własnych śmieciach. W ubiegłą sobotę Helwet dał już zresztą próbkę swych aktualnych możliwości na ulicach Harelbeke tocząc wyrównaną do ostatnich metrów walkę z Belgiem na finiszu E-3 Prijs. Przy jego boku w zespole CSC ujrzymy też Australijczyka Stuarta O'Grady ostatnio piątego w Milano-San Remo i trzeciego w Dwars door Vlaanderen, który był już trzeci w wielkiej Ronde w 2003 roku. Kolejny silny punkt tej drużyny to Holender Karsten Kroon, który przed rokiem był bliski zabrania się do zwycięskiego odjazdu Boonena i Hoste, zaś w minioną niedzielę pokazał się z dobrej strony finiszując piaty w Brabantse Pijl (Brabanckiej Strzale). Dodajmy jeszcze dwóch Duńczyków czyli Allana Johansena (piąty w E-3 Prijs) oraz weterena Larsa Michaelsena (dziewiąty w Dwars door Vlaanderen) i już wiemy, że jest to ekipa zdolna do podniesienia rękawicy rzuconej przez Quick Step. Następny zespół z kilkoma mocnymi kartami to Rabobank. Przewodził mu będzie po raz "enty" odrodzony trzykrotny mistrz świata Hiszpan Oscar Freire, który w ostatnich dwóch tygodniach najpierw bardzo pewnie wygrał pierwszy z wielkich klasyków Milano - San Remo (po raz drugi w swej karierze), zaś następnie tzn. tydzień przed Ronde wspomnianą Brabantse Pijl (już po raz trzeci z rzędu). Jemu z pewnością pagórki nie będą przeszkadzać, zaś szybkością nawet góruje nad Boonenem co dobitnie wykazał w San Remo. Problem może być tylko adaptacja do bruku i słabsza znajomość trasy. Wsparciem dla Freire będzie przede wszystkim bardzo doświadczony i przeambitny Holender Michael Boogerd, który przydał się już na Brabantse Pijl kończąc ów wyścig na szóstej pozycji. Potencjalnie bardzo ważnym punktem tej ekipy powinien też być drugi z Hiszpanów Juan Antonio Flecha (drugi w tegorocznym Omloop Het Volk) o ile upora się z trapiącymi go ostatnio problemami zdrowotnymi. W odwodzie pozostają jeszcze Holender Leon van Bon (czwarty i ósmy na RvV w latach 2004-05), który niedawno wygrał jednodniówkę Nokere Koerse oraz Australijczyk Matthew Hayman (czwarty w Dwars door Vlaanderen). Przebudowany T-Mobile ma bardzo silną druzynę, lecz bez zdecydowanego lidera. Niemiec Andreas Klier był już drugi w Ronde w 2005 roku. Jego młody rodak Marcus Burghardt był trzeci za Boonenem i Cancellarą w próbie generalnej przed Ronde czyli E-3 Prijs Vlaanderen. Natomiast Luksemburczyk Kim Kirchen jakkolwiek wydaje się być zawodnikiem bardziej przystosowanym do wyścigów w typie ardeńskim to jednak ze względu na aktualnie prezentowaną formę (drugi w Tirreno - Adriatico i trzeci w Brabantse Pijl) może się pokazać z dobrej strony również we Flandrii. Na nim jednak nie koniec jeśli chodzi o aktywa niemieckiego zespołu bowiem w składzie tej drużyny zobaczymy jeszcze dobrze czujących się na tutejszych trasach: Holendra Servaisa Knavena, Anglika Rogera Hammonda czy Austriaka Bernharda Eisela. W drużynie Liquigas liderem powinien być Włoch Filippo Pozzato, który będzie się starał odegrać za przegraną podczas Milano-San Remo. Po odejściu z Quick Stepu "Pippo" będzie miał w końcu okazje do pojechania "północnych klasyków" na własny rachunek. Warto dodać, że w tym sezonie wygrał on już rozgrywany na początku marca semi-klasyk Omloop Het Volk. Poza nim w drużynie tej godni uwagi są też jego rodacy: Luca Paolini (zwycięzca jednego z etapów podczas Driedaagse van de Panne), Manuel Quinzato (czwarty w E-3 Prijs Vlaanderen) i Roberto Petito (piąty w Ronde 2005) oraz Brazylijczyk Murilo Fischer (dziesiąty w Dwars door Vlaanderen). Ekipa Lampre jak zwykle w tego rodzaju imprezach liczyć będzie na włoski duet Alessandro Ballan i Daniele Bennati. Ten pierwszy wygrał w tym tygodniu wspomnianą etapówkę wokół Panne, zaś w sotatnich dwóch edycjach Ronde był kolejno szósty i piąty. Natomiast Bennati po klesce w San Remo odzyskał już chyba pewność siebie dzięki zwycięstwu na drugim odcinku i dziewiątemu miejscu w generalce Driedaagse van de Panne. Obok nich pojedzie też Enrico Franzoi brązowy medalista tegorocznych Mistrzostw Świata w przełajach. Predictor to nowy-stary zespół Leifa Hoste, który przed rokiem jako jedyny stawił opór Boonenowi. Niemniej w ostatnim czasie wyższą formę od swego lidera demonstrowali: Bjorn Leukemans (siódmy w Brabantse Pijl), Bert Roesems (trzeci w Driedaagse) oraz Roy Sentjens (szósty w E-3 Prijs). Discovery Channel tym razem będzie musiało radzić sobie bez swego etatowego lidera na Flandrię i Roubaix czyli George'a Hincapiego. W tej sytuacji postawią oni na kogoś z trójki młodych: Stijn Devolder (najlepszy na czasówce w Panne), Rosjanin Wladimir Gusiew (piąty w generalce Driedaagse) bądź Litwin Tomas Vaitkus (szósty w Dwars door Vlaanderen). Pośród pozostałych ekip wyróżnić można już raczej tylko jednostki bądź w najlepszym razie dwóch zawodników mogących odegrać znaczącą rolę w niedzielnym wyścigu. Wymieńmy więc w drużynach francuskich: Nicka Nuyensa z Cofidisu, Phillipe'a Gilberta z Francaise des Jeux, Norwega Thora Hushovda z Credit Agricole, Szwajcara Martina Elmigera z Ag2R oraz Francuza Anthony Geslina z Bouygues Telecom. Hiszpańskie zespoły: Caisse d'Epargne, Euskaltel i Saunier Duval za liderów powinny mieć zawodników szybkich, lecz dobrze radzących sobie na pagórkach. Powinni to być odpowiednio: Vicente Reynes, Koldo Fernadez oraz Francisco Ventoso, który pod koniec marca wygrał trzy etapy podczas Vuelta a Castilla y Leon. W niemieckich drużynach ujrzymy: Erika Zabela z Milramu, Davida Koppa z Gerolsteiner oraz Steffena Wesemanna (triumfatora RvV z sezonu 2004) i Olafa Pollacka z Wiesenhof. Spośród formacji o wschodnim zabarwieniu czyli Astanie oraz Tinkoff Credit Systems najciekawsi wydają się być dwaj Rosjanie: w pierwszej doświadczony Siergiej Iwanow, zaś w drugiej młodziutki Michaił Ignatiew. Na koniec trzeba wspomnieć o mniejszych ekipach rodem z Niderlandów. Dla nich kwiecień jest najważniejszym miesiącem w sezonie, zaś Ronde van Vlaanderen nie rzadko jego kulminacją. Liderami tych drużyn będą zapewne: w Unibet.com - Australijczyk Baden Cooke (ósmy w E-3 Prijs), w Chocolade Jacques - Nico Eeckhout (triumfator ubiegłorocznego rankingu Europa Tour i drugi zawodnik niedawnego Dwars door Vlaanderen), w Landbouwkrediet - Bert De Waele, zaś w Skil-Shimano będący jednym z odkryć zeszłorocznego sezonu Holender Maarten Tjallingii. |