|
OD MORZA
DO MORZA
Rozgrywany niemal równolegle z Paryż-Nicea najbardziej prestiżowy (oczywiście po Giro d'Italia) z włoskich etapówek wyścig Tirreno-Adriatico jest dla kolarzy z Italii i wielu gości zagranicznych takich choćby jak lider rankingu UCI Niemiec Erik Zabel próbą generalną przed pierwszym klasykiem o Puchar Świata czyli Milano - San Remo. Wyścig od "morza do morza" jak wynika z samej nazwy jest zarazem najmłodszą imprezą pośród rodzinny najważniejszy krótszych tourów. Jego pierwszą edycję rozegrano dopiero w sezonie 1966 na przestrzeni zaledwie trzech dni a zwycięzcą został Włoch Dino Zandegu. W kolejnych latach wyścig stopniowo wydłużano i tak w trwał kolejno pięć dni (w latach 1967-77), sześć (1978-83 i 1988), siedem (1984-87 i 1989) i nawet osiem (od 1990 do 2001 roku). Przed rokiem powrócono jednak do formuły siedmiodniowej. Z dotychczasowych 37 edycji blisko połowę bo aż 18 wygrali Włosi. Niemniej podobnie jak w przypadku P-N należy do cudzoziemca. Jest nim Belg jeżdżący w owym czasie we włoskich grupach: Dreher i Brooklyn Belg Roger de Vlaeminck. Ten wszechstronnie utalentowany kolarz i wielki rywal na trasach klasyków i krótszych etapówek samego Eddy Merckxa wygrał sześć kolejnych edycji pomiędzy latami 1972 a 1977. Daleko za "Cyganem" jak go zwali koledzy i rywale znajdują się w tym zestawieniu Włosi: Giuseppe Saronni (1978, 1982) i Francesco Moser (1980-81); Duńczyk Rolf Sorensen (1987, 1992) oraz Szwajcar Toni Rominger (1989-90) - wszyscy z dwoma triumfami na adriatyckim wybrzeżu.
Polski dorobek w tej imprezie jest w ostatnim dwudziestoleciu dość pokaźny. Już w sezonie 1983 Czesław Lang wygrał 9,5-kilometrowy prolog we wspaniałym stylu z średnią prędkością 54,372 km/h! Następnie prowadził przez dwa dni by ostatecznie zająć czwarte miejsce - podium przegrał minimalnie (bo na punkty) i to z samym Moserem. Cztery lata później w ślady "Cesare" poszedł jego młodszy kolega z drużyny Lech Piasecki, który 8-kilometrowy prolog przejechał z przeciętną 52,364 km/h a drugiego kolarza wyprzedził aż o dwanaście sekund. Niestety z prowadzenia "Piasek" cieszył się wówczas tylko dobę. W sezonie 1989 wygrał on raz jeszcze, tym razem 18,3-kilometrową czasówkę na zakończenie całego wyścigu. Rok później debiutant w zawodowym peletonie Zenon Jaskuła zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej T-A przegrywając tylko z Romingerem. Nie jeden udany występ w wyścigu tym zanotował też Zbigniew Spruch, który bywał bliski etapowych zwycięstw w finiszowych rozgrywkach, lecz przede wszystkim zajął piąte miejsce w generalce "kadłubowej" edycji z sezonu 1998 - w odpowiedzi na protest kolarzy organizatorzy wykluczyli wówczas z wyścigu spóźnialską, większą część peletonu! Przed rokiem drżeliśmy dni kilka o życie Piotra Wadeckiego, który miał bardzo groźny upadek na finiszu pierwszego etapu - na szczęście "Wadek" wyszedł zwycięsko z tej opresji i w dalszej części sezonu zachwycił nas świetną jazdą po szwajcarskich Alpach na czerwcowym Tour de Suisse.
Copyright: La Gazzetta dello Sport
Trasa 38 edycji T-A liczyć ma 1235 kilometrów i nie przewidziano na niej etapu jazdy indywidualnej na czas, który przed rokiem rozstrzygnął o zwycięstwie w całym wyścigu. Tradycyjnie kolarze rozpoczną ściganie nad morzem Tyrreńskim by następnie przejechać wszerz w kierunku północno-wschodnim półwysep Appeniński i zameldować się po tygodniu nad Adriatykiem. Meta wyścigu niezmiennie usytuowana jest w San Benedetto del Tronto, niemniej w tym roku zmieniono miasto startowe. W ostatnich latach (1997-2002) było nim Sorrento - miasto w Kampanii po południowym brzegu Zatoki Neapolitańskiej. W tym roku peleton wyruszy z położonej bardziej na północ Sabaudii leżącej w stołecznej prowincji Lacjum w połowie nadmorskiej drogi między Neapolem a Rzymem. Dwa pierwsze etapy odbędą się na terenie Lacjum, następnie uczestnicy wjadą do Umbrii (etap trzeci), Marche (etapy: czwarty i piąty), Abruzji (etap szósty) by ostatecznie powrócić do Marche na ostatni dzień zmagań. Na kluczowe odcinki dla losów tegorocznej edycji typuje się etapy czwarty i szósty z finiszami pod niewielkie górki do Ortezzano i Toricella Sicura. Przedostatniego dnia zawodów kolarzom opócz finałowego podjazdu przyjdzie też pokonać najwyższe wzniesienie na trasie tegorocznego wyścigu w miejscowości Ceppo (1334 m. n.p.m.) w paśmie Monti della Laga. Trzy etapy przygotowane zostały dla sprinterów: drugi do Tarquini, trzeci do Foligno i jak zwykle ostatni wokół San Benedetto; zaś dwa pozostałe: pierwszy wokół Sabaudii wśród wzgórz San Felice Circeo i piąty do Rapagnano są dla "harcowników", choć nie wykluczone, iż wniosą coś do walki o najwyższą stawkę.
Przed rokiem wyścig wygrał Holender Erik Dekker (Rabobank) przed Włochem Danilo Di Lucą (Saeco) i byłym dwukrotnym mistrzem świata Oscarem Freire (wtedy Mapei, dziś Rabobank). Niestety w tym roku nie zobaczymy na starcie obrońcy tytułu. Dekker od blisko dwunastu miesięcy (w wyniku kraksy na trasie Milano-San Remo) boryka się z kontuzją kolana i będzie musiał spokojniej wejść w sezon zaczynając od małego wyścigu w swej ojczyźnie GP Erik Breukink. W wysokiej formie znajduje się natomiast Di Luca, który w lutym wygrał pierwszą włoską etapówkę sezonu 2003 Giro della Liguria okazując się przy tym najmocniejszy na trasie górskiej czasówki. Również Freire nie tracił czasu u progu sezonu i wygrał dwa etapy podczas Vuelta a Andalucia (Ruta del Sol). Do głównych faworytów zaliczyć też można Włocha Paolo Bettiniego (Quick Step) zwycięzcę Tour Mediterraneen i trzeciego w Het Volk oraz Holendra Michaela Boogerda (Rabobank) trzeciego w T-A przed dwoma laty. "W gazie" są ostatnio również: Czech Jan Hruska (ONCE), który przed trzema laty był drugi w tym wyścigu, zaś w miniony weekend zakończył na tej samej pozycji Vuelta Ciclista a Murcia i Szkot David Millar (Cofidis), który zajął czwarte miejsce w Volta a Comunitat Valenciana oraz wygrał prolog Driedaagse van West-Vlaanderen. Jednak na nieszczęście tej dwójki specjalistów od samotnej walki z czasem (jak to już zostało zauważone) tym razem zabraknie "etapu prawdy".
Rewelecją wczesnej wiosny jest niespełna 22-letni wychowanek Mapei Filippo Pozzato (Fassa Bortolo). Na razie błyszczy w jednodniówkach: wygrał już Trofeo Laigueglia i Trofeo dell'Etna, był drugi w Giro della Provincia di Reggio Calabria oraz szósty w Het Volk. Po okresie dopingowej banicji udanie wrócił do zawodowego peletonu inny Włoch, eks-mistrz świata do lat 23 Giuliano Figueras (Ceramiche Panaria), który z kolei wygrał GP Citta di Chiasso i zajął trzecią lokatę w Trofeo Pantalica. Z uwagą trzeba będzie się przyjrzeć dwójce kolarzy ze wschodu: "przyszłej gwieździe" Ukraińcowi Jarosławowi Popowiczowi (Landbouwkrediet) i trzeciemu kolarzowi TdF 2002 Litwinowi Raimondasowi Rumsasowi (Lampre). Obaj nie pokazali jeszcze w tym roku pełni swych możliwości, lecz T-A będzie ku temu kolejną, bardzo poważna okazją. Polscy kibice w 160-osobowym peletonie (20 grup po 8 zawodników) będą mieli swego reprezentanta jak zwykle w osobie już przeszło 37-letniego Sprucha (Lampre). Dla "Zibiego" wyścig ten będzie jednym z etapów w serii pożegnań z profesjonalnym peletonem. Ambicją kolarza z Zielonej Góry są dobre wyniki w wiosennych wyścigach klasycznych. Przedsmak tego ile możemy oczekiwać od naszego "klasyka" podczas imprez o Puchar Świata będziemy mieli już na trasie pomiędzy dwoma morzami.
MŁODA
WŁOSKA
FALA
"Wielka nadzieja białych" z ... Fassa Bortolo czyli Filippo Pozzato wygrał 38 edycję wyścigu od morza do morza po drodze wygrywając jeden z etapów. Zgodnie z przewidywaniami tegoroczne T-A przebiegało pod dyktando kolarzy miejscowych, którzy wygrali pięć z sześciu odcinków i aż czterokrotnie zmieniali się na prowadzeniu. Inauguracyjny etap wokół Sabaudii wygrał mistrz świata Mario Cipollini z grupy Domina Vacanze tym samym odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie 2003 dumnie prezentując swą tęczową koszulkę kibicom zebranym na mecie. Następnego dnia ponownie finiszowała duża grupa, lecz tym razem po kostce oraz lekko pod górę i ten profil najbardziej odpowiadał Pozatto, który w Tarquini został nowym liderem imprezy. Trzeci etap do Foligno był ponownie popisem Cipolliniego (jak widać świetnie przygotowanego do obrony tytułu sprzed roku w Milano-San Remo), lecz kolejnym przodownikiem został jeden z głównych faworytów całego wyścigu Paolo Bettini (Quick Step). Niemniej pierwsze trzy dni miały być tylko wstępem do prawdziwej walki o generalne zwycięstwo. Bowiem wobec braku w tegorocznej edycji etapu jazdy indywidualnej na czas o największych zaszczytach miały zdecydować najbardziej górzyste etapy czwarty i szósty. Niestety pierwszy z nich tj. niedzielny do Ortezzano organizatorzy musieli odwołać ze względu na fatalne warunki atmosferyczne tj. zlodzoną szosę i okazjonalne opady śniegu na górzystych terenach w sercu półwyspu Appenińskiego. Tym samym wyścig i tak już niepełny jeśli chodzi o rozkład jazdy wśród imprez tej rangi (ze względu na wspomniany brak czasówki) uległ dalszemu okrojeniu z powodu "siły wyższej". Z ramówki wypadł bowiem ciężki finisz do wspomnianego miasteczka miejscami dochodzący do 20% nachylenia mogący wprowadzić sekundowe zamieszanie nawet pośród najmocniejszych kolarzy w peletonie.
Po dniu nieoczekiwanej przerwy w programie zawodników czekał etap zbliżony charakterystyką do drugiego tj. niezbyt trudny, lecz z finiszem na wymęczenie tj. pod górę. Tym razem egzamin z wszechronności (czyli połączenia szybkości z wytrzymałością) najlepiej zdał pierwszy góral Tour de Pologne 2001 Ruggero Marzoli z Alessio. Na prowadzeniu utrzymał się Bettini choć finiszował zaledwie na dziesiątej pozycji. Zwycięzcę jak się spodziewano miał wyłonić najtrudniejszy (choć przydomek "królewski" byłby tu przesadą) etap do Torricella Sicura. Na jego trasie znalazła się najwyższa góra wyścigu Monte Ceppo, a poza tym sam finisz już tradycyjnie prowadził pod nieduży podjazd. Podobnie jak przed rokiem etap ten wygrał Danilo Di Luca (Saeco), lecz w wyjściu na pozycję lidera pomógł mu pech Bettiniego. "Il Grillo" (Świerszcz) brał udział w kraksie na 600 metrów przed metą i stracił aż 20 sekund w wyścigu, który wobec nieszczególnie trudnej trasy rozstrzygał się w zasadzie "na bonifikaty". Di Luca został nowym liderem, lecz z przewagą tylko sekundy nad Pozzato! Wobec powyższego ostatni etap do San Benedetto del Tronto zamiast zwyczajowego popisu sprinterów przerodził się w walkę na dwóch płaszczyznach (generalnej i etapowej). Na obu lotnych premiach szybszy i dysponujący silniejszą ekipą Pozzato "zarobił" aż pięć sekund (odpowiednio: za drugie i pierwsze miejsce) i dzięki temu w ogólnym rozrachunku wyprzedził starszego o pięć lat rodaka o 4 sekundy. O czysto włoskie podium postarał się Marzoli, który zdobył dwie cenne sekundy na drugiej ze wspomnianych premii i w "generalce" wyprzedził Holendra Michaela Boogerda (Rabobank) o sekundę! Na mecie etapu najszybciej zaś finiszował kolega z drużyny tego ostatniego Hiszpan Oscar Freire karząc Cipolliniego za zbytnią pewność siebie tj. przedwczesne wyrzucenie rąk w górę w geście triumfu. Nad Adriatykiem podium zajęli trzej zawodnicy, którzy najlepsze lata mają dopiero przed sobą. Na najwyższy zaś jego stopień pomiędzy dwoma 27-latkami (Di Lucą i Marzolim) wspiął się Pozatto, który dopiero za pół roku skończy 22 lata. Na dobrą sprawę "Super Pippo" mógłby jeszcze w tym sezonie kosić zwycięstwo za zwycięstwem w kategorii U-23, ale po co skoro jest tak pojętnym uczniem - wiadomo wszak, iż sukcesy wśród "seniorów" smakują najbardziej.
POWRÓT |