|
TĘCZOWO
NAD
PÓŁWYSPEM
Marcowy wyścig od morza Tyreńskiego do morza Adriatyckiego jest na półwyspie Appenińskim etapówką nr 2 po wielkim Giro d'Italia. Rozgrywany niemal równolegle z Paryż-Nicea pod względem tradycji jest "bratem bliźniakiem" holenderskiego klasyku Amstel Gold Race (ze względu na inaugurację w roku 1966), zaś w stosunku do P-N może uchodzić zaledwie za "bratanka". W międzynarodowym (a w szczególności włoskim) kalendarzu stanowi próbę generalną przed pierwszym klasykiem Pucharu Świata na trasie z Mediolanu do San Remo (Milano - San Remo). Pierwszą, bardzo skromną (bo trzydniową) edycję tego wyścigu wygrał Włoch Dino Zandegu. W kolejnych latach wyścig stopniowo wydłużano do pięciu dni (w latach 1967-77), sześciu lub siedmiu (w latach 1978-89) czy nawet ośmiu (od 1990 do 2001 roku) by przed dwoma laty powrócić do formuły siedmiodniowej. Z dotychczasowych 38 edycji dokładnie połowę wygrali Włosi - niemniej największą postacią w historii T-A stał się Belg Roger de Vlaeminck. Ten wielki specjalista od klasyków i krótszych etapówek, a przy tym utytułowany przełajowiec (!) w latach 70-tych jeździł w barwach włoskich grup: Dreher oraz Brooklyn i w owym czasie zdołał wygrać aż sześć kolejnych edycji tego wyścigu pomiędzy 1972 a 1977 rokiem. Podczas gdy "Cygan" jak nazywano młodszego ze sławnych braci De Vlaeminck'ów zanotował w tym wyścigu podwójny hat-trick żaden z jego następców na liście triumfatorów nie zdołał wygrać choćby trzykrotnie! Jedynie czterem spośród nich udało się zwyciężyć nad Adriatykiem dwukrotnie, a dokonali tego Włosi: Giuseppe Saronni (1978, 1982) i Francesco Moser (1980-81); Duńczyk Rolf Sorensen (1987, 1992) oraz Szwajcar Toni Rominger (1989-90).
Polski dorobek w tej imprezie z ostatnich dwóch dekad jest dość pokaźny. Już w sezonie 1983 Czesław Lang wygrał 9,5-kilometrowy prolog we wspaniałym stylu z średnią prędkością 54,372 km/h! Następnie prowadził przez dwa dni by ostatecznie zająć czwarte miejsce, a miejsce na podium przegrał minimalnie (bo na punkty) z samym Moserem. Cztery lata później w ślady "Cesare" poszedł jego młodszy kolega z drużyny Lech Piasecki, który 8-kilometrowy prolog przejechał z przeciętną 52,364 km/h i drugiego kolarza wyprzedził aż o dwanaście sekund - niestety z prowadzenia cieszył się wówczas tylko dobę. W sezonie 1989 "Piasek" wygrał raz jeszcze, tym razem 18,3-kilometrową czasówkę na zakończenie całego wyścigu. Rok później debiutant w zawodowym peletonie Zenon Jaskuła zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej T-A przegrywając tylko z Romingerem. Nie jeden udany występ w wyścigu tym zanotował też Zbigniew Spruch, który bywał bliski etapowych zwycięstw w finiszowych rozgrywkach, lecz przede wszystkim zajął piąte miejsce w generalce "kadłubowej" edycji z sezonu 1998 - gdy w odpowiedzi na protest kolarzy organizatorzy wykluczyli wówczas z wyścigu spóźnialską, większą część peletonu! W tym roku jedynym naszym reprezentantem na trasie T-A będzie Piotr Wadecki, który właśnie na trasie pierwszego etapu tego wyścigu w sezonie 2002 miał najpoważniejszy wypadek w trakcie swej już przeszło siedmioletniej kariery zawodowej.
Images : La Gazzetta dello Sport / RCS Sport 2004
Tegoroczna trasa "wyścigu między dwoma morzami" liczyć będzie 1245 kilometrów (tj. o 10 więcej niż przed rokiem) i co charakterystyczne dla tych zawodów również w tym sezonie T-A będzie jedyną imprezą z kategorii 2.HC, w którym nie przewidziano jazdy indywidualnej na czas! Pierwsze dwa etapy: wokół Sabaudii (172 km) i z Latiny do Maddaloni (164 km) pomyślano z myślą o sprinterach. W obu przypadkach uczestnicy będą mieli do pokonania po jednej niewielkiej premii górskiej (o wysokościach bezwzględnych odpowiednio: 319 i 213 metrów n.p.m.) w dodatku usytuowanych w sporej odległości od mety. Wyśmienitą okazję do rozpoznania swych sił przed poważniejszymi potyczkami w dalszej części sezonu będą mieć włoscy mistrzowie sprintu Mario Cipollini (Domina Vacanze) i Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo) oraz "stranieri": Hiszpan Oscar Freire i Niemiec Erik Zabel (T-Mobile). Wyścig powinien się rozstrzygnąć w ciągu czterech dni od trzeciego do szóstego etapu. W piątek na trasie trzeciego etapu: Maddaloni - Isernia (168 km) trzeba będzie pokonać znaczący podjazd pod Valico di Macerone (684 m. n.p.m., na 124 km) a poza tym również ostatnie 3,5 kilometra prowadzić będą lekko pod górę. W sobotę w początkowej fazie czwartego etapu: Isernia - Paglieta (179 km) kolarze wjadą jeszcze wyżej tzn. pod Valico Rionero Sannitico (1057 m. n.p.m., na 60 km), zaś sama końcówka rozegra się na 13,9-kilometrowych rundach wokół Pagliety, gdy trzykrotnie trzeba będzie wjechać z poziomu 36 na 235 m. n.p.m., w tym po raz ostatni do samej mety. Jednak najtrudniejszy zdaje się być niedzielny etap piąty z Pagliety do popularnej ostatnio wśród organizatorów T-A miejscowości Torricella Sicura (215 km - profil trasy poniżej). Na nim to peleton najpierw pokona najwyższy punkt na całej trasie tegorocznej edycji - Crognaleto (1105 m. n.p.m., na 144 km), zaś na finał znów będą trzy rundy, tym razem o długości 14,5 km w okolicy miasta Teramo z metą pod górę do Torricelli na wysokości 428 metrów n.p.m. Jakby mało było tego "kręcenia się w kółko" pagórkowaty etap szósty z Monte San Pietrangeli do Torre San Patrizio (185 km) niemal w całości zostanie rozegrany na rundach (tzn. 4 x 43,8 km + dojazd 9,8 km). Na każdej z tych pętli trzeba będzie przejechać trzy-cztery wyraźne pagórki, w tym premię górską Montegranaro (279 m. n.p.m.). Ostatni etap wokół stałej mety wyścigu w San Benedetto del Tronto (162 km) powinien tradycyjnie zakończyć się masowym sprintem. Co prawda pomiędzy 17 a 80 kilometrem będą trzy podjazdy, w tym premia górska Montalto delle Marche (513 m. n.p.m., na 61,5 km), lecz od 93 km kolarze będą już jeździć wyłącznie po płaskich jak stół alejkach na poziomie Adriatyku (w sumie 7 rund po 9 km).
Images : La Gazzetta dello Sport / RCS Sport 2004
W ubiegłym roku swój największy jak dotąd sukces święcił tu wielce utalentowany i bardzo wszechstronny Włoch Filippo Pozzato (Fassa Bortolo). Bliski zwycięstwa był jednak kolarz nr 1 zeszłego sezonu Paolo Bettini (Quick Step), ale "Świerszcz" pechowo stracił prowadzenie gdy na finałowym kilometrze do Torricelli zastopowała go kraksa, w której jednak sam nie ucierpiał. Kilka dni później na trasie klasyku Milano - San Remo role się odwróciły Bettini trumfował, zaś Pozzato leżał w groźniejszej kraksie. Obaj kolarze leczyli wiosną swe rany (bowiem wkrótce i Bettini potłukł się poważnie na Gent - Wevelgem) by wczesnym latem powalczyć zaciekle o tytuł mistrza swego kraju, gdy nieznacznie lepszy okazał się kolarz Quick Stepu. Tegoroczny wyścig będzie więc poniekąd kolejną odsłoną zmagań pomiędzy Włochem, który dotarł już na szczyt światowego peletonu, a jego młodszym rodakiem, który ma wszelkie dane ku temu by pewnego dnia też się tam znaleźć. Z pewnością jednak wydarzenia 39. Tirreno - Adriatico nie ograniczą się do walki tylko dwóch wyżej wymienionych asów. Do faworytów należy zaliczyć także drugiego przed rokiem Danilo Di Lucę (Włochy, Saeco), który w ubiegłą sobotę wygrał najtrudniejszy etap podczas Vuelta a Murcia. Natomiast spośród kolarzy zagranicznych trzeba będzie uważać: mistrza świata Baska Igora Astarloę (Cofidis), trzeciego w T-A 2001 Holendra Michaela Boogerda (Rabobank) czy Ukraińca Jarosława Popowicza (Landbouwkrediet). W dalszej kolejności jako przedstawicieli kategorii "czarny koń imprezy" można jeszcze wymienić Włochów: Andrea Noe' (Alessio) i Giuliano Figuerasa (Panaria) oraz "stranierich": Oskara Camenzinda (Szwajcaria, Phonak), Sierhija Honczara (Ukraina, De Nardi); Siergieja Iwanowa (Rosja, T-Mobile); Joaquina Rodrigueza (Hiszpania, Saunier Duval); Romansa Vainsteins'a (Łotwa, Lampre); Petera Van Petegema (Belgia, Lotto) czy Angela Vicioso (Hiszpania, Liberty Seguros). Ogółem na starcie tegorocznej edycji Tirreno - Adriatico stanie aż sześciu mistrzów świata (ze startu wspólnego) tzn. najstarszy z nich Belg Johan Museeuw (Belgia, Quick Step - złoty w sezonie 1996) oraz wspomniani już: Camenzind (1998), Freire (1999, 2001), Vainsteins (2000), Cipollini (2002), Astarloa (2003)! Miejmy skromną nadzieję, że w tak doborowym towarzystwie co nieco do powiedzenia będzie miał również kolarz Lotto-Domo rodem z Elbląga, który pojedzie z numerem startowym 123.
CO SIĘ ODWLECZE
TO
NIE UCIECZE
Przed dwunastoma miesiącami Włoch Paolo Bettini (Quick Step) był na dobrej drodze do zwycięstwa 38. edycji Tirreno - Adriatico dopóki nie dopadło go nieszczęście. Na finiszu przedostatniego (szóstego) etapu, 600 metrów przed metą w Torricella Sicura "Świerszcz" musiał się zatrzymać po tym jak tuż przed nim upadł Hiszpan Oscar Freire (Rabobank). W efekcie Toskańczyk stracił 20 sekund do najszybszych tego dnia konkurentów co w wyścigu takim jak T-A (bez większych gór i czasówek) oznaczało definitywne pożegnanie się z nadziejami na końcowy sukces - ostatniego dnia zeszłorocznej imprezy "Paolino" mógł już tylko przyglądać się, który z jego młodszych rodaków tzn. Danilo Di Luca (Saeco) czy Filippo Pozzato (Fassa Bortolo) odbierze główną nagrodę. Tym razem nikt, a przede wszystkim nic nie stanęło na drodze najlepszego klasyka obecnej doby i mógł on sięgnąć po swoje największe w karierze zwycięstwo w wyścigu etapowym. Co ciekawe najgroźniejszym rywalem Bettiniego na tegorocznej trasie "pomiędzy dwoma morzami" okazał się być drugi z ubiegłorocznych pechowców - Freire! Sam wyścig ze względu na swą charakterystykę tj. jak to już zostało powiedziane: brak krótkiej choćby jazdy indywidualnej na czas i fakt, iż najciekawsze etapy kończyły się na niewielkich podjazdach stał pod znakiem dominacji kolarzy "klasycznych".
Niemniej tegoroczne ściganie rozpoczęło się zgodnie z planem od popisów sprinterskich. Zarówno w Sabaudii jak i Maddaloni plecy rywalom pokazał najszybszy od ubiegłego sezonu w zawodowym peletonie Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo). Pierwszego dnia "Aleksander Wielki" w pokonanym polu zostawił Niemców: Erika Zabela (T-Mobile) i Danilo Hondo (Gerolsteiner), zaś 24 godziny później swego wielkiego poprzednika Mario Cipolliniego (Domina Vacanze) i Brazylijczyka z włoskimi korzeniami Luciano Pagliariniego (Lampre). Trzeciego dnia typowi sprinterzy przestali się liczyć: Petacchi stracił 9:21, zaś Cipollini 12:12 do pierwszej grupy. Do głosu doszli klasycy i najwszechstronniejsi pośród sprinterów (zawodnicy tacy jak: Freire czy Zabel). Na mecie w Isernii najszybszy był wzorowo rozprowadzony przez Holendra Michaela Boogerda (Rabobank) - Freire, który wyprzedził Ukraińca Vladimira Dumę (Landbouwkrediet) i został nowym liderem. Niedługo jednak Hiszpan cieszył się z prowadzenia bowiem następnego dnia na finiszu pod górę do miasteczka Paglieta był "tylko" trzeci za triumfującym Bettinim i aktualnym mistrzem świata Baskiem Igorem Astarloa (Cofidis). Podobnie jak w poprzednich dniach kolejny zwycięzca etapu został nowym (i jak się miało okazać ostatnim już) liderem wyścigu. Pozornie najtrudniejszy etap piąty zachował "status quo"w czołówce bowiem powiodła się 203-kilometrowa akcja czwórki niżej notowanych zawodników: Magnusa Backstedta (Szwecja - Alessio), Patricka Calcagniego (Szwajcaria - Vini Caldirola), Siergieja Matwiejewa (Ukraina - Ceramiche Panaria) i Roberto Petito (Włochy - Fassa Bortolo). Najlepszy z tego kwartetu okazał się Petito, który niegdyś w swym najlepszym w karierze sezonie (1997) wygrał klasyfikację generalną T-A!
Jako, że na etapie siódmym i ostatnim spodziewano się powrotu sprinterów o wszystkim w "generalce" miał rozstrzygnąć odcinek szósty. Tak też się stało na ulicach Torre San Patrizio gdzie Bettini postawił kropkę nad "i", wyprzedzając na finiszu - tym razem z całkiem sporej grupy - Freire i Zabela. Petacchi choć tym razem przetrzymał pagórki na trasie był jednak nimi jak i samym finałem na tyle podmęczony, iż na mecie zdołał zająć zaledwie siódme miejsce. Nad Adriatykiem w San Benedetto del Tronto na supersprintera z Fassa Bortolo ponownie nie było już mocnych. Podobnie jak w dniu otwarcia za jego plecami finiszował Zabel, który tym samym zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji punktowej tej imprezy, zaś trzeci był Gabriele Balducci (Włochy - Saeco). W całym wyścigu triumfował jednak Bettini o 0:05 przed Freire i 0:11 przed Zabelem. Miejsca tuż poza podium zajęli klasycy z Cofidisu: "górzysty" Astarloa i "pagórkowato-sprinterski" Australijczyk Stuart O'Grady oraz jak zwykle znajdujący się w dobrej formie podczas T-A Boogerd. Czołową "10" zamknęli zaś: Niemiec Rolf Aldag (T-Mobile), który w dodatku wygrał klasyfikację górską zawodów, Włoch Giuliano Figueras (Ceramiche Panaria) oraz dwaj Hiszpanie Angel Vicioso (Liberty Seguros) i Joaquin Rodriguez (Saunier Duval). Niestety jedyny Polak w tym towarzystwie Piotr Wadecki (Lotto) w całym wyścigu po prostu nie zaistniał zajmując odległe 96. miejsce ze stratą 22:18. Jeśli to wykładnia obecnej formy "Wadka" to można się zacząć niepokoić o jego postawę w ardeńskich klasykach, które odbędą się już za miesiąc. Niemniej mądrzejsi w tym temacie będziemy po jego kolejnym starcie w Criterium International (27-28 marca).
POWRÓT |