|
"WIELKA PĘTLA" DOBY WIELKIEGO CHAOSU
94. Tour de France rok po wielkiej burzy dopingowej zapowiada się na wyścig z wieloma niewiadomymi. Będziemy oglądać kolarzy na trasie długości 3.550 kilometrów podzielonych prolog i 20 etapów, w tym dwie przeszło 50 kilometrowe jazdy indywidualne na czas. Spośród osiemnastu etapów ze startu wspólnego aż dziesięć uważanych jest za płaskie bądź co najwyżej pagórkowate. Górskich odcinków będzie sześć, zaś górzystych dwa - w tym etap z metą w Autun w Burgundii, który posłuży za przetarcie przed prawdziwymi górami. Po trzy dni uczestnicy wyścigu spędzą w Alpach i Pirenejach. Trzy górskie etapy zakończą się finałowymi podjazdami: ósmy w Tignes, czternasty do Plateau de Beille i szesnasty do Col d'Aubisque. W sumie aż 22 poważnych podjazdów, w tym siedem najwyższej i dziewięć pierwszej kategorii. Miejmy nadzieję, że tym razem zwycięzca będzie znany już w Paryżu i następnie uznany po wszeczasy.
TRASA: Wielkie otwarcie tegorocznego wyścigu zapowiada się w tym roku nad wyraz okazale. Szesnasta w historii zagraniczna inauguracja Tour de France będzie miała miejsce w Londynie czyli 12-milionowej metropolii będącej od wieków stolicą Zjednoczonego Królestwa. Tym samym Londyn stanie się szóstą europejską stolicą, która dostąpi tego zaszczytu. Ubiegły go pod tym względem: Amsterdam, Bruksela, Berlin, Luksemburg, a nawet Dublin. Nie będzie to jednak absolutny debiut Touru na angielskich szosach. "Wielka Pętla" gościła już bowiem na brytyjskiej ziemi w latach 1974 i 1994. Trasa niespełna 8-kilometrowego prologu wyznaczona została pośród najbardziej reprezentacyjnych miejsc stolicy dawnego Imperium. Pomiędzy rampą startową przy Whitehall a linią mety na The Mall kolarze przemkną przez: Parlament Square, Victoria Street, Hyde Park, Buckingham Palace i Constitution Hill. Zapowiada się wielki pojedynek Wielkiej Brytanii z Resztą Świata czyli Anglika Bradleya Wigginsa z Cofidisu i Szkota Davida Millara z Saunier Duval ze Szwajcarem Fabianem Cancellarą z Team CSC. Każdy z wyżej wymienionych panów wygrywał już prologi w tegorocznych wyścigach Pro Touru. Millar był najlepszy na starcie Paryż - Nicea, Wiggins wygrał tego rodzaju próbę w Criterium du Dauphine Libere, zaś mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas Cancellara triumfował na swej ojczystej ziemi czyli podczas Tour de Suisse. Godzi się przypomnieć, że Szkot i Szwajcar wygrywali już czasówki otwarcia na Tour de France odpowiednio w 2000 i 2004 roku. Start do pierwszego etapu nastąpi w Greenwich tzn. dzielnicy Londynu słynnej z tego, że na ścianie miejscowego obserwatorium wyznaczono tu niegdyś przebieg południka zerowego. Trasa etapu z lekka pofałdowana wiodąca przez hrabstwo Kent po terenach nazywanych Ogrodem Anglii. Canterbury jest siedzibą najważniejszego z angielskich arcybiskupstw. Po drodze na zawodników czekać będą trzy górskie premie czwartej kategorii, w tym najważniejsze z nich wzgórze Fathing Common na 20 kilometrów przed metą. Drugi etap wyścigu będzie oznaczał tylko chwilowy powrót Touru do swej macierzy. Już na 18 kilometrze wyścig wjedzie do Belgii gdzie przemierzy tereny znane z flandryjskich klasyków. Niemniej zapewne by nie kusić losu organizatorzy zaoszczędzili kolarzom pokonywania wycieczki na flandryjskie "bergów". Finisz tego 168,5-kilometrowego odcinka ulokowano w Gandawie. Miasto to już po raz trzeci gościć będzie metę etapu TdF - w 1951 roku wygrał w nim Luksemburczyk Bim Diederich, zaś siedem lat później najlepszy okazał się Francuz Andre Darrigade, który to w latach 1956-59 nie zwykł przegrywać etapów otwarcia na Tourze. Odcinek trzeci z Waregem do Compiegne liczy 236,5 kilometra i będzie najdłuższym w tegorocznej edycji "Wielkiej Pętli". Zawiedzie on uczestników wyścigu z powrotem do Francji. Na trasie będzie tylko jedna premia czwartej kategorii czyli Cote de Blerancourt na 202 km. Compiegne znane z podpisywania francusko-niemieckich rozejmów wojennych oraz od 1977 roku jako miejsce startu najsłynniejszego z kolarskich klasyków czyli wyścigu Paris - Roubaix w roli miasta etapowego Touru wystąpi po raz drugi. W 1980 roku na ulicach tego miasteczka zwyciężył Francuz Jean-Louis Gautier. Czwarty etap z Villers-Cotterets do Joigny długości 193 km będzie kontynuacją podróży kolorowego peletonu w kierunku południowym. Start wyznaczono w rodzinnym mieście Alexandre'a Dumasa autora "Trzech Muszkieterów". Cztery premie czwartej kategorii niewątpliwie mogą zachęcić grupkę harcowników do śmiałej akcji i solidarnej współpracy w myśl hasła "jeden za wszystkich wszyscy za jednego". Niemniej z uwagi na fakt, iż z ostatniego wzniesienia do mety jest blisko 50 kilometrów w tym dniu podobnie jak w trzech poprzednich najwięcej do powiedzenia na mecie powinni mieć sprinterzy. Za to namieszać w "generalce" może już co nieco etap piąty czyli 182,5-kilometrowy odcinek z Chablis do Autun. Tego dnia trzeba będzie pokonać bowiem aż osiem górskich premii, w tym trzy trzeciej i jedną drugiej kategorii. To najtrudniejszą będzie podjazd pod Haut-Folin (867 m. n.p.m.) na 135,5 km. Co więcej jedna ze wspomnianych premii trzeciej kategorii czyli Cote de la Croix de Liberation (586 m. n.p.m.) umiejscowiona jest zaledwie 8,5 km przed metą. Autu było już miastem etapowym TdF w 1998 roku i wygrał tu wówczas Szwed Magnus Backstedt. Niemniej niech nikogo nie zwiedzie ten fakt przy prognostykach co możliwych bohaterów tego dnia. Przed dziewięciu laty kolarze nadjechali do tego miasta nie od północy, lecz od wschodu bowiem startowali z Chaux-de-Fonds w Szwajcarii. Dla sprinterów ostatnią szansą przed Alpami będzie etap szósty w Semur-en-Auxois do Bourg-en-Bresse długości 199,5 km z zaledwie dwoma premiami czwartej kategorii. Przed pięcioma laty w Bourg-en-Bresse triumfował inny Skandynaw Norweg Thor Hushovd, który okazał się najmocniejszym zawodnikiem w 10-osobowej ucieczce. Warto też zauważyć, iż z Bourg-en-Bresse pochodzi 7-krotny mistrz świata w torowym sprincie Daniel Morelon. Etap siódmy z Bourg-en-Bresse do Le Grand Bornand będzie odcinkiem zapoznawczym z Alpami. Na początku peleton będzie jechał po górzystym departamencie Ain, zaś następnie wkroczy do Górnej Sabaudii. Na rozgrzewkę przygotowano dwie premie trzeciej i jedną czwartej kategorii. Kluczowe będzie zaś wzniesienie pierwszej kategorii Col de la Colombiere (1618 m. n.p.m.) czyli 16-kilometrowy o średnim nachyleniu 6,8%, z którego szczytu do mety będzie tylko 14,5 kilometra. Odcinek ten pod względem profilu przypomina etap do Morzine z 2003 roku, na którym zwyciężył Francuz Richard Virenque. W La Grand-Bornand uczestnicy TdF finiszowali już w 2004 roku kiedy to Lance Armstrong uprzedził na ostatnich metrach Niemca Andreasa Klodena. Z uwagi na obchodzone tego dnia Święto Narodowe Francji należy się spodziewać ataków "trójkolorowych". Wydaje się, że prawdziwi faworyci nie odkryją jeszcze swoich wszystkich kart.
Za to etap ósmy z Le Grand Bornand do Tignes będzie już pierwszym "pełnowymiarowym" górskim odcinkiem "Wielkiej Pętli". Skala trudności tego odcinka będzie narastać wraz z upływem kolejnych kilometrów. Na początek tylko premie górskie: czwartej, trzeciej i drugiej kategorii. Dopiero za miejscowością Beaufort zaczną się prawdziwe "schody" czyli trzy wzniesienia pierwszej kategorii. Najpierw Cormet de Roselend (1967 m. n.p.m. na 99,5 km) czyli 19,9 km przy średnim nachyleniu 6%. Potem nieznany Montee de Hauteville (1639 m. n.p.m., na 136,5 km) tzn. 15,3 km przy 4,7 % oraz ten trzeci finałowy do stacji narciarskiej Tignes na wysokość 2088 m. n.p.m., którego większa część pokrywa się z drogą ku Val d'Isere. Cały ten podjazd ma zaś 18 km przy średnim nachyleniu 5,4%. Tego dnia powinniśmy już poznać węższe grono faworytów 94. Tour de France. Etap dziewiąty z Val d'Isere do Briancon liczy 159,5 km i będzie jeśli nie najtrudniejszym to z pewnością najbardziej wysokogórskim - wręcz podniebnym - odcinkiem tegorocznego Touru. Zaraz po starcie kolarzom przyjdzie się wspiąć na drugą po względem wysokości francuską przełęcz czyli Col d'Iseran (2770 m. n.p.m.). Podjazd ten ma 15 km przy średnim nachyleniu 6% i przyznano mu status premii najwyższej kategorii. Po długich zjazdach konkretna rozgrywka zacznie się za miejscowością Saint-Michel-de-Maurienne (86,5 km). Zawodnicy będą musieli się zmierzyć z morderczą kombinacja podjazdów pierwszej i najwyższej kategorii czyli: Col du Telegraphe (1566 m. n.p.m., na 99 km) oraz Col du Galibier (2646 m. n.p.m., na 122 km). Telegraphe to 12 km przy średnim nachyleniu 6,7 %, potem 4,5-kilometrowy zjazd do Valloire i poprawka pod Galibier liczący sobie aż 17,5 km przy 6,9% przy czym szczególnie trudna jest jego druga połowa od Plan-Lachat. Warto wspomnieć, że właśnie u podnóża Galibier stawkę uczestników 80. Tour de France rozrywał w 1993 roku Zenon Jaskuła. Natomiast ostatnim razem gdy peleton Touru jechał przez te strony w 2005 roku udaną akcję przeprowadzili Aleksander Winokurow oraz Santiago Botero, zaś na finiszu w Briancon lepszy okazał się Kazach, który w tym roku mierzył już będzie w zwycięstwa nie etapowe, lecz to najistotniejsze czyli generalne. W przeciwieństwie jednak do etapu sprzed dwóch lat tym razem podobnie jak na Giro d'Italia czy Criterium du Dauphine Libere ostatni kilometr po ulicach Briancon będzie wiódł dość ostro pod górę.
Po trzech alpejskich odcinkach czołowi zawodnicy docenią trzy dni względnego odpoczynku jaki czekał ich będzie na etapach tzw. międzygórza. To teren jak i moment wyścigu najbardziej przyjazny dla harcowników. Ich akcje zazwyczaj nie mają większego wpływu na ustaloną w wysokich górach hierarchię klasyfikacji generalnej, lecz bywają wyjątki. Długo będziemy wszak pamiętać finał ubiegłorocznego etap do Montelimar, na którym Hiszpan Oscar Pereiro odrobił pół godziny do najlepszych i został nowym liderem wyścigu! Na pierwszym z tego rodzaju odcinków czyli etapie dziesiątym z Tallard do Marsylii (229,5 km) będą cztery niewielkie podjazdy. Co ważne dwie z nich czyli premie trzeciej kategorii Cote de Bastides (201,5 km) oraz Cote de la Gineste (219,5 km) będą usytuowane na ostatnich 30 kilometrach i zapewne stworzą warunki do ostatecznej rozgrywki w gronie prawdopodobnych uciekinierów. Ostatni etap Touru do Marsylii wygrał w 2003 roku Duńczyk Jakob Piil wyprzedzając na finiszu Włocha Fabio Sacchiego, po tym jak obaj odjechali nieco wcześniej od swych siedmiu kompanów z ucieczki. Sprinterzy mogą powrócić do gry na znacznie krótszym i niemal zupełnie płaskim etapie jedenastym. Odcinek z Marsylii do Montpellier liczył bowiem będzie tylko 182,5 kilometry i w swej "górskiej ofercie" ma zaledwie jeden pagórek czwartej kategorii w dodatku już na 38 km trasy. Przed dwoma laty w Montpellier triumfował Australijczyk Robbie McEwen, zaś w 1993 roku na finiszu ostatniego etapu pomiędzy oboma wyżej wymienionymi miastami triumfował inny as sprintu Niemiec Olaf Ludwig. Ciekawiej powinno być na etapie dwunastym z Montpellier do Castres. Na odcinku 178,5 km znajdziemy bowiem na nim cztery wzniesienia, w tym podjazd drugiej kategorii pod Montee de la Jeante (958 m. n.p.m.) na 130,5 km. W Castres jako ostatni zwyciężył w 1991 roku Włoch Bruno Cenghialta. Również w tym roku ten odcinek może paść łupem jakiegoś uciekiniera, tym bardziej że czołowi kolarze wyścigu będą oszczędzać siły na nad wyraz trudne w tym roku Pireneje.
Zanim jednak peleton wjedzie w dzikie i bardzo wymagające tereny francusko-hiszpańskiego pogranicza wszystkich pozostałych w wyścigu zawodników czekał będzie jeszcze 54-kilometrowy etap prawdy wokół Albi. Dystans charakterystycznie dla Touru jest dość spory. Poza tym profil tego etapu będzie mocno pofałdowany. Start wyznaczono na wysokości 109 m. n.p.m. i następnie do 23 km trasa wiodła będzie cały czas lekko pod górę aż do wysokości 466 m. n.p.m. Później będzie nieco zjazdów i kolejny podjazd tym razem okraszony premią górską czwartej kategorii Cote de la Bauzie (373 m. n.p.m.) na 38,5 km. Potem zaś już tylko 8 km nieznacznych zjazdów i ostatnie 6,5 km po płaskim terenie do mety na wysokości 179 m. n.p.m. Ostatnim zwycięzcą z Albi był w 1999 roku na etapie ze startu wspólnego Włoch Salvatore Commesso, który po wstępnej selekcji w ramach 15-osobowej ucieczcki ograł następnie w dwójkowym sprincie swego rodaka Marco Serpelliniego. Pierwszy z pirenejskich odcinków wystartuje z Mazamet, rodzinnego miasta słynnego Laurenta Jalaberta. Już chwilę po wystrzale startera rozpocznie wspinaczka pod premię górską drugiej kategorii Cote de Saint-Saraille (810 m. n.p.m.) na 9 kilometrze. Fajerwerki zaczną się jednak dopiero za miejscowością Urson-les-Bains (129 km). Na kolarzy czekać będą bowiem dwa wzniesienia najwyższej kategorii. Najpierw blisko 17-kilometrowy podjazd pod Port-de-Paillheres (2001 m. n.p.m., na 146 km) mający średnie nachylenie 7,2%. Finał tego 197-kilometrowego etapu wyznaczono zaś pod bardzo ciężki i bardzo popularny w ostatnich latach podjazd na Plateau de Beille mający 15,9 km długości przy średnim nachyleniu 7,9%. Co godne podkreślenia w tym miejscu jak dotychczas triumfowali tylko późniejsi zwycięzcy całego Touru czyli Marco pantami w 1998 roku oraz dwukrotnie Lance Armstrong w latach 2002 i 2004. Czy i tym razem wspinaczka na płaskowyż Beille przyszłego zdobywcę Paryża?
Etap piętnasty z Foix do Loudenville (196 km) prowadził będzie przez środkową część Pirenejów po grzbietach pięciu wzniesień. Na początek podjazd pod premię drugiej kategorii Col de Port (1249 m. n.p.m.) na 27 km. Następnie około półmetka przyjdzie pora na położone blisko siebie podjazdy drugiej i pierwszej kategorii czyli Col de Portet d'Aspet (1069 m. n.p.m.) na 98 km oraz Col de Mente (1349 m. n.p.m.) na 114 km. Zjazdy z obu tych przełęczy zapisały się dramatycznie w historii Touru. Na zjeździe z Aspet w 1995 roku zginął mistrz olimpijski z Barcelony Włoch Fabio Casartelli. Z kolei podczas TdF z 1971 roku na zjeździe z Mente pokonywanym podczas górskiej burzy obojczyk złamał ówczesny lider wyścigu Hiszpan Luis Ocana. Rozstrzygające o losach tego etapu powinny być jednak dwa ostatnie wzniesienia. Niemiłą niespodzianką może się okazać podjazd najwyższej kategorii czyli Port de Bales (1755 m. n.p.m., na 159 km), który zadebiutuje w tym roku na Tourze. Kolarze odczarowywali już jednak ów przeszło 19-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 6,2% podczas ubiegłorocznej edycji etapówki Route du Sud kiedy to górską czasówkę z metą na tej przełęczy wygrał nasz Przemysław Niemiec. To jednak nie będzie jeszcze koniec przeszkód na drodze do Loudenville bowiem nieźle przerzedzoną już zapewne stawkę asów czekał będzie jeszcze bardzo dobrze znany podjazd pierwszej kategorii pod Col de Peyeresourde (1569 m. n.p.m., na 184 km). Jednak tym razem nie będzie on pokonywany w całości czyli Bagneres-de-Luchon, lecz ograniczony do 9,7 km wspinaczki o średnim nachyleniu 7,8%. W Loudenville uczestnicy TdF finiszowali już dwukrotnie. W 1997 roku gdy wygrał Francuz Laurent Brochard kolarze nadjechali jednak od zachodu. Poprzednikiem tegorocznego etapu był więc raczej odcinek z 2003 roku wygrany przez Włocha Gilberto Simoni. Na tej samej trasie tydzień przed zawodowcami rywalizować amatorzy i cyklo-turyści w ramach 15-tej edycji L'Etape du Tour.
Po dniu odpoczynku ostatnią szansą dla górali będzie etap szesnasty z Orthez do Col d'Aubisque. To pożegnanie z górami 94. Tour de France zapowiada się na najtrudniejszy etap całego wyścigu. Na dystansie aż 218,5 kilometra trzeba będzie pokonać pięć klasyfikowanych podjazdów, w tym po dwa najwyższej i pierwszej kategorii. Wstępnej selekcji dokonają dwa 14-kilometrowe podjazdy tzn. stromy Port de Larrau (1573 m. n.p.m., na 79 km) mający 14,7 km przy nachyleniu 8,1% oraz Col de la Pierre Saint-Martin (1760 m. n.p.m., na 131 km) tzn. 14,2 km przy 5,2%. Co ciekawe na szczycie pierwszego z tych wzniesień kolarze wjadą do Hiszpanii by przejechać około 50 kilometrów po rejonie Navarry zaliczając po drodze niewielką górkę trzeciej kategorii o nazwie Alto Laza. (93 km). Rozstrzygające o losach tego etapu, a może i całego wyścigu powinny zaś być dwa ostatnie wzniesienia. Najpierw stosunkowo niewysoki, lecz miejscami bardzo stromy podjazd pierwszej kategorii pod Col de Marie-Blanque (1035 m. n.p.m., na 180,5 km) czyli 9,3 km przy średnim nachyleniu 7,4%. Na deser zaś podjazd pod Col d'Aubisque (1709 m. n.p.m.) czyli 16,7 km przy średnim nachyleniu 7%. W przeszłości Aubisque często pełniła rolę pierwszego lub ostatniego poważnego podjazdu poszczególnych edycji Touru, z reguły figurując na etapach ze startem lub metą w Pau. Natomiast jedyny etapowy finisz w tym miejscu wygrał w 1985 roku Irlandczyk Stephen Roche, lecz wówczas podjeżdżano na tę przełęcz od łatwiejszej wschodniej strony. Po wyjechaniu z Pirenejów liderzy czekać będą już tylko na czasówkę.
Dwa kolejne etapy powinny się rozstrzygnąć w rywalizacji pomiędzy harcownikami a sprinterami wspieranymi przez swych oddanych robotników od gonitwy za wszelkimi akcjami zaczepnymi. Na trasie etapu siedemnastego z Pau do Castelsarrassin (188,5 km) będzie w sumie sześć premii górskich, ale pośledniej kategorii tzn. jedna "trójka" i pięć "czwórek". Znajdująca się na 19 km przed metą Cote de la Montagnere może stać się dogodnym miejscem do rozerwania prawdopodobnej tego dnia ucieczki. Etap osiemnasty z Cahors do Angouleme (211 km) będzie nieco bardziej płaski. Na trasie pojawią się tylko cztery pagórki czwartej kategorii i w dodatku wszystkie na pierwszych 70 kilometrach. Scenariusz powinien być zbliżony do tego z etapu czwartkowego czyli wczesna ucieczka grupki harcowników, zaś w generalce nic ciekawego. Jedyny dotychczasowy finisz w Angouleme wygrał w 1975 roku młodziutki podówczas Francesco Moser. Ostatnim etapem mogącym mieć znaczenie dla klasyfikacji generalnej będzie jak zawsze w ostatnich latach długa sobotnia czasówka zapewniającej wszystkim uczestnikom ponad godzinę samotnych zmagań z czasem. Trasa tej próby będzie znacznie bardziej płaska etapu wokół Albi. Start nastąpi na wysokości 29 m. n.p.m., zaś metę zlokalizowano na poziomie 72 m. n.p.m.. Natomiast najwyższy punkt trasy mieć będzie tylko 134 m. n.p.m. i znajduje się na 35 kilometrze. Po sobotnim "etapie prawdy" wszyscy członkowie kolumny wyścigu wsiądą w superszybki TGV i pomkną ku francuskiej stolicy. Jak zwykle w niedzielę będzie miał miejsce spektakularny finał "Wielkiej Pętli" w formie 146-kilometrowego odcinka z Marcoussis do Paryża. Pierwsze 90 kilometrów tego etapu tradycyjnie już powinno przebiegać w luźnej czy nawet momentami rozrywkowej atmosferze. Zakłócić ją może co najwyżej walka na dwóch górskich (51 i 54,5 km) oraz jednej lotnej (74 km) premii jeśli tylko losy rywalizacja o koszulkę zieloną i popularnego "muchomora" nie będą wcześniej rozstrzygnięte. Jak zawsze od 1975 roku finał wyznaczono na rundach wiodących po Polach Elizejskich. Tym razem będzie ich w sumie osiem o zwyczajowej długości 6,5-kilometra. z finiszem po kostce. Taki finał to domena sprinterów - przed rokiem wygrał wspomniany już przy innej okazji Hushovd. Wyłomy w owej "świeckiej tradycji" czynili podczas ostatnich piętnastu lat tylko Francuz Eddy Seigneur w 1994 oraz Kazach Aleksander Winokurow w 2005 roku.
FAWORYCI: Dwanaście miesięcy po dwóch wielkich nawałnicach jakie przetoczyły się nad Tour de France związanych z podejrzeniami w aferze Operacion Puerto oraz dopingową wpadką Floyda Landisa czarne dopingowe chmury wciąż wiszą nisko nad tą imprezą grożąc kolejnymi gorzkimi niespodziankami dla nas kibiców. Chaos w kolarskim światku jest niebywały. Organizatorzy Tour de France wciąż nie potrafią określić kto wygrał poprzednią edycję ich imprezy. Władze UCI się w stanie zapewnić respektowania praw grupy Unibet.com, która za ciężkie pieniądze wykupiła u nich licencję Pro Tour. Co tydzień słychać o nowych podejrzeniach dopingowych. Ostatnie dotyczą gwiazd Giro d'Italia: Alessandro Petacchiego i Leonardo Piepoliego. Ten pierwszy miał być jedną z głównych gwiazd sprintów podczas płaskich etapów tegorocznego Touru. Dodatkowo odgrzewane są też stare sprawy dopingowe, a przy tym również ta "średnia wiekiem" związana z osoba doktora Eufemiano Fuentesa wydaje się nadal rozwojowa. W tej sytuacji do ostatniego dnia przed startem w Londynie nie mamy pewności kto w tym wyścigu wystartuje lub nie zostanie zatrzymany w pół drogi podczas trwania imprezy z powodu poza-sportowych przez co samo typowanie faworytów najblizszej "Wielkiej Pętli" jest wysoce utrudnione. Na papierze najmocniejszą wydaje się ekipa Astany. Ma ona w swym składzie czterech zawodników, którzy stawali już na podium Wielkich Tourów. Liderem tego zespołu powinien być zwycięzca ubiegłorocznego Vuelta a Espana Kazach Aleksander Winokurow, który na próbie generalnej przed TdF czyli Dauphine Libere wygrał dwa etapy (w tym czasówkę), lecz zarazem jakby bawił się z rywalami odpuszczajac dwa najtrudniejsze z górskich odcinków. Równie poważnym kandydatem do generalnego zwycięstwa jest Niemiec Andreas Kloden, który był drugi w TdF w 2004 i trzeci (a może drugi) w 2006 roku, zaś u progu tego sezonu wygrał Tirreno-Adriatico. Również on w ostatnich tygodniach nie ujawniał pełni swych mozliwości, w miarę spokojnie przejeżdżając trasę Tour de Suisse. U boku tych asów pojadą Kazach Andriej Kaszeczkin, który przed rokiem był trzeci w Vuelcie, zas w tym sezonie takie samo miejsce zajmował w Tour de Romandie i Dauphine Libere oraz Włoch Paolo Savoldelli, który ma na swym koncie zwycięstwa generalne w Giro z lat 2002 i 2005.
Mocnym składem dysponuje ex-Banesto czyli ekipa Caisse d'Epargne. Będzie ona zarządzana przez swego rodzaju triumwirat. Najważniejszą postacią tej druzyny powinien być najlepszy zawodnik ubiegłorocznego sezonu Hiszpan Alejandro Valverde. Ten najwszechstronniejszy obecnie kolarz w zawodowym peletonie był już trzeci i drugi w Vuelcie w latach 2003 i 2006, lecz Touru jak na razie nie ukończył dwukrotnie wycofując się z powodu kontuzji. Niemniej w 2005 roku wygrał górski etap do Courchevel ogrywając samego Lance'a Armstronga. Wciąż nieoficjalny "lucky winner" ubiegłorocznej edycji czyli Hiszpan Oscar Pereiro pojedzie w tegorocznym Tourze z najnizszym, acz na skutek osobliwej decyzji organizatorów "11" numerem startowym. Trzeba też od razu powiedzieć, że od czasu swych alpejskich wyczynów z lipca ubiegłego roku Pereiro niczego wielkiego już nie pokazał i jego forma jest pewną niewiadomą. W diametralnie różnej sytuacji jest trzeci prominentny zawodnik tej ekipy Rosjanin Wladimir Karpiec. Nie krył on swej formy na wiosnę i nie wyczekiwał z prezentacją swych mozliwości do samego Londynu. Dzięki dobrej postawie w górach jak i na czasówkach wygrał w tym roku już dwie ProTourowe etapówki, a mianowicie: Volta a Catalunya i Tour de Suisse.
Do ważnych zespołów aktorskich na trasie tegorocznego Tour de France powinny należeć też ekipy Discovery Channel i Rabobanku. Po udowodnieniu win Ivanowi Basso naturalnym liderem Discovery na tegoroczny Tour stał się Amerykanin Levi Leipheimer. Wygrywał on już etapówki takie jak: Deutschland Tour, Dauphine Libere czy Tour of California. Niemniej Wielkie Toury to niewątpliwie "inny rozmiar kaloszy" i na tym polu Levi pochwalic się może "tylko" trzecim miejscem w Vuelcie z 2001 oraz szóstym w Tourze z 2005 roku. Cała ekipa Disco-boys wydaje się mocna i wyrównana, a pośród pozostałych członków tego zespołu szczególną uwagę wypada zwrócić na Hiszpana Alberto Contadora, który w marcu wygrał wyścig Paryż - Nicea, zaś w lipcu spróbuje zapewne powalczyc o zwycięstwo w klasyfikacji młodzieżowej Touru oraz na Ukraińca Jarosława Popowicza, który był juz trzeci w Giro z 2003 roku oraz zdobył białą koszulę na TdF w 2005, choć ostatnio jakby zatrzymał się w rozwoju. Ciekawy zestaw liderów ma tez drużyna Rabobanku. Postacią nr 1 powinien być w nim Rosjanin Denis Mienszow, który zwyciężył w Vuelcie z 2005 roku, zaś przed rokiem na TdF wygrał pirenejski etap do Pla de Beret oraz zajął szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Duńczyk Michael Rasmussen raczej odpuści sobie "generalkę" i skupi się naklasyfikacji górskiej, która wygrywał już podczas dwóch poprzednich edycji Touru. Z ciekawością przyglądać się będziemy występowi niespełna 23-letniego Thomasa Dekkera, który w tym sezonie wygrał już czasówkę i generalkę w Tour de Romandie oraz górski etap na Tour de Suisse. Ten zawodnik wydaje się być najwieksza nadzieją Holendrów na sukcesy w wielotapówkach od czasów Erika Breukinka z przełomu lat 80. i 90.
Jak zwykle sporo do powiedzenia na trasie Touru powinna mieć najlepsza drużyna ostatnich dwóch sezonów czyli duński Team CSC. Jej lider na wyścigi wieloetapowe czyli Hiszpan Carlos Sastre przed rokiem dokonał rzeczy wielkiej. Po pierwsze przejechał wszystkie trzy Wielkie Toury co już samo w sobie w obecneych czasach jest wyczynem godnym sporego uznania. Poza tym nie był w tycc wyścigach statystą, bowiem na Giro d'Italia skutecznie pomagał Ivanowi Basso, zaś w Tour de France oraz Vuelta a Espana zajął czwarte lokaty. Tegoroczny sezon potraktował on znacznie spokojniej i nawet podczas swej próby generalnej przed TdF czyli Tour de Suisse niespecjalnie błyszczał. Więcej pokazał w tym roku Luksemburczyk Frank Schleck, bowiem był drugi w klasyku Liege - Bastogne - Liege oraz wygrał górski etap TdS z metą w Malbun na terenie Liechtensteinu. Przed rokiem starszy z braci Schlecków był w Tourze jednasty, lecz przede wszystkim wygrał górski odcinek z metą w słynnej stacji L'Alpe d'Huez. Odmłodzony zespół T-Mobile ma ciekawy i wyrównany zespół ludzi. Teoretycznym liderem tej ekipy na wyścig taki jak Tour gdzie spora rolę odgrywa umiejętność jazdy na czas jest trzykrotny mistrz świata w tej specjalności Australijczyk Michael Rogers, który przed rokiem w Tourze był dziesiąty. W tym sezonie Rogers był już drugi w Volta a Catalunya, lecz na trasie Tour de Suisse zawiódł. Znacznie lepiej na szosach Szwajcarii spisał się Luksemburczyk Kim Kirchen, który w TdS zajął drugie miejsce, podobnie jak w marcowym Tirreno-Adriatico.
Wielką nadzieją Francuzów na pierwsze podium od dziesięciu lat jest Christophe Moreau. 36-letni lider ekipy Ag2R wydaje się być w życiowej formie bowiem w minionym miesiącu najpierw w wielkim stylu wygrał Criterium du Dauphine Libere, zaś w ostatni weekend po solowej akcji Mistrzostwa Francji ze startu wspólnego. Moreau w "Wielkiej Pętli" był przed rokiem ósmy, zaś najwyżej w tej imprezie "zawędrował" w sezonie 2000 kończąc ją na czwartej pozycji. Do walki o najwyższe lokaty powinien się też włączyć Australijczyk Cadel Evans z ekipy Predictor, który w ostatnich dwóch latach była na trasach Touru kolejno ósmy i piąty. W tym sezonie ten były specjalista od MTB bardzo konsekwentnie buduje swą formę. Najpierw w marcu był siódmy w Paryż - Nicea, potem w maju czwarty w Tour de Romandie, zaś ostatnio w czerwcu drugi w Dauphine Libere. Na wspomnianych nazwiskach wyczerpuje nam się już chyba poczet kandydatów do czołowej "10" wyścigu. Spośród pozostałych drużyn papiery na wjechanie w "dychę" mają jeszcze: dwaj Baskowie czyli solidny Haimar Zubeldia z Euskaltel oraz błyskotliwy, lecz himeryczny Iban Mayo z Saunier Duval, Hiszpan Juan Manuel Garate z Quick Stepu, Słoweniec Tadej Valjavec z Lampre, Niemiec Markus Fothen z Gerolsteiner i być może jako drugi z reprezentantów gospodarzy Sandy Casar z Francaise des Jeux.
Z grona sprinterów w ostatnim momencie ubył Alessandro Petacchi, który po pięciu zwycięstwach etapowych na trasie tegorocznego Giro d'Italia wydawał się być na dobrej drodze do powrotu na tron najszybszego człowieka w zawodowym peletonie. Niestety okazał się, że "Peta" podczas tego wyścigu przedawkował salbutamol i został obecnie zawieszony przez swój zespół, zaś Włoski Komitet Olimpijski (CONI) zawnioskował o roczną dyskwalifikację tego kolarza. W tej sytuacji Milram będący jedną ze słabszych ekip w gronie startujacych będzie musiał postawić na 37-letniego już Niemca Erika Zabela, który aż sześciokrotnie z rzędu wygrał klasyfikację punktową TdF, lecz po raz ostatni w 2001 roku. Z biegiem lat "Ete" nieco zatracił swą szybkość, lecz wciąż potrafi o sobie przypomnieć tak jak przed rokiem wygrywając dwa odcinki na Vuelcie. Faworytem sprintów powinien być Australijczyk Robbie McEwen z ekipy Predictor, który dotąd trzykrotnie zdobywał zieloną koszulkę (w latach 2002, 2004 i 2006), zaś w obu ostatnich edycjach "Wielkiej Pętli" wygrał po trzy etapy. Wielkim rywalem kolarza z Antypodów jest ex-mistrz świata Tom Boonen z Quick Stepu, który na swym koncie ma już cztery wygrane etapy TdF z lat 2004-05. Przed rokiem "Tornado Tom" na finiszowych metrach musiał się jednak obejść smakiem i na pocieszenie pozostawała mu tylko przez chwilę żółta koszulka lidera.
Z pewnością - jeśli tylko będzie w pełni zdrowy - swoje trzy grosze dorzuci trzykrotny mistrz świata Hiszpan Oscar Freire z zespołu Rabobank. Freire wygrał już trzy etapy Touru, w tym dwa przed rokiem. W tym sezonie wsławił się przede wszystkim drugim w karierze zwycięstwem w klasyku Milano - San Remo. Piątym wielkim w tym gronie jest Norweg Thor Hushovd, który wygrał klasyfikację punktową Touru w 2005 roku. Przed rokiem wygrał on zaś aż dwa odcinki TdF tzn. prolog i przede wszystkim ten najbardziej prestiżowy dla sprinetrów z metą na paryskich Champs-Elysees. Czarnym koniem tegorocznych sprintów może się okazać Włoch daniele bennati z Lampre, który na tyle dobrze radzi sobie w górach by móc mierzyć w zwycięstwo w klasyfikacji punktowe. Na liście startowej nie brak też innych speców od finiszowych metrów, zawodników którzy wygrywali już etapy po finiszach z peletonu na trasach Wielkich Tourów. Na Giro wygrywali bowiem: Niemiec Robert Forster z Gerolsteiner, Włoch Danilo Napolitano z Lampre i Litwin Thomas Vaitkus z Discovery Channel, zaś na Vuelcie: kolarz z RPA Robert Hunter z Barloworld i Hiszpan Francisco Ventoso z Saunier Duval. Jak zwykle do walki sprinterów zechce się zapewne włączyć Australijczyk Stuart O'Grady z Team CSC. Kolarz ten był już trzykrotnie drugi w klasyfikacji punktowej Touru. Niemniej po jedyne swe zwycięstwa na trasach TdF 1998 i 2004 sięgnął po skutecznych finiszach z ucieczki liczącej kilka osób. Goszczący start wyścigu Anglicy będą liczyć na młodziutkiego asa sprintu Marka Cavendisha z T-Mobile. Ten zaledwie 21-letni kolarz odniósł już w tym roku pięć zwycięstw, wygrywając m.in. dwa etapy Volta a Catalunya i semi-klasyk Grote Scheldeprijs, na którym pokonał samego McEwena. Spośród młodych błysnął też w ostatnim czasie Niemiec Heinrich Haussler z Gerolsteiner wygrywając jedyny płaski etap podczas Dauphine Libere. Faworytem klasyfikacji górskiej będzie niewątpliwie triumfator tej punktacji z minionych dwóch edycji TdF Duńczyk Michael Rasmussen z Rabobanku. Ma on w zwyczaju odpuszczać niektóre odcinki wyścigu by dzięki tym wcześnie poniesionym stratom zaskarbić sobie wyrozumiałość liderów i mieć okazje do wielokilometrowych górskich rajdów. Przynoszą mu one całe masy punktów przydatne w walce o białą koszulę w czerwone grochy, a także przy okazji zwycięstwa etapowe w Miluzie i La Toussuire. Wyczyn z Wogezów umożliwił nawet "Kurczakowi" walkę o podium na TdF 2005, lecz po klęsce na czasówce wokół Saint-Etienne porzucił on chyba ostatecznie marzenia o najwyższych pozycjach w generalce. Kto może mu zagrozić? Z pewnością wspomniany już Christophe Moreau jeśli dostatecznie wcześnie straci szanse na walkę o generalne podium, bowiem "dwóch srok za ogon" raczej nie uda się złapać. W ramach ekipy Ag2R do walki o "muchomora" może zostać wydelegowany Francuz John Gadret. Wśród reprzentantów gospodarczy tego rodzaju ambicje może też mieć młody Marsylczyk Remi di Gregorio, który w tym sezonie wygrał już tego rodzaju klasyfikację na Dauphine Libere. Potencjalnie bardzo poważnymi rywalami dla Rasmussena mogą okazać się zawodnicy tacy jak: Bask Igor Anton z Euskaltel, Hiszpanie Juan Jose Cobo z Saunier Duval i Juan Manuel Garate z Quick Stepu oraz Kolumbijczycy Felix Cardenas z Barloworld i Ivan Parra z Cofidisu. Cardenas był już nawet dwukrotnie najlepszym góralem Vuelta a Espana w latach 2003-04, zaś w sezonie 2001 wygrał pirenejski odcinek Touru.
Ciekawa powinna być rywalizacja o miano najlepszego młodzieżowca czyli kolarza do lat 25. Klasyfikacja ta prowadzona jest od 1975 roku, lecz nie zawsze zwycięstwo w niej nagradzane było białą koszulką. Trykot ten przywrócono do życia w 2000 roku. Od tego czasu najlepszy młody zawsze zajmował miejsca pod koniec pierwszej lub na początku drugiej "10" klasyfikacji generalnej wyścigu czyli w najlepszym razie siódme, zaś w najgorszym przypadku trzynaste. Dlatego też kandydatów do zwycięstwa w tej klasyfikacji powinniśmy szukać wśród zawodników mogących się "zakręcić" około dziesiątej lokaty w generalce. Takim zawodnikiem jest z pewnością Alberto Contador, który może pójść w ślady swych rodaków: Francisco Mancebo i Oscara Sevilli, którzy zwyciężali w latach 2000-01. Zagrozić mu mogą tak dobrzy górale jak Igor Anton czy Austriak Bernhard Kohl z Gerolsteiner. Ze sporym zainteresowan przyglądać się będziemy debiutowi Thomasa Dekkera, którego zaprawdę stać na wiele. Podobnym potencjałem czyli świetną jazdą na czas i całkiem niezłą w górach dysponuje jego rówieśnik ze Szwecji Thomas Lovkvist z Francaise des Jeux. Odmłodzony T-Mobile do walki o białą koszulke delegować może Niemca Linusa Gerdemanna. Natomiast nadziejami Francuzów na lepszą przyszłość, lecz chyba jeszcze nie na walkę o "20" i "maillot blanc" w tym roku są wspomniany już Remi Di Gregorio oraz Romain Feillu z Agritubel.
| |||