PIERWSZY POŚRÓD RÓWNYCH

Czwarty pod względem znaczenia spośród narodowych tourów czyli Tour de Suisse jeszcze do sezonu 1991 zaliczany był do jednej kategorii wraz z trzema wieloetapówkami Dookoła: Hiszpanii, Włoch i Francji. Dziś natomiast wyścig Dookoła Szwajcarii uznać należy za najbardziej prestiżowy wśród siedmiu etapówek tzw. najwyższej kategorii (HC). Tour de Suisse z pewnością jest najdłuższym (w tym roku jego trasa liczy 1444,2 km) i prawdopodobnie najtrudniejszym wyścigiem w swej klasie, aczkolwiek pod względem jakości obsady w ostatnich latach ustępuje nieco swym czerwcowym rywalom: Criterium du Dauphine Libere i Volta a Catalunya, które w większym stopniu niż TdS stanowią nie tyle cel przygotowań sam w sobie, lecz próbę generalną przed Tour de France. Oczywiście również w szwajcarskich Alpach można znakomicie sprawdzić swą dyspozycję przed lipcową "Wielką Pętlą" - przed dwoma laty TdS wygrał przecież Lance Armstrong, zaś dziesięć lat temu właśnie na szosach Szwajcarii swą życiową formę złapał Zenon Jaskuła. 67 edycja Tour de Suisse rozpocznie się zgodnie z tradycją od prologu - tym razem na 7-kilometrowej trasie wokół miejscowości Egerkingen. Dwa pierwsze odcinki ze startu wspólnego prowadzące do Le Locle i Nyon'u (położonych we francusko-języcznych kantonach Konfederacji) i niezbyt długie (odpowiednio: 162,8 i 175,1 km) powinny sprzyjać sprinterom, jako że w obydwu przypadkach na trasie są jedynie po dwie premie górskie najniższej 4 kategorii. Pierwszym z kluczowych dni tegorocznego wyścigu będzie etap czwarty (204,7 km) z metą w Saas Fee. Finałowy podjazd (poprzedzony jeszcze premią 4 kategorii) rozpocznie się w miejscowości Ackersand i liczy aż 21 kilometry, na których trzeba będzie pokonać różnicę poziomów rzędu 1108 metrów co daje przeciętną 5,27 % - przy tych danych nieporozumieniem wydaje się być zaledwie 2 kategoria przyznana tej górze. Etap czwarty (166,5 km) będzie jedynym, który skończy się we włosko-języcznym regionie tj. kantonie Ticino, a dokładnie w Losone nieopodal Locarno. Co prawda w tym dniu kolarze przejadą przez najwyżej położony punkt całego wyścigu przełęcz Nufenen (2478 m. n.p.m., amplituda 1132 m., długość 14,7 km, średnie nachylenie 7,7 % i kat. HC), lecz będzie to już na 60 kilometrze po starcie z Visp, po czym do mety etapu będą już mieli tylko zjazdy i płaskie odcinki (za wyjątkiem "hopki" 4 kategorii na 142 km). Najważniejsze dla losów zmagań powinny być weekendowe etapy: piąty i szósty. W obu przypadkach peleton będzie musiał przejechać po trzy premie górskie (tym dwie znaczące). Najpierw w sobotę na trasie 177,8 km z Ascony do La Punt czekać będą przełęcze: San Bernardino (2065 m. n.p.m., A - 1619 m., D - 30,4 km, ŚN - 5,32 %) 1 kat. na 77,6 km oraz Albula (2315 m. n.p.m., A - 1283 m., D - 21,9 km, ŚN - 5,85 %) HC kat. na 167,9 km. To właśnie na północnej ścianie Albuli w 1995 roku Rosjanin Paweł Tonkow uciekł Alexowi Zulle i na mecie w La Punt osiągnął 1:52 przewagi nad szwajcarskim okularnikiem, podczas gdy cały wyścig wygrał zaledwie o 11 sekund! Nazajutrz po sobotnich atrakcjach zawodnicy będą się ścigać na 134,7 km rundzie wokół Silvaplany. Zaraz po starcie na 23 kilometrze pokonają raz jeszcze, tym razem od południa Albulę (A - 628 m., D - 9,6 km, ŚN - 6,54 %) tym razem będzie to premia 1. kategorii. Około półmetka wyznaczono wspinaczkę do miejscowości Resgia (1407 m. n.p.m., A - 556 m., D - 13,5 km, ŚN - 4,11 %) 3 kat. na 72,3 km, zaś przed metą czekać ich będzie długi, lecz momentami wypłaszczony podjazd pod Julierpass (2284 m. n.p.m., A - 1433 m., D - 37 km, ŚN - 3,87 %) 1 kat. na 126,4 km. Po górskich wspinaczkach przyjdzie czas na najdłuższy odcinek siódmy (231,3 km) z trzema premiami górskimi: dwoma 3. i jedną 4. kategorii - niespełna 4 kilometry przed metą w ... niemieckim miasteczku Oberstaufen. Ten etap powinien sprzyjać odważnym ucieczkom, gdyż liderzy wyścigu czekać już będą na wtorkową czasówkę wokół Gossau. Trasa tej pórby o długości 32,5 kilometrów jest z gruntu płaska, bowiem znajdują się na niej jedynie dwa krótkie odcinki podjazdów: 300-metrowy o nachyleniu 10 % około 11 kilometra oraz 500-metrowy o nachyleniu 5 % do samej mety. Po "etapie prawdy" już niemal wszystko powinno być jasne, gdyż na ostatnim odcinku (151,8 km) będzie już tylko premia 4 kategorii (pokonywana trzykrotnie) jako, że cały wyścig skończy się dwoma 21,5-kilometrowymi rundami wokół Aarau.


Copyright: www.tds.ch

Tour de Suisse jest "rówieśnikiem" innej etapówki najwyższej kategorii Paris-Nice (obie w tej klasie ustępują stażem tylko katalońskiej Volcie). Pierwsza edycja TdS odbyła się w roku 1933, a wygrał ją Austriak Max Bulla. Od tego czasu tylko dwóch jego rodaków powtórzyło ten wyczyn: Helmut Wechselberger (1988) i Peter Luttenberger (1996). Wyścig aczkolwiek w okrojonej wersji rozgrywano nawet podczas II Wojny Światowej (w 1941 roku liczył on tylko 3 etapy na przestrzeni 2 dni, zaś w 1942 roku 5 etapów). Co prawda najwięcej bo 22 zwycięstwa w dotychczasowej historii odnieśli gospodarze, lecz to Włoch Pasquale Fornara pochodzący z Borgomanero tj. miejscowości położonej w okolicy włoskich wybrzeży granicznego jeziora Maggiore "upolował" najwięcej indywidualnych zwycięstw w tej imprezie. Fornara, który w swej karierze zajął m.in. drugie miejsce w Vuelta a Espana (1958) i trzecie w Giro d'Italia (1953) zdominował TdS w latach pięćdziesiątych wygrywając "generalkę" 4-krotnie (w sezonach: 1952, 1954 i 1957-58). W tych samych czasach 3-krotnie zwyciężali również dwaj wielcy rodzimi tytani szos: Ferdi Kubler (1942, 1948 i 1951) oraz Hugo Koblet (1950, 1953 i 1955). Sześciu dalszych kolarzy zwyciężało w TdS 2-krotnie: Włoch Gino Bartali (1946-47), Niemiec Hans Junkermann (1959 i 1962), Helweci: Louis Pfenninger (1968 i 1972), Beat Breu (1981 i 1989), Irlandczyk Sean Kelly (1983 i 1990) oraz Amerykanin Andrew Hampsten (1986-87). Inni wielcy mistrzowie na liście triumfatorów to m.in. Włosi: Franco Bitossi (1965) i Vittorio Adorni (1969), Belgowie: Eddy Merckx (1974 - "Kanibal" u szczytu swych sił wygrał w tamtym sezonie: GdI, TdS, TdF oraz MŚ!) i Roger De Vlaeminck (1975), Holender Hennie Kuiper (1976), Włoch Giuseppe Saronni (1982), Australijczyk Phil Anderson (1985) czy też wspomniany już Armstrong (2001). Swój ślad w historii tego prestiżowego wyścigu odcisnęli również dwaj polscy kolarze. Zenon Jaskuła już jako neo-pro zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej TdS 1990. Trzy lata później przegrał "generalkę" w ciągu trzech pierwszych dni, lecz potem przez kolejnych sześć dni nie schodził poniżej piątej lokaty na mecie kolejnych etapów. W rezultacie góral i czasowiec Jaskuła wygrał klasyfikację punktową (sprinterską) tej edycji wyścigu! Po drodze w imponującym stylu Pan Zenek wygrał górską czasówkę z Solothurn na górę Balmberg, gdzie na trasie 12 kilometrów ustanowił rekord trasy i "wyrzucił" poza limit czasu ... 53 swych rywali (zmusił tym samym organizatorów do "nagięcia" regulaminu)! W sezonie 1995 kolarz rodem z Wielkopolski nie był już w aż tak "wystrzałowej" formie, lecz właśnie wtedy w przekonywujący sposób wygrał walkę o trzecie miejsce na podium, która rozegrała się za plecami dwójki liderów: Tonkowa i Zulle. Wynik Jaskuły udało się w ubiegłym roku poprawić Piotrowi Wadeckiemu, który w zaledwie swym trzecim wyścigu po ciężkim wypadku na Tirreno-Adriatico przejechał alpejskie podjazdy szybko jak nigdy dotąd, dzięki czemu w całym wyścigu zajął drugie miejsce ustępując tylko ... Alexowi Zulle (na zdjęciu poniżej).

Również w tym roku Zulle należeć powinien do głównych bohaterów swego ojczystego touru. Po raz pierwszy Alex pojedzie w tym wyścigu jako lider szwajcarskiej ekipy, bowiem w kwietniu dołączył do ekipy Phonak Hearing Systems uwalniając się od problemów finansowych związanych ze swym poprzednim pracodawcą niemieckim Team Coast. Drużyna Phonak, która w tym roku odpuściła Giro d'Italia, po czym na skutek nie przekonywujących wyników nie została zaproszona do startu w Tour de France skupi całość swych sił właśnie na występie w TdS, który w zaistniałej sytuacji stał się jej najważniejszym wyścigiem w pierwszej części sezonu. U boku Zulle'go wystartować mają jego rodacy: Oskar Camenzind i Alexandre Moos oraz Hiszpanie: Juan Carlos Dominguez, Oscar Pereiro. Na przeciw tej szwajcarsko-hiszpańskiej koalicji staną jednak zawodnicy z szesnastu innych ekip. Nie wszystkie drużyny wystawią wszak swe najmocniejsze składy np. dwa z trzech zespołów francuskich ze względu na bliskość terminów CdDL i TdS przyślą raczej swoje "rezerwy". I tak: Ag2R poprowadzi Christophe Agnolutto (sensacyjny triumfator tego wyścigu z 1997 roku), w Credit Agricole na finiszach zechce powalczyć Australijczyk Stuart O'Grady. Jedynie Marc Madiot z FdJeux.com z należytą powagą potraktował start w szwajcarskim tourze. W jego drużynie pojadą trzej nieźli górale: Sandy Casar (trzynasty w Giro), Nicolas Fritsch (trzeci w TdS przed rokiem) i doświadczony Jean-Cyril Robin. Wyścig Dookoła Szwajcarii będzie też próbą generalną przed TdF dla wracającego do wielkiego ścigania w barwach nowo powstałego zespołu Team Bianchi Niemca Jana Ullricha, który w 1997 roku ukończył TdS na trzecim miejscu, na miesiąc przed swym wielkim triumfem na szosach Francji. "Kaisera" wspierać mają Bask Aitor Garmendia, Hiszpan David Plaza i najbliższy przyjaciel Tobias Steinhauser, który przed rokiem wygrał finałową czasówkę TdS. W duńskiej grupie Team CSC najgłośniejszym nazwiskiem jest klasyk Lars Michaelsen, zaś w sprinterskiej rozgrywce może pokazać się Nowozelandczyk Julian Dean. Drużyna Domina Vacanze bez Mario Cipollini'ego polegać będzie na doświadczonym góralu Massimiliano Gentilim, młodym Rosjaninie Aleksandrze Kołobniewie i wszechstronnym Hiszpanie Miguelu A. Martinie Perdiguero. Na czele Fassa Bortolo pojawi się Dario Frigo, który w wysokiej formie ukończył tegoroczne Giro. Obok niego pojadą utalentowani Szwajcarzy: czasowiec Fabian Cancellara i góral Sven Montgomery oraz młodzi-zdolni "stranieri": Luksemburczyk Kim Kirchen i Słoweniec Tadej Valjavec. Niemiecki Gerolsteiner w "generalce" postawi na Austriaka Gerharda Trampuscha, zaś o zwycięstwa etapowe mogą postarać się: ze startu wspólnego - Markus Zberg, zaś w czasówkach - Uwe Peschel oraz Michael Rich. Do głównych faworytów należą z pewnością kolarze Lampre: Francesco Casagrande i Wladimir Belli. Ten pierwszy wygrał tu w 2000 roku, zaś drugi aż trzy razy kończył TdS na najniższym stopniu podium w latach: 1998 i 2000-01! W barwach Lotto pojadą Rik Verbrugghe, holenderski "harcownik" Leon van Bon i supersprinter z Australii Robbie McEwen. W teoretycznie najsłabszej drużynie Palmans pojawi się m.in. młody Francuz Eric Lembo, który przed rokiem wygrał pierwszy etap i został 2-dniowym liderem. Belgijski Quick Step mocniejszy skład (z Wadeckim) wystawił w Dauphine Libere, zaś w zestawieniu na Szwajcarię wyróżnić trzeba rekonwalescenta (po kraksie na Gent-Wevelgem) Włocha Paolo Bettiniego i młodego Niemca Patrika Sinkewitza. Drużyna numero uno (według rankingu UCI na dzień 1 czerwca) czyli włoskie Saeco sprawdzi przed TdF formę swych klasyków: Baska Igora Astarloi i Mirko Celestino, sprintera Ivana Quaranty oraz zwycięzcy US Pro. Championships z Philladelphii Stefano Zaniniego. Jednak liderem tej ekipy może okazać się robiący stałe postępy Litwin Marius Sabaliauskas. W ekipie Telekomu pojedzie Kazach Aleksander Winokurow, który przed rokiem wygrał jeden z górskich etapów i należał do czołowych postaci wyścigu, dopóki nie musiał się wycofać (będąc wiceliderem) po bolesnym upadku na zjeździe z Sustenpass. Obok walecznego "Wino" wystąpić mają Włosi: Giuseppe Guerini i Daniele Nardello, Amerykanin Bobby Julich oraz 5-krotny zwycięzca Wyścigu Pokoju Steffen Wesemann. Liderzy Vini Caldirola odpoczywają przed TdF (po zmaganiach na Giro) i w tej sytuacji kolarze tej ekipy z ex-mistrzem świata Łotyszem Romans'em Vainsteins'em starać się będą tylko o etapowe sukcesy. W owym wielce prestiżowym, bardzo wymagającym, lecz nie przesadnie mocno obsadzonym wyścigu wystąpi też zespół CCC-Polsat. Tym razem (przynajmniej w teorii) liderem drużyny z Polkowic ma być Dariusz Baranowski. Groźny dla najlepszych może być "wolny strzelec" Paweł Tonkow (najlepszy w TdS 1995 i szósty przed rokiem) jeśli tylko odbudował się już fizycznie i psychicznie po swej klęsce na Giro. Dobrej postawy na górskich odcinkach możemy chyba oczekiwać od Tomasza Brożyny i Radosława Romanika, zaś na czasówkach od Piotra Przydziała i Czecha Ondreja Sosenki. Biorąc pod uwagę tak trasę jak i obsadę tegorocznego Tour de Suisse miejsce w czołowej "10" klasyfikacji generalnej któregokolwiek z wyżej wymienionych powinno być celem minimum pomarańczowej ekipy.



TRIUMF TAKTYKI i WSZECHSTRONNOŚCI

Kazach Aleksander Winokurow nie jest mistrzem w jeździe górskiej, wybitnym specjalistą od samotnej walki z czasem i dystansem czy też asem sprinterskich rozgrywek na finiszowych metrach. Jednakże 30-letni lider mocnej kolonii kolarzy wywodzących się ze środkowo-azjatyckich stepów opanował każdą z powyższych specjalności w stopniu co najmniej dobrym oraz łączy je ze świetnym zmysłem taktycznym i wielkim sercem do walki, co pozwala mu kroczyć szlakiem zwycięstw. W tym sezonie trofea zdobyte przez Winokurowa są szczególnie cenne. Najpierw skuteczna obrona tytułu na "drodze ku słońcu" czyli emocjonalne zwycięstwo (po śmierci przyjaciela Andrieja Kiwiliewa) w Paris-Nice, potem niespodziewany sukces w pucharowym klasyku Amstel Gold Race i teraz na 10 dni przed startem "Wielkiej Pętli" triumf w najtrudniejszym z wyścigów etapowych najwyższej kategorii (2.HC) Tour de Suisse! Jak więc tym razem nasz bohater dopiął swego celu? Nie od razu został liderem, jako że 7,1-kilometrowy prolog w Egerkingen padł łupem młodego Szwajcara z Fassa Bortolo Fabiana Cancellary, który dokonał już pod koniec kwietnia podobnej sztuki na o połowę krótszym wstępie do innej rodzimej etapówki Tour de Romandie. Cancellara wyprzedził Hiszpana Oscara Pereiro (Phonak) o 0.01 i Australijczyka Bradleya McGee (FdJeux.com) o 0.02, zaś czwarty ze stratą 0.04 był ubiegłoroczny zwycięzca TdS Alex Zulle - nominalny lider szwajcarskiej ekipy Phonak. Winokurow zajął wysokie dziewiąte miejsce ze stratą 0.10, nieznacznie wyprzedzając swego byłego lidera Niemca Jana Ullricha (Team Bianchi, strata + 0.11), zaś najlepszy z kolarzy polskiej grupy CCC-Polsat Czech Ondrej Sosenka był dopiero dwudziesty szósty tracąc 0.17 do zwycięzcy etapu. "Aleksander Mądry i Waleczny" przystąpił do kontrataku już przy pierwszej nadarzającej się okazji. Przejazd przez linię mety w Le Locle na 44 km przed prawdziwym finiszem pierwszego etapu pozwolił mu obmyślić skuteczną taktykę na ostatnim prowadzącym lekko pod górę kilometrze. Na owym ciężkim finiszu "Wino" urwał się z popękanego peletonu w towarzystwie Rosjanina Siergieja Iwanowa (Fassa Bortolo) i po zwycięskiej walce o etapowy sukces został nowym liderem wyścigu z przewagą po dwóch dniach: 0.04 nad McGee, 0.10 nad Pereiro, 0.12 nad Cancellarą i 0.16 nad wspomnianym już drugim na mecie Iwanowem. Pięciu kolarzy CCC-Polsat z Tomaszem Brożyną i Sosenką na czele, straciło na tym etapie po 0.15, lecz niestety (zagubiony czy schorowany) Rosjanin Paweł Tonkow już tego dnia przegrał swoją szansę tracąc aż 8.22! Drugi etap niewiele zmienił w ścisłej czołówce. Dzień upłynął pod znakiem akcji dwójki 23-latków: Marca Scanlona (Irlandia, Ag2R) i Jurgena Van Goolena (Quick Step), którzy około 90 kilometra mieli już nawet 7.25 przewagi nad grupa zasadniczą. Niemniej w odpowiednim momencie drużyny sprinterów przyśpieszyły, trudów ucieczki nie wytrzymał Scanlon, zaś na 8 kilometrów przed metą prysły również nadzieje Van Goolena. Na finiszu gdzie po wyjściu z łagodnego prawego łuku ostatnie metry wiodły pod wiatr najszybszy okazał się Australiczyk Robbie McEwen (Lotto) wyprzedzając dwóch innych kolarzy z Antypodów: Juliana Deana (Nowa Zelandia, Team CSC) i Stuarta O'Grady (Australia, Credit Agricole), który przesunął się na piąte miejsce w generalce.

Po wyżej opisanych "wstępnych galopach" jednak dopiero etap trzeci z ponad 20-kilometrowym (choć niezbyt stromym) podjazdem do mety w Saas Fee miał być okazją do przeglądu siły wszystkich faworytów wyścigu. Największym bohaterem tego dnia okazał się być jednak zdecydowany outsider Belg Peter Wuyts (Palmans), który przed tym etapem był dopiero 116. ze stratą 9.14 do Kazacha. Wuyts zaatakował już na 18 kilometrze i w okolicy 96 kilometra miał już nawet 20.43! (zaś u podnóża finałowej wspinaczki wciąż jeszcze około 12.00) przewagi nad bardzo niemrawym z początku peletonem. Jednak to nie on ostatecznie cieszył się ze zwycięstwa na mecie. Po wstępnych próbach rozerwania grupy najpierw przez Włocha Paolo Bettiniego (Quick Step), a potem przez Ullricha udało się to w końcu Włochowi Francesco Casagrande, który nad 3 km przed metą pociągnął za sobą Winokurowa i Słoweńca Tadeja Valjavca (Fassa Bortolo). Na 2500 metrów przed szczytem trójka ta "połknęła" wyczerpanego Belga, zaś wkrótce potem Casagrande "poprawił" i odjechał po zwycięstwo etapowe. Za jego plecami z niewielkimi stratami meldowali się na mecie kolejni kolarze: drugi Luksemburczyk Kim Kirchen (Fassa Bortolo, strata + 0.13), potem lider wraz z kolejnymi młodymi kolarzami Fassy: Szwajcarem Svenem Montgomerym i wspomnianym Valjavcem (wszyscy + 0.18). Niespodziewanie wysoko (szósty, + 0.25) przyjechał McGee przyprowadzając oddział z Alexem Zulle, zaś najlepszy z "Cycków" Sosenka był dwunasty (+ 0.29) dowożąc do mety m.in. Jana Ullricha. Tomasz Brożyna ukończył etap na siedemnastym miejscu w towarzystwie Oscara Pereiro (obaj stracili + 0.38), zaś Seweryn Kohut był dziewiętnasty (+ 0.54). Nieco słabiej spisali się Piotr Przydział i Radosław Romanik, zaś napewno poniżej oczekiwań Dariusz Baranowski (36., + 2.58). Jednak większe straty ponieśli jedynie Piotr Chmielewski i ponownie Tonkow. W klasyfikacji generalnej Winokurow utrzymał prowadzenie, o 0.06 przed Casagrande i 0.16 przed McGee!, zaś liderzy CCC (Sosenka i Brożyna) zajmowali odpowiednio trzynastą i piętnastą pozycję. Etap czwarty oferował jeszcze trudniejszy podjazd do przejechania, lecz tylko przed półmetkiem trasy. Jako pierwszy poważnie zaatakował Włoch Filippo Simeoni (Domina Vacanze), do którego szybko dołączył Francuz Sandy Casar (FdJeux.com). Duet ten już na 50 kilometrze miała 10.05 zysku nad grupą zasadniczą! Na szczycie Nufenen (60 km) Simeoni i Casar wyprzedzali kontratakujących Bettiniego i Kohuta (!) o 6.04, zaś peleton o 8.59. Ci drudzy zostali dogonieni na 130 km, lecz dwaj prowadzący nawet jeszcze 14 kilometrów przed metą mieli przewagę 3.23 nad peletonem i gdy zwycięstwo któregoś z nich wydawało się pewne 8 km dalej Simeoni odmówił dalszej współpracy. Wobec spacerowego tempa uciekających niemożliwe stało się faktem i grupa zasadnicza, a w zasadzie kontratakujący z niej Kirchen dogonił ich na 500 metrów przed finałem! Jednak wówczas historia ta przybrała kolejny niespodziewany obrót. Resztkami sił Casar skoczył na koło Kirchena i zdołał jeszcze uprzedzić kolarza Fassa Bortolo na ostatnich metrach gdy ten przedwcześnie uniósł ręce w geście triumfu! Za nimi na trzech kolejnych miejscach uplasowali się znani nam już sprinterzy z południowej półkuli: O'Grady, McEwen i Dean, zaś "chytry i oszczędny" Simeoni był tylko szósty. Etapu nie ukończył Tonkow - wygląda na to, iż tego utytułowanego etapowca czeka poważna operacja pleców.

Najważniejszy dla losów całego wyścigu miał być górski weekend (czyli etapy piąty do La Punt i szósty wokół Silvaplany). Odcinek sobotni zaczął się od ucieczki ośmiu kolarzy wśród, których znaleźli się zarówno nieźli górale: Bettini, Daniel Schnider (Szwajcaria, FdJeux.com) oraz Włoch Massimo Giunti (Domina Vacanze) jak i czołowi sprinterzy: Mc Ewen i Niemiec Sven Teutenberg (Team Bianchi). Na podjeździe pod przełęcz San Bernardino grupka stopniała do pięciu kolarzy, którzy na zjeździe uzyskali swą maksymalną przewagę 6.30 nad peletonem. Dzięki pracy zespołu Lampre u podnóża ostatniej góry uciekający znaleźli się już jednak w zasięgu faworytów. Na podjeździe pod Albulę (od północy) zaatakował Casagrande, z którym zabrał się Winokurow, lecz wkrótce i Kazach musiał dać za wygraną (mądrzej było kończył wspinaczkę własnym tempem). Ostatecznie włoski "król gór" wyprzedził lidera o 0.39 i dzięki temu wyszedł na prowadzenie w wyścigu z przewagą (wliczając wyższą bonifikatę) 0.37 nad kolarzem Telekomu. Niewielkie straty do wspomnianej dwójki asów zanotowali jeszcze: Alexandre Moos (Phonak) i Włoch Giuseppe Guerini (Telekom) po 0.47 oraz młodzi z Fassa Bortolo: Valjavec i Montgomery po 0.49, a także Kirchen 1.10. Za nimi na wysokim ósmym miejscu przyjechał rewelacyjny Seweryn Kohut (+ 2.33), zaś dopiero po starszym z braci Kohutów na mecie zameldowała się grupka z Casarem, Włochem Wladimirem Belli (Lampre), Pereiro, Ullrichem, młodym Niemcem Patrickiem Sinkewitzem (Quick Step) oraz Sosenką i Brozyną (wszyscy + 2.52). Natomiast 3.14 stracił do górala z Lampre ubiegłoroczny zwycięzca Alex Zulle asekurowany aż przez trzech kolegów z Phonaku. O układzie na samym szczycie już wspomniałem, na trzecie miejsce awansował Moos (+ 1.25), lecz za nim było nad wyraz gęsto: Guerini i Valjavec (po + 1.27), Kirchen (+ 1.34) i Montgomery (+ 1.52). Czołową dziesiątkę generalki po "królewskim etapie" zamykali, lecz już z większymi stratami: Sinkewitz (+ 3.29), Pereiro (+ 3.32) i Ullrich (+ 3.33). Czołowi kolarze CCC-Polsat awansowali: Sosenka na 12. (+ 3.45), Brożyna na 14. (+ 3.58), zaś Kohut na 15 miejsce (+ 4.30). Właśnie Kohut stał się jednym z bohaterów niedzielnego etapu, bowiem zaatakował już po samym starcie wraz z McGee i wygrał premię górską na Albuli (pokonywanej tym razem od południowej strony - kat. 1). Następnie do polsko-australijskiego duetu dołączyli: Oscar Camenzind (Phonak), Włoch Salvatore Commesso (Saeco), Bask Aitor Garmendia (Team Bianchi), Niemiec Steffen Wesemann (Telekom) i Markus Zberg (Gerolsteiner). Niemniej nawet tak silny skład uciekinierów nie był w stanie uzyskać więcej niż 2 minut przewagi, gdyż grupa zasadnicza była czujna zapewne ze względu na krótki dystans tego odcinka. Na kluczowym podjeździe pod Julierpass (kat. 1) zaatakował Zberg, a za nim wspinali się jeszcze: Camenzind, Kohut i Wesemann. Jednak faworyci byli już bardzo blisko i właśnie spośród nich decydujący kontratak przypuścił Pereiro, który do mety dotarł niezagrożony z przewagą 1.14 nad Ullrichem i 1.17 nad ósemką: Kirchen, Moos, Winokurow, Sosenka, Casagrande, Guerini, Montgomery i Valjavec. W kolejnej grupce przyjechał Brożyna (16., + 2.23), zaś nieco dalej najaktywniejszy z kolarzy CCC - Kohut (19., + 2.52). W dniu triumfu ekipy Phonak ostatecznie pogrążył się jednak jej przedwyścigowy lider Zulle tracąc kolejne 6.14. W czołówce nie zaszły większe zmiany: na ósmą pozycję awansował zwycięski Pereiro odzyskując kontakt z kolarzami walczącymi o generalne podium (strata do lidera już tylko + 2.05), natomiast z elity wypadł młody Sinkewitz. Tymczasem do "10" wjechał Sosenka (+ 3.45), na 11 miejsce awansował Brożyna (+ 5.04), zaś na 14. Kohut (+ 6.04). Największe góry 67. TdS już się skończyły, a drużyna CCC po tygodniu ścigania zajmowała trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej, zaś Kohut taką samą lokatę wśród górali!

Etap siódmy, jedyny "zagraniczny" i zarazem najdłuższy, a przy tym pagórkowaty był wymarzoną okazją dla mocnych kolarzy z dalszych szeregów. Na 68 kilometrze zaatakowała szóstka: Belli, Słoweniec Martin Derganc (Domina Vacanze), Kazach Siergiej Jakowlew (Telekom), Francuz Eric Leblacher (Credit Agricole), Schnider (najwyżej z nich klasyfikowany na 18 miejscu, + 9.17) i Markus Zberg. Ucieczkowicze osiągnęli maksymalny zysk nad peletonem (+ 6.02) na 127 km, gdy zaś z czasem ich przewaga zaczęła topnieć po kilkudziesięciu dalszych kilometrach w pościg za nimi udało się jeszcze ośmiu zawodników m.in. Camenzind, Amerykanin Bobby Julich (Telekom) i O'Grady, którzy jednak nie zbliżyli się do prowadzących na mniej niż 40 sekund. Na przedostatnim podjeździe (Simmerberg - 14 km przed metą) z czołówki zaatakował Jakowlew (treningowy partner Winokurowa) i nie zagrożony finiszował w Oberstaufen o 1.02 przed trójką Zberg, Derganc i Schnider. W peletonie niespokojnie zrobiło się dopiero na ostatniej górce. Kilku kolarzy z czołówki straciło do Casagrande i Winokurowa od kilku (jak Valjavec, Montgomery i Pereiro czy nasi Brożyna i Kohut) do kilkunastu sekund (Sosenka), stąd jedyną korektą w "10" była zamiana miejsc między kolarzami Fassa Bortolo: Kirchenem (awansował na piąte) i Valjavcem. Wtorkowa czasówka stała pod znakiem walki na dwóch poziomach. Z jednej strony specjaliści od jazdy indywidualnej na czas walczyli o zwycięstwo etapowe, zaś z drugiej strony Casagrande z Winokurowem zmagali się o generalny triumf, zaś sześciu dalszych kolarzy (od Moosa po Pereiro) o trzecie miejsce na "pudle". Etap wygrał Bradley McGee były torowiec (z wyścigów na dochodzenie) i jeszcze do niedawna specjalista przede wszystkim od prologów, który wyraźnie pokonał dwóch Niemców: Uwe Peschela (Gerolsteiner) o 0.23 i Ullricha o 0.50. "Kaiser" z ekipy Bianchi dzięki dobrej jeździe przesunął się na siódmą pozycję kosztem Montgomery'ego. Znacznie więcej zyskał czwarty tego dnia (+ 1.06) Pereiro, który awansował w generalce aż o cztery lokaty z ósmej na czwartą. W walce liderów zgodnie z oczekiwaniami "Wino" (piąty w "etapie prawdy", + 1.12) pokonał "Casę" (tylko piętnastego; + 2.04), lecz co najważniejsze zdystansował Toskańczyka aż o 52 sekundy dzięki czemu powrócił w najodpowiedniejszym momencie na fotel lidera z dość bezpieczną na tym etapie wyścigu zapasem 0.15 nad Włochem. Z batalii o trzecie miejsce zwycięsko wyszedł natomiast kolejny kolarz Telekomu czyli Guerini (10. na czasówce), podczas gdy największym przegranym mógł się czuć Moos, który spadł z trzeciej na siódmą lokatę. Trzej kolarze CCC-Polsat utrzymali swoje pozycje, a najlepiej w próbie czasowej wypadł Sosenka wykręcając jednak (poniżej oczekiwań) dopiero jedenasty czas o 1.49 gorszy od Australijczyka. Wszystko wydawało się już przesądzone, zaś ostatni etap miał być tylko nagrodą dla sprinterów, którzy przetrwali górskie odcinki. Tymczasem dzień zaczął się od nie lada sensacji, bowiem przed startem ogłoszono, iż na starcie nie pojawi się wicelider Casagrande, a jako oficjalny powód wycofania się z wyścigu kontrowersyjnego Włocha podano zapalenie układu moczowego. Należy dodać, iż była to już druga tajemnicza "dezercja" tego kolarza w tym sezonie - nieoczekiwanie poddał się on również w początkowej fazie osiemnastego etapu 86. Giro d'Italia. Absencja Casagrande oznaczała jednocześnie, iż na drugie miejsce awansował Guerini (co przyniosło dublet Telekomowi!), zaś na trzecie Pereiro kolarz jedynej w tym wyścigu szwajcarskiej grupy Phonak. Oczko wyżej przesunęli się też oczywiście kolarze CCC-Polsat i tym samym dwóch spośrod nich (Sosenka i Brożyna) zamknęło czołową "10". Natomiast przed Kuhutem pojawiła się szansa nawet na zwycięstwo w klasyfikacji górskiej, lecz ostatecznie tą "gwiazdkę z nieba" utrzymał w swym posiadaniu Simeoni po tym jak zdobył 3 punkty za zwycięstwo na przedostatniej "hopce" całego wyścigu. Podczas samego etapu wszystkie ucieczki przebiegały pod kontrolą peletonu, a najdalej odjechała czwórka: Włoch Davide Bramati (Quick Step), Commesso, van Bon i Wesemann tzn. tylko na 1.30 około 50 kilometra. Decydującą o losach etapu akcję na krętej końcówce po ulicach Aarau przeprowadził ... Winokurow (!), któremu do "koła doskoczyli": Dean, Moos, Teutenberg, Markus Zberg oraz kolega i rodak wczorajszego zwycięzcy czyli Baden Cooke, który to okazał się najszybszy na finałowej prostej zdecydowanie wyprzedzając Moos'a i Dean'a.

W ten oto przekonywujący sposób Aleksander Winokurow sięgnął po swój już czwarty w karierze sukces w wyścigu etapowym najwyższej kategorii (dotąd wygrywał tylko w swej przybranej ojczyźnie Francji: Criterium du Dauphine Libere w roku 1999 i Paris-Nice w latach 2001-02)! Na dobrą sprawę nie był najlepszym góralem, ani czasowcem tej imprezy jednak z pewnością kolarzem najrówniejszym (co potwierdził również zwycięstwem w klasyfikacji punktowej), wszechstronnym i dojrzałym taktycznie. Podczas dziesięciu dni zmagań w szwajcarskich Alpach "Wino" zdystansował Gueriniego o 1.14 i Pereiro o 1.28. Kolejne miejsca zajęli: Kirchen (+ 1.46), Valjavec (+ 1.55), Moos (+ 2.10), coraz mocniejszy przed TdF Ullrich (+ 2.27) oraz Montgomery (+ 2.29), zaś pierwszą dziesiątkę zamknęli jak już wspomniałem: Sosenka (+ 4.14) i Brożyna (+ 6.17). Z pewnością występ w Szwajcarii kolarze CCC-Polsat mogą uznać za udany. W obliczu kiepskiej formy swych nominalnych liderów: Baranowskiego i Tonkowa sprawdzili się "zmiennicy" (aż trzej). Ten trzeci - rewelacyjny Seweryn Kohut zajął 13 miejsce w generalce (+ 6.47) i drugie wśród "górali", zaś cała ekipa uplasowała się na czwartej pozycji w klasyfikacji drużynowej (za Fassa Bortolo, Phonakiem i Telekomem) wśród 17 grup zawodowych I dywizji! Niemniej nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż zabrakło "pomarańczowym" większego błysku tj. wyraźnego lidera, który powalczyłby o generalne podium lub bardziej zdecydowanego ataku po zwycięstwo etapowe. Dla porównania nieco słabsza od naszej, przynajmniej w teorii (bo piąta w drużynówce) młoda, francuska ekipa FdJeux.com dzięki walecznemu Casarowi i dwóm Australijczykom zgarnęła aż trzy etapy!

POWRÓT