|
PRZEGLĄD
SZYKÓW
T-MOBILE
Wyścig Dookoła Szwajcarii jest czwartym pod względem znaczenia pośród narodowych tourów. Obecnie zaliczany do kategorii imprez etapowych najwyższej kategorii (HC), choć jeszcze kilkanaście lat temu (do sezonu 1991) włączony był do tej samej klasy co trzy wieloetapówki Dookoła: Hiszpanii, Włoch i Francji.
W tym roku Tour de Suisse został odchudzony z dziesięciu do dziewięciu dni, lecz w istocie dystans pozostanie zbliżony. Po raz pierwszy od roku 1993 na trasie zabraknie prologu, zaś łączna długość ośmiu etapów (trzech płaskich, trzech górzystych i dwóch typowo górskich) ze startu wspólnego i kończącej wyścig czasówki liczyć będzie 1440,5 km (przed rokiem dystans całkowity imprezy wyniósł 1446,6 km). Czyni to z TdS najdłuższy i zapewne najtrudniejszy wyścig w swojej klasie. Niemniej pod względem jakości obsady wyprzedzają go ostatnio: Criterium du Dauphine Libere (francuska próba generalna przed Tour de France) i Volta a Catalunya (hiszpański "poligon doświadczalny" przed Tourem). Oczywiście również w szwajcarskich Alpach można znakomicie sprawdzić swą dyspozycję przed lipcową "Wielką Pętlą" by wspomnieć tylko przykład Zenona Jaskuły, który właśnie na szosach Szwajcarii w sezonie 1993 złapał swą życiową formę.
Tour de Suisse jest "rówieśnikiem" innej etapówki najwyższej kategorii Paris-Nice (obie w tej klasie ustępują stażem tylko katalońskiej Volcie). Pierwsza edycja TdS odbyła się w roku 1933, a wygrał ją Austriak Max Bulla. Od tego czasu tylko dwóch jego rodaków powtórzyło ten wyczyn: Helmut Wechselberger (1988) i Peter Luttenberger (1996). Wyścig aczkolwiek w okrojonej wersji rozgrywano również podczas II Wojny Światowej (w 1941 roku liczył on tylko 3 etapy na przestrzeni 2 dni, zaś w 1942 roku 5 etapów). Dotychczas najwięcej bo 22 zwycięstwa odnieśli gospodarze, lecz to Włoch Pasquale Fornara pochodzący z Borgomanero (z okolic granicznego jeziora Maggiore) "upolował" najwięcej indywidualnych zwycięstw w tej imprezie. Fornara, który w swej karierze zajął m.in. drugie miejsce w Vuelta a Espana (1958) i trzecie w Giro d'Italia (1953) zdominował Szwajcarię w latach pięćdziesiątych wygrywając "generalkę" TdS 4-krotnie (w sezonach: 1952, 1954 i 1957-58). W tych samym okresie 3-krotnie zwyciężali tu również dwaj wielcy miejscowi kolarze: Ferdi Kubler (1942, 1948 i 1951) oraz Hugo Koblet (1950, 1953 i 1955). Sześciu innych asów zwyciężało w TdS 2-krotnie: Włoch Gino Bartali (1946-47), Niemiec Hans Junkermann (1959 i 1962), Helweci: Louis Pfenninger (1968 i 1972), Beat Breu (1981 i 1989), Irlandczyk Sean Kelly (1983 i 1990) oraz Amerykanin Andrew Hampsten (1986-87). Inni wielcy mistrzowie na liście triumfatorów to choćby Włosi: Franco Bitossi (1965) i Vittorio Adorni (1969), Belgowie: Eddy Merckx (1974 - "Kanibal" u szczytu swych sił wygrał w owym roku: GdI, TdS, TdF oraz MŚ!) i Roger De Vlaeminck (1975), Holender Hennie Kuiper (1976), Włoch Giuseppe Saronni (1982), Australijczyk Phil Anderson (1985), Amerykanin Lance Armstrong (2001) i Szwajcar Alex Zulle (2002).
Wyraźny ślad w historii tego wyścigu pozostawili też polscy kolarze. Zenon Jaskuła już jako neo-pro zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej TdS 1990. Trzy lata później przegrał "generalkę" w ciągu trzech pierwszych dni, lecz następnie przez sześć dni nie schodził poniżej piątej lokaty na mecie kolejnych etapów. W rezultacie góral i czasowiec Jaskuła wygrał klasyfikację punktową (sprinterską) tej edycji wyścigu! Po drodze w imponującym stylu Pan Zenek wygrał górską czasówkę z Solothurn na górę Balmberg, gdzie na trasie 12 kilometrów ustanowił rekord trasy i "wyrzucił" poza limit czasu ... 53 swych rywali (zmusił tym samym organizatorów do "nagięcia" regulaminu)! W sezonie 1995 kolarz rodem z Wielkopolski nie był już w aż tak "wystrzałowej" formie, lecz pomimo tego zdecydowanie wygrał walkę o trzecie miejsce na podium, która rozegrała się za plecami dwójki liderów: Tonkowa i Zulle. Wynik Jaskuły udało się w sezonie 2002 poprawić Piotrowi Wadeckiemu, który w zaledwie swym trzecim starcie po ciężkim wypadku na Tirreno-Adriatico złapał życiową "górską formę" i w całym wyścigu zajął drugie miejsce ustępując tylko Zulle'mu. Natomiast przed rokiem w TdS udanie zaprezentowała się ekipa CCC-Polsat. "Pomarańczowi" podopieczni Andrzeja Sypytkowskiego starali się nawiązać wyrównaną walkę z renomowanymi drużynami: Team Telekom (dziś T-Mobile), Fassa Bortolo i Phonak Hearing Systems. W efekcie Czech Ondrej Sosenka oraz Tomasz Brożyna i Seweryn Kohut zajęli wysokie miejsca, odpowiednio: dziewiąte, dziesiąte i trzynaste w klasyfikacji generalnej 67. Tour de Suisse.
Copyright: www.tds.ch
68. edycja Tour de Suisse rozpocznie się od płaskiego etapu z Sursee do Beromunster (176,3 km). Do Beromunster peleton dotrze już coprawda po 30 kilometrach potem jednak przemierzy dużą pętlę (długości 96 km), po której zawodników czekać jeszcze będą dwie małe (po 25 km) - gdzie na każdej z nich usytuowano premię górską czwartej kategorii na 140 i 165 kilometrze. Dzień później znów w głównych rolach powinni wystąpić sprinterzy. Na trasie z Durrenroth do Rheinfelden (169,9 km) znajdą się bowiem tylko mało znaczące wzniesienia: jedno trzeciej kategorii (na 79,5 km) oraz trzy razy ta sama "hopka" czwartej kategorii (na 107, 134 i 161 km) - w tym dwukrotnie na finałowych rundach o długości 26,9 kilometra. Dopiero trzeci odcinek wprowadzi nieco zamieszania do klasyfikacji generalnej wyścigu. Na etapie z Rheinfelden do Vallorbe / Juraparc (185 km) na francusko-języcznym zachodzie Konfederacji góry jeszcze nie będą zbyt wielkie, lecz za to usytuowane w samej końcówce zmagań. Oprócz górki trzeciej kategorii (na 31 km) zawodników czekać będą jeszcze premie czwartej i trzeciej kategorii tuż przed metą - w zasadzie do "Parku Jurajskiego" prowadzi 5,5 kilometrowy podjazd z poziomu 751 na 1030 metrów n.p.m. (o średnim nachyleniu 5,1 %). Na czwartym etapie z Le Sentier / Valle-de-Joux do Batterkinden (211,6 km) można się spodziewać finiszu z dużej grupy. Podobnie jak dwa pierwsze odcinki etap ten zakończy się dwoma rundami (po 30,1 km) z jednym wzniesieniem (na 176 i 206 km) czwartej kategorii, zaś wcześniej na 83 km trzeba będzie jeszcze przejechać górkę trzeciej kategorii. Odcinek piąty z Batterkinden do znanego z alpejskiego Pucharu Świata Adelboden (161,7 km) ma profil zbliżony do etapu trzeciego. Najpierw kolarze przejadą "hopkę" czwartej kategorii (na 116 km), zaś do mety prowadzić będzie łagodny podjazd z wysokości 721 na 1368 metrów n.p.m. (o długości 19,7 km, lecz średnim nachyleniu tylko 3,3 %).
Jako kluczowe dla losów całego wyścigu zapowiadają się etapy szósty i siódmy. Najpierw na trasie z Frutingen do Linthal (185,4 km) trzeba będzie sforsować dwa podjazdy najwyższej kategorii: Sustenpass (2224 m. n.p.m., na 91 km) i Klausenpass (1948 m. n.p.m., na 160 km). Pierwszy to 1599 metrów przewyższenia i 28,7 km długości (średnio 5,6 %), zaś drugi to 1497 metrów amplitudy i 25,5 km długości (średnio 5,9 %) - oznacza to w sumie blisko 3100 metrów różnicy wzniesień i ponad 54 kilometrów wspinaczek! Następnego dnia uczestnicy pojadą z Linthal do Malbun (133,7 km) w sąsiednim Liechtensteinie. Większa część trasy będzie stosunkowo łatwa tj. tylko z dwoma premiami trzeciej kategorii (na 30 i 105 km), lecz na koniec czekać będzie wszystkich góra najwyższej kategorii czyli podjazd z 482 na 1600 metrów n.p.m. - gdzie 1118 metrów przewyższenia trzeba będzie pokonać na zaledwie 12,7 kilometra co oznacza bardzo stromą wspinaczkę o średnim nachyleniu 8,8 %! Etap ósmy z Buchs do Bellinzony (191,3 km) będzie zapewne odpoczynkowym dla zawodników z ustalonej dzień wcześniej czołówki, za to wręcz wymarzonym dla kolarzy z drugiego szeregu czyli nieźle jeżdżących po górach, lecz nie liczących się już w "generalce" wyścigu. W pierwszej części etapu, dogodnej dla ucieczek kolarze przejadą dwa poważne wzniesienia (trzeciej i pierwszej kategorii): Flims / Hotel des Alpes (1112 m. n.p.m., na 65 km - o przewyższeniu 493 metrów) oraz Lukmanier (1917 m. n.p.m., na 120 km - o przewyższeniu 793 metrów). Z tej drugiej przełęczy rozpocznie się długi zjazd do włoskiego kantonu Ticino, lecz na 3,4 km metą w Bellinzonie przed kolarzami wyrośnie jeszcze dwukilometrowa "hopka" Artore o średnim nachyleniu 8,4 %. Cały wyścig podobnie jak przed dwoma laty zakończy się jazdą indywidualną na czas - tym razem w Lugano o długości 25,6 kilometra. Trasa tego "etapu prawdy" będzie z grubsza płaska, a jedynym jej urozmaiceniem 700-metrowy podjazd o średnim nachyleniu 7,5 % już na drugim kilometrze.
Copyright: www.tds.ch
Tegoroczna edycja Tour de Suisse będzie próbą generalną przed Tour de France tylko dla niektórych ekip, lecz w tym gronie dla tak ważnego zespołu jak niemiecki T-Mobile - z głównym rywalem Armstronga - Janem Ullrichem w składzie. Dla Ullricha (trzeciego w TdS 1997) będzie to ostatni etapowy start przed "Wielką Pętlą". Jak pokazał jego poprzedni występ (siódme miejsce w Deutschland Tour) forma "Kaisera" idzie w górę. Podczas TdS Ullrich zapewne nie będzie jeszcze błyszczał na alpejskich podjazdach (być może pomoże na nich ubiegłorocznemu zwycięzcy Kazachowi Aleksandrowi Winokurowowi - na powyższym zdjęciu), lecz zapewne spróbuje wygrać kończącą cały wyścig czasówkę. Oprócz Ullricha i Winokurowa w drużynie T-Mobile pojadą też niepewni jeszcze startu w TdF: Kolumbijczyk Santiago Botero oraz Włosi Giuseppe Guerini (drugi w TdS przed rokiem) i Daniele Nardello, który Szwajcarię z pewnością mile wspomina z racji ubiegłorocznego triumfu w klasyku Meisterschaft von Zurich (Zuri Metzgete). Jakich rywali spotka na swej drodze faworyzowana drużyna pod patronatem niemieckiej telekomunikacji komórkowej? W we włoskiej drużynie Alessio liderami będą zawodnicy, którzy nie wystąpili w tegorocznym Giro d'Italia czyli: Pietro Caucchioli (trzeci w GdI 2002) oraz Duńczyk Klaus-Michael Moller (ósmy w VaE 2001). Francuską ekipę Credit Agricole poprowadzi najprawdopodobniej Kazach Andriej Kaseczkin, zaś belgijski Chocolade Jacques Holender Bart Voskamp - aczkolwiek trudno od obu oczekiwać miejsc w czołówce klasyfikacji generalnej. W barwach "czekoladowej grupy" pojedzie też jedyny Polak w tegorocznym TdS czyli Zbigniew Piątek. W duńskiej drużynie Team CSC wystąpi niegdyś trzeci w TdF (1998) Amerykanin Bobby Julich, który tej wiosny był już trzeci w Paris-Nice i czwarty w Vuelta al Pais Vasco. U jego boku pojedzie zwycięzca TdS z roku 1996 czyli wspomniany już na wstępie tego artykułu Austriak Luttenberger. We włoskim zespole Domina Vacanze pojedzie Massimiliano Gentili ostatnio czwarty w wyścigu Dookoła Bawarii.
Bardzo mocna włoska ekipa Fassa Bortolo wystawia na tą imprezę skład z młodymi liderami: Dario Davidem Cionim (czwartym w niedawno zakończonym Giro), Luksemburczykiem Kimem Kirchenem (czwartym w TdS 2003) i Amerykaninem Tomem Danielsonem. Jednym z faworytów czasówki w Lugano będzie zapewne pochodzący z tamtych okolic Fabian Cancellara. Niemiecki Gerolsteiner poprowadzi Austriak Georg Totschnig - szósty w TdS 2001 i piąty w TdS 2002. Silny skład wystawi włoska drużyna Lampre. W jej barwach pojadą: Wladimir Belli i Bask Juan Manuel Garate (czyli siódmy i dziesiąty kolarz GdI 2004) a także powracający na szosę po długotrwałej kontuzji Francesco Casagrande, który przed rokiem wygrał w TdS dwa górskie etapy i prowadził przez trzy dni by w końcu wycofać się z tej imprezy w tajemniczych okolicznościach. Belgijskie Lotto pod nieobecność Piotra Wadeckiego (kontuzja kolana) poprowadzą jak zwykle w górzystym terenie Axel Merckx i Rik Verbrugghe. Portugalski zespół Milaneza-Maia po ubiegłorocznych wpadkach dopingowych w tym sezonie mało pokazuje się podczas najważniejszych europejskich wyścigów. W jego szeregach w najlepszej formie znajduje się obecnie Bask Txema Del Olmo (szósty w ciężkim i dobrze obsadzonym Euskal Bizkleta - kat. 2.1), aczkolwiek dobrymi góralami są też: Hiszpan David Bernabeu, Rui Lavarinhas oraz wszechstronny Rosjanin Andriej Zinczenko. W belgijskiej grupie Mr.Bookmaker.com zabraknie niezłego "górala" Kurta Van de Wouwera i w tej sytuacji postara się ona powalczyć tylko na poszczególnych etapach. Może jakąś niespodziankę (podobnie jak na kwietniowych klasykach) sprawi Anglik Roger Hammond.
Jedyna miejscowa ekipa czyli Phonak wystawi jak przystało na TdS bardzo narodowy (tj. helwecki) skład. Reprezentować ją będą: Oskar Camenzind (drugi w TdS 1997 i pierwszy w TdS 2000), Martin Elmiger - jedyny Szwajcar przewidywany w barwach tej ekipy do startu w TdF!, Alexandre Moos oraz najbardziej z nich utytułowany Alex Zulle (drugi w TdS 1995 i pierwszy w TdS 2002). Niemożna jednak wykluczyć, iż na trasie wyścigu na lidera tej drużyny "wypromuje się" Hiszpan Santiago Perez. Na jednego z głównych faworytów tegorocznej odsłony TdS po ostatnim zwycięstwie w Deutschland Tour wyrósł młody Niemiec Patrick Sinkewitz z belgijskiego Quick Step. Będzie on mógł liczyć na wsparcie hiszpańskiego górala Jose Antonio Garrido. Węgier Laszlo Bodrogi należy do największych specjalistów od jazdy indywidualnej na czas. Liderzy holenderskiego Rabobanku pojechali na Criterium du Dauphine Libere i w tej sytuacji podczas TdS w tą rolę wcieli się zapewne Niemiec Grischa Niermann. Rezerwowy skład przysyła też drużyna nr 1 w rankingu UCI (po Giro d'Italia) tj. włoskie Saeco. Pod nieobecność włoskich asów szansę pojechania na własne konto dostaną Rosjanin Jewgienij Pietrow (ex-podwójny mistrz świata w kategorii U-23 w sezonie 2000) oraz Litwin Marius Sabaliauskas. Liderem hiszpańskiej formacji Saunier Duval będzie bezsprzecznie Szwajcar Fabian Jeker, który w TdS był już trzeci przed dwunastu laty!, lecz wciąż "świetnie się trzyma" czego świadectwem było drugie miejsce w rozegranym na przełomie kwietnia i maja Tour de Romandie. Listę startową zamyka włoski zespół Vini Caldirola, który może należeć do najmocniejszych na trasie. W jej barwach pojadą bowiem szósty i trzynasty kolarz Giro: Stefano Garzelli i Rosjanin Paweł Tonkow - obaj wygrywali już zresztą TdS, odpowiednio w latach 1998 i 1995. W ich cieniu pojedzie też niezły góral i zapewne na ten wyścig szczególnie umotywowany Steve Zampieri. W cieniu walki wyżej wymienionych kolarzy o zwycięstwo, podium czy miejsce w szerszej czołówce klasyfikacji generalnej ścigać się będą (przede na płaskich odcinkach) sprinterzy i klasycy tacy jak: Fabio Baldato (Włochy - Alessio); Sebastien Hinault (Francja - Credit Agricole); Fabrizio Guidi (Włochy - Team CSC); Gian-Matteo Fagnini (Włochy - Domina Vacanze); Francesco Chicchi (Włochy - Fassa Bortolo); Niemiec Olaf Pollack i Szwajcar Markus Zberg (obaj Gerolsteiner); Robbie McEwen (Australia - Lotto); Włoch Paolo Bettini i Szwajcar Aurelien Clerc (obaj Quick Step); Robert Hunter (RPA - Rabobank); Salvatore Commesso (Włochy - Saeco) czy też Marco Zanotti (Włochy - Vini Caldirola).
ŻYCIE
BYWA
OKRUTNE
Tegoroczny Tour de Suisse zapisze się w pamięci kibiców jako jeden z najbardziej dramatycznych w historii. Ozdobą dziewięciodniowego ścigania okazał się być pojedynek dwóch kolarzy: faworyta gospodarzy 35-letniego Szwajcara Fabian Jekera z hiszpańskiej grupy Saunier Duval z o cztery lata młodszym gościem zza północnej granicy Niemcem Janem Ullrichen z ekipy T-Mobile. Dla Jekera TdS był bodaj najważniejszym startem w sezonie, a ewentualne w nim zwycięstwo zapisałby w swym dorobku jako życiowy sukces. Dla Ullricha TdS był tylko etapem (jakkolwiek najważniejszym) przygotowań do imprezy numer 1 czyli Tour de France. Obaj stawali już kiedyś (na początku swych karier) na trzecim stopniu podium wyścigu Dookoła Szwajcarii - Jeker w 1992 roku, zaś Ullrich w sezonie 1997. Po pierwsze zwycięstwo w szwajcarskim tourze mógł sięgnąć tylko jeden z nich. Podczas gdy dla Szwajcara taki triumf byłby cenniejszy od złota, to Niemiec mimo wszystko oddałby pewnie pięć takich wiktorii za swą drugą w "Wielkiej Pętli". Ostatecznie ten któremu sukces w TdS był bardziej potrzebny przegrał wyścig ostatniego dnia o jedną sekundę! Ostatni raz tak mała różnica dzieliła zawodników na podium TdS w edycji z roku 1987 gdy Amerykanin Andy Hampsten wyprzedził o sekundę Holendra Petera Winnena i na dodatek tylko o siedem sekund Kolumbijczyka Fabio Parrę. Jednak nawet Ullrich nie wyjechał z Szwajcarii w pełni zadowolony, bo choć wygrał tak prestiżową etapówkę sprawiając sobie tym samym miłą niespodziankę to jednak na trasie tego wyścigu (podczas drugiego etapu) kontuzji doznał jego najważniejszy w kontekście występu w Tour de France kolega z drużyny Kazach Aleksander Winokurow.
Wyścig na dobre rozpoczął się wcześniej niż tego oczekiwano, bo już na pierwszym etapie do Beromunster. Otóż na 30 kilometrze tego odcinka od peletonu odjechała spora grupa aż 39 zawodników (z wieloma faworytami), która do 76 kilometra wypracowała sobie przewagę 4:00. Dzięki pracy w pościgu drużyn: Alessio, Chocolade Jacques i Lampre zysk ten stopniał do 2:10 na 121 kilometrze, lecz potem ścigający nagle podupadli na duchu i ich strata od tego momentu ponownie zaczęła rosnąć i to w tempie błyskawicznym. W czołówce pierwsi (na 140 km) zaatakowali: Hiszpan David Canada (Saunier Duval) i Szwajcar Steve Zampieri (Vini Caldirola). Na 153 kilometrze przeskoczyli do nich: kolejny Helwet Oskar Camenzind (Phonak Hearing Systems) oraz wspomniany już Ullrich. Na ostatniej hopce dnia (na 163 km) ich wyczyn w solowym rajdzie powtórzył drugi z bohaterów tego artykułu czyli Jeker. Na finiszu znajomość ostatnich metrów (kolarze już wcześniej dwa razy przejechali przez linię mety) wykorzystał Ullrich rozpoczynając sprint z 250 metrów i pierwszy wchodząc w ostatni zakręt. Za nim przyjechali Szwajcarzy: Camenzind, Jeker, Zampieri i jako piąty Canada, zaś 30-osobowy peletonik (w którym zabrakło m.in. zwycięzcy TdS z sezonu 1998 Włocha Stefano Garzelliego) przyprowadził ze stratą 0:15 jeszcze jeden Szwajcar Alexandre Moos (Phonak). Poza paroma dalszymi "rozbitkami" z czołówki pozostali kolarze od 40 miejsca wzwyż stracili "na dzień dobry" z 68. Tour de Suisse aż 18:31! Tym samym już pierwszego dnia krąg kandydatów do czołowych miejsc w tej imprezie zawęził się praktycznie do 35 nazwisk.
Po burzy na samym wstępie drugi odcinek (do Rheinfelden) przebiegł już według stereotypowego w pagórkowatym terenie scenariusza. Na 40 kilometrze uciakła siódemka zawodników, która zdołała sobie wypracować i następnie utrzymać do 116 kilometra maksymalną przewagę 5:00. Tym razem jednak peleton przede wszystkim dzięki pracy ekipy Lotto skasował ten odjazd, łapiąc ostatnią czwórkę tzn. Szwajcarów: Martina Elmigera (Phonak) i Markusa Zberga (Gerolsteiner) a także Garzelliego i Francuza Erica Leblachera (Credit Agricole) na 4 kilometry przed metą. Długiego finiszu spróbowali jeszcze Moos i Włoch Alberto Ongarato (Fassa Bortolo), lecz ostatecznie ten dzień należał do sprinterów, a przede wszystkim Australijczyka Robbie McEwena ze wspomnianej drużyny Lotto, który dość łatwo ograł Niemca Olafa Pollacka (Gerolsteiner), Robbie Huntera z RPA (Rabobank), Luksemburczyka Kima Kirchena (Fassa Bortolo) i Anglika Rogera Hammonda (Mr.Bookmaker.com). Dla odmiany na jurajskim etapie trzecim do Vallorbe śmiała akcja zapoczątkowana na 47 kilometrze powiodła się. Początkowo brało w niej udział dziewięciu zawodników spośród, których po 70 kilometrach zostało pięciu: Hunter, Ongarato, Szwajcar Gregory Rast (Phonak) i Belgowie: Jurgen Van Goolen (Quick Step) i Peter Wuyts (Mr.Bookmaker.com). Do 160 kilometra utrzymywali oni przewagę aż 9:50 nad grupą zasadniczą. Żaden z nich nie zagrażał jednak liderowi, a poza tym na górzystej końcówce ich przewaga znacząco zmalała. W czołówce Hunter i Rast zgubili na kilka kilometrów przed metą pozostałą trójkę, zaś sam finisz łatwo wygrał kolarz z południowej półkuli. Hunter wyprzedził Rasta o 0:02, Van Goolena o 0:19, Ongarato o 0:29 i Wuytsa o 0:31. Rozbity peleton (na czele pierwszej grupy w sile 17 kolarzy) przyprowadził Amerykanin Bobby Julich (Team CSC) ze stratą 3:59.
Na czwartym etapie do Batterkinden przez dłuższy czas uciekał kwartet: Amerykanin Tom Danielson (Fassa Bortolo), Holender Maarten den Bakker (Rabobank), Bask Juan Manuel Garate (Lampre) i Belg Geert Verheyen (Chocolade Jacques) z maksymalną przewagą 4:30. Podobnie jednak jak na drugim odcinku pościg peletonu powiódł się, a najdłużej na czele wytrwał den Bakker, którego złapano na początku ostatniej górki. Później atakowali jeszcze z grupy zasadniczej: mistrz Włoch Paolo Bettini (Quick Step), Hammond i Rast lecz oni również nie dali rady "urwać się ze smyczy". Na finiszu mieliśmy powtórkę z San Remo (czyli tegorocznej edycji pierwszego z pucharowych klasyków). Wydawało się bowiem, że po swe najcenniejsze w krótkiej zawodowej karierze zwycięstwo sięgnie mistrz świata do lat 23 z Zolder (w sezonie 2002) Francesco Chicchi, lecz młody profesjonalista z Fassa Bortolo zbyt wcześnie wyrzucił ręce w geście triumfu i tuż przed kreską ubiegł go "stary lis" McEwen. Za ich plecami na kolejnych miejscach finiszowali: Pollack, Włoch Fabio Baldato (Alessio), niezmordowany Bettini i wszędobylski na tym wyścigu Hunter. Etap piąty do Adelboden na profilu wyglądał podobnie do trzeciego czyli: łatwo na początku, a pod koniec góry, lecz niezbyt wymagające. Co ciekawe odcinek ten przyniósł zwycięstwo temu samemu człowiekowi czyli "Myśliwemu z Afryki" - Hunterowi. Tym razem Robert, który w 2002 roku wygrał etap Tour de Pologne w moim rodzinnym Sopocie dobrał sobie do ucieczki Duńczyka Michaela Blaudzuna (Team CSC) i ... Brazylijczyka Murilo Fischera (Domina Vacanze). Ów tercet jakże egzotyczny bo złożony z zawodników z trzech różnych krańców świata wypracował sobie przewagę 10:34 na 107 kilometrze i jeszcze do 150 kilometra wyprzedzał peleton o 7:30. Dzięki temu mogli oni rozstrzygnąć o pierwszeństwie na etapie w swym ścisłym gronie, bowiem finałowy (choć kilkunastokilometrowy) podjazd do mety był na tyle łagodny, iż nie wyczerpał do reszty ich sił. Hunter (choć to prawie sprinter) dość łatwo zgubił na 156 kilometrze obu współtowarzyszy ucieczki i wygrał z przewagą 0:35 nad Fischerem oraz 0:37 nad Blaudzunem. Na czele pierwszego (18-osobowego) oddziału peletonu przyjechali po 4:30 Kirchen, Jeker i Austriak Georg Totschnig (Gerolsteiner) - Ullrich po raz kolejny, jeszcze bez problemu utrzymał koszulkę lidera.
Copyright: www.t-mobile-team.com
Sytuacja w całym wyścigu zgodnie z planem organizatorów miała się dopiero zacząć klarować na szóstym etapie prowadzącym przez przełęcze: Susten i Klausen do Linthal. Po 35 kilometrach zaatakowali Szwajcarzy: Niki Aebersold (Phonak) i Roger Beuchat
(Vini Caldirola) oraz Francuz Stephane Auge (Credit Agricole), Włoch Salvatore Commesso (Saeco) i Holender Thorwald Veneberg (Rabobank). Jednak już na pierwszym z potężnych wzniesień okazało się, iż Auge i Commesso nie pasowali do tego towarzystwa jeśli chodzi o umiejętność jazdy w górach. Na czele pozostała więc tylko trójka, która jednak po zjeździe (tj. na 137 km) miała już nawet 11:00 przewagi nad peletonem. Podczas wspinaczki pod Klausenpass Aebersold zgubił swych rywali, iż na przełęcz wjechał o 2:00 przed nimi oraz 5:20 przed grupą Ullricha. Na zjeździe nie dał się nikomu dogonić i po sześciu raczej "chudych latach" odniósł swe pierwsze od października 1998 (semi-klasyk Milano-Torino) zwycięstwo. Jako drugi ze stratą 2:51 na mecie zjawił się Veneberg, zaś dogoniony przez grupę lidera Beuchat wygrał finisz po trzecie miejsce. Obok lidera tj. ze stratą 3:00 do Aebersolda finiszowali jeszcze: Totschnig, Jeker, Bask Txema Del Olmo (Milaneza), Włoch Dario Cioni (Fassa Bortolo) i jeden z zaledwie czterech pomocników jacy zostali przed tym etapem do pomocy Ullrichowi - Włoch Giuseppe Guerini. W kolejnym 7-osobowym oddziale przyjechał Camenzind tracąc 4:13 do zwycięzcy etapu czyli 1:13 do swych najgroźniejszych rywali. Po pierwszej górskiej potyczce w "generalce" przewodził więc Ullrich o 0:06 przed Jekerem (efekt bonifikat z pierwszego etapu) oraz 0:25 przed Totschnigiem, Cionim i Del Olmo. Jednak najtrudniejszym testem górskiej formy Jana z Rostocku miał być dopiero etap siódmy do Malbun, z pozoru łatwiejszy niż szósty, lecz kończący się stromym, 13-kilometrowym podjazdem. W początkowej fazie tego odcinka uciekał duet zawodników z drużyny Mr.Bookmaker.com: Australijczyk Ben Day oraz Belg Erwin Thijs. Uzyskali oni największą przewagę 4:00 nad peletonem, lecz tuż przed finałowym wzniesieniem ich zysk wynosił już tylko 1:00 i niespełna 10 kilometrów przed metą ich akcja skończyła się. Z czołówki wyskoczyli Totschnig i Zampieri, lecz zdołał ich "skasować" Guerini. Potem próbę podjął Hiszpan Santiago Perez (Phonak), lecz jego z kolei złapał i pozostawił z tyłu na 4 kilometry przed szczytem raz jeszcze atakujący Totschnig. Z tyłu coraz ciężej jechało się Ullrichowi, lecz Jeker zodobył się na mocny atak na pozycję lidera dopiero kilometr przed metą. Etap wygrał Totschnig o 0:07 przed Jekerem, 0:14 przed Luksemburczykiem Frankiem Schleckiem (Team CSC), 0:17 przed Del Olmo, 0:28 przed Cionim i 0:39 przed ledwie szóstym Ullrichem. Perez, który rozpoczął decydującą akcję finiszował siódmy (+ 0.41) tuż przed innymi "młodzianami" Niemcem Patrickiem Sinkewitzem (Quick Step, + 0.43) i Rosjaninem Jewgienijem Pietrowem (Saeco, + 0.44). Wyścig zyskał nowego lidera w osobie Fabiana Jekera. Leciwy Helwet wyprzedzał Totschniga o 0:08, Ullricha o 0:32, Del Olmo o 0:35 i Cioniego o 0:46. To pomiędzy tą piątką miało się wszystko rozstrzygnąć, lecz dopiero ostatniego dnia podczas jazdy indywidualnej na czas w Lugano.
Etap ósmy do Bellinzony miał dać chwilę odpoczynku czołowym zawodnikom i zachować wśród nich status quo przed ostatnim odcinkiem, kluczowym dla losów całych zmagań. Tak się jednak nie stało w czym pomogła stroma "hopka" tuż przed metą i ulewny deszcz. Po 20 kilometrach uciekło z peletonu czternastu kolarzy, z których najwyżej w klasyfikacji łącznej notowany był Niemiec Grischa Niermann (Rabobank) tzn. dziewiętnasty ze stratą 8:12. Później śmiałkowie kontynuowali swą akcję z 11-osobowym składzie, z której na 137 km uciekli trzej Włosi: Bettini i Alessandro Cortinovis (Lampre) oraz włoski Szwajcar Patrick Calcagni (Vini Caldirola). Na 12 kilometrów przed metą tempa współtowarzyszy ucieczki nie wytrzymał Cortinovis, zaś 5 km przed kreską (już na wzniesieniu) Bettini zgubił też Calcagniego. Dzięki temu "Świerszcz" wygrał swój ostatni wyścig w zielono-biało-czerwonej koszulce, bowiem do czasówki już nie wystartował, zaś tydzień po TdS będzie bronił tytuł mistrza krajowego. Drugi na mecie był Calcagni (+ 1.04), trzecie i czwarte miejsca zajęli: Kirchen i Santi Perez (obaj po + 1:53). Dalsze miejsce aż do jedenastego (Cortinovis + 3.03) zajęli ucieczkowicze, zaś z rozbitej grupy zasadniczej pierwszy (czyli dwunasty, + 3.19) finiszował Jeker, który zyskał 0:05 nad Cionim, 0:09 nad Ullrichem i co równie istotne aż 0:42 przed Totschnigiem. Przed wielkim finałem Jeker wyprzedzał Ullricha o 0:41, Totschniga o 0:50, Cioniego o 0:51 i Del Olmo o 0:53. "Etap prawdy" czyli dziewiąty wygrał Ullrich dystansując uznanych fachowców od samotnej walki z czasem: Węgra Laszlo Bodrogiego (Quick Step) o 0:09, Szwajcara Fabiana Cancellarę (Fassa Bortolo) o 0:11, Pietrowa o 0:23 i Julicha o 0:40. Najważniejsze jednak, że Ullrich pokonał Jekera, który "wykręcił" szósty czas aż o 0:42!!! Tym sposobem w klasyfikacji generalnej "rzutem na taśmę" Niemiec pokonał Szwajcara. Zmiana nastąpiła również na trzeciej pozycji, gdyż Cioni w tej próbie był o 0:07 lepszy od Totschniga. Z dalszej pozycji słabego czasowca Del Olmo przeskoczył Pietrow. Cioni (wcześniej piąty w Tour de Romandie i czwarty w Giro d'Italia) stracił w sumie do "Kaisera" 1:20, Totschnig 1:26, Pietrow 2:14, Del Olmo 2:17, zaś czołową "10" zamknęli: Sinkewitz 3:18, Guerini 3:20, Camenzind 4:38 i Canada 4:46. Nasz Zbigniew Piątek (Chocolade Jacques), który pogubił się już na pierwszym etapie stracił w sumie 36:04 i zajął 42 lokatę. Dodam jeszcze, iż klasyfikację punktową również wygrał Ullrich (raz jeszcze przed Jekerem), zaś górską Aebersold (bo o wynikach tej klasyfikacji decydował w zasadzie przebieg etapu szóstego). Gospodarzom zaś na małe pocieszenie zostało zwycięstwo Phonaku w klasyfikacji drużynowej.
POWRÓT
|