KATALOŃSKA STARUSZKA

Najbardziej prestiżowy z rozlicznych regionalnych wyścigów etapowych w Królestwie Hiszpanii jest zarazem najstarszą imprezą w swej klasie (2.HC) i czwartą pod tym względem wśród wszystkich aktualnie rozgrywanych etapówek. Dłuższą historią od "katalońskiej staruszki" poszczycić się mogą jedynie wielkie wyścigi Dookoła: Francji i Włoch (zainaugurowane odpowiednio w latach 1903 i 1909) oraz reaktywowany w ubiegłym sezonie Tour de Belgique (vel Ronde van Belgie) sięgający swymi początkami do roku 1908. Tymczasem katalońska Volta po raz pierwszy odbyła się już w sezonie 1911, a więc jest o blisko ćwierćwiecze starsza od wielkiej hiszpańskiej Vuelty (rozgrywanej od 1935 roku). Narodowy tour dumnych ze swej odrębności narodowej Katalończyków jest wyścigiem trudnym i z kategorii górskich przez co stanowi bardzo dobrą próbę (przede wszystkim dla hiszpańskich kolarzy) przed lipcowym Tour de France. Tegoroczny wyścig liczył będzie niespełna 900 kilometrów (dokładnie 887,9) podzielonych na siedem odcinków, z których najtrudniejsze tradycyjnie wyznaczono w Pirenejach, w tym na drogach wolnocłowego księstwa Andorry i jego okolic. Zgodnie z młodą tradycją, czwarty rok z rzędu VaC rozpocznie się od krótkiej jazdy drużynowej na czas, w tej edycji wyznaczonej pomiędzy Salou i Vila-Seca (La Pineda) na dystansie 22,9 kilometra. W latach 2000-01 tego typu próby wygrywali kolarze ONCE, zaś przed rokiem zawodnicy US Postal. Odcinek drugi z Mora D'ebre do El Morell (183,6 km) mimo trzech premii górskich sprzyjać powinien sprinterom, jako że na jego trasie umieszczono tylko jedną premię 2. i dwie "hopki" 3. kategorii , w tym ostatnią z nich już na 118,5 kilometrze. Kluczowe powinny być etapy: trzeci i czwarty. Najpierw peleton 83. Volty pojedzie z La Pobla De Mafumet do Andorry. Po drodze będą premie: kat. 2 - Alt del Belltall (775 m. n.p.m - na 45,4 km) i kat. 1 - Alt de la Comella (1340 m. n.p.m., A - 340 m., D - 4,2 km, ŚN - 8,09 % na 200,6 km), zaś na finał wyznaczono wspinaczkę kat. super do stacji narciarskiej Els Cortals D'Encamp (2070 m. n.p.m., A - 940 m., D - 12,1 km, ŚN - 7,76% i max. 12%). Dzień później etap też będzie ciężki (157,4 km z Andorra La Vella do Llivii) i z finiszem w bardzo ciekawym miejscu. Aczkolwiek tym razem finisz nie na będzie na górze, lecz w niewielkiej miejscowości Llivia, która wraz z najbliższymi terenami stanowi hiszpańską enklawę na terenie Francji, a do tej Republiki kolarze "gościnnie" zawitają między 88 a 156 kilometrem. Odcinek czwarty zawierał będzie cztery premie górskie, w tym trzy 1. kategorii: Alt de la Massela (1625 m. n.p.m., A - 465, D - 7,3 km, ŚN - 6,36 % na 58,5 km), Alt del Calvari (1836 m. n.p.m., A - 356 m., D - 6,3 km, ŚN - 5,65 % na 112,8 km) oraz najtrudniejszy tego dnia Coll d'Egat (1662 m. n.p.m., A - 447 m., D - 5,6 km, ŚN - 7,98 % i max. 9 % na 140,8 km), po którym nastąpi 12 kilometrów zjazdu i płaski teren do mety na wysokości 1200 metrów n.p.m. Etap piąty powinien oznaczać powrót sprinterów. Co prawda na trasie 166,3 km z Llivi do Manresy są dwie poważne premie: kat. 1 - Collada de Tosses (1800 m. n.p.m. na 27,1 km) oraz kat. 2 - Alt de la Pollosa (910 m. n.p.m. na 130 km) lecz jest ich za mało i zbyt daleko od mety by wierzyć w udaną szarżę nienasyconych wcześniejszymi wydarzeniami górali. Klasyfikację generalną wyścigu ostatecznie ułoży zapewne górzysta czasówka o długości 13,1 km na ulicach Barcelony z Molins De Rei do Plaza Vallvidrera. Do półmetka (6,6 km) uczestnicy będą musieli się wspinać z poziomu 38 na 353 m. n.p.m., potem będzie kilka kilometrów raczej płaskich i dopiero finałowe 400 metrów to kolejny podjazd o nachyleniu 5,75 %. Odcinek ostatni (też barceloński) nie zapowiada się bynajmniej na etap przyjaźni. Na dystansie zaledwie 128 kilometrów umiejscowiono bowiem aż cztery premie górskie, po dwie: 3. i 2. kategorii, w tym niedaleko mety: Alt del Tibidabo (450 m. n.p.m. - kat. 2 na 98,4 km) i Alt del Forat del Vent (325 m. n.p.m. - kat. 3 na 117,5 km).


Copyright: www.volta-catalunya.com

Jak już wspomniałem Volta a Catalunya ma bardzo bogatą tradycję. Jeszcze przed wybuchem krwawej wojny domowej w 1936 roku, w której Katalonia mocno ucierpiała po tym jak zdecydowanie opowiedziała się po przegranej stronie republikańskiej wyścig rozegrano 18-krotnie, w latach: 1911-13, 1920 i 1923-36. Natomiast po zakończeniu bratobójczej wojny w 1939 roku VaC odbywał się już bez przeszkód do chwili obecnej - stąd imponująca liczba 82 dotąd rozegranych edycji! Zdecydowanie najwybitniejszą postacią na tak długiej liście triumfatorów jest urodzony w prowincji Nawarra (miejscowość Olite) Mariano Canardo, który wygrał VaC aż 7-krotnie, w latach: 1928-30, 1932, 1935-36 i 1939, zaś w sumie aż 11-krotnie stawał na jego podium (będąc również dwukrotnie: drugi i trzeci)! Co ciekawe na drugim miejscu w tej hierarchii jest jego wielki krajan, Bask Miguel Indurain urodzony w Villavie pod Pamploną (stolicą Nawarry). "Big Mig" wygrywał Voltę 3-krotnie, u progu najlepszych lat swej kariery w sezonach: 1988 i 1991-92. Ośmiu innych kolarzy (w tym sześciu rodem z Hiszpanii) zwyciężało w Katalonii dwa razy, byli nimi: Miguel Mucio (1924-25), Julian Berrendero (1943 i 1946), Emilio Rodriguez (1947-48), Katalończyk Miguel Poblet (1951 i 1960), Salvador Botella (1953 i 1959) oraz Bask Marino Lejarreta (1980 i 1989), zaś z kolarzy zagranicznych: Francuz Victor Fontan (1926-27) i Irlandczyk Sean Kelly (1984 i 1986). Wśród triumfatorów tego wyścigu znajdują się też takie sławy jak: Francuz Jacques Anquetil (1967), Belg Eddy Merckx (1968), Włoch Franco Bitossi (1970), Luis Ocana (1971), Włoch Felice Gimondi (1972), Francuz Bernard Thevenet (1974), Belg Freddy Maertens (1977), Włosi: Francesco Moser (1978) i Claudio Chiappucci (1994), Francuz Laurent Jalabert (1995) czy Szwajcar Alex Zulle (1996). Polski skromny ślad w annałach Volty to zwycięstwo etapowe Czesława Langa w 1988 roku na popołudniowym podetapie 3b, zaś w klasyfikacji generalnej najwyżej, lecz zaledwie na 28 miejscu ukończył ściganie Zenon Jaskuła w sezonie 1997. W minionych latach wyścigiem tym rządzili hiszpańscy górale najwyższej marki: Manuel Beltran (1999), Jose Maria Jimenez (2000), Bask Joseba Beloki (2001) i Roberto Heras (na zdjęciu poniżej - w ubiegłym sezonie).

Jak będzie w tym roku? Roberto Heras zanim odda się we francuską służbę Lance'owi Armstrongowi będzie miał szanse obrony swego cennego tytułu. Góral ze środkowego zachodu (z miasta Bejar) będzie zdecydowanym liderem US Postal Service, w której pojedzie m.in. Amerykanin George Hincapie, który przyda się w drużynówce i być może przypomni sobie swoje sprinterskie umiejętności przy dwóch-trzech okazjach. Ekipa ONCE pojawi się w Katalonii bez Joseby Belokiego, który swą formę sprawdził w Euskal Bizkleta (kat. 2.1) oraz innych asów, którzy ścigali już w Deutschland Tour (kat. 2.2). Wśród dublerów najjaśniejszymi postaciami mogą się okazać: młody góral David Arroyo, który wysoko plasował się na etapówkach w Asturii i Kastylii, czeski czasowiec Jan Hruska lub wszechstronny sprinter Angel Vicioso. Mocny skład wystawia Fassa Bortolo, w której szeregach pojadą: wybitny klasyk Michele Bartoli, najlepszy młody kolarz TdF 2002 Ivan Basso i prawdziwy "młodzik" Filippo Pozzato zwycięzca tegorocznego Tirreno-Adriatico. W Kelme nie tylko na VaC, ale również podczas "Wielkiej Pętli" zabraknie rekonwalescenta Oscara Sevilli co znacznie osłabia szanse tej ekipy. Na początku sezonu swą formą zachwycał Javier Pascual Llorente, może teraz przyjdzie czas na mocnego, lecz wciąż jeszcze niespełnionego Jose Enrique Gutierreza? Z ekipą Telekomu przyjedzie bardzo spokojnie szykujący się do Touru mistrz świata w jeździe na czas Kolumbijczyk Santiago Botero. Na trasie przydać mu się mogą mocni Niemcy: Matthias Kessler i Andreas Kloden. Natomiast Erik Zabel w towarzystwie zaufanego Włocha Gian-Matteo Fagniniego sprawdzi swą szybkość przed "Wielką Pętlą". Drużyna Vini Caldirola na półwyspie iberyjskim jeździ pod szyldem Saunier Duval, lecz niezmniennie jej liderem pozostaje Stefano Garzelli drugi kolarz niedawnego Giro d'Italia. Na płaskich odcinkach groźni mogą być: Amerykanin Fred Rodriguez i Słoweniec Andrej Hauptman. Ekipa iBanesto.com swoich liderów na tegoroczny TdF sprawdziła już podczas ubiegłotygodniowego CdDL, lecz Włoch Leonardo Piepoli i Bask Unai Osa nawet jeśli nie są przewidywani do startu we Francji mogą potwierdzić swą górską klasę w katalońskich Pirenejach. W ich cieniu pojadą też ubiegłoroczny zwycięzca Tour de l'Avenir Rosjanin Jewgienij Pietrow i aktywny w każdym terenie Juan Antonio Flecha. Holenderski Rabobank przysyła kolarzy na każdą okazję: niemieckiego czasowca Roberta Bartko, hiszpańskiego sprintera Oscara Freire, duńskiego górala Michaela Rasmussena i doświadczonego belgijskiego klasyka Marca Wautersa. W drużynie Cofidis z numerem 86 pojedzie jedyny w tym wyścigu Polak Marek Rutkiewicz. Jednak to nie 22-letni Olsztynianin będzie liderem tej ekipy, w takiej roli należy upatrywać raczej hiszpańskich Basków: Daniela Atienzę i Inigo Cuestę. Mówiąć o Baskach należy natomiast zwrócić uwagę na fakt, iż swe mocno rezerwowe zestawienie zaprezentuje ekipa Euskaltel - najlepsi pojechali w Dauphine, zaś na starcie w Katalonii najgłośniejszym nazwiskiem jest "importowany rodak" z Wenezueli Unai Etxebarria. Do faworytów nie będą się też zaliczać kolarze Gerolsteiner. Minęły już lata gdy w górach liczył się Udo Bolts, zaś jego młodsi rodacy: Olaf Pollack i Fabian Wegmann swej szansy na zaistnienie szukać będą w sprinterskich rozgrywkach. Stawkę jedenastu ekip I dywizji uzupełniają cztery drużyny drugoligowe. W zespole Relax są dwaj dobrzy górale: znany z udanych występów w Banesto Santiago Blanco i młody Benjamin Noval, zaś "harcownicy" Oscar Laguna i Jose Manuel Maestre wygrali już po etapie VaC w ubiegłych latach. W skromnym teamie Paterniny przed dwoma tygodniami objawił się wielki talent Jose Antonio Pecharromana, który na wspomnianym już Rowerze Baskijskim nie miał sobie równych i bez żadnych kompleksów walczył ze sławnymi rywalami tej miary co Joseba Beloki czy Włoch Francesco Casagrande wygrywając w tym towarzystwie cały wyścig i trzy etapy (w tym czasówkę)! W górach ten utalentowany 25-latek będzie mógł liczyć na wsparcie Jose Antonio Garrido, który przed rokiem wygrał jeden z górskich etapów VaC. W ekipie tej pojedzie też sensacyjny (jeszcze aktualny) mistrz Hiszpanii Juan Carlos Guillamon oraz szybki Carlos Torrent. W najsłabszej hiszpańskiej drużynie Labarca 2 liderem będzie dobry góral Aitor Kintana (szósty w tegorocznym Euskal Bizikleta), zaś w uzupełniającej skromną stawkę 15 ekip rosyjskiej "komandzie" Lokomotiv wyróżnić można młodego Pawła Brutta.



NARODZINY NOWEJ GWIAZDY

Tegoroczna Volta a Catalunya w mniejszym stopniu niż jej poprzednie edycje była przegladem siły hiszpańskiego peletonu przed lipcowym Tour de France. Stało się tak na skutek decyzji szefów czterech pierwszoligowych ekip hiszpańskich: Euskaltel, iBanesto.com, Kelme oraz ONCE, którzy formę swych kluczowych zawodników postanowili sprawdzić podczas innych czerwcowych etapówek, a mianowicie: Euskal Bizikleta (2.1) oraz francuskiego Dauphine Libere (2.HC), zaś do Kataloni przysłali zestawienia raczej rezerwowe. W tej sytuacji większe pole do popisu mieli rodzimi kolarze z grup drugiej dywizji tj. Colchon Relax, Labarca 2 i Paterniny. Wyścig zaczął się jednak zgodnie z planem od sukcesu ekipy ONCE-Eroski na niespełna 23-kilometrowej drużynówce. Podopieczni Manolo Sainza zrewanżowali się zespołowi US Postal za 3-sekundową porażkę sprzed roku i pokonali pocztowców w tym samym rozmiarze nawiązując do swych sukcesów z VaC w edycjach 2000-2001. Pierwszym liderem za przyzwoleniem kolegów został Xavier Florencio 24-latek urodzony w Mont-roig del Camp zaledwie kilkanascie kilometrów od trasy tego etapu. Pagórkowaty etap drugi do El Morell "namieszał" w wynikach wyścigu bardziej niż można się było tego spodziewać. W dużej mierze za sprawą wiatru peleton pękł na dwie części. Na mecie walkę o zwycięstwo etapowe stoczyło tylko 39 kolarzy, zaś 72 pozostałych straciło aż 20.08! i tym samym już po dwóch dniach teoretyczne grono kandydatów do końcowego sukcesu stopniało do ledwie 35 % stawki wszystkich uczestników. Pod nieobecność najlepszych sprinterów (z tyłu zostali m.in. Hiszpan Oscar Freire z Rabobanku i Niemiec Erik Zabel z Telekomu) etap wygrał Holender Bram de Groot (Rabobank) przed Hiszpanem Angelem Vicioso (ONCE), który został nowym liderem i szybko powracającym do formy Amerykaninem George'm Hincapim (US Postal). Swoją rolę spełnił znakomicie królewski etap do stacji Cortals D'encamp w Andorze. Co prawda dwa pierwsze miejsca zajęli na nim najsilniejsi kolarze z 10-osobowej ucieczki (którzy na 70 km przed metą mieli maksymalną przewagę 7.34, lecz dzień wcześniej znaleźli się wśród pechowców) tzn. Bask Aitor Kintana (Labarca 2) o 2.00 przed Duńczykiem Michaelem Rasmussen'em (Rabobank), lecz prawdziwa walka o generalne zwycięstwo rozegrała się za ich plecami. Na przedostatniej górze (La Comella) zaatakowała czwórka: Santiago Blanco (Colchon Relax), ubiegłoroczny triumfator Roberto Heras (US Postal) i "cichy faworyt" Jose Antonio Pecharroman wraz ze swym "górskim giermkiem" i imiennikiem Jose Antonio Garrido (obaj Paternina). Na finałowym podjeździe wchodzacą gwiazda iberyjskiej cyklistyki Pecharroman zostawił najpierw Blanco, a potem również Herasa! Do mety rewalacyjny 25-latek dotarł do szczytu ze stratą 2.09 do Kintany, podczas gdy Heras stracił 2.42, zaś Blanco już 4.03. Nowym liderem został jednak kolarz US Postal bowiem miał w zanadrzu 46 sekund przewagi z pierwszego dnia, gdy Paternina zajęła dopiero ósme miejsce ze stratą 0.49 do ONCE po tym jak jeden z jej kolarzy miał defekt tuż po starcie. Górzysty odcinek czwarty do Llivii miał ewentaulnie poprawić klasyfikację ułożoną w środę na szosach górskiego księstwa. Tymczasem praktycznie w żaden sposób nie wpłynął na ułożoną już hierarchię. Etap wygrał po 130-kilometrowej ucieczce najpierw w większej kompanii, a potem solo Jesus Maria Manzano (Kelme), który do mety utrzymał skromną 12-sekundową przewagę nad 39-osobowym peletonikiem, z którego najszybciej finiszował Austriak Rene Haselbacher (Gerolsteiner) przed Niemcem Matthiasem Kesslerem (Telekom). W klasyfikacji generalnej status quo: liderem pozostał Heras o 0.09 przed Pecharromanem i 1.58 przed Blanco.

Etap piąty dla kandydatów do generalnego podium był względnym odpoczynkiem jeśli można tak powiedzieć o dniu spędzonym przy temperaturze około 35 stopni Celcjusza i w tempie 44 km/h. Na finiszu ponownie nie miał okazji powalczyć Zabel, który na kilka kilometrów przed metą miał defekt. W tej sytuacji ułatwione zadanie miał Freire, który nie zmarnował swej szansy i pewnie pokonał Vicioso oraz Haselbachera. O końcowych wynikach 83. Volty zadecydował etap przedostatni czyli górzysta czasówka o długości 13,1 km na ulicach Barcelony. Pecharroman, który swe umiejętności zarówno w jeździe górskiej jak i na czas zaprezentował już z najlepszej strony podczas wspomnianego Roweru Baskijskiego na tym "etapie prawdy" wręcz zmiażdżył opozycję. Na tak krótkim dystansie lider Paterniny wyprzedził lidera o 52, zaś aktualnego mistrza świata w tej specjalności Kolumbijczyka Santiago Botero o 58 sekund! Dzięki temu wyczynowi Pecharroman został zdecydowanym przodownikiem wyścigu (o 0.43 przed Herasem) na dzień przed jego zakończeniem. Swoją szansę na trzecią lokatę przegrał Blanco (zaledwie 75. w czasówce + 3.39), który po kipskim występie spadł aż na ósmą pozycję. Z czwartego na trzecie miejsce awansował Koldo Gil (ONCE), z ósmego na czwarte (piąty na czasówce) Rafael Casero (Paternina) - młodszy brat Angela, zaś najlepszy kolarz zagraniczny Włoch Ivan Basso (Fassa Bortolo) zamienił się miejscami (piąte-szóste) z młodym Benjaminem Novalem (Colchon Relax). Niedzielny etap po otaczających Barcelonę górkach nic już nie zmienił, choć tempo nie było spacerowe. Do finiszu dojechało tylko 42 zawodników (czyli niespełna połowa 88-osobowego peletonu) i wobec kolejnej niedyspozycji Freire i Zabela walkę o zwycięstwo stoczyli ich bardziej wszechstronni rywale. Wygrał Vicioso (tym samym potwierdzając swój triumf w klasyfikacji punktowej) przed Hincapie'm i Kesslerem. Podobnie dzięki zwycięstwom na dwóch ostatnich tego dnia premiach górskich prowadzenie w klasyfikacji górskiej utrzymał Rasmussen skutecznie broniąc się przed atakami Kintany. W klasyfikacji drużynowej niespodziewanie, acz zasłużenie wygrała Paternina-Costa de Almeria obok Pecharromana wysokie miejsca zajęli Rafael Casero (czwarte) i Joaquim Lopez (czternaste). Na jej tle słabo wypadły rezerwy sztandarowych ekip hiszpańskich. Tylko ONCE umieściło swojego kolarza (Koldo Gila) na finałowym podium. Ponadto Kelme (dzięki Manzano) i ONCE (za sprawą Vicioso i drużynie) uszczknęły po etapowym sukcesie. Najlepszy kolarz Euskaltel Wenezuelczyk Unai Etxebarria był jednak dopiero piętnasty, najwyżej sklasyfikowany kolarz iBanesto.com Rosjanin Jewgienij Pietrow dziesiąty, zaś w barwach Kelme najlepiej spisał się Kolumbijczyk Ivan Parra tylko trzynasty. Najgłośniej jednak jest o czerwcowym objawieniu w hiszpańskim peletonie Jose Antonio Pecharromanie. Wielu fachowców już widzi w nim poważnego kandydata do następstwa po Miguelu Indurainie! Zdaję się z tymi poglądami Dyrektor sportowy US Postal Belg Dirk Demol, który po sobotniej czasówce powiedział: "Dziś widzieliśmy przyzłego mistrza". Poprzednia nadzieja Hiszpanów Bask Abraham Olano nie sprawdził się ze względu na słabszą jazdę w górach. Tymczasem Pecharroman co udowodnił zarówno w Kraju Basków jak i Katalonii jeździ równie dobrze w obu tych specjalnościach. Podczas tegorocznej Volty młody as potrafił: zarówno zgubić górala tej klasy co Heras w Pirenejach jak i zdystansować o blisko minutę czempiona w jeździe na czas Botero. Jego talent w tym miesiącu rozbłysł pełnym blaskiem, lecz w Tour de France jeszcze w tym roku go nie zobaczymy. Najpierw musi on zmienić grupę na mocniejszą (zapewne już tej zimy lub nawet jesieni). W tym roku będziemy go mogli jeszcze zobaczyć w akcji przede wszystkim podczas 58. edycji Vuelta a Espana gdzie przed rokiem Pecharroman był dopiero 27. (ze stratą 53.26 do Aitora Gonzaleza) tj. o niespełna minutę przed naszym Sylwestrem Szmydem, z którym wygrał tylko dzięki mniejszej o kilkanaście minut stracie na wietrznym etapie dziewiątym do Cordoby.

POWRÓT