|
KATALOŃSKI
TOUR
POCIESZENIA
Wyścig Dookoła Katalonii jeden z wielu regionalnych wyścigów w Hiszpanii, kraju "zwariowanym" na punkcie imprez etapowych jest zarazem najstarszą imprezą w swej klasie (2.HC) i czwartą pod tym względem wśród wszystkich aktualnie rozgrywanych etapówek. Dłuższą historią od "katalońskiej staruszki" poszczycić się mogą bowiem jedynie wielkie wyścigi Dookoła: Francji i Włoch (po raz pierwszy rozegrane w latach 1903 i 1909) oraz reaktywowany przed dwoma laty Tour de Belgique (vel Ronde van Belgie) sięgający swymi początkami do roku 1908. Katalońska Volta po raz pierwszy odbyła się w sezonie 1911 i jest o przeszło dwie dekady starsza od wielkiej hiszpańskiej Vuelty (zainaugurowanej w roku 1935). Narodowy tour największej z iberyjskich mniejszości etnicznych czyli zamieszkałych w północno-wschodniej Hiszpanii Katalończyków zazwyczaj stanowił doskonałą okazję - przede wszystkim dla kolarzy hiszpańskich - do przetestowania swych nóg w trudnym górskim terenie przed lipcowym Tour de France. W tym sezonie jednak Volta nie zachęciła do startu zbyt wielu sław (przegrała pod tym względem rywalizację z Dauphine Libere czy nawet Tour de Suisse) i wydaje się, że o największe zaszczyty podczas 84. edycji VaC powalczą silne jednostki ze słabszych drużyn (niezakwalifikowanych do TdF) wraz super-robotnikami z mocniejszych grup tj. kolarzami, którzy na trasie 91. "Wielkiej Pętli" będą pomagać największym faworytom tej imprezy. Można więc uznać Voltę "anno domini" 2004 za wyścig pocieszenia dla tych, którzy w imprezie nr 1 nie wystąpią lub wezmą udział co najwyżej w rolach drugoplanowych (asystenckich).
Jak już wspomniałem Volta a Catalunya ma bardzo bogatą tradycję. Jeszcze przed wybuchem krwawej wojny domowej w 1936 roku, w której Katalonia mocno ucierpiała po tym jak zdecydowanie opowiedziała się po przegranej stronie republikańskiej wyścig rozegrano 18-krotnie, w latach: 1911-13, 1920 i 1923-36. Natomiast po zakończeniu bratobójczej wojny w 1939 roku VaC odbywał się już bez przeszkód do chwili obecnej - stąd imponująca liczba 83 dotąd rozegranych edycji! Zdecydowanie najwybitniejszą postacią na długiej liście triumfatorów jest urodzony w prowincji Nawarra (miejscowość Olite) Mariano Canardo, który wygrał VaC aż 7-krotnie, w latach: 1928-30, 1932, 1935-36 i 1939. Stawał on w sumie aż 11-krotnie na podium Volty będąc również dwukrotnie: drugi i trzeci! Na drugim miejscu w tej hierarchii jest jego znacznie bardziej znany krajan, Bask Miguel Indurain urodzony w Villavie pod Pamploną (stolicą Nawarry). "Big Mig" wygrywał Voltę 3-krotnie, u progu najlepszych lat swej kariery tj. w sezonach: 1988 i 1991-92. Ośmiu innych kolarzy (w tym sześciu rodem z Hiszpanii) zwyciężało w Katalonii dwa razy. Dokonali tego: Miguel Mucio (1924-25), Julian Berrendero (1943 i 1946), Emilio Rodriguez (1947-48), Katalończyk Miguel Poblet (1951 i 1960), Salvador Botella (1953 i 1959) oraz Bask Marino Lejarreta (1980 i 1989), zaś z kolarzy zagranicznych: Francuz Victor Fontan (1926-27) i Irlandczyk Sean Kelly (1984 i 1986). Wśród triumfatorów tego wyścigu znajdują się też takie sławy jak: Francuz Jacques Anquetil (1967), Belg Eddy Merckx (1968), Włoch Franco Bitossi (1970), Luis Ocana (1971), Włoch Felice Gimondi (1972), Francuz Bernard Thevenet (1974), Belg Freddy Maertens (1977), Włosi: Francesco Moser (1978) i Claudio Chiappucci (1994), Francuz Laurent Jalabert (1995) czy Szwajcar Alex Zulle (1996). Polski skromny ślad w annałach Volty to zwycięstwo etapowe Czesława Langa w 1988 roku na popołudniowym podetapie 3b, zaś w klasyfikacji generalnej najwyżej, lecz zaledwie na 28 miejscu ukończył ściganie Zenon Jaskuła w sezonie 1997. W minionych latach wyścigiem tym rządzili hiszpańscy górale najwyższej marki: Manuel Beltran (1999), Jose Maria Jimenez (2000), Bask Joseba Beloki (2001) i Roberto Heras (2002).
Copyright: www.volta-catalunya.com
Tegoroczny wyścig liczył będzie zaledwie 838 kilometrów (tj. o blisko 50 km mniej niż przed rokiem) podzielonych na siedem odcinków, z których najtrudniejsze tradycyjnie wyznaczono w Pirenejach. Ponownie o losach całego wyścigu powinny zadecydować wydarzenia, które rozegrają się na drogach wolnocłowego księstwa Andorry. Zgodnie z regułą ostatnich lat (od sezonu 2000) również tegoroczna edycja VaC rozpocznie się od krótkiej jazdy drużynowej na czas, w tym roku wyznaczonej wokół miasteczka Salou nieopodal Tarragony, które gościło też start ubiegłorocznej próby tego rodzaju. Drużynówka ta liczyć będzie tylko 18,1 kilometra i prowadzić będzie po z gruntu płaskiej trasie, za wyjątkiem podjazdu z wysokości 15 na 80 metrów n.p.m. na siódmym kilometrze etapu. Odcinek drugi z Salou do Horta de Saint Joan (145,4 km) mimo pagórkowatego profilu powinien sprzyjać sprinterom. Na trasie znajdują się jedynie dwie klasyfikowane "hopki": Alt del Coll Roig (570 m. n.p.m. - kat. 3 na 33 km) oraz Alt dell Col de Paumeres (520 m. n.p.m. - kat. 2 na 100 km). Również ostatnie 10 kilometrów (od miejscowości Bot) prowadzi nieznacznie pod górę z poziomu 315 na 545 metrów n.p.m. Pierwszym z kluczowych etapów będzie królewski odcinek trzeci (najdłuższy i natrudniejszy) z Les Borges Blanques do Andorra / Col de Pal o długości 200,7 kilometra. Peleton wjedzie do Andorry na 146 kilometrze i dopiero tam "zaczną się schody". Najpierw trzeba będzie się wspiąć na Alt Coll de Montaup (1990 m. n.p.m. i 1000 m. przewyższenia - kat. 1 na 178 km), a po tej przełęczy przyjdzie czas na finałowy podjazd do stacji narciarskiej Coll de Pal (1865 m. n.p.m., 595 m. przewyższenia - kat. 1). Góra ta znana jest także z etapów Tour de France 1993 oraz Vuelta a Espana 2001 gdy wygrywali na niej tak uznani "górale" jak Kolumbijczyk Oliveiro Rincon czy zmarły w grudniu 2003 roku Hiszpan z Kastylii Jose Maria Jimenez.
Następnego dnia korekt w czołówce klasyfikacji generalnej dokona z pewnością górska czasówka o długości 12,4 kilometra, która będzie wspinaczką pomiędzy Llorts (z poziomu 1430 m. n.p.m.) a stacją narciarską Arcalis (położoną na wysokości aż 2200 metrów n.p.m.) będąca zarazem premią górską najwyższej kategorii. Również Arcalis gościło już uczestników największych wieloetapówek. W 1997 roku na Tourze wygrał tu etap i zdobył koszulkę lidera Niemiec Jan Ullrich, zaś na Vuelcie w 2000 roku podczas etapu ze startu wspólnego zwyciężył Bask Roberto Laiseka, zaś rok później 17-kilometrową górską czasówkę (gdyż rozpoczynaną nieco niżej niż w tegorocznej VaC) wygrał dzień po sukcesie w Pal wspomniany już Jimenez. Etap piąty z Llivia do Blanes (180,6 m) jest górzysty tylko w pierwszej swej części. Na początek trzeba będzie bowiem zaliczyć: Collada de Toses (1800 m. n.p.m., 665 m. amplitudy - kat. 1 na 28 km) oraz Alt de Canes (1130 m. n.p.m. - kat. 2 na 86 km), lecz później będą już tylko mniej lub bardziej wyraziste zjazdy do samej mety w Blanes (położonego obok znanego kurortu Lloret de Mar) na poziomie 15 metrów n.p.m. Ostatnie dwa, weekendowe odcinki wyglądają podobnie bowiem zostały wyznaczone na pagórkowatych trasach w bezpośrednim sąsiedztwie katalońskiej stolicy - Barcelony. Najpierw na sobotnim etapie szóstym z Blanes do Vallirany (148 km) należało będzie pokonać trzy wzniesienia trzeciej kategorii: Alt de Samalus (425 m. n.p.m. - na 52 km), Alt San Feliu de Codines (470 m. n.p.m. - na 83 km) oraz Alt d'Ullastrel (405 m. n.p.m. - na 121 km). Podobnie jak drugiego dnia imprezy także sama końcówka (tj. siedem kilometrów) prowadzić będzie łagodnie pod górę, ale tylko z poziomu 60 na 165 metrów n.p.m. Na koniec wyznaczono uczestnikom ściganie pomiędzy Olesa de Montserrat do Barcelony (132,8 km). Początek tego etapu to trzy rundy o długości 28 kilometrów gdzie na każdej usytuowano premię trzeciej kategorii Alt de Vacarisses (340 m. n.p.m. - na 19, 47 i 75 km). Później jeszcze jedna "hopka" tego pokroju tzn. Alt de Castelbisbal (285 m. n.p.m. - na 102 km), a po niej ostatni drobny pagórek (na 121 km) i zjazd do mety w Barcelonie.
Copyright: www.volta-catalunya.com
W sytuacji gdy szykujące się do startu w Tour de France największe hiszpańskie zespoły: Euskaltel, Illes Balears czy Liberty Seguros przysłały do Katalonii swoje raczej rezerwowe składy walka o generalne zwycięstwo w tegorocznej Volcie może się rozegrać pomiędzy dwoma pozostałymi ekipami z półwyspu Iberyjskiego, które choć prezentują wysoki poziom sportowy z róźnych względów nie znalazły się wśród zaproszonych na "Wielką Pętlę" tzn. Saunier Duval i Comunididad Valenciana-Kelme. Liderem Kelme będzie z pewnością aktualny wicemistrz świata i trzeci kolarz ubiegłorocznej Vuelty Alejandro Valverde. Ten bardzo wszechstronny 24-latek wygrał w tym sezonie już dziesięć wyścigów, w tym m.in. etapówki: Vuelta a la Comudidad Valenciana i Vuelta a Murcia. Jego dodatkowym atutem będzie mocny zestaw górskich pomocników z takimi zawodnikami jak: Cesar Garcia Quesada, Eladio Jimenez, David Latasa czy Kolumbijczyk Ivan Parra. Drużynę Saunier Duval poprowadzi zapewne do tego boju od lat zadomowiony w Hiszpanii (wcześniej w barwach Banesto) Włoch Leonardo Piepoli. Ten filigranowy góral wygrał już w sumie siedem hiszpańskich etapówek w różnych regionach swej "drugiej ojczyzny" tzn. Aragonię (2000, 2002-03); Kastylię i Leon (1999); Galicję (1999); Burgos (2000); Asturię (2002) oraz był trzeci w VaC przed czteroma laty. W tym roku Piepoli zajął już czwarte miejsce w Walencji i trzecie w swej ulubionej Aragonii, szwajcarskiej Romandii, po czym na dodatek w Asturii. U jego boku pojedzie znany nam dobrze z udanego występu w Tour de Pologne 2000 wszechstronny Miguel Angel Martin Perdiguero, który w tym sezonie zajął najpierw drugie miejsce w "generalce" Semana Catalana, zaś niedawno wygrał dwa pierwsze etapy Bizikleta Vasca. W szeregach tej grupy ujrzymy też zwycięzcę tegorocznej Semany Joaquina Rodrigueza, czwartego zawodnika ubiegłorocznej Volty Rafaela Casero i w końcu dobrego czasowca Juana Carlosa Domingueza, który na polu hiszpańskich, regionalnych etapówek może poszczycić się dokonaniami zbliżonymi do Piepoliego.
Kim dysponują pozostałe miejscowe drużyny? Najbardziej nas interesująca Liberty Seguros wystawi skład będący mieszanką rutyny (Polak Dariusz Baranowski, Alvaro Gonzalez de Galdeano czy Amerykanin Christian VandeVelde) z młodością (Włoch Giampaolo Caruso i szybki Australijczyk Allan Davis) - lecz bez wyraźnego lidera, który zapewne wyłoni się dopiero na trasie. Teoretycznie nie bez szans na wystąpienie w tej roli jest Wałbrzyszanin dzięki czemu mógłby zająć niezłe miejsce w klasyfikacji generalnej całego wyścigu. W zespole Relax-Bodysol liderem będzie najprawdopodobniej Josep Juffre Pou, który swoje najlepsze dotąd wyniki osiągał własnie w Katalonii, choć podczas marcowej Semany - drugie i trzecie miejsca w dwóch ostatnich edycjach Tygodnia Katalońskiego. W barwach tej ekipy pojadą też: baskijski czasowiec Jose Alberto Martinez, który wygrał Criterium International w 2002 roku oraz "harcownik" Oscar Laguna, który upolował już etap Volty w 2001 roku, zaś w tym sezonie podobnego wyczynu dokonał w Aragonii. W ekipie Illes Balears pod nieobecność Rosjanina Denisa Mienszowa i Francisco Mancebo liderami będą zapewne starszy z dwojga braci Aitor Osa (zwycięzca Vuelta al Pais Vasco i najlepszy góral VaE w sezonie 2002) oraz młody rodak Mienszowa Wladimir Karpiec. Fachowcem pierwszej klasy od skutecznych ucieczek i finiszów z małych grupek jest Pablo Lastras, zaś do najlepszych sprinterów w Iberii należy Isaac Galvez. W formacji Costa de Almeria nominalnym liderem jest zwycięzca Vuelta a la Rioja 2002 Carlos Torrent, lecz równie dobrze w tej roli może wystąpić Jorge Ferrio (dziesiąty w tegorocznym VaPV). Innej drugoligowej drużynie Cafes Baque przewodzić będą Kolumbijczycy: Hernan Buenahora (zwycięzca VaC z sezonu 1998) oraz Felix Cardenas, który wygrywał już etapy zarówno w TdF co na VaE podczas, której przed rokiem wygrał też klasyfikację górską. Cardenas zajął już w tym roku drugie miejsce w Vuelta a Asturias gdzie uległ tylko niezwyciężonemu ostatnio Ibanowi Mayo. Tego ostatniego zabraknie oczywiście w barwach Euskaltel na 84. Volta a Catalunya, lecz do głównych faworytów tego wyścigu z pewnością zaliczyć trzeba jego starszego kolegę Roberto Laisekę (również z etapowymi zwycięstwami w TdF i VaE w dorobku), który na początku tego miesiąca zajął drugie miejsce w Bizikleta Vasca za inną hiszpańską nadzieją na tegoroczny TdF Roberto Herasem. Obok Laiseki wystąpi też lubiący górskie czasówki Alberto Lopez de Munain.
Grupy zagraniczne (w liczbie siedmiu) na ogół z góry sądząc po składach odpuściły sobie walkę w klasyfikacji generalnej tego wyścigu. Szansę na powalczenie w "generalce" mają chyba tylko Hiszpanie jadący w barwach tych ekip tzn. Aitor Gonzalez (Fassa Bortolo), Luis Perez (Cofidis) i Jose Luis Rubiera (US Postal). Obok Gonzaleza obecnie usiłującego odnaleźć swą wielką formę, która przyniosła mu zwycięstwo w Vuelta a Espana 2002 pojadą też młody Włoch Filippo Pozzato (zwycięzca Tirreno-Adriatico 2003) i urodzony w Argentynie Juan Antonio Flecha (zwycięzca etapu do Tuluzy w ubiegłorocznym TdF). Perez (dziesiąty zawodnik ubiegłorocznej Vuelty i zwycięzca etapu do Cangas de Onis) zajął przed tygodniem siódme miejsce w Rowerze Baskijskim. Z grona jego "współpracowników" wymienić można choćby Inigo Cuestę (zwycięzcę VaPV 1998) i solidnego Francuza Cedrica Vasseura (pięciodniowego lidera TdF 1997). Rubiera niegdyś zajmujący miejsca w przedziale 6-10 na Giro d'Italia i Vuelta a Espana od sezonu 2001 jest "prawą ręką" Lance'a Armstronga w górach Tour de France. Dla Rubiery występ ten będzie rzadką w tych czasach okazją do powalczenia na własne konto. W barwach UPS pojedzie też niezły góral rodem z Kanady Michael Barry (siódmy w MŚ 2003) oraz holenderski sprinter Max van Heeswijk, który w swej karierze wygrał już m.in. po etapie w VaE (1997) jak i VaC (2001). W drużynie Lampre wystąpią dwaj mistrzowie świata: obecny (z Hamilton 2003) - Bask Igor Astarloa oraz były (z Plouay 2000) - Łotysz Romans Vainsteins. Obaj jednak przyjadą na Voltę jedynie z nadziejami na jakiś etapowy sukces. Grupa De Nardi pojawi się bez swego asa atutowego (drugiego w Giro) Ukraińca Sierhija Honczara i w tej sytuacji "wolną rękę" powinien dostać Brytyjczyk Charles Wegelius. Obok niego pojadą Graziano Gasparre (mistrz Europy U-23 z Miedzianej Góry 2000) oraz bardzo zdolny, niespełna 20-letni Słowak Matej Jurco. W ostatniej z włoskich ekip formacji Acqua e Sapone można wymienić wyróżniających się na Giro: w górach - Rinaldo Nocentini'ego, zaś na finiszach - Crescenzo D'Amore. Listę startową zamyka niemiecki Gerolsteiner bez kandydatów do walki o czołowe lokaty w całym wyścigu, lecz ze świetnym sprinterem (m.in. dwa etapy w GdI, osiem w Wyścigu Pokoju i jeden w VaC 2002) Danilo Hondo oraz brązowym medalistą ostatnich MŚ na czas Uwe Peschelem.
TEATR
JEDNEGO
AKTORA
Katalońska Volta była wielkim popisem jednego kolarza - wszechstronnego zawodnika dwojga imion i nazwisk Hiszpana Miguela Angela Martina Perdiguero z ekipy Saunier Duval. "Perdi" znany jest nam dobrze z Tour de Pologne 2000, w którym zajął piąte miejsce. Jechał w tamtym wyścigu na zasadzie "wypożyczenia" w barwach grupy Servisco tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w Sydney. Jest on obok: Igora Astarloi, Davida Etxebarii, Oscara Freire, Pablo Lastrasa, Alejandro Valverde i Angela Vicioso przedstawicielem nowej, mocnej fali w hiszpańskim kolarstwie tj. kolarzy, których bez wielkiego ryzyka określić można nietypowym dla Hiszpanii mianem "klasyków". Potrafią oni: dobrze zafiniszować, zadbać o siebie w średnich górach, mają wyczulony zmysł taktyczny, a niektórzy nawet (jak np. Perdiguero) są w stanie wykręcić dobry czas na trudnej czasówce co pomaga w walce na krótszych wyścigach etapowych. 32-letni Martin Perdiguero jest prawdziwym obieżyświatem, w zawodowym peletonie jeździ ósmy sezon, zaś Saunier Duval jest już jego siódmą grupą - wcześniej reprezentował bowiem: Kelme (1997-98), ONCE (1999), Vitalicio Seguros (2000), Cantina Tollo (2001), Acqua e Sapone (2002) i Domina Vacanze (2003)! Ten sezon jest jego najlepszym. Już w marcu zajął drugie miejsce w generalce Semana Catalana czyli Tygodnia Katalońskiego (swoją drogą ciekawe, że w tej krainie ów tydzień trwał tylko 5 dni - w przeciwieństwie do tygodniowej Volty). Potem zbierał etapowe zwycięstwa: "ustrzelił" jedno w Asturii i dwa podczas Euskal Bizikleta (Roweru Baskijskiego). Podczas zakończonej w ubiegłą niedzielę Volty przeszedł sam siebie wygrywając niemal w każdym terenie tj. na etapie pagórkowatym, typowo górskim, a nawet podczas górskiej czasówki. Pokazywał się także na typowo sprinterskich finiszach, lecz rozsądnie nie ryzykował na nich wszystkiego. Podsumowując górował nad swymi rywalami na tyle wyraźnie, że w odniesieniu końcowej wiktorii nie przeszkodził mu nawet słaby występ jego grupy podczas otwierającej wyścig drużynówki.
Wspomniana drużynowa jazda na czas padła łupem zawodników Illes Balears-Banesto, których szóstka wyprzedziła kończące tą próbę w pięcioosobowych składach ekipy: Liberty Seguros z naszym Dariuszem Baranowskim (o 0:06) i Gerolsteiner (o 0:15). Spośród faworyzowanych drużyn średnio pojechali Baskowie z Euskaltel uzyskując szósty wynik (o 0:21 gorszy od "Wyspiarzy" z Balearów), zaś wręcz słabo Saunier Duval i Comunidad Valenciana-Kelme - odpowiednio: jedenasta (+ 0.31) i dwunasta (+ 0.33) pozycja w gronie tylko piętnastu zespołów. Pierwszym liderem 84. VaC został sprinter Isaac Galvez, który jako pierwszy z kolarzy Illes Balears przekroczył linię mety w Salou. Podstawową trudnością drugiego etapu do Horta de Saint Joan okazała się być pagórkowata i trudna technicznie końcówka tego odcinka. Za półmetkiem etapu (na 82 km) uciekli: Hiszpan Jose-Luis Rebollo (Relax) i Belg Jurgen Van den Broeck (US Postal), lecz uzyskali maksymalnie tylko do 2:00 przewagi. Na ostatnich 20 kilometrach najpierw Rebollo uciekł młodemu VdB II, potem doskoczyli do niego Hiszpan Francisco "Paco" Lara (Paternina) i Austriak Peter Wrolich (Gerolsteiner), a po chwili o samotną akcję pokusił się Lara, który jeszcze na 4 kilometry przed metą miał 0:27 nad porwanym kraksami peletonem. Na prowadzacym częściowo pod górę ostatnim kilometrze Larę przegonili: Rosjanin Wladimir Karpiec (Illes Balears) i Martin Perdiguero. Na finiszu Hiszpan wyrażnie (tj. o 0:04) wyprzedził długowłosego kolarza ze Wschodu, lecz to Karpiec (dzięki wynikom pierwszego etapu) został kolejnym liderem Volty. Skurczony do 36 zawodników peletonik ze stratą 0:06 przyprowadził Holender Max van Heeswijk (US Postal) przed Hiszpanami: Joaquinem Rodriguezem (Saunier Duval) i Luisem Perezem (Cofidis). W czołowej grupce było oprócz Karpieca jeszcze tylko dwóch zawodników Illes Balears: Pablo Lastras i Jose Luis Arrieta i dzięki temu 25. w tym dniu Baranowski jako najwyzej klasyfikowany kolarz z Liberty Seguros przesunął się w generalce na wysokie czwarte miejsce! "Ryba" dostał od losu szansę wykazania się w wielce prestiżowej etapówce - tym razem (pod nieobecność Roberto Herasa i paru innych asów) to na Polaka mieli pracować koledzy. Następne dwa dni w Andorze miały zaś dać odpowiedź na co jeszcze stać naszą niegdyś wielką nadzieję wyścigów etapowych.
Przez większą część trzeciego, królewskiego etapu tzn. od 26 kilometra przed grupą zasadniczą jechał Bask lecz z grupy Paternina Lander Euba. Odcinek był długi i w końcówce bardzo trudny, więc tego śmiałka odpuszczono nawet na 21:00 około 117 kilometra! Gdy jednak peleton wjechał do Andory zysk wspomnianego samotnika zaczął drastycznie maleć i już na przedostatniej górze (Montaup) dogonili go: Kolumbijczyk Felix Cardenas (Cafe Baque) i Lastras. Ta dwójka jeszcze na 5 kilometrów przed metą miała 0:35 przewagi nad czołówką pościgu, z której po chwili wyskoczyli dwaj Baskowie: Alberto Lopez de Munain (Euskaltel) i David Latasa (C.V.-Kelme). Na 3 kilometry przed szczytem oba duety dzieliło 0:15, zaś dalszych 0:11 tracili do prowadzących Karpiec, Perdiguero oraz Roberto Laiseka (Euskaltel) i Hiszpan Eladio Jimenez (C.V.-Kelme). Na ostatnim kilometrze grupki te po rozmaitych przetasowaniach zjechały się i na finiszu Martin Perdiguero oczywiście nie dał szans swym rywalom. "Perdi" wyprzedził o 0:03 Jimeneza, o 0:06 Laisekę, Karpieca i Latasę, zaś 0:18 stracił Cardenas. W generalce Karpiec jeszcze utrzymał prowadzenie, lecz z zapasem już tylko 0:06 nad Perdiguero, 0:25 nad Laiseką, 0:32 nad Jimenezem oraz 0:41 nad Latasą i Lastrasem. Nasz człowiek (Dariusz Baranowski) pojechał nie najlepiej - 23 miejsce ze stratą 2:09 i spadek w "generalce" na dwudziestą lokatę. Przed czasówką będącą w zasadzie wspinaczką do stacji Arcalis można się było głowić kto z wyżej wymienionych opuści pirenejskie państewko w koszulce lidera? Z jednej strony Karpiec wychowany na torze (wyścigi na dochodzenie!), z drugiej Perdiguero w tym roku nie bojący się nawet dużych gór i w końcu Laiseka typowy góral, który na TdF 2001 zajął czwarte miejsce w górskiej czasówce do Chamrousse. Górą z tego kluczowego dla losów całego wyścigu etapu ponownie wyszedł Perdiguero, choć początkowe kilometry należały do rosyjskiego lidera. Jednak z upływem dystansu gdy trudy wspinaczki zaczęły narastać uwidaczniać zaczęła się przewaga kolarza Saunier Duval i to nietylko nad wspomnianym Rosjaninem. Ostatecznie Martin Perdiguero zdystansował Laisekę o 0:16, Latasę o 0:19, Kolumbijczyka Ivana Parrę (C.V.-Kelme) o 0:22 i "wielkiego przegranego" tej próby Karpieca o 0:28. Lepiej w górskiej czasówce niż ze startu wspólnego wypadł Baranowski - trzynasty czas o 1:41 gorszy od zwycięzcy etapu dał mu awans w "generalce" na szesnastą pozycję. Nowym liderem został w końcu Perdiguero o 0:22 przed Karpiecem, 0:35 przed Laiseką, 0:54 przed Latasą, zaś dwaj dalsi kolarze Comunidad Valenciana-Kelme (o słynnych nazwiskach) czyli Jimenez i Parra tracili już ponad minutę tj. odpowiednio: 1:13 i 1:22.
Niestety na tym w zasadzie skończyła się walka w klasyfikacji generalnej tegorocznej Volty. Trzeba powiedzieć, iż głównymi winowajcami tej sytuacji są organizatorzy, którzy najtrudniejsze etapy przewidzieli na półmetku całej trasy, zaś po nich już tylko wyjazdowy etap z Pireneji (piąty) i ledwie pagórkowate odcinki w okolicach Barcelony (szósty i siódmy). Z tej przyczyny ostatnie trzy etapy padły łupem sprinterów, zaś w czołówce "generalki" obyło się bez dalszych przetasowań, choć Martin Perdiguero i Lastras zdobyli jeszcze po sześć sekund bonifikaty. Na odcinku piatym do Blanes przez dłuższy czas uciekali Hiszpanie: Carlos Torrent (Paternina) i Xavier Florencio (Relax) osiągając maksymalnie 8:00 przewagi, lecz ich akcja zakończyła się na 20 kilometrów przed metą. Na mecie najszybszy był ich rodak Isaac Galvez (pierwszy lider tegorocznej VaC), lecz w walce o pozycję wyraźnie popchnął on rozprowadzającego swego sprintera kolarza z Fassa Bortolo. Galveza zdyskwalifikowano i zwycięstwo przypadło Niemcowi Danilo Hondo (Gerolsteiner), który prawdopodobnie tego dnia i tak wygrałby finisz nawet bez pomocy sędziów gdyby tylko meta znajdowała się kilkanaście metrów dalej. Za Hondo sklasyfikowano jego kolegę z drużyny Austriaka Rene Haselbachera oraz Włocha Crescenzo d'Amore (Acqua e Sapone), dziwnie niewidocznego dotąd Hiszpana Alejandro Valverde (C.V.-Kelme) i nową postać w tym gronie Włocha Mirco Lorenzetto (De Nardi). Następnego dnia w drodze do Vallirany tempo było na tyle wysokie (przeciętna prędkość zwycięstwo szóstego etapu wyniosła 47,761 km/h), iż nikomu na dłużej nie udało się odjechać z grupy zasadniczej. Zamieszanie w końcowce wykorzystali van Heeswijk i Australijczyk Allan Davis (Liberty Seguros) wyprzedzając reszte rozbitego peletonu na tyle wyraźnie, że sędziowie mieli podstawy do naliczenia im 0:01 przewagi. Ze zwartej grupy natomiast najszybciej finiszował Perdiguero (!) przed Hondo i Hiszpanem Davidem Herrero (Paternina). Dariusz Baranowski przyjechał czujnie, na 22. pozycji w 43-osobowej, pierwszej części peletonu i dzięki temu w generalce przesunął się na piętnastą pozycję.
Podczas siódmego etapu udało się odjechać szóstce kolarzy. Byli wśród nich trzej Hiszpanie: Moises Duenas (Reax), Juan Antonio Flecha (Fassa Bortolo) i Pablo Lastras, Czech Rene Andrle (Liberty Seguros), Kanadyjczyk Michael Barry (US Postal) oraz Kolumbijczyk Felix Cardenas. Jako, że uzyskali oni w pewnym momencie (tj. na 70 km) już 3:10 przewagi lider mógł się poczuć lekko zaniepokojony, bowiem najwyżej klasyfikowany z tej szóstki Lastras miał przed startem do ostatniego etapu stratę zaledwie 2:52. Jednak z pomocą swego zespołu (Saunier Duval) oraz ekip liczących na własnych sprinterów (De Nardi i Gerolsteiner) peleton, a w nim Martin Perdiguero zniwelował dzięlący obie grupy dystans do zera. Na 20 kilometrów przed metą różnica wynosiła jeszcze 2:02, na 10 km - 1:10, zaś na 5 km - już tylko 0:20. Lastras podjął jeszcze próbę wygrania etapu, ale i ten ostatni zryw został "zgaszony" na 500 metrów przed kreską. Finisz wygrał jednak jego kolega z zespołu Illes Balears - Galvez (tym razem w zgodzie z przepisami) przed Lorenzetto, Hondo oraz Włochami Filippo Pozzato (Fassa Bortolo) i Denisem Bertolinim (Acqua e Sapone). Tym samym cały wyścig (a także klasyfikację punktową i górską!) wygrał Martin Perdiguero z przewagą 0:28 nad Wladimirem Karpiecem i 0:41 nad Roberto Laiseką. Miejsca od czwartego do szóstego zajęli trzej kolarze Comunidad Valenciana: David Latasa (+ 1:00), Eladio Jimenez (+ 1:19) i Ivan Parra (+ 1.28), którzy jak mogli starali się zastąpić swego nie najlepiej dysponowanego lidera Valverde. Dzięki bardzo dobrej postawie tego tercetu ekipa Comunidad Valenciana-Kelme wygrała klasyfikację drużynową. Czołową dziesiątkę zamknęli zaś: Alberto Lopez de Munain, Hiszpan Josep Juffre(Relax, obaj + 2:17), Pablo Lastras (+ 2:46) oraz Bask Daniel Atienza (Cofidis, + 3:07). Dariusz Baranowski zajął niezłe piętnaste miejsce (+ 3:57) - najwyższe z zawodników swej grupy Liberty Seguros. Jednak trudno uznać, iż w pełni wykorzystał unikalną w swej sytuacji okazję do osiągnięcia prawdziwie wartościowego wyniku. Nam kibicom jak i samemu Wałbrzyszaninowi na pocieszenie pozostaje fakt, iż ten rezultat to i tak najlepszy wynik polskiego kolarza w przeszło 90-letniej historii "Katalońskiej Staruszki".
POWRÓT
|