ZŁOTO DLA ZUCHWAŁYCH CZY SPRYTNYCH

62. Vuelta a Espana będzie wyścigiem bez zdecydowanych faworytów za to na dość oryginalnej trasie. Uczestników tegorocznej Vuelty czeka wyścig na trasie o długości 3.284,3 kilometra podzielony na 2 czasówki (obie płaskie) oraz 19 etapów ze startu wspólnego (z których 7 zasługuję na miano górskich). Cztery z nich zakończą się finałowymi podjazdami, w tym aż trzy czyli Covadonga, Cerler i Arcalis pojawią na szlaku peletonu już przed półmetkiem wyścigu. Po 14 latach Vuelta ponownie wyruszy z Galicji rodzinnych stron Oscara Pereiro. Na starcie nie staną najlepsi przed rokiem Kazachowie: Aleksander Winokurow i Andriej Kaszeczkin oraz Hiszpan Alejandro Valverde.



Photo: http://www.lavuelta.com

GEOGRAFIA: Po czernastu latach organizatorzy Vuelty docenili wysunięty najbardziej na zachód region swego kraju czyli Galicję. W 1993 roku Vuelta ruszała z La Coruny i co więcej po zatoczeniu dużej pętli przez północną i środkową Hiszpanię zakończyła się galicyjskim śiętym mieście Santiago de Compostela. Tym razem wyścig wyruszy z Vigo i będzie to już trzeci start hiszpańskiej wieloetapówki po inuguracjach z lat 1965 i 1967. Po raz ostatni zaś w mieście tym Vuelta gościła we wspomnianym 1993 roku gdy na mecie pierwszego etapu ze startu wspólnego triumfował hiszpański sprinter Alfonso Gutierrez, który ubiegł takie sławy jak Holender Jean-Paul van Poppel i Uzbek Dżamolidin Abdużaparow. Sprinterzy powinni wystąpić w głównych rolach również w najblizsza sobotę, bowiem na trasie 146 kilometrów wokół Vigo są tylko dwie premie górskie trzeciej kategorii, w dodatku z dala od mety bo na 36 i 102 kilometrze. Podobnie wygląda drugi etap z Allariz do Santiago de Compostela. Ma on długość niespełna 149 kilometrów i tylko jedną premię górską trzeciej kategorii po drodze. Co prawda Alto de Parano to podjazd przeszło 10-kilometrowy wiodący na wysokość 800 metrów n.p.m., lecz umiejscowiony już na 68 kilometrze. Po raz ostatni uczestnicy Vuelty odwiedzili Santiago de Compostela na zakończenie wyścigu z 1993 roku kiedy to czasówkę wygrał Szwajcar Alex Zulle przed swym rodakiem Toni Romingerem, lecz w "generalce" kolejność była dokładnie odwrotna. Pagórkowaty i niezbyt długi będzie również etap trzeci z Viveiro do Luarki, który zawiedzie uczestników wyscigu do sąsiedniej Asturii. Na dystansie 153 kilometrów będą tym razem aż cztery premie górskie, w tym trzy trzeciej i jedną drugiej kategorii. Trzy z nich umiejscowione są na pierwszych 50 kilometrach, zaś trzecia "trójka" na 120 kilometrze. W Luarce Vuelta zatrzymywała się już trzykrotnie.lecz po raz ostatni 90 lat temu. W latach 1941-42 wygrywał rekordzista pod względem etapowych zwycięstw w tym wyścigu Hiszpan Delio Rodrigueza, zaś w 1947 roku Włoch Antonio Deledda.

Wyścig wejdzie na wyższe obroty już czwartego dnia gdy kolarzom przyjdzie się zmierzyć ze słynnym podjazdem pod Lagos de Covadonga (1110 m. n.p.m.). Wcześniej na trasie tego 185-kilometrowego odcinka pokonają premie drugiej i trzeciej kategorii, lecz to będzie tylko przygrywka przed finałowym podjazdem prowadzącym w całości po terenie Parku Narodowego Montana de Covadonga położonym na zboczach masywu górskiego Picos de Europa. Uczestnicy Vuelty po raz pierwszy finiszowali tu w 1983 roku kiedy to wygrał Bask Marino Lejarreta. Do tej pory Covadongę podczas Vuelty szturmowano już 15-krotnie. Wzniesienie to najbardziej łaskawe było dla najlepszych z najlepszych. Hiszpan Pedro Delgado, Kolumbijczyk Luis Herrera i Francuz Laurent Jalabert wygrywali na tej górze dwukrotnie. Ostatnim trumfatorem był zaś w 2005 roku Eladio Jimenez. Dzień później peleton przemierzy górzysty 157-kilometrowy szlak z Cangas de Onis do Reinosy w regionie Kantabria. W środkowej części etapu będą umiejscowione trzy premie górskie drugiej kategorii: Collada de Hoz, Collada de Ozalba i Collada de Carmona kolejno na 74, 90 i 104 kilometrze. Najważniejszy będzie jednak 16-kilometrowy podjazd pod Puerto de Palombera (1260 m. n.p.m.), z którego szczytu do mety będzie 21 kilometrów. W Reinosie Vuelta była dotąd sześc razy, po raz ostatni w 1982 roku gdy wygrał Antonio Coll. Natomiast w sezonie 1976 ścigano się na trasie niemal identycznej z tegoroczną kiedy to zwyciężył Niemiec Dietrich Thurau.


Photo: http://www.lavuelta.com


Photo: http://www.lavuelta.com

Po tak wczesnym wypadzie w góry zawodnicy odetchną w czwartek i piątek na płaskich etapach do Logrones i Saragossy. Szósty odcinek z Reinosy do Logrono będzie miał 184 kilometrów i pozbawiony jest premii górskich. Stolica regionu Rioja gościła etapowy finisz Vuelty już czternaście razy, w tym po raz ostatni w 1995 roku gdy na otwarcie całego wyścigu triumfował Włoch Nicola Minali. Z kolei stolica Aragonii Saragossa należy do najbardziej popularnych etapowych miast Vuelty. Począwszy od 1935 roku gdy zwyciężył tu Mariano Canardo w mieście tym finiszowano aż 45 razy, zaś po raz ostatni w 2004 roku gdy równych sobie nie miał Włoch Alessandro Petacchi. Na tegorocznym etapie z Calahorry do Saragossy będzie jedna premia górska, lecz tylko trzeciej kategorii i w dodatku już na 96 kilometrze. Dlatego ponownie powinniśmy być świadkami potyczki sprinterów. Co ciekawe w 2001 roku gdy trasa poodbnego etapu prowadziła dokładnie z Logrones do Saragossy pobito rekord prędkości etapów ze startu wspólnego na Wielkich Tourach - zwycięzca Bask Igor Gonzalez de Galdeano (dziś dyrektor ekipy Euskaltel) pomknął do mety w tempie 55,175 km/h! Z kolei w 2003 roku gdy podobnie jak w tym roku Vuelta wpadła do Sarogossy na dwa dni, płaski etap ze startem w Sorii wygrał Petacchi zaś 44-kilometrową czasówkę będący objawieniem tamtej imprezy Hiszpan Isidro Nozal. Tym razem czasówka będzie przeszło 52-kilometrowa i powinna być szybka, bowiem start wyznaczono na wysokości o 350 metrów wyższej niż linię mety.


Photo: http://www.lavuelta.com

Zaraz po czasówce przyjdzie czas na bodaj najtrudniejsze etapy całego wyścigu czyli dwa dni w Pirenejach. Odcinek dziewiąty z Huesca do stacji narciarskiej Cerler liczył będzie niespełna 168 kilometrów i zawierał cztery premie górskie. Na początek Puerto de Monrepos i Puerto de Sarrabio czyli dwie premie górskie drugiej kategorii, potem premia trzeciej kategorii czyli Foradada, zaś na koniec wspomniany już Cerler czyli przeszło 14-kilometrowy podjazd najwyższej kategorii na wysokość 1882 metrów n.p.m. Po raz pierwszy kończono na nim etap Vuelty w 1987 roku gdy wygrał Hiszpan Laudelino Cubino. W późniejszych latach wygrywali tu jeszcze m.in. Kolumbijczyk Fabio Parra, Hiszpanie: Delgado i Jose-Maria Jimenez oraz dwukrotnie Rominger, zaś jako ostatni w 2005 roku Bask Roberto Laiseka. Jeszcze trudniejszy powinien być poniedziałkowy etap dziesiąty. Nie dość, że tak jak w niedzielę kolarze będą mieli do pokonania cztery premie górskie, w tym dwie drugiej i po jednej pierwszej oraz najwyższej kategorii. Jeszcze przed wjazdem do Andorry peleton przejedzie na 133 kilometrze przez Puerto del canto (1730 m. n.p.m.), zaś już na terenie pirenejskiego Księstwa przyjdzie się wszystkim zmierzyć z premią najwyższej kategorii czyli ze znanym również z trasy Tour de France 12-kilometrowym podjazdem do stacji Arcalis na wysokość aż 2200 metrów n.p.m. Podczas Vuelty po raz pierwszy finiszowano tu w 1994 roku gdy wygrał Kolumbijczyk Angel Camargo. Potem zwyciężali tu też Laiseka w 2000, "Chaba" Jimenez na czasówce w 2001 oraz Francisco "Paco" Mancebo w 2005 roku. Pierwsze dziesięć dni wyścigu podczas, których trzeba będzie pokonać góry Asturii i Kantabrii oraz Pireneje, a także jak najszybciej pokonać 52 kilometry "etapu prawdy" do Saragossy powinny nam wyselekcjonować bardzo wąską grupę kandydatów do końcowego zwycięstwa czy też podium wyścigu.


Photo: http://www.lavuelta.com


Photo: http://www.lavuelta.com

Po dniu przerwy i opuszczeniu Pirenejów Vuelta wjedzie na ziemię sobie nieznaną, przynajmniej jeśli chodzi o miasta etapowe. Odcinki od jedenastego po czternasty kończyć się będą po raz pierwszy w historii Vuelty w Algemesi, Hellin, Torre-Pacheco oraz Villacarillo. Żaden z nich nie powinien zbyt wiele zamieszać w hierarchii ustalonej do półmetka wyścigu. Trzy pierwsze będą raczej sprzyjać sprinterom, zaś czwarty wydaje się być terenem wygodnym dla "harcowników". Środowy etap z Oropesa del Mar do Algemesi ozdobiony będzie jedynie premiami trzeciej i drugiej kategorii w pierwszej połowie 191 kilometrowej trasy. Czwartkowy 176-kilometrowy odcinek z Algemesi do Hellin, choć pofałdowany będzie zupełnie pozbawiony premii górskich. Jedna premia trzeciej kategorii będzie za na 80 kilometrze z pozoru płaskiego etapu trzynastego z Hellin do Torre-Pacheco. Dopiero w trzecią sobotę wyścigu na trasie czternastego 207-kilometrowego etapu z Puerto Lumbreras do Villacarrillo będzie nieco więcej atrakcji. Tego dnia peleton będzie musiał pokonać cztery wzniesienia trzeciej kategorii, w tym drugą i trzecią na wysokości ponad 1500 metrów n.p.m., zaś czwartą z nich Alto Villanueva de Arzobispo na niespełna 15 kilometrów przed metą. Pod koniec drugiego tygodnia wyścigu peleton Vuelty dotrze do bieguna południowego tegorocznej edycji czyli wjedzie na teren Andaluzji. Etap piętnasty z Villarrillo do Granady liczył będzie przeszło 201 kilometrów i prowadził przez trzy premie górskie, w tym dwie trzeciej i jedną pierwszej kategorii. Co najważniejsze ta najtrudniejsza czyli Alto de Monachil (1510 m. n.p.m.) położona będzie zaledwie na 20 kilometrów przed metą. Do Granady Vuelta przyjedzie czwarty roku z rzędu. Warto przypomnieć, że przed rokiem udanym atakiem właśnie pod Monachil (liczący 8,4 km przy średnim nachyleniu 8,1%) i "poprawką" na zjeździe do Granady niesławny dziś Aleksander Winokurow złamał opór Alejandro Valverde dzięki czemu przechylił szalę zwycięstwa w wyścigu na swą korzyść. Etap ten wygrał jednak za przyzwoleniem Kazacha Amerykanin Tom Danielson.


Photo: http://www.lavuelta.com

Po poniedziałkowym drugim dniu przerwy w wyścigu peleton opuści Andaluzję na 161,5-kilometrowym etapie z Jaen do Puertollano. Trasa tego odcinka powinna sprzyjać "harcownikom". Po drodze będą trzy premie górskie, w tym dwie drugiej kategorii: Alto del Andujar oraz Puerto de los Rehoyos odpowiednio na 76 i 119 kilometrze. Niemniej przed dwoma laty w Puertollano jako pierwszy finiszował Petacchi. Z kolei siedemasty etap z Ciudad Real do Talavera de la Reina powinien bardziej sprzyjać sprinterom. Tego dnia na dystansie 175 kilometrów nie ma bowiem żadnej premii górskiej, zaś ostatnie 50 kilometrów będzie niemal zupełnie płaskie. To będzie trzeci finisz Vuelty w Talavera de la Reina gdzie ostatnim razem czyli w 1969 roku zwyciężył Włoch Luigi Sgarbozza. Następnego dnia peleton po 153,5 kilometrach jazdy ujrzy imponujące mury obronne miasta Avila. To oznaczać będzie, że do Madrytu jest już niedaleko. Droga do Avili jest zawsze górzysta i nie inaczej będzie tym razem. Tym razem trzeba będzie pokonać premię górską pierwszej kategorii Puerto de Mijares (1580 m. n.p.m.) na 57 kilometrze oraz bardzo dobrze znany podjazd drugiej kategorii Puerto de Navalmoral (1520 m. n.p.m.) na 121 kilometrze. W tym mieście Vuelta gościła już 21 razy, zaś po raz ostatni w 2005 roku gdy wygrał Duńczyk Nicki Sorensen. Ostatnia górska rozgrywka nastąpi na 133-kilometrowym piątkowym etapie z Avili do Alto de Abantos. Na tym odcinku trzeba będzie się zmierzyć z sześcioma premiami górskimi, w tym jedną drugiej i dwoma pierwszej kategorii. Naistotniejsze będą dwa podjazdy pod górę Abantos (1630 metrów n.p.m.), która mierzy 12,3 kilometra przy średnim nachyleniu 5,7% i fragmentami sięgającymi aż 19%! Położoną jest ona powyżej dawnej rezydencji królów hiszpańskich El Escorial. W tym miejscu uczestnicy finiszowali w ostatnich czasie 4-krotnie. W latach 1999-2001 najlepsi byli kolejno: Roberto Laiseka, Roberto Heras i Gilberto Simoni, zaś w 2003 roku Heras wygrał na tym podjeździe górską czasówkę dzięki czemu w przeddzień zakończenia wyścigu odebrał generalne zwycięstwo Nozalowi.


Photo: http://www.lavuelta.com


Photo: http://www.lavuelta.com

Ostateczne rozstrzygnięcia zapadną na 20-kilometrowym "etapie prawdy" wokół Collado Villalba. Zważywszy na skromny dystans i zupełnie profil tej czasówki trzeba jednak od razu powiedzieć, iż podczas zapewne niespełna 25 minut rywalizacji nie będzie można już zbyt wiele nadrobić. Ostatnia tego rodzaju decydująca czasówka odbyła się na ulicach Collado Villalba w 1998 roku gdy etap ten jak i cały wyścig wygrał Irlandczyk Sean Kelly. W ostatnich latach w mieście tym kończyły się tylko etapy ze startu wspólnego, które wygrywali uznani "harcownicy" czyli" Hiszpanie Pablo Lastras (2002) i Constantino Zaballa (2004) oraz Włoch Filippo Simeoni (2003). Szczęśliwie dla kolarzy i kibiców ostatni etap wyścigu z Rivas Vaciamadrid do Madrytu organizatorzy odchudzili do niezbędnego minimum czyli ledwie 104 kilometrów. Podczas tego "etapu przyjaźni" możemy się spodziewać 74-kilometrów procesji oraz 30 kilometrów walki o zwycięstwo etapowe. Odcinek ten zakończy się pięcioma rundami o długości 6 kilometrów w samym centrum hiszpańskiej stolicy. Będzie to już 64 etapowy finisz w Madrycie gdzie cała Vuelta zakończy się po raz 39, zaś czternasty z rzędu. Podobnie jak w poprzednich latach ostatnie słowo w wyścigu powinno należeć do sprinterów. Klucz do zwycięstw na Paso del Prado mają kolarze Milramu, bowiem w 2003 i 2005 roku wygrywał tu Petacchi, zaś przed rokiem zwyciężył Niemiec Erik Zabel.


Photo: http://www.lavuelta.com


FAWORYCI: Trzeba od razu powiedzieć, że ten wyścig nie ma zdecydowanego faworyta. Za sprawą specyficznego układu trasy tegorocznej Vuelty (bardzo trudny początek i łatwa środkowa faza wyścigu) najbardziej prawdopodobne są dwa scenariusze wydarzeń. Pierwszy: spośród kilkunastu specjalistów od wyścigów etapowych po zwycięstwo sięga zawodnik najbardziej zuchwały. Ten który mocno uderzy już w pierwszej połowie wyścigu i potem z pomocą kolegów utrzyma prowadzenie wywalczone w Asturii, Saragossie czy Pirenejach. Drugi: zwycięzcą zostaje największy spryciarz tzn. kolarz, który przycupnie za plecami pierwszego poważnego lidera. Następnie zaś zaatakuje w najwłaściwszym momencie czyli w pobliżu mety, na podmadryckich wznisieniach. Wykorzystując przy okazji zmęczenie grupy lidera długą obroną koszulki lidera. Głównych faworytów do generalnego zwycięstwa w Vuelcie należy podobnie jak przy okazji Giro d'Italia upatrywać wśród reprezentantów gospodarzy. To oni z oczywistych względów są najbardziej umotywowani przed startem hiszpańskiej wieloetapówki. Poza tym biorąc pod uwagę wyniki tegorocznego Tour de France czyli zwycięstwo Alberto Contadora i obecność aż sześciu Hiszpanów w czołowej "10" Wielkiej Pętli należy stwierdzić, iż wciąż stanowią oni największą siłę pośród specjalistów od wyścigów etapowych. Miejmy nadzieję, że siła Iberów nie wynika li tylko z najłagodnieszego klimatu dla praktyk dopingowych, który przynajmniej do ubiegłego roku dawało się wyczuć za Pirenejami.

Jak wspomniałem na wstępie 62. Vuelta wystartuje bez głównych aktorów swej ubiegłorocznej odsłony. Kazachowie z Astany czyli Winokurow i Kaszeczkin wpadli na wzbogacaniu swej krwii podczas ostatniego Tour de France. Z kolei Hiszpan Alejandro Valverde chciał odpuścić Vueltę by w spokoju przygotować do Mistrzostw Świata czyli imprezy, w której od 2003 roku zdążył już zdobyć trzy medale, lecz na razie żadnego złotego. Niemniej i wobec Valverde atmosfera podejrzeń w sprawie "Operacion Puerto" zaczęła się ostatnio zagęszczać. Nie jest więc wykluczone, że kolarza Caisse d'Epargne nie ujrzymy już w tym sezonie na szosach Europy. Niemniej i bez Valverde ekipa Jose Miguela Echavarriego wydaje się być najmocniejsza lub przynajmniej najbardziej wyrównana. Na starcie w Vigo pojawią się bowiem "nieoficjalny" triumfator ubiegłorocznego i dziesiąty zawodnik tegorocznego Touru czyli Hiszpan rodem z Galicji Oscar Pereiro oraz Rosjanin Wladimir Karpiec, który w tym roku wygrał Volta a Catalunya i Tour de Suisse, zaś przed rokiem w Vuelcie był ósmy. Wspierani oni będą przez młodych asów: Davida Lopeza (trzeciego w Deutschland Tour) i Luisa Leona Sancheza (trzeciego w Paryż - Nicea) oraz aktualnego mistrza Hiszpanii Joaquina Rodrigueza.


Photo: Oscar Pereiro

W mocnym zestawieniu wystartuje też bardzo mocna w tym roku ekipa Saunier Duval. Jej liderem będzie zapewne piąty w ubiegłorocznej Vuelcie Jose Angel Gomez Marchante. U jego boku pojawi się uwolniony od dopingowych zarzutów najlepszy góral tegorocznego Giro Włoch Leonardo Piepoli, który raczej będzie celował w etapowe sukcesy. Wartościowym pomocnikiem Marchante powinien być też triumfator tegorocznego Vuelta al Pais Vasco Juan Jose Cobo, a poza nim przydać się mogą w górach także David De la Fuente i Ruben Lobato. Z kolei w Euskaltel na lidera przygtowywany jest szalony zjazdowiec Samuel Sanchez. Ten wszechstronny potrafiący zawodnik sobie radzić równie dobrze w górzystych klasykach co w wyczerpujących wieloetapówkach powinien być świeższy od aktywnych na wiosnę i latem Basków czyli Igora Antona i Haimara Zubeldii. Sanchez przed rokiem był w Vuelcie siódmy i wygrał etap do Cuenki, zaś w tym roku zajął trzecie miejsce w Vuelta al Pais Vasco. Anton w ubiegłorocznej Vuelcie był piętnasty i błysnął zwycięstwem na górze Calar Alto, zaś w tym roku wygrał etap podczas Tour de Romandie. Z kolei Zubeldia wykazał się w tym sezonie swą postawą na trasie Tour de France, w którym to wyścigu podobnie jak w 2003 roku zajął piąte miejsce. Obok nich pojedzie też zwycięzca Dauphine Libere z 2005 roku Inigo Landaluze. Obok trzech hiszpańskich zespołów z Pro Touru pojadą też trzy hiszpańskie grupy z zaplecza ekstraklasy czyli: Relax-GAM, Karpin-Galicia i Andalucia-Cajasur. Teoretycznie najmocniejsza z nich czyli Relax będzie jednak musiała wystartować bez swych "ciemnych" gwiazd czyli: Francisco Mancebo, Santiago Pereza i Oscara Sevilli. W tej sytuacji liderem tego zespołu będzie najprawdopodobniej Daniel Moreno, który w rozegranym przed dwoma tygodniami Vuelta a Burgos zajął czwarte miejsce. Z kolei w startującej z własnego podwórka ekipie Karpin (sponsorowanej przez Walerija Karpina byłego asa klubu Celta Vigo) najmocniejsi wydają się być Carlos Castano i Daniel Herrero czyli trzeci i siódmy kolarz wspomninageo właśnie wyścigu Dookoła Burgos. W końcu najsłabsza chyba ekipa Andalucia polegać będzie przede wszystkim na doświadczonym Luisie Perezie Rodriguezie, który już trzykrotnie - w tym przed rokiem - kończył Vueltę w czołowej "10", zaś w 2003 roku wygrał także etap do Cangas de Onis.


Photo: Jose Angel Marchante


Photo: Samuel Sanchez

Hiszpańskich faworytów nie brak również wśród ekip zagranicznych. Największym z nich, a może i całej stawce wydaje się być Carlos Sastre z duńskiego Team CSC. Stał on juzna podium Vuelty w 2005 roku. Przed rokiem był czwarty zarówno w Tourze jak i Vuelcie, przy czym ten pierwszy wynik zamieni się zapewne w trzecią lokatę po zatwierdzeniu dyskwalifikacji Floyda Landisa. W tym sezonie po słabym starcie powrócił na swój stały poziom w lipcu gdy znów zajął czwarte miejsce w "Wielkiej Pętli". Przy boku Hiszpana swój debiut w Wielkim Tourze zaliczy utalentowany Duńczyk Chris Anker Sorensen. W belgijskiej ekipie Quick Step, która jak zwykle nastawi się na sprinty liderem na generalkę będzie Bask Juan Manuel Garate, który jak dotąd najlepiej spisywał się w Giro będąc m.in. czwarty w 2002 i piąty w 2005 roku. Z kolei we włoskim Liquigas pojedzie doświadczony Manuel Beltran, który już czterokrotnie kończył Vueltę w czołowej "10". "Triki" Beltran przed rokiem był dziewiąty, zaś najwyżej sklasyfikowany został w 2003 będąc szósty. Wspierać go będą dwaj mocni Włosi. Będący aktualnie w wysokiej formie Leonardo Bertagnolli (zwycięzca Clasica San Sebastian) oraz Franco Pellizotti (dziewiąty zawodnik tegorocznego Giro d'Italia).


Photo: Carlos Sastre

Tak licznej i bardzo silnej hiszpańskiej armadzie będą próbowali się przeciwstawić m.in. Australijczyk Cadel Evans z belgijskiego zespołu Predictor oraz Rosjanin Denis Mienszow z holenderskiego Rabobanku. Evans w tym roku zajął drugie miejsce w Tour de France. Jak pokazał jego występ w Pekinie podczas sierpniowej próby przedolimpijskiej Australijczyk jest wciąż w dobrej formie. Jeśli tylko będzie on w stanie utrzymać ją przez kolejne trzy tygodnie to z pewnością włączy się do walki o generalne podium tegorocznej Vuelty. Mienszow wygrał Vueltę w 2005 roku po dyskwalifikacji Roberto Herasa. Przed rokiem był on szósty w Tour de France, zaś po drodze wygrał pirenejski etap. W tym roku Rosjanin podczas Touru ciężko pracował na rzecz lidera wyścigu Michaela Rasmussena. Ostatecznie jednak wycofał się z tej imprezy po wykluczeniu Duńczyka przez szefostwo Rabobanku. Evansa wspierać będzie tak jak w lipcu Amerykanin Chris Horner, zaś Mienszowa przede wszystkim Kolumbijczyk Mauricio Ardila. Bardzo mocną ekipę na Vueltę wysyła najlepszy zespół tegorocznego Touru czyli Discovery Channel. Drużynie tej powinni przewodzić Słoweniec Janez Brajković, Amerykanin Tom Danielson oraz Belg Stijn Devolder. Młody Brajković przed rokiem jako 23-latek liderował Vuelcie przez dwa dni, zaś w tym roku wygrał Tour of Georgia. Danielson w ubiegłorocznej Vuelcie był szósty, a poza tym wygrał kluczowy dla losów wyścigu etap do Granady. Natomiast Devolder przed rokiem w Vuelcie był jedenasty, lecz jako świetny góral dał się poznać przede wszystkim tego lata. Najpierw zajął trzecie miejsce w Tour de Suisse, zaś potem wygrał Osterreich Rundfahrt. W międzyczasie został też mistrzem Belgii. Te trio to nie wszystkie atuty Disco-boys. Na starcie w Vigo pojawi się też Bask Egoi Martinez, który przed rokiem na Vuelcie był dwunasty oraz wygrał jeden z etapów i klasyfikację górską. Dla liderów Discovery cenne będzie też na pewno doświadczenie Luisa "Chechu" Rubiery, który po kilku latach nieobecności powróci na trasę Vuelty, w której bywał szósty i siódmy na przełomie wieków.


Photo: Cadel Evans


Photo: Denis Mienszow


Photo: Janez Brajković

Na tegorocznej Vuelcie pojawi się też wielu asów, dla których ten wyścig nie będzie celem samym w sobie. Hiszpański tour ma im posłużyć za próbe generalną przed ciężkimi Mistrzostwami Świata w Stuttgarcie. Uwaga ta dotyczy przede wszystkim gwiazd z włoskiego obozu takich jak: Paolo Bettini z Quick Stepu, Damiano Cunego z Lampre czy Davide Rebellin z Gerolsteiner. Będą oni zapewne polować jedynie na sukcesy etapowe w pierwszej części wyścigu i najdalej po dwóch tygodniach się z niego wycofają. W podobnje roli wystąpić może kolega z druzyny tego ostatniego Niemiec Stefan Schumacher, dla którego najbliższy światowy czempionat jest podwójnie ważne gdyż Mistrzostwa te odbędą się niejako u niego w domu. Liderem ekipy Gerolsteiner na cały wyścig powinien być Markus Fothen, który będzie chciał się chyba zrehabilitować po nieudanym występie w tegorocznym Tour de France. Do walki o czołowe lokaty włączyć się może jeszcze Włoch Pietro Caucchioliz ekipy Credit Agricole, który wygrywał już etapy i stał na podium Giro d'Italia, zaś przed rokiem na Vuelcie do końca walczył o zwycięstwo w klasyfikacji górskiej. Natomiast w Lampre po wycofaniu się Cunego najważniejszą postacią zespołu może stać się nasz Sylwester Szmyd. W ubiegłym roku Bydgoszczanin w Vuelcie był czternasty. W tym roku podobna dyspozycja może nawet dać miejsce w czołowej "10".


Photo: Sylwester Szmyd

Na trasie z Vigo do Madrytu nie zabraknie oczywiście czołowych sprinterów światowego peletonu. W pierwszym rzędzie trzeba tu wymienić nazwiska wspomnianych już mistrzów z Milramu czyli Włocha Alessandro Petacchiego i Niemca Erika Zabela. Petacchi od 2000 roku wygrał na Vuelcie aż siedemnaście etapów, zaś w sezonie 2005 także klasyfikację punktową tego wyścigu. Z kolei Zabel ma na swym koncie siedem wygranych odcinków Vuelty i aż trzy zwycięstwa w klasyfikacji punktowej tej imprezy. Najgroźniejszymi rywalami tego duetu powinni być: Włoch Daniele Bennati z Lampre, Belg Tom Boonen z Quick Stepu oraz Hiszpan Oscar Freire z Rabobanku. Bennati i Boonen (ex-mistrz świata z Madrytu) wygrali w tym roku po dwa etapy Tour de France. Co godne podkreślenia "Benna" triumfował na Champs-Elysees, zaś "Tornado Tom" przy okazji wywalczył zieloną koszulkę dla najlepszego sprintera "Wielkiej Pętli". Freire (trzykrotny mistrz świata) tym razem nie błyszczał na Tourze. Niemniej wiosną wygrał klasyk Milano - San Remo, zaś przed dwoma tygodniami zajął drugie miejsce w hamburskiej jednodniówce Vattenfall Cyclassics. Do walki o etapowe zwycięstwa może się też włączyć młody Hiszpan Francisco Ventoso z Saunier Duval, który już w ubiegłym roku wygrał etap Vuelty do Almendralejo. Sukcesy na Vuelcie świecił już też, acz przed pięcioma laty Włoch Angelo Furlan z grupy Credit Agricole. Za plecami wyżej wymienionych na swą szansę zaistnienia czekać będą również: Włoch Francesco Chicchi z Liquigasu, Szwajcar Aurelien Clerc z Bouygues Telecom, Australijczyk Allan Davis i Litwin Tomas Vaitkus z Discovery Channel, Bask Koldo Fernandez z Euskaltel, Niemiec Andre Greipel z T-Mobile oraz Białorusin Aleksander Usow z Ag2R.

POWRÓT