PO GÓRACH NAD ZATOKĄ

Etapowy wyścig Dookoła Kraju Basków czyli po kastylijsku Vuelta al Pais Vasco (zaś w najbardziej oryginalnym z europejskich języków po prostu: Euskal Herriko Itzulia) to jeden z krótszych (jeśli chodzi o dystans), lecz zarazem bardziej wiekowych (pod wzgledem historii) imprez kategorii najwyższej. Po raz pierwszy wokół tej rozkochanej w kolarstwie krainy ścigano się w 1924 roku - starsza z wyścigów tej klasy jest więc tylko Volta a Catalunya. Już w swych prapoczątkach VaPV cieszył się wielkim prestiżem, startowali i wygrywali w nim ówcześni triumfatorzy Tour de France: Luksemburczyk Nicolas Frantz (1926), Belg Maurice Dewaele (1928-29) czy Włoch Gino Bartali (1935). Po pierwszych ośmiu edycjach (1924-35) nastąpiła - przynajmniej oficjalnie - długa przerwa do roku 1969 spowodowana najpierw krwawą wojną domową, a potem poniekąd represjami politycznymi wobec tego regionu ze strony dyktatury zwycięskiego generała Franco. Napisałem oficjalnie, gdyż w latach 1939-68 odbywały się wyścigi etapowe w Kraju Basków lecz pod mniej dumnymi nazwami tj. Circuito del Norte (1939-42 i 1945), GP Ayutamiento de Bilbao (1943-44) oraz GP Eibar (1952-68). Na dobre VaPV wrócił do światowego kalendarza pod koniec lat sześćdziesiątych i trzeba powiedzieć, że miał podwójne szczęście. Po pierwsze już w roku 1969 miał bardzo godnego zwycięzcę w osobie 5-krotnego triumfatora Francuza Jacquesa Anquetila, który nad zatoką Biskajską odniósł jedno z ostatnich zwycięstw w swej przebogatej karierze. Po drugie baskijski tour stał się w krótkim czasie "próbą generalną" przed rozgrywaną do sezonu 1994 włącznie, na przełomie kwietnia i maja wielką Vuelta a Espana.

Dekada lat siedemdziesiątych stała pod znakiem dominacji hiszpańskiego specjalisty od krótszych etapówek Jose Antonio Gonzaleza Linaresa, który ustanowił do dziś nie pobity rekord wygrywając czterokrotnie w latach: 1972, 1975, 1977-78. Natomiast w latach osiemdziesiątych trzy razy zwyciężył "irlandzki kanibal" Sean Kelly (1984, 1986-87), zaś po nim jeszcze "klasycznym" hat-trickiem (1992-94) popisał się Szwajcar Toni Rominger. Obecnie każdego roku na początku kwietnia Kraj Basków staje się "mekką dla etapowców" szukających z jednej strony alternatywy dla pagórków i bruków klasycznej północy, z drugiej zaś strony solidnego, górzystego treningu przed klasykami w Ardenach z drugiej połowy kwietnia i wieloetapówkami w dalszej części sezonu. Co prawda w tym nie ma wielkich podjazdów, lecz zarazem bardzo niewiele jest też prawdziwie płaskich fragmentów trasy. Dlatego stronią od tej imprezy typowi sprinterzy, z rzadka pojawią się nawet ci bardziej wszechstronni spośród nich, wyjątkiem potwierdzającym regułę był w ostatnich latach bodaj tylko Włoch Stefano Zanini. VaPV to bowiem nieustanne wspinaczki po małych i średnich górach przez pięć dni z rzędu podczas których tradycyjnie rozgrywa się aż sześć etapów, a całą zabawę kończy zazwyczaj kilkunastokilometrowa czasówka w piątkowe popołudnie. Uczestnicy tegorocznej 43 edycji wyścigu będą mieli do pokonania szlak o długości 753 kilometrów z aż 20 premiami (po 10 drugiej i trzeciej kategorii) po drodze. Ponadto wbrew pozorom wiosenna pogoda w tej części Hiszpanii często ze względu na zachmurzenie i opady deszczu (skrajnym przykładem był rok ubiegły) bardziej przypomina aurę brytyjską niż iberyjską co dodatkowo może utrudniać niełatwe i tak zadanie. Oczywiście trasa obowiązkowo prowadzi przez wszystkie baskijskie prowincje: Gipuzkoa, Bizkaia, Araba oraz sąsiednią Naffaroa (czyli Navarrę).


Copyright: www.diariovasco.com

Przed rokiem w dużej mierze dzięki śmiałej akcji na trzecim etapie cały wyścig wygrał kolarz rodzimy Aitor Osa z iBanseto.com (na poniższym zdjęciu). Jednak w tym tygodniu "króla gór" ubiegłorocznej VaE czeka niesłychanie ciężkie zadanie obrony tytułu. Co prawda będzie on mógł liczyć na silne wsparcie swego zespołu, w tym rosyjskich zwycięzców Tour de l"Avenir (z lat 2001-02): Denisa Mienszowa i Jewgienija Pietrowa oraz filigranowego, włoskiego górala Leonardo Piepoliego, lecz zastęp jego rywali jest godny nawet wyścigu wieloetapowego. Oczywiście swoich "najlepszych ludzi" wystawią gospodarze z Euskaltel-Euskadi. W składzie pomarańczowych pojadą: David Etxebarria (drugi przed rokiem), Jose Alberto Martinez (drugi w 2001 roku) a także wielkie nadzieje: Iban Mayo i Haimar Zubeldia. Inni Baskowie: czyli wiecznie drugi-trzeci w TdF Joseba Beloki oraz Igor Gonzalez de Galdeano i Mikel Zarrabeitia będą przewodzić ekipie ONCE. Niewątpliwie do głównych faworytów zaliczyć trzeba Włocha Dario Frigo (Fassa Bortolo), który po południowej stronie Pireneji wygrał już w tym roku: Vuelta a la Comunitat Valenciana oraz Setmana Catalana. U jego boku pojadą zaś triumfator VaE 2002 Aitor Gonzalez oraz bardzo zdolny (eks-mistrz świata do lat 23) Włoch Ivan Basso.

Bardzo mocne składy wystawiły również ekipy: Telekom i Phonak. W barwach tej pierwszej pokażą się: zwycięzca VaPV z roku 2000 Niemiec Andreas Kloden, triumfator dwóch ostatnich edycji Paris-Nice Kazach Aleksander Winokurow oraz kolarze, którzy zajęli piąte i szóste miejsce przed rokiem tzn. Belg Mario Aerts i Australijczyk Cadel Evans. Natomiast Phonak reprezentował będą: dwukrotny triumfator z lat 1995 i 1997 Szwajcar Alex Zulle, Gonzalo Bayarri (trzeci przed rokiem), Juan Carlos Dominguez (piąty przed dwoma laty) i wielce utalentowany Santiago Perez. Aż dwóch byłych zwycięzców VaPV ma w swym składzie drużyna Lampre tzn. Włocha Francesco Casagrande (1996) i Litwina Raimondasa Rumsasa (2001). Stawkę faworytów uzupełniają: czwarty w ubiegłym sezonie Holender Michael Boogerd (Rabobank), drugi w 2000 roku Danilo Di Luca (Włochy, Saeco), trzeci w 1999 roku Davide Rebellin (Włochy, Gerolsteiner), nieobliczalny Amerykanin Tyler Hamilton (CSC) czy nawet powracający do niezłej dyspozycji słynny "Pirat" Marco Pantani (Włochy, Mercatone Uno) dla którego będzie to drugi start po wielomiesięcznej przerwie. W peletonie ujrzymy też dwóch młodych i zdolnych polskich "górali": Marka Rutkiewicza (Cofidis) i Sylwestra Szmyda (Mercatone Uno). Wydaje się, że lepsze predyspozycje do krótszych etapówek (średniej wielkości gór) a zarazem więcej swobody w tej konkretnej imprezie powinien mieć pochodzący z Olsztyna Rutkiewicz. Jak dotąd najlepszy polski wynik w historii VaPV (18 miejsce w generalce) uzyskał Dariusz Baranowski w 2000 roku i poprawienie tej lokaty może być planem maksimum dla dwójki naszych talentów.



POD DYKTANDO GOSPODARZY

Menadżer Julian Gorospe (zwycięzca VaPV z lat 1983 i 1990) oraz jego pomarańczowi chłopcy z Euskaltel-Euskadi po dziesięciu latach prób dopięli swego wygrywając najbardziej prestiżowy wyścig na terenie swej małej ojczyzny. Sukces ten z pewnością powinien pomóc Baskom w wywalczeniu "dzikiej karty" na tegoroczny Tour de France. Wielkim bohaterem zawodów został 26-letni Iban Mayo, który zwyciężył na trzech z sześciu etapach, zaś w całym wyścigu z przewagą 0:12 nad Amerykaninem Tylerem Hamiltonem (CSC) oraz 0:23 nad kolegą z drużyny Samuelem Sanchezem. Pierwszy etap wokół Legazpia miał tylko 129 kilometrów, lecz z profilu wyglądał na najtrudniejszy w całej imprezie. Przez większą część etapu uciekał Francisco Cabello (Kelme), lecz w pojedynkę nie miał większych szans. Na ostatnim z pięciu tego dnia podjazdów - Deskarga (123 km) - najbardziej rozrabiali zawodnicy Euskaltel. Najlepiej swój atak wymierzył Sanchez, który zaatakował tuż przed szczytem wzniesienia. Na zjeździe niespodziewanie dołączył do niego filigranowy Włoch Leonardo Piepoli (iBanesto.com). Jednak para ta została złapana przez peletonik faworytów już w samym mieście na około kilometr przed metą. Niemal natychmiast skontrował Mayo i wygrał po długim finiszu. Z 35-osobowej grupy najszybciej za plecami Baska finiszowali: Angel Vicioso (ONCE) oraz "Jankes" Hamilton. Kolejne dwa dni wyścigu rozczarowały, aczkolwiek same finiszowe rozgrywki trzymały w napięciu do ostatnich metrów i chwili werdyktu z fotokomórki. We wtorek na trasie do miejscowości Plentzia (158 km) najpierw uciekali Hiszpanie: Jordi Riera (Kelme) i Hector Guerra (Colchon Relax) do których następnie dołączyli Włosi: Massimiliano Lelli (Cofidis) i Andrea Tonti (Saeco) - jednak cała ta "kompania" została złapana przez peleton na 15 kilometrów przed metą. Na ostatnich kilometrach próbowali szczęścia mistrz Szwajcarii Alexandre Moos oraz Włoch Angelo Lopeboselli (Cofidis) lecz bez powodzenia. Do samego finiszu najlepiej przygotowała się ekipa Saeco, lecz jej lider Bask Igor Astarloa za wcześnie zaczął finisz i za szybko postanowił go skończyć. Znacznie skuteczniej wyrzucił rower do przodu Vicioso dzięki czemu wygrał etap i został nowym liderem. Z dobrej strony pokazał się 23-letni Alejandro Valverde (Kelme) finiszując na trzecim miejscu. Identyczna była kolejność pierwszej trójki po dwóch dniach wyścigu.

Bardzo zbliżony przebieg jak i finał do etapu drugiego miał środowy, najdłuższy (191 km) odcinek trzeci do Vitoria-Gasteiz. Tym razem na długą jazdę przed grupą zasadniczą zdecydowali się Hiszpanie: Gonzalo Bayarri (Phonak>, Eladio Jimenez (iBanesto.com), Luis Pesamontes (Colchon Relax) oraz Irlandczyk Dermont Nally (Paternina). Szybko bo już do 51 kilometra uzyskali oni czternaście minut przewagi nad peletonem (zaś po 123 km wciąż dziewięć)! Pomimo tego zapasu wszyscy zostali złapani, najbardziej wytrwały Bayarri poddał się na podjeździe pod Zaldarian 11,5 km przed metą. Na finiszu wszystko wskazywało na podwójny sukces kolarzy Gerolsteiner: Davide Rebellina i Christiana Wegmanna, Niemiec gratulował już nawet sukcesu swemu liderowi klepiąc go po plecach. Jednak Włoch osłabł na ostatnich metrach i obu tych zawodników objechał po lewej stronie młodzian Valverde wygrywając z Rebellinem "o gumę". Nowym liderem został kolejny zwycięzca etapu czyli Valverde przed Rebeblinem i Astarloą. Na finiszu pogubił się Vicioso (31 miejsce) i w "generalce" spadł na piątą lokatę. W tej najważniejszej ze wszystkich klasyfikacji wciąż 36 kolarzy miało identyczny czas, zaś o hierarchii decydowała suma miejsc na metach etapów. Etap czwarty do Santesteban-Donetzebe (171 km) zakończył się niespodziewanym sukcesem samotnego śmiałka Marco Pinottiego (Lampre). Włoch, który swój pierwszy zawodowy sukces odniósł na etapie Tour de Pologne 2000 Wałbrzycha zaatakował około 40 kilometra wespół z bardzo aktywnym w tym wyścigu "Celtem" Nallym. Po 105 kilometrach mieli oni wciąż 6:20 przewagi (wcześniej maksymalnie aż jedenaście) nad peletonem. Pinotti zgubił Irlandczyka na pierwszym podjeździe pod Sandias (119 km), zaś na szczycie drugiego (z przeciwnej strony, 153 km) pozostało mu jeszcze 1:30 zapasu nad peletonem. Na zjazdach ryzykancko i skutecznie pojechał Astarloa, który na kilka kilometrów przed metą zniwelował stratę Włocha do około dwudzistu sekund i tyleż samo miał zysku nad stopniałą grupą liderów. W tej chwili kolarz Saeco mógł się czuć liderem, gdyż Pinotti nie liczył się "generalce", jednakże Bask został ostatecznie dogoniony. Natomiast na czele do samego końca przetrwał kolarz Lampre, który do celu dotarł z przewagą ledwie 0:03 nad rozpędzonym peletonikiem, który przyprowadził Valverde. Kolarz Kelme utrzymał prowadzenie, zaś lista kandydatów do finałowego triumfu nieznacznie zmalała tj. do 31 nazwisk.

O wszystkim zadecydować miał tradycyjnie ostatni dzień zmagań, a przede wszystkim popołudniowa czasówka. Niemniej bardzo wiele wydarzyło się już na porannym etapie ze startu wspólnego wokół nadmorskiej Handarribii (91 km). Po pierwsze popsuła się pogoda i w końcu podczas 43. VaPV przypomniał o sobie tak częsty w tym regionie deszcz. Po drugie na 70 kilometrze czekał na kolarzy dość krótki, lecz bardzo stromy podjazd pod górę Erlaitz (3,8 km długości o średnim nachyleniu 11,7%!). Na tej górze zdecydowany atak przypuścili kolarze Euskaltel: Mayo i Sanchez. Koła próbowali im dotrzymać główny faworyt wyścigu Włoch Dario Frigo (Fassa Bortolo) i Hamilton - obaj wyśmienici czasowcy. Taki też układ powstał chwilę po pokonaniu szczytu wniesienia. Za nimi o utrzymanie kontaktu z czołówką dzielnie walczył rewalacyjny lider Valverde jadąc w towarzystwie sześciu innych kolarzy ze stratą 0:37. Na śliskich zjazdach zaryzykowali dwaj Baskowie i osiągnęli połowiczny sukces gubiąc Frigo. Na finiszu najmocniejszy okazał się Mayo mimo, iż rozpoczął sprint z niedogodnej pierwszej pozycji. Za nim linię mety minęli Hamilton i Sanchez. Przegrany Frigo stracił 0:22, "siódemka": Valverde, ubiegłoroczny zwycięzca Bask Aitor Osa (iBanesto.com), Włoch Wladimir Belli (Lampre), Duńczyk Michael Rasmussen (Rabobank), Hiszpanie: Carlos Sastre (CSC), Constantino Zaballa (Kelme) i Włoch Piepoli po 0:47, zaś pozostali już co najmniej 1:40 i tym samym "wypadli z gry". Przed czasówką zdecydowanym faworytem wydawał się Hamilton. Wszystko szło po myśli Amerykanina mniej więcej do półmetka (pierwsza część trasy wiodła pod górę). Na 5 kilometrze miał on 0:06 przewagi nad Mayo i 0:12 nad Vicioso, który w tym czasie był liderem na mecie z czasem 20:07. Druga część etapu wiodącą głównie w dół, na bardzo technicznej trasie, a nawet z fragmentami bruku! była popisem Mayo. Hamilton stracił siły i przegrał o siedem setnych sekundy z Vicioso. Natomiast żywiołowo dopingowanemu przez swych rodaków Baskowi sił wręcz przybywało. Na mecie Mayo okazał się o 0:12 lepszy od Vicioso oraz Hamiltona i tym samym przypięczętował swój życiowy sukces. Iban powtórzył wyczyn swojego kolegi z drużyny Davida Etxebarii, który przed rokiem również wygrał oba odcinki podczas ostatniego dnia wyścigu. Niemniej wtedy starczyło to jedynie do zajęcia drugiego miejsca, gdyż już wcześniej zwycięstwo w całej imprezie zapewnił sobie inny Bask Aitor Osa. Mayo został też pierwszym kolarzem od czasu Toni Romingera (edycja z 1993 roku), który wygrał aż trzy etapy na drodze do generalnego triumfu.

POWRÓT