NOTATKI ZZA PIRENEJI
ROBERTO HERAS
PRZESZEDŁ DO
HISTORII
Z pozoru 59. Vuelta a Espana jest już za półmetkiem, gdyż uczestnicy pokonali 11 z 21 odcinków przejechawszy tym samym 1621,2 z zaplanowanych 3035,4 kilometra. Niemniej tak naprawdę na szlaku z Leon do świętego miasta Caravaca de la Cruz mieliśmy tylko cztery etapy istotne dla losów klasyfikacji generalnej wyścigu i zarazem będące zwiastunem tego czego po uczestnikach tegorocznej Vuelty możemy jeszcze oczekiwać w drugiej i trzeciej fazie hiszpańskiego touru. Zanim przejdę do komentarza na temat tego co już się wydarzyło oraz swych przewidywań co do tego cóż jeszcze może się zdarzyć streszczenie pierwszej fazy wyścigu na podstawie relacji z "www.cyclingnews.com" (nie dane mi było obejrzeć większości z dotychczasowych etapów z uwagi na udział w Tour de Pologne).
4 września: Leon (I etap): Kolejny popis ekipy amerykańskich pocztowców (US Postal Service) na trasie prestiżowej jazdy drużynowej na czas. Inaczej niż na tegorocznym Tour de France UPS prowadziła już od pierwszego punktu pomiaru czasu. Siódemka zawodników, która wytrwała w swym towarzystwie do samego końca przejechała trasę niespełna 28 kilometrów w czasie 30:45 co dało średnią prędkość 54,048 km/h na dość pofałdowanym terenie. Żadna z dwudziestu pozostałych drużyn nie była wstanie choć zbliżyc się do tego wyczynu. Druga ekipa T-Mobile straciła na tej krótkiej wszak drużynówce 0:31. Dobrze wypadły dwie hiszpańskie ekipy: zgodnie z planem Illes Ballears (trzecia, + 0:56) i dość niespodziewanie Comunidad Valenciana-Kelme (czwarta, + 0:58). Nieco ponad minutę (+ 1:01) stracił piąty tego dnia zespół szwajcarskiego Phonaku. Zawiodła z pewnością ekipa Liberty Seguros (która jeszcze pod szyldem ONCE wygrywała otwarcia VaE 2002-03) dopiero ósma ze stratą 1:28 - jednak i tego tempa swych kolegów nie był gotów wytrzymać powołany do składu w ostatniej chwili Dariusz Baranowski. Lepiej wypadł Sylwester Szmyd, który w towarzystwie kompanów z Saeco wykręcił dziewiąty czas, o 1:38 wolniejszy od zawodników US Postal. Pierwszym liderem został najmocniejszy tego dnia reprezentant UPS Amerykanin Floyd Landis.
5 września: Burgos (II etap): Na tym etapie wszystko przebiegało zgodnie z planem. Zaczęło się tak jak można było przypuszczać od "samobójczej" akcji grupki śmiałków. "Z motyką na słońce" porwali się: Hiszpan Riccardo Serrano (Cafe Baque) oraz Holender Bram Tankink (Quick Step) - około 40 kilometrów przed metą tego pierwszego zamienił Francuz Julien Laidoun (Ag2R) przedłużając nieco żywot tej ucieczki. Na trasie etapu jak i w samej jego końcówce nie zabrakło mocnych porywów wiatru oraz typowych dla tego rodzaju warunków atmosferycznych "wachlarzy" - w pewnym momencie peleton podzielił się nawet na cztery spore oddziały, a i do mety nie dojechał w komplecie. Niemniej zgodnie z oczekiwaniami o etapowy sukces powalczyli sprinterzy i najlepszym z nich okazał się oczywiście Włoch Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo) przed Niemcem Erikiem Zabelem (T-Mobile), Hiszpanem Oscarem Freire i Australijczykiem Stuartem O'Gradym (Cofidis). Czołową piątkę zamknął inny Hiszpan Pedro Horillo z Quick Stepu. Nowym liderem wyścigu został najszybszy z kolarzy US Postal Holender Max van Heeswijk dzięki sześciu sekundom bonifikaty wywalczonym na pierwszym lotnym finiszu.
6 września: Soria (III etap): Ten odcinek stał na wysokim poziomie ... nie tylko sportowym, ale i geograficznym. Mimo ledwie pagórkowatego profilu trasa była poprowadzona na wysokosciach bezwględnych zblizonych do 1000 metrów nad poziom oceanu światowego. Przez większą część etapu uciekała czwórka zawodników: Francuz Andy Flickinger (Ag2R), Belg Kevin Hulsmans (Quick Step), Luksemburczyk Benoit Joachim oraz Holender Thorwald Veneberg (Rabobank) z przewagą dochodzącą do dziesięciu minut. Kwartet ten został ostatecznie dogoniony na 7,5 kilometra przed metą, która na ostatnich kilometrach wiodła mniej lub bardziej pod górę. Tak trudny finisz skutecznie wymęczył typowych sprinterów. Najlepiej w tych okolicznosciach czuł się kolarz bodaj najlepiej łączący szybkość z wytrzymałością czyli Hiszpan Alejandro Valverde (Comunidad Valenciana-Kelme). Za jego pelecami na kolejnych miejscach zameldowali się na przemian wytrzymali sprinterzy: O'Grady (drugi) i Freire (czwarty) oraz górale: Rosjanin Denis Mienszow (Illes Balears) - trzeci i Hiszpan Roberto Heras (Liberty Seguros) - piąty. Trzecim liderem został kolejny kolarz UPS Luksemburczyk Benoit Joachim dzięki osiemnastu sekundom wywalczonym za zwycięstwa na wszystkich tego dnia lotnych finiszach.
7 września: Zaragoza (IV etap): Etap zjazdowy, lecz niezbyt szybki (tylko 38,1 km/h) gdyż tym razem w przeciwieństwie do czasów gdy w tych stronach bito rekord prędkości Vuelty na etapach ze startu wspólnego (czyli 55,2 km/h) wiatr nie był sprzymieżeńcem kolarzy. Nie powiodła się kolejna ucieczka, zawiązana na tym etapie przez kwartet z Hiszpanami: Davidem Fernandezem (Paternina) i Xavierem Florencio (Relax), Baskiem Inakim Isasi (Euskaltel) oraz wspomnianym już wyżej Francuzem Laidounem. Jednak kolarze ci trzymani na "krótkiej smyczy" (do trzech minut przewagi) byli skazani na przegraną. Na finiszu (pod mocny przeciwny wiatr) mieliśmy powtórkę z Burgos i to na każdym z czterech pierwszych miejsc! Znów wygrał Petacchi przed Zabelem, Freire i O'Gradym. Zmienił się tylko kolarz na piątej pozycji, którym tego dnia był zwycięzca dwóch etapów VaE sprzed dwóch lat Włoch Angelo Furlan (Alessio). Na prowadzeniu umocnił się zaś Joachim dzięki dwóm kolejnym sekundom bonifikaty z lotnej premii.
8 września: Morella (V etap): Pierwszy górski test, ale jeszcze bez większych wzniesień. Wystarczyło by z kretesem poległa niemal cała ekipa T-Mobile zmagająca się z zatruciem pokarmowym. Z wyścigu wycofać się musieli: Kolumbijczyk Santiago Botero (T-Mobile) i Niemcy Torsten Hiekmann i Steffen Wesemann, zaś lider tej drużyny Kazach Aleksander Winokurow choć dojechał do mety to stracił do zwycięzcy etapu aż siedemnaście minut! Na etapie uciekała piatka kolarzy: Francuz Nicolas Jalabert (Phonak), O'Grady (wygrał wszystkie lotne premie), Bask Unai Osa (Illes Balears) oraz aktywni Holendrzy: Tankink i Veneberg. Dwa wzniesienia w końcówce etapu odchudziły peleton do zaledwie 25 czołowych kolarzy. Na finałowym 2-kilometrowym podjeździe do położonej na wzgórzu Morelli jako pierwsi zaatakowali Hiszpanie: Aitor Gonzalez (Fassa Bortolo) i Joaquin Rodriguez (Saunier Duval), lecz swój atak najlepiej wymierzył Rosjanin Mienszow. Denis z Nawarry przypuścił kontrę na 500 metrów przed metą i wygrał z przewagą trzech sekund nad grupką czterech swych konkurentów: A. Gonzalez, Valverde, Włoch Leonardo Piepoli (Saunier Duval) i Carlos Sastre (Team CSC). Kolejną szesnastkę ze stratą dziewięciu sekund przyprowadził zdrowy w przeciwieństwie do swych kolegów Australijczyk Cadel Evans (T-Mobile). Wraz z nim przyjechali dwaj zawodnicy US Postal: na dziewiątym miejscu Hiszpan Manuel Beltran i na czernastym Landis. Nowym liderem został Beltran z tym samym łącznym czasem co jego amerykański kolega. Obaj zaś po pięciu dniach rywalizacji wyprzedzali zaś o cztery sekundy bohatera dnia Mienszowa.
9 września: Castellon de la Plana (VI etap): Etap chyba zbyt łatwy by nazwać go górzystym, lecz jednocześnie na tyle trudny by zmóc większość sprinterów. Początkowo uciakeła na nim dwójka: Hulsmans i Włoch Manuel Quinzato (Lampre) z przewagą nawet do jedenastu minut! Główna selekcja zaszła na podjeździe drugiej kategorii Alto del Desierto de las Palmas (25 km przed metą) gdzie tempa grupy nie wytrzymało ponad stu kolarzy, w tym najlepszy sprinter wyścigu czyli Petacchi. Brak "Aleksamdra Wielkiego" stworzył rzadką okazję do etapowego sukcesu dla jego głównych rywali. Najlepiej skorzystał z tej sytuacji Oscar Freire, który podczas finiszu nad Morzem Śródziemnym wyprzedził w bezpośredniej walce Zabela i O'Grady'ego (była to więc niejako powtórka z marcowego klasyku Milano - San Remo). Czwartą i piątą lokatę zajęli szybcy i wszechstronni: mistrz Włoch Cristian Moreni (Alessio) oraz Hiszpan Miguel Angel Martin Perdiguero (Saunier Duval). W pierwszej 78-osobowej grupie przyjechali też obaj Polacy. Na pozycji lidera (mimo mikroskopijnych różnic przed etapem) tym razem bez zmian.
10 września: Valencia (VII etap): Tym razem oba podjazdy były w pierwszej połowie etapu co ułatwiło sprinterom zadanie dotarcia do mety na czele peletonu. Szesnaście kilometrów po starcie uciekła siódemka kolarzy: Szwajcar Patrick Calcagni (Vini Caldirola), Hiszpanie: Jose Miguel Elias (Relax) i Carlos Torrent (Paternina), Kolumbijczyk Hebert Gutierrez (Cafe Baque), Mołdawianin Rusłan Iwanow (Alessio), Estończyk Erki Putsep (Ag2R) oraz Włoch Daniele Righi (Lampre). Uzyskali oni maksymalną przewagę pięciu minut, po czym siłami ekip: Cofidis, Fassa Bortolo i Rabobank zostali doścignięci na siedemnaście kilometrów przed kreską. Na finiszu potwierdziła się raz jeszcze hierarchia najlepszych sprinterów ustalona w Burgos i Saragossie tzn. pierwszy - Petacchi, drugi - Zabel, trzeci - Freire i czwarty - O'Grady. Tym razem jako piąty linię mety przekroczył Włoch Luca Paolini (Quick Step). Liderem pozostał Manuel Beltran.
11 września: Almussafes / Factoria Ford (VIII etap): Na czasówce wokół fabryki Forda rozgrywanej w trzecią rocznicę zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku główne role odegrali Amerykanie względnie kolarze amerykańskiej grupy US Postal. Najszybciej tj. z przeciętną 50,9 km/h płaską trasę przeszło 40 kilometrów pokonał aktualny mistrz olimpijski w tej profesji Tyler Hamilton (Phonak). "Iron Man" (wcześniej wygrał już czasówkę na GdI 2002 i etap ze startu wspólnego TdF 2003) wyprzedził teraz trzech kolarzy UPS: Kolumbijczyka Victora Hugo Penę o 0:15, Landisa o 0:18 i Beltrana o 0:28 - wysokie miejsce tego ostatniego na trasie płaskiej przecież czasówki było wielkim zaskoczeniem. Różnice w czołówce etapu nie były duże, bowiem mniej niż minutę stracili też jeszcze Hiszpanie: Isidro Nozal (Liberty Seguros, + 0:37) oraz Francisco Mancebo (Illes Balears, + 0:57). Zawiódł nieco Valverde (dwunasty, + 1:32), zaś z pewnością jeszcze bardziej A. Gonzalez (czternasty) + 1:37). "Etap prawdy" potwierdził wciąż nie najlepszą kondycję Baska Joseby Belokiego (Saunier Duval, + 3:26) jak i bardzo przeciętne jak na dużej klasy etapowca umiejętności czasowe młodego Damiano Cunego (Saeco, + 3:58). Nieźle spisał się nasz Dariusz Baranowski (29., + 2:39). Floyd Landis po tygodniu odzyskał "fotel lidera" i wyszedł na prowadzenie z przewagą 0:10 nad Beltranem i 0:32 nad Hamiltonem.
12 września: Alto de Aitana (IX etap): W ciągu doby Tyler Hamilton zszedł z kolarskiego Olimpu (zwycięstwo na czasówce VaE) zszedł do Hadesu (strata blisko jedenastu minut na pierwszym prawdziwie górskim etapie tego wyścigu)! Po 50 kilometrach etapu zaatakowała czernastka zawodników, z których po pewnym czasie na czele zostali trzej: Kolumbijczyk Felix Cardenas (Cafe Baque), Hiszpan Pablo Lastras (Illes Balears) oraz Słoweniec Tadej Valjavec (Fassa Bortolo). Najlepszemu góralowi ubiegłorocznej Vuelty tj. Cardenasowi do zwycięstwa etapowego zabrakło ostatecznie tylko trzech kilometrów. Spory udział w dogonieniu kolarza z Andów miał Dariusz Baranowski, który rozpoczął zdecydowaną akcję kolarzy Liberty Seguros na finałowym podjeździe. Ostatecznie królem polowania na etapowe zwycięstwo okazał się filigranowy Włoch Leonardo Piepoli (Saunier Duval) dla którego mimo bogatej kariery był to pierwszy tego typu sukces w Wielkim Tourze. Piepoli wyprzedził Herasa i Nozala odpowiednio o 0:04 i 0:10. Na kolejnych miejscach przyjechali kolejni Hiszpanie: Mancebo (+ 0:15), Jorge Ferrio (Paternina, + 0:25) i Valverde (+ 0:29). Więcej potracili liderzy US Postal: Landis (9., + 0:55) i Beltran (13., + 1:18), lecz nadal pozostali na czele tzn. Landis o 0:33 przed Beltranem i 0:38 przed Mancebo.
13 września: Xorret de Cati (X etap): Na kolejnym górskim etapie ważną rolę odegrało dobrze nam już znane "trio wytrzymałych sprinterów": Oscar Freire, Stuart O'Grady i Erik Zabel. Pierwszy z nich zainicjował zresztą wraz ze swym rodakiem Eladio Jimenezem (Illes Balears) akcję dnia. Odjazd w swym pełnym 7-osobowym składzie uformował się ostatecznie do 40 kilometra. Oprócz górala Jimeneza i trzech wyżej wymienionych sprinterów zabrali się również dwaj dalsi Hiszpanie: Jose Miguel Elias (Relax) i Juan Fuentes (Saeco) oraz Młodawianin Rusłan Iwanow. Maksymalna przewaga tej ucieczki wyniosła 14:30 i choć pod koniec etapu zaczęła dość szybko maleć uciekinierzy mogli spokojnie przystąpić do walki o etapowa wiktorię na bardzo stromym przeszło 4-kilometrowym podjeździe pod Alto de Xorret de Cati. Faworyt w tym gronie czyli Eladio Jimenez nie zawiódł i tym samym powtórzył swój sukces z roku 2000. Góral z Balearów wyprzedził O'Gradiego o 0:32, Freire i Iwanowa o 0:48, Fuentesa o 1:04, Eliasa o 1:10 i Zabela o 1:50. W bezpiecznej odległości za nimi toczyła się walka najlepszych górali, przede wszystkim o złotą koszulkę lidera. Najlepszym góralem okazał się dość niespodziewanie nie liczący się w "generalce": Jorge Ferrio (8., + 4:06), który wyprzedził o 0:12 trio: Valverde, Heras i Piepoli oraz o 0:40-0:41 duet: Sastre i Nozal, a także o 0:51 Mancebo. Lider Floyd Landis stracił do Ferrio 1:00 (czyli 0:48 do swych najgroźniejszych rywali Valverde i Herasa), ale zachował prowadzenie w wyścigu. Betran stracił o 0:26 więcej od swego kolegi i tym samym spadł z drugiej na szóstą pozycję. Po pierwszych górskich harcach złota koszulka pozostała więc jeszcze w posiadaniu drużyny US Postal, lecz przewaga Landisa nad Valverde stopniała już tylko do 0:09, nad Mancebo do 0:29, zaś nad liderami Liberty Seguros: Nozalem i Herasem odpowiednio do: 0:32 i 0:47.
14 września: Caravaca de la Cruz (XI etap): Ostatni przed pierwszym dniem przerwy w wyścigu etap padł łupem (jak najbardziej zasłużenie w nagrodę za odwagę i wytrwałość) Amerykanina Davida Zabriskie z US Postal. Ten 25-letni czasowiec urządził sobie specyficzną jazdę indywidualną na czas na etapie ze startu wspólnego. Zaatakował już na trzecim kilometrze i wypracował sobie niemal dwadzieścia minut przewagi nad peletonem w czym pomogło mu nieco zamieszanie po kraksie na siódmym kilometrze trasy, w której m.in. mocno poobijał się wicelider Alejandro Valverde. W końcówce zysk Jankesa topniał szybko, lecz jak się wkrótce okazało nie na tyle błyskawicznie by o etapowe zwycięstwo mogli powalczyć sprinterzy. Zabriskie jadąc niemal przez cały 165-kilometrowy odcinek solo wykręcił przeciętną 40,51 km/h, co na mecie dało mu przewagę 1:11 nad peletonem w którym finisz tradycyjnie wygrał Petacchi, tym razem przed O'Grady'm, Zabelem i Włochem Marco Zanottim (Vini Caldirola). Na czołowych miejscach klasyfikacji generalnej nie zaszły żadne zmiany, bowiem Valverde przy asyście troskliwych kolegów z Comunidad Valenciana-Kelme dojechał do mety w grupie zasadniczej.
PODSUMOWANIE i PROGNOZY:
Pierwsza (najdłuższa, lecz zarazem najłatwiejsza) tercja wyścigu przebiegła pod kontrolą grupy US Postal Service, aczkolwiek z uwagi na absencję wielkiego lidera tej ekipy Lance'a Armstronga przewodnictwu temu brak znamion totalnej dominacji, której byliśmy świadkami podczas tegorocznego Tour de France. Niemniej jednak "pocztowcy" i tak byli wstanie utrzymać złotą koszulkę lidera w posiadaniu swej drużyny przez kolejnych jedenaście dni! Pierwszym przodownikiem został Floyd Landis, lecz już następnego dnia choć tylko na jedną dobę przejął ją Max van Heeswijk. Potem przyszła kolej na Benoit Joachima, który stał się pierwszym w historii luksemburskim liderem Vuelty. Po pierwszym górzystym odcinku trafiła ona na barki Manuela Beltrana, zaś po czasówce odzyskał ją Landis. Najtrudniejsze jednak dopiero przed kolarzami UPS. Minusem w ich sytuacji wydaje się fakt, iż żaden z dwóch liderów US Postal nie miał dotąd najmniejszego doświadczenia w liderowaniu tak poważnej imprezie. Generalne zwycięstwo może leżeć poza ich zasięgiem, lecz Landis ma spore szanse na to by uplasować się na podium i tym samym powtórzyć osiągnięcie Levi Leipheimera z sezonu 2001. Beltran aktualnie szósty ze stratą + 0:59 do swego kolegi raczej ukończy ten wyścig w dobrze sobie znanym rewirze miejsc tj. w drugiej części pierwszej "10".
Głównym faworytem do zwycięstwa pozostaje dla mnie ubiegłoroczny triumfator czyli Roberto Heras (obecnie piąty, + 0:47). Jego zespół Liberty Seguros otrząsnął się już po nieudanej drużynówce i w górach próbuje przejmować ster rządów nad wyścigiem. Herasowi dzielnie sekunduje ubiegłoroczny główny rywal Isidro Nozal (czwarty, + 0:32), który słabiej niż przed rokiem spisał się na pierwszej w wyścigu indywidualnej czasówce, lecz wyraźnie poprawił jazdę w górach czego świadectem było trzecie miejsce na Alto de Aitana. Najgroźniejszym rywalem zawodników z Liberty Seguros (wśród, których mocno pracuje nasz Dariusz Baranowski) powinien się okazać aktualny wicelider (+ 0:09) Alejandro Valverde wspierany przez mocną ekipę górali Comunidad Valenciana na czele z Davidem Blanco i Carlosem Garcią Quesadą (ten drugi przyczynił się do sukcesu Aitora Gonzaleza przed dwoma laty). Szkoda tylko, że aktualny wicemistrz świata mocno poobijał się w kraksie na jedenastym etapie. Spore szanse na podium ma również lider Illes Balears Francisco Mancebo (w dniu przerwy trzeci, + 0:29) dotąd kojarzony przede wszystkim z bardzo solidnymi występami na trasie "Wielkiej Pętli". Ma on zarówno umiętności jak i doświadczenie potrzebne do zajęcia wysokiej lokaty w tym wyścigu, lecz brak mu raczej błysku niezbędnego do wygrania całej imprezy.
Za plecami czołowej szóstki ściśniętej w jednej minucie jest jeszcze lider Team CSC Carlos Sastre (7., + 1:35) oraz zawodzący nieco ex-triumfator Aitor Gonzalez z Fassa Bortolo (9., + 2:50). Czołową dziesiątkę na półmetku uzupełniają ósmy Denis Mienszow z Illes Balears (+ 2:42), który po sukcesie w Morelli poniósł znaczące straty na czasówce w Almussafes oraz dziesiąty Jose Angel Gomez z Paterniny (jednak już ze stratą + 4:16) będący jednym z objawień tegorocznej Vuelty. Zwycięzca Giro d'Italia Damiano Cunego z Saeco jedzie nieźle zajmując czternaste miejsce (trzecie wśród obcokrajowców), lecz ta lokata z pewnością nie zaspokaja ambicji tej klasy kolarza. Dlatego też należy oczekiwać, iż dotrzyma on słowa i ... wycofa się z wyścigu zapewne jeszcze przed czasówką do Sierra Nevada by w spokoju przygotować się do Mistrzostw Świata w Weronie. Spośród grona moich dziesięciu największych przedwyścigowych faworytów kompletnie zawiodła dokładnie połowa czyli: Tyler Hamilton (na pocieszenie zostało mu zwycięstwo na czasówce), Aleksander Winokurow, Hiszpan Oscar Sevilla z Phonaku, Bask Haimar Zubeldia z Euskaltel oraz mimo udanego początku Australijczyk Cadel Evans z T-Mobile. Zgodnie z oczekiwaniami daleki od swej normalnej (do ubiegłego roku) dyspozycji jest też Joseba Beloki.
Na innych polach walki tym bardziej nic jeszcze nie mogło się wyjaśnić, można by rzec że ogłoszono dopiero po kilka nominacji do każdego z trofeów. I tak w klasyfikacji punktowej prowadzi Stuart O'Grady (130 pkt) przed Erikiem Zabelem (128 pkt) i tym razem Australijczyk wydaje się mieć spore szanse na to by zrewanżować się Niemcowi za trzy porażki w walce o "maillot vert" na trasach TdF w latach: 1998-99 i 2001. Trzeci Oscar Freire (108 pkt) być może podzieli zdanie Cunego na temat swego udziału w VaE i przygotowań do MŚ, natomiast czwarty (w praktyce najszybszy) Alessandro Pettachi celuje bardziej w konkretne zwycięstwa etapowe i stąd na razie tylko 95 punktów na jego koncie pomimo trzech sprinterskich wiktorii. Niewykluczone, że najgroźniejszym rywalem dla kolarzy Cofidisu i T-Mobile okaże się piąty obecnie Valverde (72 pkt), któremu do wykazania się w tej dziedzinie pozostało przynajmniej siedem etapów, podczas gdy dla obecnych liderów chyba tylko trzy (13, 16 i 19). Wśród górali na razie przewodzą uciekinierzy czyli: Jose Miguel Elias z Relaxu (48 pkt) przed Eladio Jimenezem z Comunidad Valenciana (38 pkt) i Davidem Fernandezem z Paterniny (35 pkt). Jednak oni wszyscy będą jeszcze musieli włożyć wiele sił w niejedną ucieczkę by odeprzeć nieubłagany marsz w górę tej tabeli prawdziwie najlepszych górali wyścigu takich jak: Mancebo (33 pkt), Leonardo Piepoli z Saunier Duval (31 pkt) czy Heras (27 pkt). Z całą pewnością ostatniego słowa nie powiedział też jeszcze ubiegłoroczny "Król gór" Felix Cardenas z Cafe Baque (32 pkt).
Wśród drużyn prowadzi Comunidad Valenciana-Kelme o 5:30 przed US Postal Service, 8:36 przed Liberty Seguros i 10:16 przed Illes Balears. Największe szanse na końcowe zwycięstwo trzeba tu dać właśnie ekipie Kelme, bowiem US Postal (z Landisem) oraz Liberty Seguros (z Herasem) nastawią się przede wszystkim na pomoc swym liderom w ich indywidualnych zmaganiach poświęcajac czas trzeciego, a w ostateczności i drugiego ze swych najlepszych kolarzy. Natomiast ekipa z Balearów wydaje się być najmniej w tym gronie wyrównana (Pablo Lastras czy Unai Osa zbyt odstają poziomem nie tylko Mancebo, ale nawet Mienszowa). Oczywiście na wyniki tej rywalizacji wpływ mogą mieć odpuszczone na wiele minut ucieczki, które potrafią zniekształcić obraz rzeczywistej siły każdego z zespołów niemniej okazji do takich prawdziwie "frajerskich odjazdów" czyli stosunkowo łatwych etapów zostało już bardzo niewiele.
16 września: Observatorio Meteorologico de Calar Alto (XII etap):
Tego dnia wszystko poszło po myśli Manolo Sainza (dyrektora sportowego grupy Liberty Seguros). Zaczęło się wprawdzie od ucieczki przeszło dwudziestu zawodników, wśród których pomimo obecności ubiegłorocznego zwycięzcy klasyfikacji górskiej Kolumbijczyka Felixa Cardenasa zdecydowanie najmocniejszy okazał się kolarz Paterniny Hiszpan Francisco Lara. Lara wygrał dwie pierwsze górskie premie, zaś finałową 21-kilometrową wspinaczkę rozpoczął z przewagą 3:25 nad peletonikiem w szybkim tempie prowadzonym przez Igora Gonzaleza de Galdeano z Liberty Seguros. Na pierwszych kilkunastu kilometrach tego podjazdu pomocnicy Roberto Herasa czyli kolejno: Koldo Gil, Dariusz Baranowski, Marcos Serrano, a w końcu również Isidro Nozal narzucili tempo, którego już na 13 km przed metą zaczął nie wytrzymywać lider Floyd Landis z US Postal. Gdy na 7 kilometrów przed szczytem Lara był już w zasięgu wzroku wyselekcjonowanej grupki najlepszych górali zaatakował Heras od razu urywając z koła wszystkich swych rywali. Błyskotliwy góral z Bejar ani przez moment niezagrożony pomknął do mety, choć za jego plecami utworzyła się silna grupka pościgowa: Francisco Mancebo, Santiago Perez (Phonak) i Alejandro Valverde. Ostatecznie Heras wygrał z przewagą 0:34 nad Santi Perezem, 0:53 nad Mancebo oraz 1:27 nad Valverde, którego "złapawszy drugi oddech" zdołał jeszcze dogonić Nozal. Lider ekipy Liberty Seguros został tego dnia nowym liderem wyścigu ze skromnym zapasem 0:35 nad Mancebo oraz 0:49 nad Valverde. Na czwartej pozycji pozostał Nozal (+ 1:12), zaś na piątą lokatę spadł Landis (+ 2:19) po tym jak na etapie finiszował dopiero piętnasty 3:06 po Herasie.
17 września: Malaga (XIII etap): Płaski etap nad wybrzeżem Costa del Sol bez szczególnej historii i z łatwym do przewidzenia zwycięzcą. Szczęścia próbowali czterej śmiałkowie tzn. Belgowie Kevin De Weert (Rabobank) i Kevin Hulsmans (Quick Step), Kolumbijczyk Hebert Gutierrez oraz pochodzący z Katalonii Josep Juffre (Relax). Jednak grupy czołowych sprinterów czyli Cofidis i Fassa Bortolo trzymały ową akcje pod kontrolą nie pozwalając na odjazd dalszy niż 2:30 by ostatecznie skasować tą ucieczkę na 10 kilometrów przed metą. Na finiszu Alessandro Petacchi po raz kolejny nie dał szans swym oponentom zwyciężając po raz czwarty w tym roku przed Erikiem Zabelem! Trzeci linię mety przeciął Hiszpan Pedro Horillo, dopiero czwarty był Stuart O'Grady (w końcówce zablokowany nieco przez słabnącego Marco Zanottiego), zaś piąty mistrz Włoch Cristian Moreni. W tych okolicznościach Zabel odzyskał koszulkę najregularniejszego zawodnika, z racji swego obecnego wzoru żartobliwie nazywaną "koszulką najlepszego rybaka" co zresztą pasuje do idei łowienia punktów na każdym etapie.
18 września: Granada (XIV etap): Górzysty odcinek prowadzący znad morza do serca Andaluzji rozpoczął się na dobre od ucieczki dwunastu kolarzy wśród, których były tak głośne nazwiska jak: Aleksander Winokurow czy Bask Roberto Laiseka (Euskaltel), a także aktywni na już na wcześniejszych etapach tego wyścigu: Felix Cardenas, Jorge Ferrio czy Eladio Jimenez. Na drugim podjeździe od dziesiątki swych towarzyszy odjechali: Jose-Enrique Gutierrez (Phonak) i Constantino Zaballa (Saunier Duval). Jednak ostatnie i najtrudniejsze wzniesienie tj. Alto de Monachil dwunastka zaczęła wspólnie, choć tylko przez chwilę bowiem do przodu ruszył Winokurow czym dokumentnie rozbił pozostałą jedenastkę. Jednak i "Wino" niedługo cieszył się z prowadzenia, bowiem znów dał o sobie znać zespół Liberty Seguros z superpomocnikiem Marcosem Serrano w roli głównej. W połowie tego podjazdu na czele została już tylko dwunastka wyborowych górali (bez kogokolwiek z wcześniejszej akcji). Wtedy właśnie zaatakował Santi Perez zwolniony w drugiej fazie wyścigu z pracy na rzecz Tylera Hamiltona i Oscara Sevilli. Perez z Phonaku minął przełęcz (na 22 km przed metą) z przewagą pół minuty nad już tylko 8-osobową grupką pościgową, w której tuż przed szczytem i na zjeździe lidera (Herasa) próbował zgubić Valverde - jednak bez powodzenia. Na zjazdach Santi Perez powiększył jeszcze do 0:46 swą przewagę nad pościgiem, który przyprowadził Valverde przed Luisem Perezem z Cofidisu (zbieżność nazwisk przypadkowa). W grupce tej znaleźli się jeszcze: Francisco Mancebo, Isidro Nozal, Carlos Sastre, Roberto Heras, Włoch Leonardo Piepoli i "prawa ręka" Valverde - Carlos Garcia-Quesada (Comunidad Valenciana). Tym samym kolejność na czterech pierwszych miejscach "generalki" nie uległa najmniejszym zmianom, lecz dalej Sastre i Santi Perez przesunęli się na piątą i szóstą pozycję kosztem słabnących z dnia na dzień zawodników US Postal: Floyda Landisa i Manuela Beltrana, którzy finiszowali w kolejnej grupce 2:46 po odrodzonym Perezie.
19 września: Sierra Nevada (XV etap): Santi Perez poszedł za ciosem i to jak! Na bardzo trudnej górskiej czasówce, składającej się w zasadzie z dwóch podjazdów: pierwszym pod Alto de Monachil i drugim do dolnej części narciarskiego kurortu Sierra Nevada najlepszy czas (tzn. 1h 05:35) spośród kolarzy nieliczących się w klasyfikacji generalnej wykręcił odzyskujący w ostatnich dniach animusz Aleksander Winokurow. Ostatecznie wynik ten wystarczył do zajęcia czwartej lokaty, bowiem na każdym z pomiarów czasu lepiej od Kazacha jechali: Santi Perez, Alejandro Valverde i Roberto Heras. Jednak to nie triumfator ubiegłorocznej próby podobnego typu (rozegranej pod Alto de Abantos) czyli Heras był bohaterem dnia. Od początku prawdziwą demontrację swej siły urządził Perez. Kolarz Phonaku po 13,5 km wyprzedzał Valverde o 0:05, Herasa o 0:22, zaś pozostałych rywali (w tym dotychczasowego wicelidera - Mancebo) już co najmniej o minutę! Po 20 kilometrach jego przewaga wzrosła do 0:27 nad Valverde, 0:57 nad Herasem i blisko dwóch minut nad Garcią-Quesadą, Mancebo i Winokurowem. Finisz Pereza był jeszcze bardziej imponujący uzyskany czas tzn. 1h 02:29 (średnia prędkość + 28,4 km/h) okazał się być o 1:07 lepszy od najmocniejszego konkurenta czyli Valverde i o 1:51 od lidera czyli Herasa, pozostali stracili zaś już ponad trzy minuty (Winokurow + 3:06 a Mancebo + 3:18)! W tak wielkim stylu Perez wskoczył aż na trzecią lokatę w klasyfikacji generalnej ze stratą 1:45 do Herasa, któremu z kolei pozostało już tylko 0:05 przewagi nad wiecznie głodnym zwycięstw "młodym wilkiem" Valverde.
PODSUMOWANIE i PROGNOZY:
Czterodniowa wizyta peletonu 59. Vuelta a Espana w Andaluzji z pewnością nie rozczarowała nawet najbardziej wybrednych obserwatorów tego wyścigu. W tym czasie wydarzyło się bodaj więcej niż przez jedenaście etapów rozegranych do półmetka tej imprezy. Kolarze US Postal dzielący i rządzący wyścigiem od Leon po Caravaca de la Cruz z miejsca zeszli w cień najmocniejszych grup hiszpańskich takich jak: Liberty Seguros, Comunidad Valenciana czy Illes Balears. Z obu pocztowych liderów: Floyda Landisa i Manuela Beltrana wyraźnie "zeszło powietrze" i już po etapie do Calar Alto spadli na piąte i szóste miejsce, zaś po odcinku do Granady jeszcze dalej tj. odpowiednio na: siódme i ósme lokaty, na których zdaje się że jeszcze mocniej "ugrzęźli" po nieudanej dla nich czasówce pod Sierra Nevada. Na czoło wyścigu wysunął się po wygranym przez siebie dwunastym etapie ubiegłoroczny triumfator i główny faworyt Roberto Heras z Liberty Seguros. Najgroźniejszym rywalem Herasa wydaje się być lepiej jeżdżący od niego na czas Alejandro Valverde (trzeci w VaE 2003), który po piętnastu etapach traci tylko 0:05! Wielkim objawieniem drugiej fazy wyścigu stał się "odblokowany" po przeszło dwóch latach Santiago Perez z Phonaku. Santi Perez zajął drugie miejsce na Calar Alto, a następnie nie miał dla siebie godnych rywali podczas weekendu w okolicach Granady wygrywając oba odcinki, w tym w sposób wielce imponujący górską czasówkę. Dzięki tym dokonaniom w ciągu trzech dni "Santi" przesunął się z trzynastej najpierw na ósmą lokatę, potem na szóstą i w końcu na trzecią ze skromną stratą tylko 1:45 do Herasa!
Właśnie pomiędzy tą trójką rozstrzygnie się kwestia generalnego zwycięstwa w tegorocznej Vuelcie, a prawdopodobnie również ustalona zostanie hierarchia na finałowym podium w Madrycie. Wydaje się, że najsłabiej jeżdżący w tym gronie na czas Heras będzie musiał coś nadrobić w górach. Najlepsza ku temu okazja będzie w jego rodzinnych stronach na odcinku do stacji narciarskiej Covatilla, a także na podmadryckiej przełęczy Navacerrada. Valverde teoretycznie może się nastawić w górach na jazdę defensywną (oczekując na czasówkę w Madrycie) polegającą "tylko" na odpieraniu kolejnych ataków Herasa, lecz zachowawcza jazda nie leży chyba w naturze tego młodego kolarza. Santi Perez ma wciąż wyraźną stratę, lecz skoro w dwa dni potrafił odrobić do lidera aż 2:37 to i jego nie można skreślać z krótkiej listy kandydatów do końcowego zwycięstwa. Z pewnością kolarz Phonaku będzie teraz dokładniej pilnowany przez zawodników Liberty Seguros czy Comunidad Valenciana, lecz po tym co pokazał na "etapie prawdy" z Granady do Sierra Nevada można stwierdzić, iż jego możliwości są niemal nieograniczone. Niewielkie szanse na generalne podium zachowują jeszcze w teorii: Francisco Mancebo (czwarty, + 2:02) oraz Isidro Nozal (piąty, + 3:45), lecz wydarzenia minionego weekendu zdecydowanie nie przemawiają na ich korzyść. Pewniakiem do zajęcia szóstej lokaty wydaje się obecnie kolarz Team CSC Carlos Sastre (+ 6:12). Natomiast walka o pozostałe cztery miejsca z czołowej "10" powinna się rozstrzygnąć pomiędzy szóstką: Floyd Landis (+ 8:21), Manuel Beltran (+ 8:44), Angel Gomez (+ 8:51), Carlos Garcia-Quesada (+ 8:59), David Blanco (+ 9:43) oraz Luis Perez (+ 11:21). Po tym co dotąd pokazali raczej bez szans na awans do ścisłej czołówki są zawodnicy o słynnych nazwiskach zajmujący obecnie miejsca od trzynastego do piętnastego tzn. Włosi: Stefano Garzelli (Vini Caldirola, + 13:58) i Damiano Cunego (+ 14:06) oraz zwycięzca VaE 2002 Aitor Gonzalez (+ 16:26).
W klasyfikacji punktowej prowadzi Erik Zabel (T-Mobile) z dorobkiem 148 punktów. Niemiec pozostał jedynym klasowym sprinterem wśród uczestników, po tym jak do etapu dwunastego nie przystąpił Oscar Freire, dwa dni później wycofał się najgroźniejszy rywal Berlińczyka Stuart O'Grady, zaś dzień po Autralijczyku również najszybszy człowiek w peletonie czyli Alessandro Petacchi. Jednak tylko w teorii szanse Zabela na trzecie z rzędu zwycięstwo tego rodzaju w Vuelcie wyglądają tak różowo jak kolor klubowej koszulki, którą na co dzień przywdziewa. Na drugim miejscu sklasyfikowany jest bowiem wszechstronny wicemistrz świata Alejandro Valverde (126 pkt), który będzie miał jeszcze co najmniej pięć dni na zdobycie kolejnych punktów w tej rywalizacji (niejako przy okazji walki o najcenniejsze trofeum). Natomiast Zabel taką okazję będzie miał chyba tylko na etapie szesnatym (ale przy peletonie raczej nie dojdzie do finiszu z pełnej grupy zasadniczej). Być może więc jutro Niemiec zechce się załapać do ucieczki, zaś na pozostałych odcinkach spróbuje pociułać punkty na lotnych premiach. Po masowej dezercji asów sprintu kolejne miejsca za Zabelem i Valverde zajmują już inni czołowi zawodnicy klasyfikacji generalnej: Roberto Heras (97 pkt), Francisco Mancebo (85 pkt), Isidro Nozal (76 pkt) oraz Santi Perez (72 pkt). Również w klasyfikacji górskiej (inaczej niż na Giro czy Tourze) niejako "niechcący" przodownictwo objęli autentycznie najlepsi górale tzn. Heras (87 pkt) przed Mancebo (72 pkt), Santim Perezem (71 pkt), Valverde (67 pkt), a dopiero za ich plecami plasuje się znacznie słabszy niż przed rokiem Felix Cardenas (58 pkt). Najbliżej końcowego rozstrzygnięcia wydaje się być klasyfikacja drużynowa. Wciąż prowadząca ekipa Comunidad Valenciana-Kelme ma już tylko jednego rywala czyli zespół Liberty Seguros, który wyprzedza aktualnie o 8:50. Trzecia w tym zestawieniu rewelacyjna drużyna Paterniny (z Jorge Ferrio, Angelem Gomezem i Francisco Larą) traci do podopiecznych Vicente Beldy już 35:01!
21 września: Caceres (XVI etap): Etap przejściowy między górami Andaluzji a podjazdami w środko-zachodniej części kraju. Ostatnia szansa na wygranie etapu dla słabszych górali i dlatego było komu uciekać, zaś ze względu na brak najlepszych sprinterów nie było komu gonić. Spory bo 13-osobowy odjazd uformował się jeszcze przed 40 kilometrem trasy. Znalazło się w nim po dwóch kolarzy Illes Balears (Jose Vicente Garcia-Acosta i Pablo Lastras) oraz Saeco (Danilo Di Luca i Alessandro Spezialetti), a także "samotnicy": Holender Jan Boven (Rabobank), Amerykanin Antonio Cruz (US Postal), David Fernandez (Paternina), Inaki Isasi z Euskaltel, Jose Julia (Comunidad Valenciana), Cristian Moreni z Alessio, Kolumbijczyk Ivan Parra (Cafe Baque), Erki Putsep z Ag2R oraz Tadej Valjavec z Phonaku. Uzyskali oni maksymalną przewagę 17:30 na 50 kilometrów przed metą i dopiero wtedy w peletonie żywsze tempo podyktowała (bez wyraźnego powodu) ekipa Saunier Duval niwelując różnice między ucieczką a grupą zasadniczą do 12:30 na 20 kilometrów przed finiszem. Około 12 kilometrów przed finałem zaczęły się wewnętrzne rozgrywki wśród uciekających w wyniku, których na czele pozostała szóstka: Cruz, Di Luca, Isasi, Lastras, Valjavec i ten, który ostatni do nich dołączył czyli Julia. Poprawkę taktycznych zagrywek zaincjował Lastras, lecz to stosunkowo mało doswiadczony wyczuł najlepszy moment do ataku. Julia zerwał się do "skoku" na 3 kilometry przed metą gdy grupa nieco zwolniła i szybko uzyskał bezpieczne 0:12 przewagi. Taki zapas utrzymał do końca nad najlepszym z rywali czyli Valjavcem, zaś finisz pozostałej czwórki po trzecią lokatę wygrał ze stratą 0:35 Di Luca przed Cruzem i Lastrasem. Leniwy tego dnia peleton stracił ostatecznie 11:44 do niespodziewanego zwycięzcy etapu.
22 września: Estacion de Esqui La Covatilla (XVII etap): Kolejny dzień niemiłosiernych upałów na "dzikim zachodzie" Iberii (nawet na położonej prawie na 2000 metrów n.p.m. mecie zmierzono ponad 30 stopni!) i w dodatku jeszcze trzeba się było wspinać po sporych górach. Praktycznie od startu do przodu szybciej od reszty ruszyła szóstka: Jose Luis Arrieta (Illes Balears), Felix Cardenas z Cafe Baque, Ukrainiec Wołodymir Gustow (Fassa Bortolo), Alberto Lopez de Munain (Euskaltel), Tadej Valjavec z Phonaku i Constantino Zaballa z Saunier Duval. Już na 30 kilometrze ich przewaga wyniosła 9:33 by od tej chwili powoli zacząć maleć z uwagi na tempo dyktowane w peletonie przez grupę lidera - Liberty Seguros. Wszystkie premie górskie po drodze wygrywał walczący o koszulkę górala (w tym dniu skutecznie) Cardenas, zaś w międzyczasie z ucieczki "wykruszyli" się najpierw Zaballa (ciekawe, że najwyżej klasyfikowany w "generalce" spośród uciekinierów), a później Gustow. W Bejar u podnóża 18-kilometrowej finałowej wspinaczki 4-osobowa czołówka miała wciąż ponad cztery minuty przewagi, gdy do pracy przystąpił Dariusz Baranowski. Polak prowadził około 40-osobowy peletonik przez całą pierwszą (łatwiejszą) połowę podjazdu praktycznie do bramy oznaczającej "8 kilometrów do mety". W tym miejscu Cardenas pożegnał Arrietę i Valjavca (już wcześniej odpadł Lopez de Munain), zaś ciekawie zaczęło się dziać również w coraz mniejszej grupie lidera. Już wcześniej gdy na zmianie był Baranowski w spore tarapaty popadł Floyd Landis, a gdy pałęczkę sztafety Liberty Seguros przejął Marcos Serrano pierwszym z asów, który nie dotrzymał mu kroku był ... jego kolega z zespołu Isidro Nozal! Nieco później gdy tempo podkręcił Roberto Heras to "koło utrzymał mu" tylko rewelacyjny Santi Perez, zaś katusze zaczął przeżywać wicelider Alejandro Valverde. Niespełna 3 kilometry przed szczytem Perez z Phonaku zgubił nawet Herasa, lecz nie był już w stanie dopędzić Cardenasa, który tym samym wygrał swój trzeci w karierze górski etap VaE. Kolumbijczyk wyprzedził Santi Pereza o 0:29, Herasa o 1:01, Mancebo o 1:15 i Luisa Pereza już o 2:05. Najistotniejszy był jednak fakt, iż kolarz Phonaku odrobił kolejne 0:32 do Herasa oraz zyskał 0:43 nad Francisco Mancebo i aż 2:42 nad Valverde do samej mety holowanym przez Carlosa Garcię-Quesadę. Tym samym w klasyfikacji generalnej Heras umocnił się na prowadzeniu, lecz zarazem jego przewaga nad nowym wiceliderem Santi Perezem zmalała do 1:13. Valverde (+ 2:15) ledwie utrzymał się na prowizorycznym podium tzn. o sekundę przed Mancebo (+ 2:16). Ten kwartet powalczy o najwyższe zaszczyty w 59. Vuelcie, bowiem pozostali zawodnicy z Nozalem (+ 5:55) i Carlosem Sastre (+ 7:56) na czele mają już za daleko do finałowego podium. Z czołowej "10" wypadł ostatni obcokrajowiec czyli Landis po tym jak na etapie stracił aż 15:36 do jego zwycięzcy. Jeszcze większą stratę (+ 19:26) poniósł Damiano Cunego i w tej sytuacji najwyżej sklasyfikowanym "stranierim" jest rodak tego ostatniego, dwunasty Stefano Garzelli (Vini Caldirola, + 17:23).
23 września: Avila (XVIII etap): Etap przebiegł wedle scenariusza, który narzucił profil tego odcinka czyli: udała się ucieczka, wśród czołówki też było ciekawie, lecz ostatecznie obyło się bez znaczących zmian. Po 31 kilometrach na czele uformował się 10-osobowy odjazd, w którym było po dwóch kolarzy drużyn: Cafe Baque (Kolumbijczycy Hernan Buenahora i Ivan Parra), Comunidad Valenciana (Javier Pascual-Rodriguez i Ruben Plaza) oraz Illes Balears (Jose Vicente Garcia-Acosta i Joan Horrach), a także znani już z tego typu inicjatyw: Szwajcar Patrick Calcagni (Vini Caldirola), Juan Fuentes (Saeco) oraz Holendrzy Bram Tankink (Quick Step) i Thorwald Veneberg (Rabobank). Uzyskali oni przeszło siedem minut przewagi zanim do nieco energiczniejszej jazdy przystąpił peleton za sprawą ekipy Liberty Seguros. Na podjeździe pod Puerto de Serranillos próbę przeskoczenia do czołówki podjęli: Bask Mikel Pradera (Illes Balears) i Francuz Cerdic Vasseur (Cofidis). Na ostatnim wzniesieniu dnia po atakach Parry czołowa grupka rozpadła się, zaś młodszemu bratu słynnego Fabio "kroku dotrzymał" tylko doświadczony Pascual Rodriguez. W peletoniku najpierw zaatakował (nie po raz pierwszy na tym etapie) czwarty w "generalce" Francisco Mancebo, po czym skontrowali go trzej wyżej klasyfikowani od niego kolarze czyli: Roberto Heras, Santiago Perez (motor tej akcji) i Alejandro Valverde uzyskując na szczycie przełęczy przewagę około pół minuty nad grupką Mancebo. Na zjazdach Parra nie podjął już poważniejszej próby zgubienia swego niedawnego kolegi z Comunidad Valenciana-Kelme, zaś za plecami uciekinierów Mancebo przy pomocy wycofanych z ucieczek Garcii-Acosty i Pradery dogonił swych najgroźniejszych rywali. Na finiszu po ulicach imponującej wspaniale zachowanym, blisko tysiącletnim murem obronnym Avili Pascual-Rodriguez bez trudu ograł Parrę. Obaj wyprzedzili o 0:19 Horracha i Buenahorę oraz o 0:24 Calcagniego, przed najlepszymi przyjechali zaś jeszcze Vasseur i Tankink. Grupkę asów, w której była czołowa czwórka wyścigu przyprowadził Valverde ze stratą 1:24 do swego kolegi z drużyny. W klasyfikacji generalnej obyło się bez istotnych zmian, sześciu z dziesięciu czołowych kolarzy przyjechało razem. Drobne straty do lidera ponieśli: Garcia-Quesada (+ 0:04) oraz Isidro Nozal i Angel Gomez (po + 0:13), zaś jedynym bardziej przegranym był Beltran, który dotarł do mety w grupce z Dariuszem Baranowskim (tj. 1:05 po czołowych postaciach tegorocznej Vuelty).
24 września: Collado Villalba (XIX etap): Chociaż podjazdów nie zabrakło to jednak był to zdecydowanie najłatwiejszy z górzystych odcinków trzeciego tygodnia Vuelty. Dlatego też zawodnicy ścisłej czołówki (wielka czwórka) postanowili oszczędzić resztki swych sił na finałowy weekend i tym samym powiodła się kolejna, liczna ucieczka z udziałem kolarzy przede wszystkim z drugiego szeregu. Już na podjeździe pod pierwszą premię górską (Alto de Valdelavia - 16 km) zaczęła się formować decydująca akcja dwudziestu ścigantów spośród, których aż sześciu należało do czołowej "20" klasyfikacji generalnej. Najwyżej klasyfikowanym członkiem odjazdu okazał się być Carlos Garcia-Quesada z CV-Kelme (ósmy, + 11:18), zaś szanse na awans do czołowej "10" zachowywali też jeszcze: Włoch Stefano Garzelli z Vini Caldirola (dwunasty, + 17:23) i Marcos Serrano super-robotnik z Liberty Seguros (trzynasty, + 20:01). Jednak to Constantino Zaballa z Saunier Duval klasyfikowany przed etapem na 35 pozycji okazał się tego dnia najsilniejszy i przede wszystkim najodważniejszy. Hiszpan zaatakował pozostałą dziewiętnastkę jeszcze przed pierwszą lotną premią na 35 kilometrze. Do szczytu zdecydowanie najtrudniejszego wzniesienia Alto de Abantos (na 81 km) wypracował on sobie przewagę 2:20 nad kilkunastoma rywalami i aż 8:43 nad sporym peleton spokojnie prowadzonym przez ekipę Liberty Seguros. W grupce pościgowej za Zaballą wytrwale górskie punkty zbierał Kolumbijczyk Felix Cardenas - w sumie zdobył ich 35 i powiększył swą przewagę nad drugim w tej klasyfikacji Roberto Herasem do bezpiecznych 60 punktów. Wciąż jednak mogło się wydawać, że Zaballa aż tak śmiałym atakiem "porwał się z motyką na słońce". Gdy jednak na skutek braku współpracy w pościgu jego przewaga na ostatniej premii górskiej tj. Alto de San Lorenzo de Escorial (23 km przed metą) wynosiła 1:52 szanse Zaballi na dojechanie do mety przed wszystkimi zaczęły "wyglądać różowo". Pościg "nie zmądrzał" też na ostatnich 20 kilometrach i w konsekwencji jądący blisko 110 kilometrów samotnie Tino Zaballa osiągnął metę w Collado Villalba z przewagą 1:23 nad grupką, z której najszybciej finiszował Mołdawianin Rusłan Iwanow z Alessio przed Włochami z Saeco: Damiano Cunego i Eddim Mazzolenim, których przedzielił jeszcze Bask z Illes Balears Jose Luis Arrieta. Peleton stracił do dzielnego Zaballi 6:25 czyli przeszło pięć minut do m.in. Garcii-Quesady czy Garzelliego, którzy tym samym awansowali odpowiednio na szóste i dziewiąte miejsce w "generalce".
PRZED FINAŁEM:
Ostatni weekend 59 edycji Vuelta a Espana został zaprojektowany (górski etap z finałowym podjazdem + czasówka w samym Madrycie) z myślą o wielkim spektaklu i wygląda na to, iż uczestnicy tego wyścigu nas nie rozczarują. Zapowiada się kilka ciekawych pojedynków, w tym dwa o szczególnym znaczeniu czyli Roberto Heras (Liberty Seguros) c/a Santiago Perez (Phonak) o generalne zwycięstwo oraz Alejandro Valverde (Comunidad Valenciana) c/a Francisco Mancebo (Illes Balears) o miejsce na najniższym stopniu madryckiego podium. Heras objął prowadzenie w wyścigu po wygranym przez siebie dwunastym etapie do Observatorio Calar Alto w czym pomogła mu poniekąd nagła słabość kolarzy US Postal. Tego samego dnia jego dziś główny rywal czyli Santi Perez objął kurs na zwycięstwo w wyścigu i począł szybko pnąć się z zajmowanej na półmetku (dopiero) trzynastej lokaty najpierw na ósmą, potem szóstą, trzecią i w końcu drugą pozycję po etapie do stacji narciarskiej Covatilla. Obecnie obu wielkich rywali (ciekawostką jest, iż obaj zaczynali swe profesjonalne kariery w ekipie Kelme choć nigdy nie byli kolegami klubowymi) dzieli tylko 1:13 i jeśli tylko Perez podczas wspinaczki pod Navacerradę będzie w stanie podobnie jak na siedemnastym etapie odrobić do Herasa kolejne pół minuty to przed finałową czasówką lider ekipy Liberty Seguros może się znaleźć w niezbyt ciekawej sytuacji.
Podczas płaskiej czasówki wokół Almussafes Heras był lepszy od Pereza o 1:52, lecz w ubiegłą niedzielę przegrał z Santim górską czasówkę pod Sierra Nevadę o 1:51. Co prawda pagórkowaty "etap prawdy" po ulicach Madrytu profilem bardziej będzie przypominał pierwszą z w/w prób, lecz faworytem w bezpośrednim pojedynku obu asów i tak powinien być Santi Perez najmocniejszy kolarz Vuelty w ostatnim tygodniu - tym bardziej, iż trzeba mieć na uwadze że na ósmym etapie nie jechał on na 100 % gdyż wtedy jeszcze o najwyższe lokaty spośród kolarzy Phonaku miał walczyć zupełnie ktoś inny. Dodać przy tej okazji można, iż Heras ma złe doswiadczenia związane z madryckimi czasówkami. Tylko w 2000 roku dojechał do stolicy z bezpieczna przewagą 4:26 nad Angelem Casero i strata 1:53 poniesiona na ostatnim etapie nie miała żadnego znaczenia. W sezonie 2001 na ulicach Madrytu Heras przegrał o 0:57 trzecią lokatę w wyścigu ze swym kolegą z drużyny US Postal Levim Leipheimerem po tym jak na czasówce uległ mu aż o 2:32. Rok później porazka był jeszcze dotkliwsza gdyż stawka było generalne zwycięstwo. Zapas 1:08 nad Aitorem Gonzalezem okazał się dalece za mały. "Termin-aitor" zmiażdżył wszystkich podczas jazdy indywidualnej na czas prowadzącej na stadion Realu Madryt (im. Santiago Bernabeu), a Herasa pokonał tego dnia o 3:22 i w całej imprezie o 2:14!
Parę kandydatów do trzeciej lokaty w tegorocznej VaE czyli Alejandro Valverde (+ 2:15) i Francisco Mancebo (+ 2:16) dzieli obecnie przysłowiowy "błysk szprychy" czyli na przestrzeni trzech tygodni zaledwie sekunda! W tym kontekście można powiedzieć, iż przeciwieństwa się przyciągają, bowiem Mancebo jest kolarzem jeżdżącym na równym, wysokim poziomie tj. bez większych wzlotów czy upadków podczas gdy Valverde bywa genialny (odnosi mnóstwo zwycięstw), lecz również chimeryczny i miewa słabsze dni jak mogliśmy się przekonać podczas wspinaczki pod Covatillę. Ku pamięci (przed niedzielą) należy wspomnieć, iż Valverde był gorszy od Mancebo na ósmym etapie o 0:35, lecz osiem dni później w Andaluzji pokonał lidera Illes Balears aż o 2:11. W cieniu walki głównych aktorów tego wyścigu będziemy też obserwować pomniejsze pojedynki. Isidro Nozal z Liberty Seguros (+ 6:08), Carlos Garcia-Quesada z CV-Kelme (+ 6:16) oraz Carlos Sastre (+ 7:56) powalczą o piąte miejsce, zaś kolejna szóstka czyli: Angel Gomez z Paterniny (+ 10:21), Włoch Stefano Garzelli z Vini Caldirola (+ 12:21), Luis Perez z Cofidisu (+ 12:25), Manuel Beltran z US Postal (+ 12:56), David Blanco z CV-Kelme (+ 14:13) oraz Marcos Serrano z Liberty Seguros (+ 14:59) o pozostałe trzy lokaty w czołowej "10" wyścigu. Garzelli będzie miał przy tym zadanie obrony honoru "reszty świata", bowiem pozostaje jedynym już obcokrajowcem w morzu Hiszpanów z szansami na miejsce w czołówce klasyfikacji generalnej.
Z trzech innych najbardziej prestiżowych klasyfikacji najdalej do rozstrzygnięć jest w klasyfikacji punktowej (na najbardziej regularnego kolarza) gdzie prowadzi Niemiec Erik Zabel z T-Mobile (z dorobkiem 152 punktów) przed wspomnianym już Alejandro Valverde (136 pkt). Szesnaście punktów różnicy to tyle ile warte jest jedno trzecie miejsce na etapie i dlatego Valverde, który powinien należeć do czołowych postaci obu weekendowych odcinków jest faworytem w tej rywalizacji aczkolwiek Zabel może się jeszcze "odgryzać" punktami, które są do zdobycia na jutrzejszych lotnych premiach (w sumie 12 do zgranięcia). Szanse Roberto Herasa (118 pkt) czy Francisco Mancebo (106 pkt) na zwycięstwo w tej klasyfikacji są znikome, zaś piątego Santi Pereza (96 pkt) prawie żadne. Wśród górali ponownie "najlepszym" powinien się okazać Kolumbijczyk Felix Cardenas z Cafe Baque wyraźnie lepszy pod koniec niż na początku wyścigu. Góral z Andów uzbierał już 167 punktów i wydaje się mieć bezpieczną przewagę nad Roberto Herasem (107 pkt). Na przedostatnim etapie będzie co prawda do zdobycia aż 70 punktów (cztery premie kat. 1 oraz jedna kat. 3), lecz zapewne Cardenas "zaklepie" sobie zwycięstwo w klasyfikacji górskiej już na początku tego etapu. Wystarczy bowiem wjechać w czołówce na Puerto de la Morcuera gdzie jedyni teoretyczni rywale Kolumbijczyka czyli: Heras oraz Santi Perez (102 pkt) nie będą jeszcze walczyć pomiędzy sobą i przy tej okazji gubić słabszych rywali. Równie bliska finału jest też klasyfikacja drużynowa, w której ekipa Comunidad Valenciana-Kelme wyprzedza najbliższą "opozycję" czyli Liberty Seguros o 23:03, zaś Illes Balears o niemal pół godziny (tj. + 29:59). Podopieczni Vicente Beldy są więc na dobrej drodze do szóstego zwycięstwa tego rodzaju w 25-letniej historii swych startów na trasach Vuelty - poprzednio wygrywali w latach: 1982, 1989, 1997, 2000 i 2002.
25 września: Alto de Navacerrada (XX etap): Znów mieliśmy powtórkę z ostatnich dni i szczególne podobieństwo do środowych wydarzeń z etapu do Estacion Esqui de Covatilla. Bardzo wcześnie tj. 10 kilometrze z peletonu poszedł 12-osobowy odjazd, w którym najwyżej klasyfikowanym kolarzem był Eladio Jimenez z CV-Kelme (dwudziesty ze stratą 32:55). Właśnie Jimenez zwycięzca etapu dziesiątego do Xorret del Cati rządził na większości premii górskich zdobywając w sumie 66 punktów i powiększając swój ogólny dorobek do 110 co przesunęło go na czwarte miejsce w tej punktacji. Ucieczka uzyskała nawet 10:55 zysku nad grupa zasadniczą, która z czasem za sprawa najpierw ekipy Cafe Baque, a potem Liberty Seguros zniwelowała swą stratę do uciekających do 5:35 na premii Alto de Leon i 4:11 u podnóża zasadniczej części finałowego podjazdu. Z przodu na 16 kilometrów przed metą zaatakował Eladio Jimenez, lecz wkrótce doszli go Jose-Enrique Gutierrez z Phonaku i Holender Marten den Bakker z Rabobanku. Siedem kilometrów przed szczytem decydujący atak przypuścił Quique Gutierrez, zaś kilka minut póxniej w tym samym miejscu peleton za prawa innych kolarzy Phonaku oraz CV-Kelme szybko stopniał do kilkunastu postaci. Podczas gdy Gutierrez niezagrożony zmierzał do mety niżej zdecydowany atak przypuścił nowokreowany lider jego zespołu Santiago Perez, któremu na kółku utrzymał się (aczkolwiek z dużym trudem) lider Roberto Heras. Jednak na niespełna 3 kilometry przed wierzchołkiem wzniesienia powtórzyła się historia z Covatilli Santi Perez w końcu zmęczył Herasa i samotnie mknąc do mety urwał kolejne pół minuty z dotychczasowej przewagi w klasyfikacji generalnej kolarza Liberty Seguros. Etap wygrał Gutierrez przed dwoma kolarzami CV-Kelme: Jimenezem (+ 0:38) i Davidem Latasą (+ 1:25). Dalej czołowi kolarze wyścigu tasowali się już z innymi członkami całodniowej ucieczki i tak czwarty był Santi Perez (+ 1:37), piąty Aitor Perez z Cafe Baque (+ 2:03), a szósty Roberto Heras (+ 2:07) w towarzystwie Francuza Cedrica Vesseura. Tuż za nimi przyjechał Francisco Mancebo (+ 2:10), który wyprzedził Jorge Ferrio z Cafe Baque i co istotniejsze Alejandro Valverde (obaj + 2:18) o drobne, lecz ważne osiem sekund.
Tym samym Perez zmniejszył swą stratę do Herasa do zaledwie 0:43, zaś Mancebo (+ 2:19) przeskoczył Valverde (+ 2:26) w walce o trzecią lokatę. W czołowej dziesiątce mieliśmy jeszcze dwie tego typu roszady: Carlos Garcia-Quesada z CV-Kelme awansował na piątą pozycję kosztem Isidro Nozala z Liberty Seguros, zaś Luis Perez z Cofidisu na dziewiątą kosztem Włocha Stefano Garzelliego z Vini Caldirola. Ponadto Kolumbijczyk Felix Cardenas z Cafe Baque choć nie zdobył dziś ani punktu zapewnił sobie drugie z rzędu zwycięstwo w klasyfikacji górskiej VaE, zaś drużyna Comunidad Valenciana może być już spokojna o szósty w swych dziejach triumf w klasyfikacji drużynowej hiszpańskiego touru. W klasyfikacji punktowej Alejandro Valverde zmniejszył swą stratę do Erika Zabela do zaledwie 10 punktów (142:152) i do swoistej nagrody pocieszenia młodemu wicemistrzowi świata z Hamilton wystarczy prawdopodobnie szósta lokata na jutrzejszej czasówce. Najważniejsze jednak pozostaje pytanie - kto wygra 59. Vueltę? Manolo Sainz dyrektor grupy Liberty Seguros znów może jutro "przeklinać" Herasa. Przed rokiem kolarz ten jadąc jeszcze w barwach US Postal Service wyrwał jego podopiecznym (wtedy z ONCE) zwycięstwo na dzień przed końcem imprezy po szesnastu dniach prowadzenia. Tym razem zaś "biedny" Heras wobec tak wielkiej formy Santi Pereza może nie dowieźć złotej koszulki do mety mimo, iż nowa grupa Sainza ciężko pracowała na swego nowego lidera, w szczególności przez ostatnie dziewięć etapów czyli od czasu gdy Heras odebrał koszulkę lidera swemu ubiegłorocznemu pomocnikowi z US Postal Floydowi Landisowi. Ciekawe jakie sny dzisiejszej nocy będzie miał Góral z Bejar - czy będą to koszmary zawierające migawki z finałowej czasówki podczas VaE 2002? Wtedy też przejechał w złotej koszulce swe rodzinne strony by wszystko stracić już Madrycie - ponoć historia lubi się powtarzać, zaś Perezowi wystarczy odrabiać tylko około 1,5 sekundy na każdym kilometrze jutrzejszego etapu prawdy!
26 września: Madryt (XXI etap): Santiago Perez wygrał kolejną bitwę, lecz z całej wojny zwycięsko wyszedł Roberto Heras to najważniejsze rozstrzygnięcie madryckiej czasówki. Również Francisco Mancebo nie dał się zepchnąć z wywalczonej dzień wcześniej trzeciej pozycji. Początkowo tj. wśród kolarzy zajmujących dalsze pozycje w klasyfikacji generalnej najlepszy czas 35:39 uzyskał Niemiec Bert Grabsch (Phonak) będąc o 0:02 lepszy od Kolumbijczyka Victora Hugo Peny z US Postal oraz o 0:21 od młodego Rosjanina Wladimira Gusiewa z Team CSC - tego samego, który na juniorskim podium w Plouay (MŚ 2000) rozdzielił naszych reprezentantów Piotra Mazura i Łukasza Bodnara. Gdy na trasę nieco ponad 28-kilometrowej czasówki ruszyli najlepsi szybko stało się jasne, iż zmiany hierarchii na czołowych czterech pozycjach są dziś mało prawdopodobne. Coprawda Santi Perez prowadził już na pierwszym punkcie pomiaru czasu (po 10,5 km), lecz piątego w tym miejscu Roberto Herasa wyprzedzał tylko o 0:04, zaś trzeci Francisco Mancebo dystansował trzynastego Alejandro Valverde już o 0:22! Na drugim punkcie kontroli (23 km) znów najlepszy okazał się Santi Perez, lecz tylko 0:07 wolniejsi od niego byli Heras i Mancebo. Dwunasty w tej chwili Valverde (ze stratą 0:43 do Mancebo) już definitywnie rozstać się musiał z myślami o końcowym podium. Ostatecznie Perez z Phonaku "wykręcił" czas 35:05 i wyprzedził o 0:07 Mancebo, o 0:08 Carlosa Sastre z Team CSC i tylko o 0:13 Herasa. Tym samym kolejność na trzech pierwszych miejscach ustalona po 20 etapach nie uległa już zmianie, zaś Sastre dzięki zaskakująco dobremu występowi w swym rodzinnym mieście awansował na szóstą lokatę w "generalce" kosztem Isidro Nozala z Liberty Seguros. Piąty wynik dnia (o 0:18 gorszy od zwycięzcy) uzyskał David Blanco z Comunidad Valenciana dzięki czemu wymiótł z czołowej "10" najwyżej klasyfikowanego obcokrajowca Włocha Stefano Garzelliego z Vini Caldirola. Największym przegranym tego dnia był niewątpliwie Valverde, który na skutek dopiero czternastego miejsca na etapie (strata + 1:17 do Santi Pereza) nie tylko wyraźnie przegrał batalię z Mancebo o miejsce na generalnym podium, lecz także nie zdołał rozebrać z "koszulki najlepszego rybaka" Niemca Erika Zabela z T-Mobile.
PODSUMOWANIE:
Roberto Heras przeszedł do historii swego narodowego wyścigu zostając drugim po Szwajcarze Tonim Romingerze i tym samym pierwszym hiszpańskim trzykrotnym triumfatorem Vuelta a Espana. Dorobek Herasa jest przy tym o wiele bardziej imponujący niż kosmopolitycznego (urodzonego w Danii) Helweta. Podczas gdy Rominger oprócz trzech zwycięstw (w latach 1992-94) może się jeszcze pochwalić trzecim miejscem z 1996 roku to obecny lider ekipy Liberty Seguros ma za sobą począwszy od sezonu 1997 osiem kolejnych obecności w czołowej "6" Vuelty! W latach 1997-2000 jeżdżąc dla Kelme błyskotliwy Góral z Bejar był kolejno: 5., 6., 3. i 1., zaś po zmianie barw klubowych na US Postal Service (2001-03): 4., 2. i ponownie 1. Tym samym odnosząc swe trzecie zwycięstwo (za każdym razem dla innej grupy) już po raz piąty stanął na finałowym podium tej imprezy. Podobnie jak przed rokiem swego najgroźniejszego rywala Heras pokonał o zaledwie pół minuty (przed rokiem swego obecnego sprzymieżeńca Isidro Nozala zdystansował tylko o 0:28). Tym razem na najgroźniejszego rywala Herasa wyrósł odrodzony Santi Perez, który był niewątpliwie najmocniejszym zawodnikiem drugiej połowy wyścigu. W tym czasie Perez z Phonaku awansował z trzynastej na drugą pozycję, wygrał trzy etapy (w tym dwie jazdy indywidualne na czas) i potrafił pokazać plecy w bezpośredniej walce samemu Herasowi zarówno na Covatilli jak i Navacerradzie. Prawdopodobnie mógłby wygrać ten wyścig gdyby do półmetka był bardziej "oszczędzany" (w pracy dla innych) przez szefostwo swej ekipy. Trzecie miejsce na podium (ze stratą + 2:13) całkiem zasłużenie przypadło liderowi Illes Balears Francsico Mancebo. Tym razem "Paco" Mancebo nie tylko przejechał całe trzy tygodnie na równym wysokim poziomie, lecz również nie stronił od ataków, w końcówce wyścigu mających na celu pognębienie głównego rywala do podium czyli Alejandro Valverde. W nagrodę za swą aktywność Mancebo po dziewiątym (2000), siódmym (2002), dziesiątym (2003) i szóstym (2004) miejscu w Tour de France oraz piątym na VaE 2003 po raz pierwszy w swej karierze dostapił zaszczytu stania na najważniejszym z podiów na mecie Wielkiego Touru.
Tegoroczna Vuelta była wręcz ortodoksyjnie hiszpańska o czym świadczy, iż reprezentanci gospodarzy zajęli również wszystkie pozostałe miejsca w czołowej "10" wyścigu co wcześniej w dziejach Vuelty zanotowano tylko raz tzn. podczas trzeciej (wojennej) edycji z roku 1941! Czwarte miejsce przypadło słabnącemu w ostatnim tygodniu Alejandro Valverde (+ 3:30), któremu na pocieszenie został jednak etapowy sukces w Sorii oraz spory udział w triumfie swej drużyny. Piąty był jego kolega z Comundidad Valenciana-Kelme Carlos Garcia-Quesada (+ 7:44), który potwierdził status górskiego superpomocnika. Szóste miejsce przypadło Carlosowi Sastre z Team CSC (+ 8:11), który w nowej dla siebie roli lidera ekipy jechał równo, lecz tym razem nie dane mu było wygrać któregoś z górskich etapów. Siódma lokata przypadła Isidro Nozalowi (+ 8:32), który z najgroźniejszego rywala Roberto Herasa w ciągu dwunastu miesięcy przeobraził się w jego najwartościowszego pomocnika. Ósmą pozycję zajął nowy w gronie asów kolarz nadspodziewanie mocnej w tym wyścigu ekipy Paternina-Costa de Almeria Angel Gomez (+ 13:08). Jako dziewiąty czyli o stopień wyżej niż przed rokiem finiszował Perez nr 2 czyli Luis Perez z Cofidisu (+ 13:24), zaś czołową "10" zamknął dzieki udanemu występowi na ostatnim "etapie prawdy" trzeci z kolarzy CV-Kelme David Blanco (+ 15:15). Najlepszy obcokrajowiec Włoch Stefano Garzelli (+ 16:33) musiał zadowolić się dopiero jedenastą pozycją. Tuż za nim uplasowali się górski pomocnik z Liberty Seguros Marcos Serrano (+ 17:14) oraz najlepszy zawodnik rządzącej w pierwszej fazie zmagań ekipy US Postal Manuel Beltran (+ 17:43). Czternasta lokata stała się udziałem drugiego zawodnika Paterniny Francisco Lary (+ 24:16), zaś ostatnimi kolarzami, którzy ponieśli straty mniejsze niż pół godziny do zwycięzcy byli: najlepszy zawodnik bardzo bladej w tym wyścigu drużyny Euskaltel Samuel Sanchez (+ 29:23) i mocno trenujący przed Mistrzostwami Świata Włoch z Saeco Damiano Cunego (+ 29:51). Gospodarze nietylko zajęli pierwszych dziesięć miejsc w "generalce", lecz także wygrali aż 11 z 21 etapów i pomyśleć tylko że w czasach największego kryzysu (tj. około roku 1996) czekali aż 26 kolejnych etapów na taki sukces swego zawodnika, bowiem po dwudziestym etapie w 1995 roku gdy czasówkę wygrał Abraham Olano szosy Vuelty odczarował dla nich atakiem z długiego finiszu na kilometr przed metą czwartego etapu podczas edycji 1997 atakiem Eleuterio Anguita.
W klasyfikacjach ubocznych byliśmy świadkami nie jednej "recydywy". Jeden z najwszechstronniejszych obecnie sprinterów (a napewno najbardziej regularny w tym światku) Niemiec Erik Zabel z T-Mobile wygrał klasyfikację punktową Vuelty już po raz trzeci z rzędu. Osiągnięcie to jest tym godniejsze podkreślenia, iż na hiszpańskim tourze w przeciwieństwie do francuskiej "Wielkiej Pętli" najszybsi ludzie peletonu w najmniejszym stopniu nie są faworyzowani przez regulamin. Zabel jako jedyny klasowy sprinter w stawce uczestników tegorocznej Vuelty przetrwał wszystkie podjazdy i choć w pewnym momencie jego szanse na trzeci triumf wyglądały mizernie dzięki pewnej dozie szczęścia (udane ucieczki niżej notowanych kolarzy na etapach 17-20) zdołał obronić się przed mimowolnym "atakiem" na jego pozycję ze strony czołowych kolarzy całego wyścigu. Ostatecznie do zwycięstwa wystarczyły mu zdobyte (pomimo braku choćby jednego etapowego sukcesu) 152 punkty tj. o kilka czy kilkanaście więcej niż zgromadzili główni bohaterowie tej imprezy: Valverde - 144, Heras - 142, Santi Perez - 135 czy Mancebo - 134. Swoje ubiegłoroczne osiągnięcie powtórzył też Kolumbijczyk Felix Cardenas ze skromnej ekipy hiszpańskiej Cafe Baque. Podobnie jak przed rokiem Cardeans wygrał też jeden z etapów kończący się na podjeździe najwyższej kategorii (tym razem w Esqui Covatilla). Niestety z uwagi na fakt, iż do wyścigu przystąpił po kontuzji i nie w pełni przygotowany szybko musiał zapomnieć o wysokim miejscu w klasyfikacji generalnej całego wyścigu. Pozostała mu walka o koszulkę najlepszego górala poprzez zabieranie się w liczne ucieczki na kolejnych górskich odcinkach, wytrwałe zbieranie punktów na każdej możliwej premii i ten wyznaczony cel osiągnął nie niepokojony przez najsilniejszych kolarzy tegorcznej edycji VaE zajętych zupełnie inną rywalizacją. Cardenas uzbierał w sumie 167 punktów i wyraźnie zdystansował Herasa (111), Santi Pereza i Eladio Jimeneza z CV-Kelme (po 110) oraz Mancebo (92), a że przy tym wszystkim zdołał jeszcze wygrać wspomniany etap siedemnasty było to świadectwem tego, iż w drugiej części Vuelty zaczął odzyskiwać swą ubiegłoroczną formę, która dała mu ósmą lokatę w całym wyścigu.
Nagroda dla najlepszej drużyny całkiem zasłużenie przypadła ekipie Comunidad Valenciana-Kelme, która zdecydowanie pokonała wielkie i bogate drużyny ze światowej "ekstraklasy": Liberty Seguros i Illes Balears - odpowiednio o 27:22 i 36:51! Czwarta i piąta ekipa wyścigu czyli rewelacyjna Paternina (+ 54:41) oraz tylko w teorii szwajcarski Phonak (+ 57:25) straciły jak widać w ogólnym rozrachunku już blisko godzinę. Wyraźna przewaga CV-Kelme nad Liberty Seguros (jedyną ekipą w tym wyścigu o porównywalnej sile) wzięła się poniekąd z faktu, iż niemal do każdej ucieczki - czasem wielominutowej - w końcówce wyścigu Vicente Belda wysyłał co najmniej dwóch swych podopiecznych, gdy tymczasem ze względów taktycznych Manolo Sainz wolał swych ludzi trzymać w peletonie skupionych wokół osoby lidera Roberto Herasa. Niemniej świadectwem siły CV-Kelme niech będzie fakt, iż drużyna ta jako jedyna ulokowała aż trzech swych zawodników w czołowej dziesiątce (4. Alejandro Valverde, 5. Carlos Garcia-Quesada i 10. David Blanco) a ponadto, iż wygrywając w sumie cztery etapy uczyniła to za sprawą czterech różnych postaci (etap 3 - Valverde, etap 10 - Eladio Jimenez, etap 16 - Jose Julia i etap 18 - Javier Pascual Rodriguez). Niewątpliwie żałować trzeba, iż druzyny tej nie ujrzymy w przyszłym roku w większości imprez zaliczanych do Pro Touru, lecz nie wynika to bynajmniej z bezwględnego ignorowania przez UCI wartości sportowej Kelme, a raczej z jej chronicznych kłopotów finansowych. Na koniec zostawiłem sobie uwagi dotyczące klasyfikacji wszechstronnych będącej kombinacją trzech najważniejszych klasyfikacji indywidualnych: generalnej, punktowej i górskiej. Fakt, iż również w tym zestawieniu triumfował Roberto Heras jest dowodem na to, iż złota koszulka znalazła najgodniejszego właściciela. Heras w punktacji pod tytułem "im mniej tym lepiej" uzyskał 6 punktów (za pierwsze miejsce w "generalce", trzecie na punkty i drugie wśród górali) wyprzedzając Pereza (9), Mancebo i Valverde (po 13) oraz już bardziej zdecydowanie Isidro Nozala (27).
Z dwójki Polaków startujących w 59. Vuelcie zdecydowanie lepiej wypadł Dariusz Baranowski z Liberty Seguros (zajął 33 pozycję, ze stratą 1h 00:03 do zwycięzcy), który walnie przyczynił się do wielkiego triumfu swego lidera Roberto Herasa. Tym samym "Ryba" powtórzył wyczyn Sylwestra Szmyda z tegorocznego Giro d'Italia gdzie z kolei młody Bydgoszczanin skutecznie pomagał w generalnym zwycięstwie swemu koledze z Saeco Damiano Cunego. Niewątpliwie jazdę Baranowskiego należy ocenić wysoko (więcej go było widać w tak wielkim wyścigu może tylko podczas Tour de France 1998), lecz przesadą wydają mi się stwierdzenia, iż jadąc na "własne konto" tak dobrze dysponowany Wałbrzyszanin byłby w stanie wedrzeć się do pierwszej "10". Kierując się aż tak optymistyczną logiką aż strach pomyśleć gdzie mogliby skończyć ten wyścig jeszcze mocniejsi od Polaka dwaj inni pomocnicy Herasa czyli Isidro Nozal i Marcos Serrano?! Moim zdaniem Baranowski (niewątpliwie najlepszy polski etapowiec przełomu XX i XXI wieku) był i pozostaje kolarzem raczej na miarę drugiej "10" w Giro czy Vuelcie i trzeciej "10" w Tour de France, a tym samym nie ma szans na pozycje lidera w żadnej z czołowych grup świata specjalizujących się w wyścigach etapowych, lecz zarazem w praktycznie każdej z nich mógłby być cenionym górskim robotnikiem wybieranym do startu w najpoważniejszych wyścigach i spełniającym w nich niepoślednie role. O starcie Sylwestra Szmyda nie da się tym razem powiedzieć coś więcej ponadto, iż młody kolarz Saeco ukończył w ciągu trzech lat swój piąty Wielki Tour (w tym drugą Vueltę). Był to najsłabszy (74 miejsce, + 2h 07:59 straty) i najbardziej bezbarwny z dotychczasowych jego występów w tej klasie zawodach, lecz pozostaje mieć nadzieje, iż sprawdzą się słowa Sylwka, iż pot przelany we wrześniu 2004 na szosach Hiszpanii uda się być może zamienić na łzy szczęścia na drogach Włoch już w maju 2005. Oby!
POWRÓT
|