|
WEROŃSKIE DEJAVU
CZYLI REWANŻ
ZA IGRZYSKA
Niedzielny wyścig ze startu wspólnego profesjonalnej elity jak zwykle jest deserem w tygodniowych zmaganiach zawodników obu płci i różnych kategorii wiekowych o tęczowe koszulki. Tegoroczny wyścig będzie zaś już siedemdziesiątym (jeśli za taki uznamy też maratońską czasówkę z Kopenhagi w 1931 roku). Pierwszy raz zawodowcy ścigali się o mistrzowskie medale już w 1926 roku w niemieckim Nurburgring, a wszystkie "krążki" zdobyli wówczas Włosi - wygrał Alfredo Binda przed Costante Girardengo i Domenico Piemontesim. Jednak jak dotąd najwięcej tytułów mistrzowskich tj. 25 wywalczyli nie kolarze ze słonecznej Italii, lecz Belgowie którzy przez wiele królowali we wszelkiego rodzaju imprezach jednodniowych (aczkolwiek w ostatnim dwudziestoleciu wygrali już tylko trzy razy). Włosi wygrali "jedynie" 16-krotnie, zaś za nimi w tej "tabeli wszechczasów" plasują się kolejno: Francuzi (8 zwycięstw), Holendrzy (6), Hiszpanie (4 - wszystkie od 1995 roku!) oraz Amerykanie i Szwajcarzy (po 3). Swój dzień wielkiej chwały mieli też jeszcze kolarze z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Irlandii oraz Łotwy. Indywidualnie trzy złote medale wywalczyli wspomniany już Binda (w latach: 1927, 1930 i 1932) oraz Belgowie: Rik Van Steenbergen (1949, 1956-57) i oczywiście Eddy Merckx (1967, 1971 i 1974). Siedmiu kolejnych asów w tym czterej Belgowie triumfowali dwukrotnie tzn. Georges Ronsse (w latach: 1928-29), Briek Schotte (1948 i 1950), Rik Van Looy (1960-61) i Freddy Maertens (1976 i 1981), a także Amerykanin Greg Lemond (1983 i 1989), Włoch Gianni Bugno (1991-92) i Hiszpan Oscar Freire (1999 i 2001). Polski dorobek medalowy wśród "profich" to srebro Zbigniewa Sprucha z Plouay w 2000 roku, zaś drugim rezultatem godnym wymienienia pozostaje jeszcze szósta lokata Piotra Wadeckiego z Lizbony w sezonie 2001.
Tegoroczny czempionat jest już dziesiątym w historii rozgrywanym na włoskiej ziemii, lecz Werona to pierwsze z włoskich miast, które dostąpiło zaszczytu goszczenia szosowych Mistrzostw Świata już po raz drugi. Co więcej stało się to zaledwie po pięciu latach od poprzedniego "kolarskiego święta" w grodzie Romea i Julii stąd mając świeżo w pamięci wydarzenia z roku 1999 możemy mieć poczucie pewnego "deja vu". Jednak organizatorzy tych zawodów nie spoczęli na laurach i bazując na swych XX-wiecznych doświadczeniach postanowili scenę mistrzowskich zawodów nieco udoskonalić. Jak wiadomo trasy czasówek przeniesiono z Treviso w okolice Bardolino nad jeziorem Garda i to była największa innowacja. Niemniej i w przypadku wyścigu ze startu wspólnego nieco "pokombinowano" by utrudnić życie kolarzom, uatrakcyjnić wyścig i tym samym zapewnić kibicom jeszcze większe emocje. Dawną rundę z podjazdem pod wzniesienie Torricelle (224 metry przewyższenia na 3,1 km czyli przy średnim nachyleniu 7,22 %) skrócono z 16,25 do 14,75 kilometra co pozwoliło na zwiększenie liczby rund z 16 do 18 i w konsekwencji wydłużenie całego wyścigu z 260 do 265,5 kilometra! Na marginesie można dodać, iż dystans ten czyni z wyścigu o mistrzostwo świata drugie pod względem długości zawody w tegorocznym kalendarzu zawodowców - oczywiście po 294-kilometrowym wiosennym klasyku Mediolan-San Remo. Jak pokazał piątkowy wyścig młodzieżowców tego rodzaju zabieg wpływa na skalę trudności postawionego przed uczestnikami zmagań zadania. Otóż podczas gdy złoty medalista w kategorii U-23 przed pięcioma laty czyli Włoch Leonardo Giordani przejechał liczącą 11 rund "starą trasę" z przeciętną 40,841 km/h to nowy mistrz świata wśród "espoir" czyli Białorusin Konstantin Siwcow pomimo zaprezentowanej wielkiej klasy na obecnych 12 rundach był w stanie wykręcić średnią tylko 38,823 km/h! W 1999 roku w ostatecznej rozgrywce liczyło się tylko dziewięciu kolarzy - wygrał "z zaskoczenia" tj. po długim finiszu na ostatniej prostej Oscar Freire o 4 sekundy przed Szwajcarem Markusem Zbergiem i Francuzem Jean-Cyril Robinem. Zobaczymy czy tegoroczna trudniejsza trasa oznaczać będzie jeszcze ostrzejszą selekcję i węższe grono kandydatów do trzech medali na ostatniej rundzie.
Copyright: www.mondiali2004.com
Do faworytów wyścigu należy zaliczyć tradycyjnie i to nietylko ze względu na pełnioną rolę gospodarzy tej imprezy ekipę Włoch oraz najskuteczniejszych w ostatniej dekadzie (cztery tytuły mistrzowskie) Hiszpanów. Dla obu tych drużyn mistrzostwa w Weronie będą zresztą wyborną okazją do wyrównania wzajemnych rachunków. Włosi "na własnych śmieciach" będą chcieli zrewanżować się za ubiegłoroczny czempionat w Hamilton, gdzie Hiszpanie wygrali dubletem tzn. Igor Astarloa przed Alejandro Valverde, zaś lider włoskiej ekipy Paolo Bettini był dopiero czwarty. Z kolei Hiszpanie będą chcieli "odgryźć się" za wybitnie nieudane dla nich Igrzyska Olimpijskie w Atenach gdzie z kolei Włochom wszystko się udało tj. wspomniany już Bettini wygrał jak chciał, zaś jedyny Hiszpan, który wyścig olimpijski ukończył czyli Valverde finiszował dopiero na 47 miejscu! Drużyna włoska od czasu gdy jej selekcjonerem został były dwukrotny zwycięzca Paris-Roubaix (1995 i 1998) Franco Ballerini jest budowana bardzo konsekwentnie wokół jednego lidera i z jednym bądź dwoma "dublerami" tak na wszelki wypadek. Ballerini nie waha się nawet rezygnować z usług takich asów jak Davide Rebellin (lider Pucharu Świata) czy Michele Bartoli (zwycięzca Giro di Lombardia 2002-03). Jednak to właśnie dzięki pomijaniu paru gwiazd jego drużyna jest lepiej poukładana i nieprzypomina już bezładnej "ośmiornicy" z lat 1993-2001 czyli zespołu z wieloma liderami, lecz po wyścigu bez żadnego mistrza.
W Weronie liderem "squadry" będzie aktualny mistrz olimpijski i lider rankingu UCI Paolo Bettini, zaś dublerem pochodzący z okolic Werony zwycięzca tegorocznego Giro d'Italia Damiano Cunego (co godne zauważenia mistrz świata juniorów właśnie z 1999 roku). Nieco swobody może też dostać trzeci kolarz Tour de France Ivan Basso, który w minioną sobotę wygrał semi-klasyk Giro dell'Emilia (kat. 1). Pozostali zawodnicy, choćby tej klasy co: Stefano Garzelli, mistrz Włoch Cristian Moreni czy Luca Paolini będą już wyłącznie do pomocy wyżej wymienionym liderom. Tymczasem Hiszpanie wystawiają skład z czteroma asami od klasyków tzn. z Igorem Astarloą (aktualnym mistrzem świata); Oscarem Freire (mistrzem świata z lat 1999 i 2001, zwycięzcą Mediolan-San Remo 2004); Juanem-Antonio Flechą (zwycięzcą wyścigu o PŚ Zuri Metzgete 2004) oraz Alejandro Valverde (aktualnym wicemistrzem świata). Spośród wyżej wymienionych tylko Astarloa nie błyszczał ostatnio formą, bowiem Freire wygrał etap Vuelta a Espana z metą w Castellon de la Plana, Flecha we wrześniu triumfował w semi-klasyku Giro del Lazio (akt. HC), zaś Valverde był czwarty w klasyfikacji generalnej VaE wygrywając jeszcze etap w Sorii. Skład ten dodatkowo wzmacnia jeszcze trzeci kolarz Vuelty Francisco Mancebo.
Mocne wydają się jeszcze drużyny Australii, Belgii oraz Niemiec. Liderem Australijczyków powinien być zwycięzca pucharowego wyścigu HEW Cyclassics Hamburg Stuart O'Grady. Oprócz O'Grady'ego można jeszcze wymienić jako kandydatów do odegrania pewnej roli w jutrzejszym wyścigu kolejnego wszechstronnego sprintera Allana Davisa, mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas Michaela Rogersa oraz górala Cadela Evansa. Wśród Belgów pojawi się na starcie dwukrotny medalista MŚ (srebrny z Valkenburga 1998 i brązowy z Hamilton 2003) specjalista od Ronde van Vlaanderen i Paris-Roubaix Peter Van Petegem oraz trzy młode "wilczki", z których każdy wygrał coś w minionym miesiącu. Mam na myśli kolarzy Quick Stepu czyli triumfatora Gent-Wevelgem i etapu TdF z metą w Angers Toma Boonena (zwyciężył ostatnio w Memorial Van Steenbergen kat. 2) oraz Nicka Nuyensa (który zaimponował trzema zwycięstwami: w Paris-Bruxelles kat. 1, GP de Wallonie kat. 2 oraz GP Industria e Commercio w Prato kat. 2). Świadkiem dwóch pierwszych z wyżej wymienionych wiktorii Nuyensa był Philippe Gilbert z FdJeux.com, który zajął drugie miejsce zarówno w Brukseli jak i Namur (Walonia), zaś pod koniec września sam wygrał on 3-etapowy wyścig we Francji Paris-Correze. Niemcy zawitali do Italii bez Jana Ullricha, który dość nagle podupadł na zdrowiu. Szkoda tym większa ze względu na fakt, iż Ullrich we wrześniu pokazywał się jak z najlepszej strony tzn. był trzeci w Giro del Lazio i pierwszy w Coppa Sabatini (kat. 2). W tej sytuacji ich liderem będzie nie schodzący nigdy poniżej dobrego poziomu i z wiekiem coraz lepszy na podjazdach Erik Zabel zwycięzca ośmiu wyścigów o Puchar Świata, brązowy medalista z Zolder (MŚ 2002), który podczas Vuelty okazał się najlepszy w klasyfikacji punktowej pomimo trasy sprzyjającej góralom. W dobrej formie jest też obecnie Danilo Hondo, który wygrał przed tygodniem wyścig Milano-Vignola (kat. 2). Ich wartościowymi pomocnikami powinni być młodzi koledzy klubowi (z T-Mobile i Gerolsteiner): Mathias Kessler i Fabian Wegmann.
Pozostałe ekipy nie przedstawiają już takiej wartości bojowej jak pięć wyżej wspomnianych co nie oznacza, iż w ich szeregach brakuje kolarzy mogących sięgnąć po jeden z medali. Wśród Francuzów trzeba zwrócić uwagę na zwycięzcę etapu TdF do Figeac Davide'a Moncoutie i trzeciego w Zuri Metzgete Jerome'a Pineau. Liderem Holendrów na tak górzystej trasie będzie z pewnością Michael Boogerd (w tym sezonie drugi zarówno w Amstel Gold Race jak i Liege-Bastogne-Liege). Wśród Szwajcarów ujrzymy Markusa Zberga, który przed pięcioma laty w Weronie został wicemistrzem świata. Amerykanie bez swych największych gwiazd liczyć będą głównie na Freda Rodrigueza, zaś Rosjanie mimo paru głośniejszych nazwisk w ich składzie (jak np. weteran Dimitrij Konyszew drugi na MŚ w 1989 i trzeci w 1992 roku) polegać powinni przede wszystkim na młodym Aleksandrze Kołobniewie. Bardzo mocną choć tylko 4-osobową ekipę przysyłają Kazachowie. Trzeci w środowej czasówce, wicemistrz olimpijski z Sydney Aleksander Winokurow spokojnie może być uważany za jednego z głównych faworytów, zaś u swego boku będzie miał jeszcze Andrieja Kaseczkina i Dimitrija Fofonowa, którzy w tej kolejności wygrali dubletem wrześniowe GP Fourmies (kat. 1). Ciągnąc dalej wschodni wontek wspomnieć jeszcze wypada Jarosława Popwicza z Ukrainy i Rusłana Iwanowa z Mołdawii.
Godni uwagi są jeszcze: Czech Ondrej Sosenka (pierwszy w Tour de Pologne), Duńczyk Michael Rasmussen, Kolumbijczyk Mauricio Ardilla (zwycięzca "wskrzeszonego" w tym roku Tour of Britain), Norweg Kurt-Asle Arvesen (mistrz świata w kategorii U-23 z 1997 roku) oraz Portugalczyk Hugo Sabido (drugi w TdP). Polacy po rocznej przerwie znów pojadą w 8-osobowym składzie, z numerami od 169 do 176 reprezentować nas będą wśród aż 200 uczestników: Krzysztof Ciesielski, Bartosz Huzarski, Mateusz Mróz, Przemysław Niemiec, Marek Rutkiewicz, Sebastian Skiba, Jarosław Wełniak oraz Cezary Zamana. Liderami naszej ekipy będą chyba najbardziej doświadczony Zamana (trzeci przed dwoma tygodniami w GP d'Isbergues kat. 2) oraz Rutkiewicz (czwarty w tegorocznym TdP). Na sprawienie miłej niespodzianki może być stać też szesnastego w środowej czasówce Niemca, który na swym koncie ma już pierwsze sukcesy we włoskich wyścigach (w tym sezonie wygrał np. GP Citta Rio Saliceto kat. 3 i był piąty w Coppa Placci kat. 1).
WEROŃSKIE DEJAVU
CZYLI ZŁOTA ARMADA
I TĘCZOWY OSCAR
Oscar Freire Gomez pięć lat po swym pierwszym zwycięstwie w Mistrzostwach Świata szosowej elity ponownie triumfował w tym samym mieście na trasie bardzo zbliżonej do poprzedniej. Hiszpanom w pełni powiódł się rewanż na Włochach za sierpniowe Igrzyska w Atenach, byli najsilniejszą drużyną i pojechali najmądrzej taktycznie w pełni angażując się w pracę na rzecz swego najszybszego zawodnika. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak stwierdzić, iż gospodarzom szyki popsuła kontuzja prawego kolana ich lidera Paolo Bettiniego, który nabawił się jej uderzając nim o otwarte drzwi włoskiego samochodu technicznego tuż po naprawie defektu swego przedniego koła. Tegoroczne zwycięstwo Oscara Freire w przeciwieństwie do sensacyjnego z sezonu 1999, możliwego z roku 2001, było tym razem całkiem prawdpodobne a stało się wręcz w pełni zasłużone szczególnie jeśli zważyć fakt, iż był on jedynym z późniejszych medalistów, który potrafił się też zabrać w mały odjazd (choć ostatecznie nieskuteczny) sześciu najmocniejszych kolarzy wyścigu podczas ostatniego forsowania wzniesienia Torricelle.
Freire jest prawdziwym fenomenem jeśli chodzi o umiejętność przygotowania swej najwyższej formy na światowy czempionat. Podczas ostatnich sześciu prób tego rodzaju wywalczył cztery medale: trzy złote (w latach 1999, 2001 i 2004), brąz (w roku 2000 gdy finiszował za Łotyszem Romansem Vainsteinsem i Zbigniewem Spruchem). Przed rokiem w Hamilton był "tylko" dziewiąty, gdyż jemu i innym Hiszpanom nie wypadało gonić 7-osobowej ucieczki, w której byli ich rodacy: Igor Astarloa i Alejandro Valverde, zaś w sezonie 2002 musiał spasować z uwagi na defekt tylnego koła ledwie 2 kilometry przed metą na torze w Zolder w chwili gdy z powodzeniem walczył o najlepszą pozycję do finiszu czyli wówczas miejsce "na plecach" przyszłego mistrza Mario Cipolliniego). Tym samym kolarz rodem z Torrelavegi w Kantabrii (który "za młodu" był również wicemistrzem świata w kategorii U-23 w sezonie 1997) dołączył do wielce elitarnego grona potrójnych mistrzów świata w wyścigu zawodowców ze startu wspólnego, które to do wczoraj liczyło tylko trzy nazwiska tj. Włocha Alfredo Bindy i dwóch Belgów Rika Van Steenbergena i "wszechobecnego" w kolarskich statystykach Eddy'ego Merckxa.
Pierwszym "małym bohaterem" 70. Mistrzostw Świata został mało jeszcze znany 24-letni Francuz Christophe Le Mevel, który oderwał się od grupy zasadniczej już po 5 kilometrach i na mecie pierwszego okrążenia (14,75 km każde) uzyskał przewagę 1:30 nad peletonem. Na trzeciej rundzie w jego ślady poszedł Brazylijczyk Luciano Pagliarini, zaś na kolejnym kółku Rosjanin Wladimir Jefimkin. Kolarz ze wschodu szybko dogonił i następnie zgubił sprintera z Ameryki Południowej po czym złapał prowadzącego od kilkudziesięciu kilometrów Francuza. Na mecie piątego okrążenia Le Mevel i Jefimkin mieli już 1:40 przewagi nad Pagliarinim oraz 3:55 nad grupą zasadniczą. Dalej zgodnie współpracując Francuz i Rosjanin uzyskali maksymalną przewagę nad peletonem 7:45, która jeszcze na półmetku wyścigu wyniosła 6:40. W międzyczasie osamotniony Pagliarini został złapany przez dużą grupę, lecz wcześniej zdołał jeszcze na wesoło pożegnać się ze zgromadzoną wokół trasy publicznością. Na dziesiątej rundzie z peletonu w pogonii za prowadzącym duetem "urwała się" mniej więcej "trzydziestka" kolarzy z pięcioma Hiszpanami, czteroma Włochami i zawodnikami tego formatu co Ukrainiec Jarosław Popowicz, dobrze nam znany z TdP Portugalczyk Hugo Sabido i wspomniany już Vainsteins. Na mecie dziesiątego "kółka" ten spory odjazd tracił do francusko-rosyjskiej pary już tylko 3:50, zaś niespełna 15 kilometrów dalej akcja Le Mevela i Jefemkina była już prawie historią - "trzydziestka" traciła do nich zaledwie 0:13, zaś peleton 1:18. Dwunasty podjazd pod Torricelle wszystko zmienił w tym porządku powstał bowiem nowy odjazd pięciu kolarzy z naszym Bartoszem Huzarskim w składzie. Polakowi bardzo aktywnemu w tej śmiałej, choć raczej z góry skazanej na porażkę (gdyż bez kolarzy włoskich czy hiszpańskich) akcji towarzyszyli: Duńczyk Frank Hoj, Francuz Sylvain Calzati, Holender Koos Moerenhout oraz Szwajcar Steve Zampieri.
Już na mecie dwunastej rundy "piątka" miał przewagę 1:00 nad peletonem, zaś po przejechaniu trzynastu okrążeń 0:50 nad próbującym do niej dojechać młodym Ukraińcem Denisem Kostiukiem oraz "aż i tylko" 2:50 nad grupą zasadniczą. Względny spokój utrzymał się jeszcze na czternastym "kółku" po jego ukończeniu Kostiuk tracił do Huzarskiego i spółki 1:35, lecz peleton już tylko 2:10. Włosi w końcu musieli już spisać Bettiniego na straty i przystąpili do bardziej energicznej pogonii. Z czasem dołączyli do nich jeszcze Hiszpanie i Australijczycy i po piętnastu okrążeniach czołówka utrzymywała zysk na peletonem zaledwie 1:05, zaś po akcji Kostiuka nie było już śladu. Podczas szesnastego podjazdu pod Torricelle Zampieri i Moerenhout spróbowali, lecz grupa z faworytami była już na tyle rozpędzona, iż w ciągu 3 kilometrów "połknęła" napierw Calzatiego, potem Huzarskiego i Hoja, a w końcu również wyżej wspomnianą dwójkę. Na szczycie wzniesienia złapanego kolegę z reprezentacji spróbował "pomścić" inny Helwet Patrick Calcagni, któremu udało się nawet dojechać do mety szesnastego okrążenia z przewagą 0:25 nad wciąż blisko 90-osobowym peletonem. Ostatnie dwie rundy to już mordercze tempo narzucane przede wszystkim przez Hiszpanów (tempo okrążeń wzrosło z m/w 38 km/h do 42 km/h, a na ostanim kółku aż do 43,5 km/h!). W jego wyniku po przedostatnim przejeździe przez Torricelle na przedzie mieliśmy już tylko 25 kolarzy z sześcioma Hiszpanami; czteroma Włochami i Niemcami; dwoma Australijczykami, Holendrami i Kolumbijczykami oraz po jednym: Amerykaninie, Belgu, Duńczyku, Kazachu i Luksemburczyku.
Pomocnicy Oscara Freire byli już w swym żywiole po kolei Isidro Nozal, Francisco Mancebo i Luis Perez narzucali tempo uniemożliwiające lub przynajmniej bardzo utrudniające jakąkolwiek próbe ucieczki. Natomiast gdy już na Torricelle do mocnego ataku przystąpił Duńczyk Michael Rasmussen to do "kasowania" tej akcji przystąpił czwarty z pozostałych do dyspozycji "tęczowego Oscara" robotników Marcos Serrano. Dopiero blisko szczytu wzniesienia jeszcze mocniej tempo podkręcił inny kolarz Rabobanku Holender Michael Boogerd grupa na chwilę pękła. Do Boogerda dołączyli dwaj Hiszpanie: Freire i Valverde oraz dwaj Włosi: Ivan Basso i Damiano Cunego (liderzy "squadra azzura" pod nieobecność Bettiniego), zaś na początku zjazdu dołączył jeszcze do nich Australijczyk Stuart O'Grady. Przez chwilę wydawało się, iż to może być ten decydujący odjazd najlepszych z najlepszych, lecz za sprawą Niemców do szóstki zdołała jeszcze na zjeździe dojechać kolejna dwunastka tzn. właśnie Niemcy: Danilo Hondo, Steffen Wesemann, Erik Zabel; Hiszpanie: Mancebo, Perez i Serrano; a także: trzeci Włoch Luca Paolini, drugi Australijczyk Allan Davis, Amerykanin Chris Horner, Duńczyk Rasmussen, Luksemburczyk Frank Schleck oraz zawsze groźny Kazach Aleksander Winokurow. Na płaskim terenie Wesemann narzucił szybkie tempo w interesie swojego klubowego kolegi Zabela tj. mające uniemożliwić wszelkie ataki z długeigo finiszu. Niemniej desperacką próbę tego rodzaju podjął jeszcze półtora kilometra przed metą inny kolarz T-Mobile czyli Winokurow, ale krótko przytrzymany przez Hiszpanów zgubił tylko "spracowanego" Wesemanna. Na ostatniej blisko 600-metrowej prostej przed Hiszpanów zdołał wyskoczyć Danilo Hondo, lecz tym samym musiał zacząć rozprowadzanie swego lidera (Erika Zabela) dość wcześnie. Co więcej tuż za Hondo ustawił się Valverde, za nim Freire i dopiero na czwartej pozycji znalazło się miejsce dla Zabela. W tej sytuacji po zejściu z prowadzenia przez Hondo właściwego rozprowadzenia swojego "szefa" mógł przystąpić Valverde i uczynił to wybornie zostawiając na czele Freire około 100 metrów przed metą.
Freire spisał się niegorzej od zastępu swych pomocników z Valverde na czele i w stylu wielkiego mistrza wykończył piękne dzieło swej drużyny. Drugie miejsce (ponoć już osiemnaste w tym sezonie!) zajął Zabel wspinając się tym samym na mistrzowskim podium o szczebel wyżej niż to uczynił w belgijskim Zolder. Na pocieszenie Niemcowi została nagroda w postaci odzyskanego prowadzenia w indywidualnym rankingu UCI. Na fotelu lidera tej punktacji Berlińczyk "podsiadł" pechowego Bettiniego, dla którego kontuzja wspomniana wyżej okazała się już co najmniej podwójnie kosztowna, a nie wiadomo czy nie stanie jeszcze na drodze "Świerszcza" do trzeciego z rzędu triumfu w klasyfikacji łącznej Pucharu Świata! Honor Italii wobec niedyspozycji mistrza olimpijskiego uratował jego najbliższy przyjaciel Luca Paolini. Aczkolwiek należy zauważyć, iż młody Włoch odparł na ostatnich metrach atak bardzo szybkiego Australijczyka Allana Davisa za pomocą lewego łokcia i gdyby te Mistrzostwa nie odbywały się we Włoszech być może bylibyśmy świadkami ostrzejszej reakcji na to "wykroczenie" ze strony sędziów. Triumfator etapu TdP z Bydgoszczy musiał się ostatecznie zadowolić piątym miejscem tuż za swym bardziej utytułowanym kolegą z kadry Stuartem O'Gradym. Szóstą pozycję zajął jeszcze "z rozpędu" Valverde. Czołową dziesiątkę uzupełnili zaś nie włączając się już do walki o medale: Michael Boogerd, Chris Horner, Damiano Cunego i Frank Schleck. Zgodnie z oczekiwaniami tegoroczna mistrzowska trasa w Weronie okazała się znacznie trudniejsza od jej poprzedniej wersji, wystarczy stwierdzić, iż średnia z sezonu 1999 wyniosła 41,108 km/h, zaś w tym roku tylko 38,179 km/h. Dodać jeszcze można, iż niższą przeciętną prędkość zwycięzcy zanotowano w ciągu ostatniej dekady tylko w kolumbijskiej Duitamie - 37,054 km/h! Pomimo tego wyścig padł łupem nie górali, lecz wszechstronnych sprinterów od Freire po Davisa! Wyścig ukończyło 88 z 200 startujących kolarzy, w tym dwaj Polacy: bardzo doświadczony Cezary Zamana (34., + 4:26) oraz młody Mateusz Mróz (77., + 9:54).
POWRÓT |