|
W OCZEKIWANIU
NA CZYSTEGO
MISTRZA
Niespotykanie szybko bo już po pięciu latach Mistrzostwa Świata wróciły do włoskiej Werony i jej okolic w prowincji Veneto. O ile jednak scena mistrzowskich wyścigów na rundach wokół Werony z podjazdem pod wzniesienie Torricelle uległa tylko niewielkiej korekcie (skrócono długość każdego z okrążeń, lecz jednocześnie powiększono ich liczbę) o tyle scenę mistrzowskich czasówek zmieniono całkowicie. Specjaliści od samotnej walki z czasem zamiast jak w 1999 roku walczyć na raczej płaskiej trasie wokół położonego aż 110 kilometrów na wschód od Werony - Treviso tym razem zmierzą się ze sobą na bardziej pagórkowatym szlaku wokół malowniczo położonego nad jeziorem Garda miasteczka Bardolino. Teoria o trudniejszej niż przed pięciu laty trasie czasówki już zresztą zdążyła się potwierdzić w poniedziałek po występie kolarzy do lat 23, którzy rywalizowali na scenie najbardziej zbliżonej do szlaku wytyczonego elicie. Nowokreowany mistrz świata w kategorii "espoir" czyli Słoweniec Janez Brajković zdołał wykręcić na pagórkach wokół Bardolino przeciętną prędkość jedynie 46,975 km/h podczas gdy jego poprzednik z Treviso jeden z faworytów tegorocznych zmagań wśród profich Hiszpan Jose Ivan Gutierrez jechał ze średnią aż 50,421 km/h!
Na trasie dość długiej jak na mistrzowską czasówkę tj. 46,75 km (czyli o blisko 5,5 kilometra dłuższej niż ubiegłoroczna w Hamilton) przygotowano aż trzy fragmenty podjazdów. Start i meta oczywiście w Bardolino u brzegu Lago di Garda na wysokości 68 metrów nad poziom morza. Pierwsze kilometry wiodą na północ do miejscowości Garda (68 m. n.p.m.), potem skręt na wschód i podjazd do Costermano (263 m. n.p.m.), chwila płaskiego do Caprino Veronese (256 m. n.p.m.) i kolejny podjazd do Pazzon (337 m. n.p.m. - najwyższy punkt trasy). Następnie dłuższy fragment z tendencją spadkową przez Rivoli Veronese (196 m. n.p.m.) do wioski Sega (88 m. n.p.m.), po czym ostatni już podjazd do Pastrengo (na 186 m. n.p.m.). Od tego momentu będzie już lżej najpierw prawie po płaskim przez Sandrę (138 m. n.p.m.) do Coli (137 m. n.p.m.), zjazd do Lavise (71 m. n.p.m.) i końcówka już po płaskim wzdłuż wschodniego brzegu jeziora przez Cisano (67 m. n.p.m.) do samego finiszu.
Copyright: www.mondiali2004.com
Najnowsza historia czasówkowych Mistrzostw Świata liczy sobie już dziesięć lat (jeśli zapomnimy o MŚ z roku 1931 gdy w Kopenhadze zamiast w wyścigu ze startu wspólnego o medale ścigano się indywidualnie). Pierwsza mistrzowska jazda indywidualna na czas odbyła się w sezonie 1994 też we Włoszech, lecz w zgoła innym klimacie bo jeszcze w sierpniowym upale u podnóża sycylijskiego wulkanu Etna na trasie wokół Catanii. Od tego czasu rozdano dziesięć kompletów medali, czyli w sumie 30 krążków, z których najwięcej bo osiem zdobyli kolarze niemieccy (w sumie uwzględniając dyskwalifikację ubiegłorocznego mistrza Szkota Davida Millara - dwa złote oraz po trzy srebrne i brązowe). To wszystko dorobek trzech zawodników, a mianowicie Jana Ullricha (mistrza z Treviso 1999 i Lizbony 2001) oraz Uwe Peschela i Michaela Richa czyli kolarzy grupy Gerolsteiner, którzy również w tym roku reprezentować będą naszych zachodnich sąsiadów w tej specjalności. Pięciokrotnie stawali na podium Hiszpanie (2-2-1, w tym złota dla Miguela Induraina - 1995 i Abrahama Olano - 1998) i Brytyjczycy (1-2-2, w tym złoto Chrisa Boardmana - 1994). Trzy medale przypadły za sprawą Sierhija Honczara Ukrainie (1-1-1, złoto w sezonie 2000). Dwa krążki znajdują się w kolekcji Szwajcarów (1-0-1, złoto wywalczył Alex Zulle w 1996 roku), zaś identyczny dorobek ma i Kolumbia dzięki mistrzowi z roku 2002 Santiago Botero. Tą klasyfikację medalową zamykają federacje z jednym tylko medalem. Złoto zdobył dla Francji Laurent Jalabert (1997), zaś dla Australii Michael Rogers (2003). Po srebrze mają jeszcze Włosi i Szwedzi, zaś brąz przypadł też Węgrom.
Mistrzostwa w jeździe indywidualnej na czas nie mają ostatnio szczęścia do osób swych mistrzów. Złoty w Hamilton (2003) Szkot Dawid Millar po przeszukaniu jakie przeprowadziła w jego domu przed trzema miesiącami francuska policja przyznał się do stosowania EPO, w tym także przed ubiegłorocznym czempionatem. Nawet do mistrza olimpijskiego z Aten Amerykanina Tylera Hamiltona przyplątało się poważne podejrzenie o doping krwi (w drodze transfuzji), choć względy proceduralne zdecydują prawdopodobnie o tym, iż Jankes pozostanie zapewne w posiadaniu złotego medalu olimpijskiego. Głównym faworytem na trudnej trasie w Bardolino mógłby być wspomniany już Niemiec Jan Ullrich, który znajdował się ostatnio w wysokiej formie czego świadectwem było trzecie miejsce w Giro del Lazio (kat. HC - 18.09) i zwycięstwo w Coppa Sabatini (kat. 2 - 23.09), lecz niestety rozchorował się w minioną sobotę. W tej sytuacji Niemcy liczyć będą bardzo na trzykrotnych medalistów MŚ - Michaela Richa (m.in. srebrnego w 2000 i 2002 roku) oraz Uwe Peschela (już srebrnego po korekcie wyników z MŚ 2003). Wygrali oni dubletem ostatnią edycję GP des Nations (Rich o 0:09 przed Peschelem) czy jednak ci mocno zbudowani zawodnicy równie dobrze wypadną na znacznie bardziej wymagającej trasie mistrzowskiej? Być może lepszą parą okażą się Hiszpanie: Jose Ivan Gutierrez (znany nam z tegorocznego TdP, potem trzeci w GP des nations - niegdyś mistrz świata U-23 na czas z Treviso 1999) oraz Isidro Nozal (siódmy zawodnik VaE 2004).
Bardzo groźny duet mają też Australijczycy niemniej Bradley McGee lepszy był w pierwszej części tego sezonu. Natomiast (nowy) mistrz świata z Hamilton Michael Rogers, w tym sezonie był zarówno czwarty na Igrzyskach jak i w GP des Nations, lecz z poprzednich włoskich mistrzostw ma dobre wspomnienia, bowiem w Treviso był drugi za Gutierrezem w kategorii U-23. Na powtórkę sukcesu z inauguracyjnych mistrzostw na Sycylii nieśmiało liczą też zapewne włoscy tifosi. Włosi nie mają w ostatnich latach wybitnych specjalistów od jazdy na czas, lecz Marzio Bruseghin i Andrea Peron to bardzo solidni fachowcy, którzy być może wzniosą się na wyżyny swych umiejętności pod okiem własnej publiczności. Ze względu na trudną trasę trzeba też mieć na uwadze Kolumbijczyka Victora Hugo Penę oraz Kazacha Aleksandra Winokurowa (niespodziewanie aż szóstego podczas Igrzysk Olimpijskich). W dalszej kolejności można jeszcze wymienić dwóch "młodych": Szwajcara Fabiana Cancellarę (mistrza świata juniorów z Treviso) i Amerykanina Davida Zabriskie (zwycięzcę 11. etapu VaE po ponad 160-kilometrowym solowym rajdzie) oraz dwóch "starych": Francuza Eddy Seigneura (czwartego w GPdN 2004) i Belga Marca Wautersa. Z kolarzy słabszych federacji należy pamiętać o Czechu Michale Hrazdirze (ósmy w MŚ 2003, lecz w tym roku bez zawodowego kontraktu!), Luksemburczyku Benoit Joachimie, Łotyszu Raivisie Belohvosciksie (czwartym w MŚ 1999) oraz Węgrze Laszlo Bodrogim (trzecim w MŚ 2000). W gronie 47 kolarzy ujrzymy też dwójkę Polaków: Krzysztofa Ciesielskiego i Przemysława Niemca tj. drugiego i czwartego zawodnika tegorocznych Mistrzostw Polski. Dla obu miejsce w czołowej "20" jest chyba szczytem marzeń. Moim zdaniem ogranego już nieco we włoskich "klasykach" Niemca można było oszczędzić na niedzielny wyścig ze startu wspólnego, zaś jako drugiego czasowca wystawić jeśli już nie Dariusza Baranowskiego czy Tomasza Brożynę to choćby jednego z bohaterów Tour de Pologne Marcina Sapę.
POSZŁO
ZŁOTO
DO ZŁOTA
Australijczyk Michael Rogers w środowe przedpołudnie oficjalnie odebrał złoty medal należny mu (po dyskwalifikacji Davida Millara) za ubiegłoroczny występ w kanadyjskim Hamilton. Po południu zaś niespełna 25-letni kolarz z belgijskiego Quick Stepu nazywany przez swych fanów "Szybkim (Quick) Mickiem" przede wszystkim z racji wysokich przeciętnych wykręcanych na trasach czasówek wywalczył sobie już bez odwołania (w korespondencyjnej walce na szosie) kolejny złoty krążek oraz tęczową koszulkę nokautując swych 46 rywali na blisko 47-kilometrowej pagórkowatej trasie. W ten sposób młody kolarz z Antypodów stał się drugim po nieobecnym Niemcu Janie Ullrichu dwukrotnym mistrzem świata w jeździe indywidualnej na czas.
Nie od razu jednak Rogers jadący jako obrońca mistrzowskiego tytułu z numerem 1 (ostatnim) narzucił warunki gry swym konkurentom. Na pierwszym punkcie pomiaru czas tj. na szczycie wziesienia w Costermano (po 6,3 km) zdecydowanie najlepszy czas tzn. 9:44 uzyskał szósty zawodnik Igrzysk Olimpijskich (Ateny 2004) w tej specjalności Kazach Aleksander Winokurow. Bardzo wszechstronny kolarz T-Mobile rodem ze środkowej Azji wyprzedzał w tym miejscu o 0:11 Niemca Uwe Peschela i Amerykanina Davida Zabriskie, o 0:12 właśnie Rogersa, 0:13 lepszego z dwójki Włochów Marzio Bruseghina i o 0:14 naszego Przemysława Niemca, który ruszył ze startu równie dynamicznie jak przed rokiem Dawid Krupa. Tuż za młodym Polakiem był jego rowieśnik, wysoki Szwed Gustav Erik Larsson oraz Hiszpan Jose Ivan Gutierrez odpowiednio o 0:15 i 0:18 za Winokurowem. Prowadzący głównie pod górę pierwszy odcinek trasy nie służył zwycięzcy GP des Nations, ciężkiemu Niemcowi Michaelowi Richowi, który był dopiero dziewiętnasty z międzyczasem aż o 0:29 gorszym od mocnego w górach Kazacha. Kolejne czterdzieści kilometrów było już jednak jednym wielkim popisem Rogersa. Drugi punkt pomiaru czasu wyznaczony na pagórku w Camparze (na 27,1 km) Australijczyk minął w czasie 34:39, który okazał się być lepszym od wyniku Winokurowa już o 0:31, zaś od wciąż trzeciego Zabriskie o 0:37. Na dalszych pozycjach, lecz nadal z szansami wywalczenia miejsca na podium plasowali się: Bruseghin (+ 0:40), Larsson (+ 0:44) oraz przyśpieszający Rich (+ 0:47). Poniżej minuty tracili jeszcze tylko słabnący już Peschel (+ 0:54) i doświadczony Belg Marc Wauters (+ 0:56). Przemek Niemiec spadł na czternastą lokatę (+ 1:38), lecz w przeciwieństwie do ubiegłorocznego występu Krupy z porównania czasu Niemca do najlepszych wyników nie było widać by słabł on dramatycznie stąd zachowywaliśmy nadzieję na dobry końcowy rezultat kolarza włoskiej grupy Miche.
Na ostatnim odcinku liczyć się już miała nietylko wytrzymałość i mądrość taktyczna (właściwe rozłożenie sił na całym dystansie), lecz również "ciężar właściwy" kolarzy pomagający zgodnie z prawem grawitacji cięższym zawodnikom na szybsze pokonywanie tej części trasy prowadzącej w dużej mierze w dół ku jezioru Garda. W tych okolicznościach Larsson jako pierwszy zszedł na mecie poniżej godziny z czasem 59:04, który okazał się wkrótce minimalnie lepszy od wyników uzyskanych przez Zabriskie'go oraz Bruseghina. Szwedzkim kibicom dało to nadzieję nawet na nawiązanie do sensacyjnego srebra Michaela Anderssona przed pięcioma laty w Treviso. Rezultat miężącego 195 cm Skandynawa poprawili dopiero trzej ostatni kolarze. Najpierw Winokurow przyjechał w czasie 58:55 i mógł być już pewnym pierwszego w historii medalu z MŚ zawodowców w kolarstwie szosowym nie tylko dla samego Kazachstanu, ale i dla całej Azji! Rozpędzony "niemiecki czołg" z Gerolsteiner czyli Rich na trzeciej tercji trasy nie tylko odrobił jednak do Winokurowa brakujące 0:16, lecz jeszcze dołożył kolejne 0:13 uzyskując czas 58:42. Niemniej przyśpieszenie 35-letniego Niemca było niczym w porównaniu z finiszem rewelacyjnego w tym dniu Rogersa. Australiczyk, który do jazdy przystąpił półtorej minuty po Richu ukończył swój występ kilkanaście sekund po nim z czasem 57:30 co oznacza, iż również na ostatnich niespełna 20 kilometrach "dołożył" swemu najgroźniejszemu rywalowi dalszych 0:25.
Ostatecznie więc Rogers wyprzedził swych sąsiadów z podium w Bardolino o ponad minutę tzn. Richa o 1:12, zaś Winokurowa o 1:25. Miejsca "punktowane" zajęli młodzi: Larsson (+ 1:34) i Zabriskie (+ 1:36), broniący honoru gospodarzy Bruseghin (+ 1:37), wspomniany już Wauters (+ 1:56) oraz dwukrotny mistrz świata juniorów i zwycięzca tegorocznego prologu TdF Szwajcar Fabian Canacellara (+ 2:10). Czołową "10" zamknęli złoty "espoir" z Treviso Gutierrez (+ 2:23) oraz powołany tym razem dopiero w ostatniej chwili do reprezentacji Niemiec Peschel (+ 2:28). Tym samym Rogers dorównał Ullrichowi w liczbie złotych medali z czasówkowych MŚ ("Kaiser" z Rostocku pozostaje najbardziej utytułowanym uczestnikiem tych zmagań bo ma jeszcze brąz z Catanii 1994), Rich został pierwszym czterokrotnym medalistą tych czempionatów (z trzecim srebrem po tych z lat 2000 i 2002), zaś Winokurow wprowadził azjatyckie kolarstwo na kolejne salony światowego kolarstwa. Nas z pewnością może cieszyć nadspodziewanie dobre szesnaste miejsce Przemysława Niemca (ze stratą 2:59 do zwycięzcy). W poprzednich dziesięciu latach lepiej od Oświęcimianina z naszych reprezentantów pojechali tylko: trzykrotnie Zenon Jaskuła (7. w 1995 oraz 9. w 1994 i 1997 roku), a także Piotr Chmielewski (12. w 2001) oraz Tomasz Brożyna (13. w 1996 roku). Drugi z Polaków Krzysztof Ciesielski "wykręcił" wynik o 6:07 gorszy od zwycięzcy i wart tylko 42 miejsca w gronie 46 sklasyfikowanych zawodników (Holender Bart Voskamp został bowiem zdyskwalifikowany za "wiezienie" się za Szwedem Larssonem).
POWRÓT |