ZABEL KRÓLEM WIOSNY ?

Po wstępnych zimowych harcach zakończonych dwoma prestiżowymi etapówkami Paryż-Nicea i Tirreno-Adriatico wraz początkiem Pucharu Świata i wyścigiem Mediolan - San Remo przychodzi czas na prawdziwą kolarską wiosnę. Zresztą taki właśnie ma przydomek ten najdłuższy z pucharowych klasyków. "Primavera" [po włosku - wiosna] liczy sobie dokładnie 294 kilometry i wiedzie od nizin Lombardii, poprzez Apeniny i dalej na ostatnich 140 kilometrach malowniczymi alejami liguryjskiego wybrzeża.

San Remo to oczywiście stolica włoskiej piosenki, jednak w ostatnich latach na trasie do tego bajkowego kurortu śpiewająco spisuje się Niemiec Erik Zabel. Kolarz Telekomu przed paroma laty wykupił od losu abonament na wygrywanie w tym wyścigu. Od sezonu 1997 nie znajduje sobie równych w sprinterskiej rozgrywce na via Roma. Czterokrotnie w latach 1997-2001 zwyciężał, a tylko raz w sezonie 1999 udany sprint przyniósł mu ledwie drugie miejsce, gdyż udanym długim (z kilometra) finiszem popisał się Belg Andrei Tchmil. Ewentualne piąte zwycięstwo zapewni Berlińczykowi samodzielne trzecie miejsce na liście triumfatorów w historii tej imprezy. Podczas 92. edycji rozegranych od roku 1907 bowiem jedynie dwaj wielcy mistrzowie: Belg Eddy Merckx - 7 zwycięstw (1969-76) i Włoch Costante Girardengo - 6 zwycięstw (1918-28) osiągnęli wynik jak na razie przynajmniej dla Zabela nieosiągalny.

Pomimo co najmniej trzech solidnych "hopek" w końcowej fazie trasy tzn. Capo Berta (130m n.p.m.), Cipressa (240m) i Poggio (162m) - zaledwie 5,3 km przed metą, M-SR stał się obecnie istnym rajem dla sprinterów. Wydaje się więc, że właśnie zawodnicy z tej kolarskiej profesji będą dla "współczesnego króla wiosny" największym zagrożeniem. Należy zauważyć, że w tym roku Zabel, który pierwsze zwycięstwo w sezonie zgarnął dopiero na 1. etapie Tirreno-Adriatico będzie miał wyjątkowo ciężką przeprawę i polec może od własnej - sprinterskiej - broni!

W rewelacyjnej formie są dwaj włoscy sprinterzy z najlepszej obecnie grupy świata tj. Fassa Bortolo. Młodszy Alessandro Petacchi wygrał m.in. trzy etapy w Vuelta a la Comunitat Valencia i dwa w Paryż-Nicea, starszy Fabio Baldato (był drugi w M-SR w 2000 roku) wygrał między 9 a 12 marca trzy trofea na włoskiej ziemi tzn. Pantalica, Siracusa i Etna. Najbardziej utytułowany ze wszystkich sprinterów - nie tylko włoskich - ostatniej dekady czyli Mario Cipollini (Acqua e Sapone) od dawna marzy o zwycięstwie w San Remo i wręcz twierdzi, że tego jednego triumfu (był drugi w 1994 i 2001! roku) brakuje mu do pełnej satysfakcji ze swej zbliżającej się ku końcowi kariery.

Na włoski klasyk zęby ostrzy sobie również dwukrotny mistrz świata - tęczowy Hiszpan - Oscar Freire (Mapei). Bardzo groźny u progu sezonu jest też odrodzony (w barwach Lotto) Australijczyk Robbie McEwen. Kolarz nr 1 na punkty UCI! ... za miesiące styczeń / luty 2002 r., nadal wygrywa - w ubiegłym tygodniu był najszybszy na dwóch odcinkach Paryż-Nicea. Czy któremuś z nich uda się zdetronizować Zabela dowiemy się już w sobotę 23 marca.


SPEŁNIONE MARZENIE KRÓLA SPRINTU

Włoch Mario Cipollini z ekipy Acqua e Sapone zwyciężył na trasie 287 kilometrów z Mediolanu do San Remo odnosząc swoje pierwsze w 14-letniej karierze zwycięstwo w klasyku Pucharu Świata i zarazem zostając pierwszym liderem tegorocznej edycji tego cyklu. Uczestnicy 93. edycji M-SR rozpoczęli jazdę w nadzwyczaj spokojnym nastroju - przez trzy godziny nie było chętnych do podjęcia choćby "medialnej" akcji zaczepnej. Dopiero na 125 km sygnał do żywszej jazdy dał sam Abraham Olano (Hiszpania, ONCE), z nim zaś zabrali się Wladimir Duma (Ukraina, Panaria) i Torsten Schmidt (Niemcy, Gerolsteiner). Jeszcze przed Bric Berton - najwyższe wzniesienie na całej trasie (773 m n.p.m. na 143km) dołączyli do nich Rene Andrle (Czech, ONCE) i Inigo Cuesta (Hiszpania, Cofidis). Na zjeździe ucieczkę dogonił jeszcze Laszlo Bodrogi (Węgry, Mapei), zaś już na nadmorskiej alei Martin Hvastija (Słowenia, Alessio). Siódemka ta - co ciekawe bez żadnego Włocha - około 200 kilometra uzyskała maksymalną przewagę 4:30. Jednak w tym momencie peleton zabrał się już do poważnej pracy i na 235 km zysk liderów stopniał do zaledwie 1:18!

Na Capo Berta (248 km) kontakt z czołówką stracili Bodrogi i Schmidt, jednak i prowadząca piątka była już w zasięgu grupy zasadniczej. Kilka kilometrów dalej na 253 km w okolicach Imperii miał miejsce bardzo ważny dla losów wyścigu incydent. W kraksie leżało kilku faworytów wyścigu, przede wszystkim Erik Zabel (Niemcy, Telekom) - czterokrotny triumfator "Primavery" z lat 1997-98 i 2000-01; Erik Dekker (Holandia, Rabobank); Danilo Di Luca (Włochy, Saeco) oraz Robbie Mc Ewen (Australia, Lotto). McEwen i Zabel rozpoczęli pościg za peletonem jednak nie uwieńczony powodzeniem, natomiast Dekker i Di Luca wycofali się z rywalizacji. O ironio! - kolizja ta wyniosła Dekkera na fotel lidera rankingu UCI (bowiem Zabel stracił punkty za M-SR 2001), lecz zarazem przekreśliła szansę Holendra (kilkutygodniowy rozbrat z rowerem) na obronę Pucharu Świata!

Na Cipressie (265 km) najskuteczniej zaatakował Andriej Kiwiliew (Kazachstan, Cofidis), ale również jego akcja była krótkotrwała. Peleton nadal był niespokojny, porwał się również na ostatniej górce Poggio (281 km). Szczyt tego wzniesienia pierwszy osiągnął Paolo Bettini (Włochy, Mapei) z przewagą czterech sekund nad swym rodakiem Giuliano Figuerasem (Panaria) i dwunastu nad dużą grupą. Na zjeździe Włosi połączyli swe siły, lecz nawet zgodnie współpracując musieli ulec sile pogoni na 800 metrów przed metą. Stało się jasne, że znów na via Roma wygra sprinter. Wzorowo rozprowadzony przez swego kolegę Giovanniego Lombardi, wielki mistrz w tej specjalności - "Super-Mario" Cipollini nie zaprzepaścił szansy na życiowy sukces. Po 34 zwycięstwach etapowych w Giro d'Italia i 12 w Tour de France, dopiero za trzecim razem stanął na najwyższym stopniu podium w San Remo spełniając swe marzenie o triumfie w wielkim włoskim klasyku.

POWRÓT