WSCHODNIA OBIETNICA
Tłumaczenie własne artykułu zamieszczonego w Cycle Sport

Żelazna kurtyna przestała istnieć już przeszło 10 lat temu, ale dzisiejsza Polska wciąż łączy jeszcze dwa różne światy. Jest to kraj gdzie eleganckie budynki stoją wzdłuż tej samej ulicy na której znaleźć można też czynszowe kamienice pamiętające niemieckie bombardowania z czasów II Wojny Światowej.

Dziewięć na dziesięć samochodów to wraki z poprzedniej epoki; dziesiąty to mercedes. Nędznie ubrani ludzie siedzą wzdłuż trzypasmowych szos sprzedając grzyby zebrane w okolicznych lasach, a kilkaset metrów dalej stoi olbrzymia reklama MCDonalds'a. Świadomość tego jak te dwa diametralnie różne światy pędzą naprzeciwko siebie jest fascynującym materiałem socjologicznym. Taka jest właśnie dzisiejsza Polska.

Kraj był przedpolem wschodnioeuropejskiej walki o wolność spod moskiewskiej okupacji. To właśnie tutaj ruch Solidarności kierowany przez Lecha Wałęsę wywalczył prawa socjalne dla stoczniowców w roku 1980. Jedną z konsekwencji wywalczonej wolności jest agresywny atak zachodnich firm marketingowych i postępująca na każdym kroku komercjalizacja. Rzut oka na telewizyjne reklamy pokazuje, że Coca-Cola, Nike i amerykański styl życia zawędrowały niestety i tutaj.

Wszędobylska komercja spowodowała, że dzisiejszy Tour de Pologne jest zdecydowanie różny od wyścigów w latach ubiegłych. Aż do wczesnych lat 90-tych była to impreza otwarta wyłącznie dla amatorów, a będąca okazją dla Polaków aby pobić na sportowej arenie kolarzy radzieckich. Obecnie jest to impreza najwyższej sportowej rangi przynosząca krajowi nie tylko sławę ale i pieniądze oraz będąca okazją dla Polaków aby zmierzyć się z najsłynniejszymi zespołami zagranicznymi.

BIEDNA POLSKA

Na zachodzie Europy profesjonalni kolarze rzadko budzą powszechne zainteresowanie na szosie, jednak w Polsce budzą nie tylko zainteresowanie ale i prawdziwą sensację. Inny powód do zdumienia w zawodowym peletonie, jednak w tym negatywnym znaczeniu to tragiczna nawierzchnia dróg powtarzająca się dzień za dniem, etap za etapem.

Oczywiście miasta w których rozpoczynają się lub kończą etapy lśnią czystością i są wyjątkowo schludne, a hotele w których mieszkają kolarze są nowoczesne pod każdym względem, ale aby do nich dotrzeć należy jechać takimi drogami jakie da się znaleźć wyłącznie w najbiedniejszej europejskiej wiosce. Pierwszy etap TdP jako żywo przypominał w tym względzie wyścig Paryż - Roubaix. Pomimo tego kolarstwo jest w Polsce sportem równie popularnym jak piłka nożna lub żużel, a rubryki sportowe w największych codziennych gazetach są pełne wiadomości tak o drużynie Lance'a Armstronga, jak i o zwycięstwie polskiej drużyny piłkarskiej nad Ukrainą.

Chociaż to Wyścig Pokoju jest wciąż największym wyścigiem kolarskim w Polsce, to Tour de Pologne jest równie popularny, gdyż to właśnie dzięki niemu przyjeżdżają do kraju najsławniejsi światowi kolarze. Co jednak różni Wyścig Dookoła Polski od podobnych imprez w Europie zachodniej? Otóż to, że w Polsce kibicami są zwykli ludzie.

W Europie zachodniej zawodowych kolarzy najczęściej dopingują kolarze - amatorzy. Często zorganizowani przez swoje lokalne kluby, przyjeżdżają na drogich rowerach, ubrani w kostiumy będące repliką kostiumów drużyny, której są fanami. W Polsce wzdłuż etapu daje się zauważyć zaledwie kilku kolarzy - kibiców; po prostu dlatego, że kolarstwo jest tutaj bardzo drogim sportem.

Oczywiście są tutaj kluby kolarskie i lokalne wyścigi, ale na dużo mniejszą skalę niż na zachodzie Europy. Co więcej, aby mieć jakąkolwiek szansę należy być członkiem albo to klubu związanego z dużym zakładem pracy, albo wojskowego. Rower jest w Polsce przede wszystkim środkiem transportu.

WYŚCIG

Pierwsze wrażenie z wyścigu jest takie, że jego organizacja jest absolutnie nienaganna. Człowiekiem, któremu Tour de Pologne zawdzięcza taką ocenę jest Czesław Lang, były polski kolarz będący niegdyś gwiazdą na brytyjskim Milk Race (nieistniejący już wyścig Dookoła Anglii) oraz na Wyścigu Pokoju w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

Braniewo, małe, ciche miasteczko odległe o niewiele kilometrów od rosyjskiej granicy, było miejscem startu pierwszego etapu. Muzyka ludowa wypełniała parne powietrze, gdy nadjechały wozy poszczególnych ekip. Tłum kibiców gęstniał wraz z drogą opadającą w kierunku małego jeziorka. Na środku jeziora znajdowała się estrada do której prowadził drewniany taras zapełniony ludźmi. Latem jest to miejsce gdzie zbierają się mieszkańcy aby posłuchać muzyki, tym razem było to jednak miejsce gdzie odbywała się parada startujących kolarzy. Danuta Kowalska, dyrektor marketingowy wyścigu, wywoływała po kolei drużynę za drużyną i prezentowała każdego kolarza oddzielnie. Zachowywała się przy tym bardziej jak reżyser teatralny ciągnąc i popychając zawodników na wyznaczone miejsce, uśmiechając się przy tym sympatycznie i machając ręką do taktu rozbrzmiewającej muzyki.

Z drugiej strony sceny wyglądało to mniej elegancko, gdyż zawodnicy nie znoszą być traktowani tak obcesowo. Jednak kibice takie atrakcje uwielbiają. Zgromadzeni widzowie urządzili gorącą owację wszystkim Polakom, jednak również i Jekimowowi oraz Zabelowi. Najgorętszy aplauz zarezerwowano jednak dla Lecha Piaseckiego, jednego z pierwszych polskich kolarzy, którzy wystartowali w zawodowym peletonie, oraz jedynego Polaka, który założył żółtą koszulkę lidera w Tour de France. Było to w roku 1987.

TRASA

Tuż za Braniewem kolarze znaleźli się na wąskiej, pokrytej koleinami leśnej szosie. Na wypadki nie trzeba było długo czekać, tym bardziej, że zaczął padać obfity, zimny deszcz, powodujący olbrzymie kałuże na nierównej drodze. W efekcie kolarze zaczęli prowadzić nierówną walkę z losem zastanawiając się każdorazowo która kałuża nadaje się do przejechania, a którą trzeba ominąć z racji jej niewiarygodnej głębokości.

Okazało się jednak, że może być jeszcze gorzej. Po wyjeździe z miasta zamiast skręcić w prawo kolarze skręcili w lewo i niedługo pojawił się ich oczom widok rosyjskiej straży granicznej. Trzeba było cały peleton zawrócić w kierunku Elbląga.

Na tym pierwszym etapie zawodnicy zastanawiali się głośno, czy nie byłoby bardziej humanitarne poprowadzić wyścig przez główniejsze drogi. Dwukrotnie bowiem przejeżdżano przez Frombork, maleńkie miasto gdzie Kopernik odkrył prawa rządzące ruchem planet wokół Słońca.

Niezadowolenie kolarzy wzmagały głębokie koleiny na szosie. W Młynarskiej Woli, około 60 km od mety peleton jechał wciąż razem i tempo było wysokie. Wielki budynek dworca i mała chatka dróżnika były jedynymi budowlami na horyzoncie. Po jednej stronie były zabudowania gospodarcze, a po drugiej gęsty las; jedno i drugie spinała razem linia kolejowa. Nieużywana przez lata, zarośnięta trawą i zasypana piachem. Przejazd przez takie torowisko musiał być bardzo ryzykowny. Peleton uderzył weń z pełną prędkością. Każdy z kolarzy starał się przeskoczyć nad sterczącymi szynami stając w pedałach. Jak tylko przez tory przejechał ostatni samochód należący do wyścigu, rodzina mieszkająca w tej małej chatce obróciła się na piętach i wróciła do środka. Na dachu tej miniaturowej budowli dumnie sterczała olbrzymia antena satelitarna. Zachód był tutaj bliżej niż mogło się to wydawać.

SIŁA UWIELBIENIA

W Elblągu nastrój był podniosły. Końcowa pętla wiodła wśród bloków mieszkalnych na których dachach stało mnóstwo ludzi aby lepiej widzieć końcówkę wyścigu. Gęsty tłum stał w trzech, czterech rzędach tuż za barierkami. Ludzie wyposażeni w papierowe trąbki dmuchali weń tworząc straszny hałas i ale świąteczną atmosferę jednocześnie. Kiedy pojawiła się wreszcie trzyosobowa ucieczka złożona z Wadeckiego, Przydziała i Radosza tłum zawył z radości. Chociaż wszyscy byli Polakami, największe szanse miał Wadecki dla którego Elbląg był miastem rodzinnym. Tak też i się stało. Wadecki ubrany w kostium mistrza Polski jako pierwszy przekroczył linię mety z podniesionymi do góry rękami. Jeszcze zanim cztery minuty później pojawił się peleton, stał już on na podium dla zwycięzców.

Zwyciężając na etapie Wadecki stał się liderem we wszystkich indywidualnych klasyfikacjach. Wywoływany był raz za razem na podium i każdorazowo ubierany w inną koszulkę. Kiedy to się wreszcie skończyło wyglądał jak opuchnięty; niczym człowieczek - logo firmy Michelin.

"To było wspaniałe wygrać tutaj, mówił, w mieście gdzie nie tylko się urodziłem, ale i gdzie po raz pierwszy wsiadłem na rower. Myślę, że doping kibiców pomógł mi odnieść zwycięstwo. Wprawdzie pozostała dwójka wiedziała jak bardzo zależy mi na wygranej, ale w moim zwycięstwie nie było żadnych układów, gdyż kierownikom ich drużyn również zależało na pierwszym miejscu".

MAJESTATYCZNY POCZĄTEK

Następnego poranka wschód letniego słońca powitał kolarzy na dziedzińcu zamku malborskiego. Zamieniając koszulkę mistrza Polski na koszulkę lidera Wadecki zdawał się być upojony korzystną dla siebie sytuacją. Kiedy tylko wyłonił się z wozu grupy MRÓZ natychmiast został otoczony przez kibiców i dziennikarzy. Młoda dziewczyna podała mu swoje dziecko, a on wziął je na rękę i pozował fotoreporterom.

Uśmiech z twarzy Piotra Kosmali, dyrektora sportowego Mroza raptownie zniknął kiedy ktoś z oficjeli oświadczył, że drogi na pierwszym etapie były poniżej wszelkich standardów. „Nie wszystkie drogi w Polsce są takie jak wczorajsze” zareplikował Kosmala natychmiast. "Może nie mamy aż tak dobrych autostrad jak we Francji lub Włoszech, ale dzisiaj na pewno zauważycie różnicę".

Tajemnicą okryta była obecność zespołu Kelme, którego kolarze wyglądali na zupełnie opuszczonych siedząc na krawężniku tuż przed startem. Fabryki obuwia sportowego Kelme znajdują się i w Polsce tak więc co by kolarze Kelme nie sądzili o swoim starcie, wyścig powinien być dla nich bardzo ważny.

Estończyk Jaan Kirsipuu stał się zwycięzcą etapu z finiszem w Toruniu, jak i dwóch następnych. Wszystkie etapy kończące się w miastach miały swoją końcówkę na ulicznych pętlach i każdorazowo tłum kibiców był olbrzymi. Jeden z kolarzy, który miał wywrotkę tuż przed linią mety powiedział: "Oglądałem finisze już od kilku dni w telewizji, w pokoju hotelowym i zawsze wyglądały one niesamowicie. Tutaj w Polsce tak jak w TdF tłum kibiców jest imponujący. Lecz to czego nie można zobaczyć w tamtym wyścigu to ściganie się na pętlach ulicznych. Kolarze tego nienawidzą, jednak kibice zdają się to uwielbiać".

POWRÓT