Z NOTATNIKA KIBICA
Valencia - 7 września:
Wszystko poszło zgodnie z planem czyli o zwycięstwo w jeździe drużynowej na czas otwierającej 57 edycję Vuelty rywalizowały ekipy ONCE-Eroski, US Postal oraz Kelme-Costa Blanca. Podobnie jak na Tour de France najlepsi okazali się podopieczni Manolo Sainza, ponownie drugie miejsce zajęli amerykańscy pocztowcy mimo, iż jechali bez czasowców tej miary co Lance Armstrong lub Wiaczesław Jekimow. Różnica tym razem wyniosła 14 sekund na dystansie 24,6 kilometrach. Na Wielkiej Pętli walka była bardziej zacięta, obie ekipy dzieliło 16 sekund lecz na dystansie 67,5 kilometrów. Do półmetka wydawało się, że o zwycięstwo mogą powalczyć kolarze Kelme ze specjalistami od walki z czasem tej miary co Kolumbijczyk Santiago Botero i Hiszpanie: Aitor Gonzalez, Jose-Enrique Gutierrez oraz Antonio Tauler. Jednak kolarze z białego wybrzeża osłabli w drugiej części trasy i ostatecznie przegrali też z zawodnikami US Postal o 1 sekundę. Zwycięzcy z ONCE wykręcili czas 26:21 co dało im średnią prędkość rzędu 56,01 km/h i tym samym wynieśli oni na fotel przodownika swego lidera Baska Josebę Belokiego. Drużyna iBanesto.com zajęła siódme miejsce (ze stratą 27 sekund), Team Coast z ubiegłorocznym triumfatorem Angelem Casero ósme (tracąc 39 sekund), Euskaltel z plejadą baskijskich górali dopiero piętnaste (z bagażem minuty i 3 sekund), zaś Saeco z jednym z faworytów Włochem Gilberto Simonim w składzie było tylko szesnaste o minutę i 13 sekund za "żółtym ekspresem". Tyle samo straciła drużyna Tacconi Sport z Sylwestrem Szmydem sklasyfikowana na siedemnastym miejscu. Lepiej powiodło się ekipie Lampre, która uzyskała dwunasty czas (strata 54 sekund), lecz nasz Zbigniew Spruch nie wytrzymał tempa swych kolegów i linię mety przejechał blisko 2 minuty po nich.Alcoy - 8 września:
Tym razem "przed meczowe założenia" nie do końca się sprawdziły. Etap co prawda zakończył się finiszem z dużej (117-osobowej) grupy, lecz w walkę o etapowe zwycięstwo wmieszał się tylko najbardziej wytrzymały ze sprinterów światowej czołówki Niemiec Erik Zabel (Telekom). Na etapie kolarze mieli do przejechania dwie premie górskie: jedną 1 kategorii tuż za półmetkiem i jedną 3 kategorii na kilkanaście kilometrów przed linią mety. Początkowo uciekała dwójka: Mederic Clain (Francja, Cofidis) oraz German Nieto (Hiszpania, Relax), którzy zdołali wypracować sobie nawet 11 minut przewagi, ale ich eskapada skończyła się 20 kilometrów przed metą. Potem szczęścia w kilkuosobowym odjeździe spróbowali m.in. David Etxebarria (Euskaltel), Benjamin Noval (Relax) a nawet Oscar Sevilla (Kelme), lecz i ta akcja skończyła się na kilometr przed kreską. Sam finisz na ostatnich 400 metrach prowadził pod górkę co tłumaczy świetny występ specjalistów od takich właśnie "mocnych finiszy". Wygrał Włoch Danilo Di Luca (Saeco), trzeci był Szwajcar Oskar Camenzind (Phonak), ba nawet lider Beloki w żadnym razie sprinter finiszował na siódmym miejscu! Polakom powiodło się różnie. Szmyd nie miał problemów z dotrzymaniem kroku grupie zasadniczej. Spruch jest jednak daleki od swej dobrej dyspozycji, odpadł od peletonu już w połowie etapu (na wspomnianym podjeździe) i dojechał do mety ze stratą 16.27 w towarzystwie zwycięzcy Giro Paolo Savoldelliego! (Index), Alberto Martineza (Euskaltel) i kilku znanych sprinterów takich jak Jeroen Blijlevens (Domo), Jeremy Hunt (Wielka Brytania, Big Mat) czy Ivan Quaranta (Index).Murcia - 9 września:
52 zwycięstwa etapowe w Wielkich Tourach, lecz wciąż żadnego w Vuelcie! Taki był dorobek króla sprinterów Mario Cipolliniego (Acqua e Sapone) jeszcze tego ranka. Aż trudno uwierzyć, iż tej klasy mistrz finiszowych metrów nie miał dotąd choćby jednego etapowego sukcesu na trasach VaE. A jednak bowiem Super-Mario po prostu startował tu rzadko, koncentrując swą uwagę na Giro i Tourze. Poza tym mając zapewne w pamięci swój fatalny upadek w Hiszpanii przed ośmiu laty na mecie w Salamance. Tym razem jednak Vuelta służy mu za próbę generalną przed Mistrzostwami Świata, które będą rozegrane na płaskiej trasie w belgijskim Zolder. Etap od początku zapowiadał finisz z dużej grupy. Co prawda już 5 kilometrów po starcie uciekła piątka kolarzy, lecz po pewnym czasie w śmiałym zamiarze wytrwał tylko młody Belg Jurgen Van Goolen (Domo) nawet w chwili, której osiągnął 7 minut zysku nie miał od najmniejszych szans w walce z peletonem i na domiar złego czołowym wiatrem. Po dogonieniu Belga typową dla siebie pracę wykonali kolarze Acqua e Sapone: Hiszpan Miguel Martin Perdiguero, Amerykanin Guido Trenti oraz Włosi: Mario Scirea i rozprowadzający Giovanni Lombardi. Jednak wydawało się, iż "Cipo" został postawiony sam sobie zbyt wcześnie. Jednak tego dnia nie było na niego mocnych i Mario odparł skutecznie atak swego rodaka Alessandro Petacchiego (Fassa Bortolo) oraz innych wybitnych sprinterów Zabela i mistrza świata Oscara Freire (Hiszpania, Mapei). Tego dnia Cipollini skompletował wszystkie "lewy sprinterskiego szlema" i zarazem dał szefowi włoskiej reprezentacji Franco Balleriniemu jasno do zrozumienia na kogo ten powinien postawić w październikowym wyścigu elity o tęczową koszulkę.Roquetas de Mar - 10 września
Kto powiedział "A" musi co najmniej dodać "B" z takiego chyba założenia wyszedł Cipollini, gdyż dziś nie przepuścił okazji do kolejnego etapowego triumfu. W scenariuszu na ten dzień właśnie sprinterzy mieli być głównymi aktorami, zaś spodziewani harcownicy mieli bawić publikę przed wielkim finałem. Z roli tej bardzo dobrze wywiązał się Hiszpan Dario Gadeo (Jazztel). Uciekał samotnie przez 133 kilometry z maksymalną przewagą 11 minut, wygrał wszystkie trzy lotne premie, a jego akcja zakończyła się dopiero na 13 kilometrów przed metą. Tym razem kolarze w strojach "a'la zebra" wykonali swą robotę perfekcyjnie pozostawiając zwieńczenie dzieła swemu asowi na ostatnich 150 metrach. Mario rzadko marnuje wysiłek swych kolegów, wygrał niezagrożony z przewagą długości roweru nad ponownie drugim Petacchim. Zaskoczeniem może być trzecie miejsce wszechstronnego Austriaka Gerrita Glomsera (Saeco), który na finiszu był szybszy od Zabela czy też Jana Svorady (Czechy, Lampre). Polacy drugi dzień z rzędu daleko, lecz w peletonie bez strat czasowych. Uniknęli kraks, co nie udało się kilku kolarzom m.in. będącemu w kiepskiej formie Savoldelliemu.Sierra Nevada - 11 września:
Pierwszy górski test dał kilka odpowiedzi, lecz wobec ogólnego czarowania się głównych faworytów (poza chwalebnym wyjątkiem "El Nino" Sevilli) odpowiedział tylko na pytanie kto na pewno nie będzie się liczył w tegorocznej edycji. W początkowej fazie etapu uciekała grupka kolarzy m.in. z liderem klasyfikacji górskiej Clainem oraz znanym Hiszpanem Jose Vicente Garcią Acostą (iBanesto.com), która do podnóża 37-kilometrowego! podjazdu pod Sierra Nevadę dojechała z przewagą 3 minut nad grupą zasadniczą. Po zlikwidowaniu tej ucieczki w środkowej fazie wspinaczki najdłużej uciekali Hiszpan Luis Perez (Team Coast) i Bask Alberto Lopez de Munain (Euskaltel). Gdy ich akcja dobiegała końca zaatakowało kilkunastu kolarzy, na 6 kilometrów przed metą wobec spokoju w peletoniku miała ona już 1:45 przewagi nad faworytami. W tej grupie najmocniejszy był Hiszpan Felix Garcia Casas (Big Mat), który pociągnął mocniej i utrzymał się za nim z trudem tylko Włoch Guido Trentin (Cofidis). Kolarz z Italii dał tylko jedną zmianę na kilkaset metrów przed szczytem, która przyniosła mu swobodne zwycięstwo. Z tyłu najmocniejszy pośród asów okazał się Sevilla, który zaatakował i stracił do zwycięzcy 47 sekund jednocześnie zyskując 48 sekund nad Francisco Mancebo (Hiszpania, iBanesto.com); 51 nad Fernando Escartinem (Hiszpania, Team Coast); Francesco Casagrande (Włochy, Fassa Bortolo) i Simonim; 58 nad Roberto Herasem (Hiszpania, US Postal); 1.02 nad Angelem Casero i Igorem Gonzalezem de Galdeano (Hiszpania, ONCE) oraz 1.04 nad Duńczykiem Clausem-Michaelem Mollerem (Milaneza). Ci kolarze powinni się liczyć, jednak paru innych straciło więcej tzn. Juan Miguel Mercado (Hiszpania, iBanesto.com) 3.50, Juan Manuel Garate (Hiszpania, Lampre) 4.10, Santiago Botero (Kolumbia, Kelme) 6.08, David Plaza (Hiszpania, Team Coast) 8.38, Paweł Tonkow (Rosja, Lampre) 11.55 zaś Jose Luis Rubiera (Hiszpania, US Postal) aż 13.30! Polski góral Szmyd jechał ambitnie, na finałowym podjeździe nawet dwukrotnie próbował atakować (15 i 6 kilometrów przed metą). Ostatecznie finiszował 35. ze stratą 2.54 do zwycięskiego Włocha i takie też miejsce zajmuje w generalce tracąc 3.57 do nowego lidera Mikela Zarrabeitii (Hiszpania, ONCE). Natomiast Spruch zajął miejsce w "autobusie" przyjeżdżając na 151 miejscu (24.42), i w klasyfikacji łącznej jest 186. (traci 43.52). Mimo kolejnego zwycięzcy etapowego i nowego lidera ogólnie niewiele się zmieniło, czwarty etap ze startu wspólnego z rzędu wygrał Włoch, zaś liderem wciąż jest Bask z ONCE.Sierra de la Pandera - 12 września:
Alto de la Pandera - 12 września: Drugi dzień w andaluzyjskich górach dał już lepszą odpowiedź na pytanie którzy z przed startowych faworytów w rzeczywistości powinni się liczyć w walce o generalne zwycięstwo w 57 Vuelcie. Podobnie jak wczorajszy etap ten dzień zaczął się od ucieczki kolarzy z dalszych szeregów pomiędzy, z którymi zabrał się Clain - młody Francuz zdeterminowany wytrzymać w koszulce najlepszego górala tak długo jak to tylko będzie możliwe. Jednak nie on okazał się najmocniejszy z uciekinierów. Najdłużej na czele wytrzymał Bask Iker Flores z Euskaltel, który o tej porze roku przed dwoma laty triumfował w Tour de l'Avenir. Flores przejechał linię górskiej premii 2 kategorii na 12 kilometrów przed metą z przewagą 37 sekund nad grupką pościgową, którą zmontował Simoni i 1.21 nad wciąż kilkudziesięcioosobowym peletonem, w którym pracowali kolarze Team Coast. Jak się miało okazać pasywna postawa grupy lidera ONCE była znamienna - najlepszy z nich Beloki ukończy finałową wspinaczkę na 15. (+ 1.25), zaś chwilowy lider Zarrabeitia na 27 miejscu (+ 2.35). Akcja Floresa zakończyła się 6 kilometrów przed metą, lecz i grupka Simoniego niedługo cieszyła się prowadzeniem. Z tyłu początkowo przy pomocy swego kolegi Christiana Vandevelde (USA, US Postal) zaatakował Heras, który na dość krótkim (8 km), lecz stromym (momentami do 15%) finałowym podjeździe czuł się jak ryba w wodzie. Roberto najpierw zgubił towarzyszących mu Sevillę, Di Lucę i Mollera, zaś po chwili doszedł i z miejsca zaatakował Simoniego i spółkę. Nikt nie był w stanie za nim nadążyć, najmniej odstawali Włoch z Saeco i Bask Iban Mayo (Euskaltel). Do nich dojechał Sevilla mijając kolejnych rywali i ta trójka straciła na mecie do kolarza US Postal 18 sekund. Nowym liderem w nagrodę za wytrwałość został Sevilla, który ma obecnie tylko 14 sekund przewagi nad Kazachem Winokurowem (Telekom), który jednak trochę odstaje od najlepszych podczas wspinaczek. Trzeci jest już Heras (+ 0.39), tuż za nim jest kolejny Hiszpan świetny czasowiec Aitor Gonzalez (Kelme), który jeśli wytrzyma ósmy górzysty etap do Ubrique, w Cordobie po jeździe na czas może zmienić swego kolegę na prowadzeniu. Poniżej minuty tracą też Garcia Casas (+ 0.52) oraz Haimar Zubeldia z Euskaltel (+ 0.57). Siódmy jest Mayo (+ 1.14), na ósme miejsce spadł Zarrabeitia (+ 1.25), zaś Beloki jest dopiero dziesiąty (+ 1.43). Początek drugiej dziesiątki to Włosi: Casagrande, Di Luca, Simoni (tracący od 1.45 do 1.49) oraz wczorajszy niespodziewany triumfator Trentin (+ 2.01). Można mówić o przegranej bitwie kolarzy ONCE mimo trzech zawodników w "10", bowiem dziewiąty jest jeszcze Niemiec Jorg Jaksche, lecz co mają powiedzieć szefowie iBanesto.com - Mancebo jest piętnasty (+ 2.18), zaś Mercado i Aitor Osa kompletnie się nie liczą. Wesołych min nie mają też zawodnicy Team Coast - Angel Casero jest dwudziesty (+ 2.46), zaś w generalce sąsiadują z nim Manuel Beltran i Escartin. Takie rozstrzygnięcia przyniosły pierwsze górskie ekspedycje. Trochę już wiemy, lecz na szczęście to dopiero przedsmak kolejnych emocji. A jak wypadli Polacy? Szmyd miał słabszy dzień, z trudem trzymał się topniejącego peletoniku już na przedostatnim podjeździe. Później na finałowej górze stracił prawie 7 minut i zajął 63 miejsce, w generalce spadł na 49 pozycję (+ 9.44). Natomiast Spruch "zadziwia" regularnością, znów 151. (+ 18.02), a ogólnie już godzina straty (+ 1:00.14) i 183 miejsce, zaś w całym peletonie pozostało jeszcze 194 kolarzy.Malaga - 13 września:
Dzień bez niespodzianek. Skoro było płasko i mimo blisko 200 kilometrów zabrakło najmniejszej choćby premii górskiej etap ten musiał skończyć się finiszem z całej grupy ze wszystkimi sprinterami w blokach startowych. W tej sytuacji murowanym faworytem był zwycięzca trzeciego i czwartego etapu Włoch Mario Cipollini. Podobnie jak na wcześniejszych płaskich odcinkach początkowo nie obyło się bez "frajerskiej" ucieczki z góry skazanej na pożarcie przez peleton. Czwórka: Hiszpan Nieto (Relax); Mariano Piccoli (Włochy, Lampre); Nicolas Portal (Francja, Ag2r) oraz Belg Van Goolen uzyskała maksymalnie 5.28 przewagi nad grupą zasadniczą, która wchłonęła ich na 33 kilometry przed metą. Na ostatnich kilometrach peleton rozpędziła ekipa Telekomu, lecz na 2000 metrów przed kreską dowodzenia przyjęła wielogłowa "zebra" Acqua e Sapone, włoskie trio Scirea - Daniele Bennati - Lombardi popisowo rozprowadziło swego szefa, który nie dał najmniejszych szans swej niemieckiej opozycji tj. Zabelowi oraz Svenowi Teutenbergowi (Phonak). Z Polaków na ostatnich kilometrach pokazał się Spruch próbujący wywalczyć miejsce do finiszu dla Svorady, lecz próby te zakończyły się fiaskiem, pan Zbyszek podobnie jak Sylwester Szmyd ukończył ten odcinek na dalszym miejscu, acz w czasie triumfatora etapu, niezrównanego mistrza sprintu rodem z Toskanii, który zanotował już swoje 55 zwycięstwo na trasach trzech wieloetapówek!Ubrique - 14 września:
Ten etap co prawda nie miał namieszać zbytnio wśród najlepszych, lecz z pewnością miał prawo zmęczyć większość jadących jeszcze kolarzy i tym samym sprawić, iż do mety dojedzie co najwyżej kilkudziesięcioosobowa grupa lub kilku mocnych harcowników z drugiego szeregu peletonu 57 VaE. Trzy podjazdy w tym jeden 1 kategorii na 33 kilometry przed metą spełniły swą rolę, choć tym razem inaczej niż w 1990 roku odcinek ten nie zmienił lidera Vuelty. Na czele mocno rozbitego peletonu dotarła do mety grupa zaledwie 37 kolarzy. Na trasie wycofało się 12 innych, w tym nieco wcześniej niż zapowiadał sam Cipollini wraz ze swym wiernym adiutantem Scireą. Etap już po 30 kilometrach ożywili: Aitor Osa i Włoch Massimiliano Lelli (Cofidis). Po dłuższej pogoni dojechali do nich: Igor Gonzalez de Galdeano i Chorwat Vladimir Miholjević (Alessio). Jednak pomimo 3-minutowej przewagi jeszcze u podnóża podjazdu pod Palomas ten zdawałoby się mocny odjazd nie dotarł nawet na szczyt wspomnianej premii. Z grupy zasadniczej najmocniej kontratakował Ricardo Valdez (Jazztel), lecz pierwszy na szczycie zameldował się Simoni. Niemniej to nie oni zostali bohaterami ósmego etapu. Około 25 kilometrów przed metą na zjazdach zaatakował Luis Perez i wydawało się, że samotnie dotrze do finiszowej kreski. Jednak na jego nieszczęście finałowe kilkaset metrów wiodło pod górę co wyssało resztę sił z dzielnego uciekiniera i gdy już "witał się z gąską" na finiszowej prostej wyprzedzili go Aitor Gonzalez oraz David Etxebarria. Gonzalez z Kelme awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu, jednak bynajmniej nie ze względu na bonifikatę za zwycięstwo etapowe, gdyż tych w tym roku na Vuelcie brakuje, lecz z uwagi na niewielką 9-sekundową stratę Herasa jaką zmierzyli sędziowie rozbitej w końcówce czołówce. Będąc znakomitym czasowcem Aitor ma wszelkie szanse na założenie za 2 dni tj. po czasówce wokół Cordoby złotej koszulki lidera, wciąż traci do lidera i zarazem swego kolegi z zespołu tylko 41 sekund. Polacy wypadli dziś nieźle tj. na miarę swych aktualnych możliwości. Szmyd przyprowadził pierwszą grupę spóźnialskich na 38 miejscu tracąc 3.54, zaś Spruch dotarł do Ubrique w środku stawki na 102 pozycji ze stratą 23.28. Sylwek awansował na 44 miejsce (13.38), zaś "Zibi" jest obecnie 166. (1:24.12).Cordoba (etap ze startu wspólnego) - 15 września:
Na papierze nie miał to być etap szczególnie ważny dla losów całego wyścigu. Ot 130 kilometrów wokół Kordoby wytyczonych na dwóch rundach: większej o długości 99,7 km i mniejszej 30,5-kilometrowej z jednym podjazdem 2 kategorii na 113 kilometrze. Przy odrobinie szczęścia o zwycięstwo mogliby nawet powalczyć sprinterzy. A jednak działo się i to wiele. Szybkie tempo (średnia + 46,2 km/h), ataki od 30 kilometra i przede wszystkim boczny wiatr sprawiły, iż już podczas pierwszej godziny ścigania peleton pękł. Pierwszy oddział początkowo około 80-osobowy (później stopniał do niespełna 40 kolarzy) dowodzony był przez 8 zawodników Kelme-Costa Blanca i 6 z ONCE-Eroski. Z tyłu zostali niemal wszyscy kolarze iBanesto.com, as z Saeco (triumfator drugiego etapu) Di Luca oraz niestety obaj Polacy. Konsekwencje momentu nieuwagi na wietrze okazały się nader dotkliwe przeszło połowa peletonu straciła w niedzielę ponad dwanaście lub nawet osiemnaście (dokładnie 18.05) minut! To oczywiście oznacza koniec wszelkich szans na walkę o wysokie miejsce w "generalce". Powiada się, że to góry i w mniejszym stopniu czasówki układają klasyfikację wyścigu - jednak jak widać od każdej reguły są wyjątki. Jeden z liderów iBanesto Francisco Mancebo na tyle był przybity rozwojem wypadków jak i zapewne swa nie najwyższą formą, iż zszedł z trasy nie dojechawszy do mety etapu. Podobnie uczynił mistrz świata Oscar Freire (Mapei), któremu nieszczególnie wiodło się na sprinterskich końcówkach tegorocznej Vuelty i dlatego też uznał on, iż formę na belgijskie MŚ lepiej przygotuje poprzez spokojniejsze treningi co już nie raz wychodziło mu ze wspaniałym skutkiem. Tyle o przegranych, tymczasem o ironio dzień ten należał do kolarza iBanesto! Pablo Lastras jedyny członek tej ekipy, który znalazł się po właściwej stronie grupy zasadniczej zaatakował w okolicach szczytu San Jeronimo wraz ze Szwajcarem Fabianem Jekerem (Milaneza) i bardzo aktywnym w ostatnich dniach Luisem Perezem z Coast. Trójka ta wypracowała bezpieczną przewagę na zjazdach, a 2 kilometry przed kreską Pablo pożegnał towarzyszy ucieczki i wygrał z przewagą 13 sekund nad Perezem i Jekerem oraz 21 nad 34-osobowym peletonikiem. W ścisłej czołówce wyścigu nie zaszły większe zmiany, faworyci wykazali się czujnością. Niestety jak już wspomniałem stracili obaj Polacy, żałować może szczególnie Sylwester Szmyd, który spadł na 51 miejsce (+ 31.22). Tym samym szansa na lokatę pod koniec trzeciej "10", na którą teoretycznie stać młodego górala z Tacconi Sport bardzo znacznie się oddaliła.Cordoba (jazda indywidualna na czas) - 16 września:
Zwycięstwo uznanego czasowca Aitora Gonzaleza (Kelme) było spodziewane. Trzecie miejsce wicemistrza świata Szkota Davida Millara (Cofidisa) ze stratą minuty nazwać można nawet lekkim rozczarowaniem. Dobry występ czwartego Joseby Belokiego (ONCE), ósmego Duńczyka Klausa Mollera (Milaneza) czy też nie walczącego w generalce, lecz specjalizującego się w jeździe na czas Antonio Taulera (Kelme) również można było przewidzieć. Niemniej mieliśmy wiele przyjemnych niespodzianek. Przede wszystkim lider Oscar Sevilla (Kelme), który przed rokiem po 13 dniach na prowadzeniu cały wyścig przegrał właśnie na finałowej czasówce, tym razem zajął drugie miejsce (wygrał z Millarem!) i stracił tylko 40 sekund do Gonzaleza, dzięki czemu minimalnie (o sekundę!) obronił złotą koszulkę lidera. Powyżej oczekiwań pojechali również typowi górale: szósty Iban Mayo z Euskaltel (+ 1.30) i siódmy Roberto Heras faworyt z US Postal (+ 1.34) co zwiastuje, iż są u szczytu swej formy i na pewno przypuszczą szturm na miejsca na podium w dalszej fazie wyścigu, przede wszystkim podczas wspinaczek pod Angliru (etap 15) i La Covatillę (etap 18). Z pewnością ponownie rozczarował pogromca Armstronga z TdF Kolumbijczyk Santiago Botero. Dziś był wolniejszy od swego kolegi Gonzaleza o 7.50 przegrywając m.in. z oboma Polakami! Zagadką jest pytanie: czy "Rudobrody" jest aż tak słaby, czy też może bardzo spokojnie trenuje przed MŚ na czas - jeszcze niedawno zapowiadał w Zolder medal z kruszcu cenniejszego od ubiegłorocznego brązu! Sytuacja na półmetku 57 VaE jest ciekawa: prowadzi (już od pięciu dni) Sevilla, lecz z przewagą zaledwie sekundy nad swym kolegą A. Gonzalezem - Kelme rozdaje więc karty w tej imprezie i ma dwa asy w swej talii. Ich najgroźniejszy (chyba) rywal Heras traci 1.42, Mayo i Beloki po 2.04. Nieco dalej są: Kazach Aleksander Winokurow z Telekom (+ 2.19), któremu dzisiejszy start nie wyszedł; Haimar Zubeldia z Euskaltel (+ 2.56); Felix Garcia Casas z Big Mat (+ 3.05); Niemiec Jorg Jaksche (+ 3.20); zaś czołową "10-tkę" zamyka trzeci kolarz ONCE i jednodniowy lider Mikel Zarrabeitia (+ 3.33). Dzielnie trzyma się wspomniany Millar będąc dwunasty (+ 3.36). Wciąż poza ścisłą czołówką są włoskie asy: trzynasty Francesco Casagrande z Fassa Bortolo (+ 3.57) oraz szesnasty Gilberto Simoni z Saeco (+ 4.21) - obu wyprzedza ich mało znany rodak i triumfator na dachu kolarskiej Hiszpanii (Sierra Nevada) Guido Trentin z Cofidisu. Ubiegłoroczny zwycięzca Angel Casero jest dopiero osiemnasty ze stratą 4.51. Polacy: Szmyd dziś 57. ogólnie jest 51. ze stratą 35.06 do "El Nino", zaś Spruch 168. z bagażem 1:48.35 do kolarza z Kelme. Ogromny, na starcie w Walencji liczący 207 nazwisk peleton w ciągu 10 dni stopniał już do 174 kolarzy.Collado Villalba - 18 września:
Po dniu przerwy i transferze do Kastylii kolarzom wyznaczono etap w położonym na północny-zachód od Madrytu paśmie górskim Sierra de Guadarrama. Do pokonania były cztery premie górskie, w tym dwie 1 kategorii: Los Leones i Navacerrada. Jednak po tej drugiej czekał jeszcze 24-kilometrowy zjazd do mety i z tego tez powodu nie można było się spodziewać zbyt wielu przetasowań w czołówce wyścigu. Do etapu tego nie przystąpił szósty dotąd Kazach Aleksander Winokurow. Od startu tempo było żwawe i na mecie górskiego skądinąd odcinka zmierzono przeciętną 42,25 km/h! Z początku na czoło wysunęła się kilkunastu zawodników. Z nich największa ochotę do agresywnej jazdy przejawił wszechstronny sprinter (dobrze nam znany z TdP 2000) Miguel Angel Martin Perdiguero (Acqua e Sapone), który po samotnej akcji wygrał dwie premie m.in. zdobywając szczyt Los Leones. Z grupy zasadniczej w baskijskim towarzystwie do kontrataku ruszył Danilo Di Luca (Saeco). Czołówka zjechała się jeszcze przez Navacerradą, a gdy zaczął się ten podjazd Di Luca przyśpieszył i tylko Mikel Artetxe (Euskaltel) oraz Juan Antonio Flecha (iBanesto.com) czas jakiś dotrzymali mu kroku. Z peletonu spróbował dogonić Włocha inny Bask z Euskaltel Iker Flores, lecz bez powodzenia. Dopiero kolejnej "pomarańczy" Ibanowi Mayo udało się dopaść Di Lucę na kilkaset metrów przed szczytem, lecz premię i tak wygrał Włoch z Saeco ... lecz Gilberto Simoni - lider klasyfikacji górskiej na czele grupy faworytów. Jak się wkrótce okazało na szczyt razem wjechało dokładnie 20 kolarzy, a z czołowej "10" zabrakło tylko Mikela Zarrabeitii (ONCE), który swą słabość przypłacił na mecie 2-minutową stratą. Już po zjazdach na 5 kilometrów przed kreską zaatakował Duńczyk Claus-Michael Moller (Milaneza), zabrał się z nim Haimar Zubeldia (Euskaltel), a po chwili solo dogonił ich Pablo Lastras z iBanesto.com. Trójka wypracowała sobie niewielką przewagę i choć 2 kilometry przed metą wyglądało na to, iż zostaną doścignięci chwila niezdecydowania w peletoniku i mocniejsze pociągnięcie Zubeldii sprawiło, że trio przetrwało na czele. Na finiszu Bask (drugi) był najbardziej zmęczony i do tego na niewygodnej pozycji prowadzącego, Duńczyk (trzeci) źle wszedł w ostatni zakręt. Wykorzystał to wszystko najsprytniejszy Lastras wygrywając już swój drugi etap tegorocznej Vuelty. Przed rokiem także po rozgrywkach w ucieczce wygrał etap Giro do Gorizii, trzeba przyznać, że Pablo ma chyba szósty zmysł pomocny w rozgrywaniu tego rodzaju akcji. Nasz Sylwek Szmyd przyjechał jako 33. w drugiej większej grupie z Zarrabeitią tracąc 2.23 do zwycięzcy (w generalce awansował na 43 miejsce, + 37.20). Zbigniew Spruch przyjechał tradycyjnie później 119. ze stratą 13.24 (ogólnie jest 159., + 2:01.50).Burgos - 19 września:
Najdłuższy, choć "zaledwie" 210,5-kilometrowy etap tegorocznej edycji okazał się być zarazem najszybszym jak dotąd ze startu wspólnego. Przeciętną zmierzono na poziomie 49,23 km/h i tylko rozegrana na otwarcie drużynówka z oczywistych względów była szybsza. Po raz pierwszy pokazał nam się z dobrej strony Zbigniew Spruch zabierając się w 18-osobowy odjazd, w którym nie było kolarzy groźnych dla najlepszych. Najwyżej sklasyfikowany z uciekinierów David Plaza (Team Coast) miał stratę około 16 minut do lidera. Tak liczny odjazd nie przetrwał próby czasu i na czele pozostała tylko szóstka: Elio Aggiano (Mapei), Diego Ferrari (Tcconi Sport), Bert Grabsch (Phonak), Koos Moerenhout (Domo), Mikel Pradera (ONCE) oraz Antonio Tauler (Kelme). Na 44 kilometry przed metą ucieczka miała 3.15 przewagi nad rozpędzonym peletonem, w którym pościgiem dowodziły grupy najszybszych sprinterów pozostałych w wyścigu: Fassa Bortolo (Alessandro Petacchi) oraz Telekom (Erik Zabel - lider klasyfikacji punktowej). W ucieczce najwięcej sił miał Tauler i gdy peleton nieubłaganie zbliżał się do zmęczonych śmiałków "Toni" zaatakował samotnie na 12 kilometrów przed kreską. Zdawało się, iż tak mocny czasowiec ma nieco szans w samotnej walce z "wielkim rojem pszczół", jednak i on musiał ulec sile grupy niespełna dwa kilometry przed celem podróży. Na finiszu rozprowadzał się drugi garnitur Acqua e Sapone, lecz duet Miguel Angel Martin Perdiguero oraz Daniele Bennati był zbyt słaby aby pójść w ślady Mario Cipolliniego i poradzić sobie z Petacchim. Wysoki sprinter z Fassa Bortolo łatwo ich objechał wygrywając o długość roweru przed Zabelem. Bennati został jeszcze prześcignięty przez kolejnego ze swych rodaków Angelo Furlana (Alessio) oraz Austriaka Gerrita Glomsera (Saeco). Polacy przyjechali bez strat na dalszych pozycjach w peletonie w wyniku czego Szmyd zachował swe miejsce w klasyfikacji generalnej, zaś Spruch podskoczył o trzy lokaty.Santander - 20 września:
Dzień rozpoczął się od wiadomości o dezercji drugiego z liderów iBanesto.com Juana Miguela Mercado. Objawienie ubiegłorocznego lata, w tym 56 edycji VaE w tym roku zdecydowanie nie trafił z formą i w ten mało chwalebny sposób pożegnał się ze swym narodowym tourem. Na trasie wycofało się trzech dalszych kolarzy, wśród nich znalazł się od dawna "przygasły" holenderski sprinter Jeroen Blijlevens (Domo). Tym samym peleton stopniał już do 161 kolarzy. Piętnastu z nich postanowiło spróbować swej szans na dzisiejszym odcinku. Etap prowadził mocno pofałdowanym terenem z czteroma premiami górskimi m.in. Portillo de la Sia (kat. 1) na 106 kilometrze. W takim terenie ciężko kontrolować cały peleton stąd odjazd do pewnego stopnia był na rękę grupie lidera. Jednakże najwyżej sklasyfikowany z uciekinierów Portugalczyk Rui Miguel Sousa (Milaneza) był w generalce 23. ze stratą 15.22, stąd profilaktycznie Kelme musiało dyktować grupie zasadniczej solidne tempo nie odpuszczając śmiałków zanadto. Na ostatnim podjeździe (45 km przed metą) czołówka podzieliła się na dwa oddziały, w pierwszym znalazła się szóstka lepszych górali: wspomniany Sousa; Dave Bruylandts (Belgia, Domo); Pietro Caucchioli (Włochy, Alessio) oraz Hiszpanie: Santiago Blanco (iBanesto.com); Oscar Laguna (Relax) i Oscar Pereiro (Phonak). Z tyłu zostali m.in. dobrzy sprinterzy: Włosi Giovanni Lombardi (Acqua e Sapone) i Fabrizio Guidi (Team Coast) oraz Słoweniec Andrej Hauptman (Tacconi Sport). Przez ponad 30 kilometrów trwała walka między tymi grupkami, aż w końcu na 10 kilometrów przed metą sprinterzy dogonili górali. Po chwili nastąpił kontratak czwórki kolarzy rodem z Italii: Paolo Bossoni (Tacconi Sport); Caucchioli; Lombardi i Marco Velo (Fassa Bortolo). Za nimi pognali tylko Davide Bramati (Włochy, Mapei) oraz jedyny Hiszpan w tym gronie Laguna. Udało im się dojść czwórkę na ostatnim kilometrze jednak tylko doświadczony "Brama" był w stanie włączyć się w walkę o etapowy sukces. Sam finisz Lombardi, prawa ręka Cipolliniego w tym sezonie, wygrał gładko wyraźnie dystansując Bramatiego i Bossoniego. Po czterech latach przypomniał sobie smak zwycięstwa na VaE i jednocześnie podkreślił bardzo udany dla siebie sezon, w którym wygrał także etap Giro d'Italia oraz dwa odcinki na Tour de Romandie. Peleton (z Sylwestrem Szmydem) stracił do zwycięzcy 8.21, Sousa zyskał równo 8 minut co dało mu skromny awans na 20 miejsce.Gijon - 21 września:
Po latach prób Rosjanin Siergiej Smietanin (Jazztel) od dawna osiadły na półwyspie Iberyjskim dopiął swego wygrywając etap VaE. Kolarz to szybki, lecz nie na tyle by skutecznie powalczyć na finiszu z całej grupy. Dlatego też szansy swej szukać musiał w odjeździe z peletonu. Na kompana w tym przedsięwzięciu los wyznaczył mu jednego z wczorajszych bohaterów Oscara Lagunę (Relax). Dwaj reprezentanci drugoligowych ekip hiszpańskich skutecznie gromadzili minuty zapasu nad grupą zasadniczą osiągając maksymalnie 11.10 zysku na 80 kilometrze trasy. Tymczasem peleton bardzo ospale siłami włoskich ekip: Fassa Bortolo i Tacconi Sport przystąpił do odrabiania strat. Na 59 kilometrów przed metą przewaga dwójki wynosiła 9.40!, zaś dwadzieścia kilometrów dalej wciąż była znaczna - 7.03. W tym czasie w dużej grupie miała miejsce poważna kraksa w wyniku, której z wyścigiem pożegnali się m.in. Igor Gonzalez de Galdeano (ONCE) i wczorajszy triumfator Giovanni Lombardi (Acqua e Sapone). Co więcej ucierpieli w niej również kolarze z czołowej "20": Bask Mikel Zarrabeitia (ONCE) oraz Fernando Escartin (Team Coast) co przypłacili stratą 12.10 do ocalałej 90-tki, która bez przeszkód pojechała do mety, lecz bez skromnych choćby szans na dogonienie uciekinierów. Na 25 kilometrów przed metą, na drugiej premii górskiej 3 kategorii Smietanin zostawił Lagunę i samotnie pognał po życiowy sukces. Na mecie osiągnął 1.57 przewagi nad swym towarzyszem i 2.39 nad pierwszą częścią peletonu, z którego najszybciej finiszował Angelo Furlan (Alessio) wyprzedzając Erika Zabela (Telekom) i Alessandro Petacchiego (Fassa Bortolo). Szmyd był 69. w czasie Furlana i dzięki temu awansował aż o siedem lokat na 36 pozycję. Pojawiła się szansa na awans do "30" lub przynajmniej na pobicie skromnego polskiego rekordu w klasyfikacji generalnej VaE (34 miejsce Dariusza Baranowskiego przed rokiem) - pod warunkiem jednakże: jazdy w górach na maksimum swych aktualnych możliwości oraz czujnej postawy na płaskich odcinkach gdzie jak widać licho nie śpi. Zbigniew Spruch przyjechał dziś 94. (+ 10.12), zaś w generalce jest 147. (+ 2:16.51) pośród 153 jadących jeszcze ścigantów. A jutro królewski etap z czteroma znaczącymi podjazdami i metą na sławnej ze swej stromizny (do 23%!) górze Angliru w górach Asturii.Alto de l'Angliru - 22 września:
Na zakończenie drugiego tygodnia zmagań czekał kolarzy królewski odcinek w górach Asturii z czteroma stromymi podjazdami, w tym osławionym morderczym szczytem Angliru o maksymalnym nachyleniu ponad 23%. Po rozstrzygnięciach na etapie szóstym do Sierra de la Pandera faworytem skrajnie trudnego niedzielnego etapu był Roberto Heras z US Postal. Zastanawiano się jednak czy "pocztowiec" zdoła odrobić stu sekund jakie dzieliło go w klasyfikacji generalnej od liderów z ekipy Kelme: Oscara Sevilli i Aitora Gonzaleza. Etap kolarze rozpoczęli rozważnie, z respektem przed czekającymi ich trudnościami. Na 15 kilometrze utworzył się 24-osobowy odjazd, w którym najwyżej sklasyfikowanym był kolarz portugalskiej Milanezy, znany z wcześniejszych akcji zaczepnych Rui Miguel Sousa (zajmujący 18 miejsce, + 7.23). Lecz nie on znalazł się w trójce, która wkrótce pożegnała resztę i jako pierwsza rozpoczęła pokonywać niedzielne wzniesienia. Tymi śmiałkami byli aktywni na wcześniejszych etapach: Juan Antonio Flecha (iBanesto.com), Iker Flores (Euskaltel) oraz Oscar Pereiro (Phonak). Razem wjechali oni na pierwszą górę Marabio (kat. 1), lecz na zjeździe z niej przewrócił się Flores i wkrótce dogoniła go pozostała z pościgu szesnastka zawodników. W tym czasie uciekinierzy notowali swe największe przewagi nad grupą zasadniczą tzn. dwójka około sześciu, zaś pozostali blisko cztery minuty. Na kolejnej górze Tenebredo (kat. 2) ponownie pierwszy był Pereiro przed Flechą. Jednak na dłuższym, płaskim odcinku peleton prowadzony przez grupy Kelme i Saeco poważnie wziął się do odrabiania strat. Zysk uciekinierów zmalał do około dwóch minut, zaś pościg na stromiźnie Cordal (kat. 1) szybko się rozsypał. Na szczyt duet wjechał jeszcze na czele, we wcześniej ustalonej kolejności, a za nimi podążył najmocniejszy ze ścigających Aitor Osa, grupowy kolega Flechy. Na zjeździe starszy z braci Osa nie czekał jednak na nikogo i sam rozpoczął forsowanie słynnej "ściany płaczu" Angliru na zboczach góry Gamonal. W międzyczasie na śliskim zjeździe z Cordal mocno potłukło się kilku kolarzy m.in. obaj liderzy Cofidisu: Włoch Guido Trentin i Szkot David Millar (zajmujący odpowiednio ósme i dziewiąte miejsce w generalce) oraz zwycięzca dwóch etapów Pablo Lastras z iBanesto.com. Osa przez pierwsze 5 kilometrów finałowego podjazdu utrzymał przewagę około minuty nad m/w 20-osobowym peletonikiem, w którym tempo dyktował Antonio Tauler (Kelme). Jednak prawdziwa mordęga rozpoczęła się właśnie 7 kilometrów przed szczytem. W grupie tempo podkręcił wicelider Aitor Gonzalez, bynajmniej nie zmartwił tym Herasa, lecz tylko pogrążył swojego kolegę i lidera Sevillę! Wkrótce jadący od wielu dni w białej koszulce Gonzelez sam za to zapłacił, gdyż Heras bez większego trudu się od niego oderwał. Następnie Roberto przegonił dzielnego Osę i już do końca samotnie wspinał się do szczytu ukrytego we mgle, stale powiększając przewagę nad swymi rywalami, którzy tasowali się na dalszych pozycjach. Na metę przyjechał niezagrożony 1.35 przed Josebą Belokim (ONCE), 1.41 przed Francesco Casagrande (Fassa Bortolo) oraz 1.54 przed Ibanem Mayo (Euskaltel). Gonzalez ostatecznie finiszował piąty razem z kolarzami Saeco: Danilo Di Lucą i Gilberto Simonim (zdobywcą Angliru z roku 2000) tracąc 2.16. To było zdecydowanie za dużo by utrzymać koszulkę lidera w ekipie Kelme, lecz w sam raz by pozostawić sobie nadzieje na wygranie całego wyścigu. Sevilla był dopiero jedenasty (+ 2.50), zwraca zaś uwagę późna zwyżka formy ubiegłorocznego triumfatora Angela Casero, który na szczyt wspiął się jako ósmy (+ 2.22). Po górskim "etapie prawdy" w burzliwą niedzielę mamy nową sytuację w klasyfikacji generalnej wyścigu. Nowym liderem jak najbardziej zasłużenie został Heras, lecz jego przewaga nad Gonzalezem wynosi tylko 35 sekund. Na korzyść Roberta przemawia 18 etap w jego rodzinnych stronach z finałem pod Covatillę, zaś Aitorowi pomóc może finałowa czasówka po ulicach Madrytu. Na trzecie miejsce spadł Sevilla (+ 1.08), czwarty wciąż jest Beloki (+ 1.57), zaś piąty Mayo (+ 2.16) - wygląda na to, że tylko pomiędzy tą piątką rozstrzygnie się walka o podium. Solidarnie o sześć lokat awansowali też sławni Włosi czyli: z 12. na 6. Casagrande (+ 3.56), zaś z 14. na 8. Simoni (+ 4.55). Jednak najprawdopodobniej dojadą oni do Madrytu z uczuciem niedosytu tj. bez miejsc "na pudle". Czołową dziesiątkę uzupełniają kolejni kolarze iberyjscy: siódmy Felix Garcia-Casas (Big Mat), dziewiąty Manuel Beltran (Team Coast) i Bask Haimar Zubeldia (Euskaletl), który był jednym z przegranych na Angliru. Niemniej z pewnością najgorzej etap ten wspominać będą wspomniani już kolarze Cofidisu, bowiem: Trentin spadł na 16 miejsce, zaś Millar w formie protestu przeciw niebezpiecznym warunkom jazdy nie przekroczył linii mety, przez co nie został w ogóle sklasyfikowany! Dobrze tj. na miarę naszych oczekiwań spisał się Sylwester Szmyd, od czołowej grupy odpadł w końcówce podjazdu pod Cordal, zaś na metę wspiął się jako 31. (+ 9.05). W łącznym rozrachunku dało mu to dalszy awans o cztery pozycję na 32 miejsce (+ 44.43). Dzielnie spisał się też Zbigniew Spruch będąc 108. (+ 24.25) wyprzedził wielu wyżej klasyfikowanych kolarzy i jedzie dalej, a w generalce jest 136. (+ 2:39.34) pośród 141 zawodników, którzy przetrwali dotychczasowe trudy. Od startu w Walencji ubyło nam już w sumie 66 kolarzy! Dziś tylko - nie bez przyczyny - aż 12, jako że czterech nie wystartowało, choćby na skutek sobotniej kraksy jak Fernando Escartin (Team Coast), po czym ośmiu kolejnych poddało się na trasie.Leon - 24 września:
Etap wtorkowy miał charakter przejściowy pomiędzy typowo górskim odcinkiem niedzielnym a płaskim jutrzejszym, który przynajmniej w teorii powinien zakończyć się walką sprinterów. Podstawowe wyzwanie stanowił tu podjazd pod przełęcz 1 kategorii Pajares na 89 kilometrze (tj. 66 km przed metą) z fragmentami dochodzącymi do 17%. Jeszcze przed tą górą uformował się odjazd dwunastu kolarzy, z których we wspinaczce najmocniejsza okazała się piątka: Kolumbijczyk Santiago Botero i Jose-Enrique Gutierrez (obaj z Kelme); Luis Perez i David Plaza (obaj z Team Coast) oraz Aitor Osa (iBanesto.com). Czoło peletonu, który ostatecznie pękł na dwie duże grupy traciło na górze cztery minuty do uciekinierów. Obie dzisiejsze premie wygrał Osa i dzięki temu został nowym liderem klasyfikacji górskiej, lecz z minimalną przewagą nad Gilberto Simonim (Saeco) i właścicielem złotej koszulki Roberto Herasem (US Postal). Ekipa pocztowców nie robi jednak dobrego wrażenia, jeden solidny podjazd wystarczył by z pięciu obecnych jeszcze w peletonie pomocników lidera u jego boku pozostała tylko dwójka: Jose-Luis "Chechu" Rubiera i Amerykanin Christian Vandevelde. Tymczasem kolarzy Kelme w 72-osobowym peletonie mieliśmy aż pięciu i dwóch jeszcze w zwycięskim odjeździe! Na wspomnianej akcji najbardziej skorzystały oczywiście i tak najsilniejsze dotąd ekipy Kelme-Costa Blanca i Team Coast, które znacznie powiększyły przewagę nad swymi rywalami w klasyfikacji drużynowej. Niemniej w walce o pierwszą lokatę etap na remis, status quo zachowane Kelme wciąż prowadzi o skromne 31 sekund. Na płaskim odcinku piątka znacznie powiększyła swój zysk nad słabo zorganizowanym peletonem do 8.58 na linii mety. W samej końcówce ataki przypuścili kolarze Coast: najpierw Plaza, po chwili skutecznie skontrował Perez, lecz dojechał do niego Botero. Osa-motniony kolarz iBanesto.com był bez szans w taktycznej walce z dwoma duetami rywali. Na finiszu Botero do końca wyczekał Pereza, który musiał rozpocząć sprint z niewygodnej pierwszej pozycji i ostatecznie przegrał z Kolumbijczykiem o pół długości roweru. Tym samym Luis po raz trzeci będąc bliski etapowego triumfu musiał obejść się smakiem, wcześniej podobnie nie miał szczęścia w Ubrique i Cordobie. Z tyłu Gutierrez podkreślił sukces biało-zielonych wygrywając finisz po trzecie miejsce. Peleton przyprowadził Erik Zabel (Telekom), który pod nieobecność Alessandro Pettachiego (Fassa Bortolo) w pierwszej części grupy zasadniczej powiększył swą przewagę nad Włochem w klasyfikacji punktowej do 29 punktów. W pierwszym oddziale na 68 miejscu i w czasie Niemca przyjechał Sylwester Szmyd, dzięki czemu awansował w klasyfikacji generalnej na 30 pozycję. Zbigniew Spruch dotarł do mety z resztą uczestników na 112 miejscu ze stratą 17.19 do zwycięzcy etapu, w generalce jest 131. (+ 2:47.55). Z wyścigu wycofało się sześciu kolejnych kolarzy (pozostało tylko 135!) m.in. ex-mistrz świata Szwajcar Oskar Camenzind (Phonak).Salamanca - 25 września:
Etap bez szczególnej historii, choć prowadzony w szybkim tempie tzn. ze średnią prędkością 49,08 km/h! Zapewne tempo było zbyt szybkie, a teren zbyt płaski by którakolwiek z akcji zaczepnych mogła się powieść. Najdłużej bo przez 33 kilometry przed peletonem wytrwała dwójka Włochów: Elio Aggiano (Mapei) i Diego Ferrari (Tacconi Sport). Momentami duża grupa rozrywała się na wietrze, ale ponieważ nikt z czołówki się nie zagapił, pierwsza część peletonu nie wzmacniała tempa pozwalając "gapowiczom" na odzyskanie kontaktu. W grupie zasadniczej solidne tempo dyktowała ekipa Fassa Bortolo w interesie swego asa sprintu i teoretycznie najszybszego z przetrwałych 134 kolarzy Alessandro Petacchiego. Na 35 kilometrów przed metą spróbowała jeszcze szczęścia trójka miejscowych kolarzy m.in. mało znany aktualny mistrz Hiszpanii Juan Carlos Guillamon (Jazztel), lecz z tym samym skutkiem co wcześniejsi śmiałkowie. W końcówce w rozpędzanie peletonu włączyli się kolarze Telekomu, lecz to Denis Zanette z Fassa Bortolo rozpoczął rozprowadzanie swego szefa na ostatnim kilometrze. Jednak Erik Zabel (Telekom) nie czekał aż Włoch skończy swą pracę dla Petacchiego zaatakował wcześniej po prawej stronie. Petacchi musiał próbować po lewej flance i niespodziewanie tym razem okazał się wolniejszy od Niemca. Niemniej Zabelowi ponownie nie dane było cieszyć się z etapowego sukcesu w tegorocznej Vuelcie, gdyż po prawej ręce wyskoczył mu bowiem najmłodszy z włoskich sprinterów Angelo Furlan (Alessio) pewnie dystansując Berlińczyka. Być może byliśmy świadkami chrztu bojowego nowego asa sprintu, o tym jednak przekonamy się w najbliższych sezonach. A na razie liczy się VaE anno domini 2002, tu po siedemnastym etapie w żadnej z klasyfikacji nie zaszły istotne zmiany. Zupełnie inaczej może być po jutrzejszym etapie z czteroma podjazdami, w tym górskim finiszem do Covatilli bliskiej sercu lidera Roberto Herasa (US Postal). Czy już tam kolarz rodem z Bejar zapewni sobie drugie w karierze generalne zwycięstwo w VaE? Wydaje się, iż aby tak się stało musi nadrobić kolejną minutę nad Aitorem Gonzalezem (Kelme). Bowiem w perspektywie finałowej czasówki o długości 41,2 km dopiero zapas półtorej minuty nad czasowcem z Kelme może wróżyć powodzenie drobnemu góralowi jadącemu w barwach amerykańskiej poczty. Na koniec polskie akcenty: Spruch 31., zaś Szmyd 98. - obaj w czasie zwycięzcy. Ogólnie Sylwek 30., zaś Zbigniew ... 130. czyli w górę o jedną pozycję, po wycofaniu się kolejnego kolarza.Estacion de la Covatilla - 26 września:
Gospodarze wykorzystali atut własnego terenu można by rzec, bowiem ten dzień należał do chłopców z Bejar. Santi Blanco z iBanesto.com wygrał etap, wcześniej przez 165 kilometrów jadąc w ucieczce, w tym na przeszło 40 ostatnich samotnie. Natomiast lider Roberto Heras (US Postal) przyjechał do stacji narciarskiej Covatilla jako drugi powiększając swą przewagę nad najgroźniejszymi rywalami w klasyfikacji generalnej. Jednak tylko ten pierwszy ma prawo czuć się w pełni spełniony. Blanco nie liczy się w generalce, celował więc w wygranie etapu i to osiągnął. Podczas gdy Heras zapowiadał nadrobienie kolejnej minuty nad wiceliderem Aitorem Gonzalezem z Kelme, lecz udało mu się to tylko połowicznie. Etap zaczął się jak zwykle w bardzo żwawym tempie i już po 28 km uformował się odjazd aż 19 kolarzy o bardzo różnych profesjach, od górali jak Blanco, Pietro Caucchioli (Alessio) czy Joan Horrach (Milaneza) po grupę najszybszych w tym wyścigu sprinterów takich jak: Erik Zabel (Telekom), Alessandro Petacchi (Fassa Bortolo), Sven Teutenberg (Phonak) czy Jan Svorada (Lampre). Żaden z nich nie zagrażał liderowi najwyżej klasyfikowany 26. Caucchioli tracił do niego ponad 39 minut. Jadący przez swe rodzinne strony Blanco rozpoczął swą samotną akcję na zjeździe z drugiej premii Tornavacas. Na szczycie przedostatniego podjazdu Tremedal (26 km przed metą) miał 2.08 przewagi nad trójką: Caucchioli, Jose-Enrique Gutierrez (Kelme) i swym kolegą z grupy Juanem Antonio Flechą oraz 6.03 nad topniejącym peletonem, w którym lidera wspierali nie tylko dwaj kolarze UPS: Jose Luis Rubiera i Christian Vandevelde, lecz również dwóch rodaków z grupy Acqua e Sapone: Miguel A. Martin Perdiguero i Santos Gonzalez! Blanco dojechał z 6-minutową przewagą do podnóża 9,5-kilometrowego finałowego podjazdu, a za jego plecami wznowiono walkę o zwycięstwo w całej Vuelcie. Pierwszy atak Herasa przetrwali obaj liderzy Kelme: Gonzalez i Oscar Sevilla, Joseba Beloki (ONCE) oraz Felix Garcia Casas (Big Mat), lecz na drugi zryw pocztowca nie znalazł odpowiedzi już żaden z rywali. Słabnący na ostatnich kilometrach Blanco przetrwał pościg plejady asów i minął linię mety z przewagą 39 sekund nad swym krajanem Herasem. Trzeci był kolejny kolarz iBanesto.com Flecha, który dzielnie utrzymał się szarżującym zawodnikiem US Postal. Najgroźniejsi rywale lidera stracili jednak tylko sekundy: Beloki - 12, zaś Gonzalez i Sevilla tylko po 37. Z wielkiej piątki (po siedemnastu etapach) przegranym był był tylko Iban Mayo (Euskaltel) na mecie zaledwie 19., blisko dwie minuty po Herasie. Przed ostatnim górskim etapem, który niekoniecznie musi namieszać w ścisłej czołówce, bowiem mimo dwóch poważnych gór (Serranillos - kat. 1 i Navalmoral - kat. 2) ostatnie 20 km będzie prowadziło w dół do mety w Avilii sytuacja jest wciąż niewyjaśniona. Heras prowadzi z przewagą 1.12 nad świetnym czasowcem jakim jest Gonzalez, 1.45 traci Sevilla, zaś 2.09 Beloki. W walce o podium przestał się liczyć Mayo, którego strata wzrosła do 4.15. Jeśli jutro nic wielkiego się nie wydarzy, w niedzielę będziemy mieli dwa "mecze": wielki finał o złotą koszulkę Heras c/a Gonzalez i mały finał o trzecie miejsce pomiędzy Sevillą i Belokim. Polacy pojechali dziś na miarę swych możliwości: Szmyd był 38. (+ 5.13), miał kłopoty już na Tremedal, lecz potem odzyskał kontakt z czołówką i ostatecznie nie stracił zbyt wiele. Dało mu to nawet skromny awans na 29 miejsce (+ 49.17), gdyż z powodów zdrowotnych wycofał się dziś Niemiec Jorg Jaksche (ONCE) dotąd jedenasty w klasyfikacji. Spruch przyjechał na 102 pozycji w wolniejszym z dwóch "autobusów" ze stratą 24.46 do Blanco. W generalce "Zibi", który jednak wystąpi na Mistrzostwach Świata w Zolder (i słusznie!) jest 130. (+ 3:12.02). Kolarz Lampre z pewnością nie jest w najwyższej formie, lecz niech nikogo nie zwiedzie trzecie od końca miejsce w tabeli (już tylko 132 "twardzieli" pozostało na szlaku do Madrytu), bowiem wyścigowe kilometry z VaE oraz spore doświadczenie z jedenastu lat zawodowych startów może mieć pewne znaczenie na MŚ rozgrywanych wszak na zupełnie innej trasie.Avila - 27 września:
Ekipa iBanesto.com robi co może by uratować swą twarz w tegorocznej Vuelcie. W klasyfikacji generalnej kolarze bankowej ekipy nie liczą się, najwyżej sklasyfikowanym z nich (na 17 miejscu) jest zwycięzca dwóch etapów Pablo Lastras. Na ostatnim z tegorocznych górskich etapów VaE powtórzyli swoje wczorajsze zagranie. W 9-osobowej ucieczce, która powstała już na 7 kilometrze podczas podjazdu pod pierwszą tego dnia premię górską Alto de la Hoya (kat. 3) znalazło się ich dwóch: Jose Vicente Garcia Acosta oraz Aitor Osa. Mieli oni odmienne cele do osiągnięcia uczestnicząc w tej akcji i jak się ostatecznie okazało obaj dopięli swego. Dziewiątka do setnego kilometra tj. podnóża Seranillos (kat. 1) wypracowała sobie osiem minut przewagi i dopiero w tym momencie rozpoczął się pościg peletonu, z początku siłami ekipy Team Coast walczącej z Kelme o prymat w klasyfikacji drużynowej, bowiem w akcji brał udział człowiek "biało-zielonych" Carlos Garcia. Na podjeździe tym atakowało kilku kolarzy z czołówki m.in. czwarty Joseba Beloki (ONCE), lecz jednym skutkiem tych "harców" było odchudzenie peletonu. Pomiędzy dwoma kluczowymi tego dnia górami Seranillos i Navalmoral na około 50 km przed metą swój solowy rajd po zwycięstwo etapowe rozpoczął Garcia Acosta. Dwadzieścia kilometrów dalej miał już ponad dwie minuty nad pozostałą ósemką, lecz na szczycie Navalmoral (kat. 2, 23 km przed metą) stopniała ona do niespełna minuty nad kontratakującym Miguelem Angelem Martinem Perdiguero (Acqua e Sapone). Jednak cięższy kolarz iBanesto.com na zjeździe do Avilii szybko zaczął odrabiać to co stracił na podjeździe i po kilkunastu kilometrach Martin Perdiguero musiał dać za wygraną, doszli go kompani z ucieczki, zaś wkrótce nakrył ich wszystkich około 40-osobowy peleton. Tylko Garcia Acosta do końca pozostał niezagrożony docierając do mety z przewagą ponad dwóch minut nad następnymi kolarzami. Tym samym "hiszpański Jacky Durand" odniósł swe trzecie etapowe zwycięstwo w Wielkich Tourach: przed pięcioma laty wygrał na trasie VaE etap do Gijon, zaś dwa lata temu triumfował podczas TdF w miejscowości Draguignan - w obu wypadkach po tego samego typu akcjach. Jego kolega z drużyny Aitor Osa punktując na każdej z trzech premii górskich zdobył w sumie 27 punktów do tej klasyfikacji i odzyskał pomarańczową koszulkę "experta" od wspinaczek. Dwa kilometry przed metą na niewielkim, lecz brukowanym podjeździe wzdłuż pięknych murów obronnych Avilii wicelider Aitor Gonzalez (Kelme) skutecznie zaatakował Roberto Herasa (US Postal) w wyniku czego skradł cztery sekundy z dotychczasowej przewagi lidera. Jakie znaczenie będzie miał ten skromny zysk dowiemy się już za dwa dni na ulicach Madrytu. Grupkę z liderem finiszując jako trzeci przyprowadził Martin Perdiguero, który zdołał chwilę odpocząć w końcówce, by następnie przypomnieć wszystkim (w tym selekcjonerowi hiszpańskiej reprezentacji na Mistrzostwa Świata) o swych predyspozycjach sprinterskich. Polacy zgodnie z oczekiwaniami tzn. Szmyd 42. (+ 2.34, czyli pół minuty po najlepszych), zaś Spruch w ostatniej dużej grupie 106. (+ 21.30). W generalce Sylwek awansował na 28 lokatę (+ 49.45), Zbigniew bez zmian 130. (strata już 3:31.26).Warner Bros. Park - 28 września:
Teoretyczny "etap przyjaźni" ożywiła śmiała ponad 120-kilometrowa akcja Oscara Laguny (Relax). Przedostatni odcinek prowadził m.in. przez miejscowość Fuenlabrada, która niegdyś była pierwszym, zaś obecnie jest drugim sponsorem ekipy, w której jeździ Laguna. Dzielny Oscar zaatakował już na 3 kilometrze i na premii górskiej Paramera (kat. 3, na 15 km) szybko osiągnął 4.45 przewagi. Maksymalna przewaga samotnego śmiałka wyniosła 9.43 na 64 km tj. linii drugiej lotnej premii. Zresztą w nagrodę za swój wysiłek Laguna wygrał wszystko co było do wygrania na trasie tj. trzy lotne (w tym na 25 kilometrów przed metą w Fuenlabradzie) i dwie górskie premie. Jednak zgodnie z planem jego akcja wkrótce zakończyła się, dokładnie na 16 km przed parkiem rozrywki braci Warner. Ekipy sprinterów forsowały szaleńcze tempo by uniemożliwić jakiekolwiek akcje zaczepne. Było to o tyle ułatwione, iż ostatnie kilometry prowadziły autostradą i w dodatku lekko w dół. W związku z powyższym finisz był tyleż niebezpieczny co błyskawiczny, niewątpliwie na najtwardsze z możliwych przełożeń. Podobnie jak w Salamance największych faworytów (Petacchiego i Zabela) pogodził młodzian z Alessio Angelo Furlan. Wszystkich kolarzy w tym dwójkę Polaków 27. Sprucha i 82. Szmyda sklasyfikowano w czasie 25-letniego Włocha. Stąd w klasyfikacji generalnej przed finałową czasówką nie zaszły najmniejsze zmiany. Praktycznie rozstrzygnęły się już losy dwóch ubocznych klasyfikacji: punktowej i górskiej, ich liderom wystarczy jutro już tylko spokojnie dojechać do stadionu Santiago Bernabeu. Co ciekawe "najlepszy sprinter" Erik Zabel (Telekom) nie wygrał tym razem żadnego etapu, zaś Aitor Osa (iBanesto.com) "najlepszy góral" jest zaledwie 54. w generalce ze stratą przeszło półtorej godziny do lidera! Do końca natomiast toczyć się będzie walka o zwycięstwo w klasyfikacjach: indywidualnej i drużynowej. W obu przypadkach 68 sekund dzieli Roberto Herasa (US Postal) od Aitora Gonzaleza (Kelme) oraz ekipy Kelme-Costa Blanca od "niemieckiego" Team Coast. Na papierze Gonzalez jest faworytem, gdyż na krótszej czasówce wokół Cordoby (etap 10) pokonał Herasa o 1.34. Jednak to zawodnik US Postal był najlepszy w górach, więc zapewne przejechał je najświeższy, poza tym ruszy na trasę jako ostatni dzięki czemu pozna wszystkie międzyczasy swego głównego rywala. Ponadto w sensie psychicznym ekstra motywacji może mu dodać noszona koszulka lidera, symbol panowania nad kolarskim peletonem, który na wielu wyścigach potrafił skutecznie uskrzydlać jej posiadaczy. Za plecami czołowej dwójki możemy być świadkami równie ciekawej walki o trzecią pozycję. Joseba Beloki (ONCE) traci do Oscara Sevilli (Kelme) tylko 24 sekundy i choć co prawda Sevilla był lepszy o 21 sekund w Kordobie jednak Bask wcale nie jest bez szans na zepchnięcie "El Nino" z generalnego podium. Lepszy z dwójki Polaków Sylwester Szmyd (Tacconi Sport) na razie 28. ma ograniczone pole manewru. Wydaje się, że wyprzedzić go powinien dobry czasowiec Amerykanin Christian Vandevelde (US Postal) - po 20 etapach o 33 sekundy za naszym góralem. Jednak Bydgoszczanin może zaatakować pozycje Jose Antonio Pecharromana (Jazztel) i Daniela Atienzy (Cofidis), którzy wyprzedzają go odpowiednio o 12 i 21 sekund.Madrid, Estadio Santiago Bernabeu - 29 września:
Aitor Gonzalez (Kelme) nie pozostawił swoim rywalom oraz obserwatorom wyścigu żadnych złudzeń komu należało się zwycięstwo w 57 edycji Vuelta a Espana. Przed ostatnim dniem spekulowano na temat możliwych wydarzeń podczas czasówki prowadzącej na stadion madryckiego Realu. Obliczono nawet, iż Roberto Heras (US Postal) może tracić 1,6 sekundy na każdym kilometrze niedzielnej trasy aby zachować prowadzenie w wyścigu. Jednak Gonzalez szybko przeciął "gordyjski węzeł" naszych wątpliwości i już przed półmetkiem odrobił całą stratę do swego byłego kolegi z drużyny. Na mecie Aitor pokonał czternastego dziś Roberto aż o 3.22, zaś w klasyfikacji generalnej o 2.14. Zauważyć trzeba, iż choć dotychczasowy lider nie zachwycił to jednak w większym stopniu Gonzalez wygrał Vueltę swoją popisową jazdą na czas niż Heras przegrał szansę na drugi triumf. Góral rodem z Bejar musiałby bowiem przejść dziś samego siebie tj. zająć drugie miejsce na etapie i tym samym wygrać z tej klasy czasowcami co Angel Casero, David Plaza (obaj Team Coast) oraz Santiago Botero (Kelme) by mieć choćby nadzieje na obronę swej pozycji! Na podkreślenie zasługuje fakt, iż każdy ze 131 rywali Gonzaleza przegrał z nim dziś więcej niż o 68 sekund! Po prostu tego dnia nikt nie byłby w stanie obronić tak skromnej zaliczki, tym bardziej więc zadanie to przerosło możliwości Herasa. Drugi rok z rzędu cały wyścig wygrał kolarz, który ani przez chwilę nie był liderem! Joseba Beloki (ONCE) prowadził przez cztery dni, po czym za "pośrednictwem" swego kolegi Mikela Zarrabeitii przekazał złotą koszulkę Oscarowi Sevilli na dni dziewięć, aż w końcu po morderczej wspinaczce na Angliru na sześć dni ten cenny trykot objął w posiadanie Heras. Jednak to Gonzalez wywalczył sobie prawo do założenia jej na generalnym podium, zaś swój bezdyskusyjny triumf podkreślił jeszcze zwycięstwami na trzech etapach, w tym w obu indywidualnych czasówkach. Herasowi obok dwóch prestiżowych zwycięstw na górskich etapach (Pandera i Angliru) na skromne pocieszenie trafiła się jeszcze biała koszulka za zwycięstwo w klasyfikacji wszechstronnych. Za plecami wielkiej dwójki nie bez momentów dramatycznych toczyła się walka o miejsce na najniższym stopniu podium pomiędzy Sevillą a Belokim. Zwycięsko wyszedł z niej Bask z ONCE po tym jak 24 sekundy straty obrócił w 15 sekund zysku. Niemniej "El Nino" przegrałby z Josebą co najwyżej etap, a nie cały wyścig gdyby nie defekty, które zmusiły go do dwukrotnej zmiany roweru i kosztowały zapewne około pół minuty! Na dalszych miejscach w czołowej "10" pozycje swoje tzn. piątą i siódmą zachowali dzięki solidnej jeździe odpowiednio Iban Mayo (Euskaltel) i najwyżej sklasyfikowany ze wszystkich gości Włoch Francesco Casagrande (Fassa Bortolo). Znaczący skok na szóste miejsce (o trzy lokaty) wykonał natomiast wspomniany już Casero, który podobnie jak przed dwoma laty zajął drugie miejsce na finałowej czasówce. W ten sposób ubiegłoroczny triumfator potwierdził (oczekiwaną) zwyżkę swej formy. Gorszy początek wyścigu ze strony Angela był skutkiem niedotrenowania po długotrwałej kontuzji. Awansował też o jeden stopień tj. na dziewiąte miejsce, po nadspodziewanie dobrym występie w czasówce jego kolega z drużyny Manuel Beltran. Spadki o dwie pozycje zanotowali natomiast Felix Garcia Casas (Big Mat) na ósme miejsce i Włoch Gilberto Simoni (Saeco), który spisał się poniżej oczekiwań i ostatecznie zamknął pierwszą dziesiątkę asów. W cieniu rywalizacji indywidualnej trwała też walka o prymat w klasyfikacji drużynowej. Obie najsilniejsze ekipy czyli Kelme Costa-Blanca oraz Team Coast miały dziś wśród najlepszego tuzina zawodników po czterech swych reprezentantów! Lepsza o 57 sekund na etapie i tym samym o 2.05 w całym wyścigu okazała się drużyna "biało-zielonych" (Kelme), przede wszystkim dzięki wspaniałej jeździe swego lidera (Gonzaleza), który z nadwyżką odrobił niewielkie straty jakie ponieśli jego koledzy (Santiago Botero i Antonio Tauler). Polacy: Sylwester Szmyd zajął 54 miejsce (+ 5.41) i zgodnie z oczekiwaniami spadł o jedną pozycję, zajmując w całej imprezie 29 lokatę (+ 54.18) - najwyższą w historii polskich dokonań na trasie VaE. Zbigniew Spruch dziś był 82. (+ 6.40), a w klasyfikacji generalnej już bez zmian czyli 130. (+ 3:36.58). Taki jest efekt końcowy występu naszych reprezentantów należących do dwóch różnych pokoleń światowego peletonu. Weteran z Zielonej Góry (Spruch) wykuwał w Hiszpanii formę na Mistrzostwa Świata w Zolder, tam przekonamy się czy jest jeszcze w stanie nawiązać do wyników z najlepszych lat (1999-2000) swej kariery. Natomiast młodzik z Bydgoszczy (Szmyd) podobnie jak na wiosennym Giro zdobywał kolejne doświadczenia w wieloetapowym ściganiu. Miejmy nadzieje, iż w niedalekiej przyszłości będzie znaczącą postacią na trasach wielkiej trójki. Pierwszy rok należy uznać za udany bowiem 44 miejsce w Giro i 29 na Vuelcie to solidne efekty występów 24-letniego debiutanta. Co by jednak nie powiedzieć nasi kolarze byli statystami w peletonie, w którym najsilniejszy okazał się 27-letni Aitor Gonzalez - wysoki kolarz, świetny czasowiec i dobry góral. Być może z tych względów już teraz upatruje się w nim następcę wielkiego Miguela Induraina i być może pogromcę innego z kolarzy US Postal Service tj. samego Lance'a Armstronga. Czy tak będzie w rzeczywistości pokaże już przyszłoroczny sezon, w którym Aitor najprawdopodobniej zasili szeregi nowej ekipy Quick Step-Davitamon i tym samym zostanie kolegą Piotra Wadeckiego.