BŁYSKOTLIWA KARIERA

Spacerując deptakiem na tyłach małej wioski Unna w zachodnich Niemczech nikt nie zgadnie, że kilka kroków dalej ukryte jest przed ciekawskimi oczami niezwykłe muzeum kolarstwa. To w piwnicy domu Erika Zabela znajduje się wszystko to co ma związek z jego wspaniałą ośmioletnią karierą: koszulki w których zwyciężał, puchary, medale i wreszcie niezwykła kolekcja rowerów – widok, który pieści oczy najbardziej wymagającego kibica kolarskiego.

Zabel jednak tutaj nie mieszka – dom w którym na co dzień spotkać można jego żonę Cordulę i syna Rika znajduje się cztery mile dalej, po przeciwnej stronie wioski. Natomiast w tej suterenie, pokój za pokojem, jesteśmy biernymi uczestnikami błyskotliwej kariery, którą osiągnął ten 30 letni Niemiec, wcześniej urodzony i wychowany w byłej NRD.

Medale, puchary i trykoty pokrywają całe ściany, jedna za drugą, umieszczone w specjalnych gablotach, będących prezentem od żony – pod nieobecność Erika te nietypowe meble zostały wykonane przez lokalnego stolarza dokładnie według planów sporządzonych przez Cordulę. Najważniejsze z trofeów to koszulka Mistrza Niemiec z 1998 roku, żółta koszulka lidera TdF, zielone koszulki lidera punktowego w TdF, koszulki lidera Pucharu Świata – wszystkie umieszczone po prawej stronie w głównym pomieszczeniu. Na lewo zaś znajdują się koszulki lidera z niezliczonej ilości pomniejszych wyścigów. Przed gablotami stoją rowery – 13 idealnie wyczyszczonych i wypolerowanych modeli z pełnym wyposażeniem, zaczynając od tego, którego używał w czasie Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku, a kończąc na tym, na którym wygrał ostatni Puchar Świata. Na innej ścianie znajdują się medale i puchary z czasów gdy Zabel był amatorem i jeździł w reprezentacji kraju na wyścigach w Polsce i Węgrzech.

W stosunku do wszystkich tych pamiątek nasz mistrz cechuje się wyśmienitą pamięcią, nawet dotyczy to dokładnych przełożeń w poszczególnych rowerach. Przyznaje jednak ze śmiechem, że jeśli idzie o pomniejsze wyścigi, to mógł już co nieco zapomnieć. Oprócz tych trofeów w pomieszczeniach znajdują się też niezliczone prezenty od wiernych kibiców, poczynając od przedziwnego, plastikowego popiersia kolarza w koszulce Telekomu, pilnującego głównego wejścia.
Zabel jest wciąż na szczycie swojej kariery. W jednym pomieszczeniu znajduje się tak trenażer na zimowe dni, jak i fabrycznie nowy rower treningowy. Muszę sprawdzić, mówi Zabel, czy on również nadaje się do treningu w warunkach domowych. Ze sprzętów mieszkalnych jest tam tylko sofa i telewizor z magnetowidem oraz spora ilość taśm wideo o tematyce kolarskiej.

Mam też trochę kolarskich butów, chichocze Zabel, otwierając drzwi od szafy w której znajdują się starannie poustawiane wszystkie buty, których używał na wyścigach podczas ostatnich 9 lat. W innym pokoju znajduje się również olbrzymia kolekcja kół od wszystkich rowerów na których ścigał się Erik. Wielu sportowców kolekcjonuje swoje trofea, lecz to co widzimy w domu Zabela wydaje się być wyjątkowym ekscentryzmem. Pytamy więc go po co to wszystko? Powody są dwa, odpowiada Zabel. Po pierwsze pochodzę z Europy Wschodniej, gdzie takie komponenty jak Campagnolo praktycznie nie istniały. Moim pierwszym prawdziwym wyścigowym rowerem był Gazelle z Holandii. Miałem wówczas 18 lat albo i mniej. Jeździłem wtedy na zwykłej stalowej ramie zaopatrzonej w stalowe korby i nie ma się co dziwić, że nie odnosiliśmy wielkich sukcesów w NRD. Drugi powód jest taki, że ja po prostu kocham kolarstwo. No a w dodatku nie sądzę, aby moja żona zechciała trzymać te wszystkie graty w domu.

To żywe wciąż muzeum nie jest jednak dowodem pychy Zabela. W przeciwnym razie nie byłoby ukryte przed wścibskimi oczami w piwnicy anonimowego domu w małej niemieckiej wiosce. Z dala od swych wschodnioniemieckich korzeni Zabel buduje swoją prywatna historię kolarstwa i co ważne, bawi go to.

Inspiracją dla Zabela był Sean Kelly. Kiedy zaczynałem swoja profesjonalną karierę, przez półtora sezonu miałem przyjemność z nim się ścigać zanim przeszedł on na sportowa emeryturę. Był on moim bohaterem. Wiem o nim bardzo dużo, nie tylko o jego zwycięstwach w klasykach i w Pucharze Świata, ale i o jego występach w Vuelcie i Wyścigu Dookoła Szwajcarii. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że częściej zdobędę zieloną koszulkę niż on! Kelly w kilku miejscach różnił się ode mnie. Dla niego bowiem klasyki i zielona koszulka miały zawsze taką samą wagę. Ja natomiast z wyjątkiem Milan - San Remo nigdy do tej pory w klasykach nie brylowałem.

Ostatnie osiągnięcia Zabela w tej materii plasują Niemców na zupełnie nowej płaszczyźnie w kolarskim współzawodnictwie. Przypomnijmy chociażby jego trzecie miejsce w klasyku Paryż – Roubaix. To było dla mnie niewiarygodne stać na podium obok Musseeuw’a mówi Erik.

Dlaczego się przeprowadziłem
Urodzony i wychowany we wschodnim Berlinie, Zabel przeprowadził się do Dortmundu w roku 1991. Tam zaczął trenować w lokalnym amatorskim klubie kolarskim Olympia Dortmund.

Unna, gdzie obecnie mieszka Erik wraz z żoną i synem mieści się na wschodzie bardzo uprzemysłowionego obszaru zwanego Zagłębiem Ruhry. Gdy zamieszkałem tutaj i zacząłem trenować, nie miałem początkowo pojęcia gdzie jedno miasto kończy się, a drugie zaczyna, mówi Zabel. Obszar bardzo przypomina belgijską Flandrię – małe wzniesienia, wąskie szosy, gdzie zawsze wieje wiatr, jednym słowem jest tam wszystko czego dusza zapragnie aby zorganizować jakiś wyścig klasyczny.
Raz w roku Zabel wraca do Berlina zobaczyć się ze swoją rodziną i i odbyć przyjacielski trening z byłym klubowym kolegą Janem Schaffrath’em. Jednakże, jak mówi, trening ten to naprawdę walka z potwornym ruchem na jezdni. Ta część Niemiec gdzie obecnie mieszkam jest zdecydowanie lepsza dla uprawiania kolarstwa.

Moje rowery
Tuż przed gablotą z pucharami stoi trzynaście rowerów. Czternasty rower, prototyp, który zamierza Zabel sprzedać, za jak mówi astronomiczną kwotę, odpoczywa za sofą. Rowery stoją w chronologicznym porządku. Pierwszy od lewej to czarny rower na którym jechał Zabel w roku 1992 na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie. Następny w kolejności, to rower na którym wygrał swój pierwszy poważny wyścig w zawodowej karierze – klasyk Paris – Tours w roku 1994. Rower ten to Eddy Mercx. Następnie Telekom podpisał jednak umowę z firmą Pinarello i wszystkie następne rowery Erika noszą już to charakterystyczne logo. Pierwsze dwa rowery tej firmy to skąpo wyposażone maszyny przeznaczone do jazdy na czas. Używał ich Zabel w czasówkach na TdF. Następne dwa rowery to te na których wygrał on klasyki Milan – San Remo w latach 1998 i 1999. Wreszcie ostatni w kolejce, na prawym skraju stoi rower na którym wygrał Zabel w roku 2000 Puchar Świata.
To jeszcze nie wszystko mówi nasz gospodarz. Rowery na których aktualnie jeżdżę mieszczą się w garażu, na zapleczu mojego domu.

Jakie przełożenie? Jaki rower?
Zabel określa się jako konserwatysta. Będąc bowiem sprinterem preferuje jednak tarczę 53 ząbkową. 54, a nawet 55 zębów to dobre na klasyki. Przy wyścigu wieloetapowym nie ma to jednak jak klasyczna tarcza z 53 zębami. Czasami nawet trenuję używając tarczy z 52 zębami, gdyż daje mi to dodatkowego kopa na rozpoczęcie sezonu, mówi.
Jeśli idzie o ramę, to będąc sprinterem, najważniejsza jest dla niego duża sztywność. Nawet, gdyby rama miała być trochę cięższa, dodaje. Nie mam swojego ulubionego materiału. Większość z tych rowerów, które należą do mojej kolekcji mają ramy wykonane z aluminium. Jednak znaleźć można tu i takie, które wykonane są z tytanu, włókna węglowego, a nawet są dwie stalowe.

Czy wiesz?

  • Zabel uważa, że najszybszym sprinterem na świecie jest Mario Cipllini, a nie on!

  • Ojciec Zabela, w młodości amator jeżdżący w Wyścigach Pokoju w drużynie NRD, zaprowadził go do szkoły sportowej, gdy ten miał zaledwie 10 lat.

  • Zabel swój pierwszy wyścig wygrał jako junior finiszując z 19 osobowej grupy, która utworzyła się na samym starcie.

  • Jego ulubione hobby to golf.

  • W młodości grał też w piłkę nożną, nie byłem jednak w tym nigdy dobry, dodaje.

  • Najpoważniejszy wypadek rowerowy miał Zabel w wieku 11 lat. Wracał na rowerze z treningu i został uderzony przez samochód. Jak tylko po wypadku mógł już chodzić, natychmiast wsiadł ponownie na rower. Zabrało mu to jednak kilka miesięcy.

  • Kontrakt z Telekomem kończy mu się pod koniec roku 2003.

POWRÓT